Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle w...

09.05.12, 09:13
Dziewczyna ma:
- licencjat (czyli nic)
- z turystyki i rekreacji (jaki to daje zawód? turystyk? rekreator?)
- na niepublicznej uczelni, która jeszcze parę lat temu nazywała się KSW - Krakowska Szkoła Wyższa - co przez jej studentów nawet było przekręcane prześmiewczo na "Kup Sobie Wykształcenie".

I zwala pracę w warzywniaku na geografię na maturze?

Żeby zaliczyć przedmiot na nowej maturze, trzeba zdobyć 30% punktów.
Czyja to jest wina, że z roku na rok mniej osób wybiera przedmioty ścisłe? Mniej osób niż przy starej maturze, na której, przypominam, wymogiem zdania było 50% punktów! Coraz mniej, mimo że mamy kierunki zamawiane.

"To, że absolwenci polskich uczelni mają problemy ze znalezieniem pracy, nie wynika z braków w ich wykształceniu, ale jest wynikiem nieprzemyślanych wyborów życiowych."

Tak, to prawda, ale wybory życiowe, jak sama nazwa wskazuje, powinny być wyborami, a nie powołaniami. Chyba nikt nie oczekuje od piętnastolatka, że ni stąd, ni z owąd go oświeci bozia z nieba. Ma wokół siebie dorosłych, którzy powinni zbadać i ocenić jego predyspozycje oraz marzenia i pomóc ustalić plan edukacyjny i zawodowy.

To, że nastolatki dokonują złych wyborów życiowych, wynika z:
- podejścia nauczycieli - którzy pogardliwie traktują szkoły zawodowe i nawet technika, pchając wszystkich do liceów, bo to "prestiż", oraz wmawiają osobom mniej zdolnym, że wystarczy, że się będą więcej uczyć, a dadzą sobie radę wśród tych bardziej zdolnych;
- podejścia ministerstwa - które likwidując egzamin wstępny do szkół średnich zapewniło państwu wysoki odsetek idiotów z maturą, co bardzo ładnie wygląda w statystykach, ale potwornie psuje rynek pracy, bo ci idioci przez maturę i potem dyplom licencjata z Pcimia Dolnego są po prostu roszczeniowi;
- podejścia rodziców - którzy często są w dziecko tak wpatrzeni, że całkiem nieracjonalnie i wbrew predyspozycjom pchają do ogólniaka, a dziecko wierzy, że może wszystko; rodzice są karani częściowo, musząc opłacać studia takiego osła na prywatnej uczelni, ale cierpi też na tym całe społeczeństwo, bo osioł dostaje dyplom i wtedy już za późno, nie zostanie krawcem, fryzjerem czy stolarzem.
    • Gość: kk Inny problem IP: *.gemini.net.pl 09.05.12, 09:26
      Wydaje mi się, żę dużym problemem jest również ogromna przepaść dzieląca szkoły średnie od studiów. Przychodząc na Politechnikę z wysoko zdaną maturą rozszerzoną z matematyki ciężko było mi się utrzymać, gdyż wykładowcy niemal zakładają, że całki i róźniczki rozwiązyjemy już nawet we śnie, podczas gdy nie ma tych zagadnień w progranie szkoł średnich. Oczywiście, żeby nie było mieliśmy ze dwa wykłady o tym, ale tak naprawdę nie żeby to przyswoić na odpowiednim poziomie potrzebne są tygodnie intensywnej nauki. I tu zaczyna się problem. Wiele osób nie wytrzymała tempa i nagromadzenia materiału i zrezygnowała lub zakończyła karierę po pierwszej sesji.
      To tylko przykład, lecz wydaje mi się, że przedstawia bardzo istotny problem. Absolwent liceum/technikum mimo nawet wysoko zdanej matury rzadko kiedy jest tak przygotowany do podjęcia studiów.
      • Gość: Andrzej Re: Inny problem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.12, 09:38
        A w takich wyśmiewanych przez niektórych latach PRL tak nie było. Maturę zdałem w roku 74 /tamtej matematyki dzisiaj nie zdałoby pewnie 70%/ , na studia - cybernetyka i informatyka /egzaminy / dostałem się bez problemu, studiowanie też nie sprawiało mi najmniejszych kłopotów. Byłem dobrze przygotowany w liceum. Pracę znalazłem od razu po studiach i do dzisiaj pracuje w zawodzie.
      • Gość: jml13060 Re: Inny problem IP: *.ite.waw.pl 09.05.12, 09:38
        Po co pcha się na studia techniczne, matematykę, fizykę i pokrewne kierunki osoba, która nie umie matematyki ? Studia powinny być dla nielicznych, wybitnych, chłonnych wiedzy, umiejących ... studiować, czyli samodzielnie uczyć się pod kierunkiem profesora. Masowe pseudo-studia na pseudo-uczelniach produkują tabuny młodych, roszczeniowych magistów, bez realnej wiedzy. Marnowany jest czas i pieniądze MNiSW. Młodzi ludzie zamiast iść do pracy zaraz po szkole udają, że się uczą.

        Jak nauczyć fizyki półprzewodników osoby, które nie umieją rozwiązywać równań z pochodnymi i całkami ?
        • Gość: Ezio Auditore Taaaak studia tylko dla nielicznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.12, 10:15
          Już to widzę - jeden uniwersytet w Stolicy na którym kształcą się elity i ich dzieci
          - trzy politechniki (kraków, śląsk, wrocław) + jedna uczelnia rolnicza (Lublin) gdzie będzię się kształcić tylko do poziomu inżyniera, klasa zarządców
          - reszta - pospólstwo, chamstwo, wieśnactwo - tzw "prole" 5 klas szkoły powszechnej i 2 lata zawodowej, będą przez całe życie pracować za krome chleba

          brawo, nawet Orwell tego by nie wymyślił

          To już lepiej że masy mają wykształcenie.
          • Gość: b Re: Taaaak studia tylko dla nielicznych IP: *.ghnet.pl 09.05.12, 10:45
            No i co z tego, że masy mają wykształcenie, skoro ono:
            nic nie znaczy (nie jest elitarne) - bo ma je KAŻDY
            nic nie daje - np. pracy

            Pani z warzywniaka to pani z warzywniaka, niezależnie od tego, jakie ma studia i na jakiej uczelni.
            • Gość: Ezio Auditore Re: Taaaak studia tylko dla nielicznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.12, 11:05
              To z tego że ludźmi wykształconymi trudniej, bądź co bądź, sterować (nie twierdzę że się nie da, nie twierdzę też że im lepiej wykształcone may tym lepszych wyborów dokonują) - przykład ACTA.
              Chodzi mi raczej o "Ducha wolności"
              Sam jestem bezrobotnym magistrem, bo nie godzę się na pracę za przysłowiową kromkę chleba.
              • Gość: Bartosz Klimek Re: Taaaak studia tylko dla nielicznych IP: *.deltavista.pl 09.05.12, 12:49
                To wszystko mity o wykształceniu, produkowane przez media i polityków. Znam ludzi, którzy nie mając wykształcenia wyższego i wykonując pogardzaną, fizyczną pracę, są bardzo otwarci na świat, wiele wiedzą, a ich poglądy nie mają nic wspólnego z ciemnogrodem. A ta fizyczna praca często wymaga również pracy koncepcyjnej i planowania, co czyni ją naprawdę dużo ciekawszą niż niejedna posada typowego licencjata turystyki.

                Ja niespecjalnie wierzę, że dowolne studia są w stanie wykształcić w człowieku "ducha wolności". Te cechy rozwija się już wcześniej, a _dobre_ studia to jedynie kształtują. Nie tylko wykładowcy - niezwykle ważni są też inni studenci.
              • misself Re: Taaaak studia tylko dla nielicznych 09.05.12, 13:07
                Gość portalu: Ezio Auditore napisał(a):

                > To z tego że ludźmi wykształconymi trudniej, bądź co bądź, sterować (nie twierd
                > zę że się nie da, nie twierdzę też że im lepiej wykształcone may tym lepszych w
                > yborów dokonują) - przykład ACTA.

                I co dały te wszystkie protesty? Jest więcej pracy? Wyższe pensje? Mniej umów śmieciowych? Płatne staże? Czy cokolwiek się zmieniło na rynku pracy przez tłumy protestujących przeciwko ACTA? Dla mnie to jest śmieszny argument. Samo wykształcenie, jeśli idzie za nim intelekt, ale nie sukces życiowy (ogólnie pojmowany, dla każdego to znaczy co innego), tworzy sfrustrowane społeczeństwo. Elity intelektualne muszą coś jeść.

                > Sam jestem bezrobotnym magistrem, bo nie godzę się na pracę za przysłowiową kro
                > mkę chleba.

                To gratuluję. Magistrem niczego, tak jak ja?
              • q-ku to niby "ludzie wykształceni" to ta pani z warzyw? 10.05.12, 08:31
                io nią niby nie daje się sterować i to jest taka elita? Coś na to wskazuje?
          • q-ku własnie tak - studia tylko dla nielicznych 10.05.12, 08:29
            studiować powinni kandydaci do elity - najlepiej wykształceni, którzy rokują dobrze dla zdobycia prawdziwego wyższego wykształcenia, a nie udawanych dyplomów dla nieuków
      • misself Re: Inny problem 09.05.12, 13:01
        Gość portalu: kk napisał(a):

        > Absolwent liceum/technikum mimo nawet wysoko zdanej matury rzadko kiedy jest
        > tak przygotowany do podjęcia studiów.

        Tak zawsze było. Tylko egzaminy wstępne przesiewały trochę tych, którzy choćby się skichali, to nie będą przygotowani. Ja przez pierwsze 2 miesiące na studiach (humanistycznych, przepraszam, ale nie każdy się nadaje na politechnikę) czytałam w każdej wolnej chwili słownik wyrazów obcych, bo nie rozumiałam, co mówią do mnie wykładowcy.

        Gdybym pisała doktorat, to by mi się nawet przydało w życiu :-)
        Niestety nie piszę, ale znajomość wspomnianego słownika przydaje mi się w pracy, nie w życiu. Tak jak rachunek różniczkowy :-)
      • Gość: gośćgość Bo całki i różniczki to podstawa dla kogoś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.12, 14:21
        kto idzie na studia techniczne. Zawsze tak było za - rzekomo - przestarzałego systemu kształcenia. I nauczyciele akademiccy rozumują słusznie i mają słuszne oczekiwania. Zadziwiające jest natomiast Pana/Pani zaskoczenie.
        Pretensje proszę kierować do reformatorów oświaty, którzy wykasowali 3/4 zakresu programu nauczania, żaby przypadkiem nie stresować matołów i pompować statystyki edukacyjne sztucznie zawyżając liczbę maturzystów i studentów, których większość powinna skończyć co najwyżej zawodówkę.
        • Gość: kk Re: Bo całki i różniczki to podstawa dla kogoś IP: *.gemini.net.pl 09.05.12, 18:08
          Ale czy ja się dziwię tym wymaganiom? Nie, ja rozumiem oczekiwania wykładowców takich przedmiotów jak mechnika, chemia fizyczna, itp. względem zaczynających studia, bo ciężko czekać X tygodni zanim studenci przyswoją sobie wiedzę z matematyki, bez której ani rusz w tych czy innych przedmiotach.
          Z mojej strony chciałam jedynie zwrócić uwagę na piętę Achillesową naszego systemu kształcenia. Mamy czarną dziurę między szkołami średnimi, a studiami.
          Ja miałam to szczęście i mądrą nauczycielkę matematyki w liceum, która widząc, że większość wybiera się na studia techniczne wygospodarowała chociaż kilka godzin na wytłumaczenie nam najważniejszych zasad które kierują pochodnymi i całkami, ale tak na prawdę to było jakby extra. Nie miała tego w programie kształcenia i nie musiała tego z nami robić, i tu jest pies pogrzebany.
      • Gość: Marta Masz rację IP: *.multi-play.net.pl 09.05.12, 16:46
        Zdawałam maturę kilkanascie lat temu. Matematyczka, która nas prowadziła pewnie sie wielu snila po nocach. Ale... Ludzie którzy skończyli z miernym z matmy wszyscy co chcieli dostali się na techniczne uczelnie zdając matematyke (to było w czasach egzaminów na studia). Liceum w małym miasteczku. Ja i znajomi uczyliśmy innych co to są całki i różniczki. Do tej pory zarówno rodzinie i znajomym studentom pomagam w matmie, bo to co wyniesli ze szkoły średniej jest żenujące. Ostatnio odrabiałam lekcje z siostrzenicą która jest w 5-ej klasie. Poziom matematyki był dla mnie śmieszny, w porównaniu z tym co ode mnie kiedys wymagano, a podobno wszyscy w klasie mają z nią kłopoty. Ale główny powód jaki usłyszałąm to, że im się "nie chce". Gdzie są rodzice, nauczyciele i czemu zmniejsza się wymagania wobec uczniów i pozwala sobie wchodzic na głowe. Potem chce takie być informatykiem, bo najlepiej płacą, ale z czym jak łatwiej zdać np geografię i to się wybiera?
    • Gość: Luiza Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle w... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.12, 09:36
      Na miejscu tej dziewczyny z warzywniaka próbowałbym wziąć kredyt dla młodych i rozkręcić gospodarstwo agroturystyczne. Ma ogólne przygotowanie i miałaby ciekawą pracę, z dużą własną odpowiedzialnością. A ona pewnie szukała posady w jakimś biurze turystycznym, gdzie mogłaby siedzieć przy biureczku z telefonem (pytanie czy zna jakieś obce języki na odpowiednim poziomie?), no i też dojeżdżałaby do Krakowa, bo pensje w takim biurze nie są nadzwyczajne, a praca niekoniecznie przez cały rok.
      • Gość: bn Re: Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.12, 09:42
        Chyba żartujesz. Po KSW ona nie ma żadnego przygotowania. Pracuję w tej branży i mam kontakt ze studentami z różnych uczelni. Ci po AWF są o niebo lepsi, choć też dużo muszą się jeszcze uczyć. I założę się, że ona ledwo co duka po angielsku. Dlatego lepiej dla nas, żeby dalej sortowała kalafiory od selerów.
        • Gość: Luiza Re: Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.12, 11:38
          Prowadziłam zajęcia na KSW. Traktowałam studentów tak, jak traktowałam ich na innych uczelniach, na których pracowałam. Nie sądzę, żeby byli "z definicji" mniej uzdolnieni i mniej zaangażowani niż słuchacze innych szkół - niektórzy byli znakomici i zainteresowani przedmiotem, inni starali się zaliczyć na minimum (bo pracowali, prowadzili firmy razem z rodzicami). Podobny "rozkład" zaangażowania obserwowałam także na renomowanych uczelniach państwowych.
    • Gość: bmw Re: Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle IP: *.ghnet.pl 09.05.12, 09:47
      Racja.
      Bzdurny tekst, próbujący zwalić nieciekawą sytuację życiową jednej dziewczyny spod Krakowa na zdawanie geografii na maturze. Czy wszyscy absolwenci geografii sprzedają w warzywniakach? Co ma w ogóle do rzeczy fakt, że dziewczyna jest z małej miejscowości? Czy gdyby po geografii na KSW prowadziła budkę z warzywami w swojej wsi, ocena jej sytuacji mogłaby być inna?
      Zdawałam maturę 11 lat temu, przed tą całą "reformą", która postawiła cały system na głowie i wypaczyła leżące u jego podstaw wartości. Teraz często miewam styczność ze studentami różnych lat studiów na popularnym kierunku na UJ. Nóż się w kieszeni otwiera. Ci ludzie to intelektualni inwalidzi. Przypuszczam, że kilkanaście lat temu 80% z nich wybrałoby po podstawówce zawodówkę. Z korzyścią dla społeczeństwa i dla siebie. Będę zaskoczona, jeśli uda im się znaleźć pracę po studiach.
      • misself Re: Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle 09.05.12, 12:56
        Gość portalu: bmw napisał(a):

        > Zdawałam maturę 11 lat temu, przed tą całą "reformą", która postawiła cały syst
        > em na głowie i wypaczyła leżące u jego podstaw wartości.

        To jesteśmy w podobnym wieku.
        I zgadzam się, reforma postawiła wszystko na głowie. Założenie było takie, żeby odświeżyć skostniały system edukacyjny, żeby nie uczyć się na pamięć, tylko umiejętności wykorzystywania informacji. Czy to się udało? Pewnie, że nie. Informacji jest w programie mniej, a nauki umiejętności nie ma prawie wcale. W efekcie maturzyści opuszczają szkołę z jeszcze mniejszą wiedzą teoretyczną niż my i całkowicie bez umiejętności praktycznych, chyba że zdobyli je poza szkołą.

        > Przypuszczam, że kil
        > kanaście lat temu 80% z nich wybrałoby po podstawówce zawodówkę. Z korzyścią dl
        > a społeczeństwa i dla siebie.

        No i przez reformę mamy ciągle dziurę na rynku pracy, który potrzebuje osób wykwalifikowanych do wykonywania prostych robót usługowych.

        > Będę zaskoczona, jeśli uda im się znaleźć pracę p
        > o studiach.

        Znajdą pracę... jeśli nie będą roszczeniowi. Na kasie w hipermarkecie ciągle kogoś potrzebują.
        • Gość: Marta Re: Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle IP: *.multi-play.net.pl 09.05.12, 17:03
          Albo znajda prace po znajomosci, czyli mozesz sie uzerac z przyszlym niekometentnym urzędnikiem tudziez w innej sytuacji.
          Co jest dla mnie uderzające jeszcze to oprócz braku kompetencji często brak pokory. Padają tu argumenty "wolę być bezrobotnym magistrem niz pracowac za kromke chleba". Z moich doświadczeń wynika, że łatwiej udowodnić swoją wartość pracując niz nie i wtedy na kromka chleba moze sie zamienic na tort. Nie dostaej sie wszytskiego od razu. Albo czytam nie moge znalezc pracy znajac biegle 4 języki. O co chodzi?
          • Gość: aqq to proste IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.12, 10:42
            Chodzi o to, że ukończył(a) po parę lat kursów językowych (biegłość subiektywna) i nic poza tym. Trochę mało, by pracodawca miał komuś za to płacić.
    • Gość: koleżanka Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle w... IP: *.183.254.203.dsl.dynamic.t-mobile.pl 09.05.12, 10:13
      Pani Anna Goc nie wie, że szkół takich jak liceum nie ma na wsiach? Przecież skończyła pani studia... Tym bardziej błąd nie do wybaczenia, że filologię polską.
      • Gość: Bartosz Klimek Re: Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle IP: *.deltavista.pl 09.05.12, 13:09
        Koleżanko, co ty wiesz o wsi? ;) Są wsie, które są siedzibami gmin, i bywają tam licea, np. Gdów.
        • Gość: wenge Tylko ubawić się można:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.12, 14:35
          Brawo !
          Podział na wieś - miasto, jest w ogóle śmieszny. Chyba tylko po to by ktoś mógł się pozornie dowartościować. Więc mamy wieś Gdów z 4500 mieszkańcami i liceum z 65 letnią tradycją , równocześnie mamy miasto Świątniki Górne z 2500 mieszkańcami i liceum zawodowym z zaledwie 10 letnim stażem.
    • Gość: wenge To problem systemowy i demograficzny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.12, 13:43
      Błąd zaczyna się już na przełomie gimnazjum- szkoła ponadgimnazjalna, później "studia" to już tylko tego następstwo.
      Sposób oceniania i punktacja "po gimnazjum" (egzamin+oceny końcowe+"społecznictwo"), daje pole do popisu usankcjonowanej kombinacji. Promuje uczniów niekoniecznie zdolnych i przekonuje ich do tego, że tylko "chęć szczera, zrobi z niego magistera". Temat powtarza się na maturze, tylko tutaj działa już naturalna pierwsza weryfikacja umiejętności ucznia, dlatego nie wybiera przedmiotów "trudnych", tylko takie które dadzą upragniony papierek. Zdając maturę na 30-50% powinien pomyśleć o nauce uzupełniającej (dawne studium?) dające mu solidne wykształcenie zawodowe i na tym zakończyć swoją edukację. Tu jednak wkracza "chęć szczera" rodziców, mających ambicje wykształcenia dziecka. Pomaga w tym cała gama "studiów" na prywatnych uczelniach, które nie ukrywają, że przyjmą każdego gotowego za to zapłacić, byle by był z "papierkiem".
      Stąd mamy wykształconych z dyplomami (rozgoryczonych?), europeistów, turystyków, religioznawców, socjologów itd. którzy, sprzedają marchewkę w warzywniakach.
      Nie żal mi ich, bo dostali "prezent" od rodziców w postaci kilkuletnich wakacji (studia).
      Szkoda tylko, że zamiast mieć wykształconych mechaników, elektryków, hydralików, cukierników, kucharzy, pielęgniarek, itd., mamy armię młodych ludzi nieprzygotowanych do pracy, w dodatku sfrustrowanych i rozgoryczonych.
      Jak to "dawniej" wyglądało?
      Egzaminy bezpośrednie (one w pierwszej kolejności) do szkół i na studia, decydowały o dalszej edukacji ucznia.
      Nie zdałeś do liceum, ale zdałeś egzamin, szukałeś miejsca w technikum lub liceum zawodowym. Nie zdałeś egzaminu (bądż do niego nie podchodziłeś), trudno, szukałeś miejsca w zawodówce. Jak byłeś dobry, a powinęła ci się noga, zawsze miałeś szansę na kontynuację nauki w technikum, a póżniej na studiach.
      Ze studiami to samo. Egzamin, nie oceny z matury i na świadectwie decydowały czy będziesz studiował czy też nie. Drugi (trzeci?) raz weryfikowano w ten sposób poziom kompetencji młodego człowieka. Równocześnie jednak, egzaminy uświadamiały młodych ludzi o ich zdolnościach i zakresie ich możliwości.
      Wraz z reformą oświaty, gdzieś po drodze "wylano dziecko z kąpielą".
      Pokłosiem takiej sytuacji są dzisiejsze problemy społeczne, z reformą emerytalną na czele.
      • Gość: jml13060 Re: To problem systemowy i demograficzny IP: *.ite.waw.pl 09.05.12, 14:38
        100% zgoda.

        Egzaminy stały się fikcją wobec "dysleksji", "dyskalkulii", i innych "dys..." wymyślonych przez psychologów, a także mody na wychowanie bezstresowe. Żeby przypadkiem "dzieciaków" nie stresować i B/b stawiać im jakies wymagania. Jestem wdzięczny swoim śp. Rodzicom, że jako dziecko dostawałem klapsy za niesubordynację, złą ocenę w szkole, brzydkie słowo. Teraz oboje byliby posłani do więzienia za znęcanie się psycho-fizyczne nade mną-nieletnim. Egzamin to naturalnie stres, tak jak w życiu, które stale nas egzaminuje. Nie da się unikać stresu.

        Generalnie obserwuję stałą dewaluację wartości - pieniądza, etyki, kultury, ... i nauki. Podtrzymuję napisaną wcześniej tezę, że studia powinny być dla wybranych (w egzaminach, a nie z racji powiązań rodzinno-towarzyskich i pozycji majątkowej) osób chcących pracować w dziedzinie Nauki. Na przykład : po co w Polsce setki absolwentów corocznie wypuszczanych z wydziałów prawa uniwersytetów w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, .... i prywatnych uczelni ? Takiej podaży ludzi z dyplomami prawników nie jest w stanie wchłonąć polski rynek pracy i dlatego korporacje radców, sędziów, adwokatów i notariuszy bronią się ... czym ? - dodatkowymi egzaminami zawodowymi (są też patologie z tym związane, ale za mało miejsca żeby o tym pisać). Wykształcenie tak dużej grupy ludzi jest bardzo kosztowne i w obecnych realiach oznacza obniżenie standardów kształcenia (dewaluacja stopni i tytułu naukowego, generalnie poziomu wiedzy). Zamiast obecnego modelu szkolnictwa wyższego i nauki MNiSW powinno skupić finansowanie na kształceniu i badaniach naukowych tylko w wybranych dziedzinach i skali, określonych w POLITYCE NAUKOWEJ PAŃSTWA. Generalnie nie ma takiej polityki naukowej. Są strefy wpływów urzędników MNiSW, indywidualnych profesorów, uczelni i instytutów. Dużą kasę z budżetu przeznaczonego na naukę wyrywa wojsko robiąc nie Naukę, a prace rozwojowe (nb. też potrzebne, ale prace te powinny być finansowane z budżetu MON).

        Młodzi ludzie tracą czas na studiowanie zamiast iść po szkole do pracy. Ktoś wcześniej napisał, że osoba z wykształceniem średnim też może być dobrze ustawiona zawodowo i finansowo, oczytana, inteligentna, o szerokich horyzontach. Znam wiele takich osób bez dyplomów wyższej uczelni. Znam też osoby z dyplomami uczelni, a nawet z doktoratami, habilitacjami i profesurami, do których pasuje określenie "ćwierćinteligent". Zaczęcie studiów powinno być początkiem pracy naukowej w laboratorium i czytelni (obecnie przy komputerze), a nie trampoliną społeczną do kasty ludzi "wykształconych".
        • Gość: wenge Re: To problem systemowy i demograficzny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.12, 15:52
          Te wspomniane "dys..." są urzekąjące : dyslektycy mogą być magistrami filologii polskiej, dyskalkulicy inżynierami . Przypomina mi to anegdotę z ćwiczeń wojskowych na uczelni (dla kadry pedagogicznej), gdzie jeden doktor z platfusem został dowódcą zwiadu, a drugi, o krecim wzroku, obserwatorem i celowniczym. Tylko, że wtedy to był żart, a dzisiaj to się po prostu dzieje .
          Podnoszenie wykształcenia społeczeństwa jest zadaniem państwa, ale też i motywacji społecznej.
          Jak zaniża się poziom, aby podnieść słupki ( pytanie po co?), to póżniej mamy efekt: "Pani magister, proszę mi zważyć kilo marchewki i trzy jabłka na surówkę".
      • Gość: aqq Re: To problem systemowy i demograficzny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.12, 10:39
        Błąd zaczął się z chwilą wprowadzenie gimnazjum. Zamiast - jak dawniej - tych najmniej zdolnych pociągnąć przez 8 lat podstawowego, ale solidnego wykształcenia z każdej dziedziny (geografia, chemia, fizyka - teraz w podstawówce w żenując ograniczonej formie) umożliwiającego wybór kierunku zawodowego, utworzono jakiś dziwny twór, który nie wiadomo czemu służy, bo nie daje ani wykształcenia ogólnego, ani zawodowego.
        Stary system nie tylko pozwalał na weryfikację, ale dawał czas, na spokojniejsze i dokładniejsze przerobienie tematów.
        Mam wrażenie, że od jakichś 15 lat dokonuje się edukacyjny sabotaż na narodzie polskim. Nigdy wcześniej poziom wykształcenia (rzeczywisty, a nie papierkowy) nie spadał, tylko piął się w górę. Przechodzimy zamiast ewolucji - rozwojowy regres. Kształcimy pokolenia przyszłych głupców - niewolników.
        • angrusz1 Re: To problem systemowy i demograficzny 01.07.12, 15:35
          Aqq napisał :" Mam wrażenie, że od jakichś 15 lat dokonuje się edukacyjny sabotaż na narodzie polskim. Nigdy wcześniej poziom wykształcenia (rzeczywisty, a nie papierkowy) nie spadał, tylko piął się w górę. Przechodzimy zamiast ewolucji - rozwojowy regres. Kształcimy pokolenia przyszłych głupców - niewolników."

          Taaak , masz rację .
          Ale żeby to naprawić trzeba odsunąć od góry do dołu w oświacie wszystkich tzw postępaków - tych od " postępowej " , " nowoczesnej " oświaty , czyli mieszania lewaków i liberałów .
          Hmm, w zeszłym roku była okazja . Wyborcy nie skorzystali .
          Kolejna taka okazja będzie za trzy lata . Do tego czasu postępaki nadal będą rozkładać oświatę .
      • astrum-on-line Re: To problem systemowy i demograficzny 10.05.12, 23:43
        Coście się tak uwzięli na prywatne szkoły? Państwowe to niby lepsze? Tak samo przyjmą każdego kto chce i pozwolą ściągać na egzaminach, byleby studentów nie odstraszyć. Na zaocznych to na prawie każdym kierunku, a na mniej oblężonych kierunkach to nawet na dziennych.
        • Gość: wenge Re: To problem systemowy i demograficzny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.12, 14:17
          Bo studia zaoczne są poza konkurencją. Dziś to skarbonka dla Państwowych uczelni do uzupełniania budżetów. Tylko, że studia zaoczne to jasny układ - student otrzymuje wiedzę w "pigułce" (nie ma się co łudzić, że dorównuje tej z dziennych), a co z nią zrobi, to już jego problem. Studia zaoczne u swoich podstaw były i są dla osób, które już funkcjonują na rynku pracy, a poszerzanie wiedzy ma na celu zwiększenie szans na awans zawodowy.
          Proste założenie: doświadczenie zawodowe (praktyka) + dodatkowo zdobyta wiedza, wyrównuje poziom wiedzy zdobytej na studiach dziennych.
          Osoba po studiach zaocznych bez doświadczenia zawodowego to w wyuczonym zawodzie praktycznie nieprzydatny pracownik, z brakami wiedzy i praktyki.
        • angrusz1 Re: To problem systemowy i demograficzny 01.07.12, 15:42
          Astrum-on-line napisał :"Tak samo przyjmą każdego kto chce i pozwolą ściągać na egzaminach, byleby studentów nie odstraszyć."

          Taak, niż demograficzny spowodować , wywołał wiele patologii - jak piszesz tolerowanie ściągania , przyjmowanie wszystkich jak leci , byle tylko zachować miejsce pracy dla się .
          Tak jest już od pewnego czasu i to na każdym szczeblu oświatowym .
          No ale to kwestia sumienia . JP2 w Skoczowie apelował o ludzie sumienia .
          Hmm, w oświacie od lat rządzą tzw postępaki . Oni nie mają problemów z sumieniem .
          jak długo oni będą tolerowani tak długo będzie postępować degeneracja systemu oświatowego .
          Ale o tym mogą zdecydować wyborcy .
    • Gość: gośćgość Jeżeli ta sierota najpierw nie ma pojęcia, że IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.12, 14:13
      wybór przedmiotów/profilu w liceum i na maturze, a potem w wieku 19 lat nie wie, że wybór studiów decydują o możliwościach pracy i zarobkowania, to całe szczęście, że skończyła w zieleniaku, bo gdyby nie daj Boże zaszła dalej, mogłaby ze swoją głupotą stanowić zagrożenie dla społeczeństwa.
      Czy naprawdę takie rzeczy musi maturzyście tłumaczyć ktoś starszy? Do picia, ćpania, seksu i włóczenia się po knajpach są dorośli, a do takiej "wiedzy" nie?
      Litości!!!
    • Gość: Łukasz - inżynier Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle w... IP: *.187.236.144.ip.abpl.pl 09.05.12, 16:36
      Skończyłem technikum mechaniczne, potem studia na AGH, nie miałem żadnych problemów z znalezieniem pracy, od 6 lat pracuję w zawodzie, na zarobki nie narzekam.


      Studia techniczne nie są dla wszystkich i bardzo dobrze, nie każdy się nadaje! Nie ma prywatnych uczelni technicznych a poza tym na takich studiach by się utrzymać i je skończyć trzeba się uczuć, umieć logicznie myśleć. Moi bracia też są inżynierami i żaden z nas na brak pracy nie narzeka.

      Jak nie będzie pracy w Polsce bo przemysł i produkcja znikoma to za to jest jej pełno na całym świecie.

      Pozdrawiam inżynierów.
      • Gość: humani$ta Re: Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.12, 19:44
        Studia humanistyczne nie są dla wszystkich. Nie każdy się nadaje. Co z tego, że nauczysz się matematyki skoro nie masz pojęcia o świecie, historii, językach, muzyce? Po co komu tysiące inżynierów którzy nie potrafią mówić w obcych jezykach ani nawet po polsku? Parę lat temu AGH to było pośmiewisko - kołchoz dla młodzieży wiejskiej. ZERO ogłady, ZERO kultury osobistej, że ktoś potrafi sprawnie liczyć? WOLNE ŻARTY!

        Jestem humanistą od kilkunastu lat pracuję w zawodzie i zarabiam 3 razy więcej od moich kolegów inżynierów którzy nie potrafią się wysłowić na spotkaniu ....
        • Gość: M Re: Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle IP: *.multi-play.net.pl 09.05.12, 23:30
          A moje koleżanki humanistki nie umieją budżetu zrobić a obliczyć kwotę netto z kwoty brutto to dla nich czarna magia. Znam wielu specjalistów po AGH którzy są świetni zarówno na stanowiskach technicznych jak menedżerskich. A niektórzy nie potrzebują być wygadani bo nie chcą być menedżerami, tylko dobrze czują się w swoich technicznych rzeczach etc. Nie wrzucaj ludzi do jednego wora. Jak ktoś ma głowę na karku poradzi sobie czy jest humanista czy inżynierem. To prawda, zę uczelniom technicznym brakuje przedmiotów rozwijających umiejętności interpersonalne, ale w dobrych firmach często łatwo to nadrobić, a z humanisty inżyniera trudniej zrobić.
        • Gość: aqq Tania ta twoja prowokacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.12, 10:28
          AGH zawsze było uczelnią na najwyższym poziomie. Za PRL była jedną z kilku, po których w większości krajów nie trzeba było nostryfikować dyplomu.

