Częste telefony od Wychowawczyni

30.07.11, 14:36
Witam, mam pytanie czy wiecie może jak to jest z formalnego punktu? Co nauczyciel SP ma napisane w rozporządzeniu (ustawie?) i jakich granic powinny sięgać informacje o dziecku, przekazywane rodzicom? Na pewno zdrowie, bezpieczeństwo itp. Ale co jeszcze? Zastanawiam się czy to styl pracy wychowawcy czy jednak obowiązek?
Jestem rodzicem żywiołowego, bardzo inteligentnego dziecka i bez problemów w nauce, choć młodsze od pozostałych - test na koniec roku zaliczony na 95%. Ale w szkole sprawia problemy typu: za dużo mówi na lekcji, ma trudności z wytrzymaniem na zajęciach do końca, indywidualista i asertywny, jeśli coś mu się nie podoba, za często się wygłupia i popisuje - lubi być liderem, przejawia zbytnie skłonności do przewodzenia i nie lubi się dostosowywać do reguł. Ale naprawdę ani nie agresywny, ani nie szkodliwy...Ogólnie przyjazny otoczeniu i bardzo mądry jak na swój wiek. Silna, może i niełatwa osobowość.
Telefony z różnymi tematami otrzymuję od babki w roku szkolnym, średnio 3 razy w tygodniu - 80% to istne pierdoły - głaska obce kotki na boisku, wygiął łyżkę na stołówce, powiedział do pani, że dzieciom nie wolno rozkazywać smile))) czy nie chciał zębów fluoryzować. 20% to poważniejsze sprawy - że przeszkadza jej, nie słucha poleceń, rozmawia na lekcji.
Pani dzwoni mi do pracy często, i prosi, żeby "coś z tym zrobić". Poza tym na Zeszyt Korespondencji przeznaczę w kolejnym roku szkolnym 60 kartek, nie 16 - powyższe uwagi ważne i mniej ważne są zapisywane.
PS. Moja najlepsza, szkolna, socjalistyczna uwagasmile)), jaką otrzymałam to : "Ela zrobiła trąbkę z papieru i krzyczała uuuuuu".
Wychowawczyni mojego dziecka mnie do szału doprowadza, jest bardzo zmęczona pracą i moim dzieckiem - sama nie wiem czy ona jest niezaradna czy jak to jest - czemu nie ma wstydu, poczucia, że rodzic może pomyśleć, że ona się nie nadaje do zawodu? Ja jakbym tak narzekała w swojej pracy, wywaliliby mnie. A tu podejście - nie, że ja nie umiem - to rodzi i uczeń winni...Boję się kolejnego roku szkolnego, nie zwolnię się z pracy i nie stanę na lekcji za nią.
Stwierdzam, że zmusza mnie swoim podejściem do ostateczności - do Poradni, diagnozy i papieru dla dziecka - że niedostosowane albo nadpobudliwe psychoruchowo??? Nie chcę, bo po co? Ale nie wiem czy nie będzie lepiej jak i dziecko i ją także podporządkują kontroli PPP, wejdą jej na lekcje i wręczą jej wytyczne jak i co ma robić. Odczepi się wtedy czy nie? Wiem, wrednie to ujmuję, ale uważam, że w 20 osobowej klasie - to Pani przede wszystkim jest od tego, aby z dzieckiem rozmawiać, a nie odruchowo sięgać za telefon do mnie po jakiejś sytuacji i przekazywać litanię. Ja już też mam odruch wyuczony - po 50. telefonie i zadaniu od Pani polegającym na zaradzeniu czemuś, przy czym mnie nie było nawet - poniekąd współczuję bardzo mojemu dziecku. Co nie oznacza oczywiście, że z nim nie rozmawiam.
    • wanilia39 Re: Częste telefony od Wychowawczyni 01.08.11, 19:30
      przede wszystkim powiedz Pani, że jesteś w pracy i nie będziesz w tej chwili rozmawiała chyba, że Twojemu dziecku zagraża niebezpieczeństwo lub dziecko komuś zagraża... a co do poradni - o tyle warto sie udać, że czasami DOBRY psycholog może dobrych rad trochę udzielić a to może ułatwić funkcjonwanie dziecka w szkole.
    • monikaa13 Re: Częste telefony od Wychowawczyni 01.08.11, 21:05
      Ciesz się, że Pani Cie informuje - naprawdę, przynajmniej masz cały obraz tego co Twoje dziecko robi w szkole ale...

      Jeżeli, jak piszesz, jest to uciążliwe i Ci przeszkadza, powiedz o tym. Załóż właśnie taki zeszyt i powiedz Pani, że tam ma wpisywać swoje uwagi na temat danego dnia, nawet codziennie. Nawet jak był grzeczny niech też wpisze. A ty konsekwentnie podpisuj - codziennie. Nie może być tak, że Pani wpisuje uwagi i nie wie czy Ty je czytasz czy nie.

      Myślę, że rozmowa z Panią na temat tego, że jesteś w pracy i nie możesz tak ciągle odbierać telefonów oraz ten dzienniczek wystarczą, aby ograniczyć te telefony. Oczywiście w ważnych sprawach telefon koniecznie.

      Nauczyciel nie ma nigdzie zapisane ile razy może dzwonić do rodziców w sprawie ich dziecka.

      I jeszcze jedno. Wierz mi, taki uczeń może przeszkadzać swoim zachowaniem nie tylko nauczycielom ale też innym uczniom. Może trzeba, by też trochę skupić się na dziecku.
    • pysiorek Re: Częste telefony od Wychowawczyni 01.08.11, 21:22
      Nauczyciele mają taką przypadłość, że uwielbiają wynajdować sobie "ofiary". Jak sobie upatrzą dziecko to już do końca jego edukacji będą każdą rzecz przypisywać temu dziecku. Uwagi w dzienniczku nie będą miały końca, telefony, wezwania na rozmowy. Oni tym ,żyją.
      A najgorsze jest to ze strony rodzica,jeżeli nie ukróci tego bardzo szybko. Moja szwagierka każdego dnia czytała uwagi w dzienniczku. Dobra była uwaga " bawi się na lekcji krawatem".
      Ona sobie z tym poradziła. Poszła do szkoły, zrobiła awanturę wychowczyni i uspokoiło się. Nie ma uwag w dzienniczku, na wywiadówkach syn jej jest zachwalany, jaki on grzeczny.
Pełna wersja