Rozmowa z organizatorem zbierania podpisów na u...

IP: *.ists.pl / 193.25.4.* 22.04.04, 02:17
tego wywiadu nie trzeba komentowac...dla Jarosława Kazubowskiego demokracja
jest czyms czego nie moze zrozumiec i daje upust swojej walce z demokracja. I
tego wlasnie konstytucja zabrania. W całej Europie i cywilizowanym świecie
zachowania potepiające równość,tolerancję, a popierajace jakikolwiek rasizm
czy dyskryminacje sa zachowaniami politycznie bardzo niepoprawnymi i żadna
partia, grupa politczna nie chce byc asocjowana z tak skrajnymi poglądami.
Kazubowski nie pasuje do wolności i demokracji panującej w Europie. Proponuje
mu przeprowadzkę do Kyrgyzstanu, bo nawet Mongolia moglaby być szokująco
progresywna dla Kazubowskiego!
    • Gość: Lidka Hitlerowskie Biedactwo... IP: *.spectraweb.ch 22.04.04, 04:03
      Maly Hitlerku !

      Nie zyjesz sam na tym swiecie !
    • Gość: pjk Re: Rozmowa z organizatorem zbierania podpisów na IP: *.kolornet.pl / *.crowley.pl 22.04.04, 11:57
      A co wy wiecie o Kazubie??? I czy "polityczna poprawność" ma być ważniejsza od
      zdrowego rozsądku? Czy sprzeciw wobec zachowań niepasujących do naszej kultury
      i tradycji jest rzeczywiście nienormalny? Uważam, że wobec pewnych spraw należy
      go jasno i czytelnie artykułować.
      • Gość: vir Re: Co wy wiecie IP: 81.219.144.* 22.04.04, 13:40
        Kosztowny kaprys

        - Niektóre artykuły pisaliśmy na zlecenie burmistrzów Zakopanego - mówią byli
        dziennikarze tygodnika "Podhale". Wydawca pisma, którego numer sygnalny ukazał
        się w marcu tego roku, likwiduje swoją działalność. - Rozmiar tego
        przedsięwzięcia od początku nas dziwił - komentują decyzję swojego byłego szefa
        pracownicy, którzy od kilkunastu tygodni domagają się od niego zaległych
        poborów. O tym, że na podhalańskim rynku ma się pojawić nowa gazeta, słychać
        było już od dawna. Ponad rok temu środowisko dziennikarskie Krakowa i Warszawy
        obiegła wieść, że w Zakopanem ktoś oferuje duże pieniądze za pracę przy
        redagowaniu nowego lokalnego pisma. Oferta krążyła głównie w środowisku mediów
        katolickich. - Zorientowałem się szybko, o co chodzi, i równie szybko
        podziękowałem za propozycję - wspomina Jacek Łęski junior, do którego dotarł
        Adam Bachleda Curuś. "Miasto z nowym obliczem" - fragment wywiadu z Adamem
        Bachledą Curusiem w przygotowanym do druku pierwszym numerze "Podhala". - Nie
        jestem w stanie oderwać się od problemów Zakopanego. Miałem wiele propozycji na
        zajęcie różnych stanowisk we władzach centralnych, nie tylko w kraju, ale i za
        granicą. Pokusie uległo dopiero dwoje krakowskich dziennikarzy "Naszego
        Dziennika" (pismo powiązane z Radiem "Maryja") Zdzisława Kot-Malinowska i
        Jarosław Kazubowski. Latem ubiegłego roku oboje zamieszkali w budynku przy ul.
        Kościuszki 8 w Zakopanem. Ciche poparcie Dom należał w części do miasta. To
        tutaj ulokowała się spółka "Dorada", wydawca nowej gazety. Przyszła redakcja
        zajęła całe piętro odremontowanego wcześniej na koszt miasta budynku.
        Znajdowały się tu także mieszkania dla dziennikarzy. Założycielem i udziałowcem
        spółki "Dorada" był - znany na Podhalu biznesmen - Waldemar Sobański.
        Przyjaciel Adama Bachledy Curusia, wcześniej jego wspólnik w firmie o podobnej
        nazwie. "Dorado" sp. z o.o. jest właścicielem wyciągów narciarskich na stoku
        Polany Szymoszkowej. Wybór budynku przy ul. Kościuszki 8 prawdopodobnie nie był
        przypadkowy. Kilka tygodni po wprowadzeniu się do niego spółki Sobańskiego,
        miasto wystawiło dom na sprzedaż. Wbrew pozorom, nabywcą nieruchomości nie
        została spółka "Dorada", ale PHW. Kosztowny kaprys dokończenie ze str. 1 Przed
        kilku laty to miejskie przedsiębiorstwo sprywatyzowano w atmosferze wielu
        podejrzeń. Chodziło o wartość udziałów, które nabył jego ówczesny dyrektor.
        Faktycznie, za niewielkie pieniądze stał się wtedy właścicielem nieruchomości,
        ocenianych dzisiaj na przynajmniej kilkaset tysięcy złotych. Radni opozycji
        podejrzewali, że w transakcji maczali palce niektórzy członkowie władz miasta.
        Nigdy jednak nie udało się tego nikomu udowodnić. Sprawa szybko ucichła. Tuż po
        kupnie części budynku przy ul. Kościuszki 8 przez PHW temat znów powrócił.
        Niektórzy radni z opozycji są zdania, że to dowód na ciągłe powiązania
        właścicieli tej firmy z władzami miasta. Tezę tę trudno byłoby jednak
        udowodnić, choć zainteresowanie PHW właśnie tym budynkiem było dość
        zaskakujące. Koledzy z podwórka Kierowanie spółką "Dorada" powierzono znanemu z
        lat 80. działaczowi nowotarskiej "Solidarności", Władysławowi Skalskiemu. Poseł
        pierwszej kadencji, kolega z pracy w NZPS-ie wiceburmistrza Krzysztofa
        Owczarka, miał już doświadczenia wydawnicze - był współpracownikiem
        zlikwidowanego przed wielu laty pisma "Podhale". Skalski, godząc się na
        kierowanie spółką, uznał pewnie, że to znakomita okazja do reaktywowania
        istniejącego kiedyś tygodnika. Robota ruszyła pełną parą. - Na sam sprzęt
        komputerowy wydaliśmy ponad 120 tys. zł - mówi była sekretarz redakcji Dorota
        Strojnowska. Jej zdaniem w tym czasie na nic nie ograniczano pieniędzy.
        Problemy były tylko z ludźmi. Trzech naczelnych, jeden numer Po kilku
        miesiącach pracy nad przyszłą gazetą do Krakowa odesłano dwoje byłych
        dziennikarzy "Naszego Dziennika". Redaktora naczelnego Zdzisławę Kot-Malinowską
        zastąpił Józef Maria Ruszar, także krakowianin. Dawny działacz opozycji
        demokratycznej, znany z organizacji imprezy "Kraków 2000", w środowisku pod
        Wawelem nie cieszący się jednak zbyt wielkim uznaniem. - Ruszar ostro wziął się
        do pracy - wspomina jeden z jego współpracowników, Łukasz Kułakowski. - Chciał
        zrobić gazetę na miarę "Newsweeka". "Jakiego pisma Podhale potrzebuje?"
        fragment wstępniaka Józefa Marii Ruszara w sygnalnym numerze "Podhala": "Myślę,
        że w naszej parafii świat dla nas aż nadto szeroki. Od stu lat wiedzą o tym nie
        tylko mieszkańcy Podhala. Mam nadzieję, że się ten pomysł uda, bo wiem, że jest
        dobry." Za jego rządów, w marcu, ukazał się sygnalny numer pisma. "Podhale"
        rozdawane za darmo, miało być zapowiedzią wielkiego wydawniczego sukcesu.
        Gruby, kolorowy tygodnik na znakomitym papierze robił wrażenie. Dla fachowców
        od ekonomii jasne było, że wydawca takiego pisma albo jest absolutnym
        dyletantem, albo ma studnię pieniędzy, albo złośliwych doradców. - Mówiłam im,
        że drukowanie 20 tys. egzemplarzy takiego pisma to morderstwo. Trzeba było
        zrobić tego połowę, a i tak by zostało - twierdzi Dorota Strojnowska. - Ruszar
        powiedział nam, że to będzie konkurencja dla "TP". Mieliśmy wielkie plany -
        wspomina Łukasz Kułakowski. - Pracowaliśmy po kilkanaście godzin dziennie.
        Odwiedzał nas Adam Bachleda Curuś i przyglądał się naszej pracy. Skalski z dumą
        oprowadzał go i pokazywał, jak pracują jego ludzie. Później zwolnili Ruszara.
        Robota na zlecenie Józef Maria Ruszar nie chce mówić o pracy w Zakopanem.
        Uważa, że nie warto palić za sobą mostów. Jest jednym z tych, którzy wiedzą,
        jaki udział w całym przedsięwzięciu mieli zakopiańscy burmistrzowie. - Częstym
        gościem był pan Owczarek. Ruszar musiał z nim rozmawiać - opowiada Łukasz
        Kułakowski. - Słyszałem też, że niektóre teksty pisane były na zlecenie pana
        Bąka. To oni kazali nam napisać o "zakopiance", profesorze Pasyku albo psach
        Matydowej. To miało być takie niewinne podrzucanie tematów. Wiadomo, że
        realizowali swoją politykę. Wizyt burmistrzów nie przypomina sobie Dorota
        Strojnowska. - Koledzy tylko mi o tym opowiadali. Sama nigdy tutaj nie
        widziałam tych panów. Nawet Sobańskiego nie potrafiłabym rozpoznać. "Why not" -
        fragment wywiadu z Waldemarem Sobańskim z numeru sygnalnego "Podhala". - Chcę
        dla Podhala dobrego czasopisma, na poziomie, które będzie służyć nam wszystkim.
        Region na to zasługuje. Jestem stąd, chcę, żeby wizerunek Zakopanego był
        pokazany obiektywnie. Oficjalnie władze miasta trzymały się z daleka od nowej
        inicjatywy wydawniczej. Tylko czasem emocje brały górę. Tak było podczas
        konferencji prasowej w Urzędzie Miasta, gdy ktoś zapytał o nowy tygodnik. Bez
        mała godzinę na przemian dowodzili, jakie to dobrodziejstwo, że wreszcie będzie
        porządna gazeta. Porządna, jak można się domyślać, znaczy taka, która o władzy
        pisać będzie tylko dobrze. Trudno się zatem dziwić, że burmistrzowie dwoili się
        i troili, żeby ułatwić pracę Skalskiemu i jego podwładnym. Ktoś policzył
        pieniądze Mijały kolejne miesiące. W maju okazało się, że nie ma za co wydać
        pierwszego numeru pisma, mimo że dziennikarze przygotowywali już teksty do
        czwartego wydania. - Widmo utraty pracy zaczęło krążyć po redakcji - wspomina
        Kułakowski. - Złapaliśmy się za głowy, gdy ktoś powiedział, że na gazetę wydano
        już ponad 800 tys. zł. Po Ruszarze przyjęto jeszcze jedną naczelną. Agnieszka
        Wrzesień przyszła z "Przekroju". W tym czasie wstrzymano już wypłaty. - Trochę
        się zdziwiłem rozmiarem całego przedsięwzięcia - wspomina Krzysztof Brzegowy,
        jeden ze specjalnie ściągniętych z Krakowa redaktorów technicznych składających
        pismo w komputerze. - Gazety lokalne mają przecież mniejsze możliwości. A tutaj
        inwestowano wielkie pieniądze. Zaproponowano mi na przykład wyższe
        wynagrodzenie, niż dostawałem w Krakowie. Zastanawiała mnie też tajemniczość
        działania. Formalnym właścicielem pisma był Sobański, ale wszyscy dobrze
        wiedzieliśmy, że faktycz
    • Gość: vir Co wy wiecie c.d. IP: 81.219.144.* 22.04.04, 13:58
      Radni Miasta Rzeszowa nie zgodzili się na nadanie jednej z ulic imienia Jerzego
      Grotowskiego. To chwalebna decyzja, chociażby ze względu na przynależność tego
      człowieka do PZPR. Grotowski, syn porządnego gimnazjalnego profesora z
      Rzeszowa, uznawany jest za guru współczesnego teatru. W rzeczywistości był on
      barbarzyńcą i bluźniercą, tworzącym parareligijne widowiska, zrozumiałe jedynie
      dla jemu podobnych ludzi o wypłukanych mózgownicach Przeciwko "sztuce"
      pt. "Apocalypsis cum Figuris" protestował ostro Prymas Tysiąclecia. Grotowski
      miał za nic Polskę i polskość, nic więc nie przemawia za tym, aby w czcigodnym
      polskim mieście honorować faceta bujającego w obłokach gdzieś pod obcym niebem
      i odznaczanego przez światowe lewactwo tylko dlatego, że tworzył rzeczy
      obrażające świat etycznych wartości.

      Przeciwko decyzji radnych Rzeszowa protestuje "Gazeta Wyborcza", która w
      tekście i komentarzu na pierwszej stronie pozwoliła sobie na prymitywne
      porównania. Niejaki Roman Pawłowski, wkraczając na wyżyny dowcipu, wyśmiewa
      rajców Rzeszowa, porównując twórczość Grotowskiego do twórczości Słowackiego.
      Pisze ów prześmiewca Pawłowski, co następuje: "Jak może zostać polskim
      wieszczem ktoś, kto nazywa się Słowacki?". Już samo porównanie Grotowskiego do
      Słowackiego jest tak absurdalne jak twórczość tego pierwszego. Swoim
      komentarzem "GW" po raz kolejny udowodniła, że bliżej jej do lewackiej papki
      niż do "Króla-Ducha". No cóż, barbaria nadchodzi wielkimi krokami.
      Jarosław P. Kazubowski
      Nasz Dziennik
      15.06.2000
      Artykuł ks. Stanisława Musiała w sprawie malowideł w sandomierskiej katedrze w
      dalszym ciągu prowokuje różne polemiki. Oto fragment wypowiedzi Jarosława P.
      Kazubowskiego z "Naszego Dziennika": Wszelkie propozycje dekompletowania
      sandomierskiego zespołu świadczą nie tylko o niewiedzy, ale także o braku
      wrażliwości na piękno i tradycje rodzimej kultury. W moim odczuciu świadczą o
      chęci przypodobania się współczesnemu światu za cenę zszargania tego, co w
      Polsce jest i było święte. Przejdźmy teraz do sprawy rytualnego zabójstwa
      chrześcijańskiego chłopca przez Żydów. W dawnej Polsce dość często pojawiały
      się sensacyjne pogłoski o wytaczaniu z katolickich dzieci krwi z przeznaczeniem
      na macę. Miały one swoje źródła w trudnej do zaakceptowania odmienności
      religijnej i etnicznej żydowskich społeczności miast. Trzeba także przypomnieć,
      że sami Żydzi nie byli tu bez winy, odnosząc się często z pogardą do polskich
      sąsiadów i obnosząc się ze swoim bogactwem, co prowokowało rozmaite spory.
      Również Sandomierza nie ominęły te tragiczne wydarzenia, będące świadectwem
      czasu, podobnie były nim lęki przed zarazami, wojnami czy innymi klęskami
      elementarnymi, dziesiątkującymi społeczeństwo czasów staropolskich. Opisy
      sądowe procesów Żydów podejrzanych o mordy rytualne pojawiają się w
      Sandomierzu, np. w latach 1628, 1675, 1698, 1710, na równi z innymi miastami,
      np. Lwowem, Wilnem czy Poznaniem. Akta te zawierają opisy, najwyraźniej będące
      produktem wyobraźni ("aptekarskie dziecię złapawszy krew wytoczyli, w sztuki
      pogrzebane ciałko psu jeść dali", tekst z 1628 roku). Nikt obecnie nie
      twierdzi, że przedstawiony na obrazie katedralnym mord faktycznie miał miejsce.
      Niemniej jednak tradycja tego zdarzenia należy, czy się to komuś podoba czy
      nie, do lokalnej tradycji. Próba jej zacierania i eliminacji zamiast rzeczowego
      wyjaśnienia przypomina działania sowieckiej cenzury, wymazującej np. nazwę
      Katyń z map i atlasów geograficznych. Jeżeli żydowskie wycieczki tak bardzo
      drażni wspomniany obraz, to może lepiej byłoby, aby omijały one sandomierską
      katedrę! W Polsce jest wiele innych atrakcji godnych zwiedzenia. A swoją drogą
      jakoś nie słyszałem, aby ktoś z Polaków dyktował Żydom zmiany w wystroju
      synagog (np. w Krakowie odnawianych z budżetu państwa, czyli za pieniądze
      polskich podatników). Ks. Musiał, chcąc być bardziej ortodoksyjny od samych
      potomków Mojżesza, wyrządza niepowetowaną krzywdę Kościołowi, do którego, jak
      podkreśla, przecież należy.
      Tu warto jedynie przypomnieć to, co napisał ks. bp Stanisław Gądecki w
      oświadczeniu, będącym odpowiedzią na propozycje ks. Musiała, na temat przyczyn
      oskarżeń o mord rytualny: oskarżenie o mord rytualny wynikało z gruntownej
      nieznajomości żydowskiego prawa religijnego. Kazubowski twierdzi natomiast, że
      ich przyczyną była odmienność religijna i etniczna. Skoro inni to winni.

      Jarosław P. Kazubowski, Nadgorliwiec walczy z ciemnogrodem,
      Nasz Dziennik 30 sierpnia 2000


    • Gość: m. Re: Rozmowa z organizatorem zbierania podpisów na IP: 195.150.89.* 22.04.04, 22:46
      a czy ktoś mógłby się zainteresować ulotkami rozdawanymi przez
      przeciwników "przemarszu"? czy mówienie o "pedalskiej hucpie", "sabacie
      zwyrodnialców" itp nie wypaga doniesienia do prokuratury?
    • Gość: jokjok a na rynku stac bedzie szafot IP: *.krakow.pl / *.bitech.krakow.pl 23.04.04, 00:14
      a na rynku stac bedzie szafot dla tych co sadza inaczej...
      ciemnogrod ciemnogrodem pozostanie..
      to po cholere rozkopali komune.. wtedy nie mozna bylo manifestowac tego co sie
      chcialo! a zycie bylo piekne w krainie mlekiem i miodem plynacej
    • Gość: Edi Re: Rozmowa z organizatorem zbierania podpisów na IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.04.04, 22:53
      Dobrze, ze przynajmniej ten pan sam przyznaje sie do tego, ze demokracja i
      poglady innych nic dla niego nie znacza...
      Mowi, ze nie chce, zeby narzucala mu poglady "chora mniejszosc". Dla mnie to on
      jest "chora mniejszoscia", ktora chce narzucic innym swoje poglady.
    • Gość: x Re: Rozmowa z organizatorem zbierania podpisów na IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 05.05.04, 15:46
      BRAWO!! POPIERAM!!
      Dziekuje za akcje zbierania podpisow!!
      Alez ta dziennikarka jest glupia...coz dostala "prikaz" i musi.
      "...Dlaczego wam wolno zbierac podpisy a innym nie wolno manifestowac..."
      Nie widzi bidulka, ze nikt nie zbieralby podpisow gdyby nie prowokacyjna
      manifestacja.
Pełna wersja