dobryduszek2011
06.09.11, 18:59
Dokładnie okolica: ul. Komandosów
----------------------------------------------
Witam wszystkich czytających i proszę o odrobinę wytrwałości w czytaniu tekstu.
Tekst ten ma na celu "trafić" do większej liczby odbiorców, gdyż zaistniałe problemy ciężko rozwiązać bez wspólnego działania większej liczby ludzi.
Pragnę naświetlić problem osiedla, na którym przyszło mi żyć.
Pragnę krótko opowiedzieć o patologii jaka tutaj panuje.
Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie jest odosobniony przypadek - dlatego zwracam się do reszty mieszkańców tego osiedla abyśmy wspólnie zaradzili długotrwałym i uciążliwym problemom naszego osiedla.
Zacznę od tego, że non stop mamy tutaj hałasy urządzane przez miejscową (i pozamiejscową też) patologiczną młodzież w godzinach 22.00 - 6.00, kiedy obowiązuje cisza nocna.
Nie da się spać przy otwartym oknie - co jest uciążliwe szczególnie w upały (lato się kończy, ale problem i tak pozostanie).
Zakłócanie ciszy nocnej przez g..noje osiedlowe jest notoryczne! Co da pojedyncze zgłoszenie, gdy po odjeździe z miejsca zdarzenia policji czy straży miejskiej - problem wraca?
Do tego zakłócanie spokoju i wrzaski wracających nocnych imprezowiczów (w pobliżu tańcbuda zwana dyskoteką - na naszej słynnej "plaży" krakowskiej obok Hotelu Forum). To nie centrum miasta, a ludzie mają też prawo do życia w spokoju i spokojnego spoczynku nocnego!
Ćpające (może służby powinny "przetrzepać" jednego, drugiego czy nawet dziesiątego takiego g.nojka, ich chatę, samochód - na podejrzenie posiadania i rozprowadzania narkotyków?) i chlejące matołki - ciekawe ile dilerów kręci się po naszym "wspaniałym" osiedlu - i co na to rodzice swoich pociech? W pobliżu jest szkoła przecież...
Do tego dochodzą także napady rabunkowe i kradzieże... Co też jest zgłaszane, ale co z tego?
Młode gnojki sprowadzające koleżków "na chatę" bo tak fajniej poimprezować i poćpać, nie licząc się zupełnie z współmieszkańcami osiedla i drących się w niebogłosy oraz wydających z siebie uciążliwe dźwięki przypominające "rżenie", a nie śmiech. Małpi gaj - zachowanie małp z zoo (bez obrazy dla małp...)
Lubią sobie przesiadywać na okolicznych ławkach i drzeć gęby - niestety niektóre ławki są umieszczone tuż pod oknami bloków, co wyprowadza z równowagi mieszkających przy takiej ławeczce... Pewnie mieszkańcy z parteru mogliby coś nieco powiedzieć na ten temat - jak się śpi w upalną noc, gdy nie idzie zamknąć okna, a rozochocona młodzież postanowi zrobić sobie przystanek i powydzierać się akurat tutaj.
Niech omawiana młodzież się dostosuje do warunków (w co wątpię - bo do takich nic nie trafi, poza drastycznymi środkami i konkretnymi działaniami - jak się ich przedstawi przed faktem dokonanym) albo wyniosą się pod akademiki studenckie - tam to byłaby zapewne norma. A nie gdzie większość ludzi pracuje i następnego dnia musi wcześnie rano wstać do pracy!
Imprezy i wydzieranie się. Kręcenie się z braku innych zajęć i przesiadywanie pod blokami podejrzanych grupek problemowej młodzieży - tzw. dresiarstwa osiedlowego (np. okolice placu zabaw między blokami - m.in. na ul. Komandosów między blokami 17 i 19..., ale również na Słomianej..., również okolice "Domu Kultury" <co za ironia> - szczególnie słychać ich "na tyłach" - między szkołą a domem kultury...)
Częsta maniera wieczorno-nocna takich g.nojków to przechodzenie pod blokiem wydzierając się, generując obrzydliwy szyderczy rechot/rżenie (bo śmiechem sie tego czegoś nazwac nie da...)
Część tej patologicznej młodzieży mieszka na tym osiedlu, a część zjeżdża się swoimi samochodami na "zaproszenie" tutejszych koleżków i zakłócają życie innym mieszkańcom osiedla. Zjechało się i powynajmowało sobie mieszkania jakieś dresiarstwo na nie-krakowskich rejestracjach... (typu "OK...", "RSA...") tylko nie potrafi się dostosować do życia w społeczności osiedla tak, aby swoim zachowaniem nie zakłócać życia innym ludziom. Wręcz radość sprawia im wkurzanie mieszkańców swoimi burackimi zachowaniami - i nic sobie z tego nie robią.
Problem zauważony został przeze mnie (i pewnie nie tylko) już dawno temu, a nie dopiero teraz.
Od zeszłego roku krew mnie zalewa z powodu tego zachowania, bo ileż można żyć spokojnie nie zwracając uwagi na to co się dzieje pod naszymi oknami?
Czy inni mieszkańcy tego osiedla nie mają zamiaru nic zrobić? Np. zgłosić na policję, do dzielnicowego, cokolwiek - aby było więcej takich zgłoszeń, to wtedy władze zainteresują się patologią, jaka odbywa się na ich terenie, pod ich nosem... Banda gnojków robi co chce i czuje się bezkarna, bo slużby mają gdzieś to osiedle!
Zastanawiam się czy nikt tego nie widzi i nie ma zamiaru zareagować?
A może trzeba napisać jakiś wspolny apel/skargę do służb, bo pojedynczo nic się nie da zrobić?
(c.d.n.)