Dodaj do ulubionych

Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych

IP: *.mech.pk.edu.pl 25.10.10, 08:26
lepiej zlikwidowac w ogóle studia zaoczne,
a dalej obciąć liczbe studentów na uczelniach o 50 %,
i zabrać sie za poprawienie jakości kształcenia,
jak na razie to wychodzi nam bokiem nowy model kształcenia - licencjat itd.
Obserwuj wątek
    • Gość: studenciak Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.gemini.net.pl 25.10.10, 08:31
      Co sie porobilo na tym swiecie. Za niedługo będziemy płacić za powietrze wdychane na uczelni. Mogę płacić nawet 10 tys. zlotych za semestr jezeli beda mi gwarantowali ze znajde dobrze platna prace po tym kierunku, albo nie będę miał problemów z otwarciem firmy i wykorzystania technik poznanych na uczelni!!!! Powinny byc jakieś kontrakty między przyszłym pracodawcą, a studentem !!!
      • Gość: sdf Państwowe uczelnie są jak państwowe przychodnie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.10, 09:09
        Wybierz dobre studia na dobrej uczelni, to robota będzie. Naturalnie nie mam na myśli uczelni typu UJ czy AGH. Te molochy stwarzają pozory wysokiego poziomu nauczania poprzez stosowanie absurdalnych pytań na egzaminach czy np. niezaliczanie przedmiotu z powodu 1 nieobecności (vide słynne laborki AGH - nie przyjdziesz raz, musisz odrobić z inną grupą, niestety w innych grupach nie ma wolnych miejsc, więc jak nie pójdziesz na żebry do prowadzącego, to masz zawalony semestr).

        Studiowałem 1 kierunek na uczelni państwowej, a drugi na prywatnej. Państwowe uczelnie to szajs. Najweselej jest gdy spotkasz tego samego profesora na obu uczelniach - w państwowej gość nieosiągalny, konsultacje raz w tygodniu 60 minut (podczas których psora i tak nie ma). Na prywatnej - ten sam profesor potrafi być punktualny, odpisywać rzeczowo na maile, niekiedy nawet daje studentom swój numer komórkowy...

        Nauczcie się wreszcie ludzie, że jak zdawalność egzaminu wynosi 10%, to nie świadczy to o wysokim poziomie nauczania, tylko zupełnie odwrotnie...
        • kretynofil Pieknie, pieknie... 25.10.10, 10:04
          Ostatni bastion na drodze do przeksztalcenia Polski w Meksyk Europy - pokonany.

          Juz piec lat temu (czy ile), kiedy uchwalono wyplate stypendiow w prywatnych szkolkach dansu i lansu, bylo wiadomo ze chodzi o wykonczenie panstwowej (dobrej) edukacji. By zylo sie lepiej, bo durnym spoleczenstwem latwiej manipulowac.

          I jeszcze jedno, do "studentow" prywatnych szkolek gotowania na gazie: dostepnosc profesora na konsultacjach to kretynski argument. Studia tym sie roznia od podstawowki, kretyni ostatni, ze sie STUDIUJE SAMEMU. Jesli ktos potrzebuje dostepu do nauczyciela ktory wytlumaczy takiemu analfabecie o co chodzilo na wykladzie - to powinien zakonczyc edukacje w szkole zawodowej.

          To samo dotyczy ludzi ktorzy domagaja sie wykladania "praktycznych" umiejetnosci - od tego sa zawodowki (rowniez zlikwidowane, dzieki naszym swiatlym elitom rzadzacym). Radze rzucic okiem na to jakie technologie/oprogramowanie liczyly sie 10 lat temu a jakie licza sie dzisiaj...
            • Gość: dr q Re: Pieknie, pieknie... IP: *.billbird.pl 25.10.10, 10:44
              Wielki naukowcu wyjedz zagranice na prestizowa Uczelnie i zobacz jak wyglada "studiowanie".
              Niestety wyklady na AGHu i UJ w wiekoszsci wygladaja tak samo - czytanie slajdow... wiec zgadzam sie po co chodzic na zajecia jak mozna samemu wykuc, zdac, zapomniec.

              Sa Uczelnie prywatne na wyzszym poziomie niz panstwowe... poza tym jak Uczelnia prywatna moze byc gorsza niz panstwowa skoro 90% kadry prowadzi zajecia na panstwowych?

              Dydaktyka jest lepsza na prywatnych. Badania na panstowych. Skoro studia to w wiekszosci dydaktyka to wniosek jest prosty.
              • kosmiczny_swir Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? 25.10.10, 11:12
                Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? Na świecie są uniwersytety i uniwersystety techniczne. Uniwersystet nie ma być fabryka magistrów. Uniwersystet ma być placówką naukową, której rolą jest poszerzanie granic wiedzy i tworzenie nowych technologii w przypadku uniwersytetów technicznych. Kształcenie studentów jest niejako elementem tego procesu, bo żeby ci studenci mogli później pracować w działach R&D i na uniwersytetach, muszą nauczyć się prowadzić badnia i prace rozwojowe. Do pracy w dziale utrzymania ruchu, zaopatrzenia czy bycia przedstawicielem handlowym zupełnie niepotrzbny jest dyplom wyższej uczelni. To są dziwne i niespotykane w cywilizowanym świecie wymagania polskich pracodawców.

                Dwa, na polskich uczleniach nie ma learning by doing, bo po prostu jest za dużo studentów. Dwa, nie ma pracy zespołowej, co jest później bardzo problematyczne, bo w żadnym dziale R&D nie pracuje się na żadnym projektem samemu. Po trzecie, polskie uczlenie nie prowadzą badań a odtwórczo uczą tego, co odkrył lub zaprojektował ktoś inny. Podsumowując, polskie uczelnie źle uczą (nie wszystkie, ale większość uczy źle) i źle prowadzą badania (też nie wszystkie, ale większość robi to źle)
                    • Gość: dfggdfhfgh Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 13:38
                      Jakie badania? Gdzie sa te Noble dla polskich naukowcow, gdzie sa te patenty (mowa o zagranicznych, np. w USA) i gdzie jest dzis oryginalna polska mysl techniczna?

                      mam wymienić wszystkie patenty czy jak? google nie masz???? przykład pierwszy z brzegu:

                      "Opatrunek ze zmodyfikowanego genetycznie lnu, opracowany przez zespół z Instytutu Biochemii i Biologii Molekularnej Uniwersytetu Wrocławskiego pod kierunkiem prof. Jana Szopy-Skórkowskiego, okazał się zbawienny dla pacjentów borykających się z przewlekłymi owrzodzeniami pochodzenia żylnego czy odleżynami.
                      „Ten opatrunek jest rezultatem naszych 10-letnich badań nad modyfikacją lnu – mówi prof. Jan Szopa-Skórkowski. – Całość odkrycia zawiera trzy patenty (na olej, emulsje, ekstrakt), cztery technologie: tworzenia tkaniny, emulsji, ekstraktu, oleju oraz technologię leczenia”."

                      1. nie masz zielonego pojęcia jak wiele prac badawczych prowadzi się na polskich uczelniach państwowych.
                      2. nie masz zielonego pojęcia w jak wielu kierunkach może pójść proces badawczy i jak trudno (ze względu na czas i pieniądze) sprawdzić wszystkie ścieżki wychodzące od jednego tylko problemu.
                      3. nie masz zielonego pojęcia o tym, że przełomowość odkrycia bywa dziełem przypadku, błędu. że na potwierdzenie przełomowości czeka się kilkanaście/kilkadziesiąt lat (na Nobla wielu czekało cholernie długo).
                      4. nie masz zielonego pojęcia jak wiele osób (kilkadziesiąt kilkaset) pracuje "pod i przy" 2-3 osobach, które tego Nobla dostają. jak wiele osób sprawdza wszystkie ścieżki wychodzące od głównego problemu i je eliminuje jako "ślepe".
                      5. Żaden kraj który nie wyda milionów dolców na badania - nie ma szans na dostanie Nobla.

                      Będą pieniądze - będzie WIĘCEJ badań. Przykład:

                      Dolnośląski Park Innowacji i Biznesu
                      Partnerami projektu utworzenia Dolnośląskiego Parku Innowacji i Biznesu są m.in.: Politechnika Wrocławska, Wrocławska Agencja Rozwoju Regionalnego S.A., Coventry University Enterprise, Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej S.A., Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji.

                      Jego powstanie będzie współfinansowane ze środków unijnych, w tym 7. Programu Ramowego.

                      W ramach parku powstanie zespół laboratoriów i biur wynajmowanych na preferencyjnych warunkach (szansa na zastosowanie innowacyjnych rozwiązań w biznesie). Park będzie pośredniczył w sprzedaży opracowanych w nim technologii.


                      źródło:mobi.wroclaw.pl/artykul-dolnoslaski_park_innowacji_i_biznesu-20071102162208.html
                      • Gość: Kagan Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 14:02
                        Konkretnie:
                        1. Ile nagrod Nobla z dziedzin naukowych dostali polscy naukowcy w latach 1990-2010?
                        2. Ile patentow w USA zarejestrowali Polacy z Polski w owych latach?
                        3. Jeden przyklad niczego nie dowodzi.
                        4. Atakujesz mnie ad personam, na dodatek anonimowo.
                        5. Chesz tylko wyludzic wiecej pieniedzy od polskich i unijnych podatnikow.
                        6. Jakie miejsce w swiatowych rankinach zajmuje Uniwersytet Wrocławski?
                        lech.keller@gmail.com
                        • Gość: dfggdfhfgh Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 15:31
                          1. Ile nagrod Nobla z dziedzin naukowych dostali polscy naukowcy w latach 1990-2010?

                          a ilu było naukowców innej nacji niż amerykańskiej, rosyjskiej, japońskiej? i od czego to zależy? czy przypadkiem nie od FINANSOWANIA badań???

                          2. Ile patentow w USA zarejestrowali Polacy z Polski w owych latach?

                          przepraszam, ale skąd ja mam to wiedzieć? pracuję w urzędzie patentowym? równie dobrze mogę spytać - a ile patentów zarejestrowali Francuzi i Niemcy?

                          3. Jeden przyklad niczego nie dowodzi.

                          użyj google, a znajdziesz więcej.

                          4. Atakujesz mnie ad personam, na dodatek anonimowo.

                          wybacz, ale stwierdzenie "nie masz zielonego pojęcia" to nie jest atak ad personam.
                          anonimowo? a jaką mam gwarancję, że Twój mail cokolwiek o Tobie mówi? mam podać zofia.bytkowska@...?

                          5. Chesz tylko wyludzic wiecej pieniedzy od polskich i unijnych podatnikow.

                          to JAK badania naukowe mają być finansowane na uczelniach? aparatura, chemikalia, itd.?

                          6. Jakie miejsce w swiatowych rankinach zajmuje Uniwersytet Wrocławski?

                          chciałbyś żeby Wrocławski miał poziom Ivy League - mając finansowanie x razy mniejsze? :D
                          nie masz zielonego pojęcia ILE kosztuje porządny sprzęt i chemikalia - a chcesz żeby Polacy mieli Nobla z fizyki albo chemii.
                          sorry ale jak dla mnie jesteś ignorantem i nie znasz realiów (i tak - to jest jak najbardziej ad personam).
                          • Gość: Kagan Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:12
                            1. Zero Nobli. Null. Nothing. I nie zwalaj wszystkiego na pieniadze. W USA nie ma np. habilitacji i nostryfikacji ani tez panstwowej profesury.
                            2. Jesli twierdzisz, ze duzo, to musisz miec jakies konkretne dane na poparcie swej tezy.
                            3. To nie ja mam udowodnic twierdzenie, ze polscy uczeni maja duzo patentow, a ty.
                            4. Ja podaje tez swa afiliacje naukowa, A ty czemu sie jej wstydzisz?
                            5. Przez PRZEMYSL i PRYWATNE BANKI, moja Pani, a nie przez podatnikow!
                            6. Akurat dobrze wiem, jako ekonomista, ze aparatura naukowa kosztuje WIELKIE PIENIADZE. Ale czemu maja te zabawki fundowac wam podatnicy, ktorzy dobrze wiedza, ze nic z tego nie dostana z powrotem, gdyz jestescie zwyklymi szarlatanami i wydrwigroszami, a nie naukowcami...
                            7. Potrafisz Wacpani (Wapanna?) tylko anomimowo atakowac ad personam. Musisz byc wiec conajmniej polskim prof. zw. dr hab.
                            Niemniej pozdrawiam!
                            lech.keller@gmail.com, UTAD, Portugalia
                            • Gość: dfggdfhfgh Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 16:43
                              1. Zero Nobli. Null. Nothing. I nie zwalaj wszystkiego na pieniadze. W USA nie ma np. habilitacji i nostryfikacji ani tez panstwowej profesury.

                              dziwne tylko, że Nobla dostają ludzie którzy zjechali z całego świata do Ameryki, żeby prowadzić wielkie badania za wielkie pieniądze.

                              2. Jesli twierdzisz, ze duzo, to musisz miec jakies konkretne dane na poparcie swej tezy.

                              Tak - widziałam to na własne oczy.

                              3. To nie ja mam udowodnic twierdzenie, ze polscy uczeni maja duzo patentow, a ty.

                              Zatem udowodnij mi podając rzetelne źródło, że nie mają patentów.

                              4. Ja podaje tez swa afiliacje naukowa, A ty czemu sie jej wstydzisz?

                              nie wiem czy pan doktor będzie chciał w ogóle gadać ze zwykłym mgr inż.

                              5. Przez PRZEMYSL i PRYWATNE BANKI, moja Pani, a nie przez podatnikow!

                              hola hola - kto tu wymaga żeby PAŃSTWOWE uczelnie za PAŃSTWOWE pieniądze miały światowe wyniki??? jak na sprzęt przeznacza się psie pieniądze, to nikt na tym sprzęcie rodem z prlu (poprzerabianym przez uczelnianą kadrę) nie przeprowadzi kosmicznych badań.

                              a przemysł to sobie sam sponsoruje swoje badania i patenty i wcale do tego uczelni nie potrzebuje.

                              6. Akurat dobrze wiem, jako ekonomista, ze aparatura naukowa kosztuje WIELKIE PIENIADZE. Ale czemu maja te zabawki fundowac wam podatnicy, ktorzy dobrze wiedza, ze nic z tego nie dostana z powrotem, gdyz jestescie zwyklymi szarlatanami i wydrwigroszami, a nie naukowcami...

                              pewnie - niech fundują bełcikowe i stadiony, a polska nauka niech zdechnie.

                              7. Potrafisz Wacpani (Wapanna?) tylko anomimowo atakowac ad personam. Musisz byc wiec conajmniej polskim prof. zw. dr hab.

                              jasne. i Nobla mam.
                              • Gość: Kagan Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:54
                                1. Dostaja je tez uczeni z innych krajow. A w USA nauke finansuje takze sektor prywatny.
                                2. A ja prawie codzienie (poza dniami pochmurnymi) widze na wlasne oczy, jak Slonce krazy wokol Ziemi. Wybacz, ale to zaden argument...
                                3. To ty napislas pierwsza, ze je maja, wiec to ty masz udowodnic swa teze.
                                4. Gadam nawet ze sprzataczkami na mej uczelni.
                                5. Jesli przemysl nie potrzebuje uczelni technicznych, to czemu podatnicy je finansuja?
                                6. Stadiony to igrzyska w celu oglupienia ludu. Bez nich, to wladza mogla by szybko upasc, a bez nauki to szybko nie upadnie.
                                7. To ci akurat nie grozi...
                                • Gość: dfggdfhfgh Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 17:39
                                  1. Dostaja je tez uczeni z innych krajow. A w USA nauke finansuje takze sektor prywatny.

                                  także sektor prywatny, czy przede wszystkim sektor prywatny? studia w stanach są płatne!

                                  3. To ty napislas pierwsza, ze je maja, wiec to ty masz udowodnic swa teze.

                                  Proszę - przykład:
                                  www.youtube.com/watch?v=5u0Z1JL2hWk
                                  I kolejny raz powtarzam, że nie mam pojęcia czy w ogóle istnieje strona ze statystykami ile który naród ma patentów.

                                  4. Gadam nawet ze sprzataczkami na mej uczelni.

                                  są sprzątaczki które mają szersze horyzonty niż ludzie po doktoratach.

                                  5. Jesli przemysl nie potrzebuje uczelni technicznych, to czemu podatnicy je finansuja?

                                  pytasz serio? a po co finansuje się gimnazja i szkoły średnie? po wojnie były tylko podstawówki i źle było? czytać nauczyli, liczyć też. na co komu studia? :sarkazm:
                                  przemysł nie potrzebuje zaawansowanych badań na uczelniach technicznych - bo sam sobie te badania przeprowadzi, ewentualnie kupi, lub poczeka na wygaśnięcie patentu.
                                  a podatnicy je finansują po to, żeby mieć absolwentów, którzy zamiast siedzieć na bezrobociu, będą pracować i/lub dawać nowe miejsca pracy.

                                  7. To ci akurat nie grozi...
                                  Tobie też nie :) Tyle że ja uciekłam do swojego prywatnego biznesu :)
                                  • Gość: Kagan Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 19:05
                                    1. W USA studia sa platne i to slono) tylko na najlepszych wyzszych uczelniach.
                                    2. W USA roznica miedzy sektorem panstwowym a prywatnym jest dosc plynna, np. podatnicy finansuja Pentagon, a ten finansuje z kolei prywatne uniwersytety, aby prowadzily one badania, mogace sie przyczynic do dalszego ulepszenia sytemow zabijania i kaleczenia ludzi.
                                    3. Znow ad personam?
                                    4. Na Zachodzie przemysl finansuje uczelnie, ale to sa prawdziwe uczelnie, a nie szkolki pomaturalne udajace wyzsze uczelnie, jak w Polsce.
                                    5. Mimo ze tak wspaniale jest w polskiej nauce?
                                    • Gość: Krecik Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 21:38
                                      Pozwole sobie sie wtracic.
                                      Odnosnie punktu 1.
                                      > 1. W USA studia sa platne i to slono) tylko na najlepszych wyzszych uczelniach
                                      Prosilbym o nierozpowszechnianie bzdur. Dla zdecydowanej wiekszosci studentow studia sa platne i biorac pod uwage persektywy zarobkowe po studiach oplaty sa znaczne. Czesto absolwenci bardzo miernych szkolek i kierunkow, bez perspektyw na konkretne zarobki koncza studia z poteznymi kredytami na glowie.
                                      • eminey Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? 25.10.10, 22:23
                                        Wybaczcie, ale wtrace sie.

                                        Rozumiem finansowanie kierunkow, ktore maja znaczenie dla polskiej gospodarki - bez ktorej ta funkcjonowac nie moze.
                                        Niewyobrazalne zatem byloby dla mnie, gdyby na lodzie zostawic kierunki inzynierskie, techniczne, medycyne, ... mowiac ogolnie wszystko co zwiazane z nauka.
                                        Mysle, ze nie ulega watpliwosci, ze tutaj powinno wzrosnac finansowanie badan i jednoczesnie spasc placenie za studenta(o ile to ostatnie nie powinno byc zniesione) - i mysle, ze moze to przyniesc wymierne skutki.
                                        Ale wytlumaczcie mi, bo nie rozumiem, bo kiego finansowac wszystkie te kierunki nazwijmy je 'teoretyczne'? Co umie student po turystyce i rekreacji? Do czego nadaje sie politolog? Czy nasza gospodarka stracilaby cokolwiek na tym, ze w danym roku nie stworzonoby dziesiatek tysiecy politologow czy absolwentow marketingu i zarzadzania?
                                        Gdyby uciac im finansowanie mielibysmy znaczne oszczednosci, a nawet bylby zysk, bo ludzie zamiast na sile na studia isc(niektorzy pchaja sie na nie po liceum w ktorym sie dobrze czytac i pisac nie nauczyli) tym samym napedzajac gospodarke. Nie wiem czy w.w jakiekolwiek badania prowadza - ale z tego co wiem nie - wiec strata zadna.

                                        Niestety ale bedzie tylko gorzej.
                                        Przez nas samych nasi uczniowie uwazani sa za swietnych - blad.
                                        Ludzie, ktorzy dzis koncza gimnazjum umieja mniej niz dawniej konczac podstawowke - a rok nauki wiecej - paranoja!
                                        Liceum to byle dobrnac do konca, z matury miec 30% (mniej niz 1/3 - niech zyja neandertalczycy!) i...no trzeba na jakies studia isc. Co tam, ze przez cale zycie nie chcialo sie uczyc, co tam, ze nie przeczytalo sie ani jednej ksiazki do konca - teraz wszyscy ida to isc trzeba. Placi panstwo i rodzice, zeby dac dzieciakom lepszy start. I tak rosnie nam pokolenie magistrow, ktorzy sa analfabetami.

                                        Klamie? Alez nie. Podam przyklad.
                                        Rzecz ma sie na pomorzu zachodnim. Bylem u kuzyna, ten akurat zbieral sie, bo mial jechac na uczelnie zawiezc papiery swoje i kolegi(rekrutacja). W sumie wscibski nie jestem, ale jak zobaczylem, ze ow kolega na zdjeciu maturalnym jest w bluzie postanowilem sprawdzic, kim jest ow przyszly magister. Przezylem szok. Uczen prowincjonalnego liceum mial...5 z wf...i same 2! Dopuszczajacy, dopuszczajacy, dopuszczajacy, dopuszczajacy, dopuszczajacy, dopuszczajacy, dopuszczajacy ... bardzo dobry.
                                        Pierwsza mysl, jaka mi przeszla przez glowe byla taka - ze trzeba przyszlego studenta poinformowac, ze na studiach 2=niezaliczone. Do dzis zachodze w glowe jak przedstawiaja sie jego umiejetnosci pisania i czytania...
                                        Pocieszeniem jest to, ze szedl do prywatnej (dzieki Bogu panstwowe jeszcze tak nisko nie upadly) i pewnie swoje studia skonczy. "Pan magister"...
                      • kosmiczny_swir Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą 25.10.10, 14:31
                        Studiowałem i pracowałem na uczelniach w Polsce i za granicą. W Polsce większość uczelni to fabryki magistrów. Twój przykład to bardziej wyjątek niż reguła.

                        W Polsce brakuje wsparcia dla naukowców chcących wdrożyć swoje osiągnięcia w biznes. Pomaga się zagranicznym molochom, takim jak Dell, pomaga się polskim producentom plastikowych misek (staże opłacane przez UP), ale nie poamaga się polskim firmom technologicznym.

                        Wreszcie, model finansowania uczelni jest chory - uczelnie dostają więcej za kształcenie studentów niż w funduszach na badania. Po prostu łatwiej jest przyjąć więcej studentów niż wyszarpać pieniądze na badania. Efet tego jest taki, że mamy po prostu za dużo studentów, dewaluuje się też znaczenie studiów i mamy takie kwiatki, że ludzie po studiach pracują jako przedstawiciele handlowi, chociaż przedstawicielowi nie jestw niczym potrzeby tytuł magistra.
                        • Gość: ssss Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 15:10
                          Oj widzę, towarzyszu kosmiczny, że choć raz zgodzimy się w tej kwestii.

                          Co do fabryki magistrów, w naszym (tj. uczelnianym) świadku, nikt już nie twierdzi, że jest inaczej. Ostatnio Pani Dziekan wezwała mnie na rozmowę i uświadomiła. Jeżeli nadal będziesz wstawiał "niesklasyfikowany" dla studentów I roku (chodziło o studentów, którzy podczas semestru pojawili się raz i nie pisali żadnego kolokwium) to ich nie będzie, a jak nie będzie ich to nie będzie też Ciebie... Oczywiście swojej decyzji nie zmieniłem, a już zacząłem szukać pracy w przemyśle (jestem absolwentem kierunku technicznego).

                          Co do projektów naukowych, jak widzę co dzieje się na uczelniach technicznych i jakie projekty są lansowane jako elitarne i europejskie (bo kasa i partnerzy z UE) to mnie śmiech ogarnia. Wielki, światowy przemysł jedno, a polska nauka drugie. Często student I roku jest bardziej twórczy od niejednego dra. Ale to ten student jest traktowany jak bydło z zasady i to on musi słuchać prawd dyletanta co o przemyśle czytał w gazecie lub w najlepszym wypadku w książce.
                          • Gość: dfggdfhfgh Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 15:36
                            Często student I roku jest bardziej twórczy od niejednego dra. Ale to ten student jest traktowany jak bydło z zasady i to on musi słuchać prawd dyletanta co o przemyśle czytał w gazecie lub w najlepszym wypadku w książce.

                            tak - i student pierwszego roku ma wiedzę co najmniej równą wiedzy niejednego dra i na pewno lepiej zna się na wszystkim.
                            jakim ignorantem i dyletantem trzeba być, by uważać siebie za mądrzejszego mimo że przyswoiło się co najwyżej podstawy danej dziedziny?
                            • Gość: ssss Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 17:31
                              Pamiętaj, że nie wszyscy i nie wszędzie na uczelniach są ludzie z pasją. Czasem lądują tam także ludzie z przypadku - tzw. BMW - bierni, mierni, ale wierni. Wtedy nie trudno o studenta pasjonata (np. takiego, który hobbistycznie robi drugi kierunek), który już na pierwszych laborkach potrafi udowodnić jednemu z drugim, że nic nie umie. Problem nie jest w zdolnym i ambitnym studencie, ale w pracownikach BMW, kolesiach i rodzince oblepiających wiele polskich uczelni. To nie sprzyja poprawie jakości kształcenia.
                            • astrum-on-line Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą 28.10.10, 16:13
                              > jakim ignorantem i dyletantem trzeba być, by uważać siebie za mądrzejszego mimo
                              > że przyswoiło się co najwyżej podstawy danej dziedziny?

                              A jakim trzeba być ignorantem, żeby w 2005 roku wykładać o nowo odkrytych pierwiastkach na podstawie książki z 1957? Rozumiem, że fakt, że jest się profesorem belwederskim i czyta się studentom własną książkę już wszystko usprawiedliwia? Tak wygląda rzeczywistość na polskich uczelniach technicznych.
                              • Gość: Kagan Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:47
                                Przez UTRZYMAC rozumiem staly jej rozwoj, gdyz w nauce brak postepow to jest cofanie sie. Aby prowadzic poważne badania naukowe na światowym poziomie potrzebne sa zreszta pieniadze tak duze, ze Polski samej nie jest na nie stac. Tu potrzeba wiec wspolpracy z zagranica i pieniedzy z sektora prywatnego. Ale polscy profesorowie nie znaja przeciez (na ogol) jezykow obcych i nie maja pojecia o dzialaniu prywatnch firm...
                                lech.keller@gmail.com
                                • Gość: dfggdfhfgh Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 17:52
                                  Aby prowadzic poważne badania naukowe na światowym poziomie potrzebne sa zreszta pieniadze tak duze, ze Polski samej nie jest na nie stac.

                                  good. czyli zgadzasz się ze mną, że brak wielkich badań to wina braku wielkich pieniędzy.



                                  Tu potrzeba wiec wspolpracy z zagranica i pieniedzy z sektora prywatnego.

                                  i dlatego powstaje:
                                  Dolnośląski Park Innowacji i Biznesu
                                  Partnerami projektu utworzenia Dolnośląskiego Parku Innowacji i Biznesu są m.in.: Politechnika Wrocławska, Wrocławska Agencja Rozwoju Regionalnego S.A., Coventry University Enterprise, Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej S.A., Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji.

                                  Jego powstanie będzie współfinansowane ze środków unijnych, w tym 7. Programu Ramowego.

                                  W ramach parku powstanie zespół laboratoriów i biur wynajmowanych na preferencyjnych warunkach (szansa na zastosowanie innowacyjnych rozwiązań w biznesie). Park będzie pośredniczył w sprzedaży opracowanych w nim technologii.




                                  Ale polscy profesorowie nie znaja przeciez (na ogol) jezykow obcych i nie maja pojecia o dzialaniu prywatnch firm

                                  "na ogół" to nie znają angielskiego ci kształceni przez poprzedni system (ale i wśród nich jest wiele wyjątków - jak moi 3 profesorowie którzy wykładali kilka lat w Stanach). za to znają rosyjski (wielu noblistów to Rosjanie), często niemiecki (np. przydaje się do czytania Beilsteina).
                                  młoda kadra bardzo intensywnie się uczy tego języka, bo w nim publikuje.
                                  mój kierunek musiał napisać streszczenia swoich prac magisterskich (opis badań i najważniejsze wnioski z badań) po angielsku (a było to wieeele lat temu). i wydaje mi się że w dniu dzisiejszym to już standard.
                            • kosmiczny_swir Człowieku co ty mówisz 25.10.10, 20:28
                              Człowieku co ty mówisz. Badania kosztują. Patenty to bardzo droga sprawa i służą głownie korporacjom po to, żeby tępić mniejsze firmy które mogą być potencjalną konukurencją. Wiem coś o tym, bo sam jestem w trakcie przygotowywania wniosku patentowego w USPTO.

                              Uniwersytety i uniwersytety techniczne (a nie żadne tam uczelnie) są od prowadzenia między innymi badań które przekraczają perspektywę czasową zwykłej firmy. Patentowanie takich rzeczy ma znikomy sens, bo patenty mają dają tylko czasową ochronę własności intelektualnej.
                                • kosmiczny_swir Re: Człowieku co ty mówisz? 25.10.10, 23:22
                                  Z całym szacunkiem dla pana, ale nie zna pan realiów prowadzenia biznesu w gospodarce technologicznej. Ja coś o tym wiem z mojego osobistego doświadczenia - przechodzę właśnie przez inkubator technolgoczny i poznaję sprawy od środka. Pateny są użytencze głównie dla dużych firm, bo dzięki temu mogą skutecznie blokować mniejszą konkurencję i ją przejmować a także zmuszać swoich dużych konkurentów to wymiany patentowej. Małym firmom patenty są potrzbne do tego, żeby zwiększyć swoją wartość, kiedy dojdzie do przejęcia przez dużą firmę. Licencjonowanie patentów zdarza się w moje branży niezmiernie rzadko. Firmy takie jak np. Cisco, Qualcomm czy Tyco nie patyczkują się z licencjonowaniem - po prostu kupują całe firmy albo wymieniają patenty w ramach cross-licensing agreement.
                                  • Gość: Kagan Re: Człowieku co ty mówisz? IP: 193.136.157.* 26.10.10, 13:11
                                    Nie zaciemniaj sprawy. Po prostu w Polsce nie ma juz oryginalnej, polskiej mysli technicznej, a wiec po prostu dzis w Polsce nie ma czego opatentowac. Nie dorabiaj do tego jakichs wielopietrowych, zawilych pseudowyjasnien. Albo masz cos do opatentowania, albo nie masz. Terium non datur...
                                    Lech.keller@gmail.com
                        • Gość: KAGAN Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą IP: 193.136.157.* 25.10.10, 15:54
                          Ja tez studiowałem i pracowałem na uczelniach w Polsce i za granicą. Stad tez wiem, ze polska nauka to dzis oksymoron, podobnie jak polskie szkolnictwo wyzsze, a to glownie dla tego, ze obecne status quo na polskich wyzszych uczelniach oznacza zwykle kumoterstwo, tzw. prorodzinna polityke zatrudniania na wyzszych uczelniach (czytaj: polityke zatrudniania potomstwa profesorow), wsobny wychow pracownikow naukowych (od magistra do rektora na tej samej uczelni) oraz zamkniecie sie na swiat, w tym nieuznawanie w Polsce dyplomow z najlepszych swiatowych wyzszych uczelni.
                          Lech Keller-Krawczyk , PhD (Monash)
                          Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD), Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
                          Email: lech.keller@gmail.com
                  • astrum-on-line Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? 28.10.10, 15:54
                    Niby w jakich badaniach student ma uczestniczyć? Na mojej specjalizacji nie były prowadzone żadne, w czasie moich studiów jeden doktor napisał jeden mały programik do obliczania modeli reologicznych cieczy.

                    Prowadzenie badań do dyplomu? A tak prowadziłam samodzielnie. Badania na poziomie: sprawdźmy, czy woda na pewno zamarza w temperaturze 100 stopni. A jak się do niej doda 1% soli, to co się dzieje. A co się dzieje, jak dodamy 2% soli. Dla ambitnych jest możliwość sprawdzenia, czy woda zamarza, jak zamiast NaCl dodamy KCl. Potem z tego piszesz mądre 100 stron i jesteś magister inżynier.......
                • Gość: ZQW Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 12:16
                  Masz rację , jest tak jak piszesz. Niestety odpowiednie przepisy sankcjonują takie postępowanie. Bill Gates nie mógłby na polskiej uczelni zostać nawet asystentem.
                  W Polsce ekonomii uczą "profesorowie" , którzy nigdy nie pracowali w żadnym przedsiębiorstwie , informatyki "profesorowie" , którzy nigdy nie napisali dobrego programu , który byłby przyjazny dla użytkownika a potrafią jedynie wklepać kilkanaście linijek kodu . Przykłady możnaby mnożyć. Typowym przedstawicielem polskiej kadry profesorskiej był taki "profesor" Lech Kaczyński. Prawa pracy nauczał facet , który nigdy nie przepracował ani godziny w żadnym przedsiębiorstwie i nie stykał się z problemami pracowniczymi , co więcej nie miał żadnej praktyki sądowniczej w tym zakresie , a szczytem wszystkiego był fakt , że nie znał żadnego języka obcego i w związku z tym nie miał żadnego kontaktu ani z literaturą naukową w swej dziedzinie , ani z wymianą myśli z innymi naukowcami. Od takiej "kadry naukowej" za wiele wymagać nie można . Od polskich uczelni również.

                  • Gość: KAGAN Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 12:24
                    Otoz to. «W Polsce ekonomii uczą "profesorowie" , którzy nigdy nie pracowali w żadnym przedsiębiorstwie , informatyki "profesorowie" , którzy nigdy nie napisali dobrego programu , który byłby przyjazny dla użytkownika a potrafią jedynie wklepać kilkanaście linijek kodu (ZQW).
                    Stad wiec jedyna rada jest pozbycie sie tego balastu w postaci PRLowskich profesorow poprzez nastepujace reformy:
                    1. Zlikwidować wreszcie te dożywotnie, belwederskie profesury (przeżytek feudalno-PRLowski, który powoduje, iż nie można się pozbyć profesora, którego wiedza dawno temu się zdeaktualizowała).
                    2. Zlikwidować habilitacje, jako kolejny feudalno-PRLowski przeżytek, uniemożliwiający awans prawdziwym naukowcom, a jednocześnie zweryfikować doktoraty i podwyższyć wymogi ich uzyskiwania.
                    3. Nie uznawać dyplomów z podejrzanych uczelni (np. ze Słowacji), choćby były one unijne, a natomiast uznawać dyplomy czołowych uczelni świata, niezależnie od kraju, w którym zostały one uzyskane.
                    4. Wprowadzić uczciwe, otwarte konkursy na stanowiska od asystenta do profesora, w których jury składało by się z cudzoziemców, wylosowanych przez komputer z puli ekspertów (na to musza się znaleźć fundusze).
                    5. Wprowadzić w Polsce, jako obowiazujace prawo, Europejska Kartę Naukowca oraz Kodeks Postępowania przy Rekrutacji Pracowników Naukowych:
                    64.233.183.132/search?q=cache:lXz9qRRQ4OUJ:europa.eu/eracareers/pdf/kina21620b8c_pl.pdf+karta+naukowca&hl=pl&ct=clnk&cd=1&gl=pl
                    6. Zlikwidować autonomie uczelni państwowych - są one finansowane przez podatników, i przed podatnikami muszą wiec one odpowiadać.
                    7. Wprowadzić wreszcie ograniczenia w wieloetatowości pracownikow naukowych.
                    8. Zlikwidować PAN (dyrekcję, nie instytuty, które powinny być połączone z uczelniami wyższymi).
                    9. Zamiast rozpraszać fundusze na finansowanie małych laboratoriów, nalezy przeznaczyć je na udział Polski w takich instytucjach międzynarodowych jak CERN czy ESA.
                    10. Przestać gadać o reformie, a zacząć ją wreszcie wdrażać! W przeciwnym wypadku, takie uczelnie jak PWr, UWr, UPWr nadal pętać sie będą na koncu tabeli, gdzies w piątym tysiącu rankingu światowych uczelni.
                    lech.keller@gmail.com
                        • Gość: adiunkt Re: "2. Zlikwidować habilitacje" IP: 95.108.39.* 25.10.10, 20:47
                          Gość portalu: Kagan napisał(a):
                          > Nie zasluzyl, bo w Polsce to jest on tylko magistrem, gdyz polskie wladz
                          > e, w swej nieskonczonej madrosci, jak najsludzniej nie uznaja antypodzianskich
                          > doktoratow.

                          Bzdury gościu pleciesz. A jeśli chodzi o habilkę - to nie rozśmieszaj mnie - w tej chwili habilkę uzyskuje się za zszywkę czyli zbiór 4-5 monotematycznych publikacji. Plus napisanie autoreferatu, który mnie zajął dwa wieczory ale tylko dlatego, że mam dorobek większy niż 80% profesorów z mojego wydziału.
                          Przygotowanie habilitacji to jest tydzień, potem maszyna kręci się sama. A na koniec kolokwium habilitacyjne - każdy kto zna się na swojej dziedzinie przechodzi to bez problemu.
                          Reasumując:
                          jak ktoś jest cieniasem, to nawołuje do zniesienia habilitacji. Żenada ;)
                          • Gość: Kagan Re: "2. Zlikwidować habilitacje" IP: 193.136.157.* 26.10.10, 13:46
                            Jesli ta habilitacja jest taka prosta, to po co ona komukolwiek, skoro kazdy doktor moze ja bez trudu dostac, jak to wlasnie napisales? I ciekawe, ze habilitacji nie ma w krajach, ktore "produkuja" najwiecej noblistow. Nic ci to nie mowi?
                            A poza tym, to ja nie musze robic habiliatcji. Nawet moj szef, dyrektor sporego instytutu (prawie 100 pracownikow, w ym wiekszosc z doktoratami) i prezydent szkoly w ramach uniwersytetu, jest pelnym profesorem, choc ma "tylko" brytyski doktorat (PhD).
                            Dr. Lech Keller-Krawczyk, PhD (Monash), MA (Melbourne), BComm (Warsaw)
                            Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD)
                            Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
                            www.cetrad.info/?action=pessoas/viewPerson&id=90
                            Email: lech.keller@gmail.com, lech_keller@yahoo.co.uk
                  • zmienna_elfka Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? 25.10.10, 12:27
                    Popieram :)) I potwierdzam, sama miałam styczność z kadrą profesorską tudzież doktorską co to stopnie podostowali w PRLu a od tego czasu palcem nie ruszyli w kwestii poszerzenia własnej wiedzy!!! Studiując na 3 różnych uczelniach - w tym jednej zagranicznej, czyli mając jako taki zakres porównawczy, na palcach jednej ręki mogłabym wymienić wykładowców z polskiej państwowej uczelni na studiach dziennych, którzy mieli jakąkolwiek wiedzę praktyczną na temat tego o czym mówili. Chyba, że tak dobrze się kamuflowali :DDD
                    • kretynofil Co to jest "wiedza praktyczna"? 25.10.10, 12:39
                      I dlaczego oczekujesz ze profesor bedzie ja posiadal?

                      Czy jak potrzebujesz polozyc kafle to zatrudniasz profesora budownictwa? Doktora architektury? Moze profesora kulturoznawstwa?

                      Ludzie kochani, znajcie gdzie dupa a gdzie lokiec. Jak potrzebuje kogos do wyklepania kodu to magister za cholere mi nie jest potrzebny - ale jak musze zaimplementowac algorytm to ide do kogos kto zna teorie i nie oczekuje ze mi to zakoduje...

                      Macie sie za takich oswieconych, praktycznych i inteligentnych - a pieprzycie jak malorolny chlop ktory mysli ze ludzie w miastach to glupie sa bo nie umieja swiniaka oporzadzic...
                      • Gość: gość Re: Co to jest "wiedza praktyczna"? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.10.10, 12:47
                        > Czy jak potrzebujesz polozyc kafle to zatrudniasz profesora budownictwa? Doktor
                        > a architektury? Moze profesora kulturoznawstwa?

                        Prawda jest taka, ze wiekszosc takich i tym podobnych elyt nie jest w stanie przeprowadzic fachowo tym podobnych prac ze wzgledu na lenistwo, brak zdolnosci manualnych i motorycznych, brak doswiadczenia rzemieslniczego. Tak samo sobie portek nie uszyja i nie zadbaja o to, aby cos mieli na talerzu. Dlatego powinni sie klaniac w pas tym ludziom, co potrafia.
                        • kretynofil Co takiego? 25.10.10, 12:53
                          > Tak samo sobie portek nie uszyja i nie zadbaja o to, aby cos mieli na talerzu. Dlatego powinni sie klaniac w pas tym ludziom, co potrafia.

                          Dlaczego maja sie klaniac? Nic za darmo nie dostaja. Placa za portki i placa za chleb - dlaczego mieliby jeszcze za to dziekowac?

                          Tak samo - jesli syn mlynarza idzie na studia to jakos nie widze ani tego zeby mlynarz sie profesorowi z wdziecznoscia klanial, ani tego zeby ten mlynarz placil za wyksztalcenie syna...

                          Sorry - ale znaj gdzie dupa a gdzie lokiec, serio...
                      • zmienna_elfka Re: Co to jest "wiedza praktyczna"? 25.10.10, 12:56
                        Może dlatego, że właśnie praktyka przydaje się w życiu?? Proszę Cię, nie rób z uniwersytetów skostniałych instytucji, bo takie być nie muszą. Dla przykładu - miałam okazję studiować Msc w zarządzaniu ekonomicznym na jednym z Brytyjskich uniwersytetów. Ok 70% zajęć było praktycznych, uczyło pracy w grupie i wykorzytywania życiowej wiedzy i ogólnie dostępnych informacji. Przygotowywaliśmy raporty, które mógłby zlecić przykładowy pracodawca, zakładaliśmy firmy e-businessowe, robiliśmy projekt tamy w Boliwii, pracowaliśmy na realinym planie finansowym kraju - to tylko niektóre z zadań z jakimi musiał zmierzyć się student. I tutaj widziałam w tym wszystkim sens, którego pozbawione są wykłady prowadzone przez 60letniego profesora czytającego ze swoich pożókłych kartek rok rocznie od 40 lat to samo. Pozdrawiam,
                        Elfka
                        • kretynofil A ja sie nie zgadzam... 25.10.10, 13:23
                          To co opisujesz to sa zajecia w szkole zawodowej/technikum.

                          Potrafie zrozumiec ze jakis wrodzony imperatyw dazenia do awansu spolecznego kazal Wam przemianowac zawodowki na uniwersytety - ale dlaczego oczekujecie ze wszystkie "prawdziwe" uniwersytety szlag trafi?

                          Zachowujecie sie jak banda glupkow ktorzy chca ukamienowac pozostala inteligencje zeby sobie konkurencji nie robic ;)

                          I tak, na moich studiach tez zdarzalo sie ze profesor przerwal "czytanie z pozolklych kartek" zeby opowiedziec o jakims praktycznym zastosowaniu omawianego tematu - tyle tylko ze na egzaminie trzeba bylo znac i rozumiec teorie.

                          Co natomiast bardzo symptomatyczne: wiekszosc tych "praktycznych" zastosowan ktore wtedy byly standardem, dzisiaj jest juz nieuzywanych jako przestarzale. Dlatego wlasnie jestem wdzieczny swoim wykladowcom ze nie marnowali czasu na uczenie mnie okresowo modnych blyskotek, tylko wymagali ode mnie zrozumienia podstaw i teorii ktore w zupelnosci wystarczaja zeby "praktyki" douczyc sie pozniej (ale duzo szybciej).

                          Reasumujac: problem polega na tym ze Wy macie jakies niejasne "anty" do szkol zawodowych, czy technikow; cos Wam nie pozwala pobrudzic raczek "rzemioslem" wiec zawodowki przemianowaliscie na uniwersytety a rzemioslo nazywacie praca umyslowa. Rzady glupcow, ot co...
                          • zmienna_elfka Re: A ja sie nie zgadzam... 25.10.10, 13:44
                            kretynofil napisał:

                            > To co opisujesz to sa zajecia w szkole zawodowej/technikum.
                            Nie, to są zajęcia na Uni of Strathclyde - na jednym z kursów na MSc. Uczelnia ma bardzo dobrą opinię, kadra międzynarodowe osiągnięcia. Przykro mi, ale faktów nie da się negować.
                            > Potrafie zrozumiec ze jakis wrodzony imperatyw dazenia do awansu spolecznego ka
                            > zal Wam przemianowac zawodowki na uniwersytety - ale dlaczego oczekujecie ze ws
                            > zystkie "prawdziwe" uniwersytety szlag trafi?
                            >

                            'Wam' ?? Odpowiadasz na mój post, czy tak Ci postało sprzed 20 lat. Zdecydowanie wolę jak ludzie wyrażają się do mnie w liczbie pojedynczej a nie mnogiej ;)) I nie gadaj bzdur (bo tak one dla mnie brzmią) o jakimś awansie społecznym! Tak się przy okazji składa, że pamiętam czasy istnienia tzw szkół zawodowych... oraz coraz mniejsze zainteresowanie tymi szkołami ze strony młodzieży. Po części to też było powodem ich likwidacji. Ponadto pragnę Ci zwrócić uwagę, iż uniwersytety techniczne mają właśnie uczyć zawodu, po to powstały.
                            > Zachowujecie sie jak banda glupkow ktorzy chca ukamienowac pozostala inteligenc
                            > je zeby sobie konkurencji nie robic ;)
                            >
                            Znów liczba mnoga... eh, bez komantarza. Nikogo za nic nie chcę ukamieniować. Natomiast zastanwiam się w jakim jesteś wieku... o ile oczywiście będziesz chciał odpowiedzieć na to pytanie. To sądzę potwierdziło by moje przypuszczenia.

                            > I tak, na moich studiach tez zdarzalo sie ze profesor przerwal "czytanie z pozo
                            > lklych kartek" zeby opowiedziec o jakims praktycznym zastosowaniu omawianego te
                            > matu - tyle tylko ze na egzaminie trzeba bylo znac i rozumiec teorie.
                            >
                            > Co natomiast bardzo symptomatyczne: wiekszosc tych "praktycznych" zastosowan kt
                            > ore wtedy byly standardem, dzisiaj jest juz nieuzywanych jako przestarzale. Dla
                            > tego wlasnie jestem wdzieczny swoim wykladowcom ze nie marnowali czasu na uczen
                            > ie mnie okresowo modnych blyskotek, tylko wymagali ode mnie zrozumienia podstaw
                            > i teorii ktore w zupelnosci wystarczaja zeby "praktyki" douczyc sie pozniej (a
                            > le duzo szybciej).
                            >
                            > Reasumujac: problem polega na tym ze Wy macie jakies niejasne "anty" do szkol z
                            > awodowych, czy technikow; cos Wam nie pozwala pobrudzic raczek "rzemioslem" wie
                            > c zawodowki przemianowaliscie na uniwersytety a rzemioslo nazywacie praca umysl
                            > owa. Rzady glupcow, ot co...
                            >
                            Nic nie mam do szkół technicznych czy zawodowych. Uważam że człowiek powinien mieć wybór- chce uczyć się w zawodówce to idzie zdobywać zawód, chce studiować ze wszystkimi rzeczami z tym związanymi to studiuje. Czasem występuje potrzeba dokształcenia się - wówczas idzie na studia zaoczne. Gdzie z reguły wiedzę praktyczną uzupełnia o teorie. I na tym koniec. Pozdrawiam,
                            Elfka
                            • kretynofil Krotko: 25.10.10, 14:06
                              Liczba mnoga bo odpowiadam na iles postow na raz. Nie Ty jedna piszesz to samo, ze szkola wyzsza to ma byc szkola tylko z lepszymi dyplomami ;)

                              Co do Twojego uniwerku - nie znam, nie widzialem, nie bylem, nie bede sie wypowiadal. To ze masz jedne takie zajecia nie przeklada sie na calosc toku ksztalcenia. Nie wiem czy na pewno renomowane uczelnie na swiecie ucza tak samo jak polskie wyzsze szkolki gotowania na gazie (wsgng). Szczerze powiedziawszy - nie sadze.

                              Likwidacja szkol zawodowych to jeden z najpowazniejszych bledow (gorsze byly tylko gimnazja) w polskiej edukacji - ale brak zainteresowania mlodziezy to bzdura bo mlodziez "ztunelowala" sie z zawodowek do wsgng.

                              Mam latek 30 (prawie 31). Tak jakby to mialo znaczenie.

                              I musze leciec. Skoro nie przeszkadzaja Ci zawodowki to po co wprowadzac ich program na uniwerkach?!
                              • Gość: johnyboy Człowiek wykształcony a głupi... IP: *.chello.pl 25.10.10, 21:14
                                Dlatego ludzie nie chcą zawodówek, bo chcą lepszej uczciwej pracy (nie nepotycznej posadki na uczelni), a żeby tą lepszą uczciwą pracę uzyskać, to w naszym cudownym kraju trzeba mieć uprawnienia - na wszystko trzeba miec papier. A dziaduniowe, którzy z pożółkłych karteczek wykładają antyczne teorie, niemające zastosowań w dzisiejszych realiach prężnie działają w różnych izbach, które te uprawnienia nadają. I co chwilę podkręcają śrubę - już niedługo murarz będzie musiał mieć doktorat i habilitację z gotyckich wątków ceglanych, żeby legalnie cegły kłaść.
                                A wszystko to robią aby stać się niezastąpionymi w swoich dziedzinach. Oni pełne uprawnienia zdobywali z tytułem technika w ręce i tego nikt im już nie zabierze, a nastepne pokolenia żeby nabyć takie uprawnienia do wykonywania zawodu bedą musieli studiować 120 lat, 200lat praktykować pod ich czujnym okiem i zdać u nich karkołomny egzamin. A gdy w końcu zdobędą te uprawnienia to sami będą takimi starymi zgredami, którzy do pracy na rynku się już nie nadają i jedyne co mogą robić to ze swoich pożółkłych karteczek wykładać teorie typu "należy smarować szpadel masłem żeby się lepiej ziemia odkładała".
                                • mara571 nieprawda, ze nie chca 25.10.10, 22:28
                                  nie moga, bo je de facto zlikwidowano.
                                  Sa ludzie o zdolnosciach manualnych i niekoniecznie umiejacy myslec abstrakcyjnie.
                                  Dlaczego zrezygnowano z ksztalcenia ciesli, stolarzy, hydraulikow, murarzy?
                                  Robia to wszystko dzisiaj amatorzy, ludzie przypadkowi, ktorzy sami sie tego czy owego nauczyli.
                                  To tez uczciwa praca i zareczam cie, ze przyniesie w przyszlosci wiekszy dochod anizeli dyplomy szkoly XYZ.
                          • oluuu Re: A ja sie nie zgadzam... 25.10.10, 23:10
                            Jest dokładnie tak jak piszesz. Ale wszyscy chcą "praktyki", czyli jak jutro ruszać rękami i gdzie się podpisać. Najlepiej, gdyby jeszcze wykładowca mówił o firmie studenta i o jego szefie. Wszystko inne to już teoria. Taki świat....
                      • kosmiczny_swir Dokładnie kretynofilu 25.10.10, 14:34
                        Dokładnie kretynofilu. Ludzie na uniwersyteteach mają poszerzać granice wiedzy. Czy to ma wyglądać tak: akademicy okrywają mechanikę kwantową i strukturę pasmową w półprzewodnikach, poźniej inni akademicy wymyślają jak z tego zrobić tranzystor, jeszcze inni projektują obwody a na końcu technik wszystko lutuje. To nie oznacza, że ktoś kto pracuje nad mechaniką kwantową musi wiedzieć jak naprwić telewizor.
                          • kretynofil No ale wlasnie o to chodzi... 25.10.10, 16:21
                            Po cholere taki profesor ma marnowac swoj (znacznie bardziej kosztowny) czas zeby naprawiac telewizor?

                            Pierdzielisz, Kagan, o marnotrawstwie w nauce a postulujesz zeby profesorowie wymieniali bezpieczniki? To juz jakis absurd...
                            • Gość: Kagan Re: No ale wlasnie o to chodzi... IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:43
                              Ma czekac godzine, az sie zjawi tychnik, czy tez samemu przeprowadzic poprawna diagnoze i dokonac prostej naprawy? Fizyk musi znac swa aparature na wylot, bowiem inaczej to moze on bardzo latwo zle zinterpertowac jej "malfunction" (nieprawidlowe dzialanie) jako rewelacyjny wynik eksperymentu. Widac, ze nigdy nie miales zajec w laboratorium, a ja je mialem (laboratorium elektryczne).
                              • Gość: adiunkt Re: No ale wlasnie o to chodzi... IP: 95.108.39.* 25.10.10, 20:51
                                Gość portalu: Kagan napisał(a):
                                > Ma czekac godzine, az sie zjawi tychnik, czy tez samemu przeprowadzic poprawna
                                > diagnoze i dokonac prostej naprawy?

                                Rozumiem teraz, dlaczego Portugalia jest tak zacofana na tle UE. gościu kolorowy - godzina mojej pracy może być warta nawet kilka tysięcy euro w sytuacji, gdy piszę projekt do KE na kilka milionów euro. I dlatego to technicy (ewentualnie doktoranci) naprawiają i skalują mi aparaturę badawczą - mój czas jest zbyt cenny, aby go marnować na pracę technika.
                                Ale jak widać - koleś realizuje się najlepiej jako majster Klepka ;)
                              • kosmiczny_swir Panie Keller, 26.10.10, 00:25
                                Panie Keller, z całym szaucnkiem, ale nie masz pan pojęcia o pracy naukowej w dziedzinach ścisłych i techniczncyh. Po pierwsze, na każdym sprzęcie napisane jest jak wół: "No user serviceable parts inside" a wszytkie śrubki są obklejone plombami z napisami "Calibration void if removed". Tak. Sprzęd wysyła się do kalibracji do producenta, czy to jest Tektronix, czy to jest Agilent, czy to jest Anritsu czy to jest SHF i później się go nie rusza, nie otwiera i przy nim nie grzebie, bo można najwyżej coś popsuć. Poźniej ktoś odkrywa zimną fuzję albo okzauje się, że wzmacniacz ma noise fiugre poniżej 3 dB albo inne tym podobne kwiatki. Wyjątkiem są paramtryczne wzmacniacze optyczne - one mogą mieć noise figure poniżej 3 dB, ale to jest tak naprawdę optyczna regeneracja sygnału i nazwa wzmacniacz tu nie oddaje całości problemu.
                                • Gość: Kagan Re: Panie Keller? IP: 193.136.157.* 26.10.10, 13:08
                                  Moze tak jest w krajach, gdzie do pracy w laboratoriach zatrudnia sie kretynow z dyplomami albo w laboratoriach dydaktycznych. Bowiem jesli prowadzi sie powazne badania, to nie ma czasu na bawienie sie w gwarancje czy tez czekanie na serwis. Albo ten serwis jest na miejscu, albo tez samemu sie wszystko naprawia, ze wzgledu na to, aby nie wpuszczac obcych do laboratorium. Poza tym to w czolowych laboratoriach sprzet jest od razu modyfikowany, a o tych modyfikacjach nie zawiadamia sie nikogo na zewnatrz, aby nie stracic przewagi nad konkurencja.
                                  Ja widac, nigdy w prawdziwym laboratorium badawczym nie pracowales...
                                  I czemu sie wstydzisz swego nazwiska?
                                  lech.keller@gmail.com
                          • mara571 litosci 25.10.10, 22:31
                            fizyka od dwoch stuleci dzieli sie na teoretyczna i doswiadczalna.
                            Zaden fizyk-teoretyk nie pracuje w laboratorium.
                    • Gość: Kagan Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 13:10
                      Stad wiec jedyna rada jest pozbycie sie tego balastu w postaci PRLowskich profesorow poprzez nastepujace reformy:
                      1. Zlikwidować wreszcie te dożywotnie, belwederskie profesury (przeżytek feudalno-PRLowski, który powoduje, iż nie można się pozbyć profesora, którego wiedza dawno temu się zdeaktualizowała).
                      2. Zlikwidować habilitacje, jako kolejny feudalno-PRLowski przeżytek, uniemożliwiający awans prawdziwym naukowcom, a jednocześnie zweryfikować doktoraty i podwyższyć wymogi ich uzyskiwania.
                      3. Nie uznawać dyplomów z podejrzanych uczelni (np. ze Słowacji), choćby były one unijne, a natomiast uznawać dyplomy czołowych uczelni świata, niezależnie od kraju, w którym zostały one uzyskane.
                      4. Wprowadzić uczciwe, otwarte konkursy na stanowiska od asystenta do profesora, w których jury składało by się z cudzoziemców, wylosowanych przez komputer z puli ekspertów (na to musza się znaleźć fundusze).
                      5. Wprowadzić w Polsce, jako obowiazujace prawo, Europejska Kartę Naukowca oraz Kodeks Postępowania przy Rekrutacji Pracowników Naukowych:
                      64.233.183.132/search?q=cache:lXz9qRRQ4OUJ:europa.eu/eracareers/pdf/kina21620b8c_pl.pdf+karta+naukowca&hl=pl&ct=clnk&cd=1&gl=pl
                      6. Zlikwidować autonomie uczelni państwowych - są one finansowane przez podatników, i przed podatnikami muszą wiec one odpowiadać.
                      7. Wprowadzić wreszcie ograniczenia w wieloetatowości pracownikow naukowych.
                      8. Zlikwidować PAN (dyrekcję, nie instytuty, które powinny być połączone z uczelniami wyższymi).
                      9. Zamiast rozpraszać fundusze na finansowanie małych laboratoriów, nalezy przeznaczyć je na udział Polski w takich instytucjach międzynarodowych jak CERN czy ESA.
                      10. Przestać gadać o reformie, a zacząć ją wreszcie wdrażać! W przeciwnym wypadku, takie uczelnie jak PWr, UWr, UPWr nadal pętać sie będą na koncu tabeli, gdzies w piątym tysiącu rankingu światowych uczelni.
                      lech.keller@gmail.com
                • Gość: KAGAN Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 12:21
                  Pelna zgoda, kol. kosmiczny!
                  Polskie uczelnie źle uczą (nie wszystkie, ale większość uczy źle) i źle prowadzą badania (też nie wszystkie, ale większość robi to źle) .
                  Czemu?
                  Jak juz pisalem, obecne status quo na polskich wyzszych uczelniach oznacza zwykle kumoterstwo, tzw. prorodzinna polityke zatrudniania na wyzszych uczelniach (czytaj: polityke zatrudniania potomstwa profesorow), wsobny wychow pracownikow naukowych (od magistra do rektora na tej samej uczelni) oraz zamkniecie sie na swiat, w tym nieuznawanie w Polsce dyplomow z najlepszych swiatowych wyzszych uczelni.
                  lech.keller@gmail.com
                • Gość: I Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.10, 12:49
                  Pracuję w państwowej i prywatnej uczelni na analogicznych kierunkach. Studenci sprofilowani w sposób opisany przez kosmicznego_swira występują jeszcze na uczelniach państwowych, ale są na wymarciu. Dlatego, choć misją uniwersytetów jest prowadzenie badań (pracownicy nie mający dorobku nie otrzymują kolejnych stopni naukowych, więc przy pierwszej okazji są zwalniani), światy dydaktyki i badań naukowych są odseparowane. W przypadku prywatnych uczelni nie ma tego problemu, bowiem w większości nie prowadzą one żadnych badań. W efekcie to nieważnie, czy uczelnia jest państwowa, czy prywatna - poziom studiów jest niski głównie dlatego, iż przyjmowani są coraz słabsi kandydaci (systematycznie obniża się liczba punktów z matury wymagana do przyjęcia na studia).
                  Oczywiście są różnice w zarobkach pracowników państwowych i prywatnych uczelni (nawet nie wiem jak duże - nie kontroluję tego, bo i tak są one nieporównywalne tego, co zarabiam na szkoleniach biznesowych), co może tłumaczyć różnice w zaangażowaniu w dydaktykę. Osobiście uczę tak samo, czyli najlepiej jak potrafię, na studiach dziennych, wieczorowych, zaocznych, czy podyplomowych. To jednak bez znaczenia - krawiec kraje, jak mu materii staje. Kuriozalne jest to, że w szkoleniach biznesowych spotykam się z większą otwartością, chłonnością i zaangażowaniem, niż wśród studentów (mam na myśli "średnią", a nie indywidualne przypadki). Na uczelniach pokutuje wciąż zasada 3Z.
                  Niestety zła rekrutacja to nie jedyny grzech uczelni. Uczelnie prywatne stosują naciski na zdawalność (osobiście doświadczyłem ich), zaś państwowe na źle rozumianą akademickość oferty dydaktycznej (eliminacja propozycji zajęć typu 'learning by doing'; preferowanie wykładów). Temat rzeka...

                  Osobiście, wybierając uczelnię państwową czy prywatną w Polsce, kierowałbym się prestiżem dyplomu (są nielicznie uczelnie prywatne, których dyplom coś znaczy), lecz przede wszystkim jakością kadry akademickiej (w niektórych rankingach wyższych uczelni można znaleźć jej ocenę).


                • mch-wie Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? 25.10.10, 22:07
                  Masz absolutna racje. Dodam, ze glowny problem polega na tym, iz odpowiedzialni za nasz
                  kraj / = niekompetentni/, nie widza zmian dokonujacych sie w kierunku rozwoju
                  spoleczno - gospodarczego w Europie i na swiecie, nie widza tendencji rozwojowych. Za
                  tymi tendencjami musi nadazac rozwoj i poziom oswiaty. Obecnie wzrasta /na zachodzie/, zapotrzebowanie na pracownikow zawodowych i techniczych. Tyle, ze ich wiedza jest inna i znacznie wyzsza od polskich absolwentow. Wzrastajaca konkurencja na rynku pracy, automatyzacja, komputeryzacja powoduje, ze wieksze szanse zatrudnienia ma ten, ktory
                  wiecej umie.


              • kretynofil Powtarzam: Twoje miejsce jest w zawodowce... 25.10.10, 11:20
                > wiec zgadzam sie po co chodzic na zajecia jak mozna samemu wykuc, zdac, zapomniec.

                Bo wlasnie o to chodzi. Wiedza ktora masz opanowac ma byc w bibliotece, nie na wykladzie. Jesli sadzisz ze cala wiedza konieczna do uzyskania tytulu naukowego powinna byc przekazana na wykladach - to znaczy ze najwyzszym stopniem "naukowym" dla Ciebie dostepnym jest matura - i to tylko ta specjalna, Giertychowa...

                > poza tym jak Uczelnia prywatna moze byc gorsza niz panstwowa skoro 90% kadry prowadzi zajecia na panstwowych?

                Bo o poziomie nauczania swiadczy poziom studentow a nie wykladowcow, kretynie? Bo na studiach stacjonarnych dziennych na uczelniach panstwowych wymaga sie sie od studentow pracy a nie placenia czesnego? Bo zdecydowana wiekszosc studentow prywatnych/zaocznych/inaczej uposledzonych nie bylaby w stanie zdac ani jednego z egzaminow na studiach dziennych/panstwowych z pierwszego roku?

                Moze dlatego, kretynie?

                > Dydaktyka jest lepsza na prywatnych.

                Nie dydaktyka tylko tlumaczenie kretynom ze nie sa kretynami tylko "maja inne priorytety" ;)
                • Gość: twarozek Re: Powtarzam: Twoje miejsce jest w zawodowce... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.10, 11:59
                  Kretynofil - o ile w przypadku nieruchomości podpisuję się za tym co piszesz ręcoma i nogoma, o tyle w tym temacie zwyczajnie pie.przysz bzdury, podobnie jak większość zgromadzonych.

                  Wysyłając wszystkich na dzienne państwowe pamiętajmy o jednym - żyjemy w dzikim kraju, gdzie iloraz inteligencji jest odwrotnie proporcjonalny do zajmowanego stanowiska, i niestety trzeba się do tego dostosować ! Studia dzienne to po prostu większy stek bzdur do wkucia niż na zaocznych, żadna realna wiedza do przekucia w przyszłej pracy. Kształcić zawód ma zawodówka ? To co powiesz o inwalidach po najlepszych dziennych studiach państwowych, niepotrafiących w wieku 25 lat obsłużyć faxu, nadających się jedynie do parzenia kawy ? Taka jest rzeczywistość, ktoś kto za pracę zabiera się po studiach, jest inwalidą umysłowym a w przyszłości życiowym. Jak już mamy się tak wzorować na zachodzie, i podajemy za wzorce ichniejsze uczelnie to zacznijmy powielać wzorce, a nie ślepo kształcić teoretyków + tygodniowe praktyki na 4-tym roku. W tym dzikim kraju studia zaoczne pozwalają zdobywać doświadczenie - wiadomo, na 1-szym roku nie będzie się robiło nic wartościowszego niż to, w jaki sposób dorabiają na weekendy dzienni, ale 3-ci, 4-ty rok na ogół kończy się już awansem zawodowym i pewnymi perspektywami. To zaoczni zatrudniają potem dziennych :)

                  Uprzedzę Cię - dostałem się na państwowe, dzienne studia w stolicy, ale celowo z nich zrezygnowałem, poszedłem na zaoczne, a na 2-gim roku uzyskałem ciekawą pracę, którą pielęgnuję do tej pory i żyję na wysokim poziomie (nie mam kredytu ;) ). Gdybym został na dziennych, wylądowałbym w McDonaldzie i w szpitalu na depresję. I broń boże nie puszczę dziecka na dzienne, chyba że w tym kraju coś się zmieni - co jest raczej niemożliwe. Bez studiów dziennych też można mieć sporą wiedzą i teoretyczną i praktyczną, do tego bardziej przydatną. W liceum (dobrym) jechałem na 2/3, maturę zdałem bardzo dobrze. Lektur nie czytałem (poza historycznymi i ekonomicznymi), na ortografię i interpunkcję nie narzekam. Jednocześnie rozwijałem i teoretycznie i praktycznie swoją wiedzę ekonomiczną / historyczną / języki obce. Dzisiaj cieszę się, że obrałem taką drogę - nie musiałem skończyć swojej uczelni w wersji dziennej, żeby jak się okazało - absolwenci dziennie nie mieli pojęcia o podstawowych rzeczach, nt. których studiowali - to idealnie pokazuje jakie brednie są nam przedstawiane od x lat, pod postacią zmienionej okładki stęchłego profesorka. Aha dodam, że w żadnym wypadku nie cierpiało moje życie towarzyskie, uczuciowe, rodzinne :)

                  Po prostu warto już w gimnazjum/liceum olać prezentowane nam błachostki, a skupć się na tym co nas faktycznie interesuje. I broń boże na dzienne. Dziękuję.
                  • kretynofil Jestes w bledzie - co do zasady... 25.10.10, 12:15
                    > Wysyłając wszystkich na dzienne państwowe pamiętajmy o jednym - żyjemy w dzikim kraju, gdzie iloraz inteligencji jest odwrotnie proporcjonalny do zajmowanego stanowiska

                    Blablablabla. Guzik prawda. Po dobrych studiach na ktorych czlowiek sie uczy - nie ma zadnych problemow z praca. Reszta to marudzenie defetystow.

                    > Studia dzienne to po prostu większy stek bzdur do wkucia niż na zaocznych, żadna realna wiedza do przekucia w przyszłej pracy.

                    Kolejna bzdura. To nie tak. Po prostu wiekszosc ludzi nadaje sie najwyzej na wyrobnikow i tacy powinni konczyc nauke w szkole zawodowej. Studia sa z zalozenia dla tych ktorzy potrafia z teoretycznej wiedzy wyciagnac wnioski i na ich podstawie zbudowac cos praktycznego.

                    Brutalna prawda jest taka: nie kazdy nadaje sie na studia, wiekszosc ludzi jest na to po prostu zbyt glupia/leniwa. Problem w tym ze pokolenie "bezstresowego" wychowania nie moze sobie z tym poradzic, ich czesto inteligentni rodzice rowniez nie - i dlatego powstaja zawodowe szkolki do szkolenia magistrow od obslugi faksu...

                    > Bez studiów dziennych też można mieć sporą wiedzą i teoretyczną i praktyczną, do tego bardziej przydatną.

                    Oczywiscie. Umiejetnosc kladzenia kafelkow jest znacznie bardziej przydatna niz rozniczkowanie - dlaczego w takim razie co roku uczymy tysiace mlodych ludzi rozniczkowania i moze setke - glazurnictwa?

                    Ogolnie: bredzisz... Jesli ktos chce sie "specjalizowac" (czytaj: na skroty do konkretow zeby sie nie przepracowac) to "magazynier" przed nazwiskiem do niczego mu nie jest potrzebny...
                    • Gość: Kagan Re: Jestes w bledzie - co do zasady... IP: 193.136.157.* 25.10.10, 12:30
                      Racja, 'kretynofil'. Brutalna prawda jest taka: nie kazdy nadaje sie na studia, wiekszosc ludzi jest na to po prostu zbyt glupia/leniwa.
                      Stad tez nalezy natychmiast zamknac 90% polskich wyszych uczelni (zostawic tylko te, ktore istnialy przed rokiem 1980) ,a na pozostalych przeprowadzic gruntowna weryfikacje kadry akademickiej, polegajaca na zwolnieniu wszystkich profesorow, adiunktow i wykladowcow, ktorzy nie znaja dobrze conajmniej dwoch jezykow obcych (w tym angielskiego jako jednego z nich) i nie odbyli conajmniej rocznej praktyki w uczelni bedacej w pierwszej setce rankingow typu Szanghajskiego czy THES.
                      Lech Keller-Krawczyk , PhD (Monash)
                      Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD), Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
                      Email: lech.keller@gmail.com
                      • kretynofil Ale to nie wszystko... 25.10.10, 12:41
                        ...bo powstanie wielka luka. Te "zamkniete" uczelnie trzeba by bylo natychmiast przemianowac na "zawodowki" (bo i tak sa nimi dzisiaj), nawet nie trzeba by bylo wymieniac kadry ani studentow ;)

                        Naprawde, eliminacja zawodowek i ograniczenie liczby technikow - to jakas paranoja...
                      • ar.co Re: Jestes w bledzie - co do zasady... 25.10.10, 12:45
                        Najbardziej mi się podoba, jak byle researcher z trzeciorzędnego uniwersytetu w Portugalii wymyśla warunki działania systemu szkolnictwa wyższego w Polsce. Przy czym najwyższą kwalifikacją ma być znajomość języków obcych (a nie to, czy ma się coś do powiedzenia choćby we własnym).
                        • Gość: Kagan Re: Jestes w bledzie - co do zasady... IP: 193.136.157.* 25.10.10, 13:07
                          Czemu od razu nie czwarto, albo piatorzednego? I jak sobie wyobrazasz dzis naukowca, ktory nie zna, i to dobrze, angielskiego? W tej biednej Portugalii, trudno jest znalezc naukowca, ktory by nie znal dobrze angielskiego, a takich, co go w ogole nie znaja, to po prostu nie ma... A w Polsce? Np. taki "prof." Kaczynski?
                          Jak sobie np. wyobrazasz polskiego profesora na miedzynarodowym kongresie? Z tlumaczem?
                          I czemu atakujasz mnie jako anonim?
                        • spokojny.zenek Re: Jestes w bledzie - co do zasady... 25.10.10, 13:19
                          ar.co napisała:

                          > Najbardziej mi się podoba, jak byle researcher z trzeciorzędnego uniwersytetu w
                          > Portugalii wymyśla warunki działania systemu szkolnictwa wyższego w Polsce. Pr
                          > zy czym najwyższą kwalifikacją ma być znajomość języków obcych (a nie to, czy m
                          > a się coś do powiedzenia choćby we własnym).

                          Celne :-)))

                            • kretynofil Pitolisz, Kagan... 25.10.10, 13:41
                              > Kolega anonim angielskiego nie zna, wiec nie ma szans na prace na Zachodzie. WSPOLCZUJE!

                              Kolejny pojechal po stereotypach... Ktos Ci dosral, poniekad slusznie (za sam fakt spamowania swoich "tez" na forach nalezalo Ci sie), a Ty wyjezdzasz z jakims glupim stereotypem bardziej zaradnych (bo umiejacych wydukac pare zdan po angielsku) zmywakow?

                              Daj spokoj.

                              Jesli chcesz podjac z tym polemike to osmiesz go piszac co probowales zrobic zeby zmienic polski polswiatek naukowy, na ile dobrze go znasz itd.

                              Ja nie chce sie wypowiadac na temat zasadnosci Twoich roszczen - ale faktem jest ze dla mnie jestes bytem gdzies pomiedzy "oszolom" a "nieumiejacy sobie radzic z odrzuceniem kajtus". Moze sie myle, moze jestem niesprawiedliwy - ale taki obrazek wyziera z Twoich postow; albo raczej: ja go tak odczytuje.

                              Jesli nie chcesz byc tak postrzegany to nie unos sie swietym gniewem i przenajswietszymi stereotypami - tylko napisz cos co ten wizerunek zmieni...
                              • Gość: Kagan Re: Pitolisz, Kagan? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 13:52
                                Mowa byla o znajomosci tzw. Scientific English, a nie Mop & Sink English.
                                I czemu mnie atakujesz ad personam? Co w tym widzisz zlego, ze ja demaskuje patologie, tak dzis wszechobecna w polskiej nauce?
                                I ja nikogo nie chce osmieszac, ja chce tylko naprawy polskiej nauki, stad tez zamieszczam ma propozycje programu jej uzdrowienia.. Wiem tez, ze jest ta ma propozycja naprawy polskiej nauki bardzo niewygodna dla obecnej polskiej profesury, stad nie dziwie sie, ze mnie oni atakuja ad personam, gdyz brak jest im argumentow ad rem...
                                Sam polskiej nauki nie naprawie, ale moge przynajmniej pisac o jej bardzo zlym stanie i przedstawiac program jej naprawy.
                                Pozdr.
                                • kretynofil No dobra... 25.10.10, 14:00
                                  To bedzie offtopic.

                                  Mieszasz "ad rem" i "ad personam". Mowisz o demaskowaniu czegos o czym nie masz pojecia. Chcesz cos naprawiac - ale nie bardzo wiesz jak. To co nazywasz programem to najwyzej lista zyczen.

                                  I co najwazniejsze: domagasz sie argumentow ad rem w odpowiedzi na Twoje, bardzo personalne postulaty. To jest smieszne.

                                  To co najbardziej Ci sie w polskiej nauce nie podoba to to ze caly system naukowy nie padl na kolana przed dyplomem z australijskiego uniwestytetu. Rozumiem ze Cie to zabolalo - ale Tobie zrobila sie z tego poodrzuceniowa obsesja. Stad te "postulaty" i stad takie a nie inne reakcje na nie.

                                  Teraz mam spotkanie, za jakas godzine moge rozwinac ta wypowiedz, jesli oczywiscie chcesz.

                                  I to nie jest atak, ja sie zgadzam ze w polskiej nauce musi sie sporo zmienic i tez mi to lezy na sercu. Niemniej jednak uwazam ze to co robisz to jest prywatna krucjata odrzuconego kochanka - i jako taka dla postronnych jest niezbyt pociagajaca...
                                  • Gość: Kagan Re: No dobra... IP: 193.136.157.* 25.10.10, 14:07
                                    Moj przypadek jest tylko jednym z wielu, tyle, ze tylko ja mam odwage publicznie pisac o tym, ze polska nauka jest wrecz przezarta korupcja, i zamknieta na swiat z obawy konkurencji ze strony zagranicznych naukowcow oraz Polakow z dyplomami najlepszych zachodnich uniwersytetow.
                                    Kto na tym traci? Nie ja, bo ja pracuje na lepszych warunkach poza Polska, ale traci Polska, gdyz pieniadze podatnikow, ktore sa dzis w Polsce wydawane na nauke, sa zwyczajnie marnowane, z racji tego zamkniecia sie polskiej nauki na swiat...
                                    lech.keller@gmail.com
                                    • kretynofil Wybacz, ale to jest juz smieszne... 25.10.10, 14:29
                                      > Moj przypadek jest tylko jednym z wielu, tyle, ze tylko ja mam odwage publicznie pisac o tym

                                      Sorry, ale nawet Kretynofil nie jest na tyle zadufany w sobie (i zamkniety w swiecie swoich urojen) zeby przyjebac z czyms takim. Kompleks mesjasza, megalomania - wszystko za co skrytykowal Cie ktos wczesniej - wylazlo w tym jednym zdaniu i zasmierdzialo okrutnie...

                                      Tam gdzie sie wychowalem mawialo sie "wyzej srasz niz dupe masz"...
                                      • Gość: Kagan Re: Wybacz, ale to jest juz smieszne? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:17
                                        To nie jest smieszne, to jest wrecz smutne, ze kazdego, kto wystapi z programem naprawy polskiej nauki atakuje sie ad personam i stara publicznie osmieszyc.
                                        I te twoje slownictwo typu "przyjebac". Jakze typowe dla obecnej polskiej profesury...
                                        Lech Keller-Krawczyk , PhD (Monash)
                                        Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD), Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
                                        lech.keller@gmail.com
                                        • kretynofil No przyjebales, synu, przyjebales... 25.10.10, 21:44
                                          > ze kazdego, kto wystapi z programem naprawy polskiej nauki atakuje sie ad personam i stara publicznie osmieszyc

                                          Omow sobie to przy wodce i psychotropach z Kaczynskim. On na pewno doskonale zrozumie Twoj syndrom oblezonej twierdzy.

                                          Zrozum, synu, ze ja nie atakuje Ciebie i nie staram sie osmieszac. Co do zasady (ze polska nauke trzeba szybko reformowac poki w ogole jest co) to sie z Toba zgadzam - ale w szczegolach to wychodzi z Ciebie niereformowalny narcyz, megaloman, oszolom i kretyn.

                                          Przykro mi - ale przyjebales naprawde jak lysy o beton, przedstawiajac sie jako Konrad Wallenrod polskiej nauki, ktorego atakuja "wiadome sily" w celu zdyskredytowania Twojej Swietej Wojny. Naprawde, ja tego nie napisalem, ja Ci tego nie wmowilem... To sa Twoje wlasne slowa, ktore gdzies tam mi wyzieraly niesmialo spomiedzy wersow Twoich postulatow - a ze sie co do Ciebie nie mylilem, ten watek wykazal dobitnie...
                                          • Gość: Kagan Re: No przyjebales, synu, przyjebales... IP: 193.136.157.* 26.10.10, 13:32
                                            Znow sie popisuesz swym chamstwem, kretynofilu? I zauwaz, ze ja sie urodzilem w roku 1949, wiec nie traktuj mnie jak smarkacza...
                                            Niestety, ale polska mafia profesorska kazdego, kto sie stara zreformowac polska nauke, obrzuca zaraz wyzwiskami od "niereformowalnych narcyzow, megalomanow, oszolomow i kretynow". Tyle, ze w ten sposob to tylko udowadniaja iz sami sa owymi niereformowalnymi narcyzami, megalomanami, oszolomami i kretynami.
                                            I jesli mnie znieslawiasz publicznie, to czemu to robisz tchorzliwie, jako anonim?
                                            Dr. Lech Keller-Krawczyk, PhD (Monash), MA (Melbourne), BComm (Warsaw)
                                            Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD)
                                            Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
                                            www.cetrad.info/?action=pessoas/viewPerson&id=90
                                            Email: lech.keller@gmail.com, lech_keller@yahoo.co.uk
                                  • jakmutam kagan to nieudacznik 25.10.10, 17:03
                                    wywalony z rzeszowskich uczelni. Pląta się po świecie zaczepiając tam gdzie jeszcze o nim nie wiedzą po czym wywalany wedruje dalej. W międzyczasie zasr...... rzeszowski forum GW paranoicznymi postami i teoriami.
                    • Gość: twarozek Re: Jestes w bledzie - co do zasady... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.10, 14:52
                      Brak słów, to nie nieruchomości chłopie, że tylko Ty reprezentujesz złoty środek, problem jest znacznie bardziej złożony.

                      Oczywiście, że na Akademiach Medycznych człowiek się nie nudzi, ale czy w takim razie tylko tejże absolwenci są dla Ciebie normalnymi ludźmi ? Sam takiej nie skończyłeś, więc mogę Cię podsumować (tak jak Ty to zrobiłeś) jako magazyniera albo tępaka niezdolnego do ciężkich studiów. Pochwalisz się co skończyłeś ?

                      Naucz się czytać ze zrozumieniem, z racji tego, że na medyczne się nie nadaję, to wybrałem rozwiązanie ŻYCIOWE, PRAKTYCZNE. Jak już wspominałem dostałem się na dobre studia dzienne (a było to mniej więcej wtedy kiedy i Ty zaczynałeś studia, kiedy jeszcze powiedzmy czegoś wymagali w przeciwieństwie do actuellement), ale celowo z nich zrezygnowałem. Gwarantuję Ci, że moje stanowisko wiąże się z pracą umysłową, certyfikatem międzynarodowym (czy CIMA, czy ACCA czy CIM czy CFA czy inne to już sobie wybierz sam), magazynierem możliwe, że jesteś w Brukseli - nikt nie wie kim jesteś więc i tego nie można wykluczyć, jesteś jedną z tych oferm, które w Polsce nie znalazły swojego gniazdka i cwaniakują from abroad. Prawda jest taka, że i w tym dzikim kraju się da, ale studia dzienne przeważnie wykluczają późniejszy wysoki standard życia (nie mylić z otrzymaniem spadku w wieku 30 lat). Aha mieszkanie kupiłem za swoje, nie dostałem cwaniaczku. Więc przestań patrzeć na wszystkich z góry albo powiedz w końcu kim jesteś.

                      Kolejna zła interpretacja - nigdzie nie napisałem, że skończyłem... WSxxx, i że poślę tam dziecko.

                      Jeżeli uważasz, że skrótami doszedłem do obecnego stanu rzeczy to powodzenia :), na skróty idą niedorajdy, które płaczą, że w Polsce się nie da i uciekają jak szczury zamiast starać się tu coś zmieniać. Kagan - podzielam Twoje postulaty a.d. szkolnictwa i przede wszystkim profesorków - ale czy robisz coś realnie w tym kierunku poza wpisami na forum ? To krzyk we mgle.

                      Dlaczego ? Bo jeszcze niedawno studia były ucieczką od wojska ? I target zawodówek szedł do WSxxx ? A obecnie ? Bo młodzi wierzą, że jakiekolwiek studia dadzą im cokolwiek - osobiście 3/4 obecnych studentów lepiej by zrobiło gdyby te kafelki faktycznie kładło, źle się w tej branży nie zarabia.

                      He he he, z teorii wyciągnąć wnioski i zbudować coś praktycznego - słucham Cię kretynofil, czekam na wynalazki / patenty / wstaw dowolne, które powstały z wykorzystania całek oraz innych matematycznych teoryjek. Pytanie za 100 pkt. rzec by można, taki wyszczekany zawsze jesteś więc na nie odpowiedz. Co zbudujesz na podstawie całek ? Niewolnicy całek to tacy sami niewolnicy jak Ci spod krzyża, ślepa wiara, że to w czymś pomoże... W tym momencie dochodzimy do punktu, gdzie prosty człowiek wybierze dojrzale kładzenie kafelków, yntelygent (jak Ci inwestorzy od pustaków) strzeli sobie gola i będzie wyznawcą całek. Ale raty kredytu nie wyliczy, mimo że skończył studia ekonomiczne !

                      • kretynofil Rece mi opadly... 25.10.10, 15:11
                        > Sam takiej nie skończyłeś, więc mogę Cię podsumować (tak jak Ty to zrobiłeś) jako magazyniera albo tępaka niezdolnego do ciężkich studiów. Pochwalisz się co skończyłeś ?

                        I bedziesz mial racje. Nie bylbym w stanie skonczyc medycyny. Spotykalem sie z dziewczyna ktora studiowala stomatologie i bylem pelen podziwu dla jej pracowitosci.

                        Moje IT to przy tym spacerek...

                        > Naucz się czytać ze zrozumieniem, z racji tego, że na medyczne się nie nadaję, to wybrałem rozwiązanie ŻYCIOWE, PRAKTYCZNE.

                        Ale ja Ci nie zabraniam. Nie rozumiesz. Ja postuluje zeby ktos kto chce zyciowe, praktyczne, tu i teraz, bez nauki, bez przesiadywania w bibliotekach, gotowe rozwiazanie na talerzu - zeby taki ktos szedl do szkoly policealnej/zawodowki/technikum. KROPKA

                        Natomiast jesli ktos chce cos wiecej to niech idzie na uniwersytet/politechnike. KROPKA

                        Ty natomiast postulujesz zeby wszystkie uniwersytety zjechaly w dol do Twojego (dosc niskiego, sadzac po poprzednim poscie) poziomu, zeby bron boze zadna szkola nie wypuszczala lepiej od Ciebie wyksztalconych magistrow - zebys bron boze w towarzystwie nie wyszedl na glupka.

                        Uwaga na marginesie: nie, nie uwazam absolwentow zawodowek za glupkow. Za glupkow uwazam ludzi ktorzy musieli komus zaplacic zeby sie przeslizgac przez studia - i mimo wszystko te studia (po co?!) robili.

                        Wszystkie certyfikaty jakie podajesz to swietna ilustracja: to sa CERTYFIKATY ZAWODOWE a nie tytuly naukowe. Po zaswiadczenie o zdolnosci do wykonywania zawodu idzie sie do zawodowki nie na uniwersytet!!!

                        Moze zaczniemy z urzedu dawac doktorat kazdemu kto ma uprawnienia do pracy z pradem ponad 1KV? Do tego sprowadza sie Twoja argumentacja.

                        Chcesz szybko i latwo: do tego sa zawodowki. Nie wymagaj ze uniwersytety zniza sie do Twojego poziomu!!!

                        Natomiast co do zastosowan calek to naprawde, trzeba byc wybitnym tumanem zeby nie wiedziec do czego sa uzywane... Co cos strasznego ze ktos z takim absolutnym brakiem podstawowej wiedzy probuje sie wypowiadac na temat nauki...
                        • Gość: twarozek Re: Jestes w bledzie - co do zasady... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.10, 17:05
                          Tylko kretyni porównują certyfikat zawodowy (cieśla) do międzynarodowych certyfikatów dot. szerokopojętych finansów. Ten mój "certyfikat zawodowy" jest udokumentowaniem biegłej znajomości kilkunastu rodzajów zagadnień, które to trzeba zaliczyć w języku obcym. Dodam, zagadnień wkraczających przede wszystkim na obszar ekonomii, matematyki, gier i ryzyka, metod aktuarialnych, zresztą nie będę się spisywał.
                          To Ty pokazujesz swój poziom starając się wmówić, że inteligentny to ten, kto zaliczył studia dzienne, i przesiadywał w bibliotece - rozumiem, że ja jestem tępy bo wolałem ten czas przeznaczyć na samodzielne poznawanie poszczególnych zagadnień mnie interesujących oraz na naukę w stopniu u-i dwóch języków obcych, których to na pewno nie nauczyłbym się na tych wspaniałych studiach dziennych ?
                          Po raz kolejny powtarzam, do czego komu na rynku potrzebny inwalida, który w wieku 25 lat nic nie potrafi, poza wyciągnięciem ściągi, na której przeszedł studia dzienne ?
                          Pisząc o tych wszystkich zaletach studiów dziennych, wyłania mi się obraz okularnika we flanelowej koszuli - c`est vrai ? Uważasz, że jesteś wyjątkowy, że przeszedłeś studia IT ? Właśnie nie jesteś wyjątkowy, skoro musiałeś do tego używać biblioteki :), geniusz obejdzie się bez :) A zarazem daj innym żyć jak chcą, nie każdy chce 5 lat przesiedzieć w bibliotece, żeby potem flanelowiec wyniósł go na forum na piedestał, daj ludziom korzystać z życia, podróżować z plecakiem, takie coś poszerza horyzonty, a nie idiotyczne wzory (które nota bene musiałem swego czasu umieć, a których kompletnie nie używam w pracy zawodowej). Wdech, wydech brachu, skąd w Tobie tyle zawiści i jadu :)
                          Aha, wielu absolwentów studiów dziennych z mojej uczelni to ci, z których tak się naigrywujesz - lemingi CHF. Tacy mądrzy a tacy głupi i podatni na reklamy :))) Skąd ta dziwna zależność, że ci yntelygentny popełniają takie błędy (dotyczące wielu dziedzin życia, nie tylko kredytów), czyżby za dużo teorii a za mało praktyki... ?
                          • kretynofil Czego chcesz, kretynie?! 25.10.10, 21:50
                            > Tylko kretyni porównują certyfikat zawodowy (cieśla) do międzynarodowych certyfikatów dot. szerokopojętych finansów.

                            A czym sie rozni jedno od drugiego? Tym ze Ty masz jedno z nich i gleboka potrzebe poczucia sie lepszym od ciesli?

                            Nie ma nic zlego w byciu wyrobnikiem - dopoki sie jest zadowolonym z tego co sie robi i nie probuje sie ponizac innych. Poniewaz z czegos Ci wyszlo ze Twoj papierek jest wiecej wart niz papierek glazurnika - to zjebalem Cie z tej samej perspetkywy.

                            Zapieniles sie, synu, jak typowy zakompleksiony burak z pretensjami. Zapieniles sie, kiedy Twoje wlasne slowa wrocily skierowane do Ciebie. Przesmieszne ;)

                            I tyle, synus, i tyle...
                      • Gość: hrhr Twarozek - ty serio z ta calka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.10, 11:06
                        Czy Twoj przykład z całką jest pisany na serio?

                        Piszesz, że masz aktuariat, więc z tej matmy co nieco kumać musisz. I jeśli naprawdę dyskredytujesz teraz ważność teorii matematycznych - to tak jak napisał kretynofil, średnie wykształcenie techniczne jest dla Ciebie wystarczające.

                        W dupach się poprzewracało od szerokiego dostępu do wyższej edukacji. Magister to stopień naukowy, trzeba o tym pamiętać. Jesteś idealnym przykladem błedu systemowego, jeśli nie zrozumiałeś z tej matematyki niczego - co potwierdzają teraz Twoje słowa. Ewentualnie była to podpucha i jesteś zwykłym trolem - w obu przypadkach krzyż na drogę i wypad.
                        • Gość: Kagan Czym jest matematyka? IP: 193.136.157.* 26.10.10, 12:55
                          Quotations from The Principia Mathematica, a three-volume work on the foundations of mathematics, written by Alfred North Whitehead and Bertrand Russell and published in 1910, 1912, and 1913. In 1927 it appeared in a second edition with an important Introduction To the Second Edition, an Appendix A that replaced *9 and an all-new Appendix C:
                          "From this proposition it will follow, when arithmetical addition has been defined, that 1+1=2." – Volume I, 1st edition, page 379 (page 362 in 2nd edition; page 360 in abridged version).
                          *54.43: From this proposition it will follow, ... that 1+1=2. The proof is actually completed in Volume II, 1st edition, page 86, accompanied by the comment, "The above proposition is occasionally useful."
                          en.wikipedia.org/wiki/Principia_Mathematica
                          • Gość: hrhr Re: Czym jest matematyka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.10, 13:23
                            Tak, dobrze zrozumiałeś, matematyka to logiczne dowodzenie postawionej tezy, za pomocą przyjętych założeń.

                            I twój przykład wyjęty z kontekstu niczego tu nie zmienia. Zakładam, że wybrałeś go, by ośmieszyć matematykę. Typowe dla populistów, rzucić jednym przykładem wyjętym z kontekstu i nie mającym żadnego znaczenia.

                            Już się kagan wystarczająco skompromitowałeś w tym temacie, nie róbuj bardziej.

                            Poza tym, mowa była o całkach, więc jeśli poza nic nie wnoszącymi przykładami nie masz nic więcej do powiedzenia - zamilcz.
                            • Gość: Kagan Re: Czym jest matematyka? IP: 193.136.157.* 26.10.10, 13:55
                              NIE! Matematyka to sztuczny jezyk, albo lepiej: przesadnie sformalizowana i niepotrzebnie a nadmiernie skomplikowana metoda dowodzenia oczywistych prawd, np. ze 1+1=2.
                              Nie popisuj sie tez swym brakiem umiejetnosci prowadzenia kulturalnej dyskusji.
                              Zas calka to po prostu taka sobie nieco bardziej skomplikowna suma. Nawet znak calki pochodzi od litery S. A ze caly kalkulus pochodzi od dzielenia przez zero (ukrytego za roznymi limesami, ale wciaz tam jednak siedzacego), to ma on mocno wapliwe fundamenty, choc jest przydatny w mechanice klasycznej (ale nie sprawdza sie juz w skali jadara atomu czy tez kwarkow).
                              Szalom!
                              lech.keller@gmail.com
                              • Gość: hrhr Re: Czym jest matematyka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.10, 14:14
                                Tak jak pisałem, operujesz na niewielkich wycinkach całego zbioru, coby tylko jeszcze bardziej pokazać że masz rację. "Oczywiste prawdy"? Uogólniasz na podstawie jednego przykladu, który w dodatku nie ma najmniejszego sensu jako wyjęty z kontekstu całej książki. To właśnie typowe dla populistów.

                                Kulturą dyskusji wykazałeś się w tym temacie już za bardzo. Teraz jeszcze do tego doszło powtarzanie zbutwiałych tez za jakimś radykałem antymatematycznym. Objawione prawdy o fizyce kwantowej były już wiadome dawno temu, teraz warto czytać aktualne artykuły z analizy stochastycznej czy teorii optymalizacji, czy cokolwiek. Ale z kim ja rozmawiam, przecież wciąż tkwimy na poziomie całki, której symbol pochodzi od litery S, a wszystko siedzi w worku przesadnego sformalizowania.

                                "oczywiste prawdy" - hahaha.

                                Bez odbioru, zajmij się tym, w czym jesteś dobry. Na matematyce nie bardzo się znasz.
                                • Gość: Kagan Re: Czym jest matematyka? IP: 193.136.157.* 26.10.10, 14:23
                                  1. Uzylem konkluzji z jednego z najwybitniejszych dziel XX-wiecznej matematyki.
                                  2. Nie ma wedlug ciebie sensu, ze 1+1=2? To ile jest wiec wedlug ciebie 1+1? W systemie dziesietnym, oczywiscie...
                                  3. Czy to ja obrazam mych adwersarzy? To mnie sie tu wymysla od kretynow czy oszolomow i nieudacznikow...
                                  4. Ty tylko myslisz, ze sie znasz na matematyce. Zrozum, ze matematyka to jest jak religia. Jesli nie uwierzysz w te niematerialne, bezwymiarowe punkty i w zero, ktore w kalkulusie raz jest, a raz go nie ma czy tez w zbiory "nieskonczone", to zostajesz wyklety przez kaplanow tej religii, zwanej matematyka...
                                  Szalom
                                  lech.keller@gmail.com
                • zmienna_elfka Re: Powtarzam: Twoje miejsce jest w zawodowce... 25.10.10, 12:03
                  Nie zgdazam się z Tobą - jestem dokładnym zaprzeczeniem Twoich słów :P Swego czasu z jednych studiów (po 3 latach) przeniosłam się na inny tryb i jakoś na jednych i drugich można dać sobie radę. Owszem studia niestacjonarne są może i odrobinę łatwiejsze - jednak tutaj student znacznie więcej nadrabia poza zajęciami. W końcu materiał do dziennych jest zbliżony a liczba godzin znacznie mniejsza. Natomiast będąc na państwowej uczelni, na studiach stacjonarnych zapewniam Cię, że ani razu nie udałam się 'studiować' do biblioteki :))
                  • kretynofil Jesli ktos teorii zrozumiec nie moze i musi ja... 25.10.10, 12:31
                    ...zakuc - to naprawde wyjasnienie jest proste. Ten ktos nie ma predyspozycji do pracy naukowej i jego obecnosc na uczelni jest niepozadana dla wszystkich zainteresowanych:
                    - student sie meczy zakuwajac, traci czas na zbyt trudna prace, wyniesionej wiedzy nie wykorzysta,
                    - podatnicy placa za cos co zupelnie nie ma sensu - bo koszt wyksztalcenia studenta sie nie zwroci,
                    - uczelnia uzera sie ze studentem dla ktorego material jest zbyt trudny.

                    Po co? Wszyscy traca bo ktos chce miec papierek? To nie prosciej zeby poszedl do zawodowki, tam nauczyl sie tego co zrozumie, co przyda mu sie od razu i od razu zacznie zwracac w podatkach to co w niego zainwestowano?

                    Powszechna edukacja wyzsza (taka jak w PL) to marnowanie pieniedzy. Tak samo: mozna wegiel wozic ferrari (no co, mozna) - ale czy warto? Czy komukolwiek sie to oplaca?
                • Gość: taka sobie Stereotypy IP: *.chello.pl 25.10.10, 22:40
                  Moja profesorka (pracujący i tu i tu) powiedziała mi kiedyś, że pomiędzy dobrymi studentami od nas (prywatna- czemu sporo studentów ją wybrało pisałam w osobnym komentarzu) i studentami uniwerku nie ma żadnej różnicy- różnica jest na poziomie tych najgorszych. I to jest fakt. Ale oczywiście wszyscy inni zawsze wiedzą lepiej... Zieeew
                  Prawda jest taka, że kto jest lepszy zweryfikuje życie, a nie wypowiedź na forum :)
              • Gość: Kagan Re: Pieknie, pieknie... IP: 193.136.157.* 25.10.10, 12:18
                Powiedzmy sobie wyraznie, ze obecne status quo na polskich wyzszych uczelniach oznacza zwykle kumoterstwo, tzw. prorodzinna polityke zatrudniania na wyzszych uczelniach (czytaj: polityke zatrudniania potomstwa profesorow), wsobny wychow pracownikow naukowych (od magistra do rektora na tej samej uczelni) oraz zamkniecie sie na swiat, w tym nieuznawanie w Polsce dyplomow z najlepszych swiatowych wyzszych uczelni.

                Stad wiec jedyna rada jest pozbycie sie tego balastu w postaci PRLowskich profesorow poprzez nastepujace reformy:
                1. Zlikwidować wreszcie te dożywotnie, belwederskie profesury (przeżytek feudalno-PRLowski, który powoduje, iż nie można się pozbyć profesora, którego wiedza dawno temu się zdeaktualizowała).
                2. Zlikwidować habilitacje, jako kolejny feudalno-PRLowski przeżytek, uniemożliwiający awans prawdziwym naukowcom, a jednocześnie zweryfikować doktoraty i podwyższyć wymogi ich uzyskiwania.
                3. Nie uznawać dyplomów z podejrzanych uczelni (np. ze Słowacji), choćby były one unijne, a natomiast uznawać dyplomy czołowych uczelni świata, niezależnie od kraju, w którym zostały one uzyskane.
                4. Wprowadzić uczciwe, otwarte konkursy na stanowiska od asystenta do profesora, w których jury składało by się z cudzoziemców, wylosowanych przez komputer z puli ekspertów (na to musza się znaleźć fundusze).
                5. Wprowadzić w Polsce, jako obowiazujace prawo, Europejska Kartę Naukowca oraz Kodeks Postępowania przy Rekrutacji Pracowników Naukowych:
                64.233.183.132/search?q=cache:lXz9qRRQ4OUJ:europa.eu/eracareers/pdf/kina21620b8c_pl.pdf+karta+naukowca&hl=pl&ct=clnk&cd=1&gl=pl
                6. Zlikwidować autonomie uczelni państwowych - są one finansowane przez podatników, i przed podatnikami muszą wiec one odpowiadać.
                7. Wprowadzić wreszcie ograniczenia w wieloetatowości pracownikow naukowych.
                8. Zlikwidować PAN (dyrekcję, nie instytuty, które powinny być połączone z uczelniami wyższymi).
                9. Zamiast rozpraszać fundusze na finansowanie małych laboratoriów, nalezy przeznaczyć je na udział Polski w takich instytucjach międzynarodowych jak CERN czy ESA.
                10. Przestać gadać o reformie, a zacząć ją wreszcie wdrażać! W przeciwnym wypadku, takie uczelnie jak PWr, UWr, UPWr nadal pętać sie będą na koncu tabeli, gdzies w piątym tysiącu rankingu światowych uczelni.

                lech.keller@gmail.com
          • mpp29 Re: Pieknie, pieknie... 25.10.10, 11:54
            Kretynofil - skonczylem i panstwowa uczelnie (pracy po niej szczerze mowiac nie chce mi sie szukac - choc kierunek ciekawy i zapotrzebowanie jest) i prywatna szkole "dansu i lansu" jak to nazywasz (po ktorej pracuje na fajnym stanowisku, robie to co lubie, w zawodzie i nikt mi niekompetencji dotad nie zarzucil) ;) na konsultacje chadzalem i tu i tu - z checi zadania pytan celem potwierdzenia lub zanegowania tez moich zrodzonych z dociekliwosci osobistej, nigdy celem "wez mi pan doradz bo mam problem sam ze soba".
            I w czym jest roznica - szkola panstwowa dala mi wiedze teoretyczna, dokladna, acz tylko teoretyczna. Do preparatow dopuszczano mnie okazjonalnie i na krotko, z racji ilosci chetnych do owego. Szkola prywatna - mniej teorii, duzo praktyki + "tutaj sa pieniadze, schylcie sie a beda wasze" - czyli cala seria porad z zycia wzietych. I owszem - mozna placic i konczyc, ale mozna tez "Studiowac" w szkole prywatnej. Zaleznie od podejscia "kandydata" na magistra;)
            Co do poziomu nauki - jak ktos chce to i bez uczelni osiagnie poziom wiedzy odpowiedni, jak ktos nie chce - to czy na prywatnej, czy na panstwowej wiedzy do glowy lopata mu nie naklada. I nie mieszaj prosze owczego pedu do zdobycia "papierka" z prawdziwa checia zdobycia wiedzy (choc stawiam, ze proporcje wynosza 80-20).

            Z pozdrowieniami,
            mpp
            • kretynofil Proporcja 80-20 wystarcza zeby generalizowac... 25.10.10, 12:26
              I tak, oczywiscie, na kazdych studiach jest odpowiednik StaroCerkiewnoSlowianskiego (wygooglaj sobie) - czyli jakis koszmarny bzdet na ktorym wiekszosc studentow sie wyklada, bzdet do ktorego nigdy sie nie wraca i ktory kompletnie marnuje czas wykladowcow i studentow.

              Mozna tak samo wskazac tumanow na dziennych/panstwowych i geniuszy w prywatnych szkolkach.

              Mozna podac cala mase przykladow absolwentow renomowanych uczelni w Biedronce i "udacznikow" ze szkolek gotowania na gazie.

              Nie zmienia to faktu ze co do zasady (co potwierdzasz podajac proporcje) ja mam racje. Czytam te bzdety o profesorskich konsultacjach - jesli ktos mowi ze wiedze zglebial na konsultacjach to wiem ze klamie - bo albo poszedl na ploty albo po liste lektur z ktorych potem zasiegnal wiedze.

              Nie da sie w trakcie 30 godzin wykladow nawet pobieznie opisac calego tematu. Jesli ktos tego oczekuje - to znaczy ze dla niego jest liceum ogolnooglupiajace ze swoim "kopac row od tego miejsca do drugiej po poludniu" ;)

              A co do Twoich sukcesow zawodowych - raz ze moze to byc odstajaca obserwacja a dwa ze nie bierzesz pod uwage "gimnastyki umyslowej" ktora zaserwowano Ci na uczelni. Pamietaj ze nie zawsze sam "content" jest wazny, czasami znacznie bardziej przydaje sie "droga do niego"...
              • Gość: bdbasdsbs1 Re: Proporcja 80-20 wystarcza zeby generalizowac. IP: *.dip.t-dialin.net 25.10.10, 13:05
                jestes jedyny, ktory tu wspomnial o braku ksztalcenia zawodowego w Polsce. No, jezeli z uczelniami jest tak zle, jak tu wielu pisze, to moge dodac do tego, ze mit polskiego hydraulika (ogolnie: fachowca) jest wlasnie.. mitem. Zadko kiedy ktos na poziomie wyksztalcenia zawodowego potrafi cos zrobic faktycznie dobrze. Z podanych tu opisow wnioskuje, ze "za to" macie "swietnych" maturzystow i doktorow.. To ci, co nie ukonczyli zawodowek.. :D
          • Gość: Mark Re: Pieknie, pieknie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 14:31
            > Ostatni bastion na drodze do przeksztalcenia Polski w Meksyk Europy - pokonany.
            >
            > Juz piec lat temu (czy ile), kiedy uchwalono wyplate stypendiow w prywatnych sz
            > kolkach dansu i lansu, bylo wiadomo ze chodzi o wykonczenie panstwowej (dobrej)
            > edukacji. By zylo sie lepiej, bo durnym spoleczenstwem latwiej manipulowac.

            Niestety, ale dobra edukacja państwa to oksymoron. Nie bez powodu większość najlepszych uczelni na świecie to uczelnie prywatne! W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, ze uczelnie państwowe mają większy poziom niż prywatne, ale to powoli przestaje być prawda. Powstają w Polsce uczelnie prywatne, które przestają iść w ilość, a zaczynają w jakość, gdyż tylko to pozwala im utrzymać się na rynku. Na uczelniach państwowych jest natomiast tendencja zupełnie odwrotna i idą one zupełnie w ilość, bijąc pod tym względem najbardziej „lajtowe” uczelnie prywatne, a czynią to w najbardziej perfidny sposób, przez rozmienianie na drobne dawnej renomy uczelni, wypracowanej przez poprzednie pokolenia kadry naukowej (vide UJ).

            Prawda jest taka, że za dobry produkt musisz dobrze zapłacić. Na „bezpłatnych” studiach państwowych od lat panuje swoista urawniłowka, gdyż uczelnie państwowe dostają pieniądze z budżetu państwa, a budżet płaci od sztuki! Wiadomo, że poziom musi być nie najwyższy, aby jak najwięcej tych sztuk utrzymać. Ponadto student na państwowej uczelni nie jest żadnym partnerem dla wykładowcy, gdyż jego „pracodawcą” jest uczelnia, czyli państwo, a nie student. Zupełnie inaczej zaczyna być w szkołach prywatnych i tam, o dziwo, wykładowcy zaczynają się starać (oczywiście tylko w tych szkołach, które stawiają na jakość).
            • kretynofil W teorii - pieknie ;) 25.10.10, 14:51
              Jak to zwykle z neoliberalnym belkotem bywa: w teorii, "na chlopski rozum" - to masz racje.

              Szkoda tylko ze nie ma to zadnego odzwierciedlenia w rzeczywistosci - ale jak to neoliberaly (i inne zyjace z gloszenia dogmatow szamany) mawiaja "jesli fakty sa przeciwko teorii to tym gorzej dla faktow" :)

              Zyjcie sobie urojeniami o ambitnych studentach ktorzy beda placic i wymagac zeby psor ich uwalil jak zapija i sie nie naucza. Ja wole zyc w swiecie nieco bardziej rzeczywistym...
              • Gość: Mark Re: W teorii - pieknie ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 15:10
                > Szkoda tylko ze nie ma to zadnego odzwierciedlenia w rzeczywistosci - ale jak t
                > o neoliberaly (i inne zyjace z gloszenia dogmatow szamany) mawiaja "jesli fakty
                > sa przeciwko teorii to tym gorzej dla faktow" :)

                To raczej z wami socjalistami tak jest, ze "jesli fakty sa przeciwko teorii to tym gorzej dla faktow", a ponadto sami produkujecie problemy nie znane w innych niz socjalizm systemach. Popatrz na najlepsze uniwerki na swiecie. Zdecydowana wieszkosc z nich to uniwersytety prywatne, a za nauke na tych pozostalych, ktore sa panstwowe, tez trzeba slono placic i jakos tam nikt nie narzeka na poziom nauczynia. Wrecz przeciwnie.

                > Zyjcie sobie urojeniami o ambitnych studentach ktorzy beda placic i wymagac zeb
                > y psor ich uwalil jak zapija i sie nie naucza. Ja wole zyc w swiecie nieco bard
                > ziej rzeczywistym...

                A o stypendiach towarzysz slyszal? Caly akademicki swiat jedzie na odplatnej nauce i wspieranej przez stypendia. Tylko w Polsce wywaza sie otwarte drzwi tworzac mit bezplatnej nauki na poziomie wyzszym.
                >