Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę

04.06.09, 22:19
tylko dlaczego niema jarmarku naSienkiewicza i jakos tak smutnawo jest
ludzi malo - jakw czasachgodiny policyjnej
ktos pamieta = ja tak po wprowadzeniu stanu wojennego roznicy jakos na
ulicy nie bylo widac
pytanie jest proste - dlazego ludzie sie nie ciesza?
    • lumpen-proletaryat Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę 04.06.09, 22:49
      zgadzam sie.

      o 16.50 i o 19.30 byłem tam i było bardzo pusto. nikogo.
    • Gość: loki Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: 81.6.135.* 04.06.09, 22:53
      odpowiedź jest prosta - nie mają powodu do radości-
    • wyborcawas oto odpowiedź na twoje pytanie 04.06.09, 23:42
      "moje 22 lipca i 4 czerwca
      ~facet

      dzisiaj, 20:30

      Urodziłem się w głębokiej komunie, poczęty zostałem jeszcze przed
      odwilżą październikową 1956 roku. Ssałem mleko z robotniczej piersi
      matki, oraz z państwowej komunistycznej mleczarni, waliłem kupy w
      pieluchy wyprodukowane w państwowych, czyli w komunistycznych
      zakładach Polski Ludowej. Czasami nadużywałem bezpłatną państwową
      służbę zdrowia, łażąc po państwowych dentystach i państwowych
      przychodniach. Ojciec nie był żołnierzem AK, tylko szeregowym w
      armii Berlinga, co to ze wschodu szli, niosąc jak to się teraz
      określa zniewolenie na ponad 45 lat. Wtedy to też odbył najdłuższą
      podróż `swojego życia' idąc z karabinem na piechotę z Syberii aż na
      ziemie zachodnie. Tutaj został po demobilizacji, bo taki był rozkaz,
      a i tak naprawdę to nie miał do czego wracać na wschód, bo za
      najjaśniejszej II-giej RP z całą rodziną niczego się na kresach nie
      dorobili i klepali biedę jak miliony podobnych mu obywateli, zwanych
      biedotą. Poszedłem do nowo zbudowanej szkoły zwanej `tysiąclatką',
      ładnej, z lekarzem i dentystą na etacie, czego teraz w szkołach
      publicznych nie uświadczysz. Uczyłem się nieźle, tylko dlatego że
      chciałem wyjść z tej biedy, w jakiej żyli rodzice. Oboje byli po
      przedwojennych podstawówkach, mieli nadzieję że mi będzie lepiej po
      ukończeniu szkół. Ojciec umarł jak miałem 16 lat, po prostu za późno
      trafił do szpitala, a matka nie miała znajomości jak to się dzisiaj
      określa, może to było przyczyną śmierci, może co innego, nie wiem.
      Nawet nie wiedziałem że należy mi się jakaś renta, bo ojca dopiero
      co Gierek ubezpieczył jako rzemieślnika. Poszedłem na studia, zdałem
      egzamin i zostałem przyjęty, dano mi akademik, stypendium i bieda
      znikła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bo mama nie
      musiała do mnie dokładać, kasy starczało mi na wszystko. Nie
      interesowała mnie polityka, zresztą na tej uczelni byli tacy sami
      biedacy jak ja, bo to typowa techniczna szkoła o ścisłych umysłach,
      gdzie jak nie nauczyłeś się wzorów, to żadne `pływanie' nie pomogło.
      Do NZSu nie należałem, nie należałem nigdzie, bo szkoda mi było na
      składki. Wolałem za to kupić coś sobie (radio stereo, magnetofon,
      ciuchy) bo pomimo tego ze w sklepach był tylko ocet, jak to teraz
      piszą, to ja mogłem kupić wszystko, nawet płyty zachodnich zespołów
      muzycznych. Wtedy też był `Empik' z płytami i to lepszy niż teraz.
      Były też inne sklepy z towarem wcale nie za dolary, a zresztą dolara
      można było kupić za cenę jednej flaszki `żytniej', bo taki był
      przelicznik. Na wakacjach mogłem dorobić, bo roboty dla `fizycznych'
      było na każdej ulicy. Płacili nieźle, lepiej niż w biurze. O ile
      pamiętam, to ci `działacze' studenccy NZSu, to byli długoletni
      studiujący niekiedy po 10 lat, bez względu na opcje polityczne.
      Wylatywali z uczelni wcale nie za przekonania, tyko za brak
      projektów technicznych, których im się rysować nie chciało.
