Dodaj do ulubionych

Ignorancja matematyczna jest składową humanisty

IP: *.chello.pl 09.05.10, 11:19
ta matura z matematyki to śmiech na sali

zdałbym ją po 4 klasie szkoły podstawowej
Obserwuj wątek
        • Gość: qnick Matma+Polski<Biologia IP: *.iop.krakow.pl 10.05.10, 12:12
          Co z tego, że nowi maturzyści będą umieli obliczyć wysokość drzewa bez włażenia
          na czubek, oraz że wyrecytują bez problemu kilka fragmentów Dziadów? Bez
          znajomości podstaw Biologii dalej będziemy ciemnym narodem. Ilu z was uważa, że
          filipińczyk gołymi rękami wyciąga raka, że oskrzela to jakaś wyjątkowo niedobra
          przypadłość powodująca kaszel, że paracetamol zabija wirusy, a każda bakteria
          jest wrogiem i należy ją potraktować Domestosem?
          Biologia i statystyka - to powinno się zdawać obowiązkowo. A Polski, czy
          matematyka dobre są dla hobbystów.
    • pfg Re: Ignorancja matematyczna jest składową humanis 09.05.10, 11:37
      Poziom podstawowy rzeczywiście był banalny, poziom rozszerzony
      niewiele wyższy, ale pomyśl, co by się działo, gdyby w pierwszym roku
      po przywróceniu obowiązkowej dano trudne zadania, tak że 1/3, a może
      i 1/2 kandydatów nie zdałaby poziomu podstawowego? Byłby płacz i
      zgrzytanie zębów, powszechne protesty i żądania usunięcia matematyki
      z listy przedmiotów obowiązkowych. I kto wie, tak mogłoby się stać.

      Przy okazji, jak zawsze, protestuję przeciwko utożsamianiu postawy-
      zainteresowań-wykształcenia humanistycznego z nieznajomością
      matematyki i nauk ścisłych. Znam wielu matematyków i fizyków, którzy
      są humanistami. Znam jeszcze więcej absolwentów kierunków
      humanistycznych, którzy nie tylko nie znają matematyki, ale
      humanistami też nie są.
      • Gość: kr Lepsza taka, niż żadna. IP: *.adsl.inetia.pl 09.05.10, 11:57
        Zgadzam się z Tobą w 100%:

        > co by się działo, gdyby w pierwszym roku
        > po przywróceniu obowiązkowej dano trudne zadania, tak że 1/3, a może
        > i 1/2 kandydatów nie zdałaby poziomu podstawowego? Byłby płacz i
        > zgrzytanie zębów, powszechne protesty i żądania usunięcia matematyki
        > z listy przedmiotów obowiązkowych. I kto wie, tak mogłoby się stać.

        Też przypuszczam, że taki był powód "łagodnego" potraktowania tegorocznych maturzystów.
        Z drugiej strony trzeba pamiętać, że jeszcze rok temu świadectwo dojrzałości otrzymywały osoby, które nie umiałyby nawet tak prostych zadań rozwiązać.
        Lepsze więc nawet to, co było teraz niż nic.
      • dystansownik Re: Ignorancja matematyczna jest składową humanis 09.05.10, 13:40
        > Poziom podstawowy rzeczywiście był banalny, poziom rozszerzony
        > niewiele wyższy, ale pomyśl, co by się działo, gdyby w pierwszym roku
        > po przywróceniu obowiązkowej dano trudne zadania, tak że 1/3, a może
        > i 1/2 kandydatów nie zdałaby poziomu podstawowego?

        Ta, czyli dalej stosujemy metodę zaniżania standardów? Tak jak z podnoszeniem
        poziomu wykształcenia społeczeństwa. Kiedyś matura, to było coś, dziś może ją
        zdać praktycznie każdy. Ba, już nawet dyplomy wyższych uczelni praktycznie się
        rozdaje na lewo i prawo. :P
      • Gość: lEn Re: PANIE JERZY! IP: *.82-134-23.bkkb.no 09.05.10, 12:31
        majac male dzieci zastanowcie sie lepiej jakich jezykow je uczyc zeby w
        przyszlosci moc poslac (bez koniecznosci brania kredytu) na studia bo w Polsce
        zostana tylko uniwersytety dajace papierki ktorymi mozna bedzie wiadomo co
        podetrzec. Niemiecki ? Skandynawskie ? Ktos ma inne pomysly?
      • Gość: gość portalu Na czym polega przesada z całkami? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 16:44
        Ktoś mi niedawno tłumaczył swoje odkrycie sofistyczne, ze całka to jak
        uogólnione mnożenie. Teraz rachunku całkowego nie ma w szkole, ale przed wojną
        były i były na maturze. W Wielkiej Brytanii są i dziś, jeśli ktoś chce się
        dostać na uniwersytet, to wybiera poziom rozszerzony (A-levels) i tam są. U nas
        natomiast jest jakaś idioten-matematyka, pokrzywdzona logika, niepełna
        geometria, jakieś zupełnie zbędne w szkole "formy zdaniowe" i mnóstwo innego
        "materiału" który po prostu podyktować, bez tłumaczenia pojęć.
        • Gość: któś Re: Na czym polega przesada z całkami? IP: 109.243.167.* 09.05.10, 17:01
          Kwestią tutaj jest to, co włączymy do kanonu wiedzy niezbędnej
          każdemu człowiekowi "na jakimś poziomie", a czego - już nie, co
          uznamy za zbyt specjalistyczne. Na temat zakresu A-levels nie
          wypowiadam się, bo go nie znam. Podobnie nie będę się wypowiadać o
          przedwojennej maturze, bom na to stanowczo za młody. Nie przypominam
          sobie, by rachunek całkowy był w programie LO (nie chodziłem do
          klasy mat-fiz) w drugiej połowie lat osiemdziesiętych.
          A swoją drogą nieraz żałowałem swoich braków w edukacji
          matematycznej, którą zakończyłem w klasie maturalnej. Choć
          matematyka do pracy nigdy nie była mi potrzebna.
    • Gość: humanistka błogosławiona ignorancjo IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 13:01
      Jestem absolwentką studiów humanistycznych (magisterskich), maturę zdawałam
      dawno temu, jeszcze starą, ale bez matematyki. Matematyka zawsze sprawiała mi
      o tyle problemu, że ucząc się w miarę solidnie mogłam mieć z niej na koniec
      roku w liceum 4/4,5, ale 5 już nie. Nigdy nie lubiłam matematyki i byłam
      bardzo szczęśliwa z tego powodu, że nie musiałam jej zdawać na maturze. Za to
      z przedmiotów humanistycznych zrobiłam trzy olimpiady, przez co byłam
      zwolniona z dużej części matury i dostałam się bez egzaminów na studia. Teraz,
      kilka lat po studiach, jak sobie przejrzałam arkusz podstawowy z matematyki,
      to nie byłabym w stanie (tak sądzę) rozwiązać żadnego zadania prawidłowo.
      Żadnego. Nie pamiętam kompletnie nic. Czy czuję się przez to uboższa
      intelektualnie, społecznie albo duchowo? Dajcie spokój. Nie każdy ma do tego
      smykałkę i nie każdemu sprawia przyjemność wpisywanie trapezów w okręgi i
      rozwiązywanie nierówności, że o całkach nie wspomnę. Tabliczka mnożenia? Cóż,
      na wyrywki jej nie wyrecytuję, ale zawsze jest komórka pod ręką, w
      ostateczności przecież można jakoś na upartego wydedukować. Liczenie wartości
      procentowych z jakiejś liczby? Owszem, zajmie mi to 5 minut więcej niż nerdowi
      po studiach technicznych, ale policzę. Nie wszystkim matematyka potrzebna jest
      do szczęścia, życia i pracy. Za to mnie osobiście mierzi, jak wielu mądrali po
      studiach technicznych, pracujących na dobrych stanowiskach w firmach
      informatycznych, elektronicznych itd. nie jest w stanie skojarzyć tego czy
      innego noblisty z literatury, nie odróżnia modernizmu od romantyzmu, nie
      czytał nigdy "Krzyżaków" czy "Ogniem i mieczem". Ostatnio ich ignorancja jeśli
      chodzi o wiedzę historyczną wyszła wielokrotnie przy okazji katastrofy w
      Smoleńsku. Katyń? Ale co to za zbrodnia w Katyniu, skąd nasi się tam wzięli?
      Kiedy nauczyciel tłumaczył o Katyniu, to oni piwko pili w parku z kolesiami z
      technikum ewentualnie grali w RPGi w piwnicy albo dłubali w Turbo Pascalu. Za
      to teraz mają 4-5 kafli na miesiąc w korporacji i mądrzą się, jak to
      matematyka królową nauk jest. Szkoda tylko, że w przeważającej większości do
      kina chodzą na filmy pokroju "Transformers", a czytują tylko "Chipa" ew.
      "Elektronikę praktyczną".

