marl57
18.03.02, 22:48
Kwaterunek, o równość wobec prawa ????
-witam, bardzo proszę wszystkich o realną merytorycznie pomoc !!!!!!
- zajmujemy z żoną mieszkanie, które w 1947r decyzją ..Urzędu Miejskiego Miasta
Krakowa jako władzy mieszkaniowej zostało przydzielone mojej teściowej jako
lokal mieszkalny -obecna strefa C-ul.Krowoderska, