Gość: tzn
IP: *.multi-play.net.pl
01.08.12, 23:51
Rower i samochód to równouprawnieni użytkownicy dróg. Użytkownicy gorącej dyskusji chyba o tym zapomnieli. Zamiast starać się zrozumieć innych próbujemy narzucić swój sposób rozumowania (czyt. swoje przywileje). Po Krakowie jeżdżę codziennie samochodem i kilka razy w tygodniu rowerem. Wiele razy byłem świadkiem jak rozpędzony rower wpadał na przejście i kierowca musiał hamować z piskami. Natomiast zdecydowanie więcej razy to kierowcy samochodów wymuszali pierwszeństwo oraz mijali swoim prawym lusterkiem bocznym mój łokieć o dosłownie centymetry jadąc 60 km/h.
Pomysł który chciałbym zaproponować jako rozwiązanie jest tak prosty, że albo genialny w swej prostocie, albo w sposób oczywisty nadający się do wyśmiania.
Mianowicie przywilejem rowerzysty byłaby możliwość jechania po przejściu dla pieszych, ale jego obowiązkiem byłoby zatrzymanie się przed przejściem.
Czyli taki znak stop (lub zielona strzałka w bok) dla rowerów.
Rozwiązanie to wyeliminowałoby kłopot rozpędzonych rowerów na przejściu a i rowerzystom ułatwiłoby znacznie poruszanie się po mieście.
Ktoś powie: i tak nie będą się zatrzymywać.
A ja odpowiem: teraz też przejeżdżają, ale tylko dlatego, że nie chce im się schodzić z roweru. Zatrzymać się to żaden problem, co innego schodzić i prowadzić rower. Tracimy na tym sporo czasu.
Rowerzysta zatrzymując się przed przejściem traci prędkość, na samym przejściu nie rozpędzi się na tyle, żeby komuś zagrozić.
Oczywiście za nie zatrzymanie się przed przejściem powinno się wystawić mandat.