Duch rywalizacji na studiach. Notatki? Tak, ale...

IP: *.89.98.101.static.crowley.pl 30.01.12, 10:38
Problem ze studiami to nie żaden wydumany duch rywalizacji. Problem jest taki że nie przekazują praktycznie żadnej wiedzy użytecznej. Po co w ogóle rywalizować? po stypendium? - to właśnie można osiągnąć kombinowaniem. Studenci są dla wykładowców a nie wykładowcy dla studentów.
Zgadzam się z autorem - ten kto potrafi działać w grupie osiągnie więcej. Na zdobywanie wiedzy przyjdzie czas czy to poza studiami w ich trakcie czy już po studiach.
    • Gość: gośćgość Szanowny Autorze! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.12, 11:04
      Jak się chce uczyć tylko tego, co będzie przydatne w pracy, to się idzie do terminu, a nie na studia. Na tym polega masakra aktualnych reform, że zawęża się coraz bardziej programy, aby przypadkiem uczeń i student za dużo się nie nauczyli i wiedzieli tylko to co absolutnie niezbędne w zawodzie, które aktualne władze resortu chcą, by uczeń wybierał OSTATECZNIE w wieku nastu lat. Sensem studiów ma być szeroka wiedza i orientacja w możliwie największej przestrzeni nauki i wypracowanie dyscypliny myślenia. Żeby człowiek umiał ogarnąć. Nie tylko dlatego, że tak naprawdę nawet student nie wie, gdzie ostatecznie wyląduje i z czym przyjdzie mu się zmierzyć, ale również dlatego, że przyszłością nauki jest interdyscyplinarna i trzeba być do tego intelektualnie przygotowanym.
      A jak ktoś tego nie rozumie, to do terminu.
      • Gość: Oskar Re: Szanowny Autorze! IP: *.89.98.101.static.crowley.pl 30.01.12, 14:32
        >Sensem studiów ma być szeroka wiedza
        Właśnie - wiedza a nie farmazony i dyrdymały wyssane z palca przez wykładowców którzy produkują prace naukowe żeby skasować za stronę. Tu jest problem. Po co uczyć się farmazonów? Brak konkretów - to mój zarzut. Brak umiejętności przekazania wiedzy drugi.

        >Żeby człowiek umiał ogarnąć
        Po studiach niewielu umie cokolwiek ogarnąć. Po 5ciu latach dziwacznego środowiska świat zewnętrzny okazuje się być jakiś inny... Nie taki wyssany z palca.
    • Gość: fsd Listy. Duch rywalizacji na studiach. Notatki? T... IP: *.ghnet.pl 30.01.12, 11:17
      30 lat temu studenci byli po prostu inni. Życzliwi sobie, nie widzieli w tobie wroga. Pożyczanie notatek z wykładów było normalną rzeczą, nie zawsze ktoś mógł pójść na wykład. Teraz jeden patrzy na drugiego wilkiem i życzy mu jak najgorzej.
      My spotykamy się po tych 30 latach, mamy miłe wspomnienia ze studiów. Obecni studenci po roku, dwóch latach zapomną o sobie. Nic ich nie będzie łączyło.
    • Gość: kasia Nie widzę nic złego w sprzedawaniu notatek. IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.12, 11:25
      Złe podpowiedzi na egzaminie to lekka przesada, ale co do płatnych notatek to jestem na tak, ale w niektórych przypadkach. Jeśli ktoś chodzi razem ze mną na zajęcia i robi notatki tak jak ja, a na koniec, przed kolokwium/egzaminem, chce je sobie ode mnie skserować dla porównania, lub dlatego, że uważa, że robię lepsze niż on - nie ma problemu. Jeśli jednak ktoś przez cały rok olewa wykłady, a jak już na nie przychodzi, to nie chce mu się nawet wyciągać długopisu albo czyta swoją książkę, a na koniec prosi mnie o notatki - tu jest problem. Bo nie po to zapierniczam z komputerem co tydzień na ten wykład, by jak najlepiej zapisać każde słowo wykladowcy i by potem oddać leniom cały mój trud pracy. Co innego, jeśli sprzedam te notatki za 5-10zł/os. Mam przynajmniej jakieś poczucie, że nie harowałam jak wół za darmo dla obiboków. Nie widzę w tym nic złego.
      • ar.co Re: Nie widzę nic złego w sprzedawaniu notatek. 30.01.12, 11:58
        Popieram. Czym innym jest wspólna nauka czy pomoc w razie potrzeby, a czym innym bezczelne wykorzystywanie bardziej pracowitych kolegów przez leniwych cwaniaków.
      • Gość: fume Re: Nie widzę nic złego w sprzedawaniu notatek. IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.12, 14:18
        Tak! Czyli nie jestem jedyna z takim podejściem :) Jak mnie wkurzają takie lenie, potrafią siedzieć na zajęciach i nic nie notować przez cały semestr, potem przylatują po notatki i argumentują to jakąś "studencką solidarnością w potrzebie".
        Co gorsza, w przypadku jakichś naprawdę beznadziejnych i upierdliwych przedmiotów, notatki traktowane są jak dobro ogółu, czyli całego roku - bo przecież "takie okropne zajęcia i równie straszny egzamin, musimy sobie pomagać, żeby wspólnie go zdać" i "jakbym miał takie dobre notatki, to wszystkim bym je rozdał". AKURAT. Długo udawałam, że nie notuję i nic nie wiem, niestety wyszło szydło z worka i od tej pory co jakiś czas muszę spławiać pielgrzymki pasożytów. Co innego robić takie rzeczy z przyjaciółmi z roku (wymieniamy się wszystkim) albo pomóc komuś, kto naprawdę ma problem z ogarnięciem materiału. Szkoda, że nikt nie chce mnie zrozumieć :F
        Dobry patent z żółtym długopisem, ale kusi mnie, żeby kiedyś przehandlować swoje materiały za niezłą sumkę ;)
        • Gość: autor Re: Nie widzę nic złego w sprzedawaniu notatek. IP: *.adsl.inetia.pl 30.01.12, 17:07
          Czuję, że się kompletnie nie zrozumieliśmy. Moja wizja "socjalistyczna" w żaden sposób nie jest altruistyczna. Oczywiście chodzi o uwolnienie wiedzy całemu rokowi, ale pod warunkami:
          - ktoś inny musi udostępnić na takich samych zasadach wiedzę z przedmiotów, w których nie uczestniczę
          - musi być feedback, czy to co udostępniliśmy jest dobre, a jeśli jest złe to gdzie są błędy
          - dobrze by było, gdyby ktoś inny też dorzucił coś od siebie

          W skrócie chodzi o efekt synergii, żeby nie robić wszystkiego samemu, a żeby mieć materiały do wszystkiego. Taka globalna praca w grupie. Każdy robi mały wycinek całości, a na końcu może łatwo i szybko przyswoić wiedzę konieczną do zaliczenia egzaminu czy ćwiczeń.

          Jeśli na roku są same pasożyty, to jasne, że nie ma co udostępniać, ale jeśli ludzie są sensowni, to za udostępnianiu nigdy nie jest się stratnym, a piszę to z perspektywy osoby, która dużo materiałów wrzucała.
          • Gość: Botoglupota Re: Nie widzę nic złego w sprzedawaniu notatek. IP: *.dynamic.chello.pl 01.02.12, 10:30
            No bez jaj to nie xix wiek uczyc sie z jakich badziewnych pozyczanych notatek na 24 h przed egzaminem materialy do wykladow projektow powinny byc na platformach elearningowych opracowane przygotowane a nie ze czlowiek musi szukac notatek marnowac czas na przegladanie chomikow przeklejow ksiazek Bo tak to po co tu uczelniach jak nie opracowuje materialow I ich nie ustepnia bierzmy przyklad z mit
            • Gość: A_C Re: Nie widzę nic złego w sprzedawaniu notatek. IP: *.xdsl.centertel.pl 01.02.12, 19:47
              Studia to nie szkółka, gdzie Ci wszystko podtykają pod nos. Studia polegają na, nomen omen, STUDIOWANIU, czyli samodzielnym zdobywaniu wiedzy. wykładowca ma Ci tylko pokazać ogól zagadnień.
        • Gość: wojtek Re: Nie widzę nic złego w sprzedawaniu notatek. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.12, 22:11
          Wyjątkowo wredna franca z ciebie. Pewnie na imprezach stoisz pod ścianą...
          • Gość:   Re: Nie widzę nic złego w sprzedawaniu notatek. IP: *.dynamic.chello.pl 01.02.12, 01:36
            Napisał ten, co pewnie na imprezach jest nieustannie rozrywany i przez to nie ma czasu chodzić na wykłady, biedaczek...
