Yellow Dog: Lepsze czasy na Krupniczej

IP: *.dynamic.chello.pl 29.04.11, 19:03
Zgadzam się w 100%. Genialne miejsce. Pozdrowienia dla ekipy Yellow Doga!
    • Gość: ciastek Yellow Dog: Lepsze czasy na Krupniczej IP: 77.236.7.* 30.04.11, 01:04
      ale żeś się Pan Panie N. uczepił "Media Aetas"... nie ładnie tak.
      • Gość: bartek Re: Yellow Dog: Lepsze czasy na Krupniczej IP: *.ghnet.pl 30.04.11, 16:43
        ale słusznie :)
    • Gość: Krk Yellow Dog: Lepsze czasy na Krupniczej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.05.11, 23:45
      Rzeczywiście wspaniale miejsce! Tak wspaniale ze zamknięte w niedziele????? Szkoda
      • Gość: aapa Re: Yellow Dog: Lepsze czasy na Krupniczej IP: *.adsl.inetia.pl 12.05.11, 11:30
        Byłem w niedziele. Było otwarte. Obsługa chyba jeszcze nie zna kucharza, bo trochę zagubiona się wydaje. Za to pozwalają wypić piwo, zakupione w sklepie obok, bo nie maja koncesji. Chodzi o małe piwo, żeby nie było, że cham przeszedł się napić. Po prostu do orientalnych smaków najbardziej mi pasuje. Horfun- ok, natomiast makaron w leksa lemak trochę bezpłciowy mi się wydał. Chyba za dużo też mleka kokosowego. Może tak to smakowało, bo zaraz po zupie tum yum, która była pikantna o bardzo dobra. Na koniec rozczarowanie- brak deserów.
    • Gość: mika Yellow Dog: Lepsze czasy na Krupniczej IP: *.tktelekom.pl 03.05.11, 00:04
      Coś mam przeczucie, że będzie duże trzęsienie ziemi niedługo na Krupniczej. Restauracja z profesjonalnym szefem kuchni z Singapuru może wprowadzić niektóre lokale w tej części Krakowa w poważne kłopoty. Dzięki za podzielenie się Panie Wojtku tym nielada njusem.
    • Gość: Marta Yellow Dog: Lepsze czasy na Krupniczej IP: *.nsystem.pl 07.05.11, 14:05
      Hmmm a ja mam raczej mieszane zdanie dotyczące tej knajpy... Z jednej strony nareszcie coś zaczyna się zmieniać na kulinarnej mapie Krakowa więc za to wielkie brawa:) Z drugiej kiedy ktoś w jednej karcie proponuje Laksę, Pho i Won Ton jest to trochę przerażające... Wszystko smaczne, ale nie wiele wspólnego ma z prawdziwym jedzeniem azjatyckim , a porównanie nie trzeba szukać aż tak daleko , w Warszawie na Chmielnej podają prawdziwe Pho warto spróbować zanim zacznie się chwalić coś czego ewidentnie się nie zna...
      • Gość: bumbin Re: Yellow Dog: Lepsze czasy na Krupniczej IP: *.dynamic.chello.pl 07.05.11, 16:12
        jasne, żeby trzy topowe azjatyckie dania zjeść trzeba chodzić do 3 różnych knajp. Przerażające jest to twoje malkontenctwo. Niby wszystko smaczne ale trzeba się doczepić.
    • Gość: tlc Yellow Dog: Lepsze czasy na Krupniczej IP: 77.236.24.* 08.05.11, 17:20
      Byliśmy w kilka osób i nigdy więcej. No może w najbliższym czasie nie, bo choć jedzenie niezłe, to organizacyjnie ta knajpa to DRAMAT DRAMAT DRAMAT. A juz by się wydawało, ze ruszenie restauracyjnego biznesu wymaga umiejętności organizacyjnych, a tu kelnerzy chyba z łapanki, zero profesjonalizmu, chyba z połowy dań brak, nawet na kawe czeka się dobry kwadrans. Do tego: zero uśmiechu i sympatii ze strony obsługi. Niedobrze tej knajpie wróżę, chyba, że jaka blondynka z Warszawy przyjedzie i trochę ich przemusztruje :-)
      • jop Re: Yellow Dog: Lepsze czasy na Krupniczej 08.05.11, 17:42
        Co do organizacji - zgoda. Niestety, sukces ich pokonał. Tłumy ludzi (i przez te tłumy niesie się "Nowicki, Nowicki", "recenzja, recenzja"). Jest chaos, obsługa nie ogarnia, myli się, długo się czeka, wielu dań nie ma, przy każdym stoliku pada sakramentalne "przepraszam, że coś tam coś tam, ale dopiero otworzyliśmy". Podają wszystkie dania na raz - to na plus, bo tak się jada w Azji, ale podanie najpierw deseru, a potem długo, długo nic, to jednak przesada.

        Natomiast jedzenie jest tak fantastyczne, że spróbujemy jeszcze raz - jest po prostu obłędne. Pyszne, egzotyczne, istna feeria smaków i aromatów (a chwilowo jesteśmy rozwydrzeni kulinarnie bardziej niż zwykle, bo właśnie wróciliśmy z Berlina, gdzie jednak średni standard jest jakby wyższy).

        Czepnę się jeszcze określenia "wielka micha" - porcje nie są wcale jakieś ogromne, po zestawie laksa + tiramisu wyszłam w miarę syta, ale daleka od przejedzenia.

        Podsumowując - wrócimy, ale jak się przewali tłum wygenerowany recenzją i obsługa się trochę ogarnie.
        • Gość: jarma Re: Yellow Dog: Lepsze czasy na Krupniczej IP: *.dynamic.chello.pl 08.05.11, 18:57
          Jakbym czytała swoją recenzję - też byłam w czasie największego chyba chaosu i też jestem świeżo po wizycie w Berlinie. Niestety wrażenia odnośnie jedzenia zupełnie inne: z dodatków - sałatka z wołowiną była całkowicie bez smaku, musieliśmy opróżnić cały pojemniczek marynowanego chili żeby nadać sałatce jakikolwiek smak. Rolki też nas zawiodły - gumowate i w smaku też nijakie. Jedynie Pho Bo była dobra, ale tylko dobra. Azjatycka kuchnia dostosowana do polskich podniebień. Przy wspominanej wyżej Pho z Chmielnej w Warszawie ta Yellow Dogowa... nie ma nawet co porównywać. Smażone lody (jedyny deser jaki został) wylądowały albo w zbyt zimnym tłuszczu albo leżakowały przed podaniem do stolika - panierka była tłusta i zimna. Nie reklamowaliśmy bo obsługa była tak zabiegana, że nie dało się jakiegokolwiek kontaktu złapać - 3 razy musieliśmy podchodzić do baru: żeby zamówić coś do picia, zamówić deser i zapłacić. Porcje małe i wcale nietanie. Może wrócę jak tłum się przewinie, ale po tej wizycie szkoda mi kasy na próbowanie która pozycja w karcie YD jest zjadliwa.
          • Gość: inezq Re: Yellow Dog: Lepsze czasy na Krupniczej IP: *.opal.pl 18.05.11, 12:32
            byliśmy w ten weekend
            jedzenie fatalne, w menu kilka zaledwie potraw.
            potrawy słabo pzryprawione, obsluga zapomniała podać pzrystawkę, danie ciepłe małe i drogie. sztućce podane rękami a nie w koszyczku. woda dla mojego męża nadeszła z oźnieniem po uprzednim przypomnieniu. jedzenie przyszło bardzo szybko, więc chyba było juz zrobione i odgrzane. bez wyrazu bez smaku.
            wystrój nijaki, pewnie w zamiarze miał być "jakiś" a wyszło nic.
            na szczęście nie jadłam pzrystawki i tak zapomnieli.
            a kelnerka cały czas tylko powtarzała gościom, ze jest tu pierwszy dzień.
            było zabawnie przez moment a potem tragicznie.
            co za fatal!
    • Gość: patryk Yellow Dog: Lepsze czasy na Krupniczej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.11, 07:22
      jak byłem 1 raz to nie było miejsca, za kolejnym zjadłem i było ok ale czekałem długo i zupa krewetkowa nie była gorąca. spodobało mi się że pozwolili przynieść swój alkohol. wczoraj przechodziłęm krupniczą i pomyślałem zobacze co tam sie dzieje. zjadłem won ton i tika masala i powiem szczerze byłem zachwycony. na pewno tam będę zaglądał bo nie widze w krakowie innego normalnego miejsca ze wschodnią kuchnią
    • jop Yellow Dog: Revisited 11.07.11, 20:14
      Odwiedziliśmy po raz drugi i oto wrażenia.

      Pusto. Byliśmy w niedzielne popołudnie, czyli w porze i dniu, kiedy próba wbicia się bez rezerwacji do Zazie wywołuje najwyżej uśmiech politowania tamtejszej obsługi (no dobra, wywoływałaby, tamtejsza obsługa jest dobrze wychowana). W Yellow Dogu obsadzone maksymalnie dwa stoliki.

      Curry z kalmarem, rybą i mango - w smaku fantastyczne. Drugie miejsce na mojej liście najlepszych curry Krakowa, po nieodżałowanym czerwonym curry z kaczką, liczi i pomidorkami koktajlowymi, w śp. Shanti. Do tego ryż i niewielki chlebek nan.

      Żeberka - znakomite, doskonała słodka glazura, mięso rozpływające się w ustach.

      Smażone lody - nie ma się czym podniecać. Gałki lodów oklejone grubą panierką wyglądającą jak zdarta ze schabowego. Ciepła na pewno nie była. Towarzyszyło im za to coś pysznego - kostki galaretki kokosowej.

      Obsługa absolutnie bez zarzutu. Wszystko szybko, sprawnie i bezbłędnie.

      Łyżka dziegciu: porcje stały się jakby miniaturowe. Moje curry to było może 1/3 niezbyt dużej miseczki. Plus malutki kopczyk ryżu i nan-miniaturka. Smaczne bardzo, ale w tej ilości na pewno niewarte 25 PLN. Żeberek było trochę więcej, ale nadal ta ilość nie przystaje do moich wyobrażeń o daniu obiadowym. Tak więc zamiast marzeń o pełnej misze za 16 zł mamy raczej kurs na ilości a la nouvelle cuisine, czyli jeszcze trochę, a trzeba będzie wziąć przystawkę, zupę, drugie i deser, żeby nie wyjść głodnym, czyli nasz ulubiony stosunek ceny do tego, co się dostaje, leci dramatycznie i to bynajmniej nie z powodu jakości, a ilości.
    • Gość: p obsługa ponizej krytyki IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 15.06.14, 16:09
      no i popsuło się. smaki nadal te same, czyl b smacznie, natomiast klenerki kompletnie niezorganizowane; dawna ekipa, (jeszcze pare miesiecy temu) była naprawdę dobra, ci sami chłopcy od wielu miesięcy, włąsciciele na miejscu - teraz włascicieli nie widać, co tydzień nowe klenereczki - nie podaja łyzek, nieczego nie rozumieją - DRAMAT, chciałem zamówić won ton, kimchee soup, tempeh goreng, deser czekoladowy - nie było ANI JEDNEJ z tych rzeczy. Tak wiec, brak dań z karty. Po raz pierwszy nie zostawiłem napiwku. Jestem stałym klientem od pierwszych dni restauracji. Rozczarowany. Od dziś będe chyba telefonował, by się upewnić, czy jest jedzenie...
Pełna wersja