      Niektórym z nich `pomagałem' przy rysowaniu, bo za to też od nich
      kasę dostawałem. Oni - synkowie z `dobrych domów' woleli mi dać
      zarobić z ich tatusiowej forsy na parę flaszek niż samemu ślęczeć
      nad rysunkami. Dla mnie czasy Gierka to okres rozwoju Polski, to
      nowe fabryki, to ściągnięcie kilku milionów ludzi ze wsi do miast i
      danie im mieszkań luksusowych w porównaniu do tego co żyli na
      wsiach, to awans cywilizacyjny, to radość z tworzenia czegoś nowego.
      Od roku 1980 to już tylko agonia systemu, który tak naprawdę żerował
      na tym że ludzie będą nadążać za budową infrastruktury technicznej.
      Studia techniczne, magisterskie skończyłem w roku 1981-szym na
      państwowej - komunistycznej uczelni i od razu poszedłem do pracy -
      oczywiście do komunistycznego zakładu. Tam pracowałem jako inżynier
      konstruktor - tam spotkałem się po raz pierwszy z klasą robotniczą,
      tą zdrową, stojącą `po słusznej stronie. Tam zostałem nazwany
      `fartuchowcem', co w ówczesnym żargonie robotnika było nawet czymś
      gorszym niż obecnie `wykształciuch'. Pomimo tego że znałem tych
      ludzi, że bawiłem się z ich dziećmi w piaskownicy, bo to małe
      miasteczko, to byłem dla nich wróg od pierwszego dnia zatrudnienia w
      zakładzie. Zaraz potem wezwano mnie do wojska po studiach i zostałem
      zmuszony do wyjazdu pod Stocznię Gdańską w celu obrony komuny. Tam
      spotkałem robotników z `kolebki', tam nazwano mnie `gestapo' choć
      niczemu nie byłem winny, a znalazłem się tam, bo taki był rozkaz.
      Tam poznałem co to nienawiść i wzajemne oczernianie się, wyzwiska,
      klękanie i modlitwa na pokaz. Wyszedłem do cywila, wróciłem do pracy
      i dalej budowałem komunizm w postaci rysunków technicznych,
      projektów technologicznych. Największą radością dla mnie było
      patrzenie jak z papierowego rysunku na tokarni lub innej maszynie
      powstawał gotowy detal o realnych kształtach, a potem produkcja
      seryjna. Cieszyła mnie każda nowinka techniczna, każde usprawnienie
      procesu technologicznego. Pierwszą tokarkę numeryczną uruchamialiśmy
      kilka dni i pamiętam miny tych robotników jak nagle okazało się że
      jest ona kilka razy szybsza, dokładniejsza i bezawaryjna w stosunku
      do ludzi. Wtedy zrozumiałem dlaczego robotnicy nie chcieli mnie
      kochać, bo ich `fachowość' nie nadążała za postępem, a ja
      wprowadzając ten postęp byłem największym wrogiem. Część z moich
      wyrobów do dzisiaj służy ludziom, choć wcale nie projektowałem ich
      dla kapitalizmu, czy komunizmu tylko dla ludzi. Nie dzieliłem ludzi
      na komunistę, solidarnościowca, tylko na mądrego i głupiego. Tych
      drugich omijałem z daleka, bo dyskutować z nimi nie miałem ani sił,
      ani chęci. Pamiętam pierwsze wolne wybory, pamiętam co obiecywano
      naiwnym ludziom w kampanii wyborczej, aby tylko zagłosowali na
      Solidarność. Te wykresy Balcerowicza o wzroście, o zarobkach jakie
      będą mieli jak zagłosują, pokazywanych w TV jako słupki rosnące w
      górę śnią mi się do dzisiaj jako późniejsze hasło `ciemny lud to
      kupi'. W roku 1989 padł komunizm, zaraz potem padł mój zakład, tak
      jak wiele innych zakładów. Nikt nie zainteresował się ani mną, ani
      moimi znajomymi, co to cieszyli się że dyrektora komucha wywalono
      razem z nimi. Oni poszli na wymarzone kuroniówki, a potem na zasiłki
      do MOPSu, dyrektor sobie poradził i pod kościołem nie żebrze, ani
      nie pożycza 2 złote na wino jak niektórzy z nich. Historia toczyła
      się w wielkich miastach, a u nas wszystko toczyło się inaczej, świat
      jakby się cofał, zamiast iść do przodu. Jako `wykształciuch' szybko
      znalazłem pracę - u prywaciarza, waszego dobrego wyznawcy, co to
      krzyż miał nad biurkiem, a `Solidarność' napisaną na pół ściany w
