Prokuratura na tropie inwestora wyciągu w Gorcach

IP: *.adsl.inetia.pl 11.09.12, 12:43
Ale pie...nie. Jeżdżę tam od 30 lat. Uważam, że to, co ten gość tam robi jest bardzo potrzebne i wcale nie wpływa na otaczającą przyrodę. Przebieg stoku był niebezpiecznie wyprofilowany, a on go tylko wyrównał. Znowu pewnie jakieś hieny chcą wyciągnąć kasę.
    • Gość: tik-tak Re: Prokuratura na tropie inwestora wyciągu w Gor IP: *.bra.telnet.krakow.pl 11.09.12, 13:01
      A prawo ? A pozwolenia ?
      • Gość: igloopol Re: Prokuratura na tropie inwestora wyciągu w Gor IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.12, 13:24
        Trzymam kciuki za właściciela (BTW kolegę z klasy podstawówki). Wyciąg w Koninkach był przecież zawsze - jeżeli prace były prowadzone w obrębie istniejących tras narciarskich (bez tworzenia nowych tras, poszerzania itp. - tylko budowa instalacji w celu poprawy standardu) to o co chodzi? O kasę chodzi - i nic więcej (ktoś nie dostał albo ktoś się boi konkurencji). A prawo? pozwolenia? Może ktoś po stronie GPN też wygodnie sobie wykorzystywał to prawo żeby było jak zwykle "niedasie".
      • Gość: x Re: Prokuratura na tropie inwestora wyciągu w Gor IP: *.geod.agh.edu.pl 11.09.12, 13:46
        Człowieku, prawo, pozwolenia - jak najbardziej: stacja narciarska w Koninkach, wyciąg i trasa zjazdowa mają już ponad 30 lat, więc pomijając wszelkie inne aspekty, po prostu zgodnie z prawem doszło do zasiedzenia. Budując trasę wycięto w lesie przecinkę, cokolwiek na niej wyrosło jest nowym elementem, a jeśli ugór po karczowisku zgospodarowały także rośliny chronione, to chwała za to inwestorowi, bo mógł przecież posiać bylejaką trawę i zapewnić sobie w ten sposób święty spokój. Ta ekspansja chronionych roślin świadczy także o ich dobrej kondycji i sile w otaczającym środowisku, najwyraźniej krzywda się im nie stała ...
        Właściciel/operator stacji ma obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa użytkownikom w myśl aktualnych przepisów, a więc elementy modernizacji, uzupełnianie pokrywy śnieżnej (pomyśl, jak w czasie tych 30 lat zmienił się klimat i jak kształtuje się pokrywa śnieżna: dośnieżenie jest właśnie elementem ochrony środowiska!) są koniecznością, są nieodzownym elementem
        funkcjonowania stacji (mam tu na myśli konserwację stanu aktualnego, podkreślam: jestem przeciwny wszelkim dodatkowym inwestycjom w tym miejscu, choć bardzo chętnie widziałbym odtworzenie dawnego, uroczego wyciągu na północnym stoku Tobołowa). Cała akcja GPN i - przepraszam, przykro mi, ale to opinia dobrze udokumentowana - oszołomów z Pracowni, ma najwyraźniej na celu zrujnowanie i likwidację Stacji w Koninkach. A na to zgody nie będzie - choćby dlatego, że przez te ponad 30 lat Stacja wrosła w krajobraz, także ten społeczny, Małopolski, i jest najlepszym, dostępnym w najbardziej bezpieczny sposób (jedyne "góry" na trasie to Mogilany i Krzyszkowice) terenem narciarskim dla krakowian. Żaden inny wyciąg nie pozwala w 80 min. od wyjścia z krakowskiego domu znaleźć się na wysokości praktycznie 1000 m, żaden nie otwiera tak wspaniałej sieci tras biegówkowych i skiturowych w tak krótkim czasie.
        Koszty społeczne likwidacji, jakie poniosłaby okoliczna ludność prowadząca noclegi, żywienie itp., w ogóle obsługę lokalnego ruchu turystycznego generowanego przez Stację, też muszą być brane pod uwagę.
        Jest Stacja, funkcjonuje od ponad 30 lat, jest społecznie potrzebna, trzeba ten fakt przyjąć do wiadomości i wypracować warunki współpracy. A jako zimowy użytkownik Stacji od początku jej istnienia miałbym tu, między innymi, taką drobną prośbę do władz Parku - niech służbowe skutery śnieżne, także GOPR-u, jadąc "spychówą" z Koninek na Tobołów i potem stokami Obidowca płajem w kierunku Starych Wierchów, zakładają ślady jeden obok drugiego, by powstawała dogodna trasa dla użytkowników biegówek, a nie głęboka koleina o zmrożonych, lodowatych brzegach. I niech zlikwidują wszelki ruch skuterów śnieżnych, quadów i motocykli (poza służbowymi Parku i GOPR-u) na wszystkich trasach w Parku i jego otulinie, zwłaszcza na całej długości czerwonego szlaku i na wszystkich dojściach na Turbacz. Tu mogą liczyć, "Pracownia" też, na pełne moje poparcie! To jest zagrożenie zagrażające całej substancji Parku, nieporównanie poważniejsze, niż lokalna kwestia wyciągu na Tobołów na jego obrzeżu.
        • Gość: tik-tak Re: Prokuratura na tropie inwestora wyciągu w Gor IP: *.bra.telnet.krakow.pl 11.09.12, 14:58
          Prawo i pozwolenia - bo inaczej któregoś dnia zobaczysz słusznego społecznie inwestora na swojej łące...

          "I niech zlikwidują wszelki ruch skuterów śnieżnych, quadów i motocykli (poza
          służbowymi Parku i GOPR-u) na wszystkich trasach w Parku i jego otulinie, zwłaszcza na całej długości czerwonego szlaku i na wszystkich dojściach na Turbacz. Tu mogą liczyć, "Pracownia" też, na pełne moje poparcie! To jest zagrożenie zagrażające całej substancji Parku, nieporównanie poważniejsze, niż lokalna kwesti
          a wyciągu na Tobołów na jego obrzeżu."

          Zgadzam się w 100%

          Choć zauważ - owe quadziki , crossy czy terenówki nielegalnie panoszące się po parku narodowym czy po terenach leśnych (też jest zakaz wjazdu) w Gorcach to takie samo olewanie prawa jak inwestycje bez pozwoleń i papierów...
          • Gość: wenge Re: Prokuratura na tropie inwestora wyciągu w Gor IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.12, 01:06
            Trochę mniej obawiam się inwestora łamiącego prawo z powodów urzędniczych utrudnień, który działa w ograniczonej przestrzeni, która od 30 lat przeznaczona była na analogiczną działalność , od beztroskiego qudowca czy crossowca jeżdżacego gdzie chce i jak mu się podoba po GPN.
            Pierwszego łatwo złapać, drugiego szukaj wiatru w polu ( jak nie złapiesz za rękę).
        • Gość: ? Re: Prokuratura na tropie inwestora wyciągu w Gor IP: *.dynamic.chello.pl 11.09.12, 15:53
          bardzo ciekawa teoria zasiedzenie dzierżawy została ogłoszona przez "x"...
        • Gość: wenge Re: Prokuratura na tropie inwestora wyciągu w Gor IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.12, 00:51
          Wyciąg narciarski Tobołów odwiedziłem pierwszy raz w 1986 roku. Jechało się wtedy ogórkiem (mydelniczką) czasem w przyczepie (wrażenia bezcenne, a o posiadaniu karty kredytowej nie było wtedy nawet mowy) z pod Huty Lenina, która będąc właścicielem ośrodka w zimie uruchamiała linię przewozową dla narciarzy. Na miejscu czekała kolejka do wyciągu z oczekiwaniem do godziny czasu, potem było coraz piękniej. Zaczynało się 7 -10 minutowym wyjazdem na szczyt co przy nie osłoniętym krzesełku i 20 stopniowym mrozie było iście przedalpejskim testem na wytrzymałość, o wiele piękniej było przy opadach śniegu gdy wyjeżdzając na szczyt siadało się na 2-3cm śniegowej poduszce. Stok przygotowany był dla narciarzy przez naturę, 2 metrowe muldy na znacznym fragmencie stoku, kończące się wylodzoną południową stromizną- dreszczykiem jakiego dzisiaj ze "świeczką szukać".
          Dzięki takim doskonałym warunkom w miejscowości trudno było o nocleg więc o 15.00 czekała mnie podróż powrotna ogórkiem.
          Po bez mała 20 latach nostalgia pchnęła mnie tam kolejny raz.
          Zadziwił brak rozbudowy infrastruktury, ta sama budka z herbatą na szczycie, sławojka zamiast ubikacji, podupadający ośrodek na dole, ze stołówką pamiętającą czasy mojej pierwszej wizyty w tym miejscu, uderzający był jednak fakt nie zwiększenia przepustowości wyciągu (podwójne krzesełka?) chociażby dla osób z małymi dziećmi ( na górę oficjalnie nie wjedziesz z dzieckiem, chyba że wyjedzie na niezależnym krzesełku), pomimo tego że przepustowość trasy narciarskiej z wielkim zapasem pozwalałaby na to. Dodając do tego brak kanalizacji i oczyszczalni ścieków w miejscowości, miejsce nie zachęcało do kolejnych odwiedzin.
          Jedyną zaletą (jak pamiętałem) była jedna z najciekawszych (najdłuższych) w pobliżu Krakowa tras narciarskich, tym razem przygotowana już nie tylko siłami natury.
          Do dzisiaj nie wiele się zmieniło.
          Przyczyn dopatrywałem się w prawach własności ośrodka, rzecz jest jednak bardziej skomplikowana (konkurencja, układy?) .
          Tobołów to nie ośrodek w Tatrach, jedynych alpejskich gór w Polsce. Z drugiej strony w Alpach istnieją dziesiątki (setki!) ośrodków narciarskich i nikt nie patrzy na degradację środowiska.
          Środowisko Gorców to środowisko ukształtowane pod silnym wpływem człowieka i zalesione monokulturą świerka- obcym drzewostanem jak na tą przestrzeń, podobnie jak całe Beskidy toczy je dzisiaj ta sama "choroba" ekologiczna.
          Więc temat Tobołowa to rozgrywka konkurencji i "leśnych dziadków".
          Trudno się dziwić, bo to jedyny stok który usatysfakcjonowałby nawet "alpejczyka" jako rozgrzewkę przed sezonem, a odległy zaledwie 70 km od Krakowa.
          A mogło by być tak pięknie.
    • Gość: xx Bo ekoterroryści nie dostali kasy IP: *.dynamic.chello.pl 11.09.12, 23:23
      i teraz szczekają.
      Jak dostaną kasę, to nagle się okaże, że wszystko jest zgodnie z prawem.

      Najlepiej zróbmy park/skansen z całej Polski, wtedy już wszyscy wyjadą, i nawet nie będzie komu zgasić światła.
    • Gość: szarotka Prokuratura na tropie inwestora wyciągu w Gorcach IP: *.tvn.pl 12.09.12, 13:06
      Ale przecież dzierżawca wyciagu złamał prawo. Zwierzęta i rośliny same bronić się nie mogą. Facet nie czekał na zgody- po prostu wyciął drzewa i już. Chyba biorąc wyciag w dzierżawę wiedział że jest to teren parku narodowego i przepisy ochrony środowiska są wyjątkowo ścisłe.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja