jop
09.08.10, 08:11
Zamknęła się. Na kartce napisano, że remont, ale w żaden remont nie wierzę.
Przetrwali niecały rok. Czemu mnie to nie dziwi, a zarazem dziwi?
Nie dziwi mnie, bo byliśmy wystarczającą liczbę razy, żeby zauważyć, że
wszystko do tego zmierza.
Dziwi mnie, bo Sakura Sushiya miała duże szanse na stanie się najlepszym w
mieście miejscem z tajskim curry i niewiele jej do tego brakowało, bo curry
dawali naprawdę świetne. Może mi więc ktoś wyjaśni, dlaczego ktoś wypiernicza
w kosmos zapewne sześciocyfrową kwotę na założenie knajpy, a potem:
- Nie jest w stanie dopilnować tego tak, żeby wreszcie wyjść z fazy łatwych do
usunięcia, a bardzo wkurzających dla klienta niedoróbek? Właściwie wszyscy,
którzy tam bywali, zawsze odnotowywali coś nie tak. Niedosmażony satay,
nieotwarte małże, kiepski ryż, dziwny sposób parzenia herbaty.
- Zatrudnia w charakterze personelu jakieś totalnie niekompetentne
towarzystwo, sprawiające wrażenie odrzutów z irlandzkiego zmywaka? Kuchnia nie
wyrabiała się już przy obsadzeniu rzędu 3 stoliki. Ba, nawet bar się nie
wyrabiał z wydaniem napojów, czekało się na głupią mineralną 20 minut. Można
było wejść i zostawszy zauważonym przez personel (zakładam, że jak ktoś mówi
"dzień dobry", to zauważa) posiedzieć przy stoliku pół godziny przy braku
dalszej reakcji ze strony takowego, w prawie pustej knajpie. (Wyszliśmy).
Kelnerki roztargnione i półprzytomne, mylące zamówienia, zapominające co się
zamówiło i co kto zamówił, niedające się wdrożyć do prostej zasady, że napoje
butelkowane otwiera się przy gościu.
Reasumując: Sakura Sushiya miała fantastyczny potencjał, a padła z powodu
niedopilnowania. Należy mieć nadzieję, że reszta restauratorów wyciągnie z tej
lekcji jakieś wnioski.