      biurze. Wytrzymałem 3 lata, inni pękali szybciej, po prostu ideałami
      nie dało się żołądka napełnić, a prywaciarz płacił mało, tylko
      roboty nie szczędził. Kodeks pracy to była księga zakazana, gorsza
      niż `bibuła' za komuny. Za czytanie lub rozpowszechnianie groziło od
      razu wywalenie na pysk z wilczym biletem obowiązującym w całej
      okolicy. Nikt z tamtych roboli nie dorobił się ani domu, ani willi z
      basenem, nikogo do sejmu z nas nie wybrano. Udało mi się znaleźć
      inną pracę, bardzo dobrą w porównaniu do tego co miałem, ale nie
      taką jak chciałem, szukałem innej. Kilka lat temu, za rządów
      sprawiedliwego prawa, miałem szansę stanąć do konkursu na wysokie
      stanowisko w innym mieście, spełniałem wszystkie warunki w
      ogłoszeniu - pojechałem na egzamin, a tam gość z ramienia Ministra
      zadał mi pytanie: czy należałem do partii. Nie pytał się o to co
      umiem, z czego jestem dobry, jaki mam program. Tylko to
      najważniejsze pytanie. Od niego zaczął. Odpowiedziałem że nigdy nie
      należałem i nie chcę należeć do żadnej partii.. `Egzaminator' na
      mnie spojrzał i w tym momencie wiedziałem że przegrałem. Wygrał -
      wiadomo kto i przez kogo polecany. To że idiota techniczny i
      ekonomiczny, to nie przeszkadza brać mu kasę o jakiej wyborcy
      `wolności' mogą tylko marzyć.
      Zostało mi za mało lat do końca życia abym uciek
    • wyborcawas a tu dokończenie 04.06.09, 23:46
      Zostało mi za mało lat do końca życia abym uciekał z tego kraju i
      walczył z młodymi o miejsce na zmywaku za granicą. `Znajomości' nie
      mam, nawet nie chciałem mieć, bo nie umiem fałszywie mówić co innego
      w oczy, a co innego za plecami. IPN ze mnie pożytku nie ma, ja też
      tam niczego szukać nie chcę, nie interesuje mnie co inni na mój
      temat mówili czy pisali. Dzięki pracy za komuny mam jakieś
      mieszkanie, oraz dom po mamie, co to jeszcze jest poniemiecki, na
      tzw ziemiach zachodnich. Zostawię to moim dzieciom, bo one teraz
      nigdy takiego mieszkania, ani domu nie kupią za te pobory, które
      obecnie w tym wolnym kraju otrzymują. Dzieci wykształciłem już
      teraz, za Wolnej Polski, ale syn na politechnice miał mniej zajęć
      technicznych niż ja 30 lat temu. To kto zostanie niedouczonym
      wykształciuchem, ja czy on?. Moja mama po 50-ciu latach ciężkiej
      pracy za komuny i kapitalizmu (fakt - nie wszystkie lata opłacała
      ZUS, dopiero od Gierka) miała na starość taką emeryturę że ja `po
      cichu' płaciłem za nią podatki, ogrzewanie, prąd, lekarza, remonty
      bo inaczej na leki by jej nie starczyło. Dożyła 80-ciu lat, ale nie
      mogła się nadziwić jak to robotnicy naiwnie rozwalili swoje zakłady
      i dali się tak `wyrolować' na dziadów. Ona pamiętała swoją biedę
      przedwojenną i wiedziała do czego można wrócić. Pamiętała też jak za
      PRLu musiała płacić za dentystę, za lekarza, bo tylko `prywatnie' ją
      przyjmowali. Własnymi rękami obijała cegły z ruin na odbudowę
      Warszawy, nic z tego nie mając, ani żadnych tytułów `Budowniczych
      Polski Ludowej'. Zmarła w szpitalu powiatowym, bo była `za stara' i
      nie urodziła nikogo ważnego aby ja leczyć po rządowych klinikach.
      Nie chcę aby te państwo mnie kochało, nie muszę być `wybrańcem
      narodu', ani bohaterem narodowym. Nie chcę aby moim nazwiskiem
      nazywano ulice, place czy lotniska i to ani za życia, ani po
      śmierci. To co mam, to mi wystarczy abym przeżył, nie muszę ręki do
      nikogo wyciągać, na emeryturę, która choć za kilkanaście lat dopiero
      mi przysługuje też zapracowałem, co widać po moim koncie w ZUS jakie
      mi przysyłają co roku, abym tylko dożył do tego czasu, bo renty
      kombinować nie chcę. Boje się jednak że obecni górnicy, wojsko i
      inni uprzywilejowani rozkradną te moje składki, tak jak rozkradziono
