Dlaczego nie będę głosował na...

19.09.05, 12:08
Ja, jako duch rozsądku zdrowego, od jakiegoś czasu zastanawiam się, na którą
osobę i jakie ugrupowanie zagłosować w wyborach do Sejmu.
Trudno znaleźć osoby i ugrupowania nieskazitelne, które łączą w sobie
mądrość, uczciwość, przyzwoitość i program, który jestem skłonny zaakceptować.
Ten splot uwarunkowań sprawia, że rozpocząłem selekcję – na jakie ugrupowanie
nie zagłosuję choćby kandydatem była osoba godna uznania.
Zdaję sobie sprawę, że jest to rozumowanie negatywne. Ale nie mam innego
wyjścia jestem zmuszony wybrać najmniejsze zło opierając się na
dotychczasowych doświadczeniach, ocenie kandydatów i prezentowanych
programach.
    • Gość: posel nowak Re: Dlaczego nie będę głosował na... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.05, 12:41
      A senat?
      • jaduch Re: Dlaczego nie będę głosował na... 19.09.05, 12:49
        Szanowny Panie Pośle!

        Senat i pierwsza runda wyborów prezydenckich nie stanowi problemu. Nie wiem,
        czy Pana ucieszę, ale w wyborach do Senatu oddam głos na Pana, chociaż do Pana
        także mam zastrzeżenia.
        Proszę się nie obrażać, że Pana również pozwolę sobie jeszcze uznawać
        za „mniejsze zło”.

        Pozdrawiam i życzę pomyślności
        • Gość: posel nowak Re: Dlaczego nie będę głosował na... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.05, 13:20
          to jest dopuszczalna krytyka i pana ocena mojej osoby. Ja za moje dzialania,
          jezeli nie odpowiadaja w całosci pana oczekiwaniom, przepraszam, ale poki co
          wole byc "mniejszym zlem"
          • jaduch Re: Dlaczego nie będę głosował na... 19.09.05, 13:34
            To jest bardzo miłe, że uznał Pan to, za krytykę dopuszczalną. Jeszcze milsze
            jest, że przeprosił Pan za działania, które nie spełniają moich oczekiwań.
            Tym samym dorzucił Pan jeden kamyczek do ogródka argumentów przemawiających za
            Panem.

            Pozdrawiam
            • Gość: posel nowak Re: Dlaczego nie będę głosował na... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.05, 13:40
              Jezeli, ktores z moich dzialan nie sa po pana mysli - OK. Prosze jednak
              wiedziec, ze ten moj "cichy front" nie dla kazdego musi byc z miejsca
              zrozumiały.
              Nie wszystko podaja media, nie wszyscy sa fachowcami, w tym co robie a co
              najwazniejsze, to nie kazdemu, np panu nie jest znany stan faktyczny danej
              kwestii. Ja naprawde penetruje dosc głeboko pewne kwestje.
              Np. jedna pani prokurator, po przeczytaniu jej mojej ostatniej ulotki,
              swtierdziła coś takiego. "Wiesz ten Nowak to ma racje w tych sprawach
              prokuratorskich". Zaznaczam, ze pani prokurator została zapytana bez
              podpowiadania jej, ze pytajacy mnie zna.
              • Gość: Rozbawionydołez Re: Dlaczego nie będę głosował na... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.05, 15:32
                Nie wszystko podaja media, nie wszyscy sa fachowcami, w tym co robie a co
                najwazniejsze, to nie kazdemu, np panu nie jest znany stan faktyczny danej
                kwestii.(cyt. z Pana Nowaka)
                Uhahahaubuhahha
                • jaduch Re: Dlaczego nie będę głosował na... 19.09.05, 15:45
                  Śmiech to zdrowie. Ale dobrze śmiech poprzeć argumentem.
                  Tylko proszę, aby argumenty nie były formatu niejakiego Henryka Długosza lub z
                  tych wałkowanych już na tym forum. To chyba ten jeden zarzut, który się
                  pozostał z 22 zarzutów sprawy w Pińczowie?
    • jaduch Re: Dlaczego nie będę głosował na... 19.09.05, 12:49
      Żeby nie tworzyć wizji całkowicie pesymistycznej, to powiem, że zastanawiam się
      nad dwoma ugrupowaniami, na które prawdopodobnie zagłosuję. Nie uważam, że
      ugrupowania te maja najlepszy program i skupiają ludzi najodpowiedniejszych.
      Jednak w tych programach jest myśl rozsądna, która daje nadzieję. Myśl, z którą
      nie zgadzam się w pełni, ale ta myśl jest właściwa dla mnie, jako ducha
      rozsądku.
      Wątpię, aby któreś z tych ugrupowań znalazło się w parlamencie, ale zagłosuję,
      bo głosując na innych zaprzeczyłbym zasadom przyzwoitości i wiedzy, czyli
      duchowi rozsądku.
    • jaduch Re: Dlaczego nie będę głosował na... 19.09.05, 13:31
      Ze względów oczywistych nie zagłosuję na SLD, SdPl, PSL, czy PD lub LPR.
      Ze względów zdrowego rozsądku nie zagłosuję na śmieszności typu Samoobrona, czy
      Polska Partia Pracy.
      Ze względów oczywistych, i zdrowego rozsądku nie zagłosuję na PO i PiS.

      I właśnie PO i PiS należy się szersze uzasadnienie, które należałoby
      przedstawić w kolejnych odcinkach.
      • Gość: kolega Re: Dlaczego nie będę głosował na... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.05, 15:34
        proponuje zaglosowac na berdyczów, ale `chłopie smędzisz. Idź na spacer
        • jaduch Re: Dlaczego nie będę głosował na... 19.09.05, 15:47
          Wyjście jest proste - nie czytać tego, co piszę i wybrać się na spacer.
    • jaduch Dlaczego nie będę głosował na PO 19.09.05, 15:12
      Jako, że na forum pojawiła się wzmianka o pewnym filmie, to może zacznę od
      tego. Już jakiś czas temu uczestnik tego forum „kobylybbb” przytaczał fragmenty
      dialogów z tego filmu. Film nowością nie jest. Ale warto sobie przypomnieć,
      jaką rolę odgrywali wtedy obecni ludzie PO, w tym jednostki wybitne Donald Tusk
      i Jan Rokita.
      W nocy z dnia 04.06.1992r. na 05.06.1992r. odwołano rząd. Pośród różnych
      okoliczności towarzyszących odwołaniu, jedną z ważniejszych było pewne
      spotkanie. Na tym spotkaniu roiło się od funkcjonariuszy SB i ich przyjaciół.
      Strach przed ujawnieniem był tym, co zmotywowało ich do energicznej akcji.
      Oto dialogi z części tego spotkania (za naszym dziennikiem):
      Wokół Wałęsy zasiadają m.in. Donald Tusk, Tadeusz Mazowiecki, Leszek Moczulski
      (uznany przez sąd za współpracownika SB. Inni czekają na uznanie), Waldemar
      Pawlak. Jest obecny Mieczysław Wachowski.

      Moczulski: - Właściwie tak tuśmy doszli do wspólnego wniosku, że można nawet w
      tej chwili powołać premiera na tak zwane porozumienie dżentelmeńskie. Żeby na
      tydzień był premierem. W ciągu tygodnia uformujemy koalicję.
      Wałęsa: - Wy nie wiecie, jak daleko oni zaszli, dlatego trzeba ich
      błyskawicznie. Natychmiast, dzisiaj.
      Pawlak: - Tylko że to jest trochę gangsterski chwyt.
      Wałęsa: - Panowie, na kogo ma moja nominacja być? Czy przejdzie Pawlak? Panie
      Tadeuszu, ale pan jest wicepremier [o Mazowieckim].
      Mazowiecki: - Ja nie wejdę do rządu, ale mogę to skonsultować.
      Wałęsa: - Słuchajcie, bo jak nie przejdzie [Pawlak - wyj. red.], to jesteśmy w
      bardzo trudnej sytuacji. Też możemy się porozumieć, że później będziemy robić
      różne układanki jeszcze. Ale natychmiast trzeba zablokować tych ludzi, żeby nie
      przyszli do biura.
      Tusk: - Jak SLD nie skrewi, to przejdzie. A jak nie przejdzie...
      Moczulski: - To wtedy przecież pan Waldek nie będzie się upierał, prawda.
      Tusk: - Panowie, policzmy głosy - KPN, SLD, mała koalicja.
      Moczulski: - Jeśli lewica wstrzyma się od głosowania, to nam wystarczy.
      Tusk: - Według mojej wiedzy i wszystkich chyba tu obecnych SLD nie wstrzyma
      się, tylko będzie głosować za odwołaniem.
      Moczulski: - Za odwołaniem tak, ale czy będzie głosował za Pawlakiem w ogóle.
      Tusk: - Waldek, twierdziłeś, że tak. Dla SLD jest lepszy kandydat do poparcia.
      Wałęsa: - Dzisiaj wysondowałem wszystkie możliwości, dziś nie przeciągniemy
      inaczej.
      Moczulski: - Podejmujemy męską decyzję: Pawlak i koniec.
      Głosy: - Zgoda, zgoda, zgoda.
      Wałęsa: - Pismo jest przygotowane. Dzisiaj, natychmiast. Ja jutro nie mogę ich
      wpuścić do biura.

      Tylko dwie lub trzy osoby na tym spotkaniu wyglądały, jakby były sytuacją
      całkowicie zaskoczone i przybite. Były to prawdopodobnie tzw. „kwiatki do
      kożucha”. Tym bardziej, że zezwolono na filmowanie spotkania.
      Pucz się udał. Na tym spotkaniu był Tusk inspirowany z pewnością przez swoich
      kolegów liberałów oraz Geremka, Kuronia, Michnika i Mazowieckiego. Dalej lepiej
      nie sięgać.
      • jaduch Dla przypomnienia 19.09.05, 15:28
        Przypomnę, co tej pamiętnej nocy na posiedzeniu Sejmu powiedział Pan Premier
        Jan Olszewski. Przypomnę dlatego, żeby porównać to z obecnymi wypowiedziami
        Jana Rokity, który wtedy szalał na trybunie sejmowej i nalegał, aby głosowania
        nad odwołaniem rządu nie przekładać na następny dzień. Widocznie ten dobrze
        poinformowany człowiek wiedział, że 8-10 godzin zwłoki może sprawić, że pucz
        się nie powiedzie.

        Prezes Rady Ministrów Jan Olszewski:
        Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Gdybym przemawiał dzisiaj rano, to przemówienie
        byłoby inne, byłoby pewnie dłuższe, do innych odwołałoby się argumentów. Pewnie
        bym mówił o tym, jaki był start tego rządu, na jakie napotykaliśmy trudności
        aby choćby ocenić zastany stan rzeczy ile trudności wymagało zdyscyplinowanie
        finansów publicznych na elementarnym choćby poziomie, ile włożyliśmy wysiłku w
        przywrócenie normalnych funkcji podstawowym gałęziom tego aparatu, jaka była
        linia polityczna rządu i co robiliśmy, aby przygotować całościową reformę,
        reformę administracji ogólnej i gospodarczej, i jakie akty zostały przygotowane
        i dlaczego nie zostały wniesione przed budżetem. Mówiłbym pewno o tym, że ten
        rząd, o którym tu tyle mówiono, że żadnego programu nie ma tylko on jeden
        potrafił sformułować wieloletnie założenia polityki społeczno-gospodarczej,
        przez ten Sejm nie przyjęte, ale jedyne, jakie zostały sformułowane i jakie są
        realizowane, i na których oparty jest budżet, który wy, państwo, jutro
        przyjmiecie, bo żadnego innego budżetu, opartego o inne założenia, pod groźbą
        katastrofy tego państwa i gospodarki, nie można skonstruować. I chociaż tego
        rządu nie będzie, to będzie jego budżet. I przez wiele miesięcy będziecie
        musieli testament tego rządu wykonywać, bo nie ma innej możliwości, i
        przekonacie się o tym.
        Ale to wszystko powiedziałbym dzisiaj rano. Teraz mówić o tym nie warto, bo nie
        o to teraz tu chodzi, bo nie dlatego głęboko w nocy debatuje się nad tym, aby
        odwołać rząd natychmiast, zaraz, żeby już go nie było zanim rozpocznie się
        następny dzień. Nie dlatego, że był zły, bo nie dawał sobie rady z gospodarką,
        nie dlatego, że miał złą linię polityczną, nie dlatego, że nie miał polityki
        informacyjnej, o czym bardzo dużo mówiono, w czym może i jest źdźbło prawdy. I
        nie dla stu innych powodów, które tutaj można by było podać i pewnie byłyby
        przytaczane, gdyby dyskusja toczyła się w normalnym czasie, w normalnym trybie
        i w normalny sposób, tylko dla zupełnie innej przyczyny. Przyczyny leżącej w
        istocie poza tym rządem.
        Kiedy obejmowałem moje funkcje i wcześniej, po wielokroć wcześniej, wiele
        miesięcy, może lat wiedziałem, że przyjdzie nam budować nowy system władzy
        demokratycznej w Polsce, nowy ustrój, nową, trzecią, naszą, polską
        Rzeczpospolitą w sytuacji, kiedy będziemy obciążeni potwornym spadkiem
        pozostawionym przez tę dziedzinę, ten sektor komunistycznego reżimu, który był
        jego istotą, a jego istotą był aparat przemocy, aparat policyjnej przemocy,
        aparat policji politycznej. I jak ten aparat pracował, i jakie były jego zasady
        działania, mało kto na tej sali wie tak dobrze jak ja. Latami mogłem na to
        patrzeć, występując w obronie ludzi przez ten aparat ściganych. Wielu z nich
        jest dziś na tej sali. Wiedziałem, jak tragiczne bywają przypadki, losy, fakty.
        Nikt nie wie tego lepiej ode mnie, ale też nikt lepiej ode mnie nie wie, jak
        straszliwy jest ten spadek, jak rozległy, jak wielki, jak straszne może
        pociągać skutki dla losów jednostek w to wplątanych. A wtedy kiedy te jednostki
        biorą udział w kierowaniu życiem publicznym jak w warunkach, w których my
        działamy jak tragiczne może mieć to skutki dla interesu już nie publicznego,
        dla interesu narodowego. Mówiłem to po wielokroć w roku 1990, 1991, w ruchu
        obywatelskim, kandydując do Sejmu. Kiedy mówiłem o dekomunizacji, kiedy
        polemizowałem z teorią grubej kreski, miałem zawsze w pamięci ten problem. I
        kiedy objąłem funkcję premiera, wiedziałem, że mój rząd musi się z nim
        zmierzyć. Przyjąłem pewne założenia wiedząc, jak bardzo jest to problem ważny,
        jak zarazem trudny i jak ogromnie tragiczny dla wielu ludzi, więc szukałem,
        starałem się szukać najlepszego wyjścia. W takich sprawach, w moim przekonaniu,
        spieszyć się nie należy. Ale byłem w błędzie, byłem w błędzie. Są sytuacje,
        kiedy trzeba się spieszyć.
        Wydałem instrukcje, polecenia kierownictwu resortu spraw wewnętrznych, aby
        przygotowało akt, który będzie pozwalał przez zakreślenie pewnego czasu,
        możliwie bezboleśnie, jak najbardziej humanitarnie wycofać się z życia
        publicznego ludziom obciążonym tym tragicznym, tragicznym spadkiem przeszłości,
        bez wystawiania kogokolwiek pod pręgierz opinii publicznej, z zachowaniem
        wszystkich zasad humanitaryzmu i z zachowaniem jednocześnie w tych wypadkach,
        gdzie osobista, własna wola czy własna decyzja zainteresowanych by nie
        nastąpiła lub była niewystarczająca, możliwości stworzenia rzeczywistego,
        gwarantującego obiektywne rozpoznanie sprawy organu i procedur, które by
        takiego ostatecznego rozliczenia zamykającego tamten trudny czas i
        otwierającego możliwości normalnego działania w życiu publicznym III
        Rzeczypospolitej dokonały. Nie doszło do tego, chociaż prace nad tym były, jak
        mnie informowano, zaawansowane.
        Ja sam, muszę się przyznać tu przed Wysoką Izbą, uważałem, że w natłoku zajęć,
        których premierowi tego rządu, żadnego zresztą rządu w Polsce, na pewno nie
        brakuje i nie będzie brakowało, że nie warto tracić czasu na czytanie akt
        zgromadzonych przez dawne służby bezpieczeństwa. I po niczyje akta, ani własne,
        ani moich ministrów, nie sięgałem. Jeżeli byłaby sprawa wychodziłem z takiego
        założenia która wymagałaby ostatecznego rozliczenia i zakończenia, odkładałem
        to do momentu stworzenia takiego właśnie racjonalnego mechanizmu.
        To tu na tej sali padł wniosek zobowiązujący resort spraw wewnętrznych do
        przedstawienia, jak ujmował ten wniosek, listy agentów. I to tutaj, na tej
        sali, on został uchwalony. I jego wykonaniem wola tego Sejmu obciążyła ministra
        spraw wewnętrznych. Mógłbym pozostać poza tym, mnie tam nie fatygowano.
        Uważałem jednak, że w tej trudnej, prawie beznadziejnej sytuacji nie mogę
        uchylić się od współodpowiedzialności. Prosiłem ministra Macierewicza o to, aby
        zostało dokonane nie zestawienie agentów, bo takiego przygotować nikt w
        resorcie spraw wewnętrznych nie jest władny, tylko zestawienie takich
        informacji (Głos z sali: Może pomówień.), jakie w archiwach można znaleźć (Głos
        z sali: Wybiórczo.) Wszystko jest zawsze wybiórcze i wszystko może być
        pomówieniem. Ja o tym doskonale proszę państwa wiem, dlatego dlatego,
        podkreślam po pierwsze, uważałem, że dopóki sam Sejm nie zdecyduje się co
        zrobić, nie można uchylić tajemnicy tych faktów. A po drugie... (Wesołość na
        sali) Ja rozumiem ten wesoły śmiech, bo są przecież ludzie, dla których fakt,
        że coś jest tajemnicą, jest w ogóle niezrozumiały ale ja zakładam, zakładałem,
        miałem prawo zakładać, że w tej Izbie, która gromadzi najwyższe
        przedstawicielstwo narodowe, takich ludzi nie ma. (Oklaski) Ponadto starałem
        się o stworzenie pewnych procedur kontrolnych, w imię czego zwróciłem się do
        pierwszego prezesa Sądu Najwyższego profesora Adama Strzembosza o podjęcie się
        funkcji osoby powołującej tak się mogło wydawać najbliższy tym sprawom organ,
        który mógłby dokonać choćby wstępnej pewnego rodzaju weryfikacji. Nic więcej,
        nic więcej bez woli Sejmu we własnym zakresie rząd ani premier zrobić nie
        mogli, tylko tyle.
        • jaduch Dla przypomnienia cd. 19.09.05, 15:29
          Dzisiaj na tej sali dotarł do mnie dokument, który został doręczony klubom
          poselskim i udostępniony państwu posłom i państwu senatorom. Dotarł do mnie
          równocześnie, a właściwie o godzinę później niż do was, z przyczyn, jak zwykle
          u nas, pewnych niedowładów technicznych. Przeczytałem go po zakończeniu rannej
          sesji. Tak, to jest lektura porażająca. I wiem, teraz wiem, dlaczego temu
          wszystkiemu co się tutaj dzieje nie mam prawa się dziwić (Poruszenie na sali),
          ponieważ ta lektura była porażająca, jak sądzę, nie tylko dla mnie.
          Myślę, że czas, który nadchodzi, da odpowiedź na wiele pytań. Wiem, że w tym,
          co przeczytałem, jest ogromny ładunek ludzkich nieszczęść. Wiem także, że jest
          w tym ogromny ładunek niebezpieczeństwa dla Polski i trzeba te dwie sprawy, te
          dwie wartości bilansować, w bardzo trudnym wyważeniu.
          Sądzę, że nie warto tutaj mówić o tym, w jakich warunkach ten rząd działał.
          Sądzę, że nie warto tutaj mówić o tym, ile jego premier i jego ministrowie
          spokojnie znosili potwarzy, pomówień, pogardliwych aluzji, nie ze zwykłej tam
          prasy brukowej w rodzaju tygodnika ˝Nie˝ (Wesołość na sali) tylko z takich
          pozycji i od takich osób, od których naprawdę było to ciężko znieść, bo trudno
          było takie wypowiedzi lekceważyć. Ale służba publiczna to nie jest przyjemność,
          jeżeli ktoś się jej podejmuje, musi być na wiele gotowy. Ja byłem gotowy i nie
          to może mnie wyprowadzić z równowagi. Jeżeli dzisiaj mówię, że nie składam w
          tym momencie, mimo że mam tych doświadczeń ostatnich miesięcy, a zwłaszcza
          tygodni serdecznie dosyć, mimo to oświadczam, że nie składam rezygnacji
          (Oklaski) i z pełną świadomością stawiam przed wami państwo posłowie to
          zadanie, abyście według własnego sumienia głosowali za odwołaniem lub przeciw
          odwołaniu tego rządu, to czynię tak w przekonaniu, że od dzisiaj stawką w tej
          grze jest coś innego niż tylko kwestia, jaki rząd będzie w Polsce wykonywał ten
          budżet do końca roku, że w grze jest coś więcej, że w grze jest pewien obraz
          Polski jaka ona ma być. Może inaczej, czyja ona ma być?
          Jest Polska, była Polska przez czterdzieści parę lat, bo to jednak była Polska
          była własnością pewnej grupy, własnością może z dzierżawy raczej przez kogoś
          nadaną. Potem myśmy w imię racji, ważnych racji politycznych zgodzili się na
          pewien stan przejściowy, na kompromis, na to, że ta Polska jeszcze przez jakiś
          czas będzie i nasza, i nie całkiem nasza. I zdawało się, że ten czas się
          skończył. Skończył się wtedy, powinien się skończyć, kiedy uzyskaliśmy władzę
          pochodzącą z demokratycznego, prawdziwie demokratycznego wyboru. A dzisiaj
          widzę, że nie wszystko się skończyło, że jednak wiele jeszcze trwa i że to,
          czyja będzie Polska, musi się dopiero rozstrzygnąć. To się będzie rozstrzygało
          także (Oklaski) w jakiejś mierze, w jakiejś cząstce dziś tutaj na tej sali.
          Chciałbym stąd wyjść tylko z jednym osiągnięciem. I jak do tej chwili nam
          przekonanie, że z nim wychodzę. Chciałbym mianowicie wtedy, kiedy ten gmach
          opuszczę, kiedy skończy się dla mnie ten, nie ukrywam, strasznie dolegliwy
          czas, kiedy po ulicach mojego miasta mogłem się poruszać tylko samochodem, albo
          w towarzystwie torującej mi drogę i chroniącej mnie od kontaktu z ludźmi
          eskorty, że wtedy, kiedy się to wreszcie skończy, będę mógł normalnie na ulice
          tego miasta wyjść i popatrzeć ludziom w oczy. (Oklaski) I tego wam, państwo
          posłowie, panie posłanki, życzę po tym głosowaniu. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
        • jaduch Dla przypomnienia - Jan Rokita 19.09.05, 15:37
          A z jakim zaangażowaniem i pasją walczył Jan Rokita o natychmiastowe (późna
          noc) odwołanie rządu i jak namiętnie wspinał się na trybunę niech zaświadczy
          poniższy fragment Jego wystąpienia. Może żarliwością natchnął Jasia Jego tatuś,
          PZPR-owski aparatczyk.

          Poseł Jan Rokita:
          Panie Prezydencie! Panie Marszałku! Szanowni Państwo! Chcę się opowiedzieć
          zdecydowanie przeciwko wnioskowi złożonemu przez pana posła Niesiołowskiego z
          jednego, podstawowego względu i tu jakby kontynuuję myśl ze swojego
          wcześniejszego wystąpienia z tej trybuny. Ten wniosek zmierza do tego, aby w
          związku z koniecznością dokonania czynności technicznych, takich jak drukowanie
          kart przy głosowaniu imiennym, za wszelką cenę nie doprowadzić dzisiaj do
          głosowania nad wnioskiem pana prezydenta i trzech klubów w trakcie bieżącego
          posiedzenia, o tym mówię. (Poseł Stefan Niesiołowski: Nieprawda, kłamstwa,
          pomówienia, panie pośle.)
          W związku z tym postuluję, aby jednak udaremnić tę próbę, konsekwentną muszę
          przyznać, obstrukcji parlamentarnej i doprowadzić do głosowania w normalnym
          trybie (Poruszenie na sali), by głosy policzyli posłowie sekretarze.
          (...)
          Ze swej strony chcę zapewnić wszystkich panie i panów posłów, że wnioskodawcy
          odpowiedniego wniosku w tej sprawie będą tak długo trzymać ręce, żeby mogli być
          dokładnie zauważeni, policzeni i wymienieni z nazwiska w każdej, dowolnej
          publikacji. (Oklaski)
          • jaduch I co teraz robi Jan Maria Rokita 19.09.05, 23:00
            Teraz Jan Maria Rokita widzi jedną z głównych przyczyn złego stanu państwa w
            korupcji, układach mafijnych realizowanych przez ludzi związanych ze służbami
            specjalnymi.
            Czyli przez ludzi, których z taką żarliwością bronił. Obecnie poróżnił się
            nawet ze swoim guru Tadzikiem Mazowieckim. Okazało się bowiem, że Maryś już za
            demokracji był inwigilowany.
            Kariera Marysia jest bogata. Był i liderem ugrupowań popierających rząd, był i
            uczestnikiem rządu. Jego związki z rządem zawsze jednak kończyły się totalną
            klęską

            Nigdy nie wykazał się takim samozaparciem, jak przy obronie SB-ków. Zresztą
            inni także wykazali się wtedy samozaparciem.
            A najśmieszniejsze z tego wszystkiego, że są tacy, którzy twierdzą, że rząd
            Olszewskiego odwołano z innych względów. Że był nieudolny, że prowadził Polskę
            do ruiny. A pan Olszewski objął rząd po urzędowaniu pana Bieleckiego i
            Balcerowicza. I był to czas bardzo zły. Bo pan Balcerowicz, któremu niewiele
            się udało, jak każdemu monetaryście, w rządzie Bieleckiego przesadził. Inflacja
            wymykała się spod kontroli, Międzynarodowy Fundusz Walutowy wprowadzał sankcje
            w stosunku do Polski. Pan Olszewski to opanował. Co więcej, w ciągu następnych
            kilku dni po odwołaniu rządu Pana Olszewskiego Sejm, praktycznie bez poprawek
            przyjął budżet przygotowany przez ten rząd, który miał Polskę zrujnować.

            A Jaś Rokita kilka lat później poparł AWS i pana Balcerowicza. Pan Balcerowicz
            znów wprowadził w czyn swe wielkie idee i tak „schłodził” gospodarkę, że do
            dzisiaj odczuwamy tego skutki. Później drogi Jasia, Balcerowicza i AWS zaczęły
            się rozchodzić. Są tacy, którzy twierdzą, że dlatego, że spieprzyli co było do
            spieprzenia i wycofali się pod pretekstem „niezgodności programowej” :)
            Balcerowicz poszedł do NBP i nadal szkodzi, a Jaś Rokita z fałszywym uśmiechem
            opowiada bajki, w które wielu uwierzyło.
            Ale pamiętajmy, że Jaś przez dużą część swojej politycznej kariery był laleczką
            w rękach Geremka, Michnika, Kuronia i chyba coś z laleczki Mu pozostało. Bo do
            własnej rozsądnej myśli to Jaś raczej zdolny nie jest.
      • Gość: Rydzyk Re: Dlaczego nie będę głosował na PO IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.05, 15:34
        Glosujesz na LPR?
        • jaduch Re: Dlaczego nie będę głosował na PO 19.09.05, 15:38
          Gość portalu: Rydzyk napisał(a):

          > Glosujesz na LPR?

          Już napisałem na kogo na pewno nie zagłosuję. LPR znajduje się na tej liście.
      • jaduch Stefan Kawalec – główny myśliciel Rokity i Tuska 21.09.05, 11:43
        www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20050921&id=my16.txt


        A może na odwrót? Rokita i Tusk – laleczkami Kawalca i innych?
    • Gość: Gargamel Re: Dlaczego nie będę głosował na... IP: 81.6.130.* 19.09.05, 23:13
      Co do mnie to choć nie zamierzam oddawać głosu na Pana Posła Nowaka - muszę
      przyznać, że imponuje mi Jego wyjątkowa w dzisiejszych czasach wytrwałość w
      ujawnianiu wszelkich afer. Co więcej nie tylko ja widzę to, że Pan Poseł Nowak
      w jednakowy sposób traktuje wszystkich aferzystów - bez względu na ich
      przynależność partyjną. Jako Członek Kieleckiej Lewicy jestem Mu wdzięczny za
      to, że konsekwentnie piętnował "giszefty" firm należących do byłego Barona
      Świętokrzyskiego i jego żony. Samo to tylko rekompensuje Jego trudny często
      charakter i przemawia za dalszą obecnością w Parlamencie. Życzę powodzenia
      Szanowny Panie Pośle Nowak.
Pełna wersja