Gość: wybitna
IP: *.134.219.81.static.kielce.msk.pl
19.10.06, 08:58
Kiedyś było prosto: człowiek rodził się, coś tam w swoim życiu zawodowym
robił (pisał, malował, wojował, handlował, badał) a jeśli wychodziło mu to
znacznie lepiej niż innym wtedy bywał, często po śmierci, okrzyknięty
wybitnym (pisarzem, malarzem, wodzem, kupcem, naukowcem). Dziś jest
inaczej, "wybitnym" zostaje się nie z racji "wybitności" obiektywnej ale z
potrzeby chwili. Do wniosku takiego doszedłem czytając w pewnej gazecie (nie
będę podawał tytułu, żeby się ktoś nie czepił, że nic tylko ciągle kąsam
Wyborczą…), że pod jakimś listem (głupawym zresztą) podpisało się "100
wybitnych profesorów prawa". Szczęśliwy kraj, w którym mieszka i pracuje aż
tylu wybitnych profesorów i to tylko tej jednej specjalności… Gdybym nie znał
tego kraju przypuszczałbym, że sądy działają w nim szybko i sprawnie, bandyci
siedzą w więzieniach, na ulicach panuje porządek a prawo jest jasne i
logiczne. Niestety znam ten kraj i wiem jak wygląda prawo i wymiar
sprawiedliwości, którego owe wybitności są ojcami. Dlaczego więc owi
profesorowie są "wybitni" (że nie jest to zasługa ich działań zawodowych już
ustaliliśmy)? Ano dlatego, że podpisali się pod właściwym listem. Gdyby ten
sam profesor podpisał się pod listem o treści przeciwnej szansę na wybitność
utraciłby bezpowrotnie. Tak więc "wybitnym" zostaje ten, czyja "wybitność"
przydać się może nadającemu mu ten tytuł środowisku w walce o jego interesy.
Profesorowie podpisali się pod listem atakującym wroga pewnego medium więc
hurtem okazali się, co owo medium odkryło, "wybitni". Takich wybitności mamy
zresztą więcej. Jadę sobie ostatnio samochodem i słucham Programu Trzeciego
PR, stacja nadaje kolejne wiersze z najnowszego tomiku "wybitnej" poetki
Wisławy Szymborskiej (czyta sama autorka). Jako że za poezją nie przepadam
nigdy wcześniej nie katowałem się jej twórczością (poza uroczymi wierszykami
o Stalinie – te przynajmniej były zabawne i nie rozumiem dlaczego tak rzadko
są dziś publikowane) dlatego możliwość wysłuchania poemaciku (bodajże o
niewidomych odbiorcach wierszy autorki) była dla mnie okazją do wyrobienia
sobie opinii o jakości jej dzieł. Cóż… narażę się wielu (głownie tym, którzy
nie czytali/słyszeli) ale stwierdzić muszę, że w ciągu jednego dnia jestem w
stanie spłodzić pięć tomików równie wybitnych gniotów (na dowolny temat, może
być o pleśni na skórce od banana, staruszce czekającej na zielone światło
albo o gołębiu na dachu). Dlaczego więc autorka takich potworków
jest "wybitna"? Bo spełnia wszelkie konieczne warunki: gdy trzeba podpisze
się pod listem piętnującym i potępiającym, nie zdradza zbytniej ochoty do
chodzenia pod prąd, jest przewidywalna jak mimika Waldemara "Bestii" Pawlaka
a na dodatek kumpluje się z innymi "wybitnymi" (wybitnośc jest zaraźliwa).
Czym różni się wybitność dzisiejsza (gazetowa) od wybitności klasycznej?
Terminem przydatności do spożycia. Taki da Vinci czy inny Szekspir byli
wybitni w sposób naturalny. Za nich mówiły ich dzieła, to one zdecydowały o
ich dzisiejszym statusie. Zachwycają do dziś. Współczesna wybitność zwykle
ulega biodegradacji wraz z chwilą zgonu swego nosiciela. Weźmy takiego
Andrzeja Szczypiorskiego (musiałem skorzystać z pomocy by przypomnieć sobie
imię pana literata, dziwne, że nie mam takich problemów z Sienkiewiczem,
Reymontem czy Herlingiem-Grudzińskim), który swą wybitnością straszył na
łamach gazet i ekranach telewizorów przez całe lata 90e ubiegłego stulecia.
Dziś już nikt nie pamięta, że był taki pisarz, jego grafomańskich arcydzieł
nikt nie wznawia (bo i po co?) a jeśli ktoś zajmuje się jego osobą to
wyłącznie w związku z archiwami IPN i teczką TW Mirek. Szczypiorski w formie
zwłok nie przyda się już "dawcom wybitności" (jako nieboszczyk nie napluje na
PIS albo prezydenta) więc można pozwolić mu się rozkładać w spokoju… A skoro
już wspomniałem o wieloletnim romansie byłego "wybitnego" pisarza z SB – jest
to przepiękny i wielce pouczający praktyczny przykład tego, jak się ową
wybitność budowało. Pan Andrzej "Mirek" Szczypiorski pisał swe grafomańskie
działa w wolnych chwilach gdy akurat nie kapował na kolegów. Gdy ksiązka była
już gotowa dostawał ją inny współpracownik PRLowskiej bezpieki, znany w RFN
krytyk literacki, Marcel Reich-Ranicki. Oczywiście zachwycał się on
najnowszym dziełem swojego kumpla ze służb co z kolei umożliwiało
okrzyknięcie pana "Mirka" cenionym za granicą (ergo: "wybitnym") literatem.
Oczywiście czasem jednak przydaje się mieć "wybitnego" nieboszczyka więc
można podejmować próby konserwacji owej wybitności (żeby nie uleciała tak
szybko jak ze Szczypiorskiego). Nie od dziś wiadomo, że nic tak nie
konserwuje jak stare, zadbane krypty. Dlatego można takiego nieboszczyka
umieścić np. w krypcie na Skałce gdzie dzięki zacnemu towarzystwu wybitność
nieboszczyka będzie nabierała nowego aromatu. Oczywiście zaszczytu tego mogą
dostąpić tylko wyjątkowo zasłużeni "wybitni", których dzieła noszą w sobie
obietnicę poręczności (w walce ideologicznej) także w przyszłości. Taki,
dajmy na to, Czesław Miłosz napisał parę fajnych kawałków demaskujących
plugawość i antysemityzm Polaków, a na dodatek dostał Nobla od nieczytających
jego poezji Szwedów – no żal marnować takiej wybitności tylko dlatego, że się
facetowi zmarło… Wciśniemy go między grobowce Kraszewskiego i Długosza i
niech chłopina nie narzeka, że źle mu się leży w kościele (jako ateiście i
wrogowi Pana Boga), bo dla wyższej potrzeby nawet noblista musi czasem
pocierpieć. W sporcie jest lepiej: tutaj by być wybitnym trzeba dźwignąć 350
kg żelastwa, strzelić 7 bramek na Mundialu albo rzucać po 50 punktów w meczu.
Na tym polega piękno sportu – pleść można różne bzdety ale weryfikacja jest
jednoznaczna i następuje na bieżni, murawie boiska lub macie zapaśniczej. I
choćby nie wiem pod jak słusznymi listami podpisywali się piłkarz Rasiak z
biegaczką (narciarską) Kowalczyk to wybitności przypisać nie będzie im w
stanie nawet sam redaktor Michnik… PS. Niniejszym przepraszam Panią Justynę
Kowalczyk, która właśnie zdobyła brązowy medal Zimowych Igrzysk Olimpijskich
i zyskała miano wybitnej zawodniczki. Na tym polega owo piękno sportu - medal
jest, wybitność jest i nikt jej nie podważy...