DO psychiatryka za złe parkowanie - gorąco polecam

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.06, 15:57
tego nawet w kabarecie nie było - przebój - tylko poważnie kto to jest u nas
przedsatwiciel Państwa - czy np biskup to jest przedsatwiciel Państwa
Watykańskiego np. A pracownik działu ochrony zieleni też? bo na pewno stra
znik Miejski = przeopraszam Wasza Mośc Stażnik Miekski Przedstawiciel Państw?
kto to w ogóle jest przedsatwiciel Państwa - czyli za przeproszeniem nas
wszystkich - czy już niedługo zwrot Nie Wiem Kiedy Wrócę do Domu - czyli NKWD
bedzie bardzo na czasie? Od razu mówie - nie miałem zamiaru obalać ustroju
Rzeczpospolitej
    • Gość: zz Re: DO psychiatryka za złe parkowanie - gorąco po IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.06, 15:58
      wiadomości.gazeta.pl/wiadomości/1,53600,3107484html
      • Gość: ex posel nowak za zniewazenie...urzednika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 00:28

        To jest badanie psychiatryczne z poowdu zarzutu z art 226 kk- zniewazenie urzednika
        To nie to samo. Pytanie tylko jakie przeslanki legly u podstaw powolania bieglego
        Są one enumeratywnie wymieniane przez sąd najwyzszy

        Takie dzialanie to standart w POlsce. Ma szczescie chlop, ze nie stwierdzono niepoczytalnosci bo faktycznie grzalby miejsce w psychiatryku
    • Gość: doświadczony Re: TO JAK PO TAKICH FAKTACH NAZWAĆ STARAŻ MIEJSKĄ IP: *.siec.sandomierz.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 12.01.06, 08:37
      To, co opiszę jest zatrważające, ale prawdziwe. Działo się to w latach 1993/94
      od dnia 03.09.93 roku w pewnym pięknym mieście, którego nie chciałbym godności
      upadlać. Postawiłem samochód w miejscu w pełni dozwolonym i odszedłem na
      chwilę. Po powrocie za wycieraczka była kartka, którą z racji reklam nie
      patrząc wyrzuciłem.. Z za drzewa wyszło dwóch jeszcze wtedy dla mnie strażników
      i powiedziało, że będzie wniosek do kolegium. Zapytałem, za co. Pokazali mi
      znak, który odwołany został przez krzyżówkę. Powiedziałem, że może on dotyczyć
      ich i odjechałem. Z uwagi na to, że ośmieszyli się wśród ludzi poszedłem z
      kodeksem drogowym do ich przełożonego, aby mu wytłumaczyć i prosić, aby się nie
      ośmieszali swoja znajomością przepisów. W między czasie jeden z nich
      powiedział, że wyrzuciłem kartkę. Wtedy ich komendant do mnie to "spie..j z
      stąd" a kolejny karateka wyszedł z za stołu wziął mnie za klapy i wypchnął za
      drzwi. Wtedy zrozumiałem, że mam doczynienie nie z funkcjonariuszami
      publicznymi tylko z bandytami. Poszedłem na drugi dzień do burmistrza, ale go
      nie było w pracy, bo wolna sobota. Z dnia 4 na 5 września został mi w nocy
      wrzucona przez zamknięte okno cegłą przez okno do mieszkania. Uznaliśmy, że
      jest to początek roku szła rozwydrzona młodzież wybrała pierwsze lepsze
      mieszkanie no i stało się. Policja wezwana spisała notatkę. W międzyczasie
      zaczęły napływać do nas szydercze i głuche telefony. W m-cu listopadzie
      otrzymałem informacje o wniosku i poszedłem to sprawdzić. Nie było już o znaku
      tylko, że stanąłem 7 m przed krzyżówką. Z polecenia burmistrza poszedł ze mną
      pracownik U. M., aby skonfrontować miejsce postoju w oparciu o osoby, które to
      wtedy obserwowały. Po ustaleniu i pomiarze wskazanego przez świadka miejsca
      okazało się nie 7 a 25 metrów. Spisana notatkę nazajutrz zaniosłem do kolegium,
      które postępowanie umorzyło z braku dowodów winy. Temu wszystkiemu przyglądał
      się w urzędzie komendant. to było 24.11.93 roku. z 25/26.11.93 kolejny kamień
      do mieszkania, przy czym 15 minut wcześniej z miejsca gdzie on wpadł odszedł
      syn z trzechmiesięczną córką. Gdyby w tym czasie tam byli byłaby tragedia.
      Znowu policja i nazajutrz udałem się do komendanta KRP i ono sami stwierdzili,
      że to jest robota straży miejskiej. Sprawdził grafiki i okazało się, że w obu
      przypadkach byli ci sami wykolejeńcy. W godzinach rannych telefony jak się
      później okazało z U. M. i z ich bezpośredniego na miasto telefonu. W dniu
      01.12.1993 roku córka odebrała telefon i usłyszała "wymordujemy was
      wszystkich." Znowu powiadomiłem policję, która kazała mi pisać do
      telekomunikacji o wychwycenie tych bandziorów. W dniu 07.01.1994 roku ginie w
      wypadku mój SYN, który odbywała służbę wojskową i rzekomo jechał na przepustkę.
      Samochód był własnością nie zweryfikowanego esbeka a mnie ta banda od końca lat
      sześćdziesiątych inwigilowała za przekonania. Był to dla nas wielki cios.
      Policja i prokuratura wiedziały o telefonie. Zbieżność zdarzeń nakładała się na
      siebie. Ale zamiast za bandytów wzięli się za mnie, bo poszedłem do WKU i w
      ferworze tego przeżycia powiedziałem im ze ich zabiję. Przyjechał na mój
      wniosek prokurator z PG badać sprawę. Umówił się ze mną na spotkanie a kiedy
      poszedłem wyszedł i powiedział, że nie będzie ze mną rozmawiał. Wyczułem od
      niego woń alkoholu. Był poprostu ochlany w WKU. Przyszła policja i zamiast mnie
      zabrać i jego do dmuchania odstąpiła od czynności a on jak szczur z tonącego
      statku zaczął uciekać z WKU do jednostki wojskowej. Później przysłał pismo, że
      posądziłem go, że był pijany. On nie był pijany, ale ochlany. Prokuratura
      jeszcze i o to mnie zaczęła prześladować. Obca im była ustawa o wychowaniu w
      trzeźwości i to, że ten pijak prokurator miał mi udowodnić na miejscu, że jest
      trzeźwy. Odbywała się farsa prokuratorsko - sądowa. W pierwszej fazie sędzia
      umorzył postępowanie uznając, że działałem pod wpływem tragedii. Jednak ci,
      którzy bandytów ze straży miejskiej ochraniali byli innego zdania i złożyli
      zażalenie. Nie będę opisywał tej farsy, bo szkoda czasu. Odbywała się też
      sprawa w Grójcu o wypadek, w którym zginął SYN. I znowu kolejna farsa. Tam na
      żywca zamienili sprawcę na świadka a świadkiem był sprawca, co później na
      sprawie sam wypowiedział. Podkładano dokumenty do akt sprawy i to im
      udowodniłem W nawiązce ta pani, która teraz sądziła min. Sadowskiego
      uniemożliwiła mi uczestniczenie w charakterze oskarżyciela posiłkowego, abym im
      po aktach nie grzebał i nie wyciągał kolejnych brudów. Prokurator nie umiał
      wytłumaczyć mnie i sądowi, gdzie się podziało 40 milionów zł jako
      zabezpieczenia, które nałożone nie wpłynęło do kasy sądu. Wszystko to było dla
      mnie człowieka prześladowanego przez komunie niezrozumiałe. Jeździłem na
      kolejne sprawy. W dniu 15.09.94 roku w okolicach swojego bloku chodził z
      ówczesnym komendantem burmistrz miasta. Jadąc zatrzymałem samochód i udałem się
      do niego i powiedziałem "wziąłby mi burmistrz założył za blokiem ze dwie trzy
      lampy żeby straż miejska mi szyb w mieszkaniu nie wybijała." Zrobiłem to z
      pełnym wyrachowaniem, bo wiedziałem, że czy wcześniej czy później się znów
      odezwą. Komendant odpowiedział mi, że jestem bezczelny. Strategia moja była
      bezbłędna. Z 16/17.09.94 rano miałem trzy igły lekarskie w kołach. Fakt ten
      przemilczałem tylko powiadomiłem policję. W dniu 19.09.94 pojechałem do Grójca
      na kolejną sprawę. Córka rano odebrała telefon z zapytaniem o mnie.