    • szary212 Listy. Duch rywalizacji na studiach. Notatki? T... 30.01.12, 12:27
      A ja, drogi Autorze, jestem dumna, ze studiując w czasach socjalizmu ,nie tylko nie ściągałam, ale nie wyobrażałam sobie pożyczania notatek od innych ludzi; uważałam, że to nie fair - nagle żądać przysługi od kogoś, z kim się nawet kawy wspólnie nie wypiło: polegałam na swoich notatkach, i oczywiście kserówkach skryptów, bo kupić ich nie można było, tak jak dziś. Sama twoja idea "przejscia razem przez studia", jak przez jakąs katorgę na Sybirze, na którą ktoś was był zesłał, jest komicznym nieporozumieniem, gdyby nie była tak przykra w wymowie. Każdy uczy się sam, dla siebie, a jeśli woli imprezować, niż chodzić na wykłady - jego sprawa, i musi ponieść konsekwencje. Zresztą, życie samo potem odsiewa takich, co mają wyłącznie "pożyczoną" wiedzę, i napisali prace systemem kopiuj+wklej.
      Jako osoba "z przełomu systemów", nie widze nic złego w sprzedawaniu notatek leserom - a jak widac, nie trzeba ACTA, żeby młodzi autorzy chronili swoje prawa:)
      • Gość: studnet Re: Listy. Duch rywalizacji na studiach. Notatki? IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.12, 15:06
        pie...ij sie w łeb
        • Gość: :) Re: Listy. Duch rywalizacji na studiach. Notatki? IP: *.50.classcom.pl 30.01.12, 19:52
          Co za kultura...
      • Gość: janina Re: Listy. Duch rywalizacji na studiach. Notatki? IP: *.dynamic.chello.pl 30.01.12, 15:08
        niektórzy, żeby móc studiować nawet na studiach dziennych ( TEORETYCZNIE bezpłatnych) muszą jednocześnie pracować, i nie ma fizycznej możliwości by chodzili na wykłady. nie nalezy oceniac z gory. Fakt, że ktoś za przysługę oczekuje od Ciebie pieniędzy jest po prostu odrażający!.
        • ar.co Re: Listy. Duch rywalizacji na studiach. Notatki? 03.02.12, 13:06
          Skoro pracuje, to chyba stać go na to, żeby zapłacił komuś, kto - zamiast zarabiać - chodzi i na wykłady i notuje? Nie za dużo szczęścia naraz - za własną pracę chce dostawać kasę, ale efekty cudzej pracy należą mu się za darmo?
      • Gość: Asia Re: Listy. Duch rywalizacji na studiach. Notatki? IP: *.eckrakow.pl 30.01.12, 15:46
        Czyli to jest rodzic tych co zarabiaja na notatkach - to dopiero duch przedsiebiorczości.:P
        Polecam termin SYNERGIA-razem mozna wiecej
    • Gość: + 50 Listy. Duch rywalizacji na studiach. Notatki? T... IP: *.ip.netia.com.pl 30.01.12, 12:34
      Szanowny Autor poplątał różne pojęcia.
      Czym innym jest rywalizacja, a czym innym chamstwo, bezczelność i tupet, tak charakterystyczne dla obecnego młodego pokolenia, w tym również studentów. W tych nowych czasach i obyczajach do celu dąży się wszelkimi środkami, a celem nie jest wiedza, lecz "zrobienie magistra" (licencjata), uzyskanie wysokiej średniej (nie dla satysfakcji, dla stypendium!). Studia stały się pospolitym towarem, na którym wszyscy starają się spekulować i zarobić - zarówno nauczyciele akademiccy (etaty w 5 miejscach i nigdzie się nie przemęczyć) jak i studenci.
      Smutne to wszystko.
    • Gość: Bea Listy. Duch rywalizacji na studiach. Notatki? T... IP: *.ksi-system.net 30.01.12, 13:52
      Studentom zbyt łatwo wydaje się, że dobrze (lub lepiej) wiedzą, co im się przyda po zakończeniu studiów, a co nie. Tymczasem jako dydaktyk po latach spotykam absolwentów, którzy przyznają, że nie przykładali się do przedmiotów, które okazały się w pracy (lub w życiu) bardzo potrzebne, bo wydawało im się, że NA PEWNO tego akurat nie będą potrzebować na rynku pracy. Nie oznacza to, że programy kształcenia są sensownie skomponowane, ale że nigdy nie ma absolutnej pweności, co przyda się za pięć czy dziesięć lat. Ponadto uczenie się z pozoru zbędnych treści wyrabia też dyscyplinę (nie lubię, ale muszę się nauczyć). Przecież w pracy nie robimy tylko tego, co lubimy...
    • Gość: wenge Dziecinada! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.12, 14:19
      Nauczanie w duchu socjalistycznej współpracy? Polegającej na: "dwóch się patrzy, jeden pracuje"? To jakieś nieporozumienie! Te czasy minęły bezpowrotnie. Dziś każdy powinien brać odpowiedzialność za siebie a nie liczyć na innych.
