12-groszy
07.09.12, 10:09
"Przepis " zaprezentowali wczoraj na zebraniu pracownicy jednego z krakowskich zespołów szkolno-przedszkolnych, oraz pani z pewnego wydawnictwa... Wygląda to tak:
Dyrekcja przedszkola zatwierdza konieczność zakupu zestawów pomocy naukowych dla danej grupy przedszkolnej (koszt na jedno dziecko ponad 220 zł), ale mówi wprost, że tego nie sfinansuje - zakupu mają dokonać rodzice z prywatnej kieszeni. Pani z wydawnictwa prezentuje komplet i proponuje rodzicom rabat w wysokości 50% przy zamówieniu grupowym. Do tego momentu wszystko wydaje się być normalne (no prawie - ponoć edukacja w Polsce jest darmowa), ale przez przypadek wychodzi na jaw, że po wpłacie pieniędzy zebranych przez skarbnika od rodziców, zostanie wystawiona faktura na przedszkole!
Pieniądze muszą się w kasie zgadzać, więc pewnie będzie trzeba na podstawie faktury wypłacić gotówkę z kasy przedszkola... A pieniądze to niemałe - blisko 3 tyś. (po 50% rabacie) od jednej(!) grupy przedszkolnej.
Na dzień dzisiejszy faktury jeszcze nie ma, więc trudno kogoś oskarżyć o malwersację, ale nieświadomie pracownicy tej placówki wraz z panią z wydawnictwa zasiali ziarno niepewności: czy takie praktyki są stosowane, a jeśli są, kto na tym zarabia?