      Odpowiedziała, że mnie nie ma i zapytała czy może coś przekazać. Usłyszała, że
      nie tylko chcieliśmy się dowiedzieć czy pan z. ponaprawiał sobie koła cośmy mu
      poprzebijali. Po przyjeździe wieczorem córka mi to powiedziała. Wiedziałem, że
      to był napewno telefon od nich. Rano poszedłem do burmistrza i powiedziałem mu
      o tym. Trochę się zbulwersował, bo jak ja mogę ich tych bandziorów o to
      posądzać. Zażądałem jednak bilingów. Poszliśmy z upoważnieniem do
      telekomunikacji i sprawdzić czy z jakiegoś nr nie dzwoniono. Potwierdziła się
      wówczas, co do minuty rozmowa z numeru Urzędu Miasta. Napisałem pismo, które
      burmistrz przesłał do prokuratury. Zażądane bilingi potwierdziły telefony m.
      in. z 26.11.93, 01.12.93, 19.09.94. Jednak tak policja jak i prokuratura
      lekceważyły w dalszym ciągu sprawę. W dniu 01.11.94 przyszliśmy z mogiły SYNA.
      W nocy kolejny raz chcieli wybić szybę zniczem nagrobnym. Wsiadłem w samochód i
      pojechałem pod ich biuro. Stał tam samochód komendanta. Zapytałem portiera czy
      są w pomieszczeni odpowiedział, że gdzieś czterech poszło ok. 22. Podjechałem
      na komendę policji i żądałem, aby podjęli czynności w celu ustalenia. Policjant
      jednak to zlekceważył. Gdyby wtedy ich zatrzymano gwarantuję, ze by wszystko
      zostało wyjaśnione. Lekceważenie policji prokuratorów jednak miało jakieś
      znaczenie. Podczas eksperymentu telefonicznego córka rozpoznała dwukrotnie
      bezbłędnie głos tego samego bandziora i sabotażysty. Prokuratorka, aby uniknąć
      telefonu z dnia 26.11.93 i nie powiązać go z faktami potrafiła sfałszować
      protokół zmieniając na zapis "w bliżej nieustalonym czasie w dniu 29 lub
      30.11.93." Okazało się, że Policja, prokuratura i sąd promowali bandytyzm w
      naszym mieście, co ja im wielokrotnie wytykam. Wypromowali na kanwie tej
      opisanej sprawy super bandytę gdyż ten komendant później czując lekceważący
      oddech tych organów państwa wsławił się w wysadzanie dyskotek w Grzybowe k/
      Staszowa i w Solcu zdrój k/Buska. W tej drugiej dyskotece zginęło wtedy dwóch
      młodych Chłopców. To jest niezaprzeczalna prawda. I teraz pragnąłbym abyście mi
      internauci po przeczytaniu tego odpowiedzieli, jakim mianem mam tych
      zwyrodnialców określać. Czy w takim niezaprzeczalnym kontekście mam ich prawo
      nazywać BANDYTAMI? CZY OKREŚLAJAC ICH TAK MÓWIĘ NIEPRAWDĘ. TO JEST FORMACJA,
      KTÓRA POWINNA BYĆ NATYCHMIAST ZLIKWIDOWANA. Przepraszam za tak obszerne
      przedstawienie tego tematu, ale to, co z tą spraw
      • Gość: zz Re: TO JAK PO TAKICH FAKTACH NAZWAĆ STARAŻ MIEJSK IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.01.06, 09:53
        z uwaga to przeczytałem i gratuluje konsekwencji postawyJeżeli byłoby więcej
        takich ludzi jak Pan sądze że mozna wiele osiągnąc , Tak zawsze powstawało
        społeczeństwo obywatelski - od umiejetności powiedzenia NIE - grecy mawiali że
        właśnie ludzie ktorzy potrafia powiedzieć nie sa naprawde wolni. Okazuje sie
        nadal że żyjemy w Pańswie totalitarnym gdzie Obywatel konra Państwo nie ma nic
        dosłownie nic do powiedzenia - a juz miejscowe chamstwo i arogancja władzyu
        przekracza wyobrażnie
        • Gość: olo Re: TO JAK PO TAKICH FAKTACH NAZWAĆ STARAŻ MIEJSK IP: 80.249.6.* 12.01.06, 19:32
Pełna wersja