          Kulturę bycia wynosi się nie z uczelni, ale z domu.

          Niestety - dobrą pracę, pozycję społeczną, szacunek innych, a także zarobki gwarantuje nie wykształcenie techniczne albo humanistyczne, ale połączenie jednego i drugiego. Najwybitniejsi przedstawiciele nauk ścisłych czy przyrodniczych mają z reguły ogromną wrażliwość humanistyczną. Heller, Szczeklik, wymieniać można długo Najlepsi humaniści to ci, którym nieobca jet żelazna dyscyplina logicznego myślenia.

          I pojawiają się nowe pokolenia takich ludzi, urodzonych latach 60. i 70. Ale na tym będzie koniec.

          Tragedią młodego pokolenia jest zarzucenie prawdziwie ogólnokształcącego systemu oświaty. Kształcącego w każdej dziedzinie.

          Moja klasa - mat-fiz na jednym z najwyższych poziomów w Krakowie w latach 80. podzieliła się równo pomiędzy humanistów i technicznych - od różnych filologii przez medycynę i AE po AGH. Nikt nie powie, że czegokolwiek nauczył się niepotrzebnie, choć zapierniczaliśmy tak, że czasem czasu na oddychanie brakowało.

          Ale to wdać dopiero z perspektywy lat.
          • Gość: jml13060 Re: Tania ta twoja prowokacja IP: *.ite.waw.pl 10.05.12, 10:37
            >>> Niestety - dobrą pracę, pozycję społeczną, szacunek innych, a także zarobki gwarantuje nie wykształcenie techniczne albo humanistyczne, ale połączenie jednego i drugiego. <<<

            Naprawdę ? Dobrze, że są jeszcze w tym kraju ludzie szczerze wierzący.
            • Gość: aqq To nie jest kwestia wiary IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.12, 10:46
              tylko obserwacji. W moim przypadku codziennej. Być może moje środowisko nie jest reprezentatywne, ale
              1. kończyło szkoły sprzed reform
              2. nie wylewa gorzkich żali na forach internetowych.
              Poza tym wystarczy czytać. Polecam wywiady z różnego rodzaju naukowcami. Wielce pouczająca lektura.
    • Gość: error Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle w... IP: *.dynamic.chello.pl 09.05.12, 21:43
      Jak młodzież ma wybrać fizykę na maturę, jeśli nikt w żadnej szkole nie potrafi tego uczyć?

      Pomysłodawca artykułu zapomniał w jakim kraju żyjemy. Żeby móc zdawać na maturze choćby fizykę czy chemię, trzeba się do tego przygotować. A nie każdego na przygotowanie stać, bo z dzisiejszym poziomem kształcenia, niestety młodzież (w szkole) nie może liczyć na zdaną maturę. Dlatego uczeń musi uczęszczać na korki i zajęcia dodatkowe, które nie są dostępne dla wszystkich, bo po prostu nie każdy ma na to pieniądze.
      Nauczyciele to często ludzie nie nadający się do zawodu, nieprzygotowani, z brakiem chęci dalszego rozwoju. A to oni powinni być silnikiem napędowym młodych talentów.

      Nie zganiajmy więc na młodzież, która być może nie do końca zdaje sobie sprawę z powagi egzaminu i jego następstw w odległej przyszłości, raczej zwróćmy uwagę na szkolnictwo, a raczej jego dramatyczny upadek.
      • Gość: polonistaootechnik Re: Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.12, 23:43
        o wyborze życiowym, czyli studiach powinny decydować egzaminy wstępne a nie matura. Teraz już w giminazjum trzeba dokonywać wyborów czego chcę sie uczyć ( wszystkie klasy ogólniaka są profilowane) . To determinuje wybór przedmiotów na maturze i tym samym ewentualne studia. Ile jest 15-latkow którzy wiedza co będą robić w życiu???? Znam filologów co najpierw skończyli zawodówkę, mature zdali w technikum a są mgr filologii polskiej. Dziś taka droga jest niemożliwa
        PS Tytuł artykułu i przykład z absolwentką KSW z licencjatem do bani. Wyznaje ,że wolalaby zostać ratowniczką medyczną. Pewnie ambicje by corka ze wsi miala studia ( byle jakie) mieli starzy - producencie tych warzyw które dziś sprzedaje. Ciekawe czy oni placici córce za studia , bo na pewno zrobili jej krzywdę
        • Gość: jml13060 Re: Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle IP: *.ite.waw.pl 10.05.12, 10:09
          Wybory życiowe nie są dokonywane przez 15-latków. Ich konsystencja jest w większości jak z plasteliny. To ich rodzice odgrywają główną rolę w wyborze, nieco mniejszą nauczyciele. Na podstawie obserwacji zainteresowań swoich rosnących dzieci (zainteresowań, które mogą kształtować), swoich własnych doświadczeń życiowych, oceny lokalnego rynku pracy, itd. mogą zasugerować wybór kierunku uczenia - techniczny, bio-medyczny, humanistyczny, nauki ścisłe, religia, ...

          W mojej opinii o zdobyciu dobrej pracy decyduje w Polsce nie wykształcenie i zdolności, a nepotyzm, dojścia, układy. I tak fryzjer może zostać doradcą ministra (bynajmniej nie doradcą od fryzjerstwa), a innych przykładów zatrudniania poza wyuczoną specjalnością dostarcza prasa/telewizja/internet. Konkursy na stanowiska to w większości fikcja. W opisach wymagań koniecznych do stanowiska brakuje tylko wpisu, że warunkiem koniecznym do wygrania konkursu jest to, żeby kandydat nazywał się *Jan Kowalski*.
    • Gość: terka Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle w... IP: *.adsl.inetia.pl 10.05.12, 09:05
      Skończyłam ratownicwo medyczne- trzeci rok bez pracy. Nawet w warzywniaku pracy nie znalazłam. Wiec dziewczyna nie ma co narzekać
    • Gość: . Re: Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle IP: *.dynamic.chello.pl 10.05.12, 10:45
      Wszędzie czytam, że po takich studiach nie ma pracy czy po innych... Jak się znajdzie niekumaty informatyk to i on może zostać bez pracy, wszystko zależy od człowieka i umiejętności, które wyniesie ze studiów (i nie tylko), a papierek czasem jest potrzebny ze względów formalnych, czasem pracodawca oczekuje tego mgr z byleczego jako gwarancji minimum intelektualnego, a czasem jest to informacja dla pracodawcy, że z tym człowiekiem w ogóle warto rozmawiać.
      A niedostosowanie wykształcenia do rzeczywistości to też kwestia chorych ambicji rodziców i ich oczekiwań wobec dzieci, które rosną wraz z upływem lat i popularyzacji (a zatem dewaluacji) wyższego wykształcenia. Mam znajomą, 3 dzieci, spora różnica wieku między starszymi a najmłodszym. Pierwsze bez matury (ale po ogólniaku, a co! teraz sprząta w Austrii), drugie matura ledwo, powtarzanie klasy, mgr dorobiony zaocznie na jakiejś podrzędnej uczelni grubo po 30, duma, chluba, pracodawca zapłacił, więc ma, czego chciał. Najmłodsze - wyniki przeciętne, zacięcie do nauki zerowe, ale pchać do liceum! Przecież musi iść na studia! Z matmą średnio, ale nie najgorzej, angielski znośnie, polski tragedia (dyswszystko). Taaaak, do ogólniaka z nim. Ktoś mądry przemówił dziecku do rozumu i z tymi średnimi wynikami zamiast cienkiego LO (bo tylko do takiego by się dostało) wybrało najlepsze technikum (punktów wystarczyło na styk). Wbrew woli rodziców. Ukończyło ledwo ledwo, trzeba było trochę kasy wyłożyć na korki, na studia nie poszło, bo nie musi. Koledzy, którzy na studia poszli do inżyniera się nudzą. Zarabia lepiej niż rodzeństwo razem wzięte, a pracą fizyczną tego, co robi bym nie nazwała.
    • Gość: Martyna Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle w... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.05.12, 12:11
      Hmmm czytając ten artykuł i Wasze komentarze nasuwa mi się jeden wniosek - tak naprawdę jesteśmy kowalami własnego losu! wiem, że od licealisty cieżko jest oczekiwac, że już będzie miał sprezycowaną scieżkę nauki i kariery na nastepne 10 lat, ale warto choc trochę z takimi planami wysilić. Ja odkad poszłam do liceum wiedziałam w czym jestem dobra i co dalej chciałabym robic. na maturze postawiłam na przedmioty scisle, uczylam sie po nocach i bez problemu dostałam sie na informatykę na wszib. po licencjacie przenioslam sie na studia zaoczne i bez problemu znalazłam pierwszą pracę w zawodzie. Co prawda kokosów na razie nie zarabiam, ale wazne ze pracuje i caly czasie sie ucze. a na wakacjach robilam rozne staze, po to zeby w cv miec co wisac. takze jesli sie chce to mozna wszystko!
      • Gość: Kawior Re: Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.06.12, 10:09
        Jak rozumiem, jesteś zadowolona ze studiów na wszibie. Bądź co bądx to uczelnia prywatna a wiele osob uwaza, ze takie nie sa nic warte. Wybieraja państwowe a potem niejednokrotnie narzekają. No ale tak to jest jak się wybiera uczelnię, która chwali się tym jaka to jest dobra nie zwracając uwagi na to, ze była dobra ale kilka lat temu a teraz niekoniecznie musi być wymarzonym miejscem studiowania. Wielkie uniwersytety może i mają świetną kadrę, ale niewiele robią żeby zmienić podejście i sposób traktowania studenta, bo wiedza, ze ci biedniejsi i tak pójda na państwowe bo bezpłatne. Ci którzy mogą sobie pozwolic na to wybiorą prywatne, bo będą woleli zapłacić, iść do pracy ale byc traktowanym poważnie i mieć warunki do studiowania, dostęp do wszystkich materiałów, zapewnione praktyki i staże. To jest teraz najważniejsze, a nie nazwa uczelni na dyplomie. Ona nie da pracy, dadzą ja umiejętności, doświadczenie, zaradność i wiedza.
        • Gość: Martyna Re: Studenci skarżą się na uczelnie, ale sami źle IP: *.radioalfa.pl 30.06.12, 21:41
          Jestem zadowolona. Płace, ale przynajmniej mam swietne warunki. Plan zajec ulozony tak ze moge sobie pracowac. Ciężko to pogodzić czasem z nauką ale daję radę. Jakbym miała wybierać to pewnie wybrałabym tak samo. Chociaż pewnie spróbowałabym studiów na uczelni państwowej żeby mieć porównanie. Ale zdania na temat uczelni prywatnych, a szczególnie Wszibu, nie zmienię.
    • angrusz1 To studenci 01.07.12, 15:30
      na pewno część studentów jest kiepska .
      Lenistwo i wygoda - ot to ich cechy .
      Ale przecież oni od samego początku kariery edukacyjnej do tego są przyzwyczajani .
      Tak działa system a w sytuacji dużego niżu demograficznego te patologie się bardzo wzmagają.
Pełna wersja