      PS Wszystkim, którzy zarzucą mi uogólnianie i plucie jadem od razu uprzedzam,
      że swoje wnioski i obserwacje opieram na pokaźnym gronie poznanych
      technicznych. Pracowałam dłuższy czas w pewnej korporacji IT z programistami,
      wśród moich znajomych bardzo wiele osób skończyło AGH lub PK, mój mąż jest
      "techniczny", a z racji wykonywanego zawodu mam również liczne kontakty z
      osobami z branży IT, elektronicznej, automatyki/mechatroniki/mechaniki itd.
      Niestety chlubne wyjątki pośród tej społeczności są bardzo nieliczne.
      • Gość: Leccinum Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 13:15
        Twój wywód można odwrócić i zapytać po co komuś do szczęścia rozróżnianie nurtów
        w sztuce. Wychodzisz z jakichś nieuprawnionych założeń na temat tego co
        wykształcony Polak powinien wiedzieć na temat historii i literatury swojego
        kraju, ale to jest tylko twoje przekonanie i nie masz prawa go nikomu narzucać.
        W studiowaniu matematyki chodzi zaś nie o zdobywanie jakiejś "wiedzy", ale
        przede wszystkim o ćwiczenie umysłu do abstrakcyjnego, uogólniającego myślenia,
        a to przyda się każdemu i wszędzie.
        • Gość: humanistka Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 14:29
          Po co komuś rozróżnianie nurtów w sztuce? Podstawy choćby po to, żeby nie robił
          jak debil zdjęć czego byle, gdziekolwiek pojedzie, tylko żeby oglądał zabytki,
          sztukę świadomie. I tak, jestem zdania, że każdy wykształcony, inteligentny
          Polak powinien znać historię swojego kraju, a jeśli myślisz inaczej, to przykro
          mi to mówić, ale mi Cię żal.

          Sugerujesz, że bez studiowania matematyki abstrakcyjne, uogólniające myślenie
          jest niemożliwe?;) Jestem humanistką, poczytaj komentarze na temat mojego
          "uogólnienia", to właśnie o abstrakcję mnie tutaj posądzają i obrzucają błotem;))
          • Gość: raj Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.multi-play.net.pl 09.05.10, 14:53
            > Po co komuś rozróżnianie nurtów w sztuce? Podstawy choćby po to, żeby nie robił
            > jak debil zdjęć czego byle, gdziekolwiek pojedzie, tylko żeby oglądał zabytki,
            > sztukę świadomie.

            A po co mu chcesz narzucać, jak ma żyć? Jeżeli jemu sprawia radość
            "robienie zdjęć jak debil byle gdzie", to niech sobie robi. Przeciez o to w
            życiu chodzi, żeby robić to co nam sprawia radość!
            Co innego, jeżeli będzie chciał te zdjęcia publikować i "uszczęsliwiać" nimi
            innych - wtedy podlega krytyce tak jak każdy twórca :). Ale póki robi to tylko
            dla siebie, co Tobie do tego?
            Ja nie wybrzydzam na ludzi, którzy oglądają debilne programy w telewizji i
            chodzą do kina na głupie filmy. Cieszy ich to, ich sprawa. Dopóki nie usiłują
            narzucać innym, co mają oglądać. Ty też robisz to samo, tylko w drugą stronę.
            • Gość: humanistka Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:09
              Nic nikomu nie narzucam, wyrażam tylko swoją opinię. Niech sobie "robią zdjęcia
              jak debile", skoro ich to uszczęśliwia i nie potrzebują niczego więcej. Ale
              niech nie mówią potem, że humanistyka to nie jest prawdziwa nauka, bo nie ma w
              niej cyferek, wykresów ani równań. Niestety zbyt często się z tym spotkałam,
              żeby mieć jakiekolwiek złudzenia na temat poczucia wyższości technicznych nad
              nietechnicznymi. Ja takiej wyższości bynajmniej nie czuję, czyżby ich wyższość
              wynikała z jakichś kompleksów?

              Czy ja wybrzydzam na kogoś i każę komukolwiek zmieniać się zgodnie z moim
              widzimisię? Czy już nikt nie rozumie, na czym polega dyskusji i czym się różni
              wyrażanie opinii od narzucania innym swojego zdania?
              • Gość: któś Ignorantia nocet. IP: 109.243.167.* 09.05.10, 15:24
                Uzywając określeń typu "debil", "nerd" (w innym Twoim poście)
                zdecydowanie wykraczasz poza kulturę dyskusji próbując okazać swoją
                wyższość. Jeśli pytasz, czy na kogoś wybrzydzasz? Tak, wybrzydzasz.
                Na fotografujących "jak debile", a przedtem - na "zarabiających 4-5
                kafli nerdów". Prowadzisz dyskusję o wyższości Świąt Wielkiej Nocy
                nad świętami Bożego Narodzenia, dyskusję, która nie doprowadzi do
                niczego. A cały problem w tym, że ignorancja z żadnej dziedzinie nie
                jest błogosławiona, wbrew temu, co piszesz. Powiedzenie "ignorantia
                legis nocet" można rozszerzyć na każdą inną dziedzinę wiedzy.
                  • Gość: któś Pięknie wpadłaś we własne sidła. IP: 109.243.167.* 09.05.10, 15:53
                    Pięknie. Poczytaj moje posty: w jednym z nich napisałem, jakie mam
                    wykształcenie. Póki co dowiodłaś, że nie potrafisz przeczytać ze
                    zrozumieniem kilku zdań. Przejrzyj dokładnie całą dyskusję,
                    zobaczysz jaki jestem "techniczny". Może nie zaperzaj się aż tak
                    bardzo: któryś raz już widzę, jak potykasz się o własne wypowiedzi.
                    • Gość: humanistka Re: Pięknie wpadłaś we własne sidła. IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 16:03
                      Wybacz, pomyliłam artystę z kim innym. Nie mam aż tak podzielnej uwagi jak
                      Napoleon, który dyktował kilka listów jednocześnie, ale widać myślenie
                      przyczynowo-skutkowe leży, skoro nie potrafisz tego zrozumieć widząc mnie i
                      kilkunastu innych dyskutantów. Kopnij leżącego, zanim wstanie, tak? Gratuluję
                      podejścia:) Poza tym skończyły się czasy starożytne i sofistyka jest passe, no
                      może poza kręgami zakompleksionych i niedowartościowanych, którzy radość życia i
                      energię do działania czerpią z kłócenia się z innymi dla samej rozkoszy kłótni.
                      Życzę powodzenia w życiu i kończę z Tobą tę do niczego nie prowadzącą przepychankę.
                      • Gość: któś Leżysz na własne życzenie. IP: 109.243.167.* 09.05.10, 16:16
                        Dlaczego? Bo konsekwentnie podkładasz się. Wytykając innym
                        nieumiejętność czytania ze zrozumieniem - licz się z tym, że
                        zostanie Ci ona wypunktowana. Dlaczegóż to sobie rościsz prawo do
                        błedu a innym go odmawiasz?
                        Kolejny ciekawy zabieg erystyczny: "kopnij leżącego" - jak piszesz.
                        Próba wzbudzenia litości z jednej strony, z drugiej zaś - próba
                        zdyskredytowania rozmówcy w kategoriach etycznych. Argumentów zaś -
                        dalej brak.
      • Gość: ojapierdziu Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.rzeszow.mm.pl 09.05.10, 13:27
        Nie wszystkim matematyka potrzebna jest do szczęścia, życia i pracy. (...)
        Liczenie wartości procentowych z jakiejś liczby? Owszem, zajmie mi to 5 minut
        więcej niż nerdowi po studiach technicznych, ale policzę.

        Ale słońce, procenty były w 5 kl. podstawówki. Tabliczka mnożenia to kl. 1-3.
        Chyba to 4 to na ściągach miałaś bo solidna nauka takich podstaw by ci w głowie
        została. W jakim świecie ty żyjesz, ze ci się procenty nie przydają? Dodawanie
        też niepotrzebne, prawda? :P
        • Gość: humanistka Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 14:34
          Gratuluję pamięci, mnie moja jak widać zawodzi. Miałam 4 nie w ściągach, ale z
          solidnego uczenia. Niestety zapomina się rzeczy, których się nie powtarza i
          które nie są przydatne, proszę - zacytuj mi jakiś wiersz, którego uczyłeś się w
          5 klasie podstawówki. Zacytuj materiał historyczny, który wtedy przerabiałeś, bo
          jak dobrze pamiętam historia była od 5 lub 5 klasy.

          "W jakim świecie ty żyjesz, ze ci się procenty nie przydają? Dodawanie
          też niepotrzebne, prawda? :P"

          Czytaj ze zrozumieniem, człowieku. Gdzie napisałam, że procentów liczyć nie
          umiem? Wyłożę Ci to łopatologicznie, skoro inaczej nie rozumiesz: matematyka to
          nie tylko liczenie, ale też całki, różniczki, funkcje, figury geometryczne,
          nierówności... I nie wszystko jest przydatne na co dzień każdemu czy w każdej
          pracy, zwłaszcza humanistom.
          • Gość: raj Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.multi-play.net.pl 09.05.10, 14:55
            > nie tylko liczenie, ale też całki, różniczki, funkcje, figury geometryczne,
            > nierówności... I nie wszystko jest przydatne na co dzień każdemu czy w każdej
            > pracy, zwłaszcza humanistom.

            Zaawansowane wiadomości z literatury czy historii też nie są przydatne na co
            dzień każdemu czy w każdej pracy, zwłaszcza inżynierom. ;)
              • Gość: któś Re: błogosławiona ignorancjo IP: 109.243.167.* 09.05.10, 15:37
                Wiedza o pakcie Ribentropp-Mołotow nie jest przydatna do
                projektowania sieci komputerowych, samochodów, mostów i woelu
                jeszcze rzeczy. Tak samo jak Tobie niepotrzebna jest w pracy
                matematyka.
                "Uważasz, że jeśli inżynier nie wie, co to był pakt
                > Ribbentrop-Mołotow i o co toczyła się druga wojna światowa to jest
                dobrze?" - zmieniasz temat wiedząc, że używasz niewłaściwego
                argumentu. Wekslujesz rozmowę na sprawę posiadanej przez
                poszczególne osoby wiedzy ogólnej. I tu powstaje pytanie, dlaczego
                do tej wiedzy matematyka nie miałaby należeć? Bo z Twoich wypowiedzi
                wynika, że wiedza historyczna i literacka - powinna, a matematyczno-
                przyrodnicza - już nie. To jest kwestia kanonu wiedzy. A nie tego,
                co komu jest potrzebne do pracy zawodowej - a sama tego argumentu w
                niefortunny sposób użyłaś.
                A dlaczego do tego kanonu nie powinna należeć umiejętność czytana
                nut? Umiesz?
          • Gość: VIIb Fik, fik IP: *.ists.pl 09.05.10, 18:36
            "Zacytuj materiał historyczny, który wtedy przerabiałeś, bo
            jak dobrze pamiętam historia była od 5 lub 5 klasy"

            Od czwartej. Ja zacytuję swoją artystkę-historyczkę w dekatyzowanej
            spódniczce, bo pamiętam: "I jak Jagiełło wpadł na ten pomysł z
            wykopaniem dołków, to te zwinne litewskie koniki fik, fik, omijały
            je..." etc. wiadomo oczywiście, co się działo wtedy z "Krzyżakami-
            Niemcami".
      • the_rapist Droga humanistko. 09.05.10, 13:36
        Moglbym w tym samym tonie utyskiwac na tych, ktorzy myla druga i trzecia zasade
        termodynamiki, nie potrafia zainstalowac niczego na komputerze, albo nie widza
        roznicy miedzy ketonami i estrami. Ja jako ''techniczny'' musialem jednak
        przebrnac przez wszystkie okresy literackie, czytac i interpretowac wiersze,
        ktore wywolywaly u mnie napady sennosci i dyskutowac o postawach moralnych
        roznych wymyslonych postaci, choc wcale a wcale mnie one nie obchodzily. Co
        wiecej na maturze musialem wyprodukowac tekst tak samo spojny, sensowny i
        poparty tymi samymi lekturami co ''humanisci''. Nikt mnie nie traktowal ulgowo
        ze wzgledu na moje dobre osiagniecia w przedmiotach scislych, szczegolnie w
        chemii. Nie znaczy to, ze nic poza pogardzana przez ''humanistow'' nauka mnie
        nie interesuje, po prostu moj wlasny wybor lektur nieco sie rozni od szkolnego
        kanonu.
        Moim skromnym zdaniem osoba, ktora nie potrafi w pamieci pomnozyc dwoch liczb
        jednocyfrowych, czy obliczyc procentu z liczby nie jest humanista tylko zwyklym
        nieukiem. Humanista to byl niejaki Leonardo da Vinci, a nie ci, ktorzy szczyca
        sie totalna ignorancja w jakiejkolwiek technicznej dziedzinie.

        Wiem, ze ludzki umysl jest tak skonstruowany, ze znakomita wiekszosc z nas jest
        albo ''techniczna'' albo ''humanistyczna'' (doslownie - nie radzi sobie z
        rachunkami). Jednak racz zauwazyc, ze licea maja w swojej nazwie slowo
        ''ogolnoksztalcace'' i predzej ty sie przejedziesz na nieznajomosci tabliczki
        mnozenia niz ja na blednym dopasowaniu poety do okresu literackiego.
        • rafixo Re: Droga humanistko. 09.05.10, 14:28
          Zgadzam się w 100%. Nie umiejętność pomnożenia w pamięci dwóch jednocyfrowych
          liczb, czy wyliczenia procentu z liczby to jakby analfabetyzm. Osoba, która
          pisze, że skończyła ogólniak i nie potrafi zrobić tak podstawowych obliczeń
          powinna się mocno zastanowić i nawet o tym nikomu nie mówić, bo to wstyd!
          • Gość: humanistka Re: Droga humanistko. IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 14:46
            Techniczni faktycznie nie umieją czytać ze zrozumieniem - i to jest dopiero
            analfabetyzm. Nie napisałam, że nie znam tabliczki mnożenia, ani że nie umiem
            liczyć wartości procentowych, tylko że zajmuje mi to więcej czasu niż
            przeciętnemu technicznemu, który z takiej wiedzy korzysta na co dzień. Na miłość
            boską, czy studia techniczne obniżają też poziom inteligencji? Bo poziom
            wychowania niestety - jak widać po komentarzach - zdecydowanie.
        • Gość: humanistka Re: Droga humanistko. IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 14:55
          Szczycą się ignorancją? Czyli Twoim zdaniem każdy, kto nie rozróżnia zasad
          termodynamiki albo ketonów od estrów jest ignorantem? Mylisz pojęcia, albo
          posługujesz się pojęciami, których nie znasz. Polecam zakup słownika.

          W dodatku czytanie ze zrozumieniem się kłania (po raz kolejny...) - nigdzie nie
          napisałam, że nie umiem mnożyć czy liczyć wartości procentowych, wręcz
          przeciwnie, pisałam że umiem. To, że Ty umiesz to zrobić szybciej to inna
          sprawa. Ale czy to faktycznie powód do dumy i wystarczający argument do
          oskarżania innych o ignorancję? Jeśli ktoś tu się na czymś przejedzie, to raczej
          Ty na błędnie formułowanych wnioskach o innych. Oby Cię to nie spotkało w życiu
          osobistym ani zawodowym.
          • Gość: Gvalch'ca Re: Droga humanistko. IP: *.home.aster.pl 09.05.10, 16:24
            Bo padnę zaraz. Jak można szybciej wiedzieć ile jest 7 razy 8, albo jak policzyć
            10% z 30 (pierwsze klasy szkoły podstawowej). To tak jakbyś ty wiedziała
            szybciej od przeciętnego czytelnika EP, że pisze się "król" a nie "krul",
            rozbawiłaś mnie. To jest podstawa z podstaw. Kurcze, do tej pory myślałam, że
            takie rzeczy są oczywiste dla ludzi z maturą. Hehe, przypomniała mi się
            koleżanka z liceum, wezwana do tablicy (4 klasa) zapomniała jak się dodaje
            ułamki (a miała niebagatelne zadanie - ułamki miały różne podstawy). No cóż,
            można i tak.
            Widzisz, masz do przekazania słuszną myśl, nie każdemu jest potrzebna w życiu
            zaawansowana matematyka. Tak samo zresztą jak zaawansowana wiedza z literatury
            czy sztuki. Ale po to jest poziom podstawowy matury z danego przedmiotu aby tymi
            zaawansowanymi zagadnieniami osoby niezainteresowane nie musiały się przejmować
            (a z tego co czytałam poziom zaawansowany jest taki tylko z nazwy). Nie wiem czy
            mam aktualne informacje ale rachunek całkowy i różniczkowy nie jest objęty
            programem podstawowej matury z matematyki. A jakby nie patrzeć, co już któryś z
            dyskutantów zauważył, liceum jest ogólnokształcące i pewien poziom (wyższy niż u
            absolwenta gimnazjum czy szkoły zawodowej) osiągnąć powinien każdy absolwent czy
            to z przedmiotów typowo humanistycznych, czy typowo ścisłych bądź
            przyrodniczych. Ile z tego wykorzysta w dorosłym życiu? Część (a może nawet
            większość) w ogóle się nie przyda, zostanie zapomniana itd. Ale to temat do
            innej dyskusji, jak kształcić młodzież żeby nie powstawały posty "humanistek":
            wyciągam kalkulator bo mam braki w zakresie tabliczki mnożenia, bądź "umysłów
            ścisłych": odkąd skończyłem technikum nie przeczytałem ani jednej książki (tekst
            autentyczny, na szczęście autor dał się nawrócić na drogę cnoty :D ).
        • Gość: VIIb Co Ty IP: *.ists.pl 09.05.10, 19:08
          "Wiem, ze ludzki umysl jest tak skonstruowany, ze znakomita
          wiekszosc z nas jest albo ''techniczna'' albo ''humanistyczna''
          (doslownie - nie radzi sobie z rachunkami)."

          Wątpię w Twoje albo-albo. Kwestia, kto co łyka w szkole jest
          istotniejsza. Dlatego tekst Skoczylasa jest ważny, ale połowicznie.
          Samo wprowadzenie obowiązku daje dużo, ale jeszcze za mało.
          Potrzebna jest jeszcze kadra, jak w każdym systemie. Ja miałem w
          takiej podstawówce 7 nauczycielek matematyki, czasem ze zmianą co
          pół roku. Nie wiązało się to niestety z poszerzającymi horyzonty
          matematyczne perspektywami.

            • the_rapist Odpowiadam 10.05.10, 13:33
              Aspektu osobowosci i przygotowania merytorycznego nauczyciela nie poruszalem, bo
              to jest temat na zupelnie inna dyskusje. Staralem sie skupic na stronie
              ''chlonacej'' wiedze i predyspozycjach jednostki do uczenia sie roznych rzeczy.
              Dosc powiedziec, ze przez 2 lata szkoly sredniej historia byla moja pieta
              achillesowa, glownie dzieki mojej kochanej nauczycielce. W trzeciej klasie uczyl
              nas nie nauczyciel, ale pedagog i historyk z prawdziwego zdarzenia. Sposob, w
              jaki przekazywal nam swoja wiedze i zachecal do jej zdobywania poza programem z
              podrecznika sprawil, ze hokus-pokus, srednia ocen w klasie wzrosla bardzo
              znacznie. Jego wymagania byly nawet wyzsze, mimo to nauka historii u tego pana
              stala sie dla nas przyjemnoscia.
      • Gość: raj Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.multi-play.net.pl 09.05.10, 14:49
        No i ten post to jest właśnie piękny przykład tego o czym pisze Skoczylas. Że
        znaczenie przedmiotów humanistycznych się pod niebo wynosi, a matematykę się
        uważa za niekonieczną.

        Bądź konsekwentna. Jeżeli uważasz, że humaniście jest niepotrzebna znajomośc
        matematyki, to uznaj też że inżynierowi jest niepotrzebna wiedza o literaturze
        czy historii, i nie musi znać róznicy między modernizmem i romantyzmem albo
        wiedzieć coś na temat Katynia.

        A jeżeli uważasz, że każdy to powinien wiedzieć, to tak samo każdy powinien miec
        podstawową wiedzę z przedmiotów ścisłych - nie dotyczy to tylko matematyki.
        Człowiek uważający się za intelektualistę tak samo powinien wiedzieć o Katyniu
        jak i znać np. zasady dynamiki Newtona czy wiedzieć, czego dotyczą równania
        Maxwella (nie wymagam, żeby umiał je napisać, bo to jednak już dość
        skomplikowana analiza wielowymiarowa, ale samo pojęcie trzeba znac i wiedzieć,
        czego ono dotyczy...)
        • Gość: humanistka Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:03
          Nie uważam, że matematyka jest zbędna, czytaj proszę ze zrozumieniem. Uważam, że
          wiele osób uczy się matematyki zbyt zaawansowanej w stosunku do jej późniejszej
          przydatności w życiu i pracy. Nie po to ktoś uczy się w klasie humanistycznej,
          językowej czy innej, żeby go gnębiono z funkcji i całek, tak samo jak nie po to
          kto inny idzie do mat-fizu, żeby uczyć się o tym, kto wielkim poetą był, a kto
          nie. Zgadzam się, że technicznych tak samo boli historia sztuki na studiach z
          elektroniki, jak humanistów logika. A o Katynie każdemu wypada cokolwiek
          powinien wiedzieć, nieważne, gdzie pracuje. Nieznajomość całek nie jest wyrazem
          ignorancji w pojęciu ogólnym, zaś niewiedza o ilości rozbiorów Polski niestety
          nią jest.

          Człowiek uważający się za intelektualistę powinien również rozróżniać między
          wczesnym impresjonizmem i późnym, powinien czytać Noblistów i wiedzieć czym była
          Jednostka 731. Wypadałoby, żeby znał też kilka języków obcych. Nie mówimy o
          intelektualistach, ludziach renesansu ani omnibusach. Zresztą Einstein nauczył
          się mówić w bardzo późnym wieku, czy w związku z tym odmówisz mu geniuszu? Katyń
          to wiedza ogólna, równania Maxwella już nie.
          • Gość: oświęcimer Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 15:19
            >Katyń to wiedza ogólna, równania Maxwella już nie.

            Oj polemizowałbym. Ale wynika to prawdopodobnie z tego, że dla Pani "ogólna"
            znaczy mniej więcej "wypada ją mieć". Gdy tym czasem r. Maxwella są ogólne bo
            obowiązują w bardzo ogólnych warunkach. W szczególności gdyby nie równania
            Maxwella to swoich rewolucyjnych przemyśleń nie mogła by Pani ogłosić światu.
          • Gość: Ala Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.ghnet.pl 10.05.10, 15:40
            >Człowiek uważający się za intelektualistę powinien również
            >rozróżniać między
            >wczesnym impresjonizmem i późnym, powinien czytać Noblistów i
            >wiedzieć czym była
            >Jednostka 731. Wypadałoby, żeby znał też kilka języków obcych. Nie
            >mówimy o
            >intelektualistach, ludziach renesansu ani omnibusach.


            Jeżeli Pani zdaniem człowiek uważający się za intelektualistę
            powinien rozróżniać wczesny i późny impresjonizm, to tym bardziej
            powinien rozróżnić bryły i liczyć w panięci w zakresie liczb
            trzycyfrowych (naprawdę można). I powinien bez problemu liczyć
            prostsze całki.
            Bo niestety to co Pani wymieniła to nie są moim zdaniem podstawowe
            wiadomości.
          • Gość: raj Re: błogosławiona ignorancjo IP: 217.147.104.* 10.05.10, 19:12
            > Nieznajomość całek nie jest wyrazem
            > ignorancji w pojęciu ogólnym, zaś niewiedza o ilości rozbiorów Polski niestety
            > nią jest.

            Tylko w Twojej opinii.

            > Człowiek uważający się za intelektualistę powinien również rozróżniać między
            > wczesnym impresjonizmem i późnym, powinien czytać Noblistów i wiedzieć czym była
            > Jednostka 731.

            Piękna humanistyczna megalomania ;)
            Rozróżnianie między impresjonizmem wczesnym i późnym przydałoby mi się, gdybym
            był krytykiem sztuki, albo pracownikiem galerii obrazów ;)
            Co do noblistów, to przypominam, ze literatura jest tylko jedną z
            dziedzin
            , w której przyznawana jest nagroda Nobla - znasz prace noblistów z
            fizyki, chemii, medycyny? Wiesz na czym polegały ich odkrycia? Skoro ty tego nie
            wiesz, dlaczego ja mam czytać książki noblistów literackich? Zwłaszcza jeżeli
            sądząc chociażby z przeczytanych w prasie recenzji, taka literatura po prostu
            nie będzie mi odpowiadać?
            Literatura jest rzeczą którą każdy odbiera indywidualnie. Trudno tu komuś
            narzucić że cos "powinien" czytać. Chociażby co do takich noblistów - poezję
            Szymborskiej uwielbiam, ale znałem ją i czytałem jeszcze zanim dostała Nobla. Do
            przełknięcia niewielkiej ilości Miłosza zmusiłem sie po tym, jak dostał Nobla,
            żeby zobaczyć, o co ten szum, i stwierdziłem, że jest to dla mnie po prostu
            niestrawne. To po co mam to czytać?
            Przykro mi przyznać, ale nazwa jednostka 731 nic mi nie mówi. To cos jak strefa
            51? ;)

            Za to niewątpliwie (może będę tu tendencyjny, ale niech tam ;)) człowiek
            uważający się za intelektualistę powinien rozumieć komunikaty, które pojawiają
            mu się na ekranie komputera w razie jakichś błędów, wiedzieć jaka jest różnica
            między korzystaniem z poczty przez webmaila a lokalnego klienta pocztowego, i
            dlaczego dużych plików nie powinno się przesyłać mailem jako załączniki, tylko
            korzystać z innych usług internetowych (i jakich?) do tego celu. Niestety 90%
            ludzi tego nie wie, a jest to wiedza bardzo praktyczna, której nieznajomość
            powoduje bardzo praktyczne problemy przy korzystaniu z Internetu - a z Internetu
            korzysta w tej chwili prawie każdy.
            Ale do tego potrzebna jest odrobina ścisłego myślenia, którą kształci tak
            nielubiana przez "humanistów" matematyka. Tzw. "humanistyka" w większości szkół,
            uczelni itp. sprowadza sie do jednego - lania wody. I potem tacy "humaniści" -
            jak zaobserwowałem - mają tendencje do myślenia w taki sposób: jeżeli w
            instrukcji jest napisane "zrobić tak a tak", to nieważne - ja zrobię tak jak mi
            się wydaje, bo nie do końca rozumiem tego co napisane.
            Kiedy dogłębnie zna sie dziedzinę, której to dotyczy, to mozna pozwolić
            sobie na takie eksperymenty (np. z komputerem), bo jest się w stanie mniej
            więcej przewidzieć ich efekty. Tymczasem mnóstwo ludzi wykształconych
            "humanistycznie" działa w ten sposób w stosunku do spraw na których sie nie zna.
            Napisano im tak, ale oni robia inaczej, nie wiedząc dokładnie co robią.
            Efekt - pakują się w sytuacje, z których nie potrafią sie sami wykaraskać i
            trzeba ich ratować (pisze z własnego, wielokrotnego doświadczenia).
            Tymczasem w matematyce tak sie nie da, bo 2+2=4 i nie może być ani 3, ani 5. I
            to, że nie może być nic innego niż 4, zdaje się bardzo nie współgrać ze sposobem
            myślenia kształconym w znacznej części tzw. "humanistów".

            > Katyń
            > to wiedza ogólna, równania Maxwella już nie.

            Pragne cie uświadomić, że całe nasze życie w zdecydowanie większym stopniu
            zalezy od równań Maxwella niż od Katynia, impresjonistów, a nawet rozbiorów
            Polski ;). To jest po raz kolejny potwierdzenie tezy wynikającej z felietonu
            Skoczylasa - wiedzę humanistyczną wyniesiono u nas na piedestał, natomiast
            wiedzę w zakresie matematyki i nauk przyrodniczych potraktowano jako umiejetnośc
            wąsko zawodową, przydatną tylko tym, co pracują w wiążącej się z tym dziedzinie.
            Wiedza matematyczno-przyrodnicza tak samo należy do KANONU KULTURY jak wiedza
            literacka czy historyczna!
            Tales, Pitagoras, Newton, Maxwell, Faraday - ze wymienie tu tylko kilku - to
            dziedzictwo, na którym budowała sie nasza cywilizacja. Wstyd nie wiedzieć, czego
            dotyczyły ich badania. Tak jak pisałem w poprzednim poscie - nie wymagam
            napisania równań Maxwella (zresztą E=mc^2 Einsteina potrafi napisac
            każdy, i co z tego? Ile z tych osób rozumie, o co w tym równaniu chodzi?), ale
            trzeba wiedzieć, czego one dotyczą i na czym polega ich fundamentalne znaczenie.
      • Gość: oświęcimer Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 14:57
        Nie chcę polemizować z pani doświadczeniami/wrażeniami choć moje są dokładnie
        odwrotne. Wg mnie łatwiej znaleźć oczytanego inżyniera niż myślącego polonistę
        czy (zwłaszcza) prawnika (to ostanie jest poparte badaniami IQ wśród studentów).
        Ale chciałbym podkreślić jedno słowo, którego wcześniej już użyłem, a którego w
        Pani tekście nie znalazłem.

        Rzecz w tym, że matematyka czy fizyka uczą nie tyle liczenia co myślenia. I o
        ile bez pierwszego być może jakoś Pani sobie radzi (choć za Boga nie wiem jakim
        cudem), to bez drugiego funkcjonować się nie da. Albo inaczej, da się, ale jakie
        to jest "funkcjonowanie", to pokazuje najlepiej nasze życie publiczne. Przecież
        większości bzdur w nim popełnianych dałoby się uniknąć gdyby decydenci byli
        zdolni do chwili refleksji i prostego rozumowania typu
        "przyczyna-mechanizm-skutek". Niestety nie są do tego zdolni.
        • Gość: humanistka Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:33
          Miło mi, że ma Pan odwrotne doświadczenia, to dobrze rokuje przyszłości narodu.
          Prawnicy to jest faktycznie dziwna kasta społeczna, nie jestem prawniczką - na
          szczęście. Po raz kolejny podkreślam, że radzę sobie z moją szczątkową
          znajomością matematyki i wbrew temu, co sądzi większość komentujących, potrafię
          policzyć w sklepie, czy pani dobrze wydała mi resztę. A jeśli liczę wartości
          procentowe wolniej od innych i jeszcze potwierdzam sobie dla pewności wynik na
          kalkulatorze to już należy mnie za to spalić na stosie ewentualnie rozpuścić w
          wannie z wapnem. Zgadzam się w 100%, że myślenie przyczynowo-skutkowe jest
          konieczne do życia, jednak trudno mi się zgodzić, że jest do tego równie
          konieczne opisywanie okręgu na trapezie. Pozdrawiam miłego i kulturalnego Pana.
      • Gość: któś I robisz z siebie "mądralę" a rebours IP: 109.243.167.* 09.05.10, 15:09
        NDlaczego? Bo - w istocie rzeczy prowadzisz spór o wyższości świąt
        Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia. Uważasz, że Tobie
        niepotrzebna jest matematyka, a "mądralom" z korporacji niepotrzebna
        jest wiedza humanistyczna. I co? Pozostajecie na jednym poziomie: Ty
        gardzisz nimi, oni - Tobą. I Ty, i oni próbujecie tego samego - ze
        swoich ewidentnych braków zrobić powód do chwały. Dosyć to
        infantylne. No a te ich "4-5 kafli" - o których piszesz - to przejaw
        ewidentnej zadrości z Twojej strony.

        Osobiście mam wykształcenie humanistyczne i artystyczne; ignorancja
        w kwestii historii, literatury, sztuki wśród "technicznych"
        rzeczywiście jest duża i przykra; z drugiej jednak strony brak
        logiki i precyzji w licznych tekstach humanistycznych bywa
        zastraszający. I tej właśnie logiki i precyzji myślenia uczy
        matematyka; nie chodzi o to, by literaturoznawca liczył w pamięci
        pierwiastki kwadratowe. Ale już posługiwanie się kalkulatorem z
        powodu nieznajomości tabliczki mnożenia - a piszesz, że tak właśnie
        robisz - wybacz, to kompromitacja. To dokładnie tak, jakbyś
        pisała "jusz", "tagrze" albo "ruża". Lub nie wiedziała, że woda
        zamarza w temperaturze 0 stopni Celsjusza. To są rzeczy elementarne,
        druga klasa szkoły podstawowej.
        • Gość: humanistka Re: I robisz z siebie "mądralę" a rebours IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:33
          Dziękuję, pracowałam w korporacji za 3 kafle, teraz prowadzę własną działalność
          i bardzo dobrze zarabiam;) Nikomu nie zazdroszczę zarobków, a zwłaszcza
          technicznym, których praca jest w większości przypadków nieporównywalnie
          kreatywna i przydatna. I ciężka niestety, co widzę na przykładzie moich znajomych.

          Zgadzam się co do braków w logicznym myśleniu. Ale nie widzę problemu w
          posługiwaniu się kalkulatorem, jeśli nie jestem pewna wyniku. Na podobnej
          zasadzie można sprawdzać znaczenie słowa w słowniku, jeśli się chce upewnić. Dla
          mnie kompromitacją jest brak elementarnej wiedzy humanistycznej, no ale cóż,
          widać mamy rozbieżne opinie w tej kwestii.

          Jusz niema oczym dyskótować. Do kąsensusu jakwidać niedojdziemy.
          • Gość: któś Re: I robisz z siebie "mądralę" a rebours IP: 109.243.167.* 09.05.10, 15:47
            Sprytnym zabiegiem jest próba zamykania dyskusji w sytuacji
            nieposiadania argumentów. Swoją drogą - jak obserwuję całą rozmowę
            (i biorę w niej udział) posługujesz się nimi cokolwiek nieporadnie:
            nie potrafisz przewidzieć konsekwencji, które wynikają z Twoich
            wsnzch wzpowiedzi; gdy rozmówca wyciągnie je - próbujesz -
            najczęściej - zmieniać temat. Przykład? Voila: "nie widzę problemu w
            > posługiwaniu się kalkulatorem, jeśli nie jestem pewna wyniku. Na
            podobnej
            > zasadzie można sprawdzać znaczenie słowa w słowniku, jeśli się
            chce upewnić." Podczas gdy sama wcześniej napisałaś, że posługujesz
            się kalkulatorem z powodu swoich braków w tabliczce mnożenia.
            A do konsensusu powoli dochodzimy. Piszesz: "> Zgadzam się co do
            braków w logicznym myśleniu." Chodzi tu o Twoje własne wypowiedzi.
            Quod erat demonstrandum.
            • Gość: humanistka Re: I robisz z siebie "mądralę" a rebours IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:52
              I po co ta łacina, czyżby polski język nie wystarczał? Quidquid Latine dictum
              sit, altum videtur, jak sądzę. Tak, masz rację, kończę dyskusję, bo kończy mi
              się do niej cierpliwość. Przeczytaj jeszcze raz fragment o tabliczce mnożenia,
              zwróć uwagę na słówko: wydedukować i sprawdź je sobie w słowniku. Posługuję się
              kalkulatorem z wygody, jak wiele osób, zwłaszcza gdy muszę wykonać szybko kilka
              działań, a nie chcę się pomylić. Ale Ty wiesz lepiej, co mi w głowie siedzi i
              jakie mam zwyczaje w warzywniaku.

              Zgadzam się co do braków w logicznym myśleniu we współczesnym społeczeństwie. Co
              do Twoich również się zgadzam;)
      • Gość: Gvalch'ca Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.home.aster.pl 09.05.10, 15:24
        To, że nie potrafisz pomnożyć 2 liczb jednocyfrowych (max 3 klasa podstawówki),
        albo wyliczyć (sprawnie) procentów (gdzieś około 5 klasy) to tak jakby ten
        wstrętny techniczny umysł czytujący Chipa zapomniał na czym polega czytanie i
        pisanie, nie umiał stworzyć wypowiedzi ustnej czy pisemnej dłuższej niż kilka
        zdań czy samodzielnie przeczytać kilkustronicowego tekstu. Najzupełniej
        normalne, że wiedza z której się nie korzysta jest bardzo szybko zapominana. Ale
        tabliczka mnożenia, procenty? Przecież to podstawowe, przydatne na co dzień
        umiejętności, np. jednego dnia idziesz i widzisz na wystawie sklepu buty za 300
        zł, a za tydzień widzisz w tym samym sklepie buty po przecenie o 10% za 299 zł i
        już wiesz, że sklep robi klientów w konia ;) Co innego, że komuś z głowy wylecą
        całki, różniczki czy zaawansowana stereometria, no nawet powiedzmy twierdzenie
        Pitagorasa, ale nie mnożenie. Dodam, że moja matka polonistka nie ma
        najmniejszych problemów z tym jak wyliczyć procent czy pomnożyć dwie liczby, a z
        matmy miała ledwo tróję całe życie :) Trzeba było starać się więcej zrozumieć a
        mniej kuć matematykę (właśnie z tego powodu, że zamiast dużo zapamiętywać
        wystarczy w matematyce dużo zrozumieć tak lubiłam ten przedmiot, mało czasu
        zajmował :D ).
        • Gość: humanistka Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:39
          Po raz kolejny tłumaczę, jak humanista technicznemu na miedzy, że potrafię
          mnożyć i liczyć procenty, Boże, Ty to widzisz i nie grzmisz? To, że zajmuje mi
          to dłużej niż większości osób mających styczność z matematyką na co
          dzień...ech... Już mi się kończy moja anielska cierpliwość. A poziom
          umiejętności klecenia tekstu pisanego grona czytelników "Chipa" widać doskonale
          po listach nadsyłanych do redakcji.
        • Gość: czasami krakus Re: błogosławiona ignorancjo IP: *.chi01.dsl-w.verizon.net 09.05.10, 23:10
          Nie pamiętam wiele z matematyki, z literatury polskiej też nie, ale więcej niż z
          matematyki, znam natomiast dobrze angielską gramatykę (uczę angielskiego). Ale
          do rzeczy. Mniejsze problemy sprawiała mi matematyka pod koniec podstawówki i na
          początku liceum, gdzie więcej było symboli i literek, niźli tabliczka mnożenia.
          Nie mam głowy do cyferek, nie pamiętam numerów telefonicznych (własny
          zapominam), wiec pisanie, ze to wstyd nie znać tabliczki mnożenia jest oznaką
          ignorancji psychologicznej. Są typy osób którym to sprawia kłopoty, choć
          potrafią myśleć szybko jeżeli chodzi o wyciąganie wniosków z literatury,
          psychologi itp. To forma dysleksji matematycznej Ja do dzisiaj, mimo, ze już
          wiele razy próbowałem i powtarzałem, nie potrafię mnożyć przez 7 i 8 a przez 5
          mnożę razy 10 i dziele na pól a przez 4 razy dwa i potem razy dwa. Nie potrafię
          zapamiętywać cyfr, jak dodaje w głowie to robię tak 12+7 to 19 a to plus 4 i 3,
          zaraz zaraz ile to było, i od nowa. Natomiast na teście z angielskiego -
          gramatyka, słownictwo, nie lanie wody, najczęściej osiągam od 97% do 100%, w
          zależności od trudności. Po prostu nie mam głowy do cyfr i nigdy nie zapamiętam
          tabliczki mnożenia, tak jak nie pamiętam moje poprzedniego numeru komórki, choć
          go podawałem innym setki razy.
          • Gość: któś Re: błogosławiona ignorancjo IP: 109.243.167.* 10.05.10, 08:03
            Dtogi Krakusie, nie opowiadaj proszę o ignorancji. Każdy ma jakiś
            defekt - w Twoim przypadku jest nieumiejętność nauczenia się
            tabliczki mnożenia i zapamiętania numeru telefonu. Przyznasz, że to
            przypadłość niezwykle rzadka. Porównanie z dysleksją (oraz innymi
            dys-ami) jest o tyle niebezpieczne, że stała się ona doskonałym
            wytłumaczeniem zwykłego lenistwa i niechęci do wysiłku. Zastanawiam
            się właśnie, jak przeszedłeś przez szkołę podstawową? Z
            zaświadczeniami od psychloga? Zaświadczenie o dysleksji kosztuje 50
            złotych. Czy Ty takowe kupiłeś? Nie mam pojęcia.
            A co do "nieposiadania głowy" do czegoś - to w większości wypadków
            wytężona praca powoduje, że sie tej głowy w końcu "dostaje".
            Pamiętam siebie w V klasie, wiek 10 lat: za nic nie potrafiłem
            zrozumieć układów równań z 2 niewiadomymi i rozwiązywania ich metodą
            podstawiania. Kilka tygodni, dzień w dzień (a raczej wieczór w
            wieczór) siedzieliśmy z ojcem, inżynierem i ten mi tłumaczył,
            tłumaczył, tłumaczył, dawał zadania, pokazywał inne metody
            rozwiązywania. I co? W końcu "naumiałem", choć kosztem sporego
            wysiłku; szczęśliwie o "dyskalkulii" i najróżniejszych "dys-ach"
            wtedy nie mówiono. Proponowałbym nową "dys-": mianowicie
            DYSKOGNICJĘ - przypadłość polegającą na tym, że ktoś (biedulka) nie
            potrafi myśleć. No nie ma do tego głowy i już. I dlaczego ma być z
            tego powodu "dyskryminowany"?
            • Gość: mgr filmoznawstwa skończ piepszyć panie któś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.10, 22:29
              mam to samo co czasami krakus
              nigdy nie miałem pamięci do cyferek, nr. telefonu domowego i kom. musiałem się
              nauczyć jak wierszy lub rymowanka; przez podstawówkę i liceum przeszedłem na
              trójczynach; nigdy zaś nie miałem kłopotów z historią, językami(praktycznie bez
              uczenia się miałem zawsze 4), literaturą

              i żeby nie było bardzo podziwiam chłopaków na i po Politechnice z zwłaszcza
              programistów, za to że potrafią w głowie napisać program
              • Gość: któś Szanowny Magistrze IP: 188.33.223.* 10.05.10, 22:45
                Po pierwsze - serdecznie gratuluję życiowego osiągnięcia, jakim dla
                Pana musiało być zdobycie tytułu magistra - jeśli odczuwasz Pan
                potrzebę zaakcentowania tego w swoim nicku. Obawiam się jednak, że
                na tutejszym forum magistrów dostatek i nie ma się czym chwalić.

                Po drugie zaś - śpieszę Pana poinformować że pomyliły się Panu
                Dobrodziejowi dwie, jakże przyjemne skąd inąd, czynności. A
                mianowicie pisanie i uprawianie seksu - bo tak wolę nazywać to, coś
                Pan przywołał w tytule swojej błyskotliwej wypowiedzi.
      • Gość: humanistka wnioski końcowe IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:47
        Przykro mi, ale niestety brak mi cierpliwości, żeby śledzić odpowiedzi i
        kontynuować dyskusję. Wnioski końcowe nasuwają się jak poniżej:

        - lwia część respondentów nie umie czytać ze zrozumieniem;
        - większość respondentów ma mnie w najlepszym wypadku za ignorantkę, w gorszym
        za "głupią cipę", która zasłużyła sobie na epitety bo używa w poście słowa
        "nerd" lub "debil", mniejsza o to, że w zupełnie innym kontekście i znaczeniu,
        - lwia część respondentów nie zna znaczenia terminów ironia, sarkazm, parafraza,
        metafora... odsyłam do słownika, może się niektórym co nieco przejaśni.
        - na całą rzeszę respondentów zaledwie z kilkoma, może trzema-czterema osobami
        dało się podyskutować konstruktywnie, nawet jeśli nie osiągnęliśmy konsensusu
        (odsyłam do słownika terminów, hasło dyskusja), ledwie kilkoro wie, na czym
        polega prowadzenie dyskusji na poziomie i jakie zasady kultury podczas niej
        obowiązują
        - Bogu niech będą dzięki, kilkoro osób dowiodło, że istnieją inteligentni,
        oczytani, mający szerokie horyzonty techniczni, którzy czytują krakowską Wyborczą;)

        Pozdrawiam wszystkich miłych dyskutantów i niemiłych pieniaczy, może dobry Pan
        Bóg skrzyżuje kiedyś nasze ścieżki;) Na pewno czasu spędzonego tutaj nie uważam
        za stracony. W końcu jak to powiedział kiedyś Hawking (tak, wiem, kto to jest i
        o zgrozo - czytałam, nawet ze zrozumieniem, jego książki;): odkrycie naukowe nie
        jest może lepsze od seksu, ale satysfakcja trwa dłużej...;)))
      • tymon99 Re: błogosławiona ignorancjo 09.05.10, 17:13
        przeoczyłaś, o simplicissima, jeden istotny fakt: matematyka nie jest
        nauką przyrodniczą ani techniczną. matematyka bada wytwory ludzkiego
        umysłu, jest zatem nauką humanistyczną. stąd tytuł "magister
        filozofii w zakresie matematyki".
      • pfg Re: błogosławiona ignorancjo 09.05.10, 22:34
        Przeciętnemu człowiekowi znajomość matematyki nie jest potrzebna,
        podobnie jak zupełnie niepotrzebne jest odróżnianie modernizmu od
        romantyzmu. Dlaczego więc uczymy tego naszą młodzież? Bo matematyka i
        nauki przyrodnicze, podobnie jak literatura i historia, są częścią
        naszej kultury. To znajomość matematyki i nauk przyrodniczych
        sprawia, że mamy poczucie, iż świat można opanować, że nie musimy
        drżeć przed lada burzą czy chorobą. To dzięki matematyce i rozwojowi
        nauk przyrodniczych (i dzięki pewnym czynnikom przyrodniczym, na
        które nie mieliśmy wpływu) cywilizacja europejska zdominowała świat.
        Bez matematyki nie byłoby ani egipskich piramid, ani rzymskich
        akweduktów, ani gotyckich katedr, ani transatlantyckich lotów, ani
        telefonów komórkowych, ani Internetu. Arystoteles był w tym samym
        stopniu filozofem i etykiem, co przyrodnikiem. Matematyka powinna
        uczyć precyzji myślenia, precyzji definiowania pojęć i precyzji
        wysławiania się. Kartezjusz wykładał swoją filozofię "modo
        geometrico", gdyż geometria (matematyka) była dla niego wzorem
        precyzji i ścisłości. Ale ciebie to nie interesuje, ty masz poczucie
        wyższości nad "technicznymi" i "nerdami", bo czytałaś Krzyżaków.
        Jestem pod wrażeniem.

        Owszem, jest prawdą, że matematyka i nauki przyrodnicze są obecnie w
        szkołach - zwłaszcza w polskich szkołach - nauczane fa-tal-nie, ale
        czy historia i literatura są nauczane lepiej? Jakież to umiłowanie
        literatury może wykształcić nauka odpowiedzi "zgodnych z kluczem"?

        Ignorancja nigdy nie jest błogosławieństwem, bywa natomiast
        przekleństwem. Sądzę, że nieco na wyrost podpisujesz się jako
        "humanistka". Nie wyglądasz mi na humanistkę, a tylko na absolwentkę
        studiów humanistycznych.
    • Gość: Czzn Ignorancja matematyczna jest składową humanisty IP: *.chello.pl 09.05.10, 14:23
      3 sprawy
      1-Maturę zdawałem w zeszłym roku, więc jestem ostatnim rocznikiem który nie
      pisał obowiązkowej matematyki. I szczerze- żałuję.
      Jestem na studiach inżynierskich, na które wystarczyło zdać biologię i chemię.
      Matmy nie zdawałem, efekt jest taki że z zadaniami z funkcji, całek,
      różniczek, statystyki babram się długie wieczory. Gdyby w liceum wisiało nade
      mną widmo matury z matmy (pomijając jej dość mierny poziom na lekcjach)
      zapewne bardziej bym się przyłożył do nauki tego przedmiotu i teraz miałbym o
      połowę roboty mniej.
      2- odnośnie humanistów zdających okropną matematykę i "technicznych"
      zmuszanych do pisania niepotrzebnego polskiego. Cóż, jak już ktoś wspomniał
      liceum jest OGÓLNOKSZTAŁCĄCE, więc po maturze "każdy elementarną wiedzę o
      świecie z każdej dziedziny posiadać powinien" ;)
      3-do szału doprowadzają mnie teksty "dawniej zdać maturę to było coś". Pewnie,
      zakres materiału do zrealizowania na lekcjach był większy, ale też liczba
      godzin z każdego przedmiotu była większa. Poza tym- jeden szczegół: dawniej na
      maturze powszechne były ściągi w kanapkach czy podpowiedzi od nauczycieli.
      Dzisiaj nawet chusteczek na ławce mieć nie można, nie mówiąc o kanapkach...
    • Gość: raj Brawo Panie Jerzy IP: *.multi-play.net.pl 09.05.10, 14:39
      To chyba w ostatnim czasie jedyna wypowiedź w prasie jaką czytałem (albo jedna
      z bardzo niewielu), której autor popiera pogląd, że obowiązkowa matura z
      matematyki JEST potrzebna (bo jest!), a nie przyłącza się do chóru jęczącego w
      modnym tonie "na co komu ta matematyka, po co tym katować uczniów?"...
    • Gość: humanistka Re: zwyczajna głupia cipa IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 15:24
      I skąd tyś tę dumę wydedukował?;D Czytaj ze zrozumieniem, męczy mnie tłumaczenie
      technicznym pod każdym komentarzem, jak mają czytać ze zrozumieniem. Pracuję
      jako tłumacz. Tłumaczę specyfikacje techniczne do programów i urządzeń
      medycznych pisane przez technicznych debili z USA i GB. Gdyby nie mój
      humanistyczny umysł, to lekarze i technicy obsługujący ten sprzęt mieliby
      poważne problemy ze zrozumieniem, "co autor miał na myśli". Śmiej się dalej, nad
      własną ignorancją.
        • Gość: humanistka Re: zwyczajna głupia cipa IP: *.98.pxs.pl 09.05.10, 16:10
          Tak, zgadzam się, że w tym stwierdzeniu jest ładunek erotyzmu. Być może epitet
          wynika z niezaspokojenia erotycznego autora albo też z faktu, że posiada on
          partnerkę tudzież partnera, który przytłacza go swoją inteligencją i elokwencją.
          W tym celu podświadomie pożąda mniej inteligentnej osoby, czy też raczej jej
          genitaliów. Stąd też powinnam epitet odebrać jako wyraz sympatii i tęsknoty, a
          nie jako obelgę. Szczęśliwie bawi mnie większość wypowiedzi tutaj, mam nadzieję,
          że ja bawię również innych, bo jakby się człowiek miał całe życie denerwować na
          innych, zarówno w realu jak i wirtualu, to by musiał mieć ciężkie życie...:)
          • Gość: Towarzysz_CK Re: zwyczajna głupia cipa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 16:57
            Smutne jest to co czytam. Jednak poważniejszy jest tragizm braku wiedzy. Po
            pierwsze to całek i równań różniczkowych w LO już dawno nie ma. Mniejsza jednak
            z tym.
            Studiuję obecnie równolegle fizykę i polonistykę. (Zatem jestem nerdem czy
            humanistą?!?). Wielokrotnie spotykam się z moimi znajomymi z fizyki w muzeach,
            teatrach i filharmonii. Mogę z nimi porozmawiać o nowościach wydawniczych,
            zagadnieniach związanych z krytyką literacką itd. Załamałem się jednak kiedy
            mówiąc o wykresie prezentującym opozycję tendencji klasycznych i romantycznych
            stwierdziłem że to sinusoida poczułem się nieswojo widząc ich wzrok. Dopiero po
            wytłumaczeniu iż chodzi mi o "tą falkę" zrozumieli oni o czym mówię.
      • Gość: VIIb Specyfikacje IP: *.ists.pl 09.05.10, 17:49
        Ja też się tym między innymi zajmuję, ale trochę wyżej cenię autorów
        tych specyfikacji. Ci 'techniczni debile' przenoszą czasem produkcję
        do polski. Śmiać się można z, a nie nad. Chyba, że nad czyjąś trumną.
    • Gość: humanistka II Ignorancja matematyczna jest składową humanisty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.10, 20:16
      1. Zgadzam się z tezami dziennikarza.
      2. Poszłam na polonistykę, bo mi wyniki z rachunków często nie wychodziły,
      zwłaszcza fizyka to była czarna magia.
      3. Mogę jedynie siebie obwiniać o to, że mi rozumu nie stało.
      4. Nie jestem humanistą z pozytywnego wyboru, bo chciałam, ale trochę
      musiałam, bo na żadne techniczne studia nie zdałabym.
      5. Policzę procenty i po swojemu procenty składane.
      6. PIT wypełnię.
      7. Lubię moich kumpli technicznych, lubię wyprawy z nimi,jestem dla nich
      autorytetem.
      8. Jako lamer komputerowy - a na komputerze muszę stukać - korzystam z wiedzy
      i umiejętności fachowców.
      9. Cieszę się, że matma wraca - nie potrzeba nam niedorobionych humanistów.
      Potrzeba nam mądrych inżynierów i innych fachowców.
      10. Zdawałam matematykę jako ostatni rocznik - nie była szkodliwa.
      11. Dziś jestem dyrektorem dużej szkoły i mawiam, po pierwsze matematyka
      (durniu - już nie dodaję) i bardzo pilnuję języka polskiego. Młodzież się
      dziwi, że często np. ludzie po fizyce idą na filozofię, a potem przychodzą -
      tak zrobiłem, jak Pani przepowiadała.

      Niech żyje matematyka - nawet w tej skromnej wersji.
      • Gość: Generał Sz Re: Ignorancja matematyczna jest składową humanis IP: *.chello.pl 10.05.10, 10:49
        To jest kpina. Matematyka to podstawa do czegokolwiek, w każdej
        dziedzinie życia jest ona nam potrzebna, a kalkulator?? Są tacy,
        którzy nie potrafią nawet z niego korzystać...

        Spójrzmy jak się zmienia program nauczania z roku na rok:
        wyrzucają co raz więcej materiału ze szkół, a co za tym idzie
        przyszły student ma takie braki, że gdyby nie pomoc niektórych
        uczelni w postaci dodatkowych godzin z matematyki to połowa by
        została skreślona z listy studentów.

        Pytanie jest co rząd ma na celu??
        Może uwstecznienie społeczeństwa, w końcu społeczeństwem głupim
        łatwiej się rządzi...
    • Gość: encalade Ignorancja matematyczna jest składową humanisty IP: *.50.classcom.pl 10.05.10, 10:41
      Maturę zdawałam już dość dawno, bez matematyki. I cieszę się z tego - ominął
      mnie dodatkowy stres (związany z tym, że mimo, iż rozumiem i nie mam większych
      problemów nie jest to moja działka i nie czuję się w niej dobrze).

      Kończę studia humanistyczne, na których nie tylko matematyka się przydaje.
      Dlatego też uważam, że matura z tego przedmiotu nie jest niczym strasznym.
      "ogólnokształcącość" szkoły średniej do czegoś zobowiązuje. Nie sądzę, że
      utyskiwania na temat "żenująco" niskiego poziomu są na miejscu - matura dziś
      jest praktycznie dla każdego, więc skoro mamy takie a nie inne założenia
      systemu edukacji, to nie możemy "oblewać" na tej maturze połowy zdających :)

      Nie znaczy to jednak, że podoba mi się zastana sytuacja. Niestety, żeby od
      uczniów wymagać wiedzy (czy umiejętności) na egzaminie, trzeba ich najpierw
      tego nauczyć. Podczas nauki, która trwa 2,5 roku (kiedy trzeba nauczyć
      wszystkiego tego, co składa się na wykształcenie ogólne, czy też wiedzę ogólną
      i do tego nauczyć rozwiązywania testów i "myślenia pod klucz"), w szkole w
      której pracują ludzie, którzy sami czytają opracowania lektur, żeby ktoś za
      nich wyciągnął wnioski, które potem podyktują, a młodzież nastawiona jest
      skrajnie życzeniowo ("misienależy")to to jest zadanie co najmniej karkołomne.
      Oczywiście nie chcę być posądzana o generalizowanie - nie wszędzie tak jest,
      ale w wielu szkołach niestety tak.

      Co do koleżanki humanistki - sądź sobie co chcesz. Naprawdę. Czasem, kiedy
      rozmawiam z jakimś inżynierem, albo innym informatykiem nóż się w kieszeni
      otwiera na to, jakim ignorantem jest. Czasem mam poczucie, że umysłom ścisłym
      wiele się wybacza (jak wiedzą kto akurat jest prezydentem to się wszyscy
      cieszą, jacy oni są bystrzy i inteligentni).

      Niestety w Twoich wypowiedziach aż boli brak logiki. Skoro nie potrzebujesz
      matematyki bardziej zaawansowanej niż procenty i ułamki to super! Pomyśl, w
      jak tragicznej sytuacji znalazłabyś się, gdybyś jednak potrzebowała:). Skoro
      jednak sobie dajesz prawo do używania kalkulatora, czemu innym odbierasz prawo
      do korzystania ze słownika? Tak jak Ty wolno liczysz procenty, to im pozwól
      zastanawiać się, czy "Ludzie bezdomni" to może pozytywizm czy jeszcze coś
      innego. Póki ktoś (bez względu na wykształcenie) ma otwarty umysł, jest
      dobrze. Czego i Tobie życzę.
    • Gość: Ekonomista Ignorancja matematyczna jest składową humanisty IP: 87.204.188.* 10.05.10, 20:51
      Panie raj !
      Ma Pan bardzo dużo racji.
      /Jednak proszę pamietać, że nie ma dymu bez ognia. Wyeliminowanie
      matematyki z matury (tylko w niektórych klasach przecież) to był
      wynik horendlnych i nieprawdopodobnie rozbudowanych wymagań
      matematycznych wobec uczniów w latach osiemdziesiątych i wcześniej.
      Mówiąc dzisiejszym jezykiem lobby matematyczne było tak mocne w
      kręgach edukacyjnych, że nie dało sie ich do niczego przekonać. O
      zmniejszeniu różnych zagadnień, wobec których całki, logarytmy,
      trygonometria, indukcja matematyczna i ciągi liczbowe to pikuś i
      bułka z masłem. Dlatego niejako podstepem zdecydowano sie na ten
      krok, który w klasach humanistycznych uratował wielu przed niezdana
      maturą, a matematyke znali wcale dobrze. Nie znano skali i umiaru
      dlatego wtedy niektórym mamtematyke odpuszczono.
    • Gość: kolejna humanistka dlaczego cały czas mówimy o jakiś predyspozycjach? IP: *.ghnet.pl 11.05.10, 02:50
      wydaje mi się, że moja "kariera" jest podobna do innych pisujących
      tu humanistek- od zawsze niby to miałam większe zdolności
      humanistyczne (nie pamiętam już, czy to przekonanie to zasługa
      nauczycieli czy rodziców), więc naturalny był wybór klasy hum. w LO,
      olimpiady, wybór studiów itd. Przedmioty ścisłe traktowałam po
      macoszemu, czyli byle nauczyć się na 5, ale nic z tego w głowie nie
      pozostało, bo i się w to człowiek nie wczuwał tak jak w literaturę
      czy filozofię, a i nauczyciele tych przedmiotów traktowali nas jak
      półidiotów. I dziwnym zbiegiem okoliczności na jednych z tych
      wyjątkowo humanistycznych kierunków studiów nagle olśniło mnie co
      chce robić i na czym moge zarobić i wybrałam specjalizację, na
      której cały czas trzeba się przyuczać z matematyki, programowania...
      Nie uważam mojej sytuacji za niecodzienną, bo co człowiek w wieku 15
      lat może o sobie wiedzieć (a wtedy wybieralo się profil klasy w lo,
      która de facto determinowała wybor przedmiotów na maturze i dalsze
      kształcenie)? Zazwyczaj jest utwierdzany w swoim przedwczesnym i być
      może nieprzemyslanym wyborze, bo już tyle zrobil w tym kierunku, a
      jednocześnie traktowany był ulgowo z innych przedmiotow.
      Teraz bardzo żałuje, że ktoś mi dużo wcześniej nie powiedział, że
      mam się uczyć matematyki tak samo jak polskiego, zdawac z tego
      mature, bo nie wiadomo jak się życie potoczy... bo teraz, samemu,
      jest dużo trudniej nadrobić braki (a niestety narosło ich sporo- w
      moim przypadku program lo byl taki, że matematyki w 4 klasie nie
      mieliśmy już w ogóle).
      Liceum ogolnokształcące, jak sama nazwa wskazuje, powinno przykladać
      taką samą wagę zarówno do przedmiotów humanistycznych, jak i
      ścisłych (tak tez powinna wyglądać matura), a dopiero wybór studiów
      mógłby być wyborem kierunku- taka sytuacja umożliwiłaby nawet zmiane
      kierunku studiow, przekwalifikowanie się po kilku latach, gdy
      wreszcie okazuje się, że wymarzona polonistyka czy filozofia to nie
      to, a i na chleb się nie zarobi.


      A tak poza tym, to błędne wydaje mi się powszechne na forach
      myślenie w kategoriach jakiś predyspozycji humanistycznych czy
      ścisłych- takie predyspozycje to moga się ujawniać przy bardziej
      zaawansowanych kwestiach, ale na poziomie szkoły średniej (Lo), to
      każdy powienien potrafić opanować wiedzę z innych dziedzin. Sama
      jestem takim przykładem, że wystarczy się przyłożyć i nawet
      zatwardziała humanistka może się tych całek nauczyć. Obecny poziom
      wiedzy zarówno humanistycznej u ścisłowców, jak i matematycznej u
      humanistow, to nie wynik predyspozycji (nikt przeciez nie każe
      mechaniki kwantowej zrozumieć), a podejścia otoczenia (nauczycieli,
      rodzicow), które widząc, że dziecko wykazuje zainteresowania w
      konkretnym kierunku, zaczęło zaniedbywać pozostałe, a w konsekwencji
      obniżające się oceny z tych niefaworyzowanych przedmiotów
      tłumaczyło, że ono przecież "humanista"/"umysł ścisły" jest.
      • Gość: Ekonomista Re: dlaczego cały czas mówimy o jakiś predyspozyc IP: *.adsl.inetia.pl 11.05.10, 11:46
        Z PRL-owskich czasów, gdy matematyka była obowiązkowa przypomniała,
        przypomniała mi sie typowa rozmowa pomiedzy rodzicami uczniów.
        - Moja córka (syn)męczy sie z tą matematyką. Nauczyciela maja tak
        wymagajacego, że aż strach.
        - A tak, mój syn (córka) też ledwie zipie tak ich tą matematyka
        męczą. Musiałam załatwic mu dodatkowe lekcje.
        - Ale za to moja córka (syn)zadania z polskiego pisze rewelacyjne !
        - U mnie tak samo, mój syn (córka) z polskiego jest świetny i z
        historii także. Lubi te przedmioty.
        - Moja tez lubi. Nauczyciela maja świetnego.
        - Tak to kwestia nauczyciela.


        Typowa rozmowa rodziców sprzed lat na temat szkół swoich dzieci.
        Te dzieci, dzisiaj dorośli już ludzie, ongiś tacy świetni z
        polskiego, nie umieja dobrze zredagować pisma w pracy, żeby było
        wiadomo o co w nim chodzi.
    • Gość: niedofizyk Ignorancja matematyczna jest składową humanisty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.10, 03:03
      W jednym szczególe nie zgodzę się z autorem. Ów stereotyp
      inteligenta-humanisty wcale nie jest wynalazkiem powojennym, tylko
      przedłużeniem etosu szlacheckiego. To szlachcicowi nie wypadało parać się
      handlem i rzemiosłem, a później także inżynierią. Zresztą już Prus się z tego
      nabijał:
      "Nie znasz tych ludzi, a ja widziałam ich przy pracy. W ich rękach stalowe
      szyny zwijają się jak wstążki. To straszni ludzie."
    • Gość: pwn Bez przesady IP: *.chello.pl 16.05.10, 20:20
      Kolejne użalanie się nad systemem...
      Ja nie zdawałem matematyki i nie chodziłem do klasy matematyczno-
      fizycznej, ale to wcale nie znaczy, że się nie uczyłem tego
      przedmiotu. Trzeba było mieć przyzwoitą ocenę, a matematyka była do
      końca LO.
      Poza tym śmiem wątpić w jakiekolwiek pozytywne skutki wprowadzenia
      obowiązkowej matematyki na maturze. Przedmiot jest bowiem źle
      nauczany. Zadania typu oblicz pole koła, objętość bryły czy długość
      przeciwprostokątnej niczego nie rozwijają. Wystarczy przecież
      nauczyć się wzoru na pamięć i podstawić wartości.
      Większy pożytek byłby z logiki. Można by wówczas zabrać się za naukę
      właściwego rozumienia tekstów, np. wiele osób nie wie, że A lub B to
      A, B oraz A i B (alternatywa nie wyklucza koniunkcji, chyba że mowa
      o alternatywie wykluczającej). Matematyka, żeby rozwijała logiczne
      myślenie, musi być mądrze nauczana. Zresztą taki sam efekt można
      osiągnąć w naukach humanistycznych. Pisanie infantylnych wypracowań
      jest na porządku dziennym w szkole podstawowej. Prawdziwe
      językoznawstwo (notabene nauka humanistyczna), np. kognitywizm,
      syntaksa, właściwa interpretacja zasad pisowni - to już wyższa
      szkoła jazdy...
      PS: Umiem liczyć.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka