Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych

IP: *.mech.pk.edu.pl 25.10.10, 08:26
lepiej zlikwidowac w ogóle studia zaoczne,
a dalej obciąć liczbe studentów na uczelniach o 50 %,
i zabrać sie za poprawienie jakości kształcenia,
jak na razie to wychodzi nam bokiem nowy model kształcenia - licencjat itd.
    • Gość: studenciak Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.gemini.net.pl 25.10.10, 08:31
      Co sie porobilo na tym swiecie. Za niedługo będziemy płacić za powietrze wdychane na uczelni. Mogę płacić nawet 10 tys. zlotych za semestr jezeli beda mi gwarantowali ze znajde dobrze platna prace po tym kierunku, albo nie będę miał problemów z otwarciem firmy i wykorzystania technik poznanych na uczelni!!!! Powinny byc jakieś kontrakty między przyszłym pracodawcą, a studentem !!!
      • Gość: sdf Państwowe uczelnie są jak państwowe przychodnie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.10, 09:09
        Wybierz dobre studia na dobrej uczelni, to robota będzie. Naturalnie nie mam na myśli uczelni typu UJ czy AGH. Te molochy stwarzają pozory wysokiego poziomu nauczania poprzez stosowanie absurdalnych pytań na egzaminach czy np. niezaliczanie przedmiotu z powodu 1 nieobecności (vide słynne laborki AGH - nie przyjdziesz raz, musisz odrobić z inną grupą, niestety w innych grupach nie ma wolnych miejsc, więc jak nie pójdziesz na żebry do prowadzącego, to masz zawalony semestr).

        Studiowałem 1 kierunek na uczelni państwowej, a drugi na prywatnej. Państwowe uczelnie to szajs. Najweselej jest gdy spotkasz tego samego profesora na obu uczelniach - w państwowej gość nieosiągalny, konsultacje raz w tygodniu 60 minut (podczas których psora i tak nie ma). Na prywatnej - ten sam profesor potrafi być punktualny, odpisywać rzeczowo na maile, niekiedy nawet daje studentom swój numer komórkowy...

        Nauczcie się wreszcie ludzie, że jak zdawalność egzaminu wynosi 10%, to nie świadczy to o wysokim poziomie nauczania, tylko zupełnie odwrotnie...
        • kretynofil Pieknie, pieknie... 25.10.10, 10:04
          Ostatni bastion na drodze do przeksztalcenia Polski w Meksyk Europy - pokonany.

          Juz piec lat temu (czy ile), kiedy uchwalono wyplate stypendiow w prywatnych szkolkach dansu i lansu, bylo wiadomo ze chodzi o wykonczenie panstwowej (dobrej) edukacji. By zylo sie lepiej, bo durnym spoleczenstwem latwiej manipulowac.

          I jeszcze jedno, do "studentow" prywatnych szkolek gotowania na gazie: dostepnosc profesora na konsultacjach to kretynski argument. Studia tym sie roznia od podstawowki, kretyni ostatni, ze sie STUDIUJE SAMEMU. Jesli ktos potrzebuje dostepu do nauczyciela ktory wytlumaczy takiemu analfabecie o co chodzilo na wykladzie - to powinien zakonczyc edukacje w szkole zawodowej.

          To samo dotyczy ludzi ktorzy domagaja sie wykladania "praktycznych" umiejetnosci - od tego sa zawodowki (rowniez zlikwidowane, dzieki naszym swiatlym elitom rzadzacym). Radze rzucic okiem na to jakie technologie/oprogramowanie liczyly sie 10 lat temu a jakie licza sie dzisiaj...
          • Gość: sk Re: Pieknie, pieknie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.10, 10:30
            Racja!!!
            • Gość: dr q Re: Pieknie, pieknie... IP: *.billbird.pl 25.10.10, 10:44
              Wielki naukowcu wyjedz zagranice na prestizowa Uczelnie i zobacz jak wyglada "studiowanie".
              Niestety wyklady na AGHu i UJ w wiekoszsci wygladaja tak samo - czytanie slajdow... wiec zgadzam sie po co chodzic na zajecia jak mozna samemu wykuc, zdac, zapomniec.

              Sa Uczelnie prywatne na wyzszym poziomie niz panstwowe... poza tym jak Uczelnia prywatna moze byc gorsza niz panstwowa skoro 90% kadry prowadzi zajecia na panstwowych?

              Dydaktyka jest lepsza na prywatnych. Badania na panstowych. Skoro studia to w wiekszosci dydaktyka to wniosek jest prosty.
              • Gość: greg0,75 Re: Pieknie, pieknie... IP: *.ceramika.agh.edu.pl 25.10.10, 10:55
                ???
                Slajdów nie da się "czytać" - slajdy do prezentacji nie mają tekstu w formie ciągłej...
                • Gość: szczur Re: Pieknie, pieknie... IP: *.zax.pl 25.10.10, 13:24
                  O, widze kolega z rodzinnego wydzialu. Slajdy DA sie czytac, i to czesto gesto zdarzalo sie u nas. Oj, chyba ze nie chodzimy na wyklady kolego?
                  • Gość: greg0,75 Re: Pieknie, pieknie... IP: *.ceramika.agh.edu.pl 25.10.10, 13:41
                    chodzimy, chodzimy - inaczej studenci by się poobrazali...
              • Gość: andziana Re: Pieknie, pieknie... IP: *.ghnet.pl 25.10.10, 11:10
                bys sie zdziwil/a, zapraszam serdecznie a wyklady na uj - czyta slajdow wlasnie
                • Gość: miś Mam pracowników studiujacych zaocznie na UJ, to IP: 46.112.157.* 25.10.10, 11:20
                  jakaś porażka. Egzaminy w środku tygodnia, praktyki tygodniowe... To maja być studia zaoczne?
                  Jakby nie moja dobra wola, to studenci nie mieliby szans skończyć tych studiów.
                  Nie dziwie się, że idą do prywatnych, które takich problemów nie robią.
                  Komuna tam siedzi.
              • kosmiczny_swir Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? 25.10.10, 11:12
                Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? Na świecie są uniwersytety i uniwersystety techniczne. Uniwersystet nie ma być fabryka magistrów. Uniwersystet ma być placówką naukową, której rolą jest poszerzanie granic wiedzy i tworzenie nowych technologii w przypadku uniwersytetów technicznych. Kształcenie studentów jest niejako elementem tego procesu, bo żeby ci studenci mogli później pracować w działach R&D i na uniwersytetach, muszą nauczyć się prowadzić badnia i prace rozwojowe. Do pracy w dziale utrzymania ruchu, zaopatrzenia czy bycia przedstawicielem handlowym zupełnie niepotrzbny jest dyplom wyższej uczelni. To są dziwne i niespotykane w cywilizowanym świecie wymagania polskich pracodawców.

                Dwa, na polskich uczleniach nie ma learning by doing, bo po prostu jest za dużo studentów. Dwa, nie ma pracy zespołowej, co jest później bardzo problematyczne, bo w żadnym dziale R&D nie pracuje się na żadnym projektem samemu. Po trzecie, polskie uczlenie nie prowadzą badań a odtwórczo uczą tego, co odkrył lub zaprojektował ktoś inny. Podsumowując, polskie uczelnie źle uczą (nie wszystkie, ale większość uczy źle) i źle prowadzą badania (też nie wszystkie, ale większość robi to źle)
                • Gość: dfggdfhfgh Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 11:27
                  Po trzecie, polskie uczlenie nie prowadzą badań a odtwórczo uczą tego, co odkrył lub zaprojektował ktoś inny.

                  Bzdura. Na uczelniach technicznych student może uczestniczyć w badaniach w czasie studiów (wystarczy, że chce). A robiąc dyplom - sam musi badania prowadzić (przy pomocy merytorycznej promotora).
                  • Gość: Kagan Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 12:22
                    Jakie badania? Gdzie sa te Noble dla polskich naukowcow, gdzie sa te patenty (mowa o zagranicznych, np. w USA) i gdzie jest dzis oryginalna polska mysl techniczna?
                    • Gość: dfggdfhfgh Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 13:38
                      Jakie badania? Gdzie sa te Noble dla polskich naukowcow, gdzie sa te patenty (mowa o zagranicznych, np. w USA) i gdzie jest dzis oryginalna polska mysl techniczna?

                      mam wymienić wszystkie patenty czy jak? google nie masz???? przykład pierwszy z brzegu:

                      "Opatrunek ze zmodyfikowanego genetycznie lnu, opracowany przez zespół z Instytutu Biochemii i Biologii Molekularnej Uniwersytetu Wrocławskiego pod kierunkiem prof. Jana Szopy-Skórkowskiego, okazał się zbawienny dla pacjentów borykających się z przewlekłymi owrzodzeniami pochodzenia żylnego czy odleżynami.
                      „Ten opatrunek jest rezultatem naszych 10-letnich badań nad modyfikacją lnu – mówi prof. Jan Szopa-Skórkowski. – Całość odkrycia zawiera trzy patenty (na olej, emulsje, ekstrakt), cztery technologie: tworzenia tkaniny, emulsji, ekstraktu, oleju oraz technologię leczenia”."

                      1. nie masz zielonego pojęcia jak wiele prac badawczych prowadzi się na polskich uczelniach państwowych.
                      2. nie masz zielonego pojęcia w jak wielu kierunkach może pójść proces badawczy i jak trudno (ze względu na czas i pieniądze) sprawdzić wszystkie ścieżki wychodzące od jednego tylko problemu.
                      3. nie masz zielonego pojęcia o tym, że przełomowość odkrycia bywa dziełem przypadku, błędu. że na potwierdzenie przełomowości czeka się kilkanaście/kilkadziesiąt lat (na Nobla wielu czekało cholernie długo).
                      4. nie masz zielonego pojęcia jak wiele osób (kilkadziesiąt kilkaset) pracuje "pod i przy" 2-3 osobach, które tego Nobla dostają. jak wiele osób sprawdza wszystkie ścieżki wychodzące od głównego problemu i je eliminuje jako "ślepe".
                      5. Żaden kraj który nie wyda milionów dolców na badania - nie ma szans na dostanie Nobla.

                      Będą pieniądze - będzie WIĘCEJ badań. Przykład:

                      Dolnośląski Park Innowacji i Biznesu
                      Partnerami projektu utworzenia Dolnośląskiego Parku Innowacji i Biznesu są m.in.: Politechnika Wrocławska, Wrocławska Agencja Rozwoju Regionalnego S.A., Coventry University Enterprise, Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej S.A., Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji.

                      Jego powstanie będzie współfinansowane ze środków unijnych, w tym 7. Programu Ramowego.

                      W ramach parku powstanie zespół laboratoriów i biur wynajmowanych na preferencyjnych warunkach (szansa na zastosowanie innowacyjnych rozwiązań w biznesie). Park będzie pośredniczył w sprzedaży opracowanych w nim technologii.


                      źródło:mobi.wroclaw.pl/artykul-dolnoslaski_park_innowacji_i_biznesu-20071102162208.html
                      • Gość: Kagan Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 14:02
                        Konkretnie:
                        1. Ile nagrod Nobla z dziedzin naukowych dostali polscy naukowcy w latach 1990-2010?
                        2. Ile patentow w USA zarejestrowali Polacy z Polski w owych latach?
                        3. Jeden przyklad niczego nie dowodzi.
                        4. Atakujesz mnie ad personam, na dodatek anonimowo.
                        5. Chesz tylko wyludzic wiecej pieniedzy od polskich i unijnych podatnikow.
                        6. Jakie miejsce w swiatowych rankinach zajmuje Uniwersytet Wrocławski?
                        lech.keller@gmail.com
                        • Gość: dfggdfhfgh Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 15:31
                          1. Ile nagrod Nobla z dziedzin naukowych dostali polscy naukowcy w latach 1990-2010?

                          a ilu było naukowców innej nacji niż amerykańskiej, rosyjskiej, japońskiej? i od czego to zależy? czy przypadkiem nie od FINANSOWANIA badań???

                          2. Ile patentow w USA zarejestrowali Polacy z Polski w owych latach?

                          przepraszam, ale skąd ja mam to wiedzieć? pracuję w urzędzie patentowym? równie dobrze mogę spytać - a ile patentów zarejestrowali Francuzi i Niemcy?

                          3. Jeden przyklad niczego nie dowodzi.

                          użyj google, a znajdziesz więcej.

                          4. Atakujesz mnie ad personam, na dodatek anonimowo.

                          wybacz, ale stwierdzenie "nie masz zielonego pojęcia" to nie jest atak ad personam.
                          anonimowo? a jaką mam gwarancję, że Twój mail cokolwiek o Tobie mówi? mam podać zofia.bytkowska@...?

                          5. Chesz tylko wyludzic wiecej pieniedzy od polskich i unijnych podatnikow.

                          to JAK badania naukowe mają być finansowane na uczelniach? aparatura, chemikalia, itd.?

                          6. Jakie miejsce w swiatowych rankinach zajmuje Uniwersytet Wrocławski?

                          chciałbyś żeby Wrocławski miał poziom Ivy League - mając finansowanie x razy mniejsze? :D
                          nie masz zielonego pojęcia ILE kosztuje porządny sprzęt i chemikalia - a chcesz żeby Polacy mieli Nobla z fizyki albo chemii.
                          sorry ale jak dla mnie jesteś ignorantem i nie znasz realiów (i tak - to jest jak najbardziej ad personam).
                          • Gość: Kagan Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:12
                            1. Zero Nobli. Null. Nothing. I nie zwalaj wszystkiego na pieniadze. W USA nie ma np. habilitacji i nostryfikacji ani tez panstwowej profesury.
                            2. Jesli twierdzisz, ze duzo, to musisz miec jakies konkretne dane na poparcie swej tezy.
                            3. To nie ja mam udowodnic twierdzenie, ze polscy uczeni maja duzo patentow, a ty.
                            4. Ja podaje tez swa afiliacje naukowa, A ty czemu sie jej wstydzisz?
                            5. Przez PRZEMYSL i PRYWATNE BANKI, moja Pani, a nie przez podatnikow!
                            6. Akurat dobrze wiem, jako ekonomista, ze aparatura naukowa kosztuje WIELKIE PIENIADZE. Ale czemu maja te zabawki fundowac wam podatnicy, ktorzy dobrze wiedza, ze nic z tego nie dostana z powrotem, gdyz jestescie zwyklymi szarlatanami i wydrwigroszami, a nie naukowcami...
                            7. Potrafisz Wacpani (Wapanna?) tylko anomimowo atakowac ad personam. Musisz byc wiec conajmniej polskim prof. zw. dr hab.
                            Niemniej pozdrawiam!
                            lech.keller@gmail.com, UTAD, Portugalia
                            • Gość: dfggdfhfgh Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 16:43
                              1. Zero Nobli. Null. Nothing. I nie zwalaj wszystkiego na pieniadze. W USA nie ma np. habilitacji i nostryfikacji ani tez panstwowej profesury.

                              dziwne tylko, że Nobla dostają ludzie którzy zjechali z całego świata do Ameryki, żeby prowadzić wielkie badania za wielkie pieniądze.

                              2. Jesli twierdzisz, ze duzo, to musisz miec jakies konkretne dane na poparcie swej tezy.

                              Tak - widziałam to na własne oczy.

                              3. To nie ja mam udowodnic twierdzenie, ze polscy uczeni maja duzo patentow, a ty.

                              Zatem udowodnij mi podając rzetelne źródło, że nie mają patentów.

                              4. Ja podaje tez swa afiliacje naukowa, A ty czemu sie jej wstydzisz?

                              nie wiem czy pan doktor będzie chciał w ogóle gadać ze zwykłym mgr inż.

                              5. Przez PRZEMYSL i PRYWATNE BANKI, moja Pani, a nie przez podatnikow!

                              hola hola - kto tu wymaga żeby PAŃSTWOWE uczelnie za PAŃSTWOWE pieniądze miały światowe wyniki??? jak na sprzęt przeznacza się psie pieniądze, to nikt na tym sprzęcie rodem z prlu (poprzerabianym przez uczelnianą kadrę) nie przeprowadzi kosmicznych badań.

                              a przemysł to sobie sam sponsoruje swoje badania i patenty i wcale do tego uczelni nie potrzebuje.

                              6. Akurat dobrze wiem, jako ekonomista, ze aparatura naukowa kosztuje WIELKIE PIENIADZE. Ale czemu maja te zabawki fundowac wam podatnicy, ktorzy dobrze wiedza, ze nic z tego nie dostana z powrotem, gdyz jestescie zwyklymi szarlatanami i wydrwigroszami, a nie naukowcami...

                              pewnie - niech fundują bełcikowe i stadiony, a polska nauka niech zdechnie.

                              7. Potrafisz Wacpani (Wapanna?) tylko anomimowo atakowac ad personam. Musisz byc wiec conajmniej polskim prof. zw. dr hab.

                              jasne. i Nobla mam.
                              • Gość: Kagan Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:54
                                1. Dostaja je tez uczeni z innych krajow. A w USA nauke finansuje takze sektor prywatny.
                                2. A ja prawie codzienie (poza dniami pochmurnymi) widze na wlasne oczy, jak Slonce krazy wokol Ziemi. Wybacz, ale to zaden argument...
                                3. To ty napislas pierwsza, ze je maja, wiec to ty masz udowodnic swa teze.
                                4. Gadam nawet ze sprzataczkami na mej uczelni.
                                5. Jesli przemysl nie potrzebuje uczelni technicznych, to czemu podatnicy je finansuja?
                                6. Stadiony to igrzyska w celu oglupienia ludu. Bez nich, to wladza mogla by szybko upasc, a bez nauki to szybko nie upadnie.
                                7. To ci akurat nie grozi...
                                • Gość: dfggdfhfgh Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 17:39
                                  1. Dostaja je tez uczeni z innych krajow. A w USA nauke finansuje takze sektor prywatny.

                                  także sektor prywatny, czy przede wszystkim sektor prywatny? studia w stanach są płatne!

                                  3. To ty napislas pierwsza, ze je maja, wiec to ty masz udowodnic swa teze.

                                  Proszę - przykład:
                                  www.youtube.com/watch?v=5u0Z1JL2hWk
                                  I kolejny raz powtarzam, że nie mam pojęcia czy w ogóle istnieje strona ze statystykami ile który naród ma patentów.

                                  4. Gadam nawet ze sprzataczkami na mej uczelni.

                                  są sprzątaczki które mają szersze horyzonty niż ludzie po doktoratach.

                                  5. Jesli przemysl nie potrzebuje uczelni technicznych, to czemu podatnicy je finansuja?

                                  pytasz serio? a po co finansuje się gimnazja i szkoły średnie? po wojnie były tylko podstawówki i źle było? czytać nauczyli, liczyć też. na co komu studia? :sarkazm:
                                  przemysł nie potrzebuje zaawansowanych badań na uczelniach technicznych - bo sam sobie te badania przeprowadzi, ewentualnie kupi, lub poczeka na wygaśnięcie patentu.
                                  a podatnicy je finansują po to, żeby mieć absolwentów, którzy zamiast siedzieć na bezrobociu, będą pracować i/lub dawać nowe miejsca pracy.

                                  7. To ci akurat nie grozi...
                                  Tobie też nie :) Tyle że ja uciekłam do swojego prywatnego biznesu :)
                                  • Gość: Kagan Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 19:05
                                    1. W USA studia sa platne i to slono) tylko na najlepszych wyzszych uczelniach.
                                    2. W USA roznica miedzy sektorem panstwowym a prywatnym jest dosc plynna, np. podatnicy finansuja Pentagon, a ten finansuje z kolei prywatne uniwersytety, aby prowadzily one badania, mogace sie przyczynic do dalszego ulepszenia sytemow zabijania i kaleczenia ludzi.
                                    3. Znow ad personam?
                                    4. Na Zachodzie przemysl finansuje uczelnie, ale to sa prawdziwe uczelnie, a nie szkolki pomaturalne udajace wyzsze uczelnie, jak w Polsce.
                                    5. Mimo ze tak wspaniale jest w polskiej nauce?
                                    • Gość: Krecik Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 21:38
                                      Pozwole sobie sie wtracic.
                                      Odnosnie punktu 1.
                                      > 1. W USA studia sa platne i to slono) tylko na najlepszych wyzszych uczelniach
                                      Prosilbym o nierozpowszechnianie bzdur. Dla zdecydowanej wiekszosci studentow studia sa platne i biorac pod uwage persektywy zarobkowe po studiach oplaty sa znaczne. Czesto absolwenci bardzo miernych szkolek i kierunkow, bez perspektyw na konkretne zarobki koncza studia z poteznymi kredytami na glowie.
                                      • eminey Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? 25.10.10, 22:23
                                        Wybaczcie, ale wtrace sie.

                                        Rozumiem finansowanie kierunkow, ktore maja znaczenie dla polskiej gospodarki - bez ktorej ta funkcjonowac nie moze.
                                        Niewyobrazalne zatem byloby dla mnie, gdyby na lodzie zostawic kierunki inzynierskie, techniczne, medycyne, ... mowiac ogolnie wszystko co zwiazane z nauka.
                                        Mysle, ze nie ulega watpliwosci, ze tutaj powinno wzrosnac finansowanie badan i jednoczesnie spasc placenie za studenta(o ile to ostatnie nie powinno byc zniesione) - i mysle, ze moze to przyniesc wymierne skutki.
                                        Ale wytlumaczcie mi, bo nie rozumiem, bo kiego finansowac wszystkie te kierunki nazwijmy je 'teoretyczne'? Co umie student po turystyce i rekreacji? Do czego nadaje sie politolog? Czy nasza gospodarka stracilaby cokolwiek na tym, ze w danym roku nie stworzonoby dziesiatek tysiecy politologow czy absolwentow marketingu i zarzadzania?
                                        Gdyby uciac im finansowanie mielibysmy znaczne oszczednosci, a nawet bylby zysk, bo ludzie zamiast na sile na studia isc(niektorzy pchaja sie na nie po liceum w ktorym sie dobrze czytac i pisac nie nauczyli) tym samym napedzajac gospodarke. Nie wiem czy w.w jakiekolwiek badania prowadza - ale z tego co wiem nie - wiec strata zadna.

                                        Niestety ale bedzie tylko gorzej.
                                        Przez nas samych nasi uczniowie uwazani sa za swietnych - blad.
                                        Ludzie, ktorzy dzis koncza gimnazjum umieja mniej niz dawniej konczac podstawowke - a rok nauki wiecej - paranoja!
                                        Liceum to byle dobrnac do konca, z matury miec 30% (mniej niz 1/3 - niech zyja neandertalczycy!) i...no trzeba na jakies studia isc. Co tam, ze przez cale zycie nie chcialo sie uczyc, co tam, ze nie przeczytalo sie ani jednej ksiazki do konca - teraz wszyscy ida to isc trzeba. Placi panstwo i rodzice, zeby dac dzieciakom lepszy start. I tak rosnie nam pokolenie magistrow, ktorzy sa analfabetami.

                                        Klamie? Alez nie. Podam przyklad.
                                        Rzecz ma sie na pomorzu zachodnim. Bylem u kuzyna, ten akurat zbieral sie, bo mial jechac na uczelnie zawiezc papiery swoje i kolegi(rekrutacja). W sumie wscibski nie jestem, ale jak zobaczylem, ze ow kolega na zdjeciu maturalnym jest w bluzie postanowilem sprawdzic, kim jest ow przyszly magister. Przezylem szok. Uczen prowincjonalnego liceum mial...5 z wf...i same 2! Dopuszczajacy, dopuszczajacy, dopuszczajacy, dopuszczajacy, dopuszczajacy, dopuszczajacy, dopuszczajacy ... bardzo dobry.
                                        Pierwsza mysl, jaka mi przeszla przez glowe byla taka - ze trzeba przyszlego studenta poinformowac, ze na studiach 2=niezaliczone. Do dzis zachodze w glowe jak przedstawiaja sie jego umiejetnosci pisania i czytania...
                                        Pocieszeniem jest to, ze szedl do prywatnej (dzieki Bogu panstwowe jeszcze tak nisko nie upadly) i pewnie swoje studia skonczy. "Pan magister"...
                                      • Gość: Kagan Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 26.10.10, 13:37
                                        W USA jest sporo publicznych "koledzow", ktore sa de facto darmowe, a ze pracy po nich nie ma, to juz inna sprawa. Praca jest zagwarantowana, i to tez nie zawsze, tylko po skonczeniu uczelni z Ivy League...
                                        Nie moja to wina, ze ktos w USA marnuje pienadze na czesne w marnej uczelni...
                            • Gość: dfggdfhfgh Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 16:48
                              a tak w ogóle to czytałam ostatnio niezły wywiad z panią dr Eris, w którym powiedziała bardzo istotną rzecz - że znaczna część dochodu firmy idzie na badania naukowe, patenty i sprzęt badawczy.
                              olbrzymie pieniądze.
                              takie jakich uczelnia państwowa nie dostanie (na badania) przez 10 lat albo i więcej.
                              • popisuarka Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? 26.10.10, 15:36
                                Znaczy sie ile?
                              • astrum-on-line Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? 28.10.10, 16:08
                                Pani Eris może mogłaby zlecić chemikom na uniwersytecie przeprowadzenie badań ale wie, że warto. Praktyka wygląda tak, że może pani Eris zlituje się nad kilkoma magistrantami, zaprosi ich na tydzień praktyk to chociaż zobaczą jak wygląda laboratorium. A magistranci poproszą, żeby w pierwszym dniu podbiła im, że odbyli praktyki to sobie już wrócą do domu. A jak będą ambitni i będą chcieli coś robić to będą przez tydzień ważyli odczynniki. Bo więcej i tak nie potrafią.
                                • Gość: Kagan Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 28.10.10, 18:43
                                  Pani Eris to ma swych wlasnych chemikow, gdyz ci z polskich "uczelni" to albo by jej wykradli jej sekrety, albo, co jest znacznie bardziej prawdopodobne, zepsuli aparature...
                      • kosmiczny_swir Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą 25.10.10, 14:31
                        Studiowałem i pracowałem na uczelniach w Polsce i za granicą. W Polsce większość uczelni to fabryki magistrów. Twój przykład to bardziej wyjątek niż reguła.

                        W Polsce brakuje wsparcia dla naukowców chcących wdrożyć swoje osiągnięcia w biznes. Pomaga się zagranicznym molochom, takim jak Dell, pomaga się polskim producentom plastikowych misek (staże opłacane przez UP), ale nie poamaga się polskim firmom technologicznym.

                        Wreszcie, model finansowania uczelni jest chory - uczelnie dostają więcej za kształcenie studentów niż w funduszach na badania. Po prostu łatwiej jest przyjąć więcej studentów niż wyszarpać pieniądze na badania. Efet tego jest taki, że mamy po prostu za dużo studentów, dewaluuje się też znaczenie studiów i mamy takie kwiatki, że ludzie po studiach pracują jako przedstawiciele handlowi, chociaż przedstawicielowi nie jestw niczym potrzeby tytuł magistra.
                        • Gość: ssss Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 15:10
                          Oj widzę, towarzyszu kosmiczny, że choć raz zgodzimy się w tej kwestii.

                          Co do fabryki magistrów, w naszym (tj. uczelnianym) świadku, nikt już nie twierdzi, że jest inaczej. Ostatnio Pani Dziekan wezwała mnie na rozmowę i uświadomiła. Jeżeli nadal będziesz wstawiał "niesklasyfikowany" dla studentów I roku (chodziło o studentów, którzy podczas semestru pojawili się raz i nie pisali żadnego kolokwium) to ich nie będzie, a jak nie będzie ich to nie będzie też Ciebie... Oczywiście swojej decyzji nie zmieniłem, a już zacząłem szukać pracy w przemyśle (jestem absolwentem kierunku technicznego).

                          Co do projektów naukowych, jak widzę co dzieje się na uczelniach technicznych i jakie projekty są lansowane jako elitarne i europejskie (bo kasa i partnerzy z UE) to mnie śmiech ogarnia. Wielki, światowy przemysł jedno, a polska nauka drugie. Często student I roku jest bardziej twórczy od niejednego dra. Ale to ten student jest traktowany jak bydło z zasady i to on musi słuchać prawd dyletanta co o przemyśle czytał w gazecie lub w najlepszym wypadku w książce.
                          • Gość: dfggdfhfgh Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 15:36
                            Często student I roku jest bardziej twórczy od niejednego dra. Ale to ten student jest traktowany jak bydło z zasady i to on musi słuchać prawd dyletanta co o przemyśle czytał w gazecie lub w najlepszym wypadku w książce.

                            tak - i student pierwszego roku ma wiedzę co najmniej równą wiedzy niejednego dra i na pewno lepiej zna się na wszystkim.
                            jakim ignorantem i dyletantem trzeba być, by uważać siebie za mądrzejszego mimo że przyswoiło się co najwyżej podstawy danej dziedziny?
                            • Gość: ssss Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 17:31
                              Pamiętaj, że nie wszyscy i nie wszędzie na uczelniach są ludzie z pasją. Czasem lądują tam także ludzie z przypadku - tzw. BMW - bierni, mierni, ale wierni. Wtedy nie trudno o studenta pasjonata (np. takiego, który hobbistycznie robi drugi kierunek), który już na pierwszych laborkach potrafi udowodnić jednemu z drugim, że nic nie umie. Problem nie jest w zdolnym i ambitnym studencie, ale w pracownikach BMW, kolesiach i rodzince oblepiających wiele polskich uczelni. To nie sprzyja poprawie jakości kształcenia.
                            • astrum-on-line Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą 28.10.10, 16:13
                              > jakim ignorantem i dyletantem trzeba być, by uważać siebie za mądrzejszego mimo
                              > że przyswoiło się co najwyżej podstawy danej dziedziny?

                              A jakim trzeba być ignorantem, żeby w 2005 roku wykładać o nowo odkrytych pierwiastkach na podstawie książki z 1957? Rozumiem, że fakt, że jest się profesorem belwederskim i czyta się studentom własną książkę już wszystko usprawiedliwia? Tak wygląda rzeczywistość na polskich uczelniach technicznych.
                              • Gość: Kagan Re: Byłem na uczelniach... IP: 193.136.157.* 28.10.10, 18:40
                                Polskie politechniki to skanseny z epoki poznego PRL. Np. na PW mozna otrzymac odczynniki niezbedne do przeprowadzania doswiadczen tylko w godzinach urzedowych, tak, jakby odkrycia mozna bylo robic tylko od 8:00 do 16:00, poniedzialek-piatek.
                          • Gość: Kagan Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą IP: 193.136.157.* 25.10.10, 15:38
                            Dobra politechnika powinna sie sama utrzymac z czesnego, patentow i oplat za licencje. A zle nie zasluguja na pomoc ze strony panstwa.
                            lech.keller@gmail.com
                            • Gość: dfggdfhfgh Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 16:20
                              Dobra politechnika powinna sie sama utrzymac z czesnego, patentow i oplat za licencje. A zle nie zasluguja na pomoc ze strony panstwa.
                              lech.keller@gmail.com


                              między utrzymać a prowadzić poważne badania naukowe na światowym poziomie - jest KOLOSALNA różnica.
                              • Gość: Kagan Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:47
                                Przez UTRZYMAC rozumiem staly jej rozwoj, gdyz w nauce brak postepow to jest cofanie sie. Aby prowadzic poważne badania naukowe na światowym poziomie potrzebne sa zreszta pieniadze tak duze, ze Polski samej nie jest na nie stac. Tu potrzeba wiec wspolpracy z zagranica i pieniedzy z sektora prywatnego. Ale polscy profesorowie nie znaja przeciez (na ogol) jezykow obcych i nie maja pojecia o dzialaniu prywatnch firm...
                                lech.keller@gmail.com
                                • Gość: dfggdfhfgh Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 17:52
                                  Aby prowadzic poważne badania naukowe na światowym poziomie potrzebne sa zreszta pieniadze tak duze, ze Polski samej nie jest na nie stac.

                                  good. czyli zgadzasz się ze mną, że brak wielkich badań to wina braku wielkich pieniędzy.



                                  Tu potrzeba wiec wspolpracy z zagranica i pieniedzy z sektora prywatnego.

                                  i dlatego powstaje:
                                  Dolnośląski Park Innowacji i Biznesu
                                  Partnerami projektu utworzenia Dolnośląskiego Parku Innowacji i Biznesu są m.in.: Politechnika Wrocławska, Wrocławska Agencja Rozwoju Regionalnego S.A., Coventry University Enterprise, Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej S.A., Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji.

                                  Jego powstanie będzie współfinansowane ze środków unijnych, w tym 7. Programu Ramowego.

                                  W ramach parku powstanie zespół laboratoriów i biur wynajmowanych na preferencyjnych warunkach (szansa na zastosowanie innowacyjnych rozwiązań w biznesie). Park będzie pośredniczył w sprzedaży opracowanych w nim technologii.




                                  Ale polscy profesorowie nie znaja przeciez (na ogol) jezykow obcych i nie maja pojecia o dzialaniu prywatnch firm

                                  "na ogół" to nie znają angielskiego ci kształceni przez poprzedni system (ale i wśród nich jest wiele wyjątków - jak moi 3 profesorowie którzy wykładali kilka lat w Stanach). za to znają rosyjski (wielu noblistów to Rosjanie), często niemiecki (np. przydaje się do czytania Beilsteina).
                                  młoda kadra bardzo intensywnie się uczy tego języka, bo w nim publikuje.
                                  mój kierunek musiał napisać streszczenia swoich prac magisterskich (opis badań i najważniejsze wnioski z badań) po angielsku (a było to wieeele lat temu). i wydaje mi się że w dniu dzisiejszym to już standard.
                                  • Gość: Kagan Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą... IP: 193.136.157.* 25.10.10, 19:00
                                    1. Tak, ale tych pieniedzy nie nalezy domagac sie od biednych polskich podatnikow. Trzeba najpierw gruntownie zreformowac polska nauke, aby prywatny kapital chcial w nia inwestowac.
                                    2. Akurat widuje te "smietanke" polskiej nauki na miedzynarodowych konferencjach. W 99% przypadkow to jest wrecz zalosne...
                            • kosmiczny_swir Człowieku co ty mówisz 25.10.10, 20:28
                              Człowieku co ty mówisz. Badania kosztują. Patenty to bardzo droga sprawa i służą głownie korporacjom po to, żeby tępić mniejsze firmy które mogą być potencjalną konukurencją. Wiem coś o tym, bo sam jestem w trakcie przygotowywania wniosku patentowego w USPTO.

                              Uniwersytety i uniwersytety techniczne (a nie żadne tam uczelnie) są od prowadzenia między innymi badań które przekraczają perspektywę czasową zwykłej firmy. Patentowanie takich rzeczy ma znikomy sens, bo patenty mają dają tylko czasową ochronę własności intelektualnej.
                              • Gość: Kagan Re: Człowieku co ty mówisz? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 20:29
                                Napisz po prostu,ze nie macie niczego do opatentowania...
                                • kosmiczny_swir Re: Człowieku co ty mówisz? 25.10.10, 23:22
                                  Z całym szacunkiem dla pana, ale nie zna pan realiów prowadzenia biznesu w gospodarce technologicznej. Ja coś o tym wiem z mojego osobistego doświadczenia - przechodzę właśnie przez inkubator technolgoczny i poznaję sprawy od środka. Pateny są użytencze głównie dla dużych firm, bo dzięki temu mogą skutecznie blokować mniejszą konkurencję i ją przejmować a także zmuszać swoich dużych konkurentów to wymiany patentowej. Małym firmom patenty są potrzbne do tego, żeby zwiększyć swoją wartość, kiedy dojdzie do przejęcia przez dużą firmę. Licencjonowanie patentów zdarza się w moje branży niezmiernie rzadko. Firmy takie jak np. Cisco, Qualcomm czy Tyco nie patyczkują się z licencjonowaniem - po prostu kupują całe firmy albo wymieniają patenty w ramach cross-licensing agreement.
                                  • Gość: Kagan Re: Człowieku co ty mówisz? IP: 193.136.157.* 26.10.10, 13:11
                                    Nie zaciemniaj sprawy. Po prostu w Polsce nie ma juz oryginalnej, polskiej mysli technicznej, a wiec po prostu dzis w Polsce nie ma czego opatentowac. Nie dorabiaj do tego jakichs wielopietrowych, zawilych pseudowyjasnien. Albo masz cos do opatentowania, albo nie masz. Terium non datur...
                                    Lech.keller@gmail.com
                        • Gość: KAGAN Re: Byłem na uczelniach w Polsce i za granicą IP: 193.136.157.* 25.10.10, 15:54
                          Ja tez studiowałem i pracowałem na uczelniach w Polsce i za granicą. Stad tez wiem, ze polska nauka to dzis oksymoron, podobnie jak polskie szkolnictwo wyzsze, a to glownie dla tego, ze obecne status quo na polskich wyzszych uczelniach oznacza zwykle kumoterstwo, tzw. prorodzinna polityke zatrudniania na wyzszych uczelniach (czytaj: polityke zatrudniania potomstwa profesorow), wsobny wychow pracownikow naukowych (od magistra do rektora na tej samej uczelni) oraz zamkniecie sie na swiat, w tym nieuznawanie w Polsce dyplomow z najlepszych swiatowych wyzszych uczelni.
                          Lech Keller-Krawczyk , PhD (Monash)
                          Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD), Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
                          Email: lech.keller@gmail.com
                    • jakmutam Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? 25.10.10, 16:58
                      Chyba nie w Portugalii kaganku.
                      • Gość: Kagan Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 17:05
                        Nie podoba ci sie Portugalia? A to czemu?
                  • astrum-on-line Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? 28.10.10, 15:54
                    Niby w jakich badaniach student ma uczestniczyć? Na mojej specjalizacji nie były prowadzone żadne, w czasie moich studiów jeden doktor napisał jeden mały programik do obliczania modeli reologicznych cieczy.

                    Prowadzenie badań do dyplomu? A tak prowadziłam samodzielnie. Badania na poziomie: sprawdźmy, czy woda na pewno zamarza w temperaturze 100 stopni. A jak się do niej doda 1% soli, to co się dzieje. A co się dzieje, jak dodamy 2% soli. Dla ambitnych jest możliwość sprawdzenia, czy woda zamarza, jak zamiast NaCl dodamy KCl. Potem z tego piszesz mądre 100 stron i jesteś magister inżynier.......
                    • Gość: Kagan Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 28.10.10, 18:47
                      A jakie to sa stopnie? 32 stopnie Fahrenheita, 0 stopni Celsjusza oraz 273.15 stopni Kelvina, ale 100 stopni KOGO (CZYJE)?
                      "woda na pewno zamarza w temperaturze 100 stopni" - astrum-on-line
                • Gość: ZQW Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 12:16
                  Masz rację , jest tak jak piszesz. Niestety odpowiednie przepisy sankcjonują takie postępowanie. Bill Gates nie mógłby na polskiej uczelni zostać nawet asystentem.
                  W Polsce ekonomii uczą "profesorowie" , którzy nigdy nie pracowali w żadnym przedsiębiorstwie , informatyki "profesorowie" , którzy nigdy nie napisali dobrego programu , który byłby przyjazny dla użytkownika a potrafią jedynie wklepać kilkanaście linijek kodu . Przykłady możnaby mnożyć. Typowym przedstawicielem polskiej kadry profesorskiej był taki "profesor" Lech Kaczyński. Prawa pracy nauczał facet , który nigdy nie przepracował ani godziny w żadnym przedsiębiorstwie i nie stykał się z problemami pracowniczymi , co więcej nie miał żadnej praktyki sądowniczej w tym zakresie , a szczytem wszystkiego był fakt , że nie znał żadnego języka obcego i w związku z tym nie miał żadnego kontaktu ani z literaturą naukową w swej dziedzinie , ani z wymianą myśli z innymi naukowcami. Od takiej "kadry naukowej" za wiele wymagać nie można . Od polskich uczelni również.

                  • Gość: KAGAN Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 12:24
                    Otoz to. «W Polsce ekonomii uczą "profesorowie" , którzy nigdy nie pracowali w żadnym przedsiębiorstwie , informatyki "profesorowie" , którzy nigdy nie napisali dobrego programu , który byłby przyjazny dla użytkownika a potrafią jedynie wklepać kilkanaście linijek kodu (ZQW).
                    Stad wiec jedyna rada jest pozbycie sie tego balastu w postaci PRLowskich profesorow poprzez nastepujace reformy:
                    1. Zlikwidować wreszcie te dożywotnie, belwederskie profesury (przeżytek feudalno-PRLowski, który powoduje, iż nie można się pozbyć profesora, którego wiedza dawno temu się zdeaktualizowała).
                    2. Zlikwidować habilitacje, jako kolejny feudalno-PRLowski przeżytek, uniemożliwiający awans prawdziwym naukowcom, a jednocześnie zweryfikować doktoraty i podwyższyć wymogi ich uzyskiwania.
                    3. Nie uznawać dyplomów z podejrzanych uczelni (np. ze Słowacji), choćby były one unijne, a natomiast uznawać dyplomy czołowych uczelni świata, niezależnie od kraju, w którym zostały one uzyskane.
                    4. Wprowadzić uczciwe, otwarte konkursy na stanowiska od asystenta do profesora, w których jury składało by się z cudzoziemców, wylosowanych przez komputer z puli ekspertów (na to musza się znaleźć fundusze).
                    5. Wprowadzić w Polsce, jako obowiazujace prawo, Europejska Kartę Naukowca oraz Kodeks Postępowania przy Rekrutacji Pracowników Naukowych:
                    64.233.183.132/search?q=cache:lXz9qRRQ4OUJ:europa.eu/eracareers/pdf/kina21620b8c_pl.pdf+karta+naukowca&hl=pl&ct=clnk&cd=1&gl=pl
                    6. Zlikwidować autonomie uczelni państwowych - są one finansowane przez podatników, i przed podatnikami muszą wiec one odpowiadać.
                    7. Wprowadzić wreszcie ograniczenia w wieloetatowości pracownikow naukowych.
                    8. Zlikwidować PAN (dyrekcję, nie instytuty, które powinny być połączone z uczelniami wyższymi).
                    9. Zamiast rozpraszać fundusze na finansowanie małych laboratoriów, nalezy przeznaczyć je na udział Polski w takich instytucjach międzynarodowych jak CERN czy ESA.
                    10. Przestać gadać o reformie, a zacząć ją wreszcie wdrażać! W przeciwnym wypadku, takie uczelnie jak PWr, UWr, UPWr nadal pętać sie będą na koncu tabeli, gdzies w piątym tysiącu rankingu światowych uczelni.
                    lech.keller@gmail.com
                    • kluska11 "2. Zlikwidować habilitacje" 25.10.10, 19:18
                      Bo kaganowi jej dac nie chca!
                      A moze kagan po prostu na nia nie zasluzyl?
                      • Gość: Kagan Re: "2. Zlikwidować habilitacje" IP: 193.136.157.* 25.10.10, 19:33
                        Nie zasluzyl, bo w Polsce to jest on tylko magistrem, gdyz polskie wladze, w swej nieskonczonej madrosci, jak najsludzniej nie uznaja antypodzianskich doktoratow. Albowiem dobry doktorat moz byc tylko polski, no moze jeszcze slowacki czy libijski!
                        • Gość: adiunkt Re: "2. Zlikwidować habilitacje" IP: 95.108.39.* 25.10.10, 20:47
                          Gość portalu: Kagan napisał(a):
                          > Nie zasluzyl, bo w Polsce to jest on tylko magistrem, gdyz polskie wladz
                          > e, w swej nieskonczonej madrosci, jak najsludzniej nie uznaja antypodzianskich
                          > doktoratow.

                          Bzdury gościu pleciesz. A jeśli chodzi o habilkę - to nie rozśmieszaj mnie - w tej chwili habilkę uzyskuje się za zszywkę czyli zbiór 4-5 monotematycznych publikacji. Plus napisanie autoreferatu, który mnie zajął dwa wieczory ale tylko dlatego, że mam dorobek większy niż 80% profesorów z mojego wydziału.
                          Przygotowanie habilitacji to jest tydzień, potem maszyna kręci się sama. A na koniec kolokwium habilitacyjne - każdy kto zna się na swojej dziedzinie przechodzi to bez problemu.
                          Reasumując:
                          jak ktoś jest cieniasem, to nawołuje do zniesienia habilitacji. Żenada ;)
                          • eminey Re: "2. Zlikwidować habilitacje" 25.10.10, 23:11
                            Zanim cos powiesz, zastanow sie:
                            forum.gazeta.pl/forum/w,413,94501793,94513865,Jak_Krakow_nie_neci_profesorow.html
                            I, jesli laska, moglbys pisac z mniej megalomanskim tonem.
                            • Gość: Kagan Re: "2. Zlikwidować habilitacje" IP: 193.136.157.* 26.10.10, 13:12
                              Bardzo ciekawe i jakze prawdziwe!
                              • eminey Re: "2. Zlikwidować habilitacje" 27.10.10, 07:03
                                Wybacz drogi kolego, ale w kwestii nauczania w Portugalii, czy w ogole zachodniej Europie rozumiem, ze sie wypowiadasz - pomijam juz ile we wnioskach otrzymanych jest prawdy - ale o sytuacji na krakowskich uniwerkach chyba malo wiesz, skoro silisz sie na ironie.

                                Na CMUJ chyba najwiekszy beton.
                                Konkretnych dowodow Ci na tacy nie dam - ale troche relacji od doktorow, ktorzy conieco widzieli czy slyszeli jest. Sam znajdziesz, czy wrzucic linki?
                                • Gość: Kagan Re: "2. Zlikwidować habilitacje" IP: 193.136.157.* 27.10.10, 14:09
                                  Czekam wiec na te linki. Po co ma po raz n-ty odkrywac Ameryke, skoro ona byla zasiedlona przez ludzi tysiace lat przed wyprawa Kolumba?
                          • Gość: Kagan Re: "2. Zlikwidować habilitacje" IP: 193.136.157.* 26.10.10, 13:46
                            Jesli ta habilitacja jest taka prosta, to po co ona komukolwiek, skoro kazdy doktor moze ja bez trudu dostac, jak to wlasnie napisales? I ciekawe, ze habilitacji nie ma w krajach, ktore "produkuja" najwiecej noblistow. Nic ci to nie mowi?
                            A poza tym, to ja nie musze robic habiliatcji. Nawet moj szef, dyrektor sporego instytutu (prawie 100 pracownikow, w ym wiekszosc z doktoratami) i prezydent szkoly w ramach uniwersytetu, jest pelnym profesorem, choc ma "tylko" brytyski doktorat (PhD).
                            Dr. Lech Keller-Krawczyk, PhD (Monash), MA (Melbourne), BComm (Warsaw)
                            Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD)
                            Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
                            www.cetrad.info/?action=pessoas/viewPerson&id=90
                            Email: lech.keller@gmail.com, lech_keller@yahoo.co.uk
                  • zmienna_elfka Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? 25.10.10, 12:27
                    Popieram :)) I potwierdzam, sama miałam styczność z kadrą profesorską tudzież doktorską co to stopnie podostowali w PRLu a od tego czasu palcem nie ruszyli w kwestii poszerzenia własnej wiedzy!!! Studiując na 3 różnych uczelniach - w tym jednej zagranicznej, czyli mając jako taki zakres porównawczy, na palcach jednej ręki mogłabym wymienić wykładowców z polskiej państwowej uczelni na studiach dziennych, którzy mieli jakąkolwiek wiedzę praktyczną na temat tego o czym mówili. Chyba, że tak dobrze się kamuflowali :DDD
                    • kretynofil Co to jest "wiedza praktyczna"? 25.10.10, 12:39
                      I dlaczego oczekujesz ze profesor bedzie ja posiadal?

                      Czy jak potrzebujesz polozyc kafle to zatrudniasz profesora budownictwa? Doktora architektury? Moze profesora kulturoznawstwa?

                      Ludzie kochani, znajcie gdzie dupa a gdzie lokiec. Jak potrzebuje kogos do wyklepania kodu to magister za cholere mi nie jest potrzebny - ale jak musze zaimplementowac algorytm to ide do kogos kto zna teorie i nie oczekuje ze mi to zakoduje...

                      Macie sie za takich oswieconych, praktycznych i inteligentnych - a pieprzycie jak malorolny chlop ktory mysli ze ludzie w miastach to glupie sa bo nie umieja swiniaka oporzadzic...
                      • Gość: gość Re: Co to jest "wiedza praktyczna"? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.10.10, 12:47
                        > Czy jak potrzebujesz polozyc kafle to zatrudniasz profesora budownictwa? Doktor
                        > a architektury? Moze profesora kulturoznawstwa?

                        Prawda jest taka, ze wiekszosc takich i tym podobnych elyt nie jest w stanie przeprowadzic fachowo tym podobnych prac ze wzgledu na lenistwo, brak zdolnosci manualnych i motorycznych, brak doswiadczenia rzemieslniczego. Tak samo sobie portek nie uszyja i nie zadbaja o to, aby cos mieli na talerzu. Dlatego powinni sie klaniac w pas tym ludziom, co potrafia.
                        • kretynofil Co takiego? 25.10.10, 12:53
                          > Tak samo sobie portek nie uszyja i nie zadbaja o to, aby cos mieli na talerzu. Dlatego powinni sie klaniac w pas tym ludziom, co potrafia.

                          Dlaczego maja sie klaniac? Nic za darmo nie dostaja. Placa za portki i placa za chleb - dlaczego mieliby jeszcze za to dziekowac?

                          Tak samo - jesli syn mlynarza idzie na studia to jakos nie widze ani tego zeby mlynarz sie profesorowi z wdziecznoscia klanial, ani tego zeby ten mlynarz placil za wyksztalcenie syna...

                          Sorry - ale znaj gdzie dupa a gdzie lokiec, serio...
                      • zmienna_elfka Re: Co to jest "wiedza praktyczna"? 25.10.10, 12:56
                        Może dlatego, że właśnie praktyka przydaje się w życiu?? Proszę Cię, nie rób z uniwersytetów skostniałych instytucji, bo takie być nie muszą. Dla przykładu - miałam okazję studiować Msc w zarządzaniu ekonomicznym na jednym z Brytyjskich uniwersytetów. Ok 70% zajęć było praktycznych, uczyło pracy w grupie i wykorzytywania życiowej wiedzy i ogólnie dostępnych informacji. Przygotowywaliśmy raporty, które mógłby zlecić przykładowy pracodawca, zakładaliśmy firmy e-businessowe, robiliśmy projekt tamy w Boliwii, pracowaliśmy na realinym planie finansowym kraju - to tylko niektóre z zadań z jakimi musiał zmierzyć się student. I tutaj widziałam w tym wszystkim sens, którego pozbawione są wykłady prowadzone przez 60letniego profesora czytającego ze swoich pożókłych kartek rok rocznie od 40 lat to samo. Pozdrawiam,
                        Elfka
                        • kretynofil A ja sie nie zgadzam... 25.10.10, 13:23
                          To co opisujesz to sa zajecia w szkole zawodowej/technikum.

                          Potrafie zrozumiec ze jakis wrodzony imperatyw dazenia do awansu spolecznego kazal Wam przemianowac zawodowki na uniwersytety - ale dlaczego oczekujecie ze wszystkie "prawdziwe" uniwersytety szlag trafi?

                          Zachowujecie sie jak banda glupkow ktorzy chca ukamienowac pozostala inteligencje zeby sobie konkurencji nie robic ;)

                          I tak, na moich studiach tez zdarzalo sie ze profesor przerwal "czytanie z pozolklych kartek" zeby opowiedziec o jakims praktycznym zastosowaniu omawianego tematu - tyle tylko ze na egzaminie trzeba bylo znac i rozumiec teorie.

                          Co natomiast bardzo symptomatyczne: wiekszosc tych "praktycznych" zastosowan ktore wtedy byly standardem, dzisiaj jest juz nieuzywanych jako przestarzale. Dlatego wlasnie jestem wdzieczny swoim wykladowcom ze nie marnowali czasu na uczenie mnie okresowo modnych blyskotek, tylko wymagali ode mnie zrozumienia podstaw i teorii ktore w zupelnosci wystarczaja zeby "praktyki" douczyc sie pozniej (ale duzo szybciej).

                          Reasumujac: problem polega na tym ze Wy macie jakies niejasne "anty" do szkol zawodowych, czy technikow; cos Wam nie pozwala pobrudzic raczek "rzemioslem" wiec zawodowki przemianowaliscie na uniwersytety a rzemioslo nazywacie praca umyslowa. Rzady glupcow, ot co...
                          • zmienna_elfka Re: A ja sie nie zgadzam... 25.10.10, 13:44
                            kretynofil napisał:

                            > To co opisujesz to sa zajecia w szkole zawodowej/technikum.
                            Nie, to są zajęcia na Uni of Strathclyde - na jednym z kursów na MSc. Uczelnia ma bardzo dobrą opinię, kadra międzynarodowe osiągnięcia. Przykro mi, ale faktów nie da się negować.
                            > Potrafie zrozumiec ze jakis wrodzony imperatyw dazenia do awansu spolecznego ka
                            > zal Wam przemianowac zawodowki na uniwersytety - ale dlaczego oczekujecie ze ws
                            > zystkie "prawdziwe" uniwersytety szlag trafi?
                            >

                            'Wam' ?? Odpowiadasz na mój post, czy tak Ci postało sprzed 20 lat. Zdecydowanie wolę jak ludzie wyrażają się do mnie w liczbie pojedynczej a nie mnogiej ;)) I nie gadaj bzdur (bo tak one dla mnie brzmią) o jakimś awansie społecznym! Tak się przy okazji składa, że pamiętam czasy istnienia tzw szkół zawodowych... oraz coraz mniejsze zainteresowanie tymi szkołami ze strony młodzieży. Po części to też było powodem ich likwidacji. Ponadto pragnę Ci zwrócić uwagę, iż uniwersytety techniczne mają właśnie uczyć zawodu, po to powstały.
                            > Zachowujecie sie jak banda glupkow ktorzy chca ukamienowac pozostala inteligenc
                            > je zeby sobie konkurencji nie robic ;)
                            >
                            Znów liczba mnoga... eh, bez komantarza. Nikogo za nic nie chcę ukamieniować. Natomiast zastanwiam się w jakim jesteś wieku... o ile oczywiście będziesz chciał odpowiedzieć na to pytanie. To sądzę potwierdziło by moje przypuszczenia.

                            > I tak, na moich studiach tez zdarzalo sie ze profesor przerwal "czytanie z pozo
                            > lklych kartek" zeby opowiedziec o jakims praktycznym zastosowaniu omawianego te
                            > matu - tyle tylko ze na egzaminie trzeba bylo znac i rozumiec teorie.
                            >
                            > Co natomiast bardzo symptomatyczne: wiekszosc tych "praktycznych" zastosowan kt
                            > ore wtedy byly standardem, dzisiaj jest juz nieuzywanych jako przestarzale. Dla
                            > tego wlasnie jestem wdzieczny swoim wykladowcom ze nie marnowali czasu na uczen
                            > ie mnie okresowo modnych blyskotek, tylko wymagali ode mnie zrozumienia podstaw
                            > i teorii ktore w zupelnosci wystarczaja zeby "praktyki" douczyc sie pozniej (a
                            > le duzo szybciej).
                            >
                            > Reasumujac: problem polega na tym ze Wy macie jakies niejasne "anty" do szkol z
                            > awodowych, czy technikow; cos Wam nie pozwala pobrudzic raczek "rzemioslem" wie
                            > c zawodowki przemianowaliscie na uniwersytety a rzemioslo nazywacie praca umysl
                            > owa. Rzady glupcow, ot co...
                            >
                            Nic nie mam do szkół technicznych czy zawodowych. Uważam że człowiek powinien mieć wybór- chce uczyć się w zawodówce to idzie zdobywać zawód, chce studiować ze wszystkimi rzeczami z tym związanymi to studiuje. Czasem występuje potrzeba dokształcenia się - wówczas idzie na studia zaoczne. Gdzie z reguły wiedzę praktyczną uzupełnia o teorie. I na tym koniec. Pozdrawiam,
                            Elfka
                            • kretynofil Krotko: 25.10.10, 14:06
                              Liczba mnoga bo odpowiadam na iles postow na raz. Nie Ty jedna piszesz to samo, ze szkola wyzsza to ma byc szkola tylko z lepszymi dyplomami ;)

                              Co do Twojego uniwerku - nie znam, nie widzialem, nie bylem, nie bede sie wypowiadal. To ze masz jedne takie zajecia nie przeklada sie na calosc toku ksztalcenia. Nie wiem czy na pewno renomowane uczelnie na swiecie ucza tak samo jak polskie wyzsze szkolki gotowania na gazie (wsgng). Szczerze powiedziawszy - nie sadze.

                              Likwidacja szkol zawodowych to jeden z najpowazniejszych bledow (gorsze byly tylko gimnazja) w polskiej edukacji - ale brak zainteresowania mlodziezy to bzdura bo mlodziez "ztunelowala" sie z zawodowek do wsgng.

                              Mam latek 30 (prawie 31). Tak jakby to mialo znaczenie.

                              I musze leciec. Skoro nie przeszkadzaja Ci zawodowki to po co wprowadzac ich program na uniwerkach?!
                              • Gość: johnyboy Człowiek wykształcony a głupi... IP: *.chello.pl 25.10.10, 21:14
                                Dlatego ludzie nie chcą zawodówek, bo chcą lepszej uczciwej pracy (nie nepotycznej posadki na uczelni), a żeby tą lepszą uczciwą pracę uzyskać, to w naszym cudownym kraju trzeba mieć uprawnienia - na wszystko trzeba miec papier. A dziaduniowe, którzy z pożółkłych karteczek wykładają antyczne teorie, niemające zastosowań w dzisiejszych realiach prężnie działają w różnych izbach, które te uprawnienia nadają. I co chwilę podkręcają śrubę - już niedługo murarz będzie musiał mieć doktorat i habilitację z gotyckich wątków ceglanych, żeby legalnie cegły kłaść.
                                A wszystko to robią aby stać się niezastąpionymi w swoich dziedzinach. Oni pełne uprawnienia zdobywali z tytułem technika w ręce i tego nikt im już nie zabierze, a nastepne pokolenia żeby nabyć takie uprawnienia do wykonywania zawodu bedą musieli studiować 120 lat, 200lat praktykować pod ich czujnym okiem i zdać u nich karkołomny egzamin. A gdy w końcu zdobędą te uprawnienia to sami będą takimi starymi zgredami, którzy do pracy na rynku się już nie nadają i jedyne co mogą robić to ze swoich pożółkłych karteczek wykładać teorie typu "należy smarować szpadel masłem żeby się lepiej ziemia odkładała".
                                • mara571 nieprawda, ze nie chca 25.10.10, 22:28
                                  nie moga, bo je de facto zlikwidowano.
                                  Sa ludzie o zdolnosciach manualnych i niekoniecznie umiejacy myslec abstrakcyjnie.
                                  Dlaczego zrezygnowano z ksztalcenia ciesli, stolarzy, hydraulikow, murarzy?
                                  Robia to wszystko dzisiaj amatorzy, ludzie przypadkowi, ktorzy sami sie tego czy owego nauczyli.
                                  To tez uczciwa praca i zareczam cie, ze przyniesie w przyszlosci wiekszy dochod anizeli dyplomy szkoly XYZ.
                          • oluuu Re: A ja sie nie zgadzam... 25.10.10, 23:10
                            Jest dokładnie tak jak piszesz. Ale wszyscy chcą "praktyki", czyli jak jutro ruszać rękami i gdzie się podpisać. Najlepiej, gdyby jeszcze wykładowca mówił o firmie studenta i o jego szefie. Wszystko inne to już teoria. Taki świat....
                      • kosmiczny_swir Dokładnie kretynofilu 25.10.10, 14:34
                        Dokładnie kretynofilu. Ludzie na uniwersyteteach mają poszerzać granice wiedzy. Czy to ma wyglądać tak: akademicy okrywają mechanikę kwantową i strukturę pasmową w półprzewodnikach, poźniej inni akademicy wymyślają jak z tego zrobić tranzystor, jeszcze inni projektują obwody a na końcu technik wszystko lutuje. To nie oznacza, że ktoś kto pracuje nad mechaniką kwantową musi wiedzieć jak naprwić telewizor.
                        • Gość: KLAGAN Re: Dokładnie kretynofilu? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 15:51
                          Jesli ktoś kto pracuje nad mechaniką kwantową, to musi wiedzieć jak naprawić telewizor, gdyz jak mu cos nawali w aparaturze (np. ekran komputera przestanie dzialac) , to nawet do wymiany bezpiecznika bedzie musial taki "uczony" wzywac technika...

                          • kretynofil No ale wlasnie o to chodzi... 25.10.10, 16:21
                            Po cholere taki profesor ma marnowac swoj (znacznie bardziej kosztowny) czas zeby naprawiac telewizor?

                            Pierdzielisz, Kagan, o marnotrawstwie w nauce a postulujesz zeby profesorowie wymieniali bezpieczniki? To juz jakis absurd...
                            • Gość: Kagan Re: No ale wlasnie o to chodzi... IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:43
                              Ma czekac godzine, az sie zjawi tychnik, czy tez samemu przeprowadzic poprawna diagnoze i dokonac prostej naprawy? Fizyk musi znac swa aparature na wylot, bowiem inaczej to moze on bardzo latwo zle zinterpertowac jej "malfunction" (nieprawidlowe dzialanie) jako rewelacyjny wynik eksperymentu. Widac, ze nigdy nie miales zajec w laboratorium, a ja je mialem (laboratorium elektryczne).
                              • Gość: adiunkt Re: No ale wlasnie o to chodzi... IP: 95.108.39.* 25.10.10, 20:51
                                Gość portalu: Kagan napisał(a):
                                > Ma czekac godzine, az sie zjawi tychnik, czy tez samemu przeprowadzic poprawna
                                > diagnoze i dokonac prostej naprawy?

                                Rozumiem teraz, dlaczego Portugalia jest tak zacofana na tle UE. gościu kolorowy - godzina mojej pracy może być warta nawet kilka tysięcy euro w sytuacji, gdy piszę projekt do KE na kilka milionów euro. I dlatego to technicy (ewentualnie doktoranci) naprawiają i skalują mi aparaturę badawczą - mój czas jest zbyt cenny, aby go marnować na pracę technika.
                                Ale jak widać - koleś realizuje się najlepiej jako majster Klepka ;)
                                • Gość: Ania Re: No ale wlasnie o to chodzi... IP: 83.143.102.* 25.10.10, 21:40
                                  A czas na wypisywanie bzdur na forum masz?
                                  • Gość: Kagan Re: No ale wlasnie o to chodzi... IP: 193.136.157.* 26.10.10, 13:33
                                    Nie martw sie o moj czas...
                                • Gość: Kagan Re: No ale wlasnie o to chodzi... IP: 193.136.157.* 26.10.10, 13:41
                                  Gdy piszez te bzdurne projekty dla KE, to znaczy, ze wytwarzasz tzw. UJEMNY PKB, czyli inaczej marnujesz czas i pieniadze (najczesciej cudze). Gdybys pracowal w prawdziwym laboratorium, to bys sie zajmowal badaniami, a nie bzdurna pisanina.
                                  I nie popisuj sie swymi rasowymi uprzedzeniami, anonimie!
                                  Szalom!
                                  Dr. Lech Keller-Krawczyk, PhD (Monash), MA (Melbourne), BComm (Warsaw)
                                  Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD)
                                  Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
                                  www.cetrad.info/?action=pessoas/viewPerson&id=90
                                  Email: lech.keller@gmail.com, lech_keller@yahoo.co.uk
                          • Gość: greg0.75 Re: Dokładnie kretynofilu? IP: *.ceramika.agh.edu.pl 25.10.10, 16:30
                            no, do naprawy sprzętu ściąga się techników
                            (bo: technik zrobi to lepiej i szybciej a co najważniejsze taniej - czas pracy kosztuje)
                            • Gość: Kagan Re: Dokładnie kretynofilu? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:55
                              A droga apartura stoi bezczynnie, bo pan profesor nie umie wymienic bezpiecznika....
                              • Gość: greg0,75 Re: Dokładnie kretynofilu? IP: *.ceramika.agh.edu.pl 25.10.10, 17:18
                                Spokojnie, profesor czy nawet prosty doktor zazwyczaj ma co robić...
                              • kosmiczny_swir Panie Keller, 26.10.10, 00:25
                                Panie Keller, z całym szaucnkiem, ale nie masz pan pojęcia o pracy naukowej w dziedzinach ścisłych i techniczncyh. Po pierwsze, na każdym sprzęcie napisane jest jak wół: "No user serviceable parts inside" a wszytkie śrubki są obklejone plombami z napisami "Calibration void if removed". Tak. Sprzęd wysyła się do kalibracji do producenta, czy to jest Tektronix, czy to jest Agilent, czy to jest Anritsu czy to jest SHF i później się go nie rusza, nie otwiera i przy nim nie grzebie, bo można najwyżej coś popsuć. Poźniej ktoś odkrywa zimną fuzję albo okzauje się, że wzmacniacz ma noise fiugre poniżej 3 dB albo inne tym podobne kwiatki. Wyjątkiem są paramtryczne wzmacniacze optyczne - one mogą mieć noise figure poniżej 3 dB, ale to jest tak naprawdę optyczna regeneracja sygnału i nazwa wzmacniacz tu nie oddaje całości problemu.
                                • Gość: Kagan Re: Panie Keller? IP: 193.136.157.* 26.10.10, 13:08
                                  Moze tak jest w krajach, gdzie do pracy w laboratoriach zatrudnia sie kretynow z dyplomami albo w laboratoriach dydaktycznych. Bowiem jesli prowadzi sie powazne badania, to nie ma czasu na bawienie sie w gwarancje czy tez czekanie na serwis. Albo ten serwis jest na miejscu, albo tez samemu sie wszystko naprawia, ze wzgledu na to, aby nie wpuszczac obcych do laboratorium. Poza tym to w czolowych laboratoriach sprzet jest od razu modyfikowany, a o tych modyfikacjach nie zawiadamia sie nikogo na zewnatrz, aby nie stracic przewagi nad konkurencja.
                                  Ja widac, nigdy w prawdziwym laboratorium badawczym nie pracowales...
                                  I czemu sie wstydzisz swego nazwiska?
                                  lech.keller@gmail.com
                          • mara571 litosci 25.10.10, 22:31
                            fizyka od dwoch stuleci dzieli sie na teoretyczna i doswiadczalna.
                            Zaden fizyk-teoretyk nie pracuje w laboratorium.
                            • Gość: Kagan Re: litosci? IP: 193.136.157.* 26.10.10, 13:14
                              Czyli ze fizycy dziela sie na prawdziwych (doswiadczalnych) i metafizykow (cala reszta).
                    • Gość: Kagan Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 13:10
                      Stad wiec jedyna rada jest pozbycie sie tego balastu w postaci PRLowskich profesorow poprzez nastepujace reformy:
                      1. Zlikwidować wreszcie te dożywotnie, belwederskie profesury (przeżytek feudalno-PRLowski, który powoduje, iż nie można się pozbyć profesora, którego wiedza dawno temu się zdeaktualizowała).
                      2. Zlikwidować habilitacje, jako kolejny feudalno-PRLowski przeżytek, uniemożliwiający awans prawdziwym naukowcom, a jednocześnie zweryfikować doktoraty i podwyższyć wymogi ich uzyskiwania.
                      3. Nie uznawać dyplomów z podejrzanych uczelni (np. ze Słowacji), choćby były one unijne, a natomiast uznawać dyplomy czołowych uczelni świata, niezależnie od kraju, w którym zostały one uzyskane.
                      4. Wprowadzić uczciwe, otwarte konkursy na stanowiska od asystenta do profesora, w których jury składało by się z cudzoziemców, wylosowanych przez komputer z puli ekspertów (na to musza się znaleźć fundusze).
                      5. Wprowadzić w Polsce, jako obowiazujace prawo, Europejska Kartę Naukowca oraz Kodeks Postępowania przy Rekrutacji Pracowników Naukowych:
                      64.233.183.132/search?q=cache:lXz9qRRQ4OUJ:europa.eu/eracareers/pdf/kina21620b8c_pl.pdf+karta+naukowca&hl=pl&ct=clnk&cd=1&gl=pl
                      6. Zlikwidować autonomie uczelni państwowych - są one finansowane przez podatników, i przed podatnikami muszą wiec one odpowiadać.
                      7. Wprowadzić wreszcie ograniczenia w wieloetatowości pracownikow naukowych.
                      8. Zlikwidować PAN (dyrekcję, nie instytuty, które powinny być połączone z uczelniami wyższymi).
                      9. Zamiast rozpraszać fundusze na finansowanie małych laboratoriów, nalezy przeznaczyć je na udział Polski w takich instytucjach międzynarodowych jak CERN czy ESA.
                      10. Przestać gadać o reformie, a zacząć ją wreszcie wdrażać! W przeciwnym wypadku, takie uczelnie jak PWr, UWr, UPWr nadal pętać sie będą na koncu tabeli, gdzies w piątym tysiącu rankingu światowych uczelni.
                      lech.keller@gmail.com
                • Gość: KAGAN Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 12:21
                  Pelna zgoda, kol. kosmiczny!
                  Polskie uczelnie źle uczą (nie wszystkie, ale większość uczy źle) i źle prowadzą badania (też nie wszystkie, ale większość robi to źle) .
                  Czemu?
                  Jak juz pisalem, obecne status quo na polskich wyzszych uczelniach oznacza zwykle kumoterstwo, tzw. prorodzinna polityke zatrudniania na wyzszych uczelniach (czytaj: polityke zatrudniania potomstwa profesorow), wsobny wychow pracownikow naukowych (od magistra do rektora na tej samej uczelni) oraz zamkniecie sie na swiat, w tym nieuznawanie w Polsce dyplomow z najlepszych swiatowych wyzszych uczelni.
                  lech.keller@gmail.com
                  • Gość: gość portalu Kwestia zasadnicza IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.10, 12:54
                    A niby dlaczego mają uczyć dobrze ? Po co sobie robić konkurencję ? Przecież jest dobrze. Jest co żreć, na głowę nie pada i jeszcze coś zostaje.
                • Gość: I Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.10, 12:49
                  Pracuję w państwowej i prywatnej uczelni na analogicznych kierunkach. Studenci sprofilowani w sposób opisany przez kosmicznego_swira występują jeszcze na uczelniach państwowych, ale są na wymarciu. Dlatego, choć misją uniwersytetów jest prowadzenie badań (pracownicy nie mający dorobku nie otrzymują kolejnych stopni naukowych, więc przy pierwszej okazji są zwalniani), światy dydaktyki i badań naukowych są odseparowane. W przypadku prywatnych uczelni nie ma tego problemu, bowiem w większości nie prowadzą one żadnych badań. W efekcie to nieważnie, czy uczelnia jest państwowa, czy prywatna - poziom studiów jest niski głównie dlatego, iż przyjmowani są coraz słabsi kandydaci (systematycznie obniża się liczba punktów z matury wymagana do przyjęcia na studia).
                  Oczywiście są różnice w zarobkach pracowników państwowych i prywatnych uczelni (nawet nie wiem jak duże - nie kontroluję tego, bo i tak są one nieporównywalne tego, co zarabiam na szkoleniach biznesowych), co może tłumaczyć różnice w zaangażowaniu w dydaktykę. Osobiście uczę tak samo, czyli najlepiej jak potrafię, na studiach dziennych, wieczorowych, zaocznych, czy podyplomowych. To jednak bez znaczenia - krawiec kraje, jak mu materii staje. Kuriozalne jest to, że w szkoleniach biznesowych spotykam się z większą otwartością, chłonnością i zaangażowaniem, niż wśród studentów (mam na myśli "średnią", a nie indywidualne przypadki). Na uczelniach pokutuje wciąż zasada 3Z.
                  Niestety zła rekrutacja to nie jedyny grzech uczelni. Uczelnie prywatne stosują naciski na zdawalność (osobiście doświadczyłem ich), zaś państwowe na źle rozumianą akademickość oferty dydaktycznej (eliminacja propozycji zajęć typu 'learning by doing'; preferowanie wykładów). Temat rzeka...

                  Osobiście, wybierając uczelnię państwową czy prywatną w Polsce, kierowałbym się prestiżem dyplomu (są nielicznie uczelnie prywatne, których dyplom coś znaczy), lecz przede wszystkim jakością kadry akademickiej (w niektórych rankingach wyższych uczelni można znaleźć jej ocenę).


                • mch-wie Re: Co to w ogóle za tówr "uczelnia"? 25.10.10, 22:07
                  Masz absolutna racje. Dodam, ze glowny problem polega na tym, iz odpowiedzialni za nasz
                  kraj / = niekompetentni/, nie widza zmian dokonujacych sie w kierunku rozwoju
                  spoleczno - gospodarczego w Europie i na swiecie, nie widza tendencji rozwojowych. Za
                  tymi tendencjami musi nadazac rozwoj i poziom oswiaty. Obecnie wzrasta /na zachodzie/, zapotrzebowanie na pracownikow zawodowych i techniczych. Tyle, ze ich wiedza jest inna i znacznie wyzsza od polskich absolwentow. Wzrastajaca konkurencja na rynku pracy, automatyzacja, komputeryzacja powoduje, ze wieksze szanse zatrudnienia ma ten, ktory
                  wiecej umie.


              • kretynofil Powtarzam: Twoje miejsce jest w zawodowce... 25.10.10, 11:20
                > wiec zgadzam sie po co chodzic na zajecia jak mozna samemu wykuc, zdac, zapomniec.

                Bo wlasnie o to chodzi. Wiedza ktora masz opanowac ma byc w bibliotece, nie na wykladzie. Jesli sadzisz ze cala wiedza konieczna do uzyskania tytulu naukowego powinna byc przekazana na wykladach - to znaczy ze najwyzszym stopniem "naukowym" dla Ciebie dostepnym jest matura - i to tylko ta specjalna, Giertychowa...

                > poza tym jak Uczelnia prywatna moze byc gorsza niz panstwowa skoro 90% kadry prowadzi zajecia na panstwowych?

                Bo o poziomie nauczania swiadczy poziom studentow a nie wykladowcow, kretynie? Bo na studiach stacjonarnych dziennych na uczelniach panstwowych wymaga sie sie od studentow pracy a nie placenia czesnego? Bo zdecydowana wiekszosc studentow prywatnych/zaocznych/inaczej uposledzonych nie bylaby w stanie zdac ani jednego z egzaminow na studiach dziennych/panstwowych z pierwszego roku?

                Moze dlatego, kretynie?

                > Dydaktyka jest lepsza na prywatnych.

                Nie dydaktyka tylko tlumaczenie kretynom ze nie sa kretynami tylko "maja inne priorytety" ;)
                • Gość: twarozek Re: Powtarzam: Twoje miejsce jest w zawodowce... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.10, 11:59
                  Kretynofil - o ile w przypadku nieruchomości podpisuję się za tym co piszesz ręcoma i nogoma, o tyle w tym temacie zwyczajnie pie.przysz bzdury, podobnie jak większość zgromadzonych.

                  Wysyłając wszystkich na dzienne państwowe pamiętajmy o jednym - żyjemy w dzikim kraju, gdzie iloraz inteligencji jest odwrotnie proporcjonalny do zajmowanego stanowiska, i niestety trzeba się do tego dostosować ! Studia dzienne to po prostu większy stek bzdur do wkucia niż na zaocznych, żadna realna wiedza do przekucia w przyszłej pracy. Kształcić zawód ma zawodówka ? To co powiesz o inwalidach po najlepszych dziennych studiach państwowych, niepotrafiących w wieku 25 lat obsłużyć faxu, nadających się jedynie do parzenia kawy ? Taka jest rzeczywistość, ktoś kto za pracę zabiera się po studiach, jest inwalidą umysłowym a w przyszłości życiowym. Jak już mamy się tak wzorować na zachodzie, i podajemy za wzorce ichniejsze uczelnie to zacznijmy powielać wzorce, a nie ślepo kształcić teoretyków + tygodniowe praktyki na 4-tym roku. W tym dzikim kraju studia zaoczne pozwalają zdobywać doświadczenie - wiadomo, na 1-szym roku nie będzie się robiło nic wartościowszego niż to, w jaki sposób dorabiają na weekendy dzienni, ale 3-ci, 4-ty rok na ogół kończy się już awansem zawodowym i pewnymi perspektywami. To zaoczni zatrudniają potem dziennych :)

                  Uprzedzę Cię - dostałem się na państwowe, dzienne studia w stolicy, ale celowo z nich zrezygnowałem, poszedłem na zaoczne, a na 2-gim roku uzyskałem ciekawą pracę, którą pielęgnuję do tej pory i żyję na wysokim poziomie (nie mam kredytu ;) ). Gdybym został na dziennych, wylądowałbym w McDonaldzie i w szpitalu na depresję. I broń boże nie puszczę dziecka na dzienne, chyba że w tym kraju coś się zmieni - co jest raczej niemożliwe. Bez studiów dziennych też można mieć sporą wiedzą i teoretyczną i praktyczną, do tego bardziej przydatną. W liceum (dobrym) jechałem na 2/3, maturę zdałem bardzo dobrze. Lektur nie czytałem (poza historycznymi i ekonomicznymi), na ortografię i interpunkcję nie narzekam. Jednocześnie rozwijałem i teoretycznie i praktycznie swoją wiedzę ekonomiczną / historyczną / języki obce. Dzisiaj cieszę się, że obrałem taką drogę - nie musiałem skończyć swojej uczelni w wersji dziennej, żeby jak się okazało - absolwenci dziennie nie mieli pojęcia o podstawowych rzeczach, nt. których studiowali - to idealnie pokazuje jakie brednie są nam przedstawiane od x lat, pod postacią zmienionej okładki stęchłego profesorka. Aha dodam, że w żadnym wypadku nie cierpiało moje życie towarzyskie, uczuciowe, rodzinne :)

                  Po prostu warto już w gimnazjum/liceum olać prezentowane nam błachostki, a skupć się na tym co nas faktycznie interesuje. I broń boże na dzienne. Dziękuję.
                  • kretynofil Jestes w bledzie - co do zasady... 25.10.10, 12:15
                    > Wysyłając wszystkich na dzienne państwowe pamiętajmy o jednym - żyjemy w dzikim kraju, gdzie iloraz inteligencji jest odwrotnie proporcjonalny do zajmowanego stanowiska

                    Blablablabla. Guzik prawda. Po dobrych studiach na ktorych czlowiek sie uczy - nie ma zadnych problemow z praca. Reszta to marudzenie defetystow.

                    > Studia dzienne to po prostu większy stek bzdur do wkucia niż na zaocznych, żadna realna wiedza do przekucia w przyszłej pracy.

                    Kolejna bzdura. To nie tak. Po prostu wiekszosc ludzi nadaje sie najwyzej na wyrobnikow i tacy powinni konczyc nauke w szkole zawodowej. Studia sa z zalozenia dla tych ktorzy potrafia z teoretycznej wiedzy wyciagnac wnioski i na ich podstawie zbudowac cos praktycznego.

                    Brutalna prawda jest taka: nie kazdy nadaje sie na studia, wiekszosc ludzi jest na to po prostu zbyt glupia/leniwa. Problem w tym ze pokolenie "bezstresowego" wychowania nie moze sobie z tym poradzic, ich czesto inteligentni rodzice rowniez nie - i dlatego powstaja zawodowe szkolki do szkolenia magistrow od obslugi faksu...

                    > Bez studiów dziennych też można mieć sporą wiedzą i teoretyczną i praktyczną, do tego bardziej przydatną.

                    Oczywiscie. Umiejetnosc kladzenia kafelkow jest znacznie bardziej przydatna niz rozniczkowanie - dlaczego w takim razie co roku uczymy tysiace mlodych ludzi rozniczkowania i moze setke - glazurnictwa?

                    Ogolnie: bredzisz... Jesli ktos chce sie "specjalizowac" (czytaj: na skroty do konkretow zeby sie nie przepracowac) to "magazynier" przed nazwiskiem do niczego mu nie jest potrzebny...
                    • Gość: Kagan Re: Jestes w bledzie - co do zasady... IP: 193.136.157.* 25.10.10, 12:30
                      Racja, 'kretynofil'. Brutalna prawda jest taka: nie kazdy nadaje sie na studia, wiekszosc ludzi jest na to po prostu zbyt glupia/leniwa.
                      Stad tez nalezy natychmiast zamknac 90% polskich wyszych uczelni (zostawic tylko te, ktore istnialy przed rokiem 1980) ,a na pozostalych przeprowadzic gruntowna weryfikacje kadry akademickiej, polegajaca na zwolnieniu wszystkich profesorow, adiunktow i wykladowcow, ktorzy nie znaja dobrze conajmniej dwoch jezykow obcych (w tym angielskiego jako jednego z nich) i nie odbyli conajmniej rocznej praktyki w uczelni bedacej w pierwszej setce rankingow typu Szanghajskiego czy THES.
                      Lech Keller-Krawczyk , PhD (Monash)
                      Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD), Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
                      Email: lech.keller@gmail.com
                      • kretynofil Ale to nie wszystko... 25.10.10, 12:41
                        ...bo powstanie wielka luka. Te "zamkniete" uczelnie trzeba by bylo natychmiast przemianowac na "zawodowki" (bo i tak sa nimi dzisiaj), nawet nie trzeba by bylo wymieniac kadry ani studentow ;)

                        Naprawde, eliminacja zawodowek i ograniczenie liczby technikow - to jakas paranoja...
                      • ar.co Re: Jestes w bledzie - co do zasady... 25.10.10, 12:45
                        Najbardziej mi się podoba, jak byle researcher z trzeciorzędnego uniwersytetu w Portugalii wymyśla warunki działania systemu szkolnictwa wyższego w Polsce. Przy czym najwyższą kwalifikacją ma być znajomość języków obcych (a nie to, czy ma się coś do powiedzenia choćby we własnym).
                        • Gość: Kagan Re: Jestes w bledzie - co do zasady... IP: 193.136.157.* 25.10.10, 13:07
                          Czemu od razu nie czwarto, albo piatorzednego? I jak sobie wyobrazasz dzis naukowca, ktory nie zna, i to dobrze, angielskiego? W tej biednej Portugalii, trudno jest znalezc naukowca, ktory by nie znal dobrze angielskiego, a takich, co go w ogole nie znaja, to po prostu nie ma... A w Polsce? Np. taki "prof." Kaczynski?
                          Jak sobie np. wyobrazasz polskiego profesora na miedzynarodowym kongresie? Z tlumaczem?
                          I czemu atakujasz mnie jako anonim?
                        • spokojny.zenek Re: Jestes w bledzie - co do zasady... 25.10.10, 13:19
                          ar.co napisała:

                          > Najbardziej mi się podoba, jak byle researcher z trzeciorzędnego uniwersytetu w
                          > Portugalii wymyśla warunki działania systemu szkolnictwa wyższego w Polsce. Pr
                          > zy czym najwyższą kwalifikacją ma być znajomość języków obcych (a nie to, czy m
                          > a się coś do powiedzenia choćby we własnym).

                          Celne :-)))

                          • Gość: Kagan Re: Jestes w bledzie - co do zasady... IP: 193.136.157.* 25.10.10, 13:28
                            Kolega anonim angielskiego nie zna, wiec nie ma szans na prace na Zachodzie. WSPOLCZUJE!
                            • kretynofil Pitolisz, Kagan... 25.10.10, 13:41
                              > Kolega anonim angielskiego nie zna, wiec nie ma szans na prace na Zachodzie. WSPOLCZUJE!

                              Kolejny pojechal po stereotypach... Ktos Ci dosral, poniekad slusznie (za sam fakt spamowania swoich "tez" na forach nalezalo Ci sie), a Ty wyjezdzasz z jakims glupim stereotypem bardziej zaradnych (bo umiejacych wydukac pare zdan po angielsku) zmywakow?

                              Daj spokoj.

                              Jesli chcesz podjac z tym polemike to osmiesz go piszac co probowales zrobic zeby zmienic polski polswiatek naukowy, na ile dobrze go znasz itd.

                              Ja nie chce sie wypowiadac na temat zasadnosci Twoich roszczen - ale faktem jest ze dla mnie jestes bytem gdzies pomiedzy "oszolom" a "nieumiejacy sobie radzic z odrzuceniem kajtus". Moze sie myle, moze jestem niesprawiedliwy - ale taki obrazek wyziera z Twoich postow; albo raczej: ja go tak odczytuje.

                              Jesli nie chcesz byc tak postrzegany to nie unos sie swietym gniewem i przenajswietszymi stereotypami - tylko napisz cos co ten wizerunek zmieni...
                              • Gość: Kagan Re: Pitolisz, Kagan? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 13:52
                                Mowa byla o znajomosci tzw. Scientific English, a nie Mop & Sink English.
                                I czemu mnie atakujesz ad personam? Co w tym widzisz zlego, ze ja demaskuje patologie, tak dzis wszechobecna w polskiej nauce?
                                I ja nikogo nie chce osmieszac, ja chce tylko naprawy polskiej nauki, stad tez zamieszczam ma propozycje programu jej uzdrowienia.. Wiem tez, ze jest ta ma propozycja naprawy polskiej nauki bardzo niewygodna dla obecnej polskiej profesury, stad nie dziwie sie, ze mnie oni atakuja ad personam, gdyz brak jest im argumentow ad rem...
                                Sam polskiej nauki nie naprawie, ale moge przynajmniej pisac o jej bardzo zlym stanie i przedstawiac program jej naprawy.
                                Pozdr.
                                • kretynofil No dobra... 25.10.10, 14:00
                                  To bedzie offtopic.

                                  Mieszasz "ad rem" i "ad personam". Mowisz o demaskowaniu czegos o czym nie masz pojecia. Chcesz cos naprawiac - ale nie bardzo wiesz jak. To co nazywasz programem to najwyzej lista zyczen.

                                  I co najwazniejsze: domagasz sie argumentow ad rem w odpowiedzi na Twoje, bardzo personalne postulaty. To jest smieszne.

                                  To co najbardziej Ci sie w polskiej nauce nie podoba to to ze caly system naukowy nie padl na kolana przed dyplomem z australijskiego uniwestytetu. Rozumiem ze Cie to zabolalo - ale Tobie zrobila sie z tego poodrzuceniowa obsesja. Stad te "postulaty" i stad takie a nie inne reakcje na nie.

                                  Teraz mam spotkanie, za jakas godzine moge rozwinac ta wypowiedz, jesli oczywiscie chcesz.

                                  I to nie jest atak, ja sie zgadzam ze w polskiej nauce musi sie sporo zmienic i tez mi to lezy na sercu. Niemniej jednak uwazam ze to co robisz to jest prywatna krucjata odrzuconego kochanka - i jako taka dla postronnych jest niezbyt pociagajaca...
                                  • Gość: Kagan Re: No dobra... IP: 193.136.157.* 25.10.10, 14:07
                                    Moj przypadek jest tylko jednym z wielu, tyle, ze tylko ja mam odwage publicznie pisac o tym, ze polska nauka jest wrecz przezarta korupcja, i zamknieta na swiat z obawy konkurencji ze strony zagranicznych naukowcow oraz Polakow z dyplomami najlepszych zachodnich uniwersytetow.
                                    Kto na tym traci? Nie ja, bo ja pracuje na lepszych warunkach poza Polska, ale traci Polska, gdyz pieniadze podatnikow, ktore sa dzis w Polsce wydawane na nauke, sa zwyczajnie marnowane, z racji tego zamkniecia sie polskiej nauki na swiat...
                                    lech.keller@gmail.com
                                    • kretynofil Wybacz, ale to jest juz smieszne... 25.10.10, 14:29
                                      > Moj przypadek jest tylko jednym z wielu, tyle, ze tylko ja mam odwage publicznie pisac o tym

                                      Sorry, ale nawet Kretynofil nie jest na tyle zadufany w sobie (i zamkniety w swiecie swoich urojen) zeby przyjebac z czyms takim. Kompleks mesjasza, megalomania - wszystko za co skrytykowal Cie ktos wczesniej - wylazlo w tym jednym zdaniu i zasmierdzialo okrutnie...

                                      Tam gdzie sie wychowalem mawialo sie "wyzej srasz niz dupe masz"...
                                      • Gość: IQ Re: Wybacz, ale to jest juz smieszne... IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.10, 14:33
                                        > Tam gdzie sie wychowalem mawialo sie "wyzej srasz niz dupe masz"...

                                        kretynofil jak Ty się wyrażasz ;-) No, ale czyż można trafniej.
                                      • Gość: Kagan Re: Wybacz, ale to jest juz smieszne? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:17
                                        To nie jest smieszne, to jest wrecz smutne, ze kazdego, kto wystapi z programem naprawy polskiej nauki atakuje sie ad personam i stara publicznie osmieszyc.
                                        I te twoje slownictwo typu "przyjebac". Jakze typowe dla obecnej polskiej profesury...
                                        Lech Keller-Krawczyk , PhD (Monash)
                                        Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD), Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
                                        lech.keller@gmail.com
                                        • kretynofil No przyjebales, synu, przyjebales... 25.10.10, 21:44
                                          > ze kazdego, kto wystapi z programem naprawy polskiej nauki atakuje sie ad personam i stara publicznie osmieszyc

                                          Omow sobie to przy wodce i psychotropach z Kaczynskim. On na pewno doskonale zrozumie Twoj syndrom oblezonej twierdzy.

                                          Zrozum, synu, ze ja nie atakuje Ciebie i nie staram sie osmieszac. Co do zasady (ze polska nauke trzeba szybko reformowac poki w ogole jest co) to sie z Toba zgadzam - ale w szczegolach to wychodzi z Ciebie niereformowalny narcyz, megaloman, oszolom i kretyn.

                                          Przykro mi - ale przyjebales naprawde jak lysy o beton, przedstawiajac sie jako Konrad Wallenrod polskiej nauki, ktorego atakuja "wiadome sily" w celu zdyskredytowania Twojej Swietej Wojny. Naprawde, ja tego nie napisalem, ja Ci tego nie wmowilem... To sa Twoje wlasne slowa, ktore gdzies tam mi wyzieraly niesmialo spomiedzy wersow Twoich postulatow - a ze sie co do Ciebie nie mylilem, ten watek wykazal dobitnie...
                                          • kosmiczny_swir Re: No przyjebales, synu, przyjebales... 25.10.10, 23:26
                                            ykhm, kretynofilu, nie rzucaj tak mięsem, to nie końska rzeźnia. Dajmy sobie spokój z tą awnaturą. Wszyscy dobrze wiemy, że stan polskiej nauki może się zmienić tylko wraz ze świadomością ludzi z nią związanych, a tego nie da się zrobić szybko.
                                            • popisuarka Re: No przyjebales, synu, przyjebales... 26.10.10, 15:37
                                              Kretynofil to skonczony cham, nie zauwazyles tego?
                                          • Gość: Kagan Re: No przyjebales, synu, przyjebales... IP: 193.136.157.* 26.10.10, 13:32
                                            Znow sie popisuesz swym chamstwem, kretynofilu? I zauwaz, ze ja sie urodzilem w roku 1949, wiec nie traktuj mnie jak smarkacza...
                                            Niestety, ale polska mafia profesorska kazdego, kto sie stara zreformowac polska nauke, obrzuca zaraz wyzwiskami od "niereformowalnych narcyzow, megalomanow, oszolomow i kretynow". Tyle, ze w ten sposob to tylko udowadniaja iz sami sa owymi niereformowalnymi narcyzami, megalomanami, oszolomami i kretynami.
                                            I jesli mnie znieslawiasz publicznie, to czemu to robisz tchorzliwie, jako anonim?
                                            Dr. Lech Keller-Krawczyk, PhD (Monash), MA (Melbourne), BComm (Warsaw)
                                            Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD)
                                            Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
                                            www.cetrad.info/?action=pessoas/viewPerson&id=90
                                            Email: lech.keller@gmail.com, lech_keller@yahoo.co.uk
                                  • jakmutam kagan to nieudacznik 25.10.10, 17:03
                                    wywalony z rzeszowskich uczelni. Pląta się po świecie zaczepiając tam gdzie jeszcze o nim nie wiedzą po czym wywalany wedruje dalej. W międzyczasie zasr...... rzeszowski forum GW paranoicznymi postami i teoriami.
                                    • Gość: Kagan Re: kagan to nieudacznik IP: 193.136.157.* 25.10.10, 17:11
                                      Czekalem na ten post.
                                      Nieudacznik, ktory pracuje na portugalskim uniwersytecie, za pienadze, o ktorych w Rajsze mozna sobie tylko pomazyc...
                                      • kluska11 kagan to nieudacznik 25.10.10, 19:05
                                        W dodatku bez habilitacji
                                        U kangurow tez pracowal
                                        I co z tego?
                                        • Gość: Kagan Re: kagan to nieudacznik! IP: 193.136.157.* 25.10.10, 19:11
                                          W Polsce jest tylko magistrem, gdyz Polska do dzis nie uznaje australijskich doktoratow. I slusznie, gdyz na antypodach wszystko jest na opak, czyli ze doktor to tam znaczy, ze nic nie umie... Co innego australijski analfabeta!
                            • Gość: dfggdfhfgh Re: Jestes w bledzie - co do zasady... IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 13:47
                              tu się zgodzę.
                              wszystkie (istotne) publikacje naukowe są w języku angielskim - więc nie wyobrażam sobie, że można nie znać tego języka będąc wykładowcą!
                              i nie - korzystanie z tłumacza przy bardzo specyficznym słownictwie naukowym - nie jest okej.
                              • Gość: Kagan Re: Jestes w bledzie - co do zasady... IP: 193.136.157.* 25.10.10, 13:53
                                Dzieki za rozsadny glos w tej dyskusji.
                    • Gość: twarozek Re: Jestes w bledzie - co do zasady... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.10, 14:52
                      Brak słów, to nie nieruchomości chłopie, że tylko Ty reprezentujesz złoty środek, problem jest znacznie bardziej złożony.

                      Oczywiście, że na Akademiach Medycznych człowiek się nie nudzi, ale czy w takim razie tylko tejże absolwenci są dla Ciebie normalnymi ludźmi ? Sam takiej nie skończyłeś, więc mogę Cię podsumować (tak jak Ty to zrobiłeś) jako magazyniera albo tępaka niezdolnego do ciężkich studiów. Pochwalisz się co skończyłeś ?

                      Naucz się czytać ze zrozumieniem, z racji tego, że na medyczne się nie nadaję, to wybrałem rozwiązanie ŻYCIOWE, PRAKTYCZNE. Jak już wspominałem dostałem się na dobre studia dzienne (a było to mniej więcej wtedy kiedy i Ty zaczynałeś studia, kiedy jeszcze powiedzmy czegoś wymagali w przeciwieństwie do actuellement), ale celowo z nich zrezygnowałem. Gwarantuję Ci, że moje stanowisko wiąże się z pracą umysłową, certyfikatem międzynarodowym (czy CIMA, czy ACCA czy CIM czy CFA czy inne to już sobie wybierz sam), magazynierem możliwe, że jesteś w Brukseli - nikt nie wie kim jesteś więc i tego nie można wykluczyć, jesteś jedną z tych oferm, które w Polsce nie znalazły swojego gniazdka i cwaniakują from abroad. Prawda jest taka, że i w tym dzikim kraju się da, ale studia dzienne przeważnie wykluczają późniejszy wysoki standard życia (nie mylić z otrzymaniem spadku w wieku 30 lat). Aha mieszkanie kupiłem za swoje, nie dostałem cwaniaczku. Więc przestań patrzeć na wszystkich z góry albo powiedz w końcu kim jesteś.

                      Kolejna zła interpretacja - nigdzie nie napisałem, że skończyłem... WSxxx, i że poślę tam dziecko.

                      Jeżeli uważasz, że skrótami doszedłem do obecnego stanu rzeczy to powodzenia :), na skróty idą niedorajdy, które płaczą, że w Polsce się nie da i uciekają jak szczury zamiast starać się tu coś zmieniać. Kagan - podzielam Twoje postulaty a.d. szkolnictwa i przede wszystkim profesorków - ale czy robisz coś realnie w tym kierunku poza wpisami na forum ? To krzyk we mgle.

                      Dlaczego ? Bo jeszcze niedawno studia były ucieczką od wojska ? I target zawodówek szedł do WSxxx ? A obecnie ? Bo młodzi wierzą, że jakiekolwiek studia dadzą im cokolwiek - osobiście 3/4 obecnych studentów lepiej by zrobiło gdyby te kafelki faktycznie kładło, źle się w tej branży nie zarabia.

                      He he he, z teorii wyciągnąć wnioski i zbudować coś praktycznego - słucham Cię kretynofil, czekam na wynalazki / patenty / wstaw dowolne, które powstały z wykorzystania całek oraz innych matematycznych teoryjek. Pytanie za 100 pkt. rzec by można, taki wyszczekany zawsze jesteś więc na nie odpowiedz. Co zbudujesz na podstawie całek ? Niewolnicy całek to tacy sami niewolnicy jak Ci spod krzyża, ślepa wiara, że to w czymś pomoże... W tym momencie dochodzimy do punktu, gdzie prosty człowiek wybierze dojrzale kładzenie kafelków, yntelygent (jak Ci inwestorzy od pustaków) strzeli sobie gola i będzie wyznawcą całek. Ale raty kredytu nie wyliczy, mimo że skończył studia ekonomiczne !

                      • kretynofil Rece mi opadly... 25.10.10, 15:11
                        > Sam takiej nie skończyłeś, więc mogę Cię podsumować (tak jak Ty to zrobiłeś) jako magazyniera albo tępaka niezdolnego do ciężkich studiów. Pochwalisz się co skończyłeś ?

