Gość: Filip
IP: *.sympatico.ca
14.11.05, 03:53
O polonijnej kulturze w Stanach Zjednoczonych z radcą ds. kultury Ambasady RP
w Waszyngtonie Mariuszem Brymorą rozmawia Agnieszka Flakus, która nadesłała
nam swój tekst; ukaże się on w listopadowym numerze chicagowskiego „Magazynu
Plus”.
USA: Muszę mieć ciągle oczy i uszy otwarte
- Od 1999 roku pracuje Pan w służbie dyplomatycznej RP. Piastował Pan funkcję
konsula w Chicago, a trzy miesiące temu objął stanowisko radcy ds. kultury w
Ambasadzie Polskiej w Waszyngtonie. Proszę powiedzieć, czym zajmuje się
attaché kulturalny?
Mariusz Brymora: Moje główne zadanie to szeroko pojęta promocja w Stanach
Zjednoczonych polskiej kultury, historii i nauki, ale także Polski jako
kraju, członka Unii Europejskiej i turystycznej atrakcji.
_________________________________________________________________________
..bo w Ameryce pewnie nie wiedza ze Polska jest w UE...a jak sie o tym fakcie
nuzyny dowiedza to kazdemu napotkanemu na ulicy Polakowi beda sie klaniac.
...a turystycznych atrakcji to tak !
...ze Polska jest krajem bespiecznym dla amerykanskiego turysty, do tego
stopnia ze w Polsce nic mu sie nie stanie. Nie zostanie okradziony..( tylko
na Komede Policji Centrum Warszawa przez trzy miesiace letnie wplynelo ponad
350 zgloszen od turystow zagranicznych o zaginieciu ich mienia )...
...nawet zona Radka Sikorskiego ministra Obrony Narodowej ostrzegala swego
czasu Anglikow by nie wybierali sie do Polski drogim samochodem bo nawet
listwy ozdobne auta, zle wychowani Polacy mu oderwia nie mowiac o jego bagazu.
_____________________________________________________________________________
- Co dokładnie należy do Pana obowiązków?
MB: Zajmuję się przede wszystkim organizowaniem przeróżnych imprez i wydarzeń
promocyjnych. Jak wspomniałem, chodzi zarówno o promocję różnych dziedzin
polskiej sztuki, jak i wydarzeń z najnowszej historii Polski. Dla przykładu –
od czasu, kiedy jestem w Waszyngtonie, zorganizowaliśmy tu koncert muzyki
Chopina w wykonaniu znakomitych amerykańskich pianistów – laureatów konkursu
chopinowskiego, a także imprezę w Kongresie Stanów Zjednoczonych
upamiętniającą 25-lecie powstania Solidarności, na której honorowym gościem
był prezydent Lech Wałęsa.
______________________________________________________________________________
Imprezy to jest TO !...lubie dobre imprezy...ale nie sadze by te wymienione z
udzialem Walesy byly udane. Jego demagogi bym niezniosl.
_____________________________________________________________________________
- Na ile doświadczenia, które Pan zdobył, pracując jako konsul ds. kultury w
Chicago, pomagają w pracy w Waszyngtonie?
MB: Te doświadczenia pomagają mi ogromnie. W Chicago zajmowałem się podobnymi
sprawami – promocją i działalnością PR-owską. Mogę powiedzieć, że po 4 latach
pobytu w Wietrznym Mieście w dużym stopniu znam Amerykę, co bardzo pomogło mi
po powrocie do Stanów. Oczywiście Waszyngton jest inny niż Chicago i moje
zadania są tutaj nieco inne, ale to, że znam Amerykę pozwala bardzo skrócić
czas, który jest potrzebny, żeby się zaaklimatyzować i rozpocząć działalność
w nowym miejscu. Nie myślę oczywiście o aklimatyzacji w sensie dosłownym, ale
o poznaniu środowiska, ludzi i instytucji. Mnie to przychodzi łatwiej,
dlatego że miałem już kontakty z Waszyngtonem podczas pobytu w Chicago, a po
drugie dlatego, że wiedziałem, czego się spodziewać, jadąc do Ameryki. W
pewnym sensie wróciłem do domu, w którym już mieszkałem. Doświadczenia z
Chicago pomagają także wypełnić rolę koordynacyjną w zakresie promocji
pomiędzy wszystkimi polskimi placówkami amerykańskimi. Wspomniałem o tym, że
Waszyngton jest inny od Chicago. Przede wszystkim jest tutaj znacznie
mniejsza Polonia, a więc ciężar mojej działalności przenosi się ze środowiska
polonijnego na środowiska amerykańskie. Zresztą właśnie tego oczekuje ode
mnie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. To oczywiście nie znaczy, że nie
współpracuję w Waszyngtonie z Polonią. Tutaj także toczy się polonijne życie
kulturalne, istnieją polonijne organizacje i instytucje. Z wieloma z nich już
zdążyłem się zapoznać.
______________________________________________________________________________
A co to takiego .." promocją i działalnością PR-owską."...bo nie zalapalem ?
______________________________________________________________________________
- O Polonii jeszcze porozmawiamy. Na początek chciałabym jednak zapytać o
środowisko amerykańskie. Jak wygląda Pana współpraca z tym środowiskiem, czy
to jego przedstawiciele zgłaszają się do Pana z prośbą o organizację imprez
polskich czy polonijnych, czy też to Pan wychodzi do Amerykanów z
propozycjami?
MB: Bywa różnie. Często propozycje wychodzą z mojej strony, ale równie często
zdarzają się imprezy, które organizuję wspólnie z partnerem amerykańskim, bo
dowiaduję się, że gdzieś jest w planie interesujące wydarzenie, które można
wykorzystać do promowania Polski. Zawsze chętnie przyłączam się do takiego
projektu. Zresztą to jest właśnie moja filozofia pracy na stanowisku attaché
kulturalnego, która – najkrócej mówiąc – polega na przekonaniu, że sam mogę
zrobić bardzo niewiele. Z różnych powodów, na czele z tym najbardziej
prozaicznym, jakim są finanse. Natomiast współpracując z innymi, mogę
wielokrotnie pomnożyć swoje możliwości. Taka filozofia sprawdziła się w
Chicago i tak zamierzam pracować w Waszyngtonie. Muszę mieć więc ciągle oczy
i uszy otwarte, aby nie przegapić żadnej imprezy, żadnej możliwości podjęcia
przedsięwzięcia, które może zapromować kulturę, historię czy naukę polską.
_____________________________________________________________________________
...no wlasnie jak rozliczana bedzie panska praca ?...panie attache ?
...na godziny czy od "sztuki"...?
_____________________________________________________________________________
- Jak Pan sądzi na podstawie swojego doświadczenia, czy Amerykanie są
zainteresowani polską kulturą? Jak ją postrzegają? Czy Polska kojarzy im się
naprawdę tylko z przysłowiową już polką i pierogami?
MB: Wszystko zależy od tego, czy mówimy o Ameryce wielkich miast, wielkich
centrów kulturalnych, jakimi bez wątpienia są Chicago, Nowy Jork czy
Waszyngton, gdzie wiedza o Polsce jest znacznie lepsza, czy mówimy o tzw.
Ameryce prowincjonalnej. Tam zbyt często spotykałem się z przestarzałym
wyobrażeniem o Polsce, z którego nie jesteśmy zadowoleni, a które sprowadza
się właśnie do pierogów, polki (notabene niewłaściwie kojarzonej z Polską, bo
jest to taniec czeski) i pączków. To są obrazy, które wciąż są mocno
zakorzenione w niektórych środowiskach amerykańskich. Naszym zadaniem jest to
zmienić.
_____________________________________________________________________________
O Cholera !...od dzis przestaje jadac pierogi...przestawiam sie na hamburgery.
..no tak !...nie mielismy attache kulturalnego....teraz dopiero sobie
uswiadamiam jakze czesto rodowici Amerykanie mogli mnie brac za ciemnego
Afgana.
______________________________________________________________________________
Na szczęście we wspomnianych wielkomiejskich środowiskach Polska jest już po
wielokroć kojarzona właściwie, tak jak chcielibyśmy, żeby była postrzegana –
jako nowoczesny kraj o wielkim bogactwie kulturowym: od muzyki Chopina po
współczesny jazz, od starych mistrzów malarstwa po dwudziestowieczny plakat,
od twórczości naszych literackich wieszczów po awangardowe teatry, które
zachwycają amerykańskiego widza. Pomogły nam w tym imprezy, promujące polską
kulturę, które w ostatnich latach udało się zorganizować w prestiżowych
miejscach amerykańskich, a które odwiedziło dziesiątki, a nawet setki tysięcy
widzów.
_____________________________________________________________________________
...a nie mogl by byc to kraj "zacofany" ...z jakas konkretna
produkcja...czlowie