Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustratów

IP: *.ghnet.pl 14.05.12, 09:29
Prawda, prawda, prawda i n*prawda - droga Pani doktor 36 razy prawda - poziom Pani zajęć. Pozdrawiam Student geografii 2002 - 2007 UP Kraków. Poziom zajęć na ekwiwalentny do tanich paneli podłogowych z Castoramy.
    • misself Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustratów 14.05.12, 09:39
      100% racji. Ministerstwo Edukacji postanowiło polepszyć statystyki poprzez łatwe i bezbolesne zwiększenie liczby osób z wykształceniem wyższym - obniżyło poziom zaliczenia matury z 50% do 30%, pozwoliło na otwarcie setek prywatnych szkół wyższych i filii uniwersytetów w pipidówkach.

      Czym strzeliło sobie w stopę, a rykoszetem kula trafiła w Ministerstwo Pracy.
      • Gość: dhf Krótka piłka: to państwo powinno organizować egzam IP: *.elartnet.pl 14.05.12, 13:22
        iny i skończyłby się temat poziomu absolwentów. Mógłbyś się nawet przygotowywać sam z internetem. Bo o to chodzi.
        • Gość: mixer Kształcą frustratów to fakt, ale na pewno nie... IP: 193.110.123.* 14.05.12, 14:11
          magistrów !! !! !!
          Te ... 'dyplomy' różnorakich prywatnych 'sorbon' nadają się jedynie
          aby je powiesić na gwoździku w wiejskiej sławojce :))))))
    • Gość: malinowski Re: Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.12, 09:48
      www.gazetakrakowska.pl/artykul/573843,nowy-targ-rektor-grys-chce-zmienic-ppwsz-w-akademie,id,t.html
      • Gość: jml13060 Re: Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustr IP: *.ite.waw.pl 14.05.12, 10:34
        Kierunek studiów - dietetyka w PPWSZ w Nowym Targu, bo "turystów żywią tam zbyt tłusto i to trzeba zmienić". Naprodukować magistrów od gotowania dietetycznego. Dawniej wystarczyła kucharka, a teraz magister dietetyki. Niedługo wiązanie sznurowadeł w butach stanie sie nauką godna katedry uniwersyteckiej w Wąchocku Górnym, filii Katedry Parapsychologii Uniwersytetu w Niechorzu.

        Diagnoza jest inna niż podana w publikacji GW - NAUKA (pisana dużymi literami) powinna być dla osób wybitnych, chcących pracować naukowo w laboratoriach badawczych nad powiększaniem światowego stanu wiedzy. Pozostałym osobom powinna wystarczyć szkoła ogólnokształcąca, technikum, zawodówka, terminowanie u majstra w warsztacie. W obecnym modelu edukacji marnuje się pieniądze i czas. Pieniądze - są trwonione w pseudo-uczelniach na pseudo-badania pseudo-naukowe. Czas - młodzi ludzie w znacznym procencie populacji zamiast iść do pracy w wieku 16-18 lat sobie balanguja do 30'ki i jeszcze dłużej udając uczenie się, studiowanie. Nie składają się na ZUS. Przez to ta cała "reforma" emerytalna i opóźnianie czasu przyznania emerytury (w celu ograniczenia liczby osób, którzy dożyją emerytury; kolejnym etapem "reformy" emerytalnej będzie wydłużenie czasu pracy do 115 lat - to zapewni sprawne działanie systemu ZUS).
        • teczowa-szmata Re: Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustr 14.05.12, 17:33
          Gość portalu: jml13060 napisał(a): Czas - młod
          > zi ludzie w znacznym procencie populacji zamiast iść do pracy w wieku 16-18 lat
          > sobie balanguja do 30'ki i jeszcze dłużej udając uczenie się, studiowanie

          ale mamy więcej "wykształconych" ludzi niż za komuny
          Nie
          > składają się na ZUS. Przez to ta cała "reforma" emerytalna i opóźnianie czasu
          > przyznania emerytury (w celu ograniczenia liczby osób, którzy dożyją emerytury;
          > kolejnym etapem "reformy" emerytalnej będzie wydłużenie czasu pracy do 115 lat
          > - to zapewni sprawne działanie systemu ZUS).
          oby nie wzięli sobie tego do serca
    • Gość: absolwent74 Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustratów IP: *.dynamic.chello.pl 14.05.12, 10:52
      Pracując ukończyłem 2 wyższe uczelnie państwowe (PW i UW) w W-wie. Do tej pory większość studentów nie może dorównać do mojego poziomu intelektualnego. Nie piszę tego by się chełpić , ale aby uzmysłowić decydentom o ,,miałkości" prowadzonej polityki edukacyjnej społeczeństwa. Gwałtowny wzrost ilości -po 1989 roku- nader słabych merytorycznie (tylko z nazwy) wyższych uczelni, spowodował bylejakość poziomu nauczania, który zatrzymał się na poziomie szkoły średniej. Szkoda tych młodych ludzi,marnowania czasu i ich pieniędzy (którymi ponapychali ,,kabzy" cynicznym edukacyjnym cwaniakom). Rząd -po przejściu emerytalnej ,,burzy"- powiniem pilnie zabrać się za ścisłą weryfikację (eliminację) tych pseudouczelni!!! Tylko tak unikniemy traumy wielu młodym ludziom!!
      • Gość: foksterierka Re: Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustr IP: *.dynamic.chello.pl 14.05.12, 11:21
        O Wielki Intelekcie, Twój komentarz to same nadęte zdania, a prawie w każdym obrzydliwy błąd. Nie wymieniam żeby "Tobie uniknąć traumy"..
    • Gość: PoUP Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustratów IP: 81.219.145.* 14.05.12, 10:54
      Zgadzam sie w 100%. Jak zaczynalem studia na kierunku jezykowym (na tej uczelni) to bylo nas 80 osob (!). Do konca dotrwalo 40 a i tak uwazam, ze przynajmniej o 20 za duzo.
      75% tak zwanych "studentow" to zbierania: odpadow z egazminiow wstepnych na inne uczelnie (UP, wtedy AP, zawsze rekrutowala pozniej niz UJ - z oczywistych wzgledow), maturzystow po klasach o profilu humanistycznym, ktorzy nie mieli pomyslu co ze soba zrobic, a "jakies studia przeciez trezba skonczyc", ludzi bez zadnych pasji (przynjamniej do wybranej na studiach dziedziny), nielubiacych sie uczyc jezykow - bardzo wielu nie balo sie przyznawac do tego na glos i na koniec roszczeniowo nastawionych wobec swiata.
      Jaki poziom mialy prezentowac studia jesli brakowalo minimalnego wysilku i zaangazowania ze strony wiekszosci "sluchaczy". Wybralem ten kierunek z milosci do kultury i jezyka i wspomniam ten czas nauki najlepiej ze wszytskich lat, ale szlag mnie trafial, jak np na zajeciach walkowalismy stary tenmta, albo wspolnie robilismy cwiczenia, ktore mialy byc praca samodzielna w domu, bo wiekszosc byla nie przygotowana do zajec i nie miala pojecia o czym mowa... Gosc powienie wyprosic to grono z zajec, tymczasem, szkolnym zwyczajem, odrabialismy zadanie domowe na wykladzie (!!!)... gawiedz zadowolona, pan doktor rowniez, bo obeszlo sie bez burzy.
      Jestem z wyzu demograficznego, uczelnia miala wtedy niepowtarzala okazje wybierac wsrod najpelszych, stawiac wyzsze wymagania, przykrecac srube i ratowac wizerunek. Taki byl tez poczatkowy zamiar, niestety szybko padl pod ciezarem prozy akademickiego zycia i sily przebicia pseudo studentow.
      Nie wiem jaki poziom prezentuje ta uczelnia w tej chwili, ale patrzac na dzisiejszych maturzystow, ich dojrzalosc intelektualna i spoleczna, nie sadze, by byl wyzszy. Jesli wladze AP szybko nie zmodernizuja tej uczelni to czesc z jej kierunkow (glownie humanistycznych) zrowna sie jakoscia ze studiami podyplomowymi. Kilka lat po AP konczylem jedne z takich i moim zdaniem odleglosc jest zasmucajaco mala.
    • Gość: jonatan Re: Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustr IP: *.chemn.zut.edu.pl 14.05.12, 10:54
      Do Pani dr Antoniny Sebest
      Pani Doktor, mówiąc o zbyt dużej liczbie uczelni powinna pani się zastanowić, dlaczego na przykład w samym Krakowie jest Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Pedagogiczny. Czy nie może być wydział pedagogiczny na UJ? Po co mnożyć kadrę i biurokrację. Dalej, dlaczego w Krakowie jest AGH i Politechnika? Przecież to są uczelnie techniczne o tym samym profilu, ambicje nie pozwalają się połączyć? Są miasta gdzie myśli się bardziej logicznie, na przykład w Szczecinie połączono Politechikę Szczeccińska z Akademią Rolniczą, powstał Zachodnipomorski Uniwersytet Technologiczny, silniejsza uczelnia, o większej ofercie kształcenia i większym potencjale naukowym. Wszędzie w kraju przemianowno Akademie Rolniczne na Uniwersytety Przyrodnicze, Akademie Ekonomiczne na Uniwersytety Ekonomiczne (za wyjątkiem Warszawy), Akademie Pedagogiczne na Uniwersytety Pedagogiczne i to w miastach w których od lat są Uniwersytety. Dlaczego nie łączy się uczelni, skoro jest niż demograficzny i coraz mniej pieniędzy w budżecie państwa na naukę i oświatę? Odnośnie prywatnych tzw."uczelni" to w pełni sie z panią zgadzam. To są miejsca gdzie pracownicy państwowych uczelni na drugim etacie chałturzą, zbijają kasę, a dyplom? No cóż, będziesz płacił czesne to i dyplom dostaniesz. Pozdr.
      • tanczacy.z.myslami Zmiany akademii na uniwerstytety to kosmetyka 14.05.12, 11:26
        Gość portalu: jonatan napisał(a):

        > Wszędzie w kraju przemianowno Akademie Rolniczne na
        > Uniwersytety Przyrodnicze, Akademie Ekonomiczne na Uniwersytety Ekonomiczne
        > (za wyjątkiem Warszawy), Akademie Pedagogiczne na Uniwersytety Pedagogiczne
        > i to w miastach w których od lat są Uniwersytety.

        Ale to tylko przemianowania czyli zmiany nazewnictwa. Podobno przeprowadzono taką "unifikację" ponieważ na zachodzie jako uniwersytety liczą się tylko uczelnie mające "Uniwersytet" w nazwie, a akademie (Medyczne, Muzyczne itp) już nie, choć u nas są przecież równoważne uniwersytetom - prócz salonu kosmetycznego "Akademii Paznokcia", który rzucił mi się w oczy na jakimś szyldzie reklamowym. :)
        • Gość: Zdegustowana Prawda IP: *.elisa-laajakaista.fi 14.05.12, 13:01
          Zmiana nazw rzeczywiscie byla zwiazana z "unifikacja". Na Zachodzie np. politechnika to taki gorszy uniwersytet, a nie uczelnia techniczna. Zwykle sa one na szarym koncu swiatowych rankingow. Musze jednak przyznac, ze znam absolwentow takich politechnik, ktorzy sa duzo zdolniejsi od studentow wysoko notowanych uniwersytetow i byli w stanie dostac bardzo dobra prace po skonczeniu owych politechnik.
          Co do uwag pani profesor- wszystko prawda, i to, ze wiele uczelni produkuje tasmowo magistrow posledniej jakosci, jak i to, ze sa oni- paradoksalnie- preferowani na rynku pracy. I to nie tylko lokalnym. Powody dlaczego tak sie dzieje tez zreszta pani profesor podala, w zasadzie nie ma czego dodawac, najwazniejsze zostalo powiedziane.
      • Gość: PoUP Re: Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustr IP: 81.219.145.* 14.05.12, 12:09
        Podobne pytanie zadalem promotorce mojej pracy magisterskiej, kiedy okazalo sie, ze nie mozna na tej uczelni (UP - jeden z kierunkow filologicznych) robic doktoratu z zakresu metodyki dydaktyki jezykowej, bo instytut ma kompleksy wobec UJ i preferuje katedre jezykoznawstwa.
        Mialem pomysl na prace, ktora mogla miec praktyczne i wspolczesne zastosowanie i bylaby jak najbardziej zgodna z profilem uczelni i zapleczem naukowym jakie posiada, ale nistety "nie udalo sie". Przemila pani promotor probowala mnie przekonac do zmiany zainteresowan tlumaczac, ze uczelnia potrzebuje ambitnych studentow, ktorzy zbuduja mlody zespol naukowy, tylko moje pytanie brzmialo "po co?" ... co taki zespol ma do zaoferowania przede wszystkim spoleczenstwu, a nie tylko uczelni?
        Zycie akademckie toczy sie w oderwaniu od zycia poza Uniwersytetem, autentyczna nauka (nie - uczenie sie) na wiekszosci uczelni mniej prestizowych jest fikcja, a grono naukowe wydaje sie byc calkiem usatysfakcjonowane tym stanem rzeczy.
        • Gość: kowalski Re: Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.12, 22:39
          sam ujot jest marniutki...
          • Gość: Gosc Re: Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustr IP: *.play-internet.pl 15.05.12, 09:07
            Nie oszukujmy sie - w skali swiatowej czy nawet `tylko` europejskiej UJ to uczelnia drugorzedna, na poziomie przecietnego amerykanskiego uniwersytetu stanowego z jakiejs tam Oklahomy czy innej Dakoty, a wiec praktycznie nic nie wnoszaca do rozwoju nauki...
    • Gość: miki Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustratów IP: *.wroclaw.vectranet.pl 14.05.12, 10:59
      Zaczyna mnie wkurzać wysyp "światłych opinii". Gdzie nie spojrzę tam jakaś kolejna doktorzyna wygłasza światłe poglądy na temat stanu polskich uczelni. WIEMY JAKI JEST. Nie potrzeba parcia na szkło kolejnych niedorobionych naukowców, którym kończy się branie pieniędzy za nic i muszą coś z tym fantem zrobić, więc z nagła się robią opiniotwórczy. Wygłaszają tezy, łamią ręce i leją łzy.

      Tylko jakoś do tej pory NIKT niczego nie zaproponował. Ale profesory, doktory i inne dziwaki przerzucają sie w kolejnych: felietonach, wywiadach, mowach, referatach i cholera wie w czym jeszcze. A media maja pożywkę dla tłumu... I tak sobie bijemy pianę, przerywając kolejną plagiatową aferą....
      • Gość: Gosc Pogram naprawy IP: *.180.70.222.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 14.05.12, 17:26
        Nikt niczego nie zaprponowal? Czyzby?
        Zapraszam wec tu: static.t-code.pl/Keller-Reforma03B.pdf
        Co należy zrobić, aby powstrzymać dalszy upadek polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego? W wielkim skrócie proponuję, aby:
        1. Zlikwidować dożywotnie, belwederskie profesury, jako relikt (przeżytek) feudalizmu i lat PRLu, gdyż po ich nadaniu nie ma już żadnej motywacji do dalszego rozwoju naukowego (zapewniona praca a później wysoka emerytura). Likwidacja obecnej procedury nadawania tytułu profesora przez Prezydenta RP jest niezbędna, gdyż jest tytuł ten wyraźnym przeżytkiem feudalno-„komunistycznym”. Nigdzie bowiem na swiecie, gdzie nauka stoi wysoko, nie ma dożywotnich, państwowych tytułów profesorskich. To właśnie ci „belwederscy” profesorzy są głównymi winnymi zapaści polskiej nauki. Taka profesura to zresztą przeżytek, jak to już napisałem, feudalno-„komunistyczny”. Zniechęca ona do dalszej pracy nad sobą, a zachęca tylko do nieróbstwa, gdyż taki profesor to dziś istna “święta krowa”, a na takowe nie ma po prostu miejsca w nowoczesnym państwie.
        2. Zlikwidować habilitację, jako niekompatybilną ze standardami światowej nauki i uniemożliwiającą zatrudnienie w Polsce najlepszych uczonych, w tym także Noblistów, a jednocześnie postuluję aby zweryfikować uprzednio nadane doktoraty i podwyższyć wymogi ich uzyskiwania. Innymi słowy, habilitacja powinna zostać zastąpiona międzynarodowym konkursem na stanowisko profesora nadzwyczajnego bądź docenta (Żylicz 2004 str. 677). Wymaga to oczywiście wyższych wymogów przy nadawaniu stopnia doktora. Jest tu więc miejsce co najmniej jedną zagraniczną recenzję, obowiązek publikacji w czasopiśmie o obiegu światowym itp. Nie ma co się też martwić spodziewanym spadkiem ilości doktoratów, wywołanym owymi zwiększonymi wymogami, gdyż lepiej jest mieć w Polsce kilkadziesiąt doktoratów na rok, ale dobrych, niż, jak dziś, tysiące, ale w praktyce (na ogół) nic nie wartych. Warto tu też wspomnieć, iż według danych MNiSW, aż 64% osób uzyskuje w Polsce stopień doktora habilitowanego po ukończeniu 45 roku życia. Jest kolejny silny argument za zniesieniem habilitacji. Pamiętajmy bowiem, iż przeciętny polski uczony, zanim osiągnie samodzielność, to swój najbardziej twórczy okres ma już dawno za sobą.
        3. Znieść wymóg nostryfikacji zagranicznych dyplomów akademickich, a szczególnie doktoratów, czyli inaczej nie uznawać dyplomów z podejrzanych wyższych uczelni (np. ze Słowacji czy Libii), choćby nawet były one unijne, gdyż przedstawiają one (w olbrzymiej większości) wręcz żałosny poziom, natomiast uznawać, ze względu na ich wysoką jakość, dyplomy czołowych uczelni świata, niezależnie od kraju, w którym zostały one uzyskane. Przykładowo: w Polsce nie uznaje się dziś doktoratu z nauk politycznych z Monash University w Melbourne, który to uniwersytet jest na 25 miejscu światowej listy THES jeśli chodzi o nauki społeczne. Wypadałoby by natomiast przestać wreszcie uznawać doktoraty z Libii i habilitacje ze Słowacji. Umiędzynarodowienie uczelni i nauki jest bowiem niezbędnym warunkiem ich dalszego rozwoju. Zniesienie wymogu nostryfikacji dyplomów jest wręcz niezbędne, gdyż zamyka ona sztucznie dostęp do polskiego rynku pracy, szczególnie, jeśli chodzi o absolwentów czołowych wyższych uczelni świata. Co smutniejsze to fakt, iż zatrudnia się dziś w Polsce na państwowych wyższych uczelniach cudzoziemców, a dla Polaków z zachodnimi doktorami to już w Polsce pracy nie ma, gdyż widziani są oni jako niebezpieczni konkurenci. Przykładowo: autor tego opracowania ma australijski doktorat (PhD), który nie jest jednak uznawany w Polsce, a więc pracy musiał on poszukać za granica, czyli na zachodzie Europy, gdyż tam uznają automatycznie australijskie doktoraty. Tak więc Polak z australijskim doktoratem mieszka, pracuje i płaci podatki na zachodzie Europy a nie w Polsce, a jego dorobek naukowy liczy się do dorobku kraju, w którym mieszka, a nie do dorobku nauki polskiej. Czy ma to jakikolwiek sens?
        4. Umiędzynarodowić polskie wyższe uczelnie i polska naukę, między innymi poprzez wprowadzenie uczciwych, otwartych konkursów na stanowiska od asystenta do profesora, w których jury składałoby się conajmniej w połowie z cudzoziemców, wylosowanych przez komputer z puli ekspertów (na to musza się znaleźć fundusze) po to, aby na polskich wyższych uczelniach pracowali najlepsi naukowcy, a nie, jak dziś, naukowcy z najlepszymi znajomościami. Proponowany przez Minister Kudrycką, w jej projekcie reformy, wymóg posiadania 5 lat pracy na stanowisku kierowniczym i wypromowania co najmniej jednego doktora skutecznie zamyka drogę cudzoziemcom i Polakom z zagranicy na polskie wyższe uczelnie, co wyraźnie pokazuje, iż projekt ministerialny jest wyraźnie przeciwko umiędzynarodowieniu polskiej nauki. Autorzy Raportu o Kapitale Intelektualnym Polski (2008) wyraźnie przecież twierdzą, iż:
        Z kolei większej wymianie międzynarodowej kadry akademickiej nie sprzyja – niekompatybilny z zagranicznymi – polski model kariery naukowej, co objawia się np. przypadkami deprecjonowania tytułów i doświadczeń naukowych zdobytych w innych krajach europejskich. Zbyt skomplikowane są wciąż procedury przyjazdowe dla studentów i pracowników naukowych z zagranicy. Brak sprzyjających regulacji ułatwiających legalizację pobytu i możliwość pracy dla zagranicznych studentów i nauczycieli spoza krajów UE to z pewnością kolejne wyzwanie stojące przed polskim systemem edukacyjnym.” (str. 82).
        5. Nauczyciele akademiccy (w tym obywatele innych krajów) powinni być zatrudniani w Polsce na podstawie międzynarodowego konkursu. Jeśli, o czym już pisałem, pozbędziemy się z polskich państwowych wyższych uczelni studentów, którzy nie nadają się na studia i tej całej masy obecnie tam zatrudnionych pseudouczonych, to starczy pieniędzy na zatrudnienie prawdziwych uczonych, w tym nawet światowej klasy, co jest niezbędnym warunkiem poprawienia międzynarodowej pozycji polskiej nauki. Skład komisji konkursowych powinien być zaś zdecydowanie międzynarodowy. Wprowadzenie tego systemu wymaga więc spójnych procedur nostryfikacji dyplomów, bądź tez, idealnie, odejścia od tego, mocno już dziś przestarzałego wymogu.
        6. Tam, gdzie jest to możliwe, wprowadzić zasadę, iż wykłady i seminaria powinny odbywać się w języku angielskim, aby umożliwić studiowanie w Polsce osobom nieznającym naszego języka (obecnie mamy w Polsce, według danych MNiSW, tylko 0,6% studentów obcokrajowców), oraz poprawić znajomość angielskiego, tej współczesnej łaciny, wśród polskich studentów i naukowców.
        7. Przestać wymagać od kandydatów na samodzielne stanowiska habilitacji, gdyż w ten sposób odcinamy się od świata, gdzie na czołowych uczelniach wyższych nie ma przecież ani doktorów habilitowanych ani tez dożywotnich profesorów z prezydenckiej nominacji. Niestety, ale konkursy na stanowiska nauczycieli akademickich, jak tez i ocena ich pracy, są dziś w Polsce fikcją. Standardem są ustawiane konkursy, które prowadzą w naturalny sposób do upadku polskiej nauki i polskich wyższych uczelni, który to upadek widać dziś w Polsce tzw. gołym okiem. Aby uniknąć takiej sytuacji, proponuje więc następujące rozwiązania:
         Po pierwsze publiczna samo-prezentacja kandydatów, czyli coś na wzór publicznej obrony doktoratu.
         Po drugie komisja oceniająca kandydatów powinna być wieloosobowa, w tym co najmniej 50% jej składu powinno być z zagranicy, z uczelni będących w światowych bądź europejskich rankingach na pozycjach nie gorszych niż uczelnia, która ogłasza ten konkurs.
         Oraz po trzecie to powinny być jasne i czytelne procedury odwoławcze, podobne jak w przypadku przetargów np. na budowę dróg czy mostów.
        • Gość: Gosc Re: Pogram naprawy - c.d. IP: *.180.70.222.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 14.05.12, 17:29
          8. Wprowadzić zasadę, iż na jednej uczelni otrzymuje się dyplomy licencjata i magistra, na drugiej się doktoryzuje a na trzeciej pracuje i zostaje profesorem. Innymi słowy bezwzględnie obowiązywać powinna w Polsce conajmniej 6-8 letnia karencja na zatrudnianie na stanowiskach profesorskich osób, które w tej samej uczelni uzyskały stopień magistra bądź doktora, gdyż inaczej grozi nam w dalszym ciągu „wsobny chów naukowców”, co, jak wiadomo, prowadzi do ostrej patologii, tak dziś powszechnej na polskich wyższych uczelniach.
          9. Wprowadzić zasadę, iż nie mogą pracować na tym samym wydziale osoby spokrewnione bądź też spowinowacone ze sobą (także de facto), gdyż inaczej pozwalamy na tworzenie się tzw. rodzinnych katedr, które są oczywista patologią polskiego szkolnictwa wyższego.
          10. Wprowadzić zasadę, aby wykładowcami na kierunkach technicznych były (szczególnie na stanowiskach profesorskich) osoby posiadające aktualne uprawnienia zawodowe z danej dziedziny, gdyż tylko osoba posiadająca aktualną praktykę w swym zawodzie może skutecznie i poprawnie formować przyszłych inżynierów. Mamy tu zresztą bardzo bliską analogię z medycyną, gdzie nie jest do pomyślenia, aby przyszłych medyków uczyły przedmiotów specjalistycznych osoby niemające uprawnień do wykonywania zawodu lekarza.
          11. Zlikwidować siatkę płac i pensum dydaktyczne, jako przeżytek z epoki PRLu, a w zamian wprowadzić systemy rzetelnej oceny osiągnięć dydaktycznych (w tym oceny dokonywanej przez studentów) i naukowych, aby dobra praca była dobrze wynagradzana.
          12. Ponieważ w kapitalizmie (gospodarce rynkowej) płaci się za wyniki pracy, a nie za dobre chęci, to należy urealnić zarobki w sektorze polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego. Polski robotnik z fabryki Fiata, VW czy Opla może dziś wymagać, aby płacono mu to samo co się płaci podobnemu robotnikowi na Zachodzie, bowiem wytarza on produkt zachodniej jakości i ma tę samą, jak nie wyższą, wydajność pracy, w porównaniu do jego zachodniego kolegi. Jednakże polski naukowiec, który wytwarza znacznie gorszy produkt niż jego zachodni kolega, zasługuje tym samym na znacznie niższą płacę niż pracownik zachodniego uniwersytetu. Szczegóły odnośnie wynagrodzeń polskich naukowców są do dyskusji, ale nie ulega wątpliwości, iż płace podstawowe (czyli niezależne od efektów pracy) są generalnie w Polsce zbyt wysokie w sektorze nauki i szkolnictwa wyższego, szczególnie dla profesury.
          13. Wprowadzić zasadę, iż uczelnią zarządza jej prezydent będący zawodowym menedżerem albo ekonomistą, a nie profesor wybrany w plebiscycie popularności (czy też w swoistym „konkursie piękności”), który często podczas wyborów nie wahał się głosić najbardziej populistycznych haseł wyborczych, a po swym wyborze będzie przede wszystkim starać się zapewnić zachowanie bezpiecznego dla wszystkich interesariuszy status quo, gdyż umie on jedynie zarządzać uczelnią jak swoistą „socjalistyczną spółdzielnią pracy”.
          14. Zmienić system zarządzania uczelniami. Oprócz wspomnianej już zasady iż uczelnią zarządzać powinien prezydent będący zawodowym menedżerem albo ekonomistą, to rektor wyższej uczelni publicznej (czyli osoba odpowiedzialna tamże za działalność naukową i dydaktyczną) powinien być powoływany i odwoływany przez radę powierniczą, w skład której, poza prezydentem uczelni i delegatami jej pracowników i studentów, wchodziliby także przedstawiciele ministerstwa właściwego dla szkolnictwa wyższego oraz przedstawiciele środowiska naukowego i gospodarczego danego regionu.
          15. Wprowadzić w Polsce jako prawo, w celu uzdrowienia procesu rekrutacji na stanowiska naukowe i dydaktyczne oraz dostosowania go do najlepszych światowych standardów, Europejska Kartę Naukowca oraz Kodeks Postępowania przy Rekrutacji Pracowników Naukowych:
          ec.europa.eu/eracareers/pdf/am509774CEE_EN_E4.pdf
          Wersja polska:
          64.233.183.132/search?q=cache:lXz9qRRQ4OUJ:europa.eu/eracareers/pdf/kina21620b8c_pl.pdf+karta+naukowca&hl=pl&ct=clnk&cd=1&gl=pl
          16. Wprowadzić bardzo ostre ograniczenia w wieloetatowości, gdyż nie jest fizycznie możliwe prowadzenie wysokiej jakości działalności naukowej i dydaktycznej na więcej niż jednej uczelni i na więcej niż jednym etacie. Nie ulega też chyba wątpliwości, iż osoby pełniące jakiegokolwiek funkcje na wyższej uczelni (czy też w instytucie naukowo-badawczym) nie mogą pracować więcej niż na jednym etacie, stąd też mój postulat ustawowego zakazania jakiegokolwiek dodatkowego zatrudnienia (w tym też w ramach umów cywilnoprawnych) dla kierowników zakładów i katedr, dziekanów i prodziekanów, rektorów i prorektorów oraz dyrektorów instytutów.
          17. Zlikwidować autonomię uczelni państwowych, gdyż są one finansowane przez podatników, a więc przed podatnikami muszą one odpowiadać. Obecna autonomia polskich wyższych uczelni oparta jest bowiem na tzw. modelu humboldtowskim, dającym dużą autonomię szkołom wyższym, ale autonomia ta służy dziś, szczególnie w Polsce, bardziej interesom profesury i gwarancjom zatrudnienia pracowników naukowych niż obronie wolności akademickiej, której współcześnie to przecież właściwie nic już nie zagraża. Autonomia wyższych uczelni doprowadziła więc w Polsce do eksplozji na nich korupcji i kumoterstwa. Te dwa obrzydliwe zjawiska są skutkiem demoralizacji środowisk, w których one występują i zostały wzmocnione właśnie autonomią państwowych wyższych uczelni. Autonomia instytucji finansowanych przez skarb państwa (czyli podatników) prowadzi zawsze, szczególnie w nauce, do korupcji i kumoterstwa, gdyż wtedy ci, którzy finansują naukę, nie maja wpływu na to, co się w niej dzieje. A tymczasem nauka, dla całości społeczeństwa, nie jest celem, a tylko środkiem osiągnięcia różnych celów społecznych, o czym polscy naukowcy zdają się dziś zapominać. Likwidacja autonomii PANu i wyższych uczelni jest więc w Polsce konieczna, gdyż, jak to już pisałem, maja one służyć nie sobie i swemu kierownictwu, jak to się dziś dzieje w Polsce, a tym, którzy finansują tą naukę, czyli całemu społeczeństwu. W instytucjach nieautonomicznych ciągle wychodzą na jaw przeróżne afery, a w nauce nie, gdyż w polskiej nauce korupcja i kumoterstwo osiągnęły dziś takie rozmiary, ze jedyną radą na ich usunięcie jest niemalże totalna wymiana kadr, a szczególnie kadr kierowniczych. Urzędnik mianowany przez ministerstwo będzie się bowiem bardziej kierować dobrem państwa, niż partykularnym dobrem konkretnej uczelni. Jeśli będzie trzeba, to zamknie ją, a nie będzie marnować pieniędzy podatników, tak, jak to dziś robią obecni rektorzy pochodzący z wyboru pracowników uczelni.
          18. Wprowadzić zasadę, iż wszelkie fundusze na badania powinny być w formie kredytu który poręcza uczelnia, aby można było później rozliczyć beneficjentów tychże funduszy z efektów ich pracy.
          • Gość: Gosc Re: Pogram naprawy - c.d. IP: *.180.70.222.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 14.05.12, 17:31
            19. Ograniczyć finansowanie nauki z budżetu, ze względu na skandalicznie wręcz niską efektywność wykorzystania funduszy przeznaczonych w budżecie państwa na naukę i szkolnictwo wyższe. Pomogłoby to zmniejszyć deficyt budżetu a więc i dług publiczny oraz uaktywnić naukowców i zbliżyć ich do praktyki, gdyż zostali by oni w ten sposób zmuszeni do szukania funduszy w sektorze prywatnym a więc też i do przekierunkowania swych badań w stronę oczekiwań społecznych.
            20. Wprowadzić zasadę, iż uniwersytety oraz ich pracownicy powinni konkurować ze sobą nie tylko o fundusze, ale także w zakresie proponowania innowacyjnej dydaktyki i być za to oceniani, (nagradzani, etc.), ale równocześnie ta działalność powinna być oddzielona finansowo od ich działalności badawczej.
            21. Zróżnicować wyraźnie szkoły wyższe na akademickie i zawodowe oraz skomasować uczelnie na poziomie akademickim. W Polsce jest dziś miejsce na nie więcej niż kilka dużych uniwersytetów, obejmujących także obecne politechniki, akademie (uniwersytety) medyczne, rolne, ekonomiczne i pedagogiczne. Tylko duże uniwersytety są bowiem w stanie być konkurencyjne w skali europejskiej i światowej. Ambicje profesorów chcących być rektorami nie powinny stać na przeszkodzie rozwoju polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego. Przykładowo, w Warszawie docelowo powinna istnieć tylko jedna, bardzo silna, państwowa wyższa uczelnia, zwana dalej Uniwersytetem Warszawskim, w skład której mogłyby wejść: obecny Uniwersytet, Politechnika, SGH, Akademia Medyczna i SGGW. Chodzi tu jednak nie tyle o łączenie uczelni, ale o to, aby znieść podziały na wąskie kierunki, i wprowadzić tylko szeroko pojęte “makrodziedziny”, takie jak np. nauki ściśle, techniczne, medyczne, społeczne i tzw. humanistykę. Należy się też zastanowić, jaki sens mają dziś słabe uniwersytety w średniej wielkości miastach RP, takich jak np. Białystok, Olsztyn, Opole, Rzeszów czy Zielona Góra? Moim zdaniem to żaden. Wystarczą przecież całkiem dobre uniwersytety w sąsiednich dużych miastach: Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Katowicach czy Krakowie.
            22. Zlikwidować PAN (dyrekcję, a nie instytuty, które powinny być połączone z uczelniami wyższymi), też jako relikt feudalizmu i PRLu, niemający racji bytu w realiach XXI wieku i gospodarki rynkowej.
            23. Skomasować fundusze przeznaczane na naukę: zamiast rozpraszać owe fundusze na finansowanie małych, nieefektywnych ekonomicznie i niekonkurencyjnych laboratoriów, przeznaczyć je na udział Polski w takich instytucjach międzynarodowych jak CERN czy ESA, gdyż inaczej to nawet te skromne fundusze, które przeznaczamy dziś na naukę, są po prostu marnowane.
            24. Popierać interdyscyplinarność kształcenia i badań, gdyż bez niej czeka nas dalszy zastój i w konsekwencji całkowity upadek polskiej nauki.
            25. Należy też radykalnie obniżyć ilość studentów na uczelniach państwowych, jako iż powszechność edukacji na szczeblu akademickim oraz zasada równego dostępu do kształcenia na tymże wyższym poziome jest utopią i automatycznie doprowadza do obniżenia poziomu nauczania (Thieme 2009). Dlatego tez, między innymi, proponuję znaczne podniesienie poziomu trudności matur i niezależnie od tego przywrócenie egzaminów wstępnych. Należałoby także ograniczyć drastycznie ilość studentów na zasadzie: kierunki ściśle i techniczne 1 doktor na 10 studentów, a kierunki humanistyczne 1 doktor na 20 studentów. Inaczej to będzie, tak jak dziś, parodia studiów wyższych, a nie prawdziwe, dogłębne studia. Tabela 2 pokazuje dość wyraźnie, iż obecnie w Polsce mamy nadmiar studentów, gdyż mamy podobny odsetek studentów co Japonia, przy znacznie mniejszej, mniej nowoczesnej, mniej innowacyjnej (patrz. Tab. 3, 4 i 5) i znacznie mniej rozwiniętej gospodarce.
            26. W nauce powinna działać „zasada merytorycznej selekcji”, czyli że najlepsze wykształcenie powinni otrzymywać najzdolniejsi i najlepiej umotywowani, a nie najlepiej urodzeni. Stąd też kandydat na studia, po zdaniu egzaminu wstępnego (który trzeba znów wprowadzić, aby uniknąć przypadkowych wyborów kierunku studiów) powinien otrzymywać bon edukacyjny, który pozwoli na to, że fundusze na nauczanie będą szły za studentem, a nie będą rozdzielane, jak dziś, arbitralnie. W tym celu należałoby też prowadzić zasadę, iż każdy, kto zda państwowy konkursowy egzamin wstępny na studia wyższe, powinien otrzymać automatycznie stypendium, aby stać go było na studia i powinien mieć też taki kandydat możliwość wyboru uczelni Jeśli na daną uczelnie będzie zaś więcej chętnych niż miejsc, to dostaną się na nią najlepsi z najlepszych, a reszta będzie musiała iść na inne uczelnie bądź też nawet studiować za granica (za to państwowe stypendium w formie bonu edukacyjnego).
            27. Odstąpić od jednolitego państwowego dyplomu licencjackiego i magisterskiego a wprowadzić na ich miejsce dyplomy uczelniane i egzaminy państwowe, obowiązkowe jednak tylko dla lekarzy, prawników, księgowych i inżynierów. Owe państwowe egzaminy powinny być składane przed państwowa komisja, niezależną od uczelni, a wiec złożoną z osób niepracujących na polskich wyższych uczelniach.
            28. W celu obiektywnej oceny jakość kształcenia, należałoby przeprowadzać systematyczne badania mające wykazać ile czasu zajmuje absolwentom danej uczeni i kierunku znalezienie pracy, ile zarabiają oni po roku, 2 i 3 po ukończeniu studiów, i jak są oni porównywani z absolwentami innych uczelni.
            29. Przestać ciągle mówić o reformie nauki i szkolnictwa wyższego, a zacząć ją wreszcie wdrażać! Myślę, iż to ostatnie to chyba nie wymaga komentarza, niemniej przypominam, iż w przeciwnym wypadku, nawet najlepsze polskie uniwersytety, takie jak UW czy UJ albo SGH, nadal znajdować się będą na końcu światowych rankingów (albo też poza nimi), a pozostałe polskie wyższe uczelnie nie będą miały nawet najmniejszej szansy na międzynarodowe uznanie.
            lech.keller@gmail.com
            • Gość: miki Re: Pogram naprawy - c.d. IP: *.wroclaw.vectranet.pl 14.05.12, 18:44
              Ciekawe Wpisy, bardzo dziekuję, a jednak mimo wszystko będę się upierać : NIKT NICZEGO NIE ZAPROPONOWAŁ. To, o czym Pan pisze - znowu jest diagnozą, przewrotnie. Bardzo zgrabnie (w dodatku rzeczowo i bez emocji) zawarł Pan w Swoich Wpisach wszystko to, co nalezy zmienić.

              Ale... Pytanie brzmi - JAK? oraz KTO? ... miałby to zrobić... Gdyby chcieć wprowadzić w życie powyższe punkty - toż to będzie rewolucja. I słusznie, powinna być, w stanie jaki mamy obecnie. Pytanie - KTO ma to zrobić? Czy ktokolwiek z tych Państwa od wywiadów, referatów i wystąpień pokusil sie o bodaj krótkie stwierdzenie "Zrobimy tyle i tyle (może być mało), w wymiarze naszej uczelni (a niechże, od czegoś trzeba zacząć), ale ZROBIMY" ??

              Niestety. NIKT.
              Pozdrawiam serdecznie,
              • Gość: Gosc Re: Pogram naprawy - c.d. IP: *.play-internet.pl 15.05.12, 09:00
                Ja przedstawilem program naprawy (wlasciwie ratowania) polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyzszego, a jedyna jego alternatywa jest kompletny upadek polskiego szkolnictwa wyzszego, gdyz kiedy pracodawcy przestana de facto uznawac dyplomy polskich wyzszych uczelni, to Polacy zaczna studiowac za granica, a wiec polskie wyzsze uczelnie straca studentow, a co za tym idzie sens swwgo istniena, a wiec tez i dofinanansowanie z budzetu, a wiec ich kadra `naukowa` straci prace, co bedzie zreszta oczywistym dobrodziejstwem dla budzetu i podatnikow
                A KTO ma to zrobic? Oczywiscie rzad RP. Jesli zas tego nie zrobi to tez bedzie dobrze, gdyz polskie szkoly wyzsze umra wtedy smiercia naturalna - po prostu nikt nie bedzie chcial na nich studiowac, gdyz nikt z pracodawcow nie bedzie uznawac dyplomow przez nie wydanych.
                Pozdrawiam!
                lech.keller@gmail.com
    • Gość: rozsądna Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustratów IP: 212.203.98.* 14.05.12, 11:10
      Ludzie o czym Wy mówicie, przecież te wszystkie prywatne uczelnie to genialny pomysł na zabieranie biednym i napychanie kieszeni cwaniakom, typu Balcerowicz, wszystkie "prezydenty", "doradcy" . To przecież to towarzystwo wzajemnej adoracji , płacenie po kilaknaście tysięcy za wykład , komuś tylko dlatego że jest wysoko postawiony prowadzi do spadku poziomu edukacji . Ludziom się wmawia, ze jak skończy byle studia to będzie zarabiał krocie. Tak więc znowu biedota składa się na "wielkich" i moznych tego świata.
    • Gość: behemot Re: Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustr IP: *.aster.pl 14.05.12, 11:13
      Czy pani doktor naprawdę nie wie na jakiej uczelni pracuje - czy tylko udaje? Można zastanowić się nad potrzebą istnienia takiego tworu jak "Uniwersytet Pedagogiczny", zresztą obecnie oferujący głównie niepedagogiczne kierunki - i będący - parafrazując panią doktor - "ksero uniwersytetem" poważniejszych uczelni z UJ na czele, z niższymi wymaganiami dla potencjalnych studentów. Oferującym kierunki, na które popyt, także na poziomie nauczycielskim - z powodzeniem może zaspokoić UJ (np. biologia, historia, geografia).
      Ale nie to nawet jest najistotniejsze - UP od lat prowadzi rozbudowaną siatkę "ośrodków zamiejscowych" w co drugim mieście powiatowym w Małopolsce, min. w Limanowej, Proszowicach, Myślenicach (wiadomo, to niezwykle odległy od Krakowa ośrodek...), prowadząc tam nabór oczywiście na najbardziej "potrzebne" kierunki (np. politologia w Limanowej!). Wzmianka o tym w liście się nie pojawia. Czy pani doktor o tym nie wie? Czy też wie i tego typu obniżanie standardów jej nie przeszkadza (a może sama prowadzi zajęcia w którymś z ośrodków). I jedno i drugie nie najlepiej świadczyłoby o długoletnim wykładowcy akademickim.
    • q-ku to dlaczego pani doktor daje te wpisy?? 14.05.12, 11:15
      "studiują tylko nieliczni, większość odsiaduje zajęcia, "zdobywa wpisy""

      i co - pani doktor na to narzeka? A czemu pani im zalicza przedmiot?? Nieukom?
      • Gość: gosc Re: to dlaczego pani doktor daje te wpisy?? IP: 195.93.250.* 14.05.12, 12:11
        A niech zalicza. Pani profesor ma dobry etat. Gorzej z nieukiem. Ale jak ktos leniwy, to nikt go na sile nie nauczy. Jak ktos idzie na uczelnie tylko po papier, to sobie tym papierem potem moze zadek podetrzec. I tak jest.
        • q-ku a potem ten nieuk wypisuje Ci receptę 16.05.12, 08:26
          albo "buduje" Ci most - za twoje pieniądze
          • Gość: Gosc Re: a potem ten nieuk wypisuje Ci receptę IP: *.146.142.154.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 16.05.12, 19:21
            Na studia wyzsze nadaje sie gora 20% danego rocznika, a na medycyne czy inzynierie gora 10%!
        • Gość: kowalska Kazusy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.12, 14:28
          A co w wypadku studenta, który ma większą wiedzę niż egzaminujący profesor - student mówi o sprawach, na których się profesor nie zna, pokazuje rozwiązania lepsze, bardziej prawidłowe zgodne ze stanem wiedzy spoza polskiego grajdołka? Profesor nawet nie zna terminów, którymi się student posługuje - i co?

          A co ze studentem, któremu ukradziono artykuł naukowy, biorąc rzekomo do recenzji - potem student znalazł swój artykuł - pod cudzymi nazwiskami?

          A co z niedoszłą doktorantką, której profesor ukradł doktorat, opublikował pod własnym nazwiskiem jako książkę profesorską?
    • Gość: ert Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustratów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.12, 12:07
      Obecna patologiczna sytuacja w kształceniu (bardzo wielu ale przecież nie wszystkich) młodych Polaków, to skutki błędnej polityki państwa i elit rządzących po 1989 r. Zresztą wielu czołowych polityków (ale przecież nie wszyscy) to beneficjanci kształcenia na uczelniach typu KSD (kup sobie dyplom). Dopuszczenie do organizowania i prowadzenia szkół podmiotów społecznych czy prywatnych to oczywiście nic złego. Złe jest to, że nie zamiast stworzyć wolny rynek w tym zakresie stworzono jego patologiczne pozory. Racjonalna polityka oświatowa państwa to taka, w której państwo organizuje i wspiera kształcenie w kierunkach , których absolwenci według analiz rządowych będą potrzebni państwu i gospodarce. Na uczelniach państwowych powinien być limit miejsc subwencjonowanych przez państwo na poszczególnych kierunkach. O studentów o podobnym lub takim samym profilu niechaj konkurują uczelnie pomiędzy sobą (tak jak się dzieje obecnie na kierunkach kształcących np. lekarzy. Społeczne czy prywatne uczelnie mogą w demokratycznym państwie istnieć ale na zasadzie rynkowej, nie powinny obciążać budżetu państwa. Jeżeli 10 podmiotów chce kształcić politologów czy organizować uczelnie o kierunku zarządzanie, dziennikarstwo itp. tanie studia przynoszące zyski głównie właścicielom uczelni czy szkoły średniej niechaj czynią to WYŁĄCZNIE w oparciu o czesne, a nie o kasę podatnika. Gorzej, że rząd dalej brnie w procesie psucia oświaty w Polsce, czego dobitnym dowodem są proponowane zmiany w szkolnictwie ponadpodstawowym od września 2012 r.
    • reality_show POzdrowienia dla wszystkich magistrów frustratów.. 14.05.12, 12:52
      POmijam POziom wykładów na uczelniach, bo nie to jest ważne. Za to jakie szerokie perspektywy. Bierzcie przykład z największego frustrata Najjaśniejszego Słońca Peru Donalda Tuska. Tak był sfrustrowany, że nawet jointy palił. Kombinował, jak by zarobić, a nie narobić się. Praktyka we wspinaczkach na kominy pomogła mu wspiąć się na najwyższe stanowisko w rządzie Polski. TAK TRZYMAĆ.
      • d25 Re: POzdrowienia dla wszystkich magistrów frustra 14.05.12, 13:11
        O!!
        Odezwał się absolwent wspaniałej szkoły ojca R. Wreszcie. Długo mu zeszło, choć przecież tylko tego ich tam uczą (kłamać, przeinaczać, przemilczać, przekręcać i głośno pyskować). Ale jest.

        Wymaluj jeden komin w życiu. Pogadamy. A ty pewnie nawet obrazka farbkami pomalować nie umiesz, ale o pracy "fizycznej" którą się pewnie nigdy w życiu nie "zhańbiłeś" wiesz wszystko...
    • Gość: vox ex regio Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustratów IP: 94.75.112.* 14.05.12, 13:53
      Pani doktor raz po raz ex cathedra śle gromy na poziom wykształcenia absolwentów "małych uczelni", że ksero, że oszukują, że wszystko udawane i nastawione na zysk etc. Ale prosze do jednego worka nie wrzucać wszystkich szkół -są też takie których wydziały i instytuty otrzymują wyższą punktację w rankingach ministerialnych niż analogiczne kierunki na pobliskch akademickich mastodontach. Uczelnie te nie są wynikiem machinacji lokalnych wójtów czy burmistrzów, lecz rzeczywistych lokalnych potrzeb - nie kazdego stać na studia np. w Krakowie, czy może połączyć studia w odległym ośrodku z opieką nad chorymi członkami rodziny itd
      A do redakcji Gazety Krakowskiej:
      Skoro Pani Doktor tak chetnie poucza i łaje, może następnym razem zaproponujcie Pani Doktor wypowiedź na temat problemu rozwoju kadry na uczelniach, w tym przeterminowanych doktorów. Na ten temat chyba PT Autorka może (sądząc z CV - www.ifis.up.krakow.pl/index.php/antonina-sebesta ) wiele ciekawego powiedzieć: Blisko 20 lat po doktoracie a bez habilitacji, 0 publikacji książkowych, 0 artykułow ogłoszonych zagranicą. Sądząc z tytułów artykułów PT Autorka nie zajmuje się problematyką jakości kształcenia (może lepiej na ten temat porozmawiać z kimś z PAK-i).
      • Gość: jml13060 Re: Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustr IP: *.ite.waw.pl 14.05.12, 14:07
        Generalne pytanie : czy pedagogika jest NAUKĄ ?
        • Gość: c Re: Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustr IP: 195.158.247.* 14.05.12, 14:19
          zależy od definicji :-) jak wszystko.
    • Gość: cv Re: Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustr IP: 195.158.247.* 14.05.12, 14:14
      zwrócę uwagę na jeden fakt: 50% ludzi (albo więcej) chętnie poszłoby do pracy po ogólniaku+jakieś kurs, tyle tylko że rynek pracy wygląda tak, że każdy byle pracodawca, na byle jakie stanowisko żąda (nie wiedzieć czemu) śwista ukończenia uczelni wyższej. Stąd ten dziki pęd ku studiom magisterskim, które powoli robią się takim trochę lepszym liceum drugiego stopnia. Czy widział ktoś ostatnio ogłoszenie o pracę, na przykład na stanowisko sekretarki, gdzie nie wymagano by wykształcenia wyższego?
      Jeżeli chodzi o samorządowców - rozporządzenia Ministra narzucają obowiązek skończenia studiów wyższych dla pracowników samorządowych. W 70% wypadków są zbędne tak naprawdę.
      • Gość: asd Re: Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustr IP: *.xdsl.centertel.pl 14.05.12, 18:52
        dokładnie tak jest :] wszyscy narzekają że za dużo magistrów a każda byle praca to magister musi być a najlepsze w tym wszystkim jest to że ktoś ludziom próbuje wmówić że w Polsce jest takie a nie inne bezrobocie bo młodzi ludzie się nie przykładali do studiowania :]
    • Gość: gosc1 Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustratów IP: *.static.virginmedia.com 14.05.12, 14:20
      byloby milo uslyszec ze oczywiscie nie wszyscy sa takimi studentami a to ze tryb zaoczny jest latwiejszy od dziennego to zwykla bzdura!!! zalezy kto z jakim podejsciem studiuje. ja studiowalam zaocznie i nie bylo mowy o odsiadywaniu czy zaliczeniu za obecnosc (oczywiscie to zalezy co sie studiuje) w przeciwienstwie do znajomych, studentow dziennych otrzymujacych wpisy na podstawie obecnosci!!!
    • big_gadu Za komuny to 10 % ! 14.05.12, 15:39
      Za komuny to 10 % szło na studia dzienne !

      I było dobrze !

      Zroblismy w każdej wsi - WSI,

      to zbieramy owoce !
      • Gość: ert Re: Za komuny to 10 % ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.12, 15:48
        A tymczasem nie ma kto wznosić budynków, układać płytek itp.
        Dwa mln bezrobotnych, dwa miliony wyjechała za pracą za granicę a rządzący myśli o sprowadzaniu pracowników budowlanych z Ukrainy.
        Brakuje finansów na państwowych uczelniach a państwo polskie subsydiuje seminaria duchowne.
        • big_gadu klerycy byli wtedy lepsi ! 14.05.12, 16:47
          Kleryk po służbie w specjalnej kompani w Orzyszu,

          kiedy wracał do seminarium to był sprawdzony !

          Kościół był wtedy lepszy !
          • Gość: ? Re: klerycy byli wtedy lepsi ! IP: *.dynamic.chello.pl 14.05.12, 22:22
            akurat kleryków to nie wysyłano do karnej jednostki w Orzyszu
            bo ona to była "za karę"

            były dla nich zazwyczaj tworzone takie specjalne
            kompanie czy bataliony typu najlepiej saperskiego
            żeby się nanosili ciężkich rzeczy...
            • Gość: Gosc Re: klerycy byli wtedy lepsi ! IP: *.180.215.231.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 24.05.12, 08:33
              Bylo tez ich wtedy wiecej...
        • Gość: nieuk Re: Za komuny to 10 % ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.12, 17:13
          Prawdziwy - rządowy cel popularyzacji studiowania, to tylko i wyłącznie opóźnienie wejścia na rynek pracy młodych ludzi.Niema i NIE BĘDZIE dla nich pracy.
          Dodatkowo przymusowe 67 lat przejścia na emeryturę "dziadków" radykalnie pogorszy sytuację.
          Kolejne zatem "rozwiązanie" przesuwające rozpaczliwie problem w czasie to już wprowadzone studia doktoranckie.
          I co dalej?
      • andrz3jc Re: Za komuny to 10 % ! 14.05.12, 17:40
        Co rozumiesz przez "było dobrze"? Jak byłotak dobrze to dlaczego ten system upadł? Nigdzie w cywilizowanym świecie nie studiouje 10% populacji.
      • akle2 Re: Za komuny to 10 % ! 14.05.12, 20:03
        Za komuny to się szło na studia na podstawie punktów za pochodzenie, a teraz na dzienne idą tylko dzieci bogaczy. Nie wmówisz mi, że za stypendium będziesz w stanie się samodzielnie utrzymać bez niczyjej pomocy i kupić potrzebne ksiażki, skrypty etc.
        • Gość: GOSC Re: Za komuny to 10 % ! IP: *.play-internet.pl 15.05.12, 09:19
          Wtedy tez olbrzymia wiekszosc studentow, szczegolnie na najleszych uczelniach typu UJ, UW, PW, AGH czy SGPiS stanowili potomkowie owczesnej wyzszej klasy sredniej i wyzszej. Punkty tylko dawaly nieco wieksza sznase dostania sie na studia, gdyz egzamin byl konkursowy i nie wystarczylo go tylko zdac, aby sie dostac na studia. A ty napisales tak, ze ktos nie znajacy realiow PRLu mogl by pomyslec, ze te punkty bto byl susbstytut zdania egzaminu, co jest oczywista nieprawda...
    • Gość: Gosc Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustratów IP: *.180.70.222.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 14.05.12, 17:14
      A ja o tym pisalem dawno temu, np. tu: wojciech.pluskiewicz.pl/2011/09/diagnoza-stanu-nauki-polskiej.html
      Oto fragmenty:
      Polska nauka i polskie szkolnictwo wyższe są dziś w stanie głębokiego kryzysu – patrz np. Thieme (2009) oraz ekspertyzy OECD (2007) i Banku Światowego (2004). Obecny, tragiczny wręcz stan polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego jest bezpośrednim rezultatem „zgniłego kompromisu” osiągniętego ponad 20 lat temu przy tzw. Okrągłym Stole przez rządzące wówczas Polską „komunistyczne” elity z elitami „solidarnościowymi”, reprezentowanymi dziś w nauce polskiej np. przez byłego wiceprezesa PANu, prof. Karola Modzelewskiego. Na skutek owego kompromisu, okazała się niemożliwa radykalna wymiana kadry zarządzającej polską nauką (w tym głównie PAN) oraz polskimi wyższymi uczelniami, które to „postkomunistyczne” kadry, w olbrzymiej większości ukształtowane i wykształcone w PRLu, skutecznie torpedują, i to od ponad 20 lat, jakiekolwiek próby realnego uzdrowienia polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego. A nie wymaga chyba udowadniania twierdzenie, iż obecna jakość uczelni wyższych i ich absolwentów decydować będzie o przyszłości Polski w następnych dziesięcioleciach (Thieme 2009).

      O tragicznym wręcz stanie polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego zaczynają zresztą dziś otwarcie pisać nawet członkowie senatów uniwersyteckich. Najnowszym takim przykładem (w czasie pisania tego opracowania) jest list otwarty doktora Andrzeja Dybczyńskiego zamieszczony w Gazecie Wyborczej z dnia 28 stycznia 2011 roku, zaś na forach internetowych (np. wspomnianej już Gazety Wyborczej, polskiego wydania Newsweeka czy też Polityki) toczy się od lat ożywiona (czasami nawet aż za bardzo) dyskusja na ten temat, jednakże (niestety) nie zabierają w niej (na ogół) głosu osoby rzeczywiście decydujące o kształcie polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego.

      A tymczasem polskie realia są takie, iż najlepsze nasze wyższe uczelnie, czyli Uniwersytet Jagielloński (UJ) i Uniwersytet Warszawski (UW) lokują się w rankingach czołowych wyższych uczelni świata dopiero w czwartej setce (p. np. Ranking Szanghajski i Ranking THES), a o całej ich reszcie nie warto już nawet wspominać. Pod względem całkowitego kapitału intelektualnego w badaniach 23 krajów europejskich w 2007 roku Polska zajęła ostatnie 23 miejsce (Białowolski P. i Więziak, D. 2008). Według rankingu innowacyjności przeprowadzonego w tym samym roku znaleźliśmy się na dalekim 21 miejscu w Unii Europejskiej. Co roku zgłaszamy do europejskiego urzędu patentowego średnio zaledwie 2.7 patentów na milion mieszkańców (a średnia unijna to 133.6 patentów), W latach 1995-2005 ukazało się zaledwie 230 publikacji polskich naukowców cytowanych na świecie więcej niż 40 razy (Thieme 2009), a Polska ma także jeden z najniższych udziałów wyrobów wysokiej techniki w eksporcie.

      Jeśli chodzi o efektywność nakładów na Polska naukę, to prezentuje się ona bardzo źle. Wyliczone przeze mnie syntetyczne wskaźniki efektywności plasują Polskę na najniższych miejscach, jeśli chodzi o efektywność nakładów na naukę per capita liczoną w stosunku do ilości uzyskanych patentów na milion mieszkańców. Dla przykładu: jeśli chodzi o syntetyczny wskaźnik patentów, to jest on dla Polski 1.0, jeśli chodzi o patenty amerykańskie, a 0.4 dla patentów europejskich, podczas gdy liderami, jeśli chodzi o patenty USA, są oczywiście Stany Zjednoczone (24.4), a tuż za nimi Japonia (21.3), dalej zaś Niemcy (19.6), Italia (6.4), Zjednoczone Królestwo (5.5) oraz Francja (4.8), a jeśli chodzi o patenty europejskie to liderami są tu: Niemcy (10.4), Francja (2.0) oraz Italia (1.2). Polska znajduje się w towarzystwie takim, jak np. Grecja (wskaźniki dla USA i Europy odpowiednio 1.4 i 0.5), czy też Portugalia (0.5 i 0.6). Jeśli chodzi zaś o wskaźniki oparte na uzyskanych nagrodach Nobla, to Polska się w nich w ogóle nie liczy, jako iż w bieżącym stuleciu żaden Polak nie zdobył takowej nagrody w dziedzinach uważanych za naukowe, czyli niebędące literaturą albo polityka (tzw. walką o pokój).

      Polska nauka to jest więc dziś taka artyleria, której liderzy (dowódcy baterii i wyżej) nie znają się na najnowszych modelach dział: nie potrafią ich obsługiwać (gdyż nie potrafią przeczytać instrukcji ich obsługi, jako iż są one napisane po angielsku), i co gorsza, jako artylerzystów dobierają swoje (na ogół mało rozgarnięte) potomstwo, które w ogóle nie potrafi nawet załadować działa, nie mówiąc już o jego wycelowaniu... Taka artyleria potrafi więc zmarnować praktycznie każdą sumę pieniędzy, przeznaczoną na jej modernizację.

      Tak wiec, aby uzdrowić polską naukę trzeba najpierw, moim skromnym zdaniem, zamiast wyrzucania pieniędzy na obecny, skompromitowany system przystąpić do wprowadzenia w życie reform: radykalnych, głębokich a bolesnych, przynajmniej dla przynajmniej dla polskiej profesury, czyli inaczej „grupy trzymającej dziś władzę nad polską nauką”.
      lech.keller@gmail.com
      • Gość: Gosc Zbędne uczelnie, produkujące zbędnych magistrów IP: *.180.70.222.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 14.05.12, 17:18
        Ponieważ obecna sytuacja w polskiej nauce i polskim szkolnictwie wyższym jest wręcz tragiczna, to przede wszystkim potrzebujemy jej prawdziwej reformy (w tym zniesienia habilitacji, belwederskiej profesury i konieczności nostryfikowania w Polsce doktoratów z czołowych uniwersytetów świata), a później dopiero będzie mieć sens zwiększenie funduszy przeznaczonych na nią. Inaczej bowiem zostaną one zmarnowane przez obecna polska profesurę, która, z nielicznymi wyjątkami potwierdzającymi regule, potrafi za granica porozumieć się bez tłumacza tylko w słowackim Rużomberku.

        Polskie szkolnictwo wyższe (podobnie jak w reszcie Europy) oparte jest dziś zasadniczo na dwóch podstawowych przesłankach:
        - bezpłatności i
        - egalitarności.
        Efekt tego jest zaś taki, iż system polskiego szkolnictwa wyższego jest permanentnie niedofinansowany, społecznie niesprawiedliwy, gubiący talenty, systematycznie obniżający efekty nauczania i uniemożliwiający jakąkolwiek konkurencję między uczelniami. Brak lub też bardzo tolerancyjna selekcja przy naborze studentów, a często obowiązek przyjmowania praktycznie wszystkich, którzy zdali maturę, musi prowadzić do obniżenia jakości wykształcenia oraz do odpadania studentów w trakcie studiów. Jak podaje Thieme (2009) odsetek studentów kończących studia w terminie jest na świecie obecnie najwyższy w Japonii (94% studentów) podczas gdy we Włoszech wynosi on tylko 42%.

        Jednakże próby dokonania zmian w zasadach finansowania uczelni wyższych, polegające na wprowadzeniu czesnego, wywołują na ogół sprzeciwy polityków, powołujących się fałszywie pojęte zasady sprawiedliwości społecznej. Zaś w rzeczywistości bezpłatne wyższe studia uprzywilejowują elity, gdyż to właśnie dzieci elit mają znacznie większe szanse podjęcia owych „bezpłatnych” studiów niż młodzież pochodząca spoza elit. Tak więc okazuje się, iż to całe społeczeństwo (a dokładniej wszyscy podatnicy), w tym więc także najmniej zamożni, płaci podatki na wykształcenie dzieci elit, co musi prowadzić do pogłębienia zróżnicowania społecznego. Co jest też ważne, to fakt, iż ów populizm pojawia się zarówno na prawicy, jak też i na lewicy. Zdaniem Thieme (2009) tylko selekcja jakości przyjmowanych studentów połączona ze zróżnicowanym czesnym daje szansę na konkurencję między uczelniami i większą niż obecne gwarancję, że najbardziej utalentowani będą mieli okazję uzyskania najlepszej jakości wykształcenia. Sprawiedliwość społeczna nie koliduje bowiem z potrzebą indywidualnego płacenia za studia, zaś czesne może być finansowane, jak to się dzieje np. w Australii czy w Wielkiej Brytanii, z pożyczek udzielanych bądź też gwarantowanych przez rząd.

        Jeśli zaś chodzi o finansowanie nauki, to pamiętajmy, iż w USA naukę finansuje głównie Pentagon: bezpośrednio i pośrednio, poprzez składanie olbrzymich zamówień w takich firmach jak np. Boeing, General Electric czy General Dynamics, które później jest stać na finansowanie nauki, we własnym, dobrze pojętym interesie. Jeśli więc chcemy mieć w Polsce prawdziwą naukę, to musimy mieć przed wszystkim własny przemysł oraz własną myśl techniczną. Fabryki mogą być, oczywiście, za granica (off shore), ale musimy stać się eksporterem netto myśli technicznej (know how, patenty etc.). Bez rozwiniętego sektora badań (R&D) nie może być bowiem rozwiniętych wyższych uczelni, nie tylko technicznych. Zostaną nam tylko „uczelnie” typu rzeszowskiej WSIiZ czy łódzkiej AHE, które będą sprzedawać nic nie warte dyplomy mało rozgarniętym i niedouczonym absolwentom.

        Należy więc poświęcić uwagę problemowi niskiej jakości edukacji dostarczanej przez polskie prywatne uczelnie, np. przez łódzką AHE czy też rzeszowską WSIiZ oraz Wyższą Szkołę Prawa i Administracji w Rzeszowie (daje tu przykłady z Łodzi czy Rzeszowa tylko jako ilustrację, a nie dla tego, ze łódzkie czy rzeszowskie wyższe uczelnie prywatne są szczególnie złe). Poprzez utworzenie prywatnych wyższych uczelni zwiększono w Polsce ilość studentów, ale bez istotnego zwiększenia ilości wysoko wykwalifikowanych wykładowców (czyli z doktoratami) i bez istotnego zwiększenia nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe. Owe nowopowstałe prywatne uczelnie wyższe na ogół pasożytują na istniejących uczelniach państwowych, umożliwiając pracownikom uczelni państwowych „dorabianie” do pensji. Oczywiście, takie „fuchy” nie są brane na poważnie, szczególnie, iż prywatne uczelnie, z nielicznymi wyjątkami, są finansowo słabe, a więc mogą zbankrutować w każdej niemal chwili, szczególnie, że ich ilość wciąż wzrasta, a ilość potencjalnych studentów maleje, nadchodzi bowiem w Polsce tzw. niż demograficzny. Jako środek zaradczy niektóre polskie prywatne uczelnie, np. WSHiP im Łazarskiego w Warszawie, próbują zachęcić do studiowania u siebie studentów zagranicznych, ale na przeszkodzie stoi tu stosunkowo mała atrakcyjność Polski dla zagranicznych studentów oraz brak dobrej znajomości języków obcych, w tym szczególnie angielskiego, wśród polskiej kadry naukowo-dydaktycznej. Stad tez uważam, iż należy zakazać pracownikom uczelni państwowych pracy w prywatnych uczelniach, ze względu na konflikt interesów i z tego też powodu, iż nie ma mowy o wysokiej jakości nauczania, jeśli ktoś przychodzi do drugiej pracy zmęczony pracą w pierwszej.

        Należy w tym miejscu także wspomnieć o prywatnych uczelniach wyższych, które, jak np. łódzka AHE, stały się ofiarami własnego sukcesu. Ta (przynajmniej do niedawna) duża uczelnia, która na serio zainwestowała w infrastrukturę w Łódzkiem, jak się to dziś okazuje najbiedniejszym regionie Polski, stała się obiektem zmasowanego ataku ze strony niektórych dziennikarzy Gazety Wyborczej. Przyczyną tego ataku było zapewne to, iż AHE stała się zbyt dużą konkurencja dla pozostałych prywatnych uczelni wyższych w Polsce, a szczególnie w swym regionie. Rezultatem tej nagonki stały się dodatkowe kontrole ze strony Ministerstwa, które to, jak to każda niemal kontrola, znalazły liczne formalne uchybienia i spowodowały zamkniecie szeregu kierunków na łódzkiej AHE. Spowodowało to trudności finansowe w AHE, a wiec też i masowe zwolnienia pracowników, w tym głównie w regionie łódzkim, znanym z wysokiego bezrobocia. Nie znaczy to oczywiście, ze AHE była bez winy, ale ciekawe, czemu Gazeta Wyborcza zaatakowała „po imieniu” tylko łódzką AHE, a zostawiła w spokoju jeszcze gorsze uczelnie, w tym np. rzeszowską WSIiZ, w której też pracowałem, i o której mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością, iż nie zasługuje ona na miano wyższej uczelni, a to ze względu na skandalicznie niski poziom nauczania, a szczególnie z tego powodu, ze jej rektor, profesor Pomianek, wręcz zakazuje wykładowcom „oblewania” studentów. Stąd więc można śmiało powiedzieć, iż rzeszowska WSIiZ to nic innego, jak sklep z dyplomami, tyle że taki, gdzie się płaci ratami z góry przez 3 lata, aby wreszcie odebrać upragniony dyplom, ale bez uzyskania odpowiedniej wiedzy czy umiejętności, które ów dyplom ma w teorii potwierdzać.

        Podsumowując: proponowana przeze mnie reforma polskiej nauki musi być dziś, po tylu latach poważnych zaniedbań, radykalna, a więc i bolesna. Jednakże jej zaniechanie, czyli dalsze tolerowanie obecnego status quo, grozi kompletną zapaścią polskiej nauki, szczególnie, iż polscy studenci, zorientowawszy się w tragicznie niskim poziomie polskiego szkolnictwa wyższego, niedającemu swym absolwentom realnych szans powodzenia na rynku pracy, mogą zacząć masowo studiować za granicą (głównie w UE), co pozbawi polskie szkolnictwo wyższe racji swego istnienia (raison d'être).
        lech.keller@gmail.com
        Wiecej na: static.t-code.pl/Keller-Reforma03B.pdf
        • Gość: miki Re: Zbędne uczelnie, produkujące zbędnych magistr IP: *.wroclaw.vectranet.pl 14.05.12, 18:57
          Jak już z wyżej napisałam (odnosząc się do Pana Postów) - potrzeba LUDZI, ludzi wierzących, że zaproponowane przez Pana rozwiązania będą skuteczne (ja jestem takim człowiekiem, tak - wierzę w Pana pomysły i sądzę, ze ich zrealizowanie zmieniłoby obraz polskego szkolnictwa wyższego, jako całości, mówię tu zarówno o pracy naukowej jak i dydaktycznej) i chcących je wprowadzić w życie, chcących o nie skutecznie walczyć.

          Zatem - by nesza dyskusja znowu nie rozmyła się w "internetowej chmurce" - jeśli potrzebuje Pan takich ludzi, jeśli ma Pan pomysł jak zacząć walczyć o Polską Uczelnię - oferuję dwie skromne ręce do pracy. Jeśli uważa Pan, że ma to sens, jesli chciałby Pan taki zespół stworzyć - pozwolę sobie napisać do Pana prywatnie... o ile uzna Pan, że... warto...
          • Gość: Do miki Re: Zbędne uczelnie, produkujące zbędnych magistr IP: *.play-internet.pl 15.05.12, 09:29
            Jesli to bylo do mnie, to prosze napisac na adres lech.keller@gmail.com
            Pozdr.
            LK
    • teczowa-szmata Czy na łamach GW 14.05.12, 17:16
      nie promuje się czasami idiotycznych kierunków na egzotycznych uczelniach?
    • Gość: Gosc Mit masowego wyksztalcenia IP: *.180.70.222.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 14.05.12, 17:38
      Patrz tu:
      forum.gazeta.pl/forum/w,245,102112498,102112498,O_micie_masowego_wyksztalcenia.html
    • Gość: Gosc Pani Doktor Antonina Sebesta na PoP IP: *.146.1.71.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 14.05.12, 18:11
      Czyli Publish or Perish - 1 (slownie jedna) pozycja p.t. Orla perc - przewodnik wysokogorski (rok wydania 2006). Tacy to ludzie zajmuja dzis miejsca znacznie lepszych od siebie naukowcow na polskich wyszych uczelniach...
    • Gość: edu59 "Zaliczenie za siedzenie" to także praktyka UJ-tu IP: *.centertel.pl 14.05.12, 18:18
      Problem tzw. "obniżania poziomu studiów" niewiele ma wspólnego z ilością uczelni, ich strukturą własnościową, tradycją (bądź jej brakiem) czy nazewnictwem. Problemem jest oferta kształcenia niedostosowana do wymogów rynku pracy. Z reguły anachroniczna wobec czasów, w których przyszło nam żyć. I brak umiejętności dydaktycznych części kadry naukowej, która być może znakomicie radzi sobie w działalności badawczej, ale z metodyką nauczania (różnorakich) przedmiotów - pozostaje na bakier.

      Tak, wiem. Pracownicy uczelni państwowych nie żywią sympatii dla osób upominających się o dostosowanie programu nauczania do obcych im "wymogów rynku pracy". Skostniałej w formie i treści tematyki zajęć bronią z zaangażowaniem godnym podziwu i... zastanowienia.

      Bo czego tak naprawdę bronią? Ostoi polskiej kultury czy wygodnego status quo? Wysokiego poziomu kształcenia czy kształcenia według własnych zasad, niezależnego od zmian zachodzących poza wyizolowanym światem uczelni? Kto wobec kogo - ich zdaniem - pełni rolę służebną? Studenci wobec uczelni czy uczelnia (i jej kadra) wobec studentów?

      Dlaczego uczelnie przyjmują tak wielu młodych ludzi na I rok studiów? Dla pieniędzy. Dlaczego nie zdecydują się na wprowadzenie bardziej restrykcyjnych limitów przyjęć? Dla utrzymania etatów. Wielu etatów. Gdyby więc nie pojawił się palący problem niżu demograficznego, skutkującego mniejszym zainteresowaniem ofertami poszczególnych uczelni, wzrastająca ilość ośrodków prywatnych nie miałaby żadnego znaczenia. Byłaby ignorowana przez środowiska akademickie tak samo jak w latach 90.

      Obecnie ignorowana nie jest. Przedstawiciele państwowych ośrodków akademickich uprawiają za to niezwykły w formie "czarny PR" względem uczelni prywatnych. Bo te ostatnie także dostrzegły zagrożenia związane z niżem demograficznym. I przez ostatnich 10-20 lat wiele się nauczyły. Nierzadko oferta edukacyjna tych ośrodków o kilka długości wyprzedza pączkujące zmiany na kierunkach państwowych. Nie tracąc nic na poziomie merytorycznym. Tego przedstawiciele wielu mocno ukorzenionych uczelni nie potrafią zaakceptować. I zrozumieć. Bo za zrozumieniem musiałoby podążać dojrzewanie do zmian...

      ---

      No dobrze, ale miało być coś o Uniwersytecie Jagiellońskim, prawda?

      "Zaliczenie za siedzenie" nie jest ani praktyką nową, ani charakterystyczną wyłącznie dla uczelni niepublicznych. To rodzaj patologii, którą dotknięte są wszystkie uczelnie i ośrodki kształcenia akademickiego. Niezależnie od tego, kiedy i w jakich okolicznościach powstały.

      Przykład z kulturoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zasłyszany (i warty zweryfikowania przez kogoś bardziej kompetentnego ode mnie). Lektorka języka ukraińskiego na tzw. ukrainoznawstwie przyjmuje zasadę, w myśl której nie zalicza przedmiotu osobie częściej niż dwukrotnie nieobecnej na zajęciach. Niezależnie od znajomości języka będącego przedmiotem nauczania, niezależnie od przyczyn nieobecności (np. choroby).

      Nie zezwala na dodatkowe kolokwium, sprawdzian wiedzy dokonany w innej formie, egzamin z zajęć, na których odnotowano jego nieobecność. Tymczasem osoby będące na zajęciach regularnie, mimo słabej lub niemal żadnej znajomości nauczanego języka, otrzymują zaliczenie bez najmniejszych problemów. Za wygrzewanie krzesła.

      Jak słyszałem, tylko w wyniku działalności tej jednej lektorki - kilkadziesiąt osób w ostatnich latach musiało powtarzać rok. A dokładniej: jeden przedmiot, który uniemożliwiał im studiowanie na kolejnym roku studiów.

      Gdyby w miejscu pracy za krótkotrwałą nieobecność z powodu choroby pracodawca chciał nas zwolnić lub zdegradować, niezależnie od wyników realizowanych przez nas czynności służbowych, efektów pracy itp. - pozwolilibyśmy na to? Czy uznalibyśmy to za zachowanie dyskryminujące i niegodne?
      Czy nie uznalibyśmy za mobbing znęcania się nad nami za krótkotrwałą nieobecność w pracy, choć nie powstały z tego tytułu żadne zaległości? Czy nie uznalibyśmy za mobbing wyrzucania nas z gabinetu z nieuprzejmymi uwagami - nie dlatego, że przeszkadzamy, lecz z powodu złego nastroju przełożonego? Czy używanie względem nas określeń dalece nieuprzejmych potraktowalibyśmy jako rzecz naturalną?
      Także w takim świecie żyją studenci uczelni państwowych. Mam nadzieję, że tego typu patologie zdarzają się rzadko. Nie zmienia to faktu, że się zdarzają. I nie ma podziału na "czyste" uniwersytety oraz "brudne" uczelnie państwowe.

      PS Nie studiowałem na kulturoznawstwie. Pierwsze studia skończyłem lata temu. Kolejne zaś dotyczyły zupełnie innej tematyki. Pisząc o lektorce języka ukraińskiego, piszę o czymś, co usłyszałem niezależnie od kilkorga młodych ludzi z tej uczelni. I jeśli to prawda (a nie mam powodu, by im nie wierzyć), to straszne, że można tak traktować studentów w drugiej dekadzie XXI wieku...
      • Gość: Gosc Re: "Zaliczenie za siedzenie" IP: *.play-internet.pl 15.05.12, 09:45
        Pytam sie ilu absolwentow kulturoznawstwa czy tez filologii ukrainskiej potrzebuje dzis polska gospodarka? Obawiam sie, ze zero, albo gora kilku, a tych mozna by znacznie leopiej i taniej wyksztalcic na dobrych zagranicznych uniwersytetach...
        Tragedia polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyzszego jest to, ze utrzymuje sie i tworzy instytuty PAN i katedry uniwersyteckie dla profesorow, a nie dla tego, ze nalezy prowadzic badania w dziedzinie X czy tez ksztalcic studentow na kierunku Y. Stad tez bez rozbica kliki a wlasciwie mafii porofesorskiej, nie ma co nawet marzyc o poprawie sytuacji w polskiej nauce i polskim szkolnictwie wyzszym.
        lech.keller@gmail.com
    • flamengista fajnie, ale jak to zrobić? 14.05.12, 18:38
      Rozwiązanie jest chyba proste: zmniejszyć ilość miejsc na studiach dziennych, wrócić do egzaminów wstępnych.

      Tylko to wymaga:
      - zmiany finansowania - na razie uczelnie publiczne dostają $$$ "od łebka", więc ograniczenie rekrutacji jest teraz samobójstwem;
      - znalezienia sposobu na premiowanie tych, którzy oferują najwyższą jakość studiów (jak ją zmierzyć?);
      - zakończenie mitu, że każdemu studia i dyplom się należą.

      Skutki w krótkiej perspektywie będą katastrofalne: skokowo wzrośnie i tak spore bezrobocie wśród młodych ludzi. To jest z kolei samobójcza polityka dla każdego rządu, więc z pomysłu nici.

      Jedyne, co można zrobić to wprowadzać zmiany ewolucyjnie. Przede wszystkim walczyć o jakość na magisterskich, licencjackie są już stracone. Ponadto wykorzystać fakt niżu: wystarczy utrzymać poziom finansowania, by znaleźć dodatkowe środki na premiowanie zmian projakościowych w szkolnictwie wyższym.
      • Gość: Do flamengisty Re: fajnie, ale jak to zrobić? IP: *.play-internet.pl 15.05.12, 09:38
        Tutaj potrzebna jest rewolucja, gdyz ewolucja zostanie zwalczona przez klike profesorka, dbajaca dzis tylko o swoj waski interes, czyli o utrzymanie swych stolkow i przywilejow.
        A bezrobocie bynajmniej wtedy nie wzrosnie, jesli zamiast kierowac wiekszosc absolwentow podstawowki jak dzis do gimnazjum i liceum ogolnoksztalcego, bedzie sie ich kierowac do szkol zawodowych, gdzie beda mogli zdobyc konkretny zwod, komkretne poszukiwane na rynku pracy kwalifikacje, ktorych nie otrzymuje dzis ponad 90% absolwentow polskich wyszych uczelni...
        Ale ty bedziesz przeciwko takiemu programowi, flamengista, gdyz uderzyla by ona w twoje partykularne interesy!
        lech.keller@gmail.com
    • Gość: imsocool Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustratów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.12, 19:01
      Młodzi, wykształceni, z wielkich miast... ;)
    • Gość: Nika_24 Zbędne uczelnie, produkujące magistrów frustratów IP: *.dynamic.chello.pl 14.05.12, 19:56
      Chciałabym obronić "zbędne uczelnie", ponieważ skończyłam "renomowany" kierunek na "renomowanym" Uniwersytecie w jednym z największych polskich miast, na którym naczytałam się mnóstwa "mądrych" książek, napisałam mnóstwo egzaminów, mam piękny dyplom i... żadnych szans na rynku pracy :) Kontynuuję naukę na studiach magisterskich na "renomowanym" Uniwersytecie Ekonomicznym i widzę przepaść pomiędzy moją książkową wiedzą wyniesioną z "renomowanego" Uniwersytetu a umiejętnościami "frustratów" po licencjacie zdobytym na "zbędnej uczelni"... Szczytem ignorancji jest według mnie uogólnianie prywatnych uczelni wyższych do miana "zbędnych uczelni produkujących magistrów frustratów", ponieważ niejednokrotnie prywatne uczelnie oferują NIEWSPÓŁMIERNIE wyższą jakość kształcenia i zajęcia o wiele bardziej dopasowane do realiów rynku pracy niż Państwowe Uniwersytety, o czym przekonałam się spotykając się z tzw. "frustratami" na studiach magisterskich. O czym to świadczy?
      Bardzo proszę krytykantów, aby dokonali minimalnego wysiłku i zapoznali się z praktyką prowadzenia zajęć na niektórych prywatnych wyższych szkołach biznesowych, zanim zaczną wygłaszać swoje krótkowzroczne sądy. Gwarantuję, że w porównaniu z niejednym "renomowanym" państwowym zacofanym Uniwersytetem, który uczy czytania książek i zastanawiania się "co autor miał na myśli", absolwent "zbędnej uczelni" będzie miał niejednokrotnie zamiast pięknego dyplomu, który niewiele znaczy, gruntowne przygotowanie do wejścia w świat biznesu. To samo dotyczy "niepotrzebnych" według niektórych z Was Uniwersytetów Ekonomicznych - zdobyłam o wiele więcej praktycznej i konkretnej wiedzy w ciągu jednego semestru studiów na Uniwersytecie Ekonomicznym, niż przez sześć semestrów nauki na Uniwersytecie na podobnym kierunku. O czym to świadczy?

      Może warto zdjąć klapki z oczu i przestać kurczowo trzymać się "renomowanych" Uniwersytetów, których większość wydziałów to właśnie zupełnie nikomu niepotrzebne "fabryki magistrów frustratów" i wiecznych bezrobotnych lub fizycznych pracowników z wyższym wykształceniem... Gdybym mogła wybrać jeszcze raz, wybrałabym Politechnikę, jakiś specjalistyczny kierunek na Uniwersytecie Ekonomicznym lub Przyrodniczym, albo ryzykując brak szacunku dla uzyskanego dyplomu (niestety), ale za to z gruntownym przygotowaniem do wejścia na rynek pracy - biznesową prywatną uczelnię wyższą.
      • Gość: Gosc Zbędne uczelnie prywatne IP: *.play-internet.pl 15.05.12, 09:26
        Nie bron Nika_24 prywatnych uczelni, ktore obecnie w Polsce sa nastawione na zysk, a wiec z definicji sa tylko sklepikami z dyplomami, gdzie kazdy, kto placi czesne, spodziewa sie w zamian dyplomu ukonczenia studiow.
        Bledem jest wsadzanie do tej samej kategorii polskich uczelni prywatnych, z definicji nastawionych na zysk, z amerykanskimi prywatmymi uczelniami, ktore sa instytucjami typu NON PROFIT, a wiec nie nastawionymi na wypracowanie zysku dla swych wlascicieli, co pozwala im na ustanowienie wysokich wymogow wobec studentow, co tez przeklada sie na wysoka jakosc ich dydaktyki i wysoka jakosc absolwentow. Zas polskie wysze uczelnie prywatne produkuja masowo absolwentow, ktorzy dawniej (czyli w latach PRLu) nie byli by w stanie nawet zdac matury, szczegolnie z matematyki...
    • angrusz1 Kiedy 14.05.12, 22:16
      15 lat temu zaczynałem pracę jako nauczyciel to już głośno mówiłem , że poziom nauczania jest niski . Ale wtedy mało chciał mnie słuchać i twierdził, że to ja nie umiem nauczyć .
      Teraz okazuje się, że za niski poziom odpowiadają leniwi uczniowie ... studenci .

      Ojjj , kiepskie to perspektywy dla państwa polskiego i gospodarki polskiej - mieć takich obywateli i pracowników .
      • Gość: bewu Re: Kiedy IP: *.ghnet.pl 14.05.12, 22:39
        Uniwersytet Pedagogiczny ma tę przewagę nad UJ - i to duża przewagę - że w swoim programie studiów ma dydaktykę i praktyki w szkole z prawdziwego zdarzenia - a to jest coś czego UJ nie ma i nie widzę nadziei na to, aby miał.
        Studium Pedagogiczne UJ to pomyłka - nie można studentów różnych kierunków równocześnie uczyć metod nauczania, bo każdy przedmiot ma swoją specyfikę.
        Studenci po UJ, którzy idą uczyć w szkole są całkowicie nieprzygotowani do prowadzenia zajęć, nie mówiąc już o sensownym ich zaplanowani. Na praktykach, które oczywiście studenci UJ też mają - często się zdarza, że koledzy lub koleżanki z UP ratują lekcje swoim genialnym kolegom z UJ, którzy są sprowadzeni do poziomu uczniów z wyżyn studiów wyższych.
        Oczywiście są wyjątki, ale one tylko potwierdzają regułę.
        Aha, studiowałam na obu tych uczelniach - wiem co mówię.
        A co do minusów UP to zajęcia z pedagogiki - szczególnie wykłady są do niczego - stracony czas, bo na egzaminie było zupełnie coś innego.
        Podobnie psychologia: wykładowca - dno, ćwiczenia były świetne.
        • Gość: Gosc Jaki ma sens istniene UP w Krakowie? IP: *.play-internet.pl 15.05.12, 09:14
          Przeciez UP (d. WSP) w Krakowie stworzono tylko po to, aby profesor Myslakowski (by the way promotor doktoratu mego ojca) mogl byc rektorem. Ale po jego odejsciu, nie ma w Krakowie az tak wybitnego pedagoga, aby dla niego utrzymywac caly uniwerytet. Tak wiec w obecnej sytuacji deficytu budzetu, a wiec tez i koniecznosci ciec wydatkow m. in na wyzsze uczelnie, nalezy jak najszybciej przylaczyc UP do UJ, likwidujac przy tym zbedna administracje i zbedne posady rektorow i dziekanow.
          POza tym to UJ nie ma ksztalcic nauczycieli, to chyba oczywiste. Moze najwyzej, jak to bylo za czasow moich studiow na SGPiSie (dzis SGH) dawac mozliwosc zdobywania dodatkowo kwalifikacji nauczycielskich na Studium Pedagogicznym. Nauczycieli ksztalcic powinien zas Wydzial Pedagogiczny UJ, powstaly na bazie obecnego UP. To tez chyba oczywiste...
          lech.keller@gmail.com
          • Gość: Gosc Re: Jaki ma sens istnienie UP w Krakowie? IP: *.play-internet.pl 22.05.12, 12:21
            Zaden...
        • Gość: kowalska jest gorzej niż źle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.12, 14:34
          niestety - mam inne zdanie nt. dydaktyki, co do UJ się zgadzam, ale dokładam do tego WSP, vel AP, alias UP. Praktyki zawieszone w próżni, nieprzystające, nieprzystosowane do potrzeb społeczeństwa informacyjnego. Może są i wyjątki, ale z grubsza - biologia dno, geografia dno, historia dno, nauki polityczne dno, polonistyka - bardzo kiepsko, o językach szkoda gadać.

          Znam szkoły, które nie przyjmują studentów na praktyki ze względu na fatalny poziom dydaktyki obu uczelni krakowskich.
Pełna wersja