                        I bedziesz mial racje. Nie bylbym w stanie skonczyc medycyny. Spotykalem sie z dziewczyna ktora studiowala stomatologie i bylem pelen podziwu dla jej pracowitosci.

                        Moje IT to przy tym spacerek...

                        > Naucz się czytać ze zrozumieniem, z racji tego, że na medyczne się nie nadaję, to wybrałem rozwiązanie ŻYCIOWE, PRAKTYCZNE.

                        Ale ja Ci nie zabraniam. Nie rozumiesz. Ja postuluje zeby ktos kto chce zyciowe, praktyczne, tu i teraz, bez nauki, bez przesiadywania w bibliotekach, gotowe rozwiazanie na talerzu - zeby taki ktos szedl do szkoly policealnej/zawodowki/technikum. KROPKA

                        Natomiast jesli ktos chce cos wiecej to niech idzie na uniwersytet/politechnike. KROPKA

                        Ty natomiast postulujesz zeby wszystkie uniwersytety zjechaly w dol do Twojego (dosc niskiego, sadzac po poprzednim poscie) poziomu, zeby bron boze zadna szkola nie wypuszczala lepiej od Ciebie wyksztalconych magistrow - zebys bron boze w towarzystwie nie wyszedl na glupka.

                        Uwaga na marginesie: nie, nie uwazam absolwentow zawodowek za glupkow. Za glupkow uwazam ludzi ktorzy musieli komus zaplacic zeby sie przeslizgac przez studia - i mimo wszystko te studia (po co?!) robili.

                        Wszystkie certyfikaty jakie podajesz to swietna ilustracja: to sa CERTYFIKATY ZAWODOWE a nie tytuly naukowe. Po zaswiadczenie o zdolnosci do wykonywania zawodu idzie sie do zawodowki nie na uniwersytet!!!

                        Moze zaczniemy z urzedu dawac doktorat kazdemu kto ma uprawnienia do pracy z pradem ponad 1KV? Do tego sprowadza sie Twoja argumentacja.

                        Chcesz szybko i latwo: do tego sa zawodowki. Nie wymagaj ze uniwersytety zniza sie do Twojego poziomu!!!

                        Natomiast co do zastosowan calek to naprawde, trzeba byc wybitnym tumanem zeby nie wiedziec do czego sa uzywane... Co cos strasznego ze ktos z takim absolutnym brakiem podstawowej wiedzy probuje sie wypowiadac na temat nauki...
                        • Gość: Kagan Re: Rece mi opadly... IP: 193.136.157.* 25.10.10, 15:32
                          Kogo ty znow zrownujesz z ziemia, moj ty kretynofilu mily?
                      • Gość: Kagan Re: Jestes w bledzie - co do zasady... IP: 193.136.157.* 25.10.10, 15:46
                        Jesli mas z kredyt na zmienny procent, to nie wiesz, jaka ona bedzie nawet za miesiac...
                        Tylko kretyni myla matematyke z ekonomia...
                        • Gość: twarozek Re: Jestes w bledzie - co do zasady... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.10, 17:05
                          Tylko kretyni porównują certyfikat zawodowy (cieśla) do międzynarodowych certyfikatów dot. szerokopojętych finansów. Ten mój "certyfikat zawodowy" jest udokumentowaniem biegłej znajomości kilkunastu rodzajów zagadnień, które to trzeba zaliczyć w języku obcym. Dodam, zagadnień wkraczających przede wszystkim na obszar ekonomii, matematyki, gier i ryzyka, metod aktuarialnych, zresztą nie będę się spisywał.
                          To Ty pokazujesz swój poziom starając się wmówić, że inteligentny to ten, kto zaliczył studia dzienne, i przesiadywał w bibliotece - rozumiem, że ja jestem tępy bo wolałem ten czas przeznaczyć na samodzielne poznawanie poszczególnych zagadnień mnie interesujących oraz na naukę w stopniu u-i dwóch języków obcych, których to na pewno nie nauczyłbym się na tych wspaniałych studiach dziennych ?
                          Po raz kolejny powtarzam, do czego komu na rynku potrzebny inwalida, który w wieku 25 lat nic nie potrafi, poza wyciągnięciem ściągi, na której przeszedł studia dzienne ?
                          Pisząc o tych wszystkich zaletach studiów dziennych, wyłania mi się obraz okularnika we flanelowej koszuli - c`est vrai ? Uważasz, że jesteś wyjątkowy, że przeszedłeś studia IT ? Właśnie nie jesteś wyjątkowy, skoro musiałeś do tego używać biblioteki :), geniusz obejdzie się bez :) A zarazem daj innym żyć jak chcą, nie każdy chce 5 lat przesiedzieć w bibliotece, żeby potem flanelowiec wyniósł go na forum na piedestał, daj ludziom korzystać z życia, podróżować z plecakiem, takie coś poszerza horyzonty, a nie idiotyczne wzory (które nota bene musiałem swego czasu umieć, a których kompletnie nie używam w pracy zawodowej). Wdech, wydech brachu, skąd w Tobie tyle zawiści i jadu :)
                          Aha, wielu absolwentów studiów dziennych z mojej uczelni to ci, z których tak się naigrywujesz - lemingi CHF. Tacy mądrzy a tacy głupi i podatni na reklamy :))) Skąd ta dziwna zależność, że ci yntelygentny popełniają takie błędy (dotyczące wielu dziedzin życia, nie tylko kredytów), czyżby za dużo teorii a za mało praktyki... ?
                          • kretynofil Czego chcesz, kretynie?! 25.10.10, 21:50
                            > Tylko kretyni porównują certyfikat zawodowy (cieśla) do międzynarodowych certyfikatów dot. szerokopojętych finansów.

                            A czym sie rozni jedno od drugiego? Tym ze Ty masz jedno z nich i gleboka potrzebe poczucia sie lepszym od ciesli?

                            Nie ma nic zlego w byciu wyrobnikiem - dopoki sie jest zadowolonym z tego co sie robi i nie probuje sie ponizac innych. Poniewaz z czegos Ci wyszlo ze Twoj papierek jest wiecej wart niz papierek glazurnika - to zjebalem Cie z tej samej perspetkywy.

                            Zapieniles sie, synu, jak typowy zakompleksiony burak z pretensjami. Zapieniles sie, kiedy Twoje wlasne slowa wrocily skierowane do Ciebie. Przesmieszne ;)

                            I tyle, synus, i tyle...
                      • Gość: hrhr Twarozek - ty serio z ta calka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.10, 11:06
                        Czy Twoj przykład z całką jest pisany na serio?

                        Piszesz, że masz aktuariat, więc z tej matmy co nieco kumać musisz. I jeśli naprawdę dyskredytujesz teraz ważność teorii matematycznych - to tak jak napisał kretynofil, średnie wykształcenie techniczne jest dla Ciebie wystarczające.

                        W dupach się poprzewracało od szerokiego dostępu do wyższej edukacji. Magister to stopień naukowy, trzeba o tym pamiętać. Jesteś idealnym przykladem błedu systemowego, jeśli nie zrozumiałeś z tej matematyki niczego - co potwierdzają teraz Twoje słowa. Ewentualnie była to podpucha i jesteś zwykłym trolem - w obu przypadkach krzyż na drogę i wypad.
                        • Gość: Kagan Czym jest matematyka? IP: 193.136.157.* 26.10.10, 12:55
                          Quotations from The Principia Mathematica, a three-volume work on the foundations of mathematics, written by Alfred North Whitehead and Bertrand Russell and published in 1910, 1912, and 1913. In 1927 it appeared in a second edition with an important Introduction To the Second Edition, an Appendix A that replaced *9 and an all-new Appendix C:
                          "From this proposition it will follow, when arithmetical addition has been defined, that 1+1=2." – Volume I, 1st edition, page 379 (page 362 in 2nd edition; page 360 in abridged version).
                          *54.43: From this proposition it will follow, ... that 1+1=2. The proof is actually completed in Volume II, 1st edition, page 86, accompanied by the comment, "The above proposition is occasionally useful."
                          en.wikipedia.org/wiki/Principia_Mathematica
                          • Gość: hrhr Re: Czym jest matematyka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.10, 13:23
                            Tak, dobrze zrozumiałeś, matematyka to logiczne dowodzenie postawionej tezy, za pomocą przyjętych założeń.

                            I twój przykład wyjęty z kontekstu niczego tu nie zmienia. Zakładam, że wybrałeś go, by ośmieszyć matematykę. Typowe dla populistów, rzucić jednym przykładem wyjętym z kontekstu i nie mającym żadnego znaczenia.

                            Już się kagan wystarczająco skompromitowałeś w tym temacie, nie róbuj bardziej.

                            Poza tym, mowa była o całkach, więc jeśli poza nic nie wnoszącymi przykładami nie masz nic więcej do powiedzenia - zamilcz.
                            • Gość: Kagan Re: Czym jest matematyka? IP: 193.136.157.* 26.10.10, 13:55
                              NIE! Matematyka to sztuczny jezyk, albo lepiej: przesadnie sformalizowana i niepotrzebnie a nadmiernie skomplikowana metoda dowodzenia oczywistych prawd, np. ze 1+1=2.
                              Nie popisuj sie tez swym brakiem umiejetnosci prowadzenia kulturalnej dyskusji.
                              Zas calka to po prostu taka sobie nieco bardziej skomplikowna suma. Nawet znak calki pochodzi od litery S. A ze caly kalkulus pochodzi od dzielenia przez zero (ukrytego za roznymi limesami, ale wciaz tam jednak siedzacego), to ma on mocno wapliwe fundamenty, choc jest przydatny w mechanice klasycznej (ale nie sprawdza sie juz w skali jadara atomu czy tez kwarkow).
                              Szalom!
                              lech.keller@gmail.com
                              • Gość: hrhr Re: Czym jest matematyka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.10, 14:14
                                Tak jak pisałem, operujesz na niewielkich wycinkach całego zbioru, coby tylko jeszcze bardziej pokazać że masz rację. "Oczywiste prawdy"? Uogólniasz na podstawie jednego przykladu, który w dodatku nie ma najmniejszego sensu jako wyjęty z kontekstu całej książki. To właśnie typowe dla populistów.

                                Kulturą dyskusji wykazałeś się w tym temacie już za bardzo. Teraz jeszcze do tego doszło powtarzanie zbutwiałych tez za jakimś radykałem antymatematycznym. Objawione prawdy o fizyce kwantowej były już wiadome dawno temu, teraz warto czytać aktualne artykuły z analizy stochastycznej czy teorii optymalizacji, czy cokolwiek. Ale z kim ja rozmawiam, przecież wciąż tkwimy na poziomie całki, której symbol pochodzi od litery S, a wszystko siedzi w worku przesadnego sformalizowania.

                                "oczywiste prawdy" - hahaha.

                                Bez odbioru, zajmij się tym, w czym jesteś dobry. Na matematyce nie bardzo się znasz.
                                • Gość: Kagan Re: Czym jest matematyka? IP: 193.136.157.* 26.10.10, 14:23
                                  1. Uzylem konkluzji z jednego z najwybitniejszych dziel XX-wiecznej matematyki.
                                  2. Nie ma wedlug ciebie sensu, ze 1+1=2? To ile jest wiec wedlug ciebie 1+1? W systemie dziesietnym, oczywiscie...
                                  3. Czy to ja obrazam mych adwersarzy? To mnie sie tu wymysla od kretynow czy oszolomow i nieudacznikow...
                                  4. Ty tylko myslisz, ze sie znasz na matematyce. Zrozum, ze matematyka to jest jak religia. Jesli nie uwierzysz w te niematerialne, bezwymiarowe punkty i w zero, ktore w kalkulusie raz jest, a raz go nie ma czy tez w zbiory "nieskonczone", to zostajesz wyklety przez kaplanow tej religii, zwanej matematyka...
                                  Szalom
                                  lech.keller@gmail.com
                • zmienna_elfka Re: Powtarzam: Twoje miejsce jest w zawodowce... 25.10.10, 12:03
                  Nie zgdazam się z Tobą - jestem dokładnym zaprzeczeniem Twoich słów :P Swego czasu z jednych studiów (po 3 latach) przeniosłam się na inny tryb i jakoś na jednych i drugich można dać sobie radę. Owszem studia niestacjonarne są może i odrobinę łatwiejsze - jednak tutaj student znacznie więcej nadrabia poza zajęciami. W końcu materiał do dziennych jest zbliżony a liczba godzin znacznie mniejsza. Natomiast będąc na państwowej uczelni, na studiach stacjonarnych zapewniam Cię, że ani razu nie udałam się 'studiować' do biblioteki :))
                  • kretynofil Wyjatek potwierdzajacy regule... 25.10.10, 12:16
                    Ot co...
                • Gość: po_panstwowej Re: Powtarzam: Twoje miejsce jest w zawodowce... IP: 87.204.255.* 25.10.10, 12:24
                  Zgadzam się w całej rozciągłości. Kretynofil opisuje to może zbyt mocnymi słowami, lecz to moim zdaniem prawda. W ogromnym skrócie - studia mają nauczyć życia a nie kucia na blachę teorii..
                  • kretynofil Jesli ktos teorii zrozumiec nie moze i musi ja... 25.10.10, 12:31
                    ...zakuc - to naprawde wyjasnienie jest proste. Ten ktos nie ma predyspozycji do pracy naukowej i jego obecnosc na uczelni jest niepozadana dla wszystkich zainteresowanych:
                    - student sie meczy zakuwajac, traci czas na zbyt trudna prace, wyniesionej wiedzy nie wykorzysta,
                    - podatnicy placa za cos co zupelnie nie ma sensu - bo koszt wyksztalcenia studenta sie nie zwroci,
                    - uczelnia uzera sie ze studentem dla ktorego material jest zbyt trudny.

                    Po co? Wszyscy traca bo ktos chce miec papierek? To nie prosciej zeby poszedl do zawodowki, tam nauczyl sie tego co zrozumie, co przyda mu sie od razu i od razu zacznie zwracac w podatkach to co w niego zainwestowano?

                    Powszechna edukacja wyzsza (taka jak w PL) to marnowanie pieniedzy. Tak samo: mozna wegiel wozic ferrari (no co, mozna) - ale czy warto? Czy komukolwiek sie to oplaca?
                  • Gość: dfggdfhfgh Re: Powtarzam: Twoje miejsce jest w zawodowce... IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 14:06
                    W ogromnym skrócie - studia mają nauczyć życia a nie kucia na blachę teorii..

                    zgadzam się, chociaż zamiast "życia" powiedziałabym, że myślenia wielokierunkowego i poszerzenia horyzontów.
                    dobre, porządne studia rozwijają umysłowo. uczą człowieka nowych toków rozumowania. i sprawiają że człowiek jest bardziej elastyczny w rozwiązywaniu problemów.
                • Gość: taka sobie Stereotypy IP: *.chello.pl 25.10.10, 22:40
                  Moja profesorka (pracujący i tu i tu) powiedziała mi kiedyś, że pomiędzy dobrymi studentami od nas (prywatna- czemu sporo studentów ją wybrało pisałam w osobnym komentarzu) i studentami uniwerku nie ma żadnej różnicy- różnica jest na poziomie tych najgorszych. I to jest fakt. Ale oczywiście wszyscy inni zawsze wiedzą lepiej... Zieeew
                  Prawda jest taka, że kto jest lepszy zweryfikuje życie, a nie wypowiedź na forum :)
              • Gość: dfggdfhfgh Re: Pieknie, pieknie... IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 11:22
                Dydaktyka jest lepsza na prywatnych. Badania na panstowych. Skoro studia to w wiekszosci dydaktyka to wniosek jest prosty.

                Na polibudach (na dziennych) jest więcej badań.
                I tak - państwowe uczelnie gwarantują wysoki poziom laborek.
              • Gość: Kagan Re: Pieknie, pieknie... IP: 193.136.157.* 25.10.10, 12:18
                Powiedzmy sobie wyraznie, ze obecne status quo na polskich wyzszych uczelniach oznacza zwykle kumoterstwo, tzw. prorodzinna polityke zatrudniania na wyzszych uczelniach (czytaj: polityke zatrudniania potomstwa profesorow), wsobny wychow pracownikow naukowych (od magistra do rektora na tej samej uczelni) oraz zamkniecie sie na swiat, w tym nieuznawanie w Polsce dyplomow z najlepszych swiatowych wyzszych uczelni.

                Stad wiec jedyna rada jest pozbycie sie tego balastu w postaci PRLowskich profesorow poprzez nastepujace reformy:
                1. Zlikwidować wreszcie te dożywotnie, belwederskie profesury (przeżytek feudalno-PRLowski, który powoduje, iż nie można się pozbyć profesora, którego wiedza dawno temu się zdeaktualizowała).
                2. Zlikwidować habilitacje, jako kolejny feudalno-PRLowski przeżytek, uniemożliwiający awans prawdziwym naukowcom, a jednocześnie zweryfikować doktoraty i podwyższyć wymogi ich uzyskiwania.
                3. Nie uznawać dyplomów z podejrzanych uczelni (np. ze Słowacji), choćby były one unijne, a natomiast uznawać dyplomy czołowych uczelni świata, niezależnie od kraju, w którym zostały one uzyskane.
                4. Wprowadzić uczciwe, otwarte konkursy na stanowiska od asystenta do profesora, w których jury składało by się z cudzoziemców, wylosowanych przez komputer z puli ekspertów (na to musza się znaleźć fundusze).
                5. Wprowadzić w Polsce, jako obowiazujace prawo, Europejska Kartę Naukowca oraz Kodeks Postępowania przy Rekrutacji Pracowników Naukowych:
                64.233.183.132/search?q=cache:lXz9qRRQ4OUJ:europa.eu/eracareers/pdf/kina21620b8c_pl.pdf+karta+naukowca&hl=pl&ct=clnk&cd=1&gl=pl
                6. Zlikwidować autonomie uczelni państwowych - są one finansowane przez podatników, i przed podatnikami muszą wiec one odpowiadać.
                7. Wprowadzić wreszcie ograniczenia w wieloetatowości pracownikow naukowych.
                8. Zlikwidować PAN (dyrekcję, nie instytuty, które powinny być połączone z uczelniami wyższymi).
                9. Zamiast rozpraszać fundusze na finansowanie małych laboratoriów, nalezy przeznaczyć je na udział Polski w takich instytucjach międzynarodowych jak CERN czy ESA.
                10. Przestać gadać o reformie, a zacząć ją wreszcie wdrażać! W przeciwnym wypadku, takie uczelnie jak PWr, UWr, UPWr nadal pętać sie będą na koncu tabeli, gdzies w piątym tysiącu rankingu światowych uczelni.

                lech.keller@gmail.com
          • mpp29 Re: Pieknie, pieknie... 25.10.10, 11:54
            Kretynofil - skonczylem i panstwowa uczelnie (pracy po niej szczerze mowiac nie chce mi sie szukac - choc kierunek ciekawy i zapotrzebowanie jest) i prywatna szkole "dansu i lansu" jak to nazywasz (po ktorej pracuje na fajnym stanowisku, robie to co lubie, w zawodzie i nikt mi niekompetencji dotad nie zarzucil) ;) na konsultacje chadzalem i tu i tu - z checi zadania pytan celem potwierdzenia lub zanegowania tez moich zrodzonych z dociekliwosci osobistej, nigdy celem "wez mi pan doradz bo mam problem sam ze soba".
            I w czym jest roznica - szkola panstwowa dala mi wiedze teoretyczna, dokladna, acz tylko teoretyczna. Do preparatow dopuszczano mnie okazjonalnie i na krotko, z racji ilosci chetnych do owego. Szkola prywatna - mniej teorii, duzo praktyki + "tutaj sa pieniadze, schylcie sie a beda wasze" - czyli cala seria porad z zycia wzietych. I owszem - mozna placic i konczyc, ale mozna tez "Studiowac" w szkole prywatnej. Zaleznie od podejscia "kandydata" na magistra;)
            Co do poziomu nauki - jak ktos chce to i bez uczelni osiagnie poziom wiedzy odpowiedni, jak ktos nie chce - to czy na prywatnej, czy na panstwowej wiedzy do glowy lopata mu nie naklada. I nie mieszaj prosze owczego pedu do zdobycia "papierka" z prawdziwa checia zdobycia wiedzy (choc stawiam, ze proporcje wynosza 80-20).

            Z pozdrowieniami,
            mpp
            • kretynofil Proporcja 80-20 wystarcza zeby generalizowac... 25.10.10, 12:26
              I tak, oczywiscie, na kazdych studiach jest odpowiednik StaroCerkiewnoSlowianskiego (wygooglaj sobie) - czyli jakis koszmarny bzdet na ktorym wiekszosc studentow sie wyklada, bzdet do ktorego nigdy sie nie wraca i ktory kompletnie marnuje czas wykladowcow i studentow.

              Mozna tak samo wskazac tumanow na dziennych/panstwowych i geniuszy w prywatnych szkolkach.

              Mozna podac cala mase przykladow absolwentow renomowanych uczelni w Biedronce i "udacznikow" ze szkolek gotowania na gazie.

              Nie zmienia to faktu ze co do zasady (co potwierdzasz podajac proporcje) ja mam racje. Czytam te bzdety o profesorskich konsultacjach - jesli ktos mowi ze wiedze zglebial na konsultacjach to wiem ze klamie - bo albo poszedl na ploty albo po liste lektur z ktorych potem zasiegnal wiedze.

              Nie da sie w trakcie 30 godzin wykladow nawet pobieznie opisac calego tematu. Jesli ktos tego oczekuje - to znaczy ze dla niego jest liceum ogolnooglupiajace ze swoim "kopac row od tego miejsca do drugiej po poludniu" ;)

              A co do Twoich sukcesow zawodowych - raz ze moze to byc odstajaca obserwacja a dwa ze nie bierzesz pod uwage "gimnastyki umyslowej" ktora zaserwowano Ci na uczelni. Pamietaj ze nie zawsze sam "content" jest wazny, czasami znacznie bardziej przydaje sie "droga do niego"...
              • Gość: bdbasdsbs1 Re: Proporcja 80-20 wystarcza zeby generalizowac. IP: *.dip.t-dialin.net 25.10.10, 13:05
                jestes jedyny, ktory tu wspomnial o braku ksztalcenia zawodowego w Polsce. No, jezeli z uczelniami jest tak zle, jak tu wielu pisze, to moge dodac do tego, ze mit polskiego hydraulika (ogolnie: fachowca) jest wlasnie.. mitem. Zadko kiedy ktos na poziomie wyksztalcenia zawodowego potrafi cos zrobic faktycznie dobrze. Z podanych tu opisow wnioskuje, ze "za to" macie "swietnych" maturzystow i doktorow.. To ci, co nie ukonczyli zawodowek.. :D
          • Gość: Mark Re: Pieknie, pieknie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 14:31
            > Ostatni bastion na drodze do przeksztalcenia Polski w Meksyk Europy - pokonany.
            >
            > Juz piec lat temu (czy ile), kiedy uchwalono wyplate stypendiow w prywatnych sz
            > kolkach dansu i lansu, bylo wiadomo ze chodzi o wykonczenie panstwowej (dobrej)
            > edukacji. By zylo sie lepiej, bo durnym spoleczenstwem latwiej manipulowac.

            Niestety, ale dobra edukacja państwa to oksymoron. Nie bez powodu większość najlepszych uczelni na świecie to uczelnie prywatne! W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, ze uczelnie państwowe mają większy poziom niż prywatne, ale to powoli przestaje być prawda. Powstają w Polsce uczelnie prywatne, które przestają iść w ilość, a zaczynają w jakość, gdyż tylko to pozwala im utrzymać się na rynku. Na uczelniach państwowych jest natomiast tendencja zupełnie odwrotna i idą one zupełnie w ilość, bijąc pod tym względem najbardziej „lajtowe” uczelnie prywatne, a czynią to w najbardziej perfidny sposób, przez rozmienianie na drobne dawnej renomy uczelni, wypracowanej przez poprzednie pokolenia kadry naukowej (vide UJ).

            Prawda jest taka, że za dobry produkt musisz dobrze zapłacić. Na „bezpłatnych” studiach państwowych od lat panuje swoista urawniłowka, gdyż uczelnie państwowe dostają pieniądze z budżetu państwa, a budżet płaci od sztuki! Wiadomo, że poziom musi być nie najwyższy, aby jak najwięcej tych sztuk utrzymać. Ponadto student na państwowej uczelni nie jest żadnym partnerem dla wykładowcy, gdyż jego „pracodawcą” jest uczelnia, czyli państwo, a nie student. Zupełnie inaczej zaczyna być w szkołach prywatnych i tam, o dziwo, wykładowcy zaczynają się starać (oczywiście tylko w tych szkołach, które stawiają na jakość).
            • kretynofil W teorii - pieknie ;) 25.10.10, 14:51
              Jak to zwykle z neoliberalnym belkotem bywa: w teorii, "na chlopski rozum" - to masz racje.

              Szkoda tylko ze nie ma to zadnego odzwierciedlenia w rzeczywistosci - ale jak to neoliberaly (i inne zyjace z gloszenia dogmatow szamany) mawiaja "jesli fakty sa przeciwko teorii to tym gorzej dla faktow" :)

              Zyjcie sobie urojeniami o ambitnych studentach ktorzy beda placic i wymagac zeby psor ich uwalil jak zapija i sie nie naucza. Ja wole zyc w swiecie nieco bardziej rzeczywistym...
              • Gość: Mark Re: W teorii - pieknie ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 15:10
                > Szkoda tylko ze nie ma to zadnego odzwierciedlenia w rzeczywistosci - ale jak t
                > o neoliberaly (i inne zyjace z gloszenia dogmatow szamany) mawiaja "jesli fakty
                > sa przeciwko teorii to tym gorzej dla faktow" :)

                To raczej z wami socjalistami tak jest, ze "jesli fakty sa przeciwko teorii to tym gorzej dla faktow", a ponadto sami produkujecie problemy nie znane w innych niz socjalizm systemach. Popatrz na najlepsze uniwerki na swiecie. Zdecydowana wieszkosc z nich to uniwersytety prywatne, a za nauke na tych pozostalych, ktore sa panstwowe, tez trzeba slono placic i jakos tam nikt nie narzeka na poziom nauczynia. Wrecz przeciwnie.

                > Zyjcie sobie urojeniami o ambitnych studentach ktorzy beda placic i wymagac zeb
                > y psor ich uwalil jak zapija i sie nie naucza. Ja wole zyc w swiecie nieco bard
                > ziej rzeczywistym...

                A o stypendiach towarzysz slyszal? Caly akademicki swiat jedzie na odplatnej nauce i wspieranej przez stypendia. Tylko w Polsce wywaza sie otwarte drzwi tworzac mit bezplatnej nauki na poziomie wyzszym.
                >
                • Gość: Kagan Re: W teorii - pieknie ;) IP: 193.136.157.* 25.10.10, 15:36
                  Wyzsza eduacja to dobro luksusowe, wiec powinna byc ona odplatna, jednakze przy istnieniu systemow stypedialnych, zarowno panstwowych jak i prywatnych.
                  A jak polski student zna dobrze angielski, to moze juz dzis studiowac za darmo w Szkocji. I skonczyc prawdziwa wyzsza uczelnie. I miec dyplom uznawany wszedzie poza Polska.
                  lech.keller@gmail.com
              • Gość: dzia oj kretynofil IP: 213.134.148.* 25.10.10, 22:45
                Poczytałam trochę postów i zakładam twój fan klub - nomen omen temat mnie dotyczy bardzo. Ponadto postawiłabym postulat zakazu pracy u konkurencji - pracownikom placówek państwowych.
          • Gość: johnyboy Re: Pieknie, pieknie... IP: *.chello.pl 25.10.10, 20:37
            Studiuję drugi kierunek na państwowej uczelni i o ile na dziennych studiach nie przeszkadzała mi nieuchwytność prowadzących, bo zawsze miałem czas i możliwość się na nich "zaczaić" (w jakejś wyszeptanej przez sekretarkę tajemnej lokalizacji i czasie), żeby tylko skonsultować/oddać projekt, o tyle na zaocznych studiach nie mam czasu na zrywanie sie z pracy w środku tygodnia żeby szukać po różnych skrytkach prowadzących (o ile wogóle się pojawią). Na prywatnych uczelniach czesne idzie na to, żeby ludziom pracującym umożliwić naukę poprzez przygotowanie materiałów na zjady w weekendy (bo ludzie ci nie mają czasu w tygodniu iść do biblioteki itp. a w weekendy maja zjazdy). Natomiast na państwowej uczelni opłata ta jest karą/podatkiem za to, że nie studiujesz dziennie tylko pracujesz w tygodniu i już - o pomocach dydaktycznych zapomnij.
            STUDIOWAC zaocznie (w rozumieniu - szukac wszystkiego samemu po bibliotekach itd) to sobie mozna jakies pierdoły typu politologia, filozofia i inne humanistyczne duperele.
        • Gość: gość Re: Państwowe uczelnie są jak państwowe przychodn IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.10.10, 11:54
          > Studiowałem 1 kierunek na uczelni państwowej, a drugi na prywatnej. Państwowe u
          > czelnie to szajs. Najweselej jest gdy spotkasz tego samego profesora na obu ucz
          > elniach - w państwowej gość nieosiągalny, konsultacje raz w tygodniu 60 minut (
          > podczas których psora i tak nie ma). Na prywatnej - ten sam profesor potrafi by
          > ć punktualny, odpisywać rzeczowo na maile, niekiedy nawet daje studentom swój n
          > umer komórkowy...

          Widze, ze taki profesor z racji tytulu jest dla ciebie bogiem... A moze jednak ten numer komorkowy rozdaje chetniej studentkom niz studentom? A czy nie byloby lepiej nagrac wyklady jakiegos dobrego profesora i opublikowac je za darmo w sieci? Caly narod mialy cos z tego - niezamozny czlowiek moglby sie uczyc na tym samym poziomie co taki ktorego stac na kilka tysiecy oplat za semestr. Zdecydowanie szkolnictwo to zmutowalo do galezi przymyslu i zeruje na marzeniach ludzi o lepszym bycie i pozycji zyciowej... A skoro poziom na panstwowych uczelniach jest tak niski to dlaczego nie zlikwidowac i sprywatyzowac wszystkich? Dlaczego maja one byc nadal socjalistyczna oaza gdzie sie udaje, ze sie placi a profesorzy udaja, ze pracuja?

          Cos mi sie te dwie twarze tego samego czlowieka zdecydowanie nie podobaja i dla mnie nie jest on autorytetem.
    • Gość: student Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.gemini.net.pl 25.10.10, 08:32
      Co sie porobilo na tym swiecie. Za niedługo będziemy płacić za powietrze wdychane na uczelni. Mogę płacić nawet 10 tys. zlotych za semestr jezeli beda mi gwarantowali ze znajde dobrze platna prace po tym kierunku, albo nie będę miał problemów z otwarciem firmy i wykorzystania technik poznanych na uczelni!!!! Powinny byc jakieś kontrakty między przyszłym pracodawcą, a studentem !!!
      • jankolodziejski Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych 25.10.10, 11:10
        Studia nie mają kształcić mechaników przyuczonych do zwodu, tylko dawać wiele możliwości nauczenia się jakiegoś zawodu. Ja chcesz pewnego zawodu, to technika zapraszają.
      • Gość: gość Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.10.10, 12:21
        > Co sie porobilo na tym swiecie. Za niedługo będziemy płacić za powietrze wdycha
        > ne na uczelni. Mogę płacić nawet 10 tys. zlotych za semestr jezeli beda mi gwar
        > antowali ze znajde dobrze platna prace po tym kierunku, albo nie będę miał prob
        > lemów z otwarciem firmy i wykorzystania technik poznanych na uczelni!!!! Powinn
        > y byc jakieś kontrakty między przyszłym pracodawcą, a studentem !!!

        Tez mi juz kiedys chodzil taki model po glowie, ze miejsce na studial znalazlby tylko taki student, ktory juz mialby w kieszeni swoja przyszla posade w przedsiebiorstwie. Takie studia bylyby dotowane przez przyszlego pracodawce a raz w tygodniu student spedzalby czas w przedsiebiorstwie uczac sie aktualnych technik i narzedzi.
        • katmoso Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych 25.10.10, 12:58
          heh, to już było. nazywało się zawodowymi szkołami przyzakładowymi.
          uniwersytet nie jest po to, żeby nauczyć studenta konkretnego zawodu. nawet prawnik po skończeniu pięcioletnich studiów musi jeszcze pójść na aplikację, żeby zacząć pracować w zawodzie (jako radca, notariusz, komornik, sędzia, itp.), lekarz musi odbyć staż i zdać egzamin lekarski. tak samo absolwent każdego innego kierunku powinien jeszcze się dokształcać, najlepiej pod kierunkiem swojego pracodawcy. studia uniwersyteckie mają dać ogólną wiedzę, umiejętności i obycie w świecie.
          ktoś wmówił studentom, że na studiach to oni mają się nauczyć, jak napisać dobre CV, obsługiwać xero, czy rozwiązywać już pierwszego dnia pracy powazne problemy związane z poważnymi projektami.
          studiowałam dla przyjemności i zdobywania wiedzy, a nie żeby dostać się na konkretne stanowisko w konkretnej firmie i "robic karierę". studia czegoś tam mnie nauczyły, ale przede wszystkim pokazały narzędzia, jak zdobywać dalszą wiedzę. wielu rzeczy nadal się uczę. i będę jeszcze wielu innych w przyszłości, o ktorych teraz nie mam pojęcia.
          jak ktoś chce mieć konkretny zawód, to jeszcze są policealne szkoły. nie łudźmy się, nie wszyscy z nas będą pracować na ważnych, kierowniczych czy specjalistycznych stanowiskach. ktoś musi obsługiwać te xera, wykonywać telefony, dowozić pizzę czy naprawiać sieć energetyczną. do tego naprawdę nie trzeba gimnastykować umysłu na teoriach omawianych na studiach wyższych.
    • Gość: rew Każdy matoł magistrem IP: *.ipgum.pl 25.10.10, 08:40
      kolejne osiągnięcie tzw Wolnej Polski
      • Gość: ed Re: Każdy matoł magistrem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 08:58
        chcialem zauwazyc ze taki trend jest OGOLNOSWIATOWY, nie jest wymyslem rodzimym, ale trzyba troche poczytac ......
        • miroo ed zazdrościsz czy jak? 25.10.10, 09:13
          Sam nie zdobyłeś tytułu magistra?
          A może zdobyłeś tytuł magistra ale wśród "matołów" magistrów nie potrafisz się wyróżnić, nie jesteś od nich lepszy i dopada Cię stresik, że jesteś na równi z ich poziomem?
          Chcesz budować społeczeństwo klasowe? Może zaczniesz gadać jak komuchy, które mówiły, że dziecko robotnika powinno zostać robotnikiem, dziecko lekarza lekarzem etc...
          Na tym polega postęp ludzkości - każdy ma takie same szanse na to aby się wyróżnić i swoją cegiełkę w postęp dołożyć... a to jaką każdy "matoł" zajmie pozycję w świecie, ile będzie zarabiał zależy od wielu czynników...
          Ty pewnie uważasz się za lepszego od innych i chciałbyś aby nikt oprócz Ciebie i twoich dzieci nie mógł studiować - to miałbyś przewagę.... ale tak nie będzie - widać, że jesteś osłem zwyczajnym...

          Gość portalu: ed napisał(a):

          > chcialem zauwazyc ze taki trend jest OGOLNOSWIATOWY, nie jest wymyslem rodzimym
          > , ale trzyba troche poczytac ......
          • occam Re: ed zazdrościsz czy jak? 25.10.10, 11:20
            > Ty pewnie uważasz się za lepszego od innych i chciałbyś aby nikt oprócz Ciebie
            > i twoich dzieci nie mógł studiować - to miałbyś przewagę.... ale tak nie będzie
            > - widać, że jesteś osłem zwyczajnym..

            A Ty za to, czy masz racje czy nie, jesteś zwyczajnym chamem :))
    • Gość: AGH Się panu z AGH chyba pomerdało :-) IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.10, 08:55
      Bartosz Dembiński opowiada o udogodnieniach wprowadzonych przez AGH dla studentów zaocznych. Jedyne 50 zł opłaty za pół roku parkowania w weekendy


      50 zł, ale nie w weekendy, a za cały tydzień płacą studenci dzienni.
      Zaoczni 65 ale za prawo wjazdu w weekendy.
      Czyli kiedy zaoczny chciałby podjechać w dzień roboczy i załatwić coś w dziekanacie czy bibliotece, to system go nie wpuści.

      Zdzieracie z zaocznych jak się da, a potem dziwicie się, że nie chcą studiować.
      • Gość: greg0,75 Re: Się panu z AGH chyba pomerdało :-) IP: *.ceramika.agh.edu.pl 25.10.10, 10:50
        Wbrew pozorom uczelnia nie jest z gumy, więcej samochodów na AGHowskie parkingi już się nie wciśnie...
        • Gość: AGH Re: Się panu z AGH chyba pomerdało :-) IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.10, 14:48
          > Wbrew pozorom uczelnia nie jest z gumy, więcej samochodów na AGHowskie parkingi
          > już się nie wciśnie...

          Parking AGH w weekendy nigdy nie jest pełny.

          Zaoczny za weekend płaci więcej niż dzienny za cały tydzień.
          • Gość: greg0,75 Re: Się panu z AGH chyba pomerdało :-) IP: *.ceramika.agh.edu.pl 25.10.10, 15:26
            Coś mi tu nie gra:
            Nie ma "tygodniówek"
            Studenci dzienni za 25 h/tydz. (tylko wieczory w dni robocze, płatne semestralnie) płacą nieco mniej, niż mogący parkować 58h/tydz. (tylko weekend, płatne semestralnie) studenci zaoczni

            www.agh.edu.pl/pl/dokumenty/regulamin-korzystania-z-systemu-kontroli-wjazdu-na-teren-agh.html
    • Gość: ed Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 08:56
      dlaczego sie tak dziwicie, studenci placa za studia tak jak w prywatnych szkolach a traktuje sie ich jak psy !
      np dziekanat jest czynny do 15, a zaoczni z reguly pracuja do 16 wiec zeby cos zalatwic trzeba brac wolne....jezeli wogole z paniami z dziekanatu mozna w danym dniu porozmawiac bo przez wiekszosc dni sprawiaja laske ze sie wogole odzywaja...........
      • grzeniu22 Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych 25.10.10, 09:24
        Po prostu żenada. Studenci idą tam, gdzie łatwiej. Pomijam powody ekonomiczne, myślę, że głównie chodzi jednak o łatwość studiowania, czytaj- trudność wywalenia. Oby się za bardzo nie przemęczyć. A przy szukaniu pracy będzie wielkie aj waj, że jakoś nie chcą absolwentów Wyższej Szkoły Prostowania Gwoździ... Coś za coś.
      • Gość: Ala Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.multi-play.net.pl 25.10.10, 10:48
        Dokładnie! Studiowałam na UJ zaocznie, bo nie mam 20 lat i dokształcam się po pracy, na koszt własny, a nie tatusia i mamy- pomijam to, że zajęcia nie prowadzą doktorzy czy profesorowie, jak na dziennych, ale pracownicy, którzy nawet nie starają się ukryć jak bardzo nie chcą uczyć zaocznych. Dyżury mają tylko w tygodniu, najlepiej w środę o 11, kiedy to każdy zaoczny jest raczej w pracy. Biblioteka nieczynna, czytelnia też, sekretariat z łaski czynny dwie godziny.I na każdym kroku uwagi typu "nie myślcie, że jak płacicie, to wam się coś należy". Nie uważam, że należy mi się magister, ale fakt faktem, że za studia płacę, więc jakieś wymagania mam. Dziękuję bardzo.
      • occam Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych 25.10.10, 11:26
        Dokładnie. Skoro płacę to chyba mogę przynajmniej wymagać elementalnej kultury od niezadowolonej z życia pani z dziekanatu, a mity czasem bywają łagodniejsze od prawdy...
        • Gość: Kagan Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: 193.136.157.* 25.10.10, 12:33
          Skoro placisz uczelni, to domagasz sie od niej tego, czego od niej oczekujesz. Niestety, ale tylko gora 10% studentow oczekuje wiedzy, reszta chce tylko dyplomu...
          Lech Keller-Krawczyk , PhD (Monash)
          Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD), Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
          Email: lech.keller@gmail.com
        • Gość: gość Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.10.10, 12:41
          > Dokładnie. Skoro płacę to chyba mogę przynajmniej wymagać elementalnej kultury
          > od niezadowolonej z życia pani z dziekanatu, a mity czasem bywają łagodniejsze
          > od prawdy...

          "Skoro płacę to chyba mogę przynajmniej wymagać" - wlasnie w tym tkwi szkopul - Jak placisz, to musisz ZADAC, DYSCYPLINOWAC, DOPILNOWAC i KOPAC w DUPY bo inaczej to bedziesz tylko JELENIEM i to nieszczesliwym... I tak to juz zostanie, ze prof czyta przez cale dekady na wykladach jedne a te same kartki a uczelnia mu za to placi zamiast kupic MAGNETOFON. Ale ta krowe to mozna doic bez konca.
    • Gość: Kulfon Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.89.98.101.static.crowley.pl 25.10.10, 08:59
      Studia właśnie zaoczne nie byłyby takie złe o ile przykładano by się w ogóle do jakości nauczania. Na dziennych wcale nie jest lepiej. Jedyna różnica że student obciążony jest większą ilością badziewia. No i co z tego że na dziennych jest trudniej jak trzeba się uczyć jakiegoś chłamu?
      Moim zdaniem do łask wrócić powinno szkolnictwo średnie!
      W wolnej polce nie to jest dramatem że studia do do d... Dramatem jest to że kiedyś było się od kogo uczyć a teraz nie ma. Fachowcy zostali pozwalniani na początku transformacji bo byli za starzy.
      • Gość: ktn Re: Kulfoan masz rację w ostatniej części IP: *.static.vip-net.pl 25.10.10, 09:39
        Faktem jest że uczelnie państwowe powinny być zlikwidowane i przekształcone w SA, jest to normalna firma , z tym wyjątkiem że jest w układzie rodzinno-feudalnym, i nie ma kto kształcić bo panuje tam wychów wsobny kadry. Podstawowe hasło grunt to rodzinka i układzik. Podstawowym działaniem powinno być zlikwidowanie prof belwederskich i habiltacji ( często kupownych na Słowacji lub Ukrainie nie znająć języka jaki tam obowiązuje) ponieważ to tylko utrzymuje pozory wyższości uczelni państwowych nad prywatnymi, chociaż i one będą coraz lepsze. Pracowałem 30 lat na technicznej uczelni państwowej we wschodnim miasteczku, Co sie tam liczyło: jaką flaszkę dostanie wykładowca w latach 80-tych od całej grupy a pózniej w 90-tych od studenta za zaliczenie czy egzaminu. Nigdy w uczelni państwowej nie sprawdzano trzeźwości personelu w dniach popularnych imienin czy imienin kadry admninistracyjnej a alkohol sie leje aż miło.
        Problem studentów zaocznych występuje z powodu matołów adminstracyjnych w uczelniach państwowych , ponieważ specjalności powinny być dostowane do potrzeb studentów i rynku a nie przedawnionej wiedzy kolesiów którym brakuje godzin do spełnienia pensum.
        Co do pracy na uczelniach prywaynych to nie jest tak jak sie pisz że pracownicy są do dyspozycji, jak jestem zatrudniony w prywatnej na umowę o dzieło i do dyspozycji jestem tylko tyle czasu ile jest w umowie i ani minuty dłużej ponieważ nie jeste społecznikiem na państowej byłe zawsze do dyspozycji poneiważ tam był nie normowany czas pracy.Studenci już od początku istnienia telefonów i interentu mieli dostęp do mojej osoby czyli konsultacji a nie tylko osobistej przy piwie lub flaszce . Koterie i bałwochwalstwo na małych państwowych uczelniach jest utrzymywane a szczególnie orgazm osiągnięć własnych kolegów czlonków senatu lub rad wydziałów. Uczelnie nie przygotowują do pracy a szczególnie nie ma w Polsce odpowiedzi w zależności jaką się uczelnię ukończyło i kto zatrudni. Nauka pozostała w układzikach komunizmu i tam jest to bardzo mocno zakorzenione i bardzo często transponowane na prywatne uczelnie. czytaj kursy.
      • Gość: AGH Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.10, 09:44
        > Studia właśnie zaoczne nie byłyby takie złe o ile przykładano by się w ogóle do
        > jakości nauczania. Na dziennych wcale nie jest lepiej. Jedyna różnica że stude
        > nt obciążony jest większą ilością badziewia. No i co z tego że na dziennych jes
        > t trudniej jak trzeba się uczyć jakiegoś chłamu?

        Wszystko zależy od uczelni i kierunku.

        Na AGH EAIE na dziennej i zaocznej równie łatwo się wylatuje.

        To nie Kup Sobie Dyplom, czyli prywatna KSW w Krakowie.
        • Gość: absolwent Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.chello.pl 25.10.10, 11:16
          Takiś mądry i pewnie po dziennych w państwowej, a nawet nie potrafisz rozszyfrować skrótu (i tak już nieaktualnego z racji awansu uczelni i zmiany nazwy).

          A swoją drogą - studiowałem jeszcze za czasów KSW - ludzie z mojej grupy, którym wydawało się, że opłacanie czesnego jest wystarczającym powodem do przechodzenia z semestru na semestr szybko się wykruszyli. Nie było żadnej taryfy ulgowej na egzaminach, a wręcz niektórzy profesorowie u nas ostrzej rzeźbili niż w państwowych uczelniach (miałem porównanie z ówcześnie studiującymi na AP, UJ i AE). Urban legends mają się nijak do rzeczywistości, przynajmniej w przypadku tej uczelni.
          • Gość: AGH Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.10, 14:52
            > Takiś mądry i pewnie po dziennych w państwowej, a nawet nie potrafisz rozszyfro
            > wać skrótu (i tak już nieaktualnego z racji awansu uczelni i zmiany nazwy).

            Kup Sobie Wykształcenie.
            Zadowolony?
            Każdy student i pracodawca potrafi ROZSZYFROWAĆ ten skrót.

            Co roku pod wydziałowymi komisjami rekrutacyjnymi polują przedstawiciele różnych KSW na nieszczęśników którym nie udało się dostać na dobrą uczelnię.

            Odwrotnej akcji nie widziałem.

            • Gość: absolwent Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.chello.pl 25.10.10, 17:41
              > Każdy student i pracodawca potrafi ROZSZYFROWAĆ ten skrót.

              I co? I że niby firmy nie zatrudniają absolwentów KSW/KA?
              Fakt, parę lat temu widziałem w Dzienniku Polskim ogłoszenie o pracę, takie miniaturowe, tekstowe - że "zatrudnię z wyjątkiem studentów/absolwentów KSW" - ale jakie ogłoszenie, pewnie taki pracodawca. Natomiast mojemu pracodawcy (jeden z dwóch krakowskich portali, ten większy) jakoś KSW nie przeszkadzało w zatrudnieniu tak mnie, jak i paru jeszcze innych osób studiujących/absolwentów tej uczelni...

              A jeszcze jedno - wydaje Ci się, że profesorom AGH, UE, UJ, UP, po przejechaniu mostu Kotlarskiego cała wiedza nagle wyparowuje i dodatkowo zapominają języka w gębie?
    • miroo Ci co wybierają prywatne uczelnie to osły... 25.10.10, 09:09
      ...które idą na łatwiznę, bo wystarczy płacić aby zaliczać semestry i lata... bez żadnych wymagań, bez żadnych starań... tacy ludzie nie są potem w jakikolwiek poważny sposób wykształceni...
      • Gość: Mfiuu Re: Ci co wybierają prywatne uczelnie to osły... IP: *.toya.net.pl 25.10.10, 09:59
        A ty jesteś baran i tyle.Kto chce się uczyć to sie będzie uczyć czy na państwowych czy na prywatnych, a skoro lepiej są wyposażone uczelnie prywatne i o dziwo uczą na nich ludzie z uczelni państwowych to sam sobie odpowiedz....
      • mietowe_loczki Re: Ci co wybierają prywatne uczelnie to osły... 25.10.10, 11:55
        miroo napisał:

        > ...które idą na łatwiznę, bo wystarczy płacić aby zaliczać semestry i lata... b
        > ez żadnych wymagań, bez żadnych starań...

        A ty uważasz, że na płatnych studiach zaocznych w uczelniach państwowych jest inaczej?
      • Gość: Kagan Re: Ci co wybierają prywatne uczelnie to osły? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 12:36
        Zadne osly, po prostu kazdy z nich to typowyhomo oeconomicus: oczekuja oni danego efektu (dyplomu) za najmniejszym mozliwie nakladem, a wiec kupuja sobie po prostu dyplomy na takich rzeszowskich WSIiZ czy lodzkich AHE...
        Lech Keller-Krawczyk , PhD (Monash)
        Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD), Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
        Email: lech.keller@gmail.com
    • przembal Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych 25.10.10, 09:09
      ten artykuł pokazuje patologie na naszych uczelniach - studenci wybieraja kierunki na ktorych bedzie im latwiej, gdzie beda wokol nich biegac zamiast wysilic sie i zdobyc wyksztalcenie dajace jakas nadzieje na dobra prace
      • dystansownik Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych 25.10.10, 10:20
        > ten artykuł pokazuje patologie na naszych uczelniach - studenci wybieraja kieru
        > nki na ktorych bedzie im latwiej, gdzie beda wokol nich biegac zamiast wysilic
        > sie i zdobyc wyksztalcenie dajace jakas nadzieje na dobra prace

        Ale właśnie nie powinno iść się na studia z "nadzieją", że będzie po nich dobra praca, a z pewnością, że się taka znajdzie. Niestety dziś tej pewności nie daje prawie żaden kierunek (może poza medycznymi i informatyką). Młodzi ludzie, ci myślący, wiedzą, że lepiej na studiach się za bardzo nie wysilać i zrobić je dla świętego spokoju oraz papierka, a w międzyczasie zdobyć doświadczenie, dzięki któremu rzeczywiście praca się znajdzie.
        • przembal Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych 25.10.10, 10:58
          wg mnie żadne studia nie daja pewnosci znalezienia dobrej pracy. Nigdy nie ma tak, ze skoncze np informatyke i 4000 brutto mi sie nalezy jak psu buda... Mozna miec tylkon nadzieje, ze gdy skonczy sie kierunek, ktory daje duze szance na godziwe zarobki to sie takie w przyszlosci osiagnie
          • dystansownik Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych 25.10.10, 11:29
            > wg mnie żadne studia nie daja pewnosci znalezienia dobrej pracy. Nigdy nie ma t
            > ak, ze skoncze np informatyke i 4000 brutto mi sie nalezy jak psu buda... Mozna
            > miec tylkon nadzieje, ze gdy skonczy sie kierunek, ktory daje duze szance na g
            > odziwe zarobki to sie takie w przyszlosci osiagnie

            Owszem, mi też nie chodzi o to, że na start od razu dostaje się parę tysięcy, ale że jest taka perspektywa w przyszłości oraz przede wszystkim, że praca jest rzeczywiście związana z ukończonym kierunkiem studiów i daje szansę rozwoju.

            Ja jestem po studiach technicznych (które według mediów są gwarancją pracy, ale ta propaganda to inna sprawa), ostatnio byłem na rozmowie w sprawie pracy i usłyszałem, że standardowo płacą świeżemu inżynierowi na start 1.5k brutto, ale po paru miesiącach kasa rośnie, a po paru latach i zrobieniu uprawnień na kierowniczym stanowisku zarabia się minimum 5k.
            Warunki mi pasowały, bo teraz zależy mi głównie na rozwoju, a nie kasie i o tym im powiedziałem. Niestety i tak chętnych na 1.5k brutto mają na kopy, a w tej chwili wolnych stanowisk brak, więc usłyszałem, że wezmą mnie pod uwagę w przyszłorocznych rekrutacjach.
            Dlatego ja uważam, że studia w ogóle niewiele dają i jednak postawa "byle dostać papierek" jest najlepsza. Lepiej "zagwarantować" sobie pracę doświadczeniem lub w ostateczności kombinowaniem na wszystkie strony.
            • family_guy Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych 25.10.10, 13:01
              > Warunki mi pasowały, bo teraz zależy mi głównie na rozwoju, a nie kasie i o tym
              > im powiedziałem.

              Wybacz, ale jestes sobie sam winny, ze wybrali innego. Co pracodawca chce slyszec to pewnosc siebie, ba, nawet zadania! Tym bardziej przekonasz niz godzeniem sie na pozycje rozwojowa, bo tkwi w tym niska samoocena wlasnej wartosci i taki PD mysli sobie - acha, chce sie douczac za moje pieniadze, a ja tu szukam kogos, kto zarobi na moje SUV... Oczywiscie samoocena a umiejetnosci obiektywne to dwie pary butow.

              Najlepszy to taki gosc, co sobie chodzi do pracy, robi swoje hobby a jeszcze mu za to tak placa, ze niewie co robic z pieniedzmi. Dlatego trzeba odkryc, co sie lubi robic i to robic.
      • sidian Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych 25.10.10, 11:27
        To sie nie nazywa patologia tylko wolny rynek. Pamietam, jak porownywalem prawo i adminsitracje na UW (tam studiowalem ja) i na WSHiP (tam studiowalo dwoch moich kolegow). Ja mialem piec przedmiotow, zadnego dodatkowego jezyka, z WFu moglem sie najwyzej zapisac na basen gdzies w Lomiankach czy w innym wygwizdowie, oni mieli dwa razy wiecej zajec, dwa jezyki, wf na miejscu, dziekanat, do ktorego idzie sie dostac (w tamtych czasach ja mialem jedno okienko [2 panie] na 1200 studentow na roku) i jeszcze, na dodatek, za calosc placili o 1/3 mniej niz ja za wieczorowe. Z calym szacunkiem, ale niby po jaka cholere ktos mialby sie meczyc na panstwowej uczelni? A, stypendia tez mieli znacznie wyzsze, a wykladowcow w sumie albo tych samych albo z innych grup na UW.

        Pozdrawiam.
    • turpin Och, jacyż to krótkowzroczni koniunkturaliści! 25.10.10, 09:11
      - pozycja magistra po Akademii Humanistycznej im X. Klimuszki w Koziej Głowie na zglobalizowanym rynku pracy jest wszak nieporównanie gorsza od pozycji absolwenta renomowanego środkowo-europejskiego Uniwersytetu, trzymającego dobre (co najmniej siedemset osiemdziesiąte) miejsce w światowych rankingach uczelni wyższych.
      • Gość: sdf Re: Och, jacyż to krótkowzroczni koniunkturaliści IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.10, 09:28
        Otóż to :)
        Nasza duma - UJ - ma na świecie rozpoznawalność niemal zerową.
        • zmienna_elfka Re: Och, jacyż to krótkowzroczni koniunkturaliści 25.10.10, 11:53
          Już pomijając wątpliwy prestiż uczelni - to z założenia i doświadczenia wiem, iż na studiach zaocznych studiują głównie osoby pracujące, które z reguły potrzebują 'papier'. Mają już doświadczenie, nie muszą świecić super-hiper szkołą przed pracodawcą, a tym samym nie mają tyle czasu co studenci studiów dziennych. Więc nie jest to żadna krótkowzroczność :)) Pozdrawiam,
          Elfka
      • Gość: Kagan Re: Och, jacyż to krótkowzroczni koniunkturaliści? IP: 193.136.157.* 25.10.10, 12:39
        No coz, UW czy UJ sa na samym koncu swiatowych rankingow, ale UW nie chcial mi nostryfikowac dyplomu doktorskiego (PhD) z uczelni, bedacej pierwszej setce swiatowych rankingow (Monash Univerity w Melbourne, Australia).
        Lech Keller-Krawczyk , PhD (Monash)
        Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD), Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
        Email: lech.keller@gmail.com
    • flamengista mitologizacja i zaklinanie rzeczywistości 25.10.10, 09:15
      Przykra prawda jest niestety taka, że poziom dydaktyki na uczelniach państwowych i prywatnych dramatycznie się wyrównał. Ale jest to równanie w dół.

      Każdy student jest na wagę złota - zarówno na UJ i AGH, jak i na WSZiBie czy KA. Oznacza to, że na wykładowców wywiera się presję by zdawali wszyscy. Nawet jak wykładowca stara się utrzymać konsekwentnie swoje wymagania, to i tak inni delikwentów puszczają. W efekcie student dostaje koleje warunki, przedłużenia etc. I w końcu się go "przeczołguje" do dyplomu.

      W dobie niżu studia kończyć będą ludzie, którzy w latach 90tych nie mieli by szans na zdanie matury.

      A skoro poziom jest podobny, to nic dziwnego że jest więcej studentów na zaocznych (płatnych) w szkołach prywatnych. Uczelnie te walczą o swój byt, więc:
      1. prowadzą wyniszczającą walkę cenową (najsłabsze prywatne wkrótce wypadną z rynku)
      2. Uczciwie trzeba powiedzieć, że u nich obsługa administracyjna studenta jest na wyższym poziomie, niż na większości państwowych uczelni. Brak problemów z dostępem do dziekanatu, przedłużeniem sesji etc.

      Dla państwowych uczelni jedynym sensownym rozwiązaniem jest przestać brać udział w tym szaleńczym wyścigu, prowadzącym do ciągłego obniżania poziomu kształcenia. Pora postawić znowu na jakość. W krótkim okresie będzie to bolesne, w długim - pozwoli znowu się wyróżnić na tle prywatnych uczelni*.

      * Oczywiście są chlubne wyjątki prywatnych uczelni, trzymających przyzwoity poziom - ich też to dotyczy.
      • Gość: sdf Re: mitologizacja i zaklinanie rzeczywistości IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.10, 09:36
        > . Oznacza to, że na wykładowców wywiera się presję by zdawali wszyscy. Nawet ja
        > k wykładowca stara się utrzymać konsekwentnie swoje wymagania, to i tak inni de
        > likwentów puszczają.

        Naprawdę uważasz, że liczba ulanych studentów jest miernikiem jakości uczelni? Jak to się dzieje, że najlepszych światowych uczelniach zdawalność jest wysoka, a powtarzanie roku należy do rzadkości?
        Czyżby dlatego, że tam profesorowie dobrze prowadzą zajęcia, a studentom chce się uczyć, bo uczą się rzeczy sensownych? A może dlatego, że tam od studentów wymaga się przede wszystkim myślenia, a nie wkuwania na pamięć skryptów 3 dni przed egzaminem?
        • Gość: Z Re: mitologizacja i zaklinanie rzeczywistości IP: *.chello.pl 25.10.10, 10:50
          1) Możesz podać źródło informacji, że "najlepszych światowych uczelniach zdawalność jest wysoka, a powtarzanie roku należy do rzadkości"?
          Możesz przy okazji podać wiarygodne dane o "dostawalności się" na studia na tychże najlepszych uczelniach?

          2) Jeśli "sensowność" przedmiotu ma być określana przez samych studentów, to ja dziękuję. Moi studenci (UJ) twierdzą bez żadnego zażenowania, że, cytuję, "logika jest bezsensowna, nudna i niepotrzebna". Sensowne są natomiast wszystkie zajęcia nieabstrakcyjne i nieteoretyczne. Zawoduwka rzondzi.

          Oczywiście włos z głowy im nie spadnie, dostaną "magistra". Wszystko cacy.

        • flamengista wszystko po trochu 25.10.10, 11:46
          Nigdzie nie piszę, że liczba "ulanych" studentów jest miernikiem jakości.

          Chodzi jednak o przekazanie wiedzy i wyegzekwowanie jej od studenta. Na najlepszych uczelniach na zachodzie selekcja kandydatów na (płatne!) studia jest tak ostra, że trafiają tam tylko najlepsi, lub dzieci milionerów (których rodzice fundują biblioteki i inne udogodnienia infrastrukturalne, bądź fundują stypendia dla najbiedniejszych, zdolnych studentów). Z takimi ludźmi łatwiej się pracuje, w dodatku te uczelnie zatrudniają najlepszych profesorów i płacą im spore pieniądze.

          Jednak nawet na Harvardzie nie jest tak, że wszyscy kończą studia. Wielu nie wytrzymuje narzuconego tempa i rezygnuje. No i istotna uwaga: nie ma czegoś takiego jak "powtarzanie roku". Na ogół jest powtarzanie kursu (oczywiście płatne) - i to od razu, po pierwszym niezdanym egzaminie! Nie ma egzaminów poprawkowych, trzecich terminów i komisów...

          U nas selekcji de facto nie ma, więc teraz na uczelnie trafiają ludzie z podstawowymi brakami w wykształceniu. Trafiają się studenci nie umiejący czytać (funkcjonalni analfabeci), pisać i liczyć. Owszem i z takimi można coś zrobić gdy zaoferuje się kursy uzupełniające ale kto za nie zapłaci?

          Na pewno w lepszych zachodnich uczelniach uczy się rzeczy sensownych i uczy się myślenia. Problem w tym, że u nas jest to niemożliwe również z uwagi na organizację naszej pracy. W przeciętnym amerykańskim uniwersytecie jak ktoś uczy 2 kursy - łącznie do 8 h w tygodniu, to jest to bardzo dużo! Przy czym na 1 kursie ma do 50 osób, na ogół znacznie mniej (ok. 20). U nas jest tzw. "masówka" - 150-200 osób na wykładzie, a w semestrze można mieć 5 i więcej kursów, nawet po 20 godzin w tygodniu.

          Dramat naszego szkolnictwa wyższego wynika z jego masowości, a to jest pochodną systemu finansowania (im więcej studentów, tym więcej pieniędzy z budżetu dla uczelni publicznych). Nie ma narzędzi wspierających jakość dydaktyki.
      • dystansownik Re: mitologizacja i zaklinanie rzeczywistości 25.10.10, 10:27
        > W dobie niżu studia kończyć będą ludzie, którzy w latach 90tych nie mieli by sz
        > ans na zdanie matury.

        Już tacy kończą. Nawet jeśli nie koniecznie tacy co wcześniej nie zdaliby matury, to przynajmniej tacy, co na te uczelnie w ogóle by się nie dostali.
        Ja studiowałem na uczelni technicznej, gdzie dla zapełnienia limitu potrafiono przyjąć na niektóre kierunki ludzi mających problemy np. z działaniami na ułamkach zwykłych! Wiadomo, student = kasa od łebka. Jak jeden wykładowca po kilku terminach egzaminów chciał wywalić 2/3 zdających, to zaraz mu władze wydziały na łeb wskoczyły i jakoś trzeba było ich przepuścić, żeby nie zakręcać kurka z pieniędzmi. :P
      • kosmiczny_swir Co to za wynalzek "uczelnia"? 25.10.10, 11:18
        Co to za wynalzek "uczelnia"? Wszędzie w cywilzowanym świecie są uniwersytety i uniwersytety techniczne a ich podstawowym zadaniem nie jest taśmowa produkcja magistrów a poszerzanie granic wiedzy i tworzenie nowych technologii. To co robią polskie uczelnie równie dobrze mogły by robić technika. Człowiek z tytułem magistra powinien umieć prowadzić prace badawczo-rozwojowe, czego większość z naszych magistrów nie potrafi. Pamiętajcie, że magister (lub odpowiednik) w większości krajów to już stopień naukowy.
        • flamengista niestety, kolejny mit 25.10.10, 11:51
          w całym "cywilizowanym" świecie następuje umasowienie edukacji na poziomie wyższym, a co za tym idzie - nieuchronne obniżenie poziomu studiów. W USA studiuje już 17 mln osób, czego nieuchronnym rezultatem są m.in. absolwenci college pracujący jako parkingowi (blisko 14% parkingowych ma licencjat!):
          chronicle.com/blogs/innovations/why-did-17-million-students-go-to-college/27634
          Natomiast w cywilizowanym świecie mamy uczelnie zajmujące się badaniami naukowymi i "teaching university", zajmujące się wyłącznie dydaktyką. U nas tego rozdzielenia nie ma, w rezultacie każdy wykładowca by nie wylecieć z pracy musi robić badania (lepsze, lub na ogół - gorsze). Za to nikt nie docenia dobrych dydaktyków.
      • spokojny.zenek i tak i nie 25.10.10, 12:04
        flamengista napisał:


        > Każdy student jest na wagę złota - zarówno na UJ i AGH, jak i na WSZiBie czy KA
        > . Oznacza to, że na wykładowców wywiera się presję by zdawali wszyscy. Nawet ja
        > k wykładowca stara się utrzymać konsekwentnie swoje wymagania, to i tak inni de
        > likwentów puszczają. W efekcie student dostaje koleje warunki, przedłużenia etc
        > . I w końcu się go "przeczołguje" do dyplomu.

        To jest sedno problemu.

        > W dobie niżu studia kończyć będą ludzie, którzy w latach 90tych nie mieli by sz
        > ans na zdanie matury.

        Skąd ten czas przyszły? Już tacy kończą.


        > Dla państwowych uczelni jedynym sensownym rozwiązaniem jest przestać brać udzia
        > ł w tym szaleńczym wyścigu, prowadzącym do ciągłego obniżania poziomu kształcen
        > ia. Pora postawić znowu na jakość. W krótkim okresie będzie to bolesne,
        > w długim - pozwoli znowu się wyróżnić na tle prywatnych uczelni*.

        Zgoda, z tym, ze na razie I TAK "stare" uczelnie są generalnie znacznie lepsze od prywatnych (z wyjątkami w obie strony). Nie umniejsza to trafności tego, co napisałeś, ale powoduje, że nikt na razie nie widzi potrzeby postąpienia w sposób przez Ciebie zalecany.

    • Gość: as Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.chello.pl 25.10.10, 09:19
      Student zaoczny na państwowych uczelniach służy do utrzymywania kadry profesorskiej, która uczy przedmiotów od czapy, NIEPRZYDATNYCH TEORII, bzdur i bzdetów, student ma płacić i siedziec cicho. Na prywatnych jak się idzie na dany kierunek to tam się uczy tego na co poszedł a nie wszytkiego co mają do upchania profesorowie. Programy oderwane od rzeczywistosci to kpina z ludzi, którzy płacą ciężkie pieniadze za to żeby wysłuchiwać bredzenia i radosnego nikomu niepotrzebnego ględzenia kadry.
      • Gość: Kagan Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: 193.136.157.* 25.10.10, 12:41
        Sporo racji, asie!
        «Student zaoczny na (polsklich) państwowych uczelniach służy do utrzymywania kadry profesorskiej, która uczy przedmiotów od czapy, NIEPRZYDATNYCH TEORII, bzdur i bzdetów, student ma płacić i siedziec cicho. Programy oderwane od rzeczywistosci to kpina z ludzi, którzy płacą ciężkie pieniadze za to żeby wysłuchiwać bredzenia i radosnego nikomu niepotrzebnego ględzenia kadry.»
        A na prywatnych to sie po prostu kupuje dyplom...
        Lech Keller-Krawczyk , PhD (Monash)
        Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD), Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
        Email: lech.keller@gmail.com
    • Gość: sad "W całym kraju straty sięgają około 20 mln zł " IP: *.chello.pl 25.10.10, 09:31
      Brak zysku to nie strata.
    • Gość: wicher Uczelnie państwowe mają studenta gdzieś!!! IP: 94.254.142.* 25.10.10, 09:39
      Uczelnią państwowym ciągle wydaje się że dzięki temu że są państwowe lepiej uczą i mają wyższy poziom. Problem polega myślę przede wszystkim na traktowaniu studenta - np UAM dla studiów zaocznych sekretariat o dziwo w weekendy jest zamknięty, poza tym panie które pracują w sekretariacie chyba zostały tam od czasu poprzedniej epoki. To jest poprostu skandal a co do wykładowców to nie zgodzę się że sa bardziej pobłażliwi na prywatnej - mają inne podejście ale materiału wymagają tego samego. Więc może należałoby podejść do studiów zaocznych troszkę inaczej nie kasować i olewać bo trudno wymagać od pracującego studenta żeby sprawy na uczelni załatwiał w tygodniu a nie w weekendy troszke to chore ale to Polska i basta
      • Gość: Melbba Re: Uczelnie państwowe mają studenta gdzieś!!! IP: *.2.pxs.pl 25.10.10, 09:57
        >> Uczelnią państwowym
        Którą prywatną uczelnię Ty skończyłeś?
        Chciałabym wiedzieć czego się wystrzegać.
      • mietowe_loczki Re: Uczelnie państwowe mają studenta gdzieś!!! 25.10.10, 11:58
        Nie miej o to pretensji do pań w dziekanacie, tylko do swojego dziekana i rektora. Chyba nie oczekujesz, że panie w dziekanacie w weekendy będą przychodziły do pracy za darmo?
    • Gość: Student z UJ Przez internet można też załatwić wiele spraw :) IP: *.chello.pl 25.10.10, 09:42
      ,,...Wprowadziliśmy zapisy na wykłady przez internet, tą samą drogą można też załatwić wiele spraw w sekretariatach, m.in. składać podania o stypendia. To wszystko bardzo ogranicza biurokrację, a wiem, że ta najbardziej doskwiera studentom - mówi Katarzyna Pilitowska, rzeczniczka UJ ..."
      Super, ale nie do końca podanie o stypendium można składać przez internet no ale cóż z tego jak należy je wydrukować i zanieść osobiście do dziekanatu (oczywiście stojąc w godzinnej kolejce) nie widzę tu żadnego udogodnienia chyba, że Pani rzecznik nie wie jak to do końca wszystko funkcjonuje.
    • Gość: sdf Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.10, 09:45
      Dla tych co nie wiedzą, lub zapomnieli, przypomnienie "wysokiego poziomu" AGH:

      Wykłady - profesor mówi dzień dobry, po czym zaczyna mamrotać. Generalnie studenci nie wiedzą o co chodzi (wszak pierwsze zajęcia), tablica pokrywa się cyferkami, a 2/3 sali nie słyszy prowadzącego, bo nagłośnienie nie działa. Na drugim wykładzie to samo. Na trzeci przychodzi 5 osób.

      Laborki - przykręcanie śrubek w grupach. Na początek wszyscy dostają dwóje, bo jest minikolisk polegający na wymienianiu rodzaju śrubek. Potem przykręcamy. Następnie trzeba oddać sprawozdanie (napisane obowiązkowo ręcznie - komputerowe prace są zabronione, bo na pewno są plagiatem). Każde skreślenie w sprawozdaniu powoduje obniżenie oceny o 2 stopnie.

      Ćwiczenia - minikolisik i dwóje dla wszystkich na start. Potem podstawianie cyferek do wzorów, które podobno były na wykładach.

      Zaliczenie - stanie 8 godzin w kolejce do prowadzącego, żeby wyżebrać przyjęcie poprawki sprawozdania, w którym było skreślenie.

      Egzamin - pierwszy termin - nic nie umiem, idę poznać pytania lub ściągnąć od kolegi (ale nie ma od kogo, bo nikt nic nie umie)
      Egzamin - drugi termin - znam pytania, mam ściągi. Jak pytania się pokryją z pierwszym terminem to zdam, jak nie, to nie.
      Egzamin - trzeci termin - mam 2 podręczniki wydrukowane czcionką 4 w formacie 3x3cm. Preparowałem je 2 noce. W tych podręcznikach znajduję odpowiedzi na pierwsze pytanie, drugie zwalam od kolegi.

      Hurra! Zaliczone! Teraz to jestem mądrym inżynierem!
      • dystansownik Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH 25.10.10, 10:35
        Przecież chyba tak samo wygląda nauka na większości uczelni technicznych. Na PK odchodzi dokładnie to samo.
        Tylko jaki jest sens w byciu mądrym inżynierem? Ja skończyłem studia techniczne, podchodziłem poważnie do nich i nic z tego nie mam poza konkurencją ze strony równie beznadziejnych przypadków. Za to "kombinatorzy" w życiu sobie bez problemu poradzili. Do indeksu nikt im nie zaglądał, a bardzo często większe znaczenie od oceny na dyplomie miały znajomości zawarte przy wódeczce.
      • Gość: zayebiste Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: 82.177.83.* 25.10.10, 10:45
        tylko niestety później na 70 kończących kierunek tylko mniej niż 10 osób pracuje w zawodzie. Reszta zostaje handlem żywym towarem albo managerami do wypalenia w 2 lata.

        Zadania praktyczne na rozmowach kwalifikacyjnych!
      • Gość: greg0,75 Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: *.ceramika.agh.edu.pl 25.10.10, 11:16
        > a 2/3 sali nie słyszy prowadzącego,
        bo pierwsi odwazni siadają już w połowie sali, reszta z tyłu...

        > Na trzeci przychodzi 5 osób.
        a wtedy prowadzący puszcza listę obecności; na listę trafia 30 osób (na 5 obecnych)

        > Laborki. Na początek wszyscy dostają dwóje
        ciekawe dlaczego, co?

        > trzeba oddać sprawozdanie (napisane obowiązkowo ręcznie
        może być wydruk, byle wklejony do zeszytu. I tak zapytam, co jest w sprawozdaniu (i odeślę do doczytania)

        > Każde skreślenie w sprawozdaniu
        > powoduje obniżenie oceny o 2 stopnie.
        no, sprawozdanie to jednak nie brudnopis notatki z badań

        > Zaliczenie - stanie 8 godzin w kolejce do prowadzącego
        prawda, z zastrzeżeniem, że kolejki zaczynają się tworzyć tak z tydzień przed końcem semestru...

        > Egzamin - pierwszy termin - nic nie umiem
        oj, prawda

        > jak pytania się pokryją z pi
        > erwszym terminem to zdam, jak nie, to nie.
        akurat, powtórzenie pytań nie ma żadnego wpływu na zdawalność

        > Egzamin - trzeci termin - mam 2 podręczniki wydrukowane czcionką 4. W tych podręcznikach znajduję odpowiedzi
        jeśli wydrukowałeś dość dużo egzemplarzy... bo tak zazwyczaj już trzeci konfiskowany (tej samej osobie) zestaw jest niepocięty, potem pozostaje podręcznik 1:1. Niby mógłbym wyrzucić, ale do ściągania mam sportowe podejście.

        > Hurra! Zaliczone! Teraz to jestem mądrym inżynierem!
        teoretycznie... no ale jak sobie w przemyśle poradzisz to w sumie Twój problem...
        • dystansownik Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH 25.10.10, 11:37
          > > Hurra! Zaliczone! Teraz to jestem mądrym inżynierem!
          > teoretycznie... no ale jak sobie w przemyśle poradzisz to w sumie Twój problem.

          "Inżynier" w naszym "przemyśle" zazwyczaj sobie poradzi nawet jak przez studia przebrnął kupowaniem projektów i wyżebranymi po n-tych terminach trójami.
          Nie wiem jak akurat po AGHu i w poszczególnych branżach, ale z mojego punktu widzenia za to jak ktoś sobie "poradzi" odpowiadają głównie znajomości i wysokie umiejętności kombinatorskie nabyte podczas studiów.
        • Gość: sdf Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.10, 15:12
          No widzisz, i dla Ciebie - jak mniemam pracownika uczelni - wszystko jest ok. Nie widzisz problemu w sposobie prowadzenia zajęć, ofercie dydaktycznej, dostosowaniu programu do potrzeb rynku pracy. Problem widzisz w studentach. I to jest niestety podejście większości kadry tej uczelni - robicie wszystko tak samo jak 40 lat temu, a losy studentów (i absolwentów) są Wam obojętne.
          Nie kumacie, że współczesny inżynier po skończeniu studiów już nigdy nie będzie rysował nic odręcznie, ale i tak ulewacie za nierówną grubość kreski. Nie kumacie, że obecnie stosowane w przemyśle materiały dawno przebiły swoimi właściwościami stal, a sposób ich produkcji jest utajniany - dalej wymagacie wyrycia na pamięć składu % pierwiastków stali St3 (bo przecież każdy inżynier na codzień składa zamówienia w hucie). I tak dalej, i tak dalej.

          Na robotyce przedmioty związane z informatyką i elektroniką zdałem bez uczenia się na 5, bo wystarczyła mi wiedza z liceum (klasa mat-fiz) i trochę własnej zabawy lutownicą. To jest właśnie ten poziom kształcenia. Na grubości odręcznie rysowanej kreski każdego można ulać, stąd tylu "nieuków" (w Twoim mniemaniu) na warunkach.
          • Gość: Kagan Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: 193.136.157.* 25.10.10, 15:25
            AGH to uczelnia doszczetnie zbolszewizowana w latach 1945-1989, wiec czego oczekujesz od jej pracownikow? Oni tam maja laboratoria z polowy XX wieku a mentalnosc z konca XIX...
            Oni potrzebuja, jak ryba wody, otwarcia na swiat, czyli radykalnej wymiany kadry dydaktykow. A ze naukl to tam od lat nie ma, wiec pisze tylko o dydaktyce, gdyz dzisiejsze AGH to jest wlasciwie juz tylko pomaturalne technikum.
            Lech Keller-Krawczyk , PhD (Monash)
            Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD), Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
            Email: lech.keller@gmail.com
            • Gość: greg0.75 Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: *.ceramika.agh.edu.pl 25.10.10, 16:12
              Jakoś nie jestem przekonany, czy specjalista od multikulturalizmu, globalizacji i praw człowieka jest najwłaściwszą osobą do komentowania poziomu prac z nauk ścisłych stosowanych...
              Rok 1989 był 20 lat temu - a i wtedy jakoś trudno było o "bolszewicką technologię cementu" - nauki ścisłe są odporne na ideologię.
              Chętnie się dowiem, kiedy (w przerwach między autopromocją?) zwiedzałeś nasze laboratoria (oczywiście, wyposażenie o charakterze nieledwie muzealnym TEŻ mamy, dla celów dydaktycznych jest fenomenalne).
              • Gość: Kagan Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:31
                Co zlego widzisz w mej specjalnosci? I czy trzeba byc kompozytorem, aby oceniac jakosc sonaty czy koncertu?
                I nauki scisle sa TEZ rdzo zideologizowane. Wystarczy wspomniec czasy stalinowskie, gdy potepiano teorie Ensteina (mylac zreszta OTW z STW) jako burzuazyjne, kiedy wysmiewano sie w ZSRR z cyberetyki a Einsteina wysmiewano w III Rzeszy jako Zyda, aby go pozniej inwigilowac w USA przy pomocy FBI jako niebezpiecznego radykala i zwolennika pokoju. Dobrze jest tez poczytac sobie cos na temat hipotezy superstrun. Mimo iz nikt jeszcze nie udowodnil ich istnienia badz nieistnienia, to istnieja w fizyce cale zwalczajace sie szkoly ich zwolennikow i przeciwnikow, a takze walki frakcyjne pomiedzy jej zwolennikami... Jest tez, obok Kosciola Superstrun, konkurencyjny Kosciol Supermembran.
                A laboratoria polskich politechnik to znam dosc dobrze. To rzeczywiscie jest jedno wielkie muzeum techniki... Bowiem gdyby bylo inaczej, to mielibysmy juz kilka Nobli z fizyki czy chemii, oraz tysiace amerykanskich patentow, majac tylu co mamy prof. zw dr hab. inz. oraz prof. zw. dr hab. z zakresu fizyki i chemii.
                lech.keller@gmail.com
                • Gość: Kagan Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:33
                  Mialo byc oczywiscie "nauki scisle sa TEZ bardzo zideologizowane".
          • Gość: greg0,75 Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: *.ceramika.agh.edu.pl 25.10.10, 16:00
            No to musiałeś mnie facet z kimś pomylić, bo 40 lat temu to mnie rodzice nawet w planach nie mieli.
            Na branżowych imprezach wychodzi, że tak co trzeci uczestnik jest po AGH, czyli ktoś absolwentów jednak zatrudnia. Często "na pniu", przed skończeniem piątego roku. Ergo - ex-studenci mają podstawy do opanowania potrzebnych w przyszłej pracy umiejętności.
            Rysunku odręcznego wprawdzie nie uczę, ale owszem, jak "odręcznie" dojść do wyników które zawyczaj liczy komputer - i owszem. Ktoś w końcu musi wiedzieć, jak się to robi. I tak, uczę projektowania współczesnych materiałów...
            Wybacz, ale ani moje wspomnienia z czasów studenckich ani późniejsze doświadczenia pracownika nijak nie pasują do Twoich obserwacji.
            • Gość: Kagan Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:02
              Moze i zatrudnia, ale kto, gdzie i za ile... Np. wlasciciel pubu w Londynie, za mniej niz ustawowe minimum bo na czarno...
              • Gość: greg0,75 Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: *.ceramika.agh.edu.pl 25.10.10, 16:22
                A wymienieć nazwami firm (BASF, Chryso, MC-Bauchemie, Dyckerhoff, Lafarge, HeilderbergCement, CRH), zachodnich uniwerków czy zarabianymi kwotami (godziwymi)?
                Bycie zgorzkniałym malkontentem nie zastępuje kompetencji w temacie.
                • Gość: Kagan Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:34
                  Co te nazwy firm maja wspolnego z tematem tego watku? Czyzby one wszystkie byly polskie badz tez bazowaly na polskiej technologii?
                  Prosze o konkertne nazwy i numery patentow.
                  • Gość: greg0,75 Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: *.ceramika.agh.edu.pl 25.10.10, 17:07
                    Jak łatwo zgadnąć, wymienione firmy to odpowiedź na Twoje pytanie "kto zatrudnia (absolwentów), gdzie i za ile" (+złośliwości o zmywaku).
                    Post niżej piszesz, że zatrudniają Cię znane firmy. Mnie i moich studentów jak widac też. Tylko z jakiegoś powodu Ty podważasz nasze kompetencje (na szczęście nie sprawiasz wrażenia potencjalnego zleceniodawcy), jak na razie - bez wzajemności.
                    • Gość: Kagan Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: 193.136.157.* 25.10.10, 17:13
                      Ilu, na jakich stanowiskach, gdzie i za ile?
                      I ja bym nie zatrudnil dzis polskiego inzyniera. Sorry!
                      • Gość: greg0.75 Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: *.ceramika.agh.edu.pl 25.10.10, 17:31
                        > I ja bym nie zatrudnil dzis polskiego inzyniera. Sorry!
                        Bo też jesteś humanistą z wykształceniem ekonomicznym i nic w Twoich tekstach nie wskazuje, jakobyś orientował się w naukach ścisłych stosowanych...
                        • Gość: Kagan Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: 193.136.157.* 25.10.10, 19:08
                          Wyobraz sobie, ze skonczylem ekonomie i znam sie praktycznie i teoretycznie na zarzadzaniu... W zarzadach wielkich swiatowych spolek malo jest zreszta inzynierow, przewazaja tam bowiem ekonomisci...
                          I kto sie dzis w Polsce zna na naukach ścisłych stosowanych? Gora pare osob... Ci, co sie znaja, dawno temu juz Polski wyjechali na Zachod i Wschod.
                • Gość: Kagan Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:37
                  A ja bylem Projet Leader oraz Systems Analyst w COMPAQ, Datapoint, Digital, ICL, Regnecentralen, Tandem oraz TRW. I co z tego?
                  • Gość: KAGAN Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: 193.136.157.* 25.10.10, 16:39
                    Mialo byc Project Leader. Przyznaje, ze nie jestem zbyt dobry w szybkim bezwzrokowym pisaniu na klawiaturze...
        • three-gun-max Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH 26.10.10, 08:52

          > > Hurra! Zaliczone! Teraz to jestem mądrym inżynierem!
          > teoretycznie... no ale jak sobie w przemyśle poradzisz to w sumie Twój problem.

          Jak sobie nie poradzi to zostanie pracownikiem uczelni.
      • Gość: Prawnik_z_rzymu Re: Jak wyglądają dobre studia na AGH IP: 77.236.26.* 25.10.10, 11:59
        Zgadzam się z Tobą w 100%, mieszkam z dwoma kolegami którzy studiują wg. Nich arcyważny i trudny kierunek, a ja studiuje prawo na uczelni prywatnej(tj. w Krakowie). Mniej więcej mam porównanie, miedzy między tym jak wyglądają jego studia a moje na tak nielubianej uczelni prywatnej. Jeden z nich przeszedł tylko dzięki pójściu na zerowy termin egzaminu w celu dowiedzenia się jakie będą pytania, później na kolejnym terminie szedł ze stosem ściąg, z których korzystał ! Do tego pomagali mu koledzy i do tego otrzymywał mmsy z odpowiedziami do każdego z pytań. Do tego na jeden z egzaminów nie poszedł On tylko jego kolega, który zdał za niego egzamin. I tak ciągle jak nie mmsy to ściągi, to podkładanie gotowców. Ja tego nie rozumiem bo u mnie egzamin trwa 20 minut mam 30 pytan z reguły, wielokrotnego wyboru i zdanie przedmiotu o 60 %. Nie miałbym fizycznej możliwości jakkolwiek z korzystać ze ściąg. Nie ukrywam że po 3 latach już mam bardzo dużą wiedzę na temat studiowanego kierunku, ponieważ do kazdego egzaminu przygotowywalem się sam i nikt nigdy nie pomógł mi zdać go bo nie ma takiej możliwości. Natomiast ostatnio zapytalem z ciekawości drugiego kolege jaki jest wzór na pole koła.. nie potrafił mi odpowiedzieć. To przyszedł kilka dni później i zaczął mnie wypytywać czy wiem kto jest patronem mojej uczelni..po 15 minutach opowiadania wyszedł.
    • Gość: prywaciarz_ Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: 194.42.116.* 25.10.10, 09:51
      Wszystko pięknie. Nie zgadzałbym się z opinią, że studenci na studiach prywatnych mają rzeczywiście "łatwiej". Studenci w szkołach niepublicznych płacą te same kwoty za studia co studenci na zaocznych/wieczorowych studiach 'państwowych', mają tych samych profesorów...i rzeczywiście, w wielu wypadkach podejście do studenta w tychże jednostkach jest o niebo lepsze niż w 'państwówkach'. Nie zgadzam się również z opinią, iż studenci uczelni niepublicznych mają "łatwiej", bo przecież uczelni "zależy na potencjalnych klientach". Mit uczelni prywatnych został już obalony kilka lat temu i obecnie, student uczelni niepublicznej = student uczelni państwowej. Bardzo dobrze, że nowi studenci wybierają uczelnie niepubliczne. Na państwowych to już tylko płacz i zgrzytanie zębami...
    • Gość: xxxx Państwowe uczelnie sa po ptostu kiepski IP: *.ydp.com.pl 25.10.10, 09:52
      Robilem inz na prywatnej i mgr na panstwowej, nie ma portownania. Państwowe uczenie to przechowalnie idiotow.
      • Gość: Rysiek Re: Państwowe uczelnie sa po ptostu kiepski IP: *.uwm.edu.pl 25.10.10, 10:06
        A ja z kolei znam sytuacje, kiedy na prywatnej uczelni p. profesor na zajeciach z historii filozofii wykladala historie sztuki, bo tylko na tym sie znala, ale byla uczelni potrzebna do firmowania kierunku studiow.
      • killgrill Re: Państwowe uczelnie sa po ptostu kiepski 25.10.10, 10:07
        Nareszcie głosy inne niz "Państwowe to edukacyjny raj- prywatne do szajs".
        Prawda leży gdzieś bardziej pośrodku- niekoniecznie prywatne przepychaja studentów i niekoniecznie trzeba byc inteligentnym, żeby skończyc państwową.
        Jednak nie da sie ukryć, że wiekszośc państwowych utknęła w czasach Jagiellonów ( technicznie i mentalnie) oraz, że potrafią konkurować z prywatnymi tylko podkopując ich pozycję, anie ucząc lepiej/
      • Gość: essssex Re: Państwowe uczelnie sa po ptostu kiepski IP: *.pk.edu.pl 25.10.10, 10:10
        Chyba z ekonomii bo w Polsce nie ma żadnej prywatnej szkoły nadającej tytuł inż z kierunku ścisłego mającego jakiekolwiek znaczenie w przemyśle. A dlaczego? Bo tych prywatnych uczelni nie stać na wyposażenie, laboratoria (chyba że informatyk to laboratorium komputerowej jeszcze w miarę tanie jest) itd. a bez znajomości podstawowego sprzętu to Tobie daleko do inżyniera.
        • Gość: htr Re: Państwowe uczelnie sa po ptostu kiepski IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.10, 12:16
          mnie się wydaje, że laboratoria na moim uniwersytecie są dobrze wyposażone (a na pewno w porównaniu do innych uczelni z tego miasta)
      • Gość: Kagan Państwowe uczelnie sa po ptostu kiepskie IP: 193.136.157.* 25.10.10, 12:44
        Czesciowa racja, xxxx!
        Państwowe uczenie to przechowalnie idiotow. A prywatne to sklepy z dyplomami...
        Lech Keller-Krawczyk , PhD (Monash)
        Researcher, Centro de Estudos Transdisciplinares para o Desenvolvimento (CETRAD), Universidade de Trás-os-Montes e Alto Douro (UTAD), Portugal
        Email: lech.keller@gmail.com


        • Gość: IQ Re: Państwowe uczelnie sa po ptostu kiepskie IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.10, 14:11
          > Państwowe uczenie to przechowalnie idiotow. A prywatne to sklepy z dyplomami..

          A Pan swój dyplom kupił, czy otrzymał od idiotów?

          • Gość: Kagan Re: Państwowe uczelnie sa po ptostu kiepskie IP: 193.136.157.* 25.10.10, 14:14
            Ja mam dyplom PhD z Monash University i MA z The University of Melbourne.
            • Gość: IQ Re: Państwowe uczelnie sa po ptostu kiepskie IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.10, 14:27
              nie chce mi się już złośliwić, choć świerzbi... :P


              • popisuarka Re: Państwowe uczelnie sa po ptostu kiepskie 26.10.10, 15:38
                Jesli masz znow tylko wyzwiska, to sie lepiej powstrzymaj...
    • ola291 Studenci wybierają prywatne, bo 25.10.10, 10:05
      Studenci wybierają uczelnie prywatne bo przynajmniej wiedzą za co płacą i mogą wymagać. Absolutnie nie zgadzam się, że wykładowcy mniej poważnie podchodzą do swojej pracy na uczelni niepublicznej. Wręcz odwrotnie! Muszą się bardziej wykazać i przyłożyć, bo jeśli nie, to właściciel prywatnej uczelni rozliczy ich solidnie za wykonaną pracę. A na uczelni publicznej - niekoniecznie....
      • wari Re: Studenci wybierają prywatne, bo 25.10.10, 10:28
        ola291 napisała: Muszą się bardziej wyka
        > zać i przyłożyć, bo jeśli nie, to właściciel prywatnej uczelni rozliczy ich sol
        > idnie za wykonaną pracę. A na uczelni publicznej - niekoniecznie....

        Głupoty piszesz. Jedyne z czego rozliczają właściciele prywatnych uczelni to liczba studentów którzy zdali. Słowem muszą zdać wszyscy, bo to jest biznes. To jest powszechnie znane, że jeśli tylko ktoś nie zda, to wykładowca idzie na "dywanik". Znam takich, którzy zrezygnowali z kasy na prywatnych uczelniach, bo dość mieli takiego wymuszania, aby przepuszczać kompletnych matołów. Te pseudouczelnie wypuszczają idiotów, którym wydaje się, że są świetni.
        • Gość: tomi_78 Re: Studenci wybierają prywatne, bo IP: *.chello.pl 25.10.10, 11:19
          Znam jednego takiego gościa, co uwalił 90% ludzi na 1 terminie na uczelni prywatnej, kazali mu zmienić podejście, pan złożył wymówienie.
          Pytanie jest inne, mówią, że studenci poszli na uczelnie prywatne, ale nie napisali na jakie kierunki? Czy poszli na metalurgię albo na fizykę techniczną do prywatnych szkół? Nie poszli na prawo, pedagogikę, psychologię.
          No bo przecież matematyka jest za trudna.
    • Gość: ki Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.10, 10:10
      mgr inż. po studiach zaocznych nie sa w stanie rozwiazać prostych zadań ze zbioru przeznaczonego dla uczniów szkoły podstawowej.
      • dystansownik Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych 25.10.10, 10:28
        > mgr inż. po studiach zaocznych nie sa w stanie rozwiazać prostych zadań ze zbio
        > ru przeznaczonego dla uczniów szkoły podstawowej.

        I co z tego? Pracę i tak dostanie prędzej niż absolwent mgr inż. z dziennych, który ma 5 na dyplomie, bo pracodawca jedyne na co popatrzy, to doświadczenie zawodowe.
    • Gość: malinka Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 10:29
      Zwyczajnie, na studia wkroczył niż demograficzny, widoczny już doskonale w szkołach na wszystkich etapach kształcenia i tyle. Ponadto wykruszyli się już ze studiowania ludzie trochę starsi, którzy musieli studiować, by utrzymać się w pracy, bo już studia zaliczyli. Właśnie koleżanka po czterdziestce zaczęła studia zaoczne - na kilkadziesiąt osób na I roku są tylko dwie takie osoby, ona i druga pani. Proste.
    • Gość: Qwe Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.chello.pl 25.10.10, 10:31
      Niedawno jechałem tramwajem ze studentami jednej z krakowskich uczelni prywatnych, byli to studenci stacjonarni i jechali na zajęcia rano. Byłem zaskoczony ilością studentów stacjonarnych. Oczywiście mogliby studiować ten sam kierunek studiów zaocznie na uczelni państwowej, tylko po co, po żadnej uczelni nie ma teraz pracy. Po drugie na uczelni prywatnej mają inną obsługę.
      To dobrze, że uczelnie prywatne zaczynają przyciągać studentów stacjonarnych. To oznacza normalność.
      • Gość: marajka Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: 77.236.26.* 25.10.10, 11:37
        Niedawno jechałem tramwajem ze studentami jednej z krakowskich uczelni prywatnych, byli to studenci stacjonarni i jechali na zajęcia rano. Byłem zaskoczony ilością studentów stacjonarnych

        A skąd wiedziałeś, że są z uczelni prywatnej? I ilu ich było, że byłeś zaskoczony ich ilością, cały wagon?
    • Gość: a999 Są zbyt pazerni!!! Przykład: IP: *.echostar.pl 25.10.10, 10:41
      W Jednej z najlepszych prywatnych uczelni czesne wynosi poniżej 450 zł. miesięcznie za studia dzienne lub zaoczne, a na kierunku podobnym w państwowym uniwerku prawie 600 zł. Głupota bufonów, którzy sądzą, że dobrzy (ba nawet najlepsi). Prawda jest taka, że nasze uczelnie nie są nawet sklasyfikowane w świecie, no chyba, ze w którejś tam setce na końcu... Inny błąd to brak powszechności studiów licencjackich 3 letnich na państwowych uczelniach. Ostatni temat, który poruszam to studia językowe. Np: na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu studia ekonomiczne po Angielski (nawet dla rodzimego studenta) to 4-5 tys. Euro rocznie. Na prywatnej uczelni, gdzie część tych samych wykładowców "państwowych" sobie dorabia koszt jest ok. 5 tys. ale złotych czyli 4 razy mniej!!! Ale to już Polska tradycja, że u nas musi być drogo...
    • Gość: hubert ważny jest dyplom uczelni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.10, 10:43
      co z tego ze na prywatnej uczelni ludzi traktują z szacunkiem i kwestią utrzymania na studiach słabego ucznia jest jego zasobny portfel, skoro zdobyty dyplom po zakończeniu tejże szkoły można pognieść i wyrzucić do śmieci gdyż będzie ona mało lub nic nie warty. Wybierajcie renomowane studia, pomęczycie się 5 lat ale start na pewno będzie łatwiejszy i wiedza którą zdobędziecie będzie o niebo większa od studenciaka prywatnego.
      • Gość: jannn Re: ważny jest dyplom uczelni IP: 62.29.169.* 25.10.10, 11:04
        Pięć lat temu skończyłem dzienne studia państwowe na UW. gdy w zeszłym roku postanowiłem podjąć kolejne 5-letnie studia magisterskie (tym razem niestacjonarne) to nawet nie sprawdzałem oferty uczelni państwowych. Powód? Przede wszystkich wygoda:
        - dziekanat czynny w godzinach takich, że nie muszę zrywać się z zajęć, aby coś w nim załatwić,
        - dostępność informacji (w tym ocen) przez Internet
    • Gość: m Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych IP: *.chello.pl 25.10.10, 10:50
      W życiu nie zapłaciłabym ani złotówki więcej niż muszę (np. za legitymację, dyplom) za moje dzienne studia na wspaniałym UJ. Dyplom dość prestiżowy, jak nędzne umiejętności się za nim kryją wiem ja i moi współstudenci, twardo się douczamy i staramy się wyjść na bardziej kompetentnych, większość wylądowała w pracy, której bym kijem nie tknęła, tyle, że nieźle zarabiają. Studia dla papierka (przydatnego, gdyby nie to rzucilabym nimi w cholere dawno temu) i dla steku nieprzydatnych bzdur, tego, co najbardziej w życiu potrzebne i tak nie uczą, choć teoretycznie powinni. To oczywiście nie reguła. Drugi kierunek wybrałam rozsądniej i jest o niebo lepiej. Ale przyszły zmiany i kierunek trafił szlag. Jest bardzo podobny, z pozoru taki sam, ale inny program, inna kadra i będzie jak na tym pierwszym.
      • family_guy Re: Uczelnie nie zarobią na studentach zaocznych 25.10.10, 13:24
        "twardo się douczam i staramy się wyjść na bardziej kompetentnych"

        Szacun! To do tej pory wypowiedz, ktora najbardziej mi sie spodobala! Wlasnej inicjatywy nic nie zastapi. A widac odpowiedzialnosc, ambicje, optymizm i inteligencje w niej. Brawo i wielu sukcesow zycze.
Pełna wersja