      majątek narodowy. Chcę tylko dożyć takiego dnia że nikt nie będzie
      się mnie czepiał że żyłem za komuny, pracowałem uczciwie w ówczesnym
      komunistycznym zakładzie, miałem jakieś sukcesy zawodowe i wcale nie
      zawdzięczałem to ani PZPR, ani PISowi, ani innym partyjnym
      nawiedzonym oszołomom. Po prostu zwykły szary obywatel, co to
      przestrzegał prawa, zarówno wtedy jak i teraz. To nie moja wina, że
      moi rodzice po wojnie spotkali się na ziemiach zachodnich, bo Stalin
      ich tutaj przegonił. I że w czasach mrocznej komuny spłodzili mnie 5
      lat po swoim ślubie kościelnym. Nie obchodzi mnie to czy `styropian'
      mi to wybaczy ze jeszcze żyję z tym dyplomem komunistycznej
      politechniki co to na ziemiach zachodnich była i to zbudowana za
      komuny od zera na polach pod miastem, gdzie Niemcy przed wojną
      kartofle sadzili, a komuchy potem uczelnię wybudowali, do której
      każdy kto zdał egzamin mógł się dostać, a nawet jeszcze na
      `wrześniowy' nabór wystarczało. Moje dziecko, za wolnej
      Najjaśniejszej RP, teraz co miesiąc musiało do mnie rączkę przez
      pięć lat wyciągać, bo inaczej nigdy by tego dyplomu inżyniera nie
      osiągnęło, co ja praktycznie bezpłatnie za komuny. Nikt nigdy przez
      moje życie nie zabronił mi chodzić do kościoła, chrzcić dzieci,
      mówić co chcę, byleby nie były to słowa nieprawdziwe i obraźliwe dla
      ludzi. Teraz mogę chodzić do kościoła, ale mi się nie chce, jak
      widzę tych co to kiedyś w komitetach krzesła grzali, a teraz w
      pierwszych ławkach w kościele klęczą i z księdzem po plecach się
      klepią. Nie interesuje mnie czy ksiądz pokropi mój grób, bo ja
      lepiej od niego przestrzegam 10-ciu przykazań i to przed Bogiem, a
      nie przed klechą będę stawał do apelu ostatecznego i tam się
      tłumaczył z życia na ziemi.
      Życie nauczyło mnie że każdy kredyt trzeba spłacić, bo pamiętam jak
      w domu po śmierci ojca pojawił się komornik za niespłacone długi
      taty, bo interes mu nie wypalił. Pamiętam ile nas to kosztowało i
      jak ciężko było. Dlatego jak policzyłem sobie że obecnie dług Polski
      zrobiony przez te 20 lat `wolności' gdyby chcieć go spłacić to
      potrzeba 2-ch lat aby nikt w tym kraju nie brał poborów za pracę,
      albo emerytur, to boję się że bankructwo kraju to tylko kwestia
      szybkiego czasu. Gierek wziął kredyty, ale to co po nim sprzedano,
      to znacznie przekroczyło wpływy do budżetu niż on pożyczył. Tylko ze
      wolna Polska te pieniądze po 1989 roku przeżarła, zamiast
      zainwestować w coś nowego. To co jest teraz z Polską to przypomina
      mi moich sąsiadów co to po wojnie od komuny dostali dom,
      gospodarstwo i tak przez lata wysprzedawali maszyny, ziemię po
      kawałku, a teraz jak już wszystko sprzedane, to nawet prąd im
      odcięli, bo już nie mają z czego żyć. A oni zdziwieni że im krzywda
      się dzieje, mają pretensję o ironio, do tych co to od nich kupili i
      awanturują się z sąsiadami.
      Tej kłótni i tej wojny boję się najbardziej, a dzisiaj na
      `uroczystościach rocznicowych widziałem jej początki.
      Możecie sobie przeinaczać historię, Wy przeminiecie, prawdziwa
      historia przetrwa. Ktoś ją kiedyś napisze dla potomnych. Ja może
      tego nie dożyję, mi ona niepotrzebna, ja wiem jak było.
      • Gość: grayzyna Re: a tu dokończenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.09, 09:17
        Szanowny Wyborczasie! Zapomniał Pan dodać,że w czasach,gdy pobierałeś
        nauki,panowała zasada.Punkty za pochodzenie i wykształcenie za urodzenie.
        1) do sredniej egzaminów wstępnych dostawało się punkty za nieinteligenckie
        pochodzenie-co miało utrącić tych z"burżuazyjnych domów"
        2)urodzeni przed np1953 mieli nakaz po ukonczeniu podstawówki pójść do
        zawodówek(chyba by nie tworzyć w przyszłości wykształciuchów)

        A ja się cieszę ,ludzie jak ja się cieszę,że tamtego już nie ma.
        A to co głupie teraz,też kiedyś przeminie.
        Bo nie mieć,a być.
        To hasło było moje credo za komuny i jest teraz.
        POWODZENIA!
        • stolat3 Re: a tu dokończenie 21.11.09, 22:16
          Gość portalu: grayzyna napisał(a):

          > Szanowny Wyborczasie! Zapomniał Pan dodać,że w czasach,gdy
          pobierałeś
          > nauki,panowała zasada.Punkty za pochodzenie i wykształcenie za
          urodzenie.
          > 1) do sredniej egzaminów wstępnych dostawało się punkty za
          nieinteligenckie
          > pochodzenie-co miało utrącić tych z"burżuazyjnych domów"
          > 2)urodzeni przed np1953 mieli nakaz po ukonczeniu podstawówki
          pójść do
          > zawodówek(chyba by nie tworzyć w przyszłości wykształciuchów)
          >
          > A ja się cieszę ,ludzie jak ja się cieszę,że tamtego już nie ma.
          > A to co głupie teraz,też kiedyś przeminie.
          > Bo nie mieć,a być.
          > To hasło było moje credo za komuny i jest teraz.
          > POWODZENIA!
          Ale pieprzysz jak potłuczony . Urodziłem się trochę wcześniej niż w
          1953 r i chodziłem do liceum. Ty jak widać wychowałeś się na
          styropianowych ulotkach i bredzisz jak mały Kazio.
    • Gość: grażyna Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.09, 09:23
      Olorosie-ja też pamiętam,
      wtedy trzeba było siedzieć w domu ,a teraz można
    • Gość: fabon Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: 170.252.72.* 05.06.09, 09:44
      Znowu mydla ludziom w glowch' pytam jeszcze raz jaka wonosc. -

      "Żyjemy w wolnym kraju, w którym niemal wszystko wolno - mówił Andrzej Karyś" - nie wiem kim on jest ale podejrzany conajmniej i z pewnoscia socjalista. Tacy ludzie jak Pan Andrzej sa juz wystarczajaco zniewoleni aby krzyczec w rytm melodi granej przez politykow polskich (zwlaszcza SLD, AWS itp.).

      Nie zaplac Pan podatku (obecnie 80% pieniedzy sklada sie na roznego rodzaju podatki) to zobaczy Pan swoja wolnosc; prawo mamy takie ze co kilka minut ktos lamie jakis paragraf - tyle jest przepisow, ciagle zmienianych przez bande politykow/urzednikow za co jeszcze my placimy. Przypuszczam slusznie ze jest Pan Andrzej do tego wszystkiego eurofederasta tak jak PZPR (czyt. SLD/AWS..). Latwiej otworzyc drukarnie Vega wtedy niz teraz (teraz samo czekanie i pozwolenia skonilyby Pana do zaniechania otwarcia, no chyba ze ma Pan grube miliony).

