Hazardziści przegrywają pieniądze pracodawców i...

07.07.12, 10:24
Hazardzista nie jest niepoczytalny, tylko uzależniony. Dokładnie jak alkoholik. Jeżeli w przypadku hazardzisty uzna się, że choroba spowodowała niepoczytalność, to co będzie z przestępstwami popełnianymi pod wpływem alkoholu czy narkotyków lub przez alkoholików i narkomanów w celu zaspokojenia swojego nałogu.
    • grzech_pierworodny Hazardziści przegrywają pieniądze pracodawców i... 07.07.12, 13:19
      << Hazardziści przegrywają pieniądze pracodawców i klientów. >>

      Nie tylko, parafian też. Osobiście znam proboszcza ze świętokrzyskiego, który przyjeżdża regularnie do Lublina powrzucać pienążki do maszynki. Widocvznie jest staromodny i nie lubi internetu ...
    • Gość: l Re: Hazardziści przegrywają pieniądze pracodawców IP: *.gemini.net.pl 07.07.12, 13:41
      felucjan napisał:

      > Jeżeli w przypadku hazardzisty uzna się, że choroba spowodowała niepoczytalnoś
      > ć, to co będzie z przestępstwami popełnianymi pod wpływem alkoholu czy narkoty
      > ków lub przez alkoholików i narkomanów w celu zaspokojenia swojego nałogu.

      Nic nie będzie - art. 31 par. 3 k.k.
      Co do meritum masz jednak rację - sama choroba psychiczna ani (tym bardziej) samo uzależnienie w żadnym wypadku nie wystarczy samo przez się do ustalenia niepoczytalności w chwili czynu.
    • timoszyk Re: Hazardziści przegrywają pieniądze pracodawców 07.07.12, 17:42
      Zamilowanie do hazardu bierze sie z ignorancji. Nikt znajacy rachunek prawdopodobienstwa nie przestapi progow kasyna. Nauczac wiec, takze dziatwe!

      Waclaw Timoszyk
      • Gość: Nazwa Re: Hazardziści przegrywają pieniądze pracodawców IP: *.wroclaw.mm.pl 07.07.12, 18:51

        "Zamilowanie do hazardu bierze sie z ignorancji."

        Powiedz to Chińczykom...

        Hazard biere się z dopaminy. Po prostu przyjemnie niektórym jest ryzykować....
        • timoszyk Re: Hazardziści przegrywają pieniądze pracodawców 07.07.12, 20:31

          > "Zamilowanie do hazardu bierze sie z ignorancji."
          >
          > Powiedz to Chińczykom...
          >
          > Hazard biere się z dopaminy. Po prostu przyjemnie niektórym jest ryzykować....


          Chyba jednak ryzykuja, by wygrac? Gdyby znali rachunek prawdopodobienstwa, to by wiedzieli, ze z kasynem nie maja szans. Co najwyzej co jakisz czas beda mieli zludzenie, iz los im sprzyja.
          Jesli juz tak bardzo pragna tej adrenaliny, to moga zagrac na gieldzie. Tam, szczegolnie jesli maja jakies pojecie o funcjonowaniu gospodarki i zechce sie im zebrac nieco informacji o roznych firmach, maja szanse na wygrana, a emocje sa podobne.
          Kasyna sa dla bezmozgowcow, czesto kreujacych jakies nieprawdopodobne systemy obstawiania czegostam, zwycieskie oczywiscie, ale nonsensowne z punktu widzenia nauki. Reklamy kasyn dodatkowo im maca w glowie, zreszta jak wszystkie inne reklamy. Sa jeszcze takie sponsorowane filmy, gdzie kasyna sa cool!
          Wiec najlepsza odwykowka, to troche sie poduczyc.


          Waclaw Timoszyk
    • Gość: puolalainen Hazardziści przegrywają pieniądze pracodawców i... IP: *.pools.arcor-ip.net 07.07.12, 19:57
      "przez pracowników nałogowo uzależnionych od hazardu"

      a od masła maślanego to już nałogowo uzależnieni nie są?
      Oj spada poziom spada. Wyborcza.pl jest coraz bliżej gazety.pl. Portaloza dociera wszędzie. Coraz mniej korekty, a coraz więcej bzdur ze slajdami.

      Nie idźcie tą drogą!
    • agulha Re: Hazardziści przegrywają pieniądze pracodawców 08.07.12, 00:18
      Teraz w ogóle jest jakaś ogólnoświatowa moda na zwalnianie od odpowiedzialności z powodu psychopatii, socjopatii, uzależnień i takich tam. "Bo jakby był normalny, to przecież by tego nie zrobił" (np. Breivik). I w sumie najbardziej się dostaje osobom najmniej niebezpiecznym dla otoczenia: sprawcom jednorazowego wypadku samochodowego (jak ten nieszczęsny przedstawiciel handlowy, co wpadł w poślizg i zabił kilka osób na moście Grota-Roweckiego przed kilku laty, i poszedł siedzieć, albo osoby, którym szczęśliwym przypadkiem udało się zabić napastnika (a jakby się nie udało, to na 99% on by zabił taką osobę).
      Jest coś takiego jak psychoza - człowiekowi nawala chemia w mózgu i JEST PRZEKONANY, że... (że sąsiad wpuszcza mu truciznę przez dziurkę od klucza, że sam jest nic nie wart i powinien się ukarać przez powieszenie, że nadciąga koniec świata i jedynym ratunkiem dla niego i ukochanych dzieci jest zabicie dzieci i siebie, że Maryja każe mu zabić narzeczoną - opisywano ten przypadek kilka lat temu w Twoim Stylu, dziewczynę cudem uratował widłami miejscowy gospodarz - jedyny sprawiedliwy, który zareagował na rozpaczliwe wołanie o pomoc - a narzeczony, normalny spokojny człowiek, po leczeniu psychiatrycznym w szpitalu doszedł do siebie i był zdruzgotany tym, co narozrabiał). I takich sytuacji powinno dotyczyć to zniesienie odpowiedzialności. Aha, plus także zaburzenia świadomości o podłożu organicznym - jak pacjent z napadem padaczkowym częściowym złożonym przywali komuś mocno, to on naprawdę nie wie, co czyni. Równie dobrze może się zacząć rozbierać w miejscu publicznym i to jest dla niego prawdziwe nieszczęście, on bierze regularnie leki, niestety takowe nie zawsze skutkują. Także cukrzyk może dostać napadu agresji.
      Ale hazard? To by było za piękne...
      • spokojny.zenek nie wyważaj otwartych drzwi 08.07.12, 08:18
        agulha napisała:

        > Teraz w ogóle jest jakaś ogólnoświatowa moda na zwalnianie od odpowiedzialności
        > z powodu psychopatii, socjopatii, uzależnień i takich tam. "Bo jakby był norma
        > lny, to przecież by tego nie zrobił" (np. Breivik).

        To nie jest żadne "teraz". To stare jak świat. Przy Hitlerze też tak przecież byłi i do dziś jest w dyskusjach potocznych.

        > I w sumie najbardziej się d
        > ostaje osobom najmniej niebezpiecznym dla otoczenia: sprawcom jednorazowego wyp
        > adku samochodowego (jak ten nieszczęsny przedstawiciel handlowy, co wpadł w poś
        > lizg i zabił kilka osób na moście Grota-Roweckiego przed kilku laty, i poszedł
        > siedzieć, albo osoby, którym szczęśliwym przypadkiem udało się zabić napastnika
        > (a jakby się nie udało, to na 99% on by zabił taką osobę).

        Gdyby tak było, to na 100% byłaby to obrona konieczna, więc nie byłoby mowy o żadnym "pójściu siedzieć". Nie utrwalaj szkodliwych i niebezpiecznych mitów.


        > Jest coś takiego jak psychoza - człowiekowi nawala chemia w mózgu i JEST PRZEKO
        > NANY, że... (że sąsiad wpuszcza mu truciznę przez dziurkę od klucza, że sam jes
        > t nic nie wart i powinien się ukarać przez powieszenie, że nadciąga koniec świa
        > ta i jedynym ratunkiem dla niego i ukochanych dzieci jest zabicie dzieci i sieb
        > ie, że Maryja każe mu zabić narzeczoną - opisywano ten przypadek kilka lat temu
        > w Twoim Stylu, dziewczynę cudem uratował widłami miejscowy gospodarz - jedyny
        > sprawiedliwy, który zareagował na rozpaczliwe wołanie o pomoc - a narzeczony, n
        > ormalny spokojny człowiek, po leczeniu psychiatrycznym w szpitalu doszedł do si
        > ebie i był zdruzgotany tym, co narozrabiał). I takich sytuacji powinno dotyczyć
        > to zniesienie odpowiedzialności.

        Gdybyś zadała sobie choćby minimum trudu to byś się dowiedziała (choćby za pomocą googla - bez sięgania do literatury fachowej), że psychopatie NIE ZNOSZĄ poczytalności, podobnie jak uzależnienia. "Choroba" o której mowa w art. 31 k.k. to zasadniczo psychoza, nie psychopatia ani socjopatia.

        Aha, plus także zaburzenia świadomości o podł
        > ożu organicznym - jak pacjent z napadem padaczkowym częściowym złożonym przywal
        > i komuś mocno, to on naprawdę nie wie, co czyni.

        W takim wypadku może nawet być brak czynu w rozumieniu prawa karnego. I znowu wyważasz otwarte drzwi.


        • agulha Re: nie wyważaj otwartych drzwi 08.07.12, 11:00
          Ja wiem, że w teorii to "wyważam otwarte drzwi", ale przecież dla Breivika już budują specjalny oddział psychiatryczny, chociaż jeszcze sąd się nie zdecydował, jak go potraktować.
          A załapać się w Polsce na uniewinnienie na zasadzie obrony koniecznej to zdaje się jak trafić szóstkę w Lotto. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że opieram się jedynie na relacjach prasowych i mogą one być zniekształcone, ale czy sądzisz, że w Polsce ojciec, który przez pobicie gwałciciela córeczki przypadkiem by go zabił, byłby puszczony wolno? A ostatnio taki przypadek był w USA.
          • spokojny.zenek Re: nie wyważaj otwartych drzwi 08.07.12, 11:42
            Tyle tylko, że przykład z Breivikiem jest totalnie chybiony, w jego wypadku chodzi bowiem właśnie o to, żeby go ukarać surowiej, niż w wypadku zwykłej odpowiedzialności karnej i stąd cała ta fikcja z uznaniem za niepoczytalnego - wbrew ustaleniom biegłych.
            Co do "załapania się na uniewinnienie" o którym piszesz w drugim akapicie, to nie obraź się, ale jesteś chyba niestety ofiarą dość powszechnego i niestety szalenie niebezpiecznego mitu. Przepisy o obronie koniecznej są w polskim k.k. bardzo szerokie a praktyka sądów - niebywale przychylna dla broniących się. Czyli dokładnie odwrotnie, niż "lud" wierzy. W każdym razie nie ma czegoś takiego, żeby ktoś "poszedł siedzieć" bo się naprawdę bronił.

            • agulha Re: nie wyważaj otwartych drzwi 08.07.12, 13:43
              OK, dziękuję za informację. Wierzę, że masz rację. Jak wspomniałam chyba, nie jestem prawnikiem, nie mam (prawie) znajomych prawników i nie wiem, jak to naprawdę wygląda - tyle wiem, co media podadzą. Jestem z zawodu lekarką (chociaż nie praktykuję), i jak widzę, co plotą dziennikarze na niektóre tematy związane z medycyną, to jestem w stanie uwierzyć, że na każdy inny temat także produkują androny.
              Czyli mówisz, że nie ma się co bać, jak się przypadkiem obroni koniecznie :-)) (zawsze się nad tym zastanawiałam - umiem np. strzelać, chociaż broni nie mam, w sytuacji silnego strachu i przypadkowego dostępu do broni pewnie wolałabym ustrzelić przestępcę niż dać się zabić. A w strzelectwie sportowym uczyli nas strzelać w środek sylwetki, tam gdzie u człowieka jest w serce, a nie w nogi...).
              • spokojny.zenek Re: nie wyważaj otwartych drzwi 08.07.12, 13:50
                Przypuszczam, że stężenie bzdur na temat prawa i jego stosowania jest u nieuków-żurnalistów rekordowe, dopuszczam jednak, że ex-aequo z problematyką medyczną ;-)

                Co do obrony koniecznej - nigdzie nie jest powiedziane, że stosować należy "taki sam" środek obrony - jeśli masz pod ręką broń palną, to oczywiście użyć jej możesz. To, że powinnaś użyć jej w sposób wyrządzający minimalną szkodę wynika ze zwyczajnych zasad "ogólnej" etyki i przyzwoitości, ale jeśli nie będzie czasu celować - nikt Ci złego słowa nie powie. Rzecz oczywista - po dokładnym sprawdzeniu, czy to rzeczywiście była obrona konieczna - to jest akurat ten element, który najtrudniej chyba niektórym pojąć. Z ich wypowiedzi na forach wynika, że "prawidłowo" byłoby wtedy, gdyby wystarczyła deklaracja "broniącego się" złożona policjantowi, który przybył na miejsce zdarzenia. To, że ktoś to chce weryfikować to - dla niektórych - jakiś skandal.
    • vito3 Hazardziści przegrywają pieniądze pracodawców i... 08.07.12, 12:11
      dwadziescia pare lat temu nieslawnej pamieci gawronik przyjmujac kasjerow do kantorow badal ich co miesiac na wykrywaczu czy nie zwijaja szmalu,ogromne banki bezradne byc moze na wlasne zyczenie
Pełna wersja