      Jak ktoś studia traktuje jako przedłużenie szkoły średniej - to nie nadaje się na studenta. Póżniej to niestety widać: tabun rozgoryczonych magistrantów, bo nikt ich nie chce (za godziwe pieniądze), nikt nie potrzebuje ich rozbudowanej wiedzy z marketingu, filozofii, socjologii, kulturoznawstwa, religioznawstwa itd.
      Dlaczego tak się dzieje? Bo Ci magistranci pracę, podobnie jak studia, traktują jako dalsze przedłużenie swojego dzieciństwa.
      Pozostaje McDonalds - tam ponoć nie zatrudniają na umowach śmieciowych,a pracować nauczyć się można. Jak się nie nauczy? Zawsze można zostać menelem.
      Nie wymagajmy jednak od tych co naprawdę studiują "socjalistycznego podziału" efektów ich pracy.
    • Gość: Nodar Listy. Duch rywalizacji na studiach. Notatki? T... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.12, 22:22
      Ha, ha, ha. A ja robiłem notatki w swoim ojczystym języku, w dodatku pisane innym alfabetem. Jestem dwujęzyczny / rodzice / i nie sprawia mi najmniejszego problemu przechodzenie z jednego w drugi. Chętnie pożyczałem, ale nikt przez 5 lat nie zrozumiał ani jednego słowa. Zostały im tylko uniwersalne wzory. Cóż, ja chciałem pomóc, a że oni nie mogli nic zrozumieć, to już nie moja sprawa.
      • Gość: Beata Re: Listy. Duch rywalizacji na studiach. Notatki? IP: *.cityconnect.pl 01.02.12, 02:17
        załamujące są wpisy na tym forum. właściwie są doskonałym świadectwem swoich czasów - czasów, kiedy o zwykłą pomoc bardzo trudno, kiedy wszystko jest na sprzedaż, kiedy każdy ze studentów jest samotną wyspą, a nie członkiem społeczności.
        ja na studiach chodziłam na wszystkie wykłady i nie było dla mnie ŻADNYM problemem udostępnienie notatek OBOJĘTNIE KOMU. Po prostu uważałam, że chodząc na wykłady zyskałam lepsze zrozumienie tematu, wcześniejsze zapoznanie się z daną problematyką oraz notatki pisane własnym pismem z użyciem zrozumiałych dla mnie sformułowań i sposobów zapisu. Samo chodzenie na wykłady było dla mnie korzystne. Notatki natomiast były drugorzędne. A jeśli mogły się przydac komuś innemu poza mną? TYM lepiej! Kto chciał miał ode mnie notatki za darmo. Dlatego nie mogę zrozumieć żądań odpłatności za notatki. Nie chcę żyć w społeczeństwie, którego członkowie nie rozumieją, że warto pomagać sobie nawzajem...
        • Gość: bmp Re: Listy. Duch rywalizacji na studiach. Notatki? IP: *.dynamic.chello.pl 02.02.12, 00:01
          Warto pomagać tym, których się lubi, kocha, ceni itd., albo tym, którzy mogą się jakoś odwdzięczyć lub chociaż docenić taką pomoc. No chyba, że czujesz się Matką Teresą czy inną instytucją dobroczynną
    • darek_murzyniec współpraca, a nie rywalizacjia 03.02.12, 15:18
      Ludzie cały czas wierzą, że kapitalizm jest ok, że trzeba walczyć by osiągnąć cel. Praktyka pokazuje jednak, że ta dominująca taktyka się nie sprawdza. Co z tego że osiągnę cel (kariera, praca, pieniądze) gdy po drodze tak się ześwinię walcząc z innymi, że nie będę miał z kim dzielić "sukcesu". O ile sukcesem jest to o czym wspominałem. W mojej opinii najcenniejsze w życiu rzeczy nie są do kupienia, nie są w ogóle rzeczami... Szkoda więc że w imię rywalizacji i prywatnych interesów GW popiera likwidację krakowskich szkół: www.facebook.com/events/303422739703405/#!/events/303422739703405/
    • Gość: redberry intelektualna prostytucja IP: *.radionet.info.pl 06.02.12, 09:57
      Studiując na pk raz tylko spotkałam się z próba sprzedaży notatek, dla mnie coś takiego jest po prostu żałosne, nie chcesz pomagać to nie dawaj, a nie sprzedawaj, na twoje miejsce znajdzie się ktoś kto pomoże bez pobudek materialnych. No i jest oczywisty fakty że takie osoby są najczęściej wyrzutkami społecznymi na roku...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja