paulinapaulinapaulina
21.07.08, 11:44
Przypominają mi się międzynarodowe konkursy językowe sprzed lat. W
jednym szeregu rywalizowali ze sobą uczniowie ze wszystkich państw
bloku komunistycznego. I zawsze wygrywali Bułgarzy albo Polacy.
Biedni Niemcy odpadali w przedbiegach. Nie mieli szans, chociaż
obiektywnie pracowali najciężej. Bułgarzy i Polacy zwyciężali nie
dlatego, że byli najlepsi. Po prostu było im najłatwiej. I to nie
było fair.
Dima wziął udział w konkursie przeznaczonym dla uczniów, którzy
uczyli się języka rosyjskiego jako obcego. On zna rosyjski od
dzieciństwa. Urodził się i wychował na Ukrainie, gdzie rosyjski jest
drugim językiem urzędowym. Jego rodzice mówią po rosyjsku. Jest
więc, jak to się mówi po rosyjsku, nosicielem języka. Powinien więc
wziąć udział w konkursie razem z tymi, którzy posługują się
rosyjskim. Ciekawe, jak wyglądałby na tym tle? Czy też zająłby
pierwsze miejsce? Czuję się zażenowana tym, że cwaniactwo zostało
nagrodzone. Bo nawet jeśli formalnie nie było przeciwwskazań do
wzięcia udziału w rywalizacji (Dima jest Polakiem od 1995r.), to
istnieją jeszcze reguły przyzwoitości. Ale, jak rozumiem, te nie
wchodziły w zakres przedmiotowy konkursu.