      Tacy ludzie byli na pikniku (pomijam mieszkancow ktorzy przyszli dla rozrywki - pewnie ok. 80%).
      • Gość: Andrzej Karyś Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: *.adsl.inetia.pl 13.10.09, 00:47
        hmmm ....Pan "wyborcawas" skrobnął treściwy życiorys i przynajmniej jasno mówił o czymś. Mogę się z nim nie zgadzać (i oczywiście nie zgadzam) ale też wiem, że nie mogę mu zaproponować wyjazdu do Koreańskiej Republiki gdzie wszystkie wskazane przez niego relikty dobra jeszcze spokojnie funkcjonują, bo tamci u Kim Dzon Il'a go nie wpuszczą. Nie uwierzą, że ktoś mógłby być tak nierozsądny i do nich chcieć. Nawet gdy ma takie poglądy jakie ma.
        Natomiast Pan "fabon" dał popis tumanerii, której z kolei u nas nikt nie uwierzy. A drukuj se pan co masz tylko ochotę! Z całą pewnością nikt Pana za to nie okaleczy ani nie zabije. Wtedy (co tak niby dużo łatwiej było ze wszystkim) problemem było nie tylko czym drukować ale i na czym to zrobić i jeszcze do tego nie zginąć, a Pan tu dyrdymałki (na komputerze) o współczesnych urzędowych, biurokratycznych obostrzeniach gryzmolisz.
        Wolno Panu (!) - w tym rzecz.
        • oloros Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę 13.10.09, 02:29
          mowcie co chcecie ale faktem jest ze jakiejs radosci nie widac
          wprost przeciwnie]
          i jest ogromna dysproporcja pomiedzy samozadowoleniem
          propagandzistow a zwyklym czlowiekiem
          za to wiele razy sie spotkalem na swiecie z poklepywaniem po
          ramieniu walesy w wykonaniu rzadzacych tym swiatem przedstawicieli
          kapitalu ktorzy zawsze mowili cos w rodzaju
          o dobry czlowiek, dobry robotnik - pokazujac wszem i wobec - taki
          model robotnika podoba sie nam - wzorzec
          parabola z Korea jest naduzyciem - to nie ma przelozenia tak jak tzw
          polski komunizm byl nieporownywalny naet do czeskiego czy
          bulgarskiego
          [
          problem jest w straconej szansie - zaprzepaszczono jedyna okazje od
          kilkuset lat - przez lenistwo, brak kompetencji,chciwosc i zwykla
          glupote tzw elyt - ci ktorzy zastapili komunistow nie sprostali
          wyzwaniu - przegrali
          • Gość: Klon Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: *.kielce.vectranet.pl 13.10.09, 08:54
            W wypowiedzi "wyborcy" nie dostrzegam pochwały komuny, lecz obiektywne pokazanie rzeczywistości, jakże często fałszowanej przez polityków. Dostrzegam w niej żal, że robotnicy dali sobie odebrać wywalczone przywileje. dziś prosty robotnik jest nikim, nie ma się komu poskarżyć. I przyznajcie panowie szczerze, że jest ekonomicznie dyskryminowany. Bo czymże jest porównanie zarobków prezesów, dyrektorów, polityków w porównianiu do robotniczej płacy. Nawet najzdolniejszy dyrektor nic nie wyprodukuje bez robotniczego wkładu. Emeryci wegetują, robotnikaa nie stać na książki dla dzieci, ledwie na życie i to skromne zarobi. Nie żałuję minionego ustroju, bo było w nim wiele nieprawości, ale opisuj ąc dawne czasy, należy się zdobyć na odrobinę obiektywizmu, a nie pieprzyć jak to sie przy flaszce cierpiało z powodu komunistycznego ucisku. I pamietajcie, wytrzymałość robotnicza ma swoje granice. Urodzi się jakiś nowy Lenin i poprowadzi lud na na barykady, jeśli tym ludem będziecie pogardzać dbając tylko o własne interesy. czy jest to obiektywne, adekwatne do wkładu pracy, aby prezes zarabiał 20-razy więcej niż robotnik pracujący na produkcji? Czy stać go na kupno mieszkania ? Zastanówcie się panowie politycy, bo bunt robotniczy nadchodzi.
          • Gość: Andrzej Karyś Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: *.adsl.inetia.pl 13.10.09, 13:11
            Może ta Korea i brzmi jak nadużycie ale pole do zaproponowania jest mocno zawężone. Chyba, że Kuba może jeszcze.
            Nie słyszałem natomiast żeby z np. Bułgarii czy NRD jacyś ludzie "przy flaszce cierpieli", a tam komunizmowi podziękowano jeszcze szybciej niż u nas. Pojmuję tęsknotę za czymś co dawało komfort nie myślenia o przyszłości, co wyglądało jak ustawione na wieki. Na wieki nie było, bo nie upadłoby samo.
            A treść akcji i mojej reakcji dotyczyła czegoś zupełnie innego: Wolny jest nasz Kraj czy nie? (dysproporcje w dochodach zostawiam na inną rozmowę, bo nie mają tu nic do rzeczy).
        • Gość: fabon Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: 170.252.72.* 17.11.09, 10:14
          Internet poki co jest jedynym wolnym miejscem (chociaz niedlugo ocenzurowany zostanie przez UE).

          Napisal Pan tylko o wolnosci w publicystyce. A tymczasem nasza wolnosc jest ograniczana przez ok. 240 Dziennikow UStaw rocznie wydawanych i przepisow ciagle sie zmieniajacych, przez przymus powszechnego poboru w imie wymyslow jaks tam politykopw, koniecznosc uzyskania koncesji i zezwolen w ok 300 branzach, przez zakaz jedzenie tego na co ma sie ochote, przez nakaz placenia za leczenie osob kte nie maja ochoty pracowac, przez nakaz placenia ok. 83% pensji na tzw haracze jak akcyza, cla, podatki bezposr. i posrd. itp itd.

          I to jest wg. Sz. Pana Andrzeja wolnosc? Albo Pan jest juz tak naiwny uwazajac ze mamy calkowita wolnosc albo nie chce sie przyznac ze dostrzega to co kazdy. Rozumiem ze propaganda medialna czyni swoje ale chyba nie na taka skale. Prosze obejrzec jakis dokument z PRL i zobaczy Pan ze wowczas tak jak Pan teraz mowili ludzie o tym ze sie dobrze zyje, niczego nie brakuje, gorzej jest na Zach. etc.

          Jezeli wciaz Pan naprawde przekonany jest iz mamy wolnosc to napisze na koniec jedno: PRECZ Z KOMUNA!!! i KOMUNISTAMI!
          • Gość: Andrzej Karyś Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: *.adsl.inetia.pl 19.11.09, 21:53
            No i proszę! i co ? Odwaga mocno potaniała. Krzyknąłeś se pan publicznie jakiś od dawna znany "precz". Czyż chociaż korona panu z zęba wypadła panie fabon? A jeszcze 20 lat temu w czasach, w których ze wszystkim ja niby miałem lepiej, automatycznie wypadłyby panu wszystkie zęby.
            Nie wmawiaj człowieku nikomu, co ja twierdzę. Przyjmij tylko do wiadomości, że wolność (czy ona się komuś podoba czy nie) JEST mimo wszystko.
            (No i wiedzy trochę też by się przydało, a może i trochę wstydu panie fabon. bardzo głupie stosuje pan porównania...wyjątkowo. Oj, nieładnie).
            • stolat3 Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę 21.11.09, 22:29
              Gość portalu: Andrzej Karyś napisał(a):

              > No i proszę! i co ? Odwaga mocno potaniała. Krzyknąłeś se pan
              publicznie jakiś
              > od dawna znany "precz". Czyż chociaż korona panu z zęba wypadła
              panie fabon? A
              > jeszcze 20 lat temu w czasach, w których ze wszystkim ja niby
              miałem lepiej, au
              > tomatycznie wypadłyby panu wszystkie zęby.
              > Nie wmawiaj człowieku nikomu, co ja twierdzę. Przyjmij tylko do
              wiadomości, że
              > wolność (czy ona się komuś podoba czy nie) JEST mimo wszystko.
              > (No i wiedzy trochę też by się przydało, a może i trochę wstydu
              panie fabon. ba
              > rdzo głupie stosuje pan porównania...wyjątkowo. Oj, nieładnie).

              Wiem że wolnośc nie ma ceny , ale czy my poprzez styropianowych
              nieudaczników musimy za nią płacić aż tyle?
              • Gość: / Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.09, 22:48
                Mlody owsik pyta Starego owsika
                -tato tu jest tak ciemno, brudno i gownem smierdzi czy my musimy tutaj
                mieszkac?
                -Synku alez to jest Nasza Ojczyzna!
            • Gość: fabon Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: 170.252.72.* 23.11.09, 16:32
              Sz. P. Andrzeju, nie komentuje czesci cynicznej wypowiedzi bo nie zawiera argumentow. Co do porownan, zastosowalem takie zeby utkwily w pamieci. Dlaczego takie? Wrocmy do Panskiej wypowiedzi sprzed kiklu miesiecy:

              "Żyjemy w wolnym kraju, w którym niemal wszystko wolno - mówił Andrzej Karyś"

              Czy zyjemy w wolnym kraju? NIE, a z kazdym rokiem wolnosci ubywa. Wczesniej przestawilem kilka przykladow jej braku np. braku wolnosci decydowania o wlasnym losie. Obecny rzad nie hamuje sie przed dalszym ograniczaniem (gdy Polska byla naprawde wolna sejm zbieral sie np. 3 razy w roku i wtedy uchwalal, teraz obraduje bez przerwy). Skoro nasi parlamentarzysci obraduja bez przerwy tzn. ze cos musza robic, i robia - przepisy, zmieniaja poprzednie. Wszystko za nasze pieniadze i bez naszej zgody. Moze Pan powie ze skoro takich wybralismy to jednak jest zgoda. O wyborze decyduje wiekszosc a ta jak wiadomo jest ZAWSZE glupia.

              Tak wiec konkludujac, wydaje sie iz Panskie rozumienie wolnosci wyraza sie w tym ze wiekszosc spoleczenstwa (tzw. tyran, glupek) moze zrobic z mniejszoscia co zechce w kazdym momencie oraz ze juz to uczynila w pewnych dziedzinach (przymus ubezpieczenia zdrowotnego - no bo wiekszosc akurat ma jakies dolegliwosci zdrowotne, przymus wyslania dziecka do szkoly - bo musi zarabiac na mniej dolezna wiekszosc, przymus placenia ok. 83% pensji na wladzuchne). Jezeli tak Pan rozumie wolnosc no to nie musze przepraszac za wmawianie innym tu co Pan twierdzi i koniec dyskusji. Jezeli natomiast Pan przeciwnie rozumie wolnosc to przepraszam od razu, ale wtedy przyznaje sie Pan ze nie mial racji w cytowanej przez GW wypowiedzi.
              • Gość: Andrzej Karyś Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: *.adsl.inetia.pl 27.11.09, 22:08
                Panie fabon..., nic mnie nie obchodzą Pańskie polityczne wywody. Nic mnie nie obchodzi jakakolwiek polityka (!). Żyj Pan sobie w kraju jakim Pan chce.....,Pański wybór. Proszę czytać teksty (wszelkie) ze zrozumieniem i mnie więcej nie zaczepiać. Płacę podatki i mam prawo do spokoju. Wiem, że to co Pan ma aspiryną się nie wyleczy.
                Nie wiem czy Pan to zauważy czy nie, lecz tu jest właśnie konkluzja.

                (Ma Pan jakieś nazwisko?).
                • Gość: fabon Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: 170.252.72.* 30.11.09, 15:53
                  O to chodzi, ze ludzie roznia sie pogladami i to jest piekne. Gdyby wszyscy mieli takie same poglady nie byloby sensu zycia.

                  pozdrawiam
      • Gość: Jakub Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: 83.1.89.* 13.10.09, 14:52
        Wiem o rodzinie Karysiów wywodzących się z Ostrowca. Ale nie wiem, czy to ta
        rodzina. Nazwiska się powtarzają.
        Ta mnie znana rodzina, to rzeczywiście socjaliści, a nawet ubecy, esbecy, a
        ściślej - facet był takim zapijaczonym esbekiem niższego szczebla.
        • Gość: zdeg. Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: *.adsl.inetia.pl 20.11.09, 13:17
          ...i ZŁODZIEJ... bo KAŻDY PIJAK TO ZŁODZIEJ!!!
    • Gość: Jakub Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: 83.1.89.* 13.10.09, 14:45
      Wypiliśmy? :))

      Pili Żydzi i pożyteczni idioci.
      • Gość: zdegustowany Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: *.adsl.inetia.pl 19.10.09, 19:43
        palant?
        • Gość: Jakub Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: 83.1.89.* 19.10.09, 21:19
          Lepiej gram w żyda. A co, proponujesz duela?
          • Gość: zdeg. Re: Wypiliśmy toast. Za wolność! W 20. rocznicę IP: *.adsl.inetia.pl 13.11.09, 23:43
            czyli jak każdy palant.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja