Szpital Narutowicza Kraków - mordownia

13.03.04, 03:52
Urodziłam tydzień temu.
Poród nie był łatwy, ale w porównaniu z pobytem na Oddziale Noworodków to
była pestka. To szkoła przeżycia bez żadnej opieki ze strony personelu ani
nad dzieckiem, ani nad matką. Okropne babska, którym się przeszkadza pytając
o cokolwiek.
Wszystkiego brakuje, podkładów, pieluch, trzeba mieć wszystko swoje, panie
niechętne do jakiejkolwiek pomocy, nikt nic nie tłumaczy, nawet nikt karmić
piersią nie uczy. Jedynym marzeniem jest się stamtąd urwać do domu.
Jest wiele rzeczy rażących i zaniedbań, ale nie mam czasu i siły już o nich
opowiadać.
Jedyne, co radzę, to wybrać Rydygiera luib Żeromskiego.

Rozmawiam ostatnio z dziewczynami, które rodziły w innych szpitalach,
wszystkie są zdania, że Narutowicza powinni zamknąć.

Rozważcie to.
Ja po porodzie powiedziałam, że nie chcę już więcej rodzić, ale po dniu
stwierdziłam, że wolę urodzić niż tam być w szpitalu.

Pozdrawiam i życzę dobrych, rozważnych decyzji przy wyborze szpitala. To dużo
znaczy.
    • p_swiat Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 15.03.04, 17:50
      Jestem zaskoczona Twoim postem bo 16 miesięcy temu W Narutowiczu urodziła sie
      moja coórcia przez cc, lae też byłam na oddziale noworodków i podkładów było w
      ciul wciąż donoszone kiedy zabrakło bez problemowo dawali miła opieka świetne
      położne - przychodziły pytały. Ja miałąm kłopoty z karmieniem zero pokarmu, lae
      tłumaczyły aby przystawiać, że pokarm nadejdzie pomagały w przystawianiu.
      Ja byłam naprawdę zadowolona - z tąd jestem zaskoczona jak mogło sie coś tak
      radykalnie od tego czasu zmienić.
    • beba2 Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 21.03.04, 02:01
      W Narutowiczu jest podział na oddziały A i B.Jeden z nich jest przeznaczony dla
      mam po porodach "samodzielnych"-i tam faktycznie jest niezaciekawie,a drugi po
      porodach rodzinnych i po cięciach.Różnica między nimi (oddziałami) kolosalna -
      jakby to były dwa różne szpitale.
      • p_swiat Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 21.03.04, 07:12
        Ja wprawdzie byłam po cc, ale leżałam z dzierwczyną po zwykłym porodzie nie
        rodzinnym - az mi sie nie chce wierzyć, że tak jest.
        • kssia Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 21.03.04, 23:59
          Cześc
          Nie ma podziału na sale Ai B . Ja leżałam na sali z dziewczynami po rodzinnych
          porodach, które miały nawet opłaconych dodatkowo lekarzy.Ja miałam zwykły
          poród. Jest natomiast osobna sala dla cc , zaraz obok dyzurki pielęgniarek ,
          leżą tam również dziewczyny wymagające opieki. Narutowicz nie jest znowu taki
          zły. Personel wszedzie jest taki sam - rutyniarze a pieluszek , wkładów brakuje
          w każdym szpitalu. Najważniejsze jest to że dziecko porzadnie przebadaja i nie
          wypuszczą za sziptala dopóki nie mają 100% pewnosci że wszytsko jest ok
          pozdrawiam
          • ppjw Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 22.03.04, 10:32
            cóż, mam podobne zdanie, jak założycielka wątku - mnie wypuścili z zakażeniem
            poporodowym, a Jacka z gronkowcem w oku...A ponieważ rodziłam w sobotę, więc
            niedzielę przeleżałam na swoim ręczniku, bo kiedy mój mąż poprosił o czyste
            prześcieradło ( niestety udało mi się poplamić ) to usłyszał, że jest week-end
            i pralnia nie pierze, więc czystych nie ma. No w końcu mój mąż mógł się
            domyślić i przynieść z domu......Generalnie uważam, że porodówka jest OK, ale
            położnictwo - zgroza
            ps. leżałam w dwójce po porodzie rodzinnym, więc powinno być OK, ale nie było..

            pozdrawiam, Paulina
            • isma Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 22.03.04, 11:55
              Mham, to ja sie przylaczam. Porodowka ujdzie, ale opieka nad matka i
              noworodkiem nie jest z tych wymarzonych. Ale, z drugiej strony, w anszej
              sluzbie zdrowia rzadko co ma szanse byc wymarzone.
          • beba2 Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 26.03.04, 20:42
            Kiedy rodziłam (5,5 roku temu),a potem byłam na prakykach (2,5 roku temu) to
            oddział na pierwszym piętrze był podzielony na dwie części (od windy w prawo i
            w lewo).Może teraz coś się zmieniło?
            • edie28 Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 26.03.04, 21:47
              Z tego co pamiętam (rodziłam w Narutowiczu 2 lata temu), po lewej stronie od
              windy jest położnictwo a po prawej ginekologia i patologia ciąży.
              Co do samego położnictwa to nie narzekałam, położne pomocne, pokazywały jak
              karmić zawsze można było pytać i nie było problemu z podkładami itp.
              Leżałam na sali 3 osobowej do łazienki miałam trochę daleko, ale cóż do takiej
              sali trafiłam. Lekarze świetnie się nami zajmowali a dzieci były pod dobrą
              opieką, moje dziecko było przebadane na wszystkie strony.
              Nie powiedziałabym, żeby można było nazwać ten szpital "mordownią", ale każda z
              nas ma inne doświadczenia.
              Co do pomocy laktacyjnej to kobieta która wtedy chodziła były beznadziejna !!
              Chodziło jej tylko o opchnięcie produktów, które miała do sprzedania, na temat
              wkładek laktacyjnych opowiadałą takie cherezje, że miałam wątpliwości czy była
              rzeczywiście położną !! Była to typowa akwizytorka i tyle.

              Jeśli chodzi o polecenie tego szpitala to mogę powiedzieć, że polecam bo, nie
              wiem jakby się skończyło gdybym rodziła w prywatnej klinice, gdzie dziecko
              trzeba było przewozić do innego szpitala na badania, z moją córką było trochę
              problemów po urodzeniu a tam mogłam przynajmniej być przy niej cały czas i nie
              wypuszczono nas dopóki nie zostala całkowicie wyleczona !!

              Pozdrawiam,
              Edyta i Kaja 2 latka wielka gaduła smile
              • beba2 Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 27.03.04, 12:43
                Ginekologia i patologia jest na II piętrze.
                • edie28 Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 29.03.04, 09:48
                  Pamiętam, że na przeciwko porodówki była sala z napisem "patologia ciąży" a to
                  na pewno było 1 piętro, ale może to była tylko jedna taka sala na 1 piętrze nie
                  wiem ??
                  Zresztą czy to ważne na którym pietrze co jest, najważniejsze jak jest .....
      • todzio1 Ciekawe..... 23.03.04, 01:39
      • todzio1 Podział???? 23.03.04, 01:42
        Wiesz, to ciekawe...
        Ja miałam opłacony rodzinny, opłaconego lekarza oraz położną, w sumie
        popłynęłam ponad 1000, a byłam w gorszej sali, może dlatego że wtedy urodziło
        bardzo dużo kobiet i nie było miejsca, albo po prostu miałam pecha.
        Rpzmiawiałam też z kobietami leżącymi w lepszych salach, tych z telewizorem i
        ręcznikiem papierowym, tyle wypatrzyłam przechodząc, że były lepsze, też
        narzekały.
        Może to sprawa weekendu i braku nadzoru nad położnymi ze strony ordynatora?
        Może w tygodniu chodzi jakiś doradca laktacyjny??????
        Może nie brakuje pieluch i wszystkiego?
        • p_swiat Re: Podział???? 23.03.04, 08:45
          Ja leżałam na sali bliżej toalet, ale była czysta wiadomo nie taka przytulna
          jak właśna sypialnia, al;e bez przesady to nie stanysmile
          Jeśli chodzi o podkłady nigdy nie brakowoło, a pieluszki były owszem tylko
          tetrowe- co do pampersów to jeśzczenie spotkałam się aby gdziekolwiek były.
          Kiedy ja tam lezałam z Zuzią była pani z poradni laktacyjnej - ja nie karmiłąm
          Zuzi przez pierwsze 8 dni bo po cc nie miałam pokarmu, lae położne pomagały mi
          prZychodziły pokazywały jak przystawiać.
          Zawsze były też dla maluszkó mokre husteczki Niveai maść do pupki.
          Ja miałam cc 22.10.2002 i aż tródno mi w to uwierzyć, że później coś mogło się
          zmienić na gorsze - a jestem wybredna .
          Wiadomo szpital jak każdy inny nie ma pieniędzy, ale ja np go polecam !
          A podkreśle nie dałam ani grosza.
          • todzio1 Re: Podział???? 03.04.04, 15:48
            Jakie mokre chusteczki i masc do pupy?
            Swoje wlasne, jakbym nie miala swoich kosmetykow i papmpersow, to chyba by mi
            nikt nie przewinal dziecka i chodziloby od rana do nocy w tetrze i zawiniete
            woreczkiem foliowym, tak jak mi podrzucili po pierwszej nocy, na ktora zreszta
            pobrali ode mnie na cztery Pampersy. Zniknely w oddali... Ciekawe, kto je
            ukradl?
            A moze te masci i chusteczki sa na lepszych salach? Tylko kto te lepsze sale
            dostaje? Osoby, ktore oplacaja lekarzy majacych wieksze chody?
            • malo26 Re: Mówcie o tym głośno!! 09.01.05, 17:41
              RANY BOSKIE. DZIEWCZYNY O TYM WSZYSTKIM TRZEBA GŁOŚNO MÓWIĆ!!
              Opowiadałam już swoje perypetie w jednym z tematów dotyczących szpitala im. Narutowicza w Krakowie. Nie będę powtarzać, bo wiele zajmie mi to czasu.
              Słyszałam ostatnio, że wprowadzają "nagrody" za urodzenie dziecka. A ja myślę, że te pieniądze lepiej przeznaczyć na szpitale, bo to w jakich warunkach rodzą kobiety jest niehumanitarne. Narodziny dziecko mają być pięknym przeżyciem a nie czasem nieludzkiego traktowania. Czy ja mam cierpieć psychicznie dlatego, że przyszłam do szpitala urodzić dziecko!!!
              Matki, które ciepło wypowiadają się na temat pobytu w szpitalu, albo płacą grubą kasę, albo nie potrafią szanować siebie jeśli zgadzaja się na takie traktowanie. Nie przymykajcie oczy na te sprawy. TO NIE JEST NORMALNE. DO TEGO NIE NALEŻY SIĘ PRZYZWYCZAJAĆ!
              A co do płacenia, to branie łapówek jest karalne i nie jest codziennym stanem rzeczy!
              A wy płacąc tylko ich uczycie, że szacunek kosztuje.

              Pozdrawiam
              • aska1972 Re: Mówcie o tym głośno!! 09.01.05, 20:51
                Ostatnio rodizłam w Narutowiczu w lipcu 2002 roku. Nie mam się do czego
                przyczepić. Miałam opłacony poród rodzinny, było ok. Personel cały czas
                informował mnie co orobi. Położna nalała mi nawet wody do wanny, żebym sobie
                posiedziała, ale nie zdążyłanm. Po porodzie leżałam ma 3 osobowej sali, były
                mokre chusteczki, była maśc dla każdego dziecka osobna, były tetry szpitalne.
                Jedyna rzecz jaka mnie zaczęła denerwować to co chwilę biegające pilegniarki,
                które pytały, czy coś nie trzeba, czy może któraś z pań chce coś na ból, na
                spanie... Nie przesadzam, przynajmniej 3 razy dziennie przychodziły i pytały czy
                coś nam nie trzeba. A do tego bardzo fachowa opieka neonatologiczna. Podobno
                taką dobrą opiekę ma tylko Kopernik i Narutowicz w Krakowie. Teraz też tam idę,
                w końcu liczy się dobro dziecka, a nie nasza wygoda. Pobyt w szpitalu to
                niestety nie wczasy, tak jak się niektórym wydaje.
                • ingga Re: Mówcie o tym głośno!! 09.01.05, 21:27
                  Kochana!

                  Wcale nikogo nie obrażasz, mówiąc, że niektórym wydaje się, ze pobyt w szpitalu
                  to wczasy. Bardzo to miłe. ;-((((
                  Ja na pewno pojechałam tam wczasować się, a nie rodzić (Twoim zdaniem), skoro
                  wspomnienia z pobytu w Szpitalu im. Narutowicza mam fatalne.
                  Myślę, ze od 20002 roku dużo sie tam zmieniło, poza tym może miałaś więcej
                  szczęścia, bo myślę, ze jakbyś na własne oczy widziała to, co ja widziałam, a
                  na własne uszy słyszała to, co ja słyszałam i miałabyś podobne wspomnienia
                  całkiem inaczej patrzyłabyś na ten szpital.
                  Ja nie obrażam osób, którym się tam podoba, więc i Ty nie obrażaj tych, które
                  mają złe doświadczenia związane z Narutowiczem.
                  Odrobina tolerancji.
                  Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego porodu i pobytu w szpitalu.
                  • aska1972 Re: Mówcie o tym głośno!! 10.01.05, 08:47
                    Na szczęście mamy prawo wyboru i nikt nie zmusza do rodzenia w Narutowiczu,
                    ostatnio bardzo modny zrobił się Ujastek. I dobrze, przynajmniej nie grozi mi
                    brak miejsca w Narutowiczu.
                    Jak pisałam o wczasach to chodziło mi o te kobiety, które już od progu zachowują
                    się jak rozpieszczone jedynaczki i czekają na" służbę" która będzie wokół nich
                    biegać. Nie mam na myśli ŻADNEJ z Was (bo Was nie znam), ale spędziłam w
                    Narutowiczu w sumie kilka dobrych tyg. i się napatrzyłam.
                    Szpital, to szpital i nie ma co ukrywać, że nigdy nie będzie różowo. Trzeba się
                    odpowiednio nastawić.
                    Ja naprawdę nie mogę złego słowa powiedzieć o tym szpitalu. Jak ostatnio leżałam
                    tam w wakacje, położna sama do mnie biegała ze środkami uspokajającymi, a wcale
                    nie prosiłam. Leżałam tam kilka razy i naprawdę zawsze było ok.
                    Za to bardzo dużo złego mogłabym napisać o Ujastku (info. z pierwszej ręki), ale
                    po co???? Komu to ma służyć???? Wszędzie zdażają się "wpadki" tylko po co o tym
                    krzyczeć????
                • uffa1 Re: Mówcie o tym głośno!! 09.01.05, 22:11
                  aska1972 napisała:

                  > Jedyna rzecz jaka mnie zaczęła denerwować to co chwilę biegające pilegniarki,
                  > które pytały, czy coś nie trzeba, czy może któraś z pań chce coś na ból, na
                  > spanie... Nie przesadzam, przynajmniej 3 razy dziennie przychodziły i pytały
                  czy coś nam nie trzeba.


                  No to sie nabiegaly.... Ehhh szkoda gadac...
                  Ja mam moze skrzywione patrzenie na to jak szpital powinien opiekowac sie
                  pacjentem przez to ze rodzilam pierwsza coreczke w Szwajcarii... W pazdzierniku
                  rodzilam na Ujastku i musze stwierdzic ze bylo ok, choc oczywiscie nie wszystko
                  bylo super.
                  Bylam w Narutowiczu. Najpierw bylam tam zobaczyc szpital przed porodem.
                  Niestety juz na wejsciu wiedzialam ze rodzic tam nie bede i wcale nie jakos
                  warunki mnie przerwazily (bo jakos bym to zniosla), ale zachowanie poloznej...
                  W ogole nie moge pojac, dlaczego maja zakaz wchodzenia na oddzial dzieci (mam
                  juz coreczke i nie wyobrazam sobie abym nie widziala jej przez 4 dni) tak jakby
                  tylko dzieci roznosily wirusy czy bakterie (?)!
                  Potem bylam drugi raz, gdy urodzila moja przyjaciolka i wtedy juz wiedzialam ze
                  wole rodzoc w domu niz w tym szpitalu. Przyjaciolka byla wtedy dobe po
                  porodzie, poprosila o srodek przeciwbolowy, dostala go chyba po 6h i
                  dowiedziala sie jeszcze ze to normalne ze po porodzie boli!! A zakrwawionego
                  przescieradla nie zmienili jej przez cale 4 dni...
                  • isma Re: Mówcie o tym głośno!! 10.01.05, 09:42
                    A, akurat co do zakazu wchodzenia na oddzial dzieci, to ja jestem za.
                    Owszem, bakterie i wirusy przenosza wszyscy, ale z tego rodzaju infekcjami
                    medycyna sobie jakos radzi wink)). Natomiast dzieci, hmm, moga jeszcze przenosic
                    choroby wieku dzieciecego ;-(((. Ospa, rozyczka itp. itd. Nie wydaje mi sie,
                    zeby akurat to bylo dla kobiet w ciazy i noworodkow szczegolnie polecane ;-(((.
                    • uffa1 Re: Mówcie o tym głośno!! 10.01.05, 10:09
                      Hmmm, chyba glownie w Narutowiczu taki zakaz, no i pewnie w KOperniku...
                      Na Ujastku jakos tego nie bylo i wszyscy Bogu dzieki, jakos to przezyli...
                      Nie chodzi mi o to, aby gosci przesiadywali kilka godzin.
                      Nigdzie za granica nie spotkalam sie z takim zakazem, na szczescie i w Krakowie
                      mozna znalezc pod tym wzgledem normalny szpital (chocby Ujastek).
                      • ingga Re: Mówcie o tym głośno!! 10.01.05, 18:34
                        Do Kopernika dzieci wpuszczają - wiadomość sprawdzona, z grudnia.
                        Jeśli chodzi o zarzuty odnośnie takich watków, to ja myślę, że dobrze, że są.
                        Zawsze można podzielić się swoimi przeżyciami, może to pomoże komus podjąć
                        słuszną decyzję - osobom, które np. biorą pod uwagę kilka szpitali. Jeśli ktoś
                        jest zdecydowany konkretnie na dany szpital to i tak myślę, że jego zdania to
                        nie zmieni. A myślę, że wiedzieć coś złego i nie ostrzec innych to nie jest
                        dobra myśl.
            • p_swiat Re: Podział???? 07.06.05, 09:34
              Jakie lepsze sale? ukryte w podziemiach?smile
              Leżałam na najnormalniejszej sali po cc byłam jedną dobe na pooperacyjnej potem
              jak reszta mam z dzieckiem na zwykłej sali.
              Były mokre chusteczki Nivea kiedy któraś z mam zgłosiła, ze sie skońzyły
              donieśli nowe była maść - aż mnie przeraziło co piszesz czy po tak krótkim
              czasie wszystko prysło?!!!!
              Nie ma zadnego podziału w Narutowiczu ani na AB ani na lepsze gorsze!
              Ja przewijałam sama swoje dziecko i pampersy miałam koło siebie.
    • kacha222 Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia - TAK 27.03.04, 10:30
      Rodzialm tam w sierpniu 2000roku! Były wszlekie wskazania na cc, dziecko
      ułożone nóżkami w dól. Ale ale za mało daliśmy Szanownej pani dr i sprowokowała
      poród! Próbowała parę razy wkładając rękę tam, obrócić dziekco, w fazie porodu
      dziecko się zaklinowałao, rozcięła mnie dłługo. Maciek miał obtarte do krwi
      pośladki podobno albo z tego odwracania na siłę albo z tego zaklinowania.
      Wylądował w inkubartorze, bo musiał byc goły! Po porodzie salowa na moją
      prośbę, że mi się chce pić, wlała mi do jakiegoś kubka zimnej wody z kranu i
      kazała sobie za to zapłącić 10zł!! (lepie niż woda Perrie!!) Rodziłam w nocy
      jako 13 mama. Po zostaliwono mnie samą na korytarzu, dopiero po 4 godzinach
      ktoś zabrał mnie na salę. Potem przyszła jakaś kobieta i rozdarła się na pół
      sali (10 łóżek) "Ta pani co rodział pośladkowo, niech przyjdzie zobaczyć co się
      stało z dzieckiem". Zawsze sie zastanawiałam jak się wstaje po porodzie, już
      nei maiłam takiego problemu. Polbiegłam za nią ... mały w inkubatorze, zero
      informacji o jego stanie. Kazała mi jeszcze składać się na pampersy, a on leżał
      goły!! Ja w końcu dostałam zakażenia, kazano mi iść do apteki na dół po maść,
      zrobił się ogromny stan zapalny, antybiotyk!! Po tygodniu jak młody wyszedł z
      inkubatora, wyszłam do domu na własne żądanie .... NIGDY WIĘCEJ!!
    • cool_gos Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 27.03.04, 12:35
      Nie zetknęłam się z tym szpitalem ale po postach - mały komentarz.
      1) Należy tam wymienić personel. Przykład z Krakowa, że to działa szp.
      Żeromskiego. Niedawno cieszący się złą sławą- teraz jeden z lepszych w Krakowie.
      2) Może ktoś z NFZ zainteresuje sie tymi postami i np. nie zawrze kontraktu ze
      szpitalem Narutowicza? Skoro tam się już nikomu nie chce pracować to może
      lepiej przerzucić środki na te porodówki, gdzie personel jeszcze się stara.
      3) Skoro okazuje się, że wszyscy płacą na porodówkach lekarzom to może nie
      płacić im z NFZ - bo za co? Albo wprowadzić zakaz uczetniczenia w porodzie
      lekarzom poza dyżurami?
      4) Stwierdzenie, że szpitalnictwo jest w Polsce na kiepskim poziomie i dlatego
      może być byle jak jest złym stwierdzeniem. Zawsze mozna wysprzątać, podać komuś
      wode, pomóc się umyć czy pomóc nakarmić dziecko. Do tego potrzebna jest gotowść
      do pracy a nie pieniądze.
      Rodziłam 1,5 roku temu w Rydygierze. Nie powiem, żeby było wzorcowo w każdym
      calu ale:
      - było czysto
      - dawali jeść skromnie ale smacznie
      - były podkłady, pampersy, chusteczki i ubranka dla noworodków
      - pomogli mi karmić
      - pielęgniarka po c.c. skakała koło mnie ile mogła (choć była to noc)
      Dało się...
      Proponuję - zainteresujmy całą sprawą media i niech niektóre porodówki znikną z
      Krakowa. Obecnie 8 z nich ma umowę z NFZ (Kopernik, Narutowicz, na Galla,
      Żeromskiego, Rydygiera, Ujastek, na Królowej Jadwigi, Siemiradzkiego). Dzieci
      rodzi sie mało - chyba nie potrzeba tyle porodówek. Zwłaszcza jeśli personel
      niektorych z nich jest obrażony na życie...Może taka akcja rodzić po ludzku w
      Krakowie...Rodzić jak człowiek bez konieczności dawania w łape...
      Gogins
      • p_swiat Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 30.03.04, 10:57
        Każdym szpitalem NFZ powinien się interesować bo żaden nie jest wzorcowy.
        co do szpitala Żeromskiego tam też nie jest pięknie i przyjemnie bo opinie
        rodzących sa niekiedy podobne do tych z Narutowicza.
        Poprostu każdy szpital powinien być przyjazny z świetnym personelem , lae
        otwurzmy oczy mieszkamy w Polscer i długo tak nie będzie- Narutowicz to nie
        ewenement!!
        Ja tam miałam cc w 2002 roku i złego słowa nie moge powiedzieć wiadomo nie było
        romantycznie i wznoiśle, ale to w końcu szpital i takich jak ja jest tam masa!
        Każdemu trzeba pomóc więc NFz niech zainteresuje się wszystkimi szpitalami .
    • indiaaa Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 09.01.05, 21:57
      Dziewczynki! Tak nie można moim zdaniem. Ja się tam wybieram rodzić i
      podkreślam nikomu nic w łape nie dam bo jestem wrogiem numer 1 dawania łapówek.
      Ale dlaczego tak wszyscy straszą na temat tego szpitala? Każdy ma swoje
      przeżycia i ja pewnie też będe mieć, ale czemu od razu pisać że to mordownia?
      Ja słyszałam tragiczne rzeczy na temat szpitala kopernika na przykład no i co,
      mam wszystkim koleżankom opowiadać jak tam żle jest bo słyszałam to od
      rodzących. Myśle że w Polsce nigdzie nie znajdziemy odpowiedniego państwowego
      szpitala, a ja mam nadzieję że jednak nie będzie tak żle. Nie boję się bo nie
      wiem po prostu co mnie czeka, ale dziwnie się trochę poczułam jak przeczytałam
      co po niektóre straszne komentarze. Dziewczyny nie straszcie taksmile)
      • mk110 do Indiaaa 09.01.05, 22:55
        Zgadzam się z Tobą. Ja rodziłam tam rok temu i rzeczywiście nie było tak źle
        dobrze nie było ale dało się przeżyć. Wszystko jest kwestią nastawienia po
        prostu nie nalezy oczekiwać za wiele pozdrawiam i życze szczęśliwego
        rozwiązania.
        Magda i Oleńka 14 miesięcy
    • amb25 Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 06.06.05, 10:37
      zgadzam się z Toboą. w zyciu bym tam nie rodziła.
      po pierwsze - znajoma tam rodziła, miała opłacony poród rodzinny, ale męczyła
      się 24 godziny (słownie dwadzieścia cztery godziny) na porodówce zanim
      swierdzono, że jednak cesarka.
      Kiedy ja byłam tam zorientowac się w sytuacji to :
      1. oddział położniczy (styczeń 2004 roku) tez skojarzył mi się raczej z rzeźnią
      niż ze szpitalem. Choć nie. Rzeźnie sa czyściejsze i bardziej zadbane.
      2. rozmowa z lekarzem (chodziłam prywanite) u którego miałam rodzić: na moje
      pytanie o znieczulenie, dowiedziałam się że on nie jest zwolennikiem. Dlaczego?
      Bo kobieta może dużo znieść. I to nie byl żart. Uciekałam z tamtąd gdzie pieprz
      rośnie i miesiąc przed porpdem zmieniłam lekarza na ginekologa z Rydygiera i
      tam urodziłam i było ok.
      Zresztą całkiem niedawno zmarła w Narutowiczu dziewczyna na skutek powikłań
      po cesarce - intubacja uszkodziła jej tchawicę. Rozumiem, że powikąłdnia się
      zdarzają i lekarze maja prawo sie mylić, ale tam po cc nikt się nie
      zainteresował jej gorszym samopoczuciem i tym, że nie może oddychać.
      Twierdzili, że ma katar....
      Więc ja bym na waszym miejscu zwiewała z tamtąd gdzie pieprz rośnie.
      Bo jednak po porodzie chciałabym wychować swoje dziecko a nie patrzeć na nie
      z "nieba" o ile ktoś wierzy w życie po życiu.
    • jaga68 Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 10.06.05, 07:21
      Witam,
      Przeczytałam wszystkie zamieszczone tutaj posty i nasunęły mi się takie uwagi.
      Wydaje mi się, że przy wyborze szpitala trzeba się przede wszystkim zastanowić,
      czy w razie komplikacji ( z matką czy z dzieckiem ), szpital jest w stanie, i ma
      możliwości i kompetentny personel do udzielenia pomocy. Wszystkim życzę porodów
      i pobytu w szpitalu bez problemów, ale w życiu różnie bywa. To czy były
      podkłady, pieluchy itp jest ważne, ale o tym się potem nie pamięta. Uwagi
      niemiłe pani X czy Y też można puścić w niepamięć, jeśli się patrzy na
      rozwijącego się świetnie malucha. Mam koleżankę, która rodziła w prywatnej
      klinice, ślicznie, ładnie, uśmiechnięty "marketingowo" personel. Cóż z tego,
      doszło do komplikacji, z pomocą zwlekano, a konsekwencje ponosi do tej pory ona
      i jej dziecko.
      A co do Narutowicza, nie chce się tu wypowiadać za czy przeciw szpitalowi (
      rodziłam tam dwa razy, również w tym roku )bo uważam, że każdy powinien wybrać
      sam, natomiast mam następujące wrażenia ( subiektywne ) oczywiście.
      Obserwując siebie teraz i parę lat wcześniej i dziewczyny, które były ze mną na
      oddziale, mam takie wrażenie, że ocena szpitala w dużej mierze zależy od tego
      czy jest to pierwsze dziecko, czy kolejne, pierwszy pobyt w szpitalu czy nie.
      Mamy bez doświadczenia ( w tym ja sama, parę lat wcześniej )oceniają szpital
      bardziej negatywnie. Wynika to chyba w dużej mierze z braku doświadczenia w
      opiece nad tak maleńkim dzieckiem i z nowości sytuacji.
      Porównując swoje pobyty w tym szpitalu -niektóre rzeczy uległy polepszeniu,
      niektóre pogorszeniu. Jest napewno czyściej, bo zniknęła Pani rodem z głębokiego
      socjalizmu czyli z brudną szmatą obwiniętą na miotle, a sprząta firma z
      zewnątrz. Personel - są takie lekarki czy pielęgniarki, które same wychodzą z
      inicjatywą pomocy i opieki, są takie, które trzeba prosić o pomoc, i zrobią to
      bardzo chętnie, są też takie ( ale naprawdę pojedyńcze przypadki ), które burkną
      z góry na człowieka. Wszystko zależy od zmiany, która jest na dyżurze. Zawsze
      można podejść z dzieckiem do dyżurki i pokażą i pomogą we wszystkim ( ja
      przynajmniej nie miałam z tym problemów )zwłaszcza zmiana nocna, bo wtedy jest
      więcej spokoju. Podkłady, pościel, pieluchy itp. - z podkładami bywa różnie,
      pościel była zmieniana codziennie jeżeli pacjentka tego chciała, i dodatkowo na
      prośbę, jeśli zaszła taka potrzeba; pieluchy trzeba mieć własne ( ale może to
      ile lepiej dla dziecka )na beciki, trzeba było uważać, bo było mało, bo akurat
      było dużo dzieci na oddziale wink. Do tego wszystkiego trzeba mieć po prostu
      dystans i już.
      Jedno co mi się nie podobało ( trochę długi ten post, ale już kończę ), to rzecz
      niezależna od szpitala, mianowicie ilość gości odwiedzających. Ja rozumiem, że
      każdy chce zobaczyć nowego potomka. Ale sześć, siedem osób przy każdym łóżku w
      trzy, czteroosobowych pokojach to jest lekka przesada. Zwłaszcza, że
      "współ-pacjentki" nie zawsze są w dobrej kondycji fizycznej, a wejście, zejście
      z łóżka, czy nakarmienie dziecka ( a wiele dziewczyn ma problemy z karmieniem )
      jest naprawdę krępujące. Nie mówiąc już o tym, że jest to wątpliwa szkoła
      hartowania i uodparniania noworodka, skazanego na kontakt z tak wieloma osobami
      praktycznie zaraz po urodzeniu, gdzie powinno się na niego bardzo uważać. 9/10
      się nie zarazi niczym, ale ten dziesiąty może mieć pecha.Poandto, po takiej
      wizycie ( i tysiącu, niekiedy sprzecznych i niemądrych wynikających z niewiedzy
      rad babć, cioć, teściowych itp ) młoda matka jest tak skołowana, że już sama nie
      wie co powinna, a co nie powinna robić.
      Ale tak jak mówię, ilość gości i poziom wiedzy gości nie zależy od szpitala.
      Kończę już wink, i życzę wszystkim mamom krótkich i bezproblemowych pobytów w
      szpitalu jakimkolwiek.
    • dorga1 Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 29.07.05, 16:53
      Moim zdaniem dziewczyny, które rodziły jakiś czas temu nie powinny w tym
      momencie tak bardzo bronić tego szpitala, bo wiele się ostatnio zmieniło. Ja
      rodziłam w tym szpitaluw maju i leżałam na sali właśnie z dziewczynami, które
      rodziły tam wcześniej i były mocno zdziwione obecnymi warunkami w szpitalu.
      Wspominały o maściach, opiece, pieluszkach i chusteczkach. Obecnie o tym
      wszystkim można zapomnieć, chociaż idzie tam podobno ku lepszemu. Ja mam
      koszmarne wspomnienia z pobytu tam. Na moje nieszczęście rodziłam w niedzielę,
      niestety była tam tylko jedna położna (pewnie tną koszty)a do porodu za dużo
      chętnych. Udało mi się ponieważ rodziłam w pokoju do porodu rodzinnego inne już
      upychano w różnych dziwnych miejscach (są 2 takie pokoje). I niestety jak byłam
      druga do porodu, zrobiłam się czwarta. Poród mi przetrzymano o ok. 2 godziny co
      skończyło się u mnie bardzo dużą anemią (straciłam dużo krwi a nie podano mi
      żadnej) a synek urodził się z opadającym kącikiem ust. Teraz oczywiście czeka
      nas gonitwa po neurologach i rehabilitacja. Leżałam tam 9 dni (synek miał
      jeszcze żółtaczkę no i ja anemię) w najgorszej sali (część nieremontowana,
      pokój najmniejszy i aż 3 łóżka!!!), gdzie nawet okno się nie otwierało,
      ponieważ było zabite gwoździami (a muszę powiedzieć że były wtedy najgorsze
      majowe upały). Opieka koszmarna a właściwie żadna. I niestety codziennie inny
      lekarz i inna opinia na temat zdrowia mojego i synka - to chyba było najgorsze.
      Takie są moje odczucia z tego szpitala. Nie wiem na ile byłoby w innym lepiej,
      ponieważ moja znajoma rodziła w Żeromskim miesiąc temu też z problemami i też
      nie było najlepiej. Myślę że jak się jest w szpitalu jakimkolwiek tylko 3 dni
      to można jakoś przeżyć. Chcę jeszcze zwrócić uwagę na naświetlanie przy
      żółtaczce. W innych szpitalach najczęściej ma się wtedy dziecko przy sobie i
      wyciąga je się do karmienia a tutaj niestety nie. Synusia nie miałam ciągiem po
      12 godz. i musiałam oczywiście odciągać pokarm nie chcąc go dokarmiać ale to
      już inna historia też mało przyjemna. Pzepraszam że się tak rozpisałam,obecnie
      jest tak ale może kiedyś będzie lepiej.
      • indiaaa Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 30.07.05, 21:07
        Przykro mi że tak się skończyl Twój poród i że będziesz musiała z synkiem
        biegać na rehabilitacje, ale rodziłam w święta wielkanocone w tym roku i co do
        opieki nie zgadzam się z Tobą że do bani. Właśnie opieka była jak dla mnie
        super.
        • dorga1 Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 30.07.05, 21:56
          Tak patrząc teraz z perspektywy to ja chyba miałam pecha. Na sali leżałam z
          dwoma dziewczynami. Wszystkie rodziłyśmy w jednym dniu i można sobie wyobrazić
          jak wszystkie byłyśmy "na chodzie" (w tym dwie z dużą anemią). A że była to
          dodatkowo niedziela i braki w kadrach to po prostu zajmowali się nami nasi
          mężowie. Nawet telefon był nieosiągalny, więc w nocy mogłyśmy się tylko modlić
          o to aby któraś zajrzała. A potem przez cały właściwie czas był ze mną mąż i to
          tylko dzięki niemu było tam do przeżycia.
    • aggim Nie jest tak źle! 29.07.05, 18:48
      Witam,
      Dzisiaj mijaja 3 tygodnie, od urodzin mojego synka. Był to moj drugi porod,
      pierwszy zreszta tez w tym szpitalu.
      Zdecydowanie rozdzielam dwa tematy: obsługa medyczna /przy i po porodzie/ oraz
      kondycja finansowa szpitala, ktora wpływa na rozne braki /srodki przeciwbolowe
      (!), podkłady itp/.
      Bardzo pozytywnie wspominam poród i przede wszytkim położna ktora bardzo sie
      starała. Uprzedzajac podejrzenia -zadnych kopert nie było. Trafiła mi sie tez
      wspaniała lekarka, wiec wszystko przebiegło wrecz modelowo. Obsługa po porodzie
      była dobra, z małymi wyjatkami, ale narzekac absolutnie nie moge.
      Na pewno szokuje brak tak podstawowych rzeczy jak srodki przeciwbolowe /tzn
      na "dzien dobry" dostajesz, poki maz nie kupi/. Dzieci tez w zasadzie sa
      juz "na garnuszku" u rodzicow, bo pampersy wlasne, a nawet powiedziano mi tez
      ze ciuszki /przy czym wiekszosc dzieci i tak miało szpitalne/. Tak bieda kole w
      oczy, jak w całej służbie zdrowia...
      Uwazam jednak ze nazywanie tego szpitala "mordownia" jest wysoko krzywdzace.

      Agi
    • izabellekk Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 19.09.05, 12:49
      Nie zgadzam się z Twoją opinią.
      Ja urodziłam dziecko w 30 tygodniu ciąży i obawiam się, że w pięknej klinice o
      wyglądzie hotelu z serialu ( ujastek) z której mnie odesłano moje dziecko by
      nie przeżyło W NArutowiczu jednak jest dobrze zorganizowany i prowadzony
      oddział intensywnej terapii dzięki temu mój synek został przebadany i
      wyprowadzony z wszystkich "problemów". Problemy typu podkłady były, ale chyba
      stac nas na 2 czy 3 paczki podkładów ( w końcu w Kuflandzie za parę złotych
      można kupić ) Prawda Pampersy dla dziecka trzeba było miec swoje, ale na
      intensywnej terapii kazdy maluch miał swoja paczkę powieszoną na "wózku" i
      nikomu nic nie ginęło, a panie pracujące na tym oddzale sa bardzo miłe i
      pomocne i jestem in bardzo wdzięczna za opiekę nad małym.
      Ponadto nawet w szkole rodzenia prowadzonej przy szpitalu dostaje się spis
      rzeczy jakie należy zabrać ze sobą do szpitala łacznie z maścią itd.
      W sierpniu kazde dziecko dostawało paczkę z firm promujących swoje wyroby i
      były tam dwie maści do pupy Sudocrem i jakis drugi.
      Poza tym każdy i tak swoje rzeczy miał ze sobą

      W czasie mojego pobytu w sierpniu 2004, nie zauważyłam oznak braku
      niekompetencji wśród personelu. Panie po paru godzinach po porodzie były
      prowadzone pod prysznic i cały czas były pod ręka, gdyby ktoś zasłabł.
      I naprawdę się starały, a że maja ograniczone fundusze na tabletki to w końcu
      nie ich wina tylko NASZEGO KOCHANEGO FUNDUSZU.

      Ja jestem z pobytu zadowolona
      Chyba nikt nie spodziewa sie w takich miejscach warunków "wczasowych"
      • uffa1 Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 19.09.05, 18:30
        Nigdy nie mialabys mozliwosci urodzenia na Ujastku dziecka w 30tc.
        W Ujastku przyjmuja porody dopiero od 37tc.
      • uffa1 Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 20.09.05, 16:24
        I dopisze moze...
        Coz powiadasz, ze nie nalezy spodziewac sie warunkow wczasowych...
        A ja twierdze ze da sie to polaczyc i co wiecej... ogromna pomoc poloznych i
        lekarzy, a takze ladny wyglad szpitala i jego fachowosc!. Niestety w
        Narutowiczu tego nie ma.
        • minikap Re: Szpital Narutowicza Kraków - mordownia 21.09.05, 19:09
          A ja rodziłam w ujastku w pierwszej połowie roku i jakkolwiek warunki pobytu
          komfortowe (łazienka w pokoju, czysto, itd). To lekarka badająca mnie w czasie
          przyjęcia do szpiatla powinna badać zwierzęta nie ludzi (przynajmniej mogłoby
          ją kopnąć). Połozna i sam poród ok. Ale opieka po poporodzie była fatalna.
          Miałam kłopoty z piersiami: co lekarz, co położna to inna opinia. Zero pomocy.
          W nocy dzwoniłam po położną lub neonatologa (w związku z karmieniem) - każda
          robiła prawie łaskę. W końcu musiałam ściągnąć do szpitala własną mamę - która
          dopiero pomogła i wytłumaczyła o co chodzi. Muszę zaznaczyć, że nie wszyscy
          lekarze są "tacy mili" spotkałam się też z kilkoma pozytywnymi przykładami
          opieki np. przełożona położnych.
          Co do "bogactwa" podkłady były zmieniane często, ale zakrwawione prześcieradło
          musiało mi wystarczyć na cały pobyt.
          Tak naprawdę myślę, że nie ważne w którym szpitalu się rodzi, ale na jaki
          zestaw lekarzy i połoznych się trafi
          Pozdrawiam
Pełna wersja