Gość: maja
IP: 217.153.35.*
02.02.04, 15:01
Jestem (na razie) krakowianką tylko weekendową i z tego powodu przynajmniej
raz w tygodniu jestem na dworcu głównym (tudzież wschodnim). I odpowiedzcie
mi proszę, dlaczego ten obiekt, nie tak dawno przecież odremonotowany stał
się jedną wielką, śmierdzącą noclegownią? Dlaczego wchodząc tam potykam sie
o nieprzytomnego, obrzyganego pana leżącego w poprzek schodów? Dlaczego
muszę powstrzymywać odruch wymiotny spowodowany duszącym odorem niemytych,
pijanych ciał? I dlaczego przyjeżdzając wieczorem, muszę z duszą na ramieniu
ostrożnie omijać kartonowe legowiska na dworcu wschodnim?
Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem za tym, żeby tych ludzi wyrzucać na mróz,
ale przecież w mieście są chyba jakieś noclegownie albo schroniska, gdzie
mogliby się podziać bezdomni. Przecież przez to miejsce przewijają się
tysiące turystów, skuszonych sławą najpiękniejszego i
najbardziej "klimatycznego" miasta w Polsce. Dlaczego nie jest piekny,
czysty i pachnący?