Dodaj do ulubionych

Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szczęścia

IP: *.nsystem.pl 18.06.11, 10:25
25? 31! Tyle będzie sześciolatków w klasie, do której idzie mój syn... i 0 szans na zmniejszenie, Ruczaj to Ruczaj (tyle, że nie jest to ruczaj wiedzy i komfortu dla mieszkańców...)
Obserwuj wątek
    • Gość: maxi Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szczęścia IP: *.ghnet.pl 18.06.11, 14:43
      Jestem przeciwna posyłaniu 6-latków do szkół, ponieważ:
      1. Dziecko może się uczyć czytać i pisać w przedszkolu. Urzędasy wymyśliły sposób, żeby rodzice posyłali wcześniej do szkoły, zmieniono program na głupszy i część rodziców uległa. Proszę mi powiedzieć: dlaczego moje dziecko nie może się uczyć czytać i pisać w przedszkolu???
      2. W szkole są długie wakacje , ferie i liczne przerwy świąteczne- mojego i męża urlopu nie wystarczy, żeby w te wszystkie dni zajmować się dzieckiem!
      3. Wymyślacze pseudoreformy zapewniają, że w większości europejskich szkół 6-laki chodzą do szkół, nie dodają jednak, że tamte szkoły dla najmłodszych wyglądają tak, jak nasze przedszkola! Są tam dwie panie, woźne, toalety przy salkach, toalety przy placu zabaw...
      4. Prawdziwą reformą byłoby ustawienie w każdej szkole szafek (dla każdego dziecka jedna) na drugi komplet książek, żeby najmłodsi nie musieli taszczyć tych kilogramów wiedzy do domu!
      5. Większość nauczycieli klas początkowych nie jest przygotowana do pracy z 6-latkami. Nikt ich nawet nie zachęca, żeby to zrobili!
      6. Pani w szkole jest jedna: nie wyprowadzi sama na spacer 25 dzieciaków, a jeśli już dokona tego wyczynu, co zrobi jeśli któreś będzie chciało iść do toalety? Pójdzie z nim i zostawi resztę, czy wyśle go samego? To są takie głupie techniczne sprawy, ale bardzo ważne z punktu widzenia 6-latka.
      7. Większość rodziców pracuje 8 h dziennie, dziecko musi więc przebywać w szkole ok. 10 h, po skończenie swoich lekcji musi iść na świetlicę... a w większości szkół świetlice są w najlepszym przypadku 2: dla starszych i dla młodszych. 6-latek zajmuje się czymś innym niż 4-klasista i nikt mnie nie przekona, że pani na świetlicy cudownie podzieli swoją uwagę między wszystkie dzieci!
      8. Nawet jeśli powstaną place zabaw przy każdej szkole, to w szkole na takim placu będą się też chcieć bawić starsi i co w takiej sytuacji? kolejka do huśtawki???
      9. Zmiana budynku nie jest żadną reformą. Uważam, że 6-latki powinny zostać w przedszkolach, ale powinny mieć też możliwość nauki ( a tego im obowiązująca podstawa programowa nie zapewnia!!!).
      Mam 6-letnią córkę, rozsądną, ciekawą świata, jest jedną z najlepszych w grupie. Ale nie poślę jej do szkoły, wystarczająco dużo czasu jeszcze tam spędzi...

      • Gość: ... Re: Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szcz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.11, 15:20
        To chyba kwintesencja tego co myśli znaczna większość rodziców.

        powinni wycofać się z tej niby "reformy" i zrobić jedynie obowiązkową zerówkę w przedszkolu lub szkole do wyboru a program I klasy bazować na zerówce a nie jak przed "reformą" powtarzać dla tych co nie byli w zerówce.

        to jeden z powodów dla którego raczej nie zagłosuję na PO
        (kolejny to "reforma" emerytur z ofe)
      • Gość: (gość portalu) jestem za a nawet przeciw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.11, 15:31
        Ostatnio w kółko o sześciolatkach jakby nie było większych problemów. Jak chcecie mieć klasy 10 osobowe to poślijcie do szkól społecznych lub prywatnych albo w inny sposób opodatkujcie się dodatkowo. Nie ma nic za darmo. Gdy ja byłem w szkole podstawowej to było 37 dzieci w klasie, było oczywiście kupę negatywnych spraw z tym związanych ale były też pozytywnie - np. miało się dużo kolegów. W każdym razie byłem zadowolony a teraz wszyscy krzyczą, że klasy musza być małe. Nie mam nic przeciwko małym klasom tylko niech ci rodzice krzykacze za to płacą.
        • Gość: ignis Re: jestem za a nawet przeciw IP: *.146.124.121.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 18.06.11, 16:47
          Przecież płacą!!!
          Rodzice dzieci w wieku szkolnym, skoro się zdecydowali wychowywać dzieci w Polsce, płacą państwu podatkami (razem z pośrednimi i in.opłatami około 70-80% zarobków) do budżetu na bezpłatną edukację w szkołach publicznych. Mają też konstytucyjne gwarancje ochrony i dobrobytu tych jakże cennych młodych obywateli.
          Podejrzewasz, że jakieś lobby właścicieli szkół płatnych zadbało o swój interes kosztem 6-latków??
          • Gość: (gość portalu) Re: jestem za a nawet przeciw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.11, 16:59
            > Przecież płacą!!!
            > Rodzice dzieci w wieku szkolnym, skoro się zdecydowali wychowywać dzieci w Pols
            > ce, płacą państwu podatkami (razem z pośrednimi i in.opłatami około 70-80% zaro
            > bków) do budżetu na bezpłatną edukację w szkołach publicznych. Mają też konstyt
            > ucyjne gwarancje ochrony i dobrobytu tych jakże cennych młodych obywateli.
            > Podejrzewasz, że jakieś lobby właścicieli szkół płatnych zadbało o swój interes
            > kosztem 6-latków??
            Widocznie płacą za mało, przecież państwa nigdy nie będzie stać na wszystko. Tacy Czesi, mimo, że znacznie bogatszy kraj, mają system tak ustawiony, że gdy klasa jest zbyt mała (o ile pamiętam mniejsza od 30 uczniów) to subwencja jest obcinana.
            Też płaciłem podatki i cały czas płacę, dzieci mam już nieco starsze, gdy były w szkole podstawowej klasy były większe niż te postulowane obecnie przez narzekaczy i jakoś źle na nich to nie wplywało. W związku z tym wolałbym aby pieniądze publiczne były przeznaczane na inne cele.
            • Gość: skosem Jestem za sześciolatkami w szkole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.11, 17:47
              1. Dzieciństwo mnie nie przekonuje, bo dziecko nie przestaje być dzieckiem. To taki tylko chwyt.
              2. Jestem za tym, by weszło na ów straszliwy rynek pracy już nie dziecko a 23-24 człowiek i sam o sobie decydował, wyjechać, zostać, pracować dla siebie i na siebie, albo szukać szczęścia gdzieś, gdzie mu lepiej. Nikt tego dzieciaka nie zatrzyma tutaj. Po co zatrzymywać? Zresztą nie da się.

              * Maturę będzie zaś robił jako osiemnastolatek - to jest ważne. P. Elbanowska nawet się nie obejrzy, jak jej pociechy zaczną wylatywać z gniazda i będzie wtedy jazda. Kto jest już dorosły, gdy kończy się władza rodzicielska.

              3. Jedynie kilkanaście procent polskich rodziców ma kompetencje wychowawcze - pokazują to niezbicie badania. Na wsi obecny siedmiolatek w szkole się dopiero uczy trzymać ołówek.

              4. Klasy kilkunastoosobowe są niedobre w edukacji, najlepsze są od 20 - 25 osób. Klasy kilkunastoosobowe są nie tylko nieekonomiczne ale od strony komunikacyjnej niebezpieczne, tj. bardzo trudno nawiązać i nauczyć dobrych relacji w za małej klasie.

              Klasy od 30 osób to zbrodnia. Nastolatek także nigdy się nie powinien w takim czymś znaleźć. Jak się przygotowywać do matury? A wykłady dla 200 osób, grupy ćwiczeniowe dla 50 to ok?

              5. Grupy przedszkole przeładowane także do granic możliwości, czyli do liczby obecnie 25 osób - taki sam chaos i hałas. Przedszkole zamiast szkoły retoryka. Mam dzieci po tej edukacji przedszkolnej - nigdy więcej.

              6. Szkoły są różne. Sporo słabych. W nich niemądrzy dyrektorzy i nauczyciele - w takich proporcjach jak reszta społeczeństwa.

              7. Niedotrzymywanie umów jest najbardziej wstrętne. Warto by się Wydział Edukacji wypowiedział konkretnie, co zrobił dla edukacji sześciolatków.

              Pamiętajcie, jak głosowaliście, to myśmy wybrali, dlatego mamy tak, jak mamy.

              Co od wyborów zrobił krakowski wydział edukacji w naszym mieście, konkretnie co? Minęło kilka miesięcy. Kasa oświaty jest dramatycznie pusta.


            • Gość: Ala Re: jestem za a nawet przeciw IP: *.dynamic.chello.pl 19.06.11, 23:47
              "Państwa nie stać na wszystko" Hm a tak naprawdę to poproszę o wyjaśnienie za co ja płacę podatki. Do lekarza z dzieckiem prywatnie. Do przychodni zagladam tylko w przypadku szczepień. Trzeci migdał dziecko miało usuwane prywatnie (2 tys), bo w państwowym szpitalu termin był za pół roku a sprawa nagląca. Przedszkole prywatne bo jesteśmy pełną rodziną. Płacę za co? Za polityków, policję, sądy. No bo według pani, skoro mam fanaberie typu w klasie I powinno być około 20 dzieci, to won do szkoły prywatnej. zaskocze Pania bo wizycie w naszej szkole rejonowej zaczęłam szukać szkoły prywatnej. Niestety w moim mieście miejsc w prywatnych szkołach już nie ma.
    • Gość: eleanorrigby Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szczęścia IP: *.ip.netia.com.pl 18.06.11, 17:25
      Proszę, jaki świetnie zindoktrynowany obywatel ;-) A ja wolałabym, żeby państwo przestało wreszcie przeszkadzać w wychowywaniu dzieci, prowadzeniu działalności gospodarczej itp. Żeby przestało za mnie decydować, jak i na co wydawać moje pieniądze, co jest dla mnie dobre i co bezpieczne. Może powinno być tak, że podatki i inne daniny płacą Ci, co chcą opieki socjalnej państwa i którym ona wystarcza, a kto nie chce, gospodaruje sam i sam wychowuje dzieci? Na razie płacę podwójnie - i za różne świadczenia prywatnie i do wspólnego wora, z którego nie mam nic.
      • Gość: skosem Re: Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szcz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.11, 18:02
        Zgadzam się. I nic z tego nie wyniknie, ani dla mnie, ani dla Ciebie. Twojego haraczu nie będzie, bo ci wybrali opiekę socjalną, to ją wybrali lub musieli i przejadają Twoje oraz moje.

        Tylko gospodarka może coś poprawić, by wyopiekować się tymi, co niewiele mogą.

        Gospodarka jest taka, jak każdy widzi. A więc płacisz, jak i ja płacę po kilka razy. Można by wyjechać tam, gdzie inaczej jest, tylko nikt nas nie chce.
    • dr_pitcher Re: Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szcz 18.06.11, 18:11
      Przyznam, ze ta dyskusja zaczyna mnie troche irytowac. Czy nie za bardzo sie tym wszystkim przejmujemy. Miszkam w kraju, w ktorym szkola zaczyn sie od 6 lat, a tzw zerowka od 4. Klasy zawsze byly duze 25-30 osob, czesto je rowniez laczono 4 i 5 latki, 5 i 6, 7 i 8. Moje dzieci wyszly na ludzi. Wtedy tez bylo laarum, ze klasy laczone, ze za duze. No to zmieniono caly system edukacji. Teraz laczenia niet, klasy po 22 osoby. I co? Ano efekty takie same. Co interesujace, za wyjatkiem klas dla bardzo zdolnych dzieci, nie ma roznicy czy w klasie jest 20 dzieci czy 30. I niezalezy to od wieku. Owszem nauczycielom jest lzej, ale to sprawa organizcji i przygotowania i problem edukatorow a nie naszych pociech.
      • Gość: eleanorrigby Re: Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szcz IP: *.ip.netia.com.pl 18.06.11, 18:26
        Myślę, że za mało się przejmujemy. Przyjrzyj się wynikom szkolnej edukacji. Popatrz na statystyki czytelnictwa, na uczestnictwo w kulturze.. Efekty od lat są takie same, czyli niestety żadne i w tym właśnie problem. Fakt, zawsze w klasie były dzieci zdolne, średnie i najmniej zdolne, tyle że maturę zdawały tylko te zdolne. Teraz pcha się do liceów wszystkich i matura przestała cokolwiek znaczyć. Poza tym, co to znaczy "wyszły na ludzi"? Może "wyszły" nie dzięki szkole, ale pomimo niej? A ile nie "wyszło"? Szkoła powinna uczyć pisania, czytania, liczenia - na początku, a potem powinna pomagać odnaleźć swoje pasje, swoje talenty, swoją przyszłą drogę. Tego się nie robi, klepiąc regułki w przepełnionej klasie. A im wcześniej dziecko poślemy do tego kombinatu, tym mniejsza szansa, że zachowa wyobraźnię, kreatywność, odwagę, chęć poznawania i indywidualizm.
          • Gość: eleanorrigby Re: Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szcz IP: *.ip.netia.com.pl 18.06.11, 19:06
            Uczyłam. Problem w tym, że ta paskudna szkoła wymagała ode mnie używania tych samych beznadziejnych podręczników co w szkole, i tego samego programu, a na koniec urządzała dziecku egzaminy ze wszystkich przedmiotów w ciągu dwu dni. Dziecko egzaminy oczywiście zdawało, ale nie o to chodzi w domowym nauczaniu. W wydaniu polskim to tylko przeniesienie szkoły do domu. Na marginesie - szkoła w dalszym ciągu dostaje pieniądze za ucznia, którego uczą rodzice, chociaż w niczym rodzicom nie pomaga.
            Szkoła współczesna nie nadąża ani za rozwojem nauki,ani za rozwojem społecznym.Reformy tu nie pomogą, trzeba by zburzyć, zaorać i zacząć od nowa. Od lat jest tak samo, od lat są te same rezultaty - kończą szkoły ludzie, którzy nie potrafią nawet czytać ze zrozumieniem. Popatrz na wyniki tegorocznych i wcześniejszych testów po trzeciej, szóstej klasie i gimnazjum - są beznadziejne.
            • Gość: skosem masz absolutnie rację IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.11, 19:15
              bo to nie wina szkoły, że wyniki paskudne. Rodzic nie potrafił wiele, sama to przyznałaś, szkoła nie umie i jeszcze bierze pieniądze, a rodzicowi winna płacić. No więc co?

              Są przemiany, za którymi my wszyscy nie nadążamy - ani szkoła, ani rodzice (którzy są zagubieni i bardzo słabiutcy w swoich umiejętnościach).
              • Gość: eleanorrigby Re: masz absolutnie rację IP: *.ip.netia.com.pl 18.06.11, 19:36
                Rodzicowi powinna płacić? Chyba tak nie napisałam? Myślę, że jeśli już to nie powinna dostawać pieniędzy za ucznia, lub powinna rodzicowi pomagać. Zobacz, jak to jest w krajach, gdzie nauczanie domowe funkcjonuje od lat. Nie ma sztywnych programów, nie ma określonego wieku, w którym dziecko ma umieć np. czytać. Jest za to dużo pomocy dla rodziców w formie gotowych programów, biuletynów itd. Nie wina szkoły, że wyniki paskudne? Wina i szkoły, i ministerstwa, i programów, i całego systemu i samych testów wreszcie.
                P.S. Jeśli chodzi o mnie, to nie jestem ani zagubiona, ani słabiutka i nie mam wrażenia, że w swojej dziedzinie za czymś nie nadążam :-)
                • przeciwcialo Re: masz absolutnie rację 18.06.11, 19:42
                  Rozumiem ze egzaminować ma za friko, prowadzić dokumentację za friko. No niestety, nie ma nic za darmo. Szkoła jest w gotowości, bo w każdej chwili dziecko może do tej szkoły wrócić jesli rodzicowi odechce sie edukacji domowej. Coś jak opłacany abonament za telefon- możesz nie korzystać ale jak zajdzie potrzeba to zadzwonisz.
                    • przeciwcialo Re: masz absolutnie rację 18.06.11, 19:52
                      Takie rzeczy to tylko w Erze ;) Bon edukacyjny w połowie roku nie pójdzie za dzieckiem. Ich ilość ustala sie raz w roku. Etat nauczyciela kosztuje tyle samo czy ma klase 18 czy 30 osobowa, a utrzymanie szkoły to nie tylko pensje nauczycieli.
                      • Gość: eleanorrigby Re: masz absolutnie rację IP: *.ip.netia.com.pl 18.06.11, 19:56
                        A co mnie to obchodzi? Jeśli zawiłości systemu na coś nie pozwalają, to należy to zmienić i tyle. Zresztą nie w tym rzecz, i tak rodzic tych pieniędzy przecież nie widzi i nie zobaczy, o tym pisałam, jak zaznaczyłam, na marginesie. Rzecz w tym, że szkoła nie jest w żaden sposób pomocna rodzicom, że nauczanie domowe niestety w naszym wypadku było tylko przeniesieniem szkoły do domu. I tak trzeba było korzystać z podręczników z błędami i tak trzeba było wypełniać zeszyty itd. To może się zmienić, ale być może gdyby to powiązać z finansami, zmieniłoby się szybciej.
                          • Gość: eleanorrigby Re: masz absolutnie rację IP: *.ip.netia.com.pl 18.06.11, 20:05
                            To podobna sytuacja. Nie korzystam z lekarza NFZ, a składkę płacę. Z jakiej racji? Że lekarz jest w gotowości i że w razie gdyby, to mogę do niego przyjść? Gdybym przez te wszystkie lata odkładała sobie tę składkę, to mogłabym sobie zapłacić nawet za operację kręgosłupa (na NFZ za darmo, za dwa lata, starą metodą, po której właściwie tylko renta. Nową metodą, natychmiast,jest się potem praktycznie zdrowym - za jedyne 70 tys.. - rozmowa w szpitalu w Tarnowie ) .Ale to chyba nie ten wątek, to nie jest dyskusja o NFZ, chociaż mechanizm podobny :-)
                            • przeciwcialo Re: masz absolutnie rację 18.06.11, 20:40
                              Może za operacje kręgosłupa zapłaciłabyś ale naprawdę niewieleludzi w Polsce stac na prywatne leczenie choroby nowotworowej i chemioterapie. O Kardiochirurgii czy wielonarządowym urazie po wypadku nie wspomne. Łatwo się mówi jak jesteś zdrowa ty i dzieci. Z tych składek korzystają tez twoi rodzice, teściowie. To umowa społeczna. Tak samo jest ze szkolnictwem, policja, straza itp.
                              • Gość: eleanorrigby Re: masz absolutnie rację IP: *.ip.netia.com.pl 19.06.11, 12:32
                                Nikogo nie stać,ktokolwiek z mojego otoczenia chorował, to szukał dodatkowych pieniędzy, bo to, co otrzymuje za swoje składki jest żałosne, o czym wszyscy doskonale wiemy. Moi rodzice i teściowie korzystają także z naszych pieniędzy i nic z tego nie da się odliczyć od dochodu. Wszystkie podatki idą do jednego wora, potem są rozdzielane - tyle że po zapłaceniu pensji rozdzielających zostaje niewiele i to jest marnotrawstwo. Wolałabym nie płacić i samodzielnie oszczędzać.
          • Gość: eleanorrigby Re: przez nieposyłanie do szkoły IP: *.ip.netia.com.pl 18.06.11, 19:41
            A nauczyciele są świetni jako wychowawcy??? To przecież najczęściej też są rodzice, a oni, według Ciebie są słabi jako wychowawcy. Naprawdę, studia pedagogiczne nie są żadnym gwarantem umiejętności, zwłaszcza, że nauczycielami zostają często Ci najsłabsi studenci albo Ci ,którzy po prostu nie umieli znaleźć innej pracy. Pasjonatów jest naprawdę niewielu, za mało, żeby wystarczyło dla wszystkich dzieci. Jak sobie przypomnę opiekunkę jednego z moich dzieci, studentkę pedagogiki... o matko, cóż to była za niepozbierana dziewuszyna.. Teraz uczy w szkole, a jakże !
          • Gość: eleanorrigby Re: Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szcz IP: *.ip.netia.com.pl 18.06.11, 19:44
            To prawda. Dlatego należy zapewnić mu jak najwięcej kontaktów z ludźmi, nie tylko w szkolnej klasie, która jest zupełnie nienaturalnym miejscem. Czy potem w pracy znajdujesz się kiedykolwiek w grupie 30 -tu rówieśników? Czy jesteś pewna, że umiejętności ze szkolnej klasy przydadzą Ci się w życiu? Czy nauczyłaś się współpracy, czy raczej rywalizacji albo kombinowania ? idt.itp. To, co napisałaś, to stereotyp, taki wytrych, który tkwi w głowie . Szkoła = socjalizacja. A to nieprawda, jak większość sterotypów.
            • Gość: skosem Uczenie nie polega tylko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.11, 05:55
              na rzucaniu na wielką wodę, tak można czasem nauczyć pływać, ale straty bywają duże. Dlatego w dużym zespole za wiele się nie tak nauczysz.

              Nauczyciele są marni, niektórzy zaś mieli socjologię, w tym teorię komunikacji i czegoś się nauczyli o funkcjonowaniu grup i typach grup. Z prawami nauki się nie dyskutuje. Chyba że będziemy, wtedy poproszę o badania.

              Klasa to nie kierdel bacy w koszarach, gdzie owieczka walczy o swoje, a reszta ją meczeniem zagłusza. W grupie ludzkiej powyżej 25 osób zanika możliwość dobrej komunikacji. Nie pracuje się naraz z ludźmi w takim zespole. To się nawet przydaje w rodzinie, tej najbliższej,

              PS, jestem he, she - podziwiam.
        • dr_pitcher Re: Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szcz 18.06.11, 22:24
          Wyszly na ludzi dzieki szkole, no moze przy naszej pomocy. Problem nie tkwi w rozmiarach klasy czy fakcie, ze do szkoly ida 6-scio latki. Problem polega na tym, ze wszyscy maja isc na uniwersytet (tutaj raptem 25% i i tak sie mowi, ze za duzo), zdanie egzaminu to 30% (tutaj 60%). Problem w tym, ze w Polsce klepie sie regulki, martylologie a nie uczy myslec, problem jest w tym, ze w Polsce na nauczyciela ida ludzie, ktorzy nic innego nie mogli robic (tutaj nauczycielem zostac trudniej niz inzynierem). W koncu, problem w tym, ze Polacy sa zagonieni w szukaniu forsy i szczescia oraz zycia a kontakty ze szkola nt. swych pociech ograniczaja do zarzutow i krytyki. Mozna tak w nieskonczonosc, rozwalono polska edukacje, teraz naprawic ja trudno. I nie jest to wylacznie kwestia pieniedzy a podejscia.
    • Gość: eleanorrigby Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szczęścia IP: *.ip.netia.com.pl 18.06.11, 18:19
      Z moim wykształceniem mogę wyjechać i znaleźć pracę bez problemu, nie w tym rzecz. To jest mój kraj, moje miejsce, dom który lubię, język którym mówię. Chciałabym żeby tu było normalnie i przyjaźnie dla ludzi. I żeby tu nikt nie przeszkadzał mi żyć po mojemu, tak jak ja staram się nie przeszkadzać. I żebym nie słyszała ciągle o podwyżkach, aferach, głupio wydanych pieniądzach . oj, chyba mam za duże wymagania.
          • Gość: skosem Wybaczam. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.11, 07:57
            do nas, to dokładnie do nas - do naszej szkoły, jak najbardziej krakowskiej, za państwowe pieniądze, prowadzonej mimo nieznośnej polityki zew. W kwestii starości się nie wypowiadam, każdy ma tyle lat, na ile się czuje. Ja po prostu robię swoje. Klasy są u nas dostatecznie duże, by konieczne procesy grupowe mogły zajść.
            • Gość: eleanorrigby Re: Wybaczam. IP: *.ip.netia.com.pl 19.06.11, 12:18
              W dużej grupie być może zachodzą "niezbędne procesy grupowe"(a z tym też można polemizować),ale nie zachodzi we właściwy sposób niezbędny proces nauczania. W klasie mojego dziecka jest 7 osób, (państwowa, jak najbardziej), nauczycielka też jest ok, więc zmieniać szkoły na razie nie będę, bo i tak to niczego nie załatwi. Mnie chodzi o to, że, jeśli rozejrzysz się dookoła, spróbujesz spojrzeć na to wszystko z zewnątrz, nie jak osoba z systemu, to zobaczysz, że szkoła jako taka, w takim kształcie jaki znamy, niezależnie od wielkości grup itd. nie jest dobrym rozwiązaniem w ogóle - dla dziecka, jako dla człowieka. Być może była nim w czasach cesarzowej Sisi , która obowiązkiem nauczania chciała uchronić dzieci przed pracą w fabrykach. Teraz świat wygląda nieco inaczej, prawda?
                • Gość: eleanorrigby Re: 7 osób w klasie IP: *.ip.netia.com.pl 19.06.11, 12:35
                  Na szczęście nie Ty decydujesz :-) Jak łatwo wydajesz sądy, nie wiesz, ani jaka to szkoła, ani gdzie, ani jakie są powody jej utrzymywania... I jakie to polskie - zamiast cieszyć się, że gdzieś może tak być i dążyć do tego, żeby wszędzie tak było, lepiej zabrać, zamknąć, niech inni mają tak źle jak ja. Jak w dowcipie "proszę Cię, Panie, niech mu tych 99 zdechnie". Rozczarowałeś mnie. Nie chciałabym, żebyś uczył moje dzieci.
                  • Gość: skosem Re: 7 osób w klasie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.11, 15:16
                    Pewno nie będę. Bez, widzę, wzajemnego żalu nie spotkamy się, choć ja rodziców lubię i szanuję, udaje mi się przekonywać ich do trudnych lub trudniejszych rozwiązań
                    Na rynku edukacyjnym mamy taką pozycję, że 100% chętnych odchodzi, choć szkoda., bo ci chcieli, szkoły nie rozbudujemy, bo taka organizacja, jaka jest szkoła nie powinna być większa niż 400-500 osób. Ale to bajka na inne czasy i pytania.

                    17 osób obciąży innych i tak się rozpływają pieniądze krakowskie pieniądze. Tu utyskiwania, że nie ma, że nie starcza, że oszukali, gdy się mówi o warunkach ekonomicznych twardych, to aj waj - nie dam. Grosz do grosza i byłaby kokosza, tak właśnie uciekają pieniądze samorządowi. Moja chata z kraja.

                    Czekałem na te słowa, by pokazać Ci, boś fajny i uparty człowiek. Takich cenię. Mogę się nie zgadzać.

                    W ZSZO i tak widać, która to szkoła, Wielki Brat z urzędu miasta i tak w komputerze wypatrzy.
                    • Gość: eleanorrigby Re: 7 osób w klasie IP: *.ip.netia.com.pl 19.06.11, 16:08
                      To prawda, że jestem uparta, ale bywa, że ten mój upór na nic się nie zdaje, bo ktoś tam, gdzieś tam, w imię jakichś swoich, często tylko politycznych interesów zadecydował inaczej - to jest przykre. Często udaje się dopiąć swego, takim czy innym sposobem, ale jaka to strata czasu i energii. Nie spotkamy się także dlatego, że patrzymy z innych pozycji. Rynek edukacyjny, pieniądze, instytucja, organizacja. A z mojej strony dziecko - mały człowiek, coś cennego i niepowtarzalnego. Co ważniejsze? Dla mnie to oczywiste. Dla urzędników nie. Tylko czy naprawdę są jakieś strony? Nauczyciel, rodzic, to tylko role, które pełnimy. Może warto czasem wyjść poza nie? Może warto trzymać się czegoś, co dawno, dawno temu wpajała nam moja nauczycielka polskiego - zacna ta niewiasta mawiała "Dzieci, będziecie kiedyś nauczycielami, lekarzami, urzędnikami, ale pamiętajcie, że najpierw i przede wszystkim jesteście ludźmi". c.n.d. ;-)
                      • Gość: skosem Re: 7 osób w klasie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.11, 17:05
                        Ależ tak. Też hołduję zasadzie - gdy nie wiesz, jak się zachować, zachowuj się przyzwoicie. To bliskie Twojej nauczycielce od polskiego.

                        Żeby wylać, trzeba wlać. Tyle mogę wydać, ile mam pieniędzy, czyli mi wpłynie. Tak prowadzisz swój budżet, a ja mój domowy - tak działa budżet każdej instytucji, matematyki nie da się oszukać. Nie może wydać szkoła więcej niż jej dano. Daje się za mało, działa system naczyń połączonych. Trzeba tak wydawać, by maksymalizować dobre skutki, złe łagodzić. Decyzję podejmuję nie rodzic, a dyrektor w szkole - ona ma być specjalista od procesów grupowych i szanować tę marna kasę. Bywa cudotwórcą.

                        Nie da się uczyć pracy w grupie w klasie siedmioosobowej, nie zachodzą takie procesiki grupowe (to cyt.), które są niesłychanie ważne. Nie da się. Nauczanie jednej osoby ma swoje zalety przy pewnym typie celów, zespół dwuosobowy niesie zalety i pewne wady, Potem zaczyna się od 16-20 osób, praca pewnymi strategiami. Nie chcę o tym pisać, by nie łamać opinii betonu dyrektorskiego, niech ta.

                        Jestem podobno nawet fachowcem i trenerem od metakompetencji ale -hah, każdy odpowiada za siebie, masz prawo uczyć swoje dziecko, jak sobie życzysz.

                        Państwo niestety też ma prawo nadawać określone zadania - dzieciom i ich rodzicom. Nie jest za bardzo rzetelne. Prowadzi dziwną, dla mnie nie zawsze etyczną grę. Na dwóch szczeblach - ogólnym i lokalnym.

                        są tez prawa zarządzania - nasze miasto wydaje ponad 50% na długi, umiesz tak żyć? prowadzisz tak dom? Ja nie, poszlibyśmy z torbami.

                        Nie tylko, że niedobrze uczyć się w grupie poniżej 20 osób, to jeszcze nieekonomicznie. Obywatel, choc rodzic i bardzo kochająca mama, musi pewne rzeczy przyjąć. Da się to pogodzić, gdy mądry dyrektor potrafi wytłumaczyć, dlaczego klasa za mała jest niedobra dla dziecka i dlaczego niedobra dla szkoły - gminnej jednostki budżetowej. Ło, gdyby tak robili wszyscy!

                        Nie robią, nie umieją, nie wiedzą, boja się rodziców, prasy, nie mają cierpliwości, by mówić - w naszej szkole klasy dla maluchów są i będą 24-osobowe.

                        wiesz, wkurzają mnie kołchozy dla nastolatków po trzydzieści parę osób, to zarżnięcie dzieciaków w koszmarnym wieku i momencie życiowym, dobicie wszystkiego, czego się uczyło w dobrych spokojnych szkołach i klasach po ileś tam osób. Kto z taką ambicją walczy o to, by te dzieciaki

                        Umiem moich rodziców przekonywać do swoich racji, prośby i dane słowo spełniam. Może nawet wkrótce zostanę bez pracy - i moja rodzina bez mojej pracy, bo pyskuję za innych i dla innych. To szaleństwo, prywata (powinienem spuścić pokorniutko głowę i manipulując, mówić - to nie ja, to oni nie dali). To jest powazne?

                        • Gość: eleanorrigby Re: 7 osób w klasie IP: *.ip.netia.com.pl 19.06.11, 18:12
                          O pieniądzach na oświatę trudno mi dyskutować, bo i nie znam się na szczegółach ich rozdzielania, i zawrzeć tego w kilku zdaniach nie sposób. Co do nauki w grupie - w teorii zapewne masz rację, ale teoria teorią, a praktyka jest taka, że szkoła - en masse- nie uczy współpracy w grupie, nie uczy kompletnie , co widać dookoła nas a często w pracy, tam , gdzie wymagane jest współdziałanie.To zresztą czasem zarzuca się Polakom wyjeżdżającym do pracy - świetni oddzielnie, do niczego w grupie. W związku z czym uważam, że w tej chwili, w naszej rzeczywistości im mniej dzieci tym lepiej, bo przynajmniej nauczyciel każde dziecko zna i każdemu może poświęcić chwilę czasu. Mój najstarszy syn chodzi do jednego z trzech najlepszych podobno krakowskich liceów i jest to wielkie rozczarowanie. W klasie jest ich prawie 40 osób. Nauczyciel, chociażby się starał jak może(a starają się, naprawdę), nie jest w stanie poprowadzić lekcji tak, żeby wszyscy uczniowie mieli z tego jak największą korzyść. Samo odczytanie listy obecności trwa kilka minut. To naprawdę nie ma sensu. Podstawówki z kolei chwalą się często indywidualnym podejściem do ucznia, zawsze kiedy to słyszę, pusty śmiech mnie ogarnia, bo tego się nie da zrobić, przynajmniej nie tak, jak by się oczekiwało. Kiedy moja córka była w pierwszej klasie, była świetna z matematyki. Indywidualne podejście polegało na tym, że dostawała więcej, czasem odrobinę trudniejszych zadań ale z tej samej partii materiału co klasa. I nudziła się przy nich tak samo. Nie mogło być inaczej, bo nauczyciel musiałby w tej sytuacji robić oddzielny wykład, albo omawiać szybciej materiał - tylko dla niej. Mam trochę doświadczeń z różnymi szkołami i domowym nauczaniem i doszłam do wniosku, że być może w jakiś sposób należałoby oddzielić te, jak piszesz "procesy grupowe", od stricte nauczania, które powinno być indywidualne. Czyli np. niektóre lekcje w dużej grupie, inne w malutkich, jeszcze inne zupełnie indywidualnie, albo nawet w domu z wykorzystaniem internetu. Zresztą Ameryki tu nie odkrywam, bo gdzieniegdzie na świecie tak się już dzieje. W naszych warunkach wymagałoby to całkowitej zmiany programów, sposobów uczenia, organizacji szkoły, przygotowania nauczycieli itd. Wymagałoby przyjęcia przez rodziców większej odpowiedzialności za nauczanie dzieci, a od państwa traktowania obywateli jak osób myślących samodzielnie, a nie jak ludzi, którymi należy zawsze i wszędzie kierować i którzy nie wiedzą, co dla nich dobre. Póki co, nierealne, ale być może kiedyś się uda, bo to, co jest po prostu już się przeżyło.
                            • Gość: eleanorrigby Re: 7 osób w klasie IP: *.ip.netia.com.pl 19.06.11, 18:43
                              I tu się nie zgodzę, bo już płacimy. A w mojej rodzinie płacimy dodatkowo niesprawiedliwie, bo nie możemy podzielić dochodu na faktyczną liczbę osób, rozliczamy podatki tak, jak byłoby nas tylko dwoje. Nie możemy także odliczyć pieniędzy, którymi wspomagamy naszych rodziców,którym nie wystarcza nędzna emerytura, a na którą przez wiele lat państwo zabierało im pieniądze z pensji. Oddajemy w ten sposób państwu mnóstwo pieniędzy, które ono potem marnotrawi. W dodatku, tak jak wszyscy, zostaliśmy oszukani, bo reforma wprowadzająca gimnazja zakładała, że klasy będą mniejsze, a gimnazja będą się mieścić w oddzielnych budynkach. Niedaleko mnie jest szkoła, która niedawno stała się zespołem szkół. Gmina nie miała pieniędzy na działkę, więc do istniejącej szkoły dobudowała drugą część, likwidując przy okazji plac zabaw, bo inaczej moloch by się nie zmieścił. Teraz jest tam także przedszkole. Jednym wejściem wchodzą 3 latki i gimnazjaliści. Miało być dobrze, a wyszło jak zawsze. Gdyby w ten sposób postąpił wspólnik w interesach, biorąc od Ciebie pieniądze, a potem nie wywiązując się ze zobowiązań, podałbyś go do sądu. Tyle w temacie.
                              • Gość: eleanorrigby Re: 7 osób w klasie IP: *.ip.netia.com.pl 19.06.11, 18:57
                                Poza tym uważam, że nie niektórzy rodzice powinni płacić więcej, żeby mieć lepiej,(w państwowej szkole), tylko wszyscy powinni mieć lepiej za te niemałe pieniądze, które już płacą. Względnie Ci, którzy nie korzystają z państwowej szkoły powinni móc sobie wydatki na prywatną szkołę odliczyć od dochodu. Podobnie jak wydatki na prywatnego lekarza, prywatną ochronę i wszystko to, z czego nie korzystają. Tak byłoby uczciwie. Państwo socjalne jest po prostu za drogie, a pieniędzy i tak zawsze będzie za mało. Chociaż myślę, że oszczędności w państwowej kasie by się znalazły. Ale tego tematu wolę nie rozwijać, bo mnie szlag trafia.
                                • Gość: (gość portalu) Re: 7 osób w klasie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.11, 08:19
                                  > Poza tym uważam, że nie niektórzy rodzice powinni płacić więcej, żeby mieć lepi
                                  > ej,(w państwowej szkole), tylko wszyscy powinni mieć lepiej za te niemałe pieni
                                  > ądze, które już płacą.

                                  > Państwo socjalne jest po prostu za drogie

                                  I tu jest sprzeczność ale z tym drugim zdaniem się zgadzam.

                                  > Chociaż myślę, że oszczędności w państwowej kasie by się znalazły.
                                  Na pewno tylko jaka może być skala tych oszczędności.
                                  Oświata w budżecie Krakowa to 909 milionów zł, z tego lekko licząc na wynagrodzenia idzie 572 mln (nie wliczałem w to obsługi administracyjnej szkół). Chcąc zmniejszyć klasy o 1/4 trzeba przynajmniej 1/5 tej kwoty na etaty dla nauczycieli co daje około 120 mln zł. Do tego pewnie dojdą inne wydatki bo na przykład będzie za mało sal wiec trzeba szkoły rozbudować, jakaś dodatkowa administracja obsługująca tych nauczycieli itd. więc trzeba liczyć na co najmniej 200 milionów.
                                  Dział 75023 "Urzędy gmin" to kwota 134 miliony zł na wynagrodzenia. Jakby zmniejszyć to o 10% to mamy 13,4 miliona. Brakuje około 187 milionów rocznie.
                • Gość: Skosem Re: Wybaczam. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.11, 06:26
                  Ja nie zazdrościłbym, wszystko rzeczą subtelności, co nie oznacza, że rozumiem i szanuję rodzicielskie odczucia.

                  Za klasy 7-osobowe pożegnałbym dyrektora, a za 31 jeszcze szybciej. 7 + 31 = 38, 38:2 = to jest to,o czy mówię.

                  Nie wyprosiłbym dyrektora za ekonomię, ale za błędy formalne i merytoryczne - brak wiedzy pedagogicznej i socjologicznej, tworzy twory niebezpieczne i szkodliwe dla dzieci, oczywiście te ponad 25 osób niebezpieczne bardziej.

                  Tu są pieniądze na nasze dzieci, moje także i szkolne, i domowe. Kiedy się skończy wreszcie ta jazda. Powiem Wam kiedy, gdyby zlikwidować klasy te ponad 25 osób okazałoby się, że pieniądze i tak w cudowny sposób uciekają.
        • Gość: eleanorrigby Re: Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szcz IP: *.ip.netia.com.pl 18.06.11, 20:00
          Do tej właściwej jeszcze trzeba móc się dostać i dojechać. Przy czym nie chodzi tu tylko o szkołę, jako taką, czyli budynek, nauczycieli,liczebność klas, ale także a może przede wszystkim o sposób i program nauczania, a ten jest narzucony przez ministerstwo. Mój syn chodzi do szkoły, z której jestem w miarę zadowolona, bo nauczyciele ok, i klasy małe, ale program przecież realizuje ten sam. Zresztą, to temat szeroki, nie na takie krótkie rozmowy na forum.
          • Gość: skosem Program nauczania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.11, 06:07
            Szkoła nie realizuje żadnego programu nauczania narzuconego przez ministerstwo, mówi o tym od dawna seria rozporządzeń, tak m.in od roku 1999. A ostatnie z czerwca 2009 wręcz! Jeżeli tak mówią nauczyciele i dyrektor szkoły, to właśnie to jest ta słaba szkoła. Ci ludzie błądzą, są niedouczeni.

            Do ministerstwa należy realizacja polityki państwa, są więc programy związane z realizacją zadań państwowych, w tym znaczeniu szkoła musi realizować takie programy, a raczej politykę państwa. Jeżeli te programy ci nie odpowiadają, to dotykasz problemów zasadniczych i bardzo ważnych - w Polsce są zadania dotyczące Polaków, ale w Argentynie też będzie szkoła mimo decentralizacji takie programy realizowała. Wybór należy do Ciebie. Od tego w żadnym państwie nie uciekniesz.

            Uszy mi więdną, gdy słyszę, że nauczyciele realizują program odgórny. A tak niestety dalej mówią, szlag mnie trafia. Nie mam podstaw rodzicom nie wierzyć. I ci wierzę, że tak sie rodzicom gada. Cholera jasna!

            • Gość: angrusz1 Re: Program nauczania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.11, 08:53
              Do skosem o programie nauczania , chociaż nie w przedszkolu ale na wyższych szczeblach nauczania .
              Hmm, coś takiego wiem, że jest , ba!!! nawet musiałem wpisać do dziennika jego numer .
              Ale , ale uczyłem tego - język angielski - na co pozwalały mi warunki .
              Po pierwsze podręcznik , który funkcjonował w tej szkole - seria - albo ten jeden jedyny w tej konkretnej klasie .
              To jest problem - zwykle taki podręcznik miała połowa klasy - mógł być używany , po starszym koledze , ba mogły być nawet odbite na ksero kartki z lekcji , które aktualnie przerabialiśmy .
              Mógł być ale go nie było .
              Ba !! uczeń nawet nie starał się siąść z takim , który ten podręcznik miał .
              Ba !! uczniowie nie chcieli pożyczać swojej książki - często w obawie o jej los .
              No i uczyłem wybiórczo .
              To co najważniejsze , bo na wszystko czasu nie wystarczało . Takie tempo .
              Ja angielski - ale dla przykładu jak tu uczyć w 6 klasie czasu Present Perfect - tak podręcznik wymagał - jeśli uczeń nie znał innych czasów . To tak jak uczyć o procentach ucznia, który ma problemy z dodawaniem i mnożeniem .
              I to nie jest uczeń ułomny umysłowo .
              No i trudno uczyć , jeśli uczniowie zabawiają się na lekcji np nowymi telefonami kom.
              Uwagi w zeszycie uwag , informacje przekazywane do wychowawcy i dyr, ba !! okazjonalnie do rodzica nie pomagały .
              To co to jest za nauka .
              Przecież ja tego nie zmienię skoro inni nie chcą .
              I tak to program sobie a rzeczywistość sobie .
    • nika_j Re: Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szcz 18.06.11, 19:08
      A ciekawi mnie, dlaczego aż tyle dzieci ubyło z tej klasy? Troje, a dwoje jeszcze ubędzie - może nie warto się uczyć w tej szkole/klasie? Zresztą, prawdę mówiąc, ja osobiście wcale bym nie chciała, żeby moje dziecko chodziło do tak małej klasy. 12, 14 osób? To naprawdę nie jest za bardzo korzystne dla dziecka - łatwo o izolację dziecka, a prawdopodobieństwo, że nie znajdzie sobie w tak małej grupie przyjaciela/dobrego kolegi jest bardzo duże. Niemniej powinny być jakieś regulacje - nie może być tak, żeby dotacje dla szkół były identyczne w przypadku tak małych klas co tych dwukrotnie liczniejszych. Wiadomo, że nauczycielowi w liczniejszej klasie pracuje się trudniej, stąd dotacje powinny być w tym przypadku większe. A nawet zarobki.
      • Gość: eleanorrigby Re: Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szcz IP: *.ip.netia.com.pl 18.06.11, 19:53
        Myślę, że to, co napisałaś jest sednem problemu. Sześciolatkami "robią politykę". A ja się nie godzę,bo chodzi o moje dziecko, a nie o jakiegoś sześciolatka - numerek na liście. Nie chcę, żeby ktoś na nim przeprowadzał eksperymenty, a potem powiedział "trudno, myliliśmy się". Dziecko to nie zabawka, a troski o dzieci w tym całym bałaganie nie widzę.
        • Gość: skosem Troska jest, nie sądzę, żeby ludzie byli podli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.11, 06:16
          ale umiejętności i zwyczajnej odwagi brak, by chcieć nie walczyć z rodzicami, ale pomagać, tłumacząc cierpliwie, dlaczego klasa dobra - to klasa od 20-25 osób. Argumenty finansowego oszczędzania trzeba umieć pomijać, bo inwestycja w dzieci się zawsze opłaca, dokładnie tak - opłaca! Nałożenie perspektywy indywidualnej rodzica, na perspektywę szkoły, samorządu, państwa może dać niezwykłe i dobre skutki. Rodzica trzeba chcieć nauczyć (nie pouczając go), że może być partnerem i jego patrzenie jest niezwykle potrzebne.

          A u nas się próbuje uspokajać - rozsierdzając rodziców, nie wywiązując z obietnic. To szalone - jak się to teraz dzieje? Rodzice pogadają, jeżeli pogadają, i na tym cisza - inni wiedzą lepiej, nie tłumacząc swoich decyzji.

          Kibole są ważniejsi - szkolnictwo ważne tylko w czasie wyborów.
    • Gość: podatnik W szkołach promocja szczęścia trwa nadal IP: *.local 18.06.11, 22:12
      Na edukację płacić powinien budżet państwa i płaci tzw. subwencję. W Krakowie do subwencji dopłacamy (wszyscy krakowscy podatnicy) około 240 mln. rocznie. Te pieniądze powinny być przeznaczane na budowę i remonty dróg, budownictwo komunalne i wiele innych rzeczy. Rządzący miastem dla świętego spokoju przez lata pakowało w oświatę ogromne pieniądze. Teraz budżet miasta się wali, a tu paru frustratów, że ich dziecko będzie chodziło do 28-osobowej klasy, robi awanturę zamiast się cieszyć, że tylko w 28, a nie 35-osobowej. Najwyższy czas na zakończenie opiekuńczej roli miasta nad ludźmi specjalnej troski, czyli nauczycielami, i rozhisteryzowanymi mamuśkami, które chciałyby, aby ich dzieci uczyły się w kilkunastoosobowych klasach. Za luksus trzeba płacić, ale ze swoich pieniędzy, ktoś chce, aby jego dziecko uczyło się w kilkunastoosobowej klasie, to może zapisać je do prywatnej szkoły i po kłopocie. Ja sobie nie życzę, aby moim kosztem, czyli dziurawych jezdni, brakiem nowoczesnych skrzyżowań, ograniczeniami w komunikacji miejskiej i innych podobnych rzeczy, były zaspokajane potrzeby leniwych nauczycieli i rozhisteryzowanych mamusiek.
      • Gość: skosem Tylko nie rozhisteryzowane. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.11, 06:31
        Właśnie cię w szkole nie nauczycieli kompetencji komunikacyjnych, byłeś w za dużej klasie chyba. Odpowiadaj argumentami - nie wal po ludziach.
        Klasa za mała jest bardzo trudna dla dziecka i dość niebezpieczna. Za duża jest niedobra - znika dziecko i za mała zła. Argumenty u psychologów i socjologów.

        Do oświaty trzeba dokładać, kto powiedział, że subwencja ma pokrywać wszystko na poziomie gminy? Podaj dobre nazwisko, by uwierzyć, że musi tak być, jak opisujesz?

        Co do dróg się zgadzam, ale to inny dział polityki samorządowej. Znam gminy, które remontują drogi z subwencji oświatowej. Powiedz, dlaczego w Krakowie szkoły są tak zaniedbane, a w okolicznych miejscowościach nie?

        U nas w lokalnym krakowskim grajdole boli 240 milionów na szkoły, ale nie boli na 2 stadiony prawie 750? Fatalna polityka lokalna, fatalna.

        Jedyna inwestycja, która się zwraca, to inwestycja w dziecko, inwestycja w edukację.

        Zmuszanie samorządu do dokładania - ma budzić odpowiedzialność za darowane pieniądze. Dlaczego w jednej krakowskiej szkole koszt utrzymania dziecka to 1500zł, a subwencja to ponad 3000, a w drugiej 6 tys. Dlaczego nie ma kontroli w takich szkołach, dlaczego? Nie mówię o potrzebach dziecka specjalnych potrzeb, bo tu i 10 tys. może być uzasadnione.

        W szkołach bardzo drogich winni siedzieć urzędnicy i zmuszać do dobrego gospodarowania finansowego, a po roku, gdzie nie pomoże - dyrektor winien się żegnać ze stołkiem.

        Najpierw trzeba jednak było przez 20 lat istnienia samorządu poprawić infrastrukturę, niż demograficzny dawno powinien pozamykać dziwne szkoły. Czy wiecie, że są szkoły gminne w prywatnych budynkach za sakramenckie pieniądze?

        Dlaczego niektóre takie szkoły nie są w budynkach pustych, gminnych?
        • Gość: prosto Czas na zmiany dyrektorów szkół i urzędników IP: *.kundenserver.de 19.06.11, 08:40
          Gość portalu: skosem napisał(a):

          > U nas w lokalnym krakowskim grajdole boli 240 milionów na szkoły, ale nie boli
          > na 2 stadiony prawie 750? Fatalna polityka lokalna, fatalna.

          Do oświaty dopłacamy z budżetu gminy 240 mln rocznie, na 2 stadiony 750 mln zapłacimy w ciągu kilku lat.

          > Jedyna inwestycja, która się zwraca, to inwestycja w dziecko, inwestycja w eduk
          > ację.

          Jedyna inwestycja, którą widać to stadiony. W szkołach pieniądze się marnuje.
          Na moje pytanie, dlaczego na korytarzu świeci się światło (był słoneczny dzień), dyrektorka powiedziała „Zaraz poszukam woźną to zgasi”. Wyłącznik był 3 metry od dyrektorki.
          Na moje pytanie, dlaczego na parterze w klasach jest gorąco, dyrektorka opowiedziała „Muszę dogrzać pierwsze piętro, bo tam jest zimno”. I tak w tej szkole jest od lat, a przecież można było przykręcić grzejniki na parterze.

          > W szkołach bardzo drogich winni siedzieć urzędnicy i zmuszać do dobrego gospoda
          > rowania finansowego, a po roku, gdzie nie pomoże - dyrektor winien się żegnać z
          > e stołkiem.

          Urzędnicy powinni siedzieć i siedzą w gabinetach dyrektorów, których wcześniej wybrali. Dyrektorem szkoły zostają kolesie, a kolesi się nie rusza.
          W pierwszej kolejności ze stołkiem powinna pożegnać się prezydent Elżbieta Lęcznarowicz, bo nie potrafiła od lat zrobić porządku w nieudolnym i niewydolnym Wydziale Edukacji.


          To niepotrzebne wydatki na edukację rozsadziły budżet Krakowa.
          • Gość: skosem I tak zostałem prawie kolesiem. Dzięki. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.11, 12:23
            Przerażę cię bardziej, same nakazy w szkołach do natychmiastowego wykonania to ok. 200mlin. Mam nadzieję, że za brak pieniędzy nie obwiniasz dyrektorów szkół, ale absurdów po szkołach nie brak. O, np. taki - na remont kuchni potrzeba 150 tysięcy, a szkoła dostaje 50 tys. I? Albo następuje cud - remont za 50 tys., albo nie następuje. Cuda rozkładają się zasadniczo po 50%.

            widzisz szkoły nie mają budżetu, a plany finansowe i to są absurdalne instrumenty, ale o tym w następnym odcinku. Nie sądzę, by p. Lęcznarowicz była winna katastrofalnemu stanowi, widzę tu raczej robotę radnych, samego prezydenta i szefostwa wydziału edukacji, który nie ma żadnego pomysłu.
          • Gość: ojciec 6-latka kolega radnej Pateny IP: *.play-internet.pl 19.06.11, 13:09
            niejaki Sonik zarzadza szkola im.Michalowskiego.Prywatna.Ogladalismy ja w marcu-dzieci jedza obiady w smierdzacej piwnicy,2 grupy 6-latkow maja do dyspozycji jeden (sic!) kibelek koedukacyjny. Jedna muszla na 16 dzieci!Jesli tak jest w prywatnej szkole,gdzie frajerzy placa 650 zl, to jak w innych? Moze Pani Patena skontroluje placowke partyjnego kolegi?I dalej bedzie zachecac dzieci,zeby nabijaly kabze cwaniaczkowi?
      • antygona72 Re: Pani Lęcznarowicz już dziękujemy 29.06.11, 13:07
        Gość portalu: krakus napisał(a):
        "...złobki - brak
        przedszkola - brak
        szkoły podstawowe - brak włąściwych warunków dla sześciolatków
        ciekawe czy ktokolwiek wystąpi z pozwem zbiorowym przeciwko miastu
        za zaistniałą sytuację..."

        Na nowych osiedlach nie tylko brak żłobków czy przedszkoli ale szkół podstawowych zwłaszcza. Jestem ciekawa co władze Krakowa zrobią w przyszłym roku z podwójną liczbą pierwszoklasistów na szeroko pojętym Ruczaju ?
    • Gość: mama Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szczęścia IP: *.ghnet.pl 29.06.11, 12:24
      Mój syn, 6latek poszedł 2 lata temu do I klasy. Nie dlatego, że reforma, że tak zaleca Pani minister, ale dlatego, że sami chcieliśmy i uznaliśmy, że tak będzie dla niego najlepiej. Był jedynym 6latkiem na kilka oddziałów klas I w szkole. Radzi sobie świetnie, ma najlepsze wyniki z wszystkich uczniów klas równoległych. Koniec dzieciństwa to bzdura, dziecko w szkole ma 4-5lekcji reszta zależy od rodziców. A to, że dziecko uczy się obowiązkowości i odpowiedzialności nie jest niczym złym. W przedszkolu też nie może robić co chce i też musi słuchać i dostosowywać się do reszty grupy i poleceń wychowawczyni.
      Ja osobiście polecam.
      I tak dla zastanowienia : czym polskie 6latki różnią się od swoich rówieśników w innych krajach europejskich, czy są mniej rozgarnięte ? W wielu krajach od lat 6latki rozpoczynają naukę w szkole i świetnie dają sobie radę.
      • antygona72 Re: Sześciolatki - koniec miejskiej promocji szcz 29.06.11, 12:59
        Gość portalu: mama napisał(a):
        "... Koniec dzieciństwa to bzdura, dziecko w szkole ma 4-5lekcji reszta zależy od rodziców. .."


        Mam pytanie co robi twoje sześcioletnie dziecko jak kończy te 4-5 lekcji ( ok. godz 12.00) ? Bo ja np. pracuję całe 8 godzin plus dwie godziny na dojazd w obie strony czyli jakieś 10 godzin jestem niedostępna dla dziecka…. Mnie wyszło, że przeciętny sześciolatek będzie siedzieć po 10 godzin w szkole w przepełnionej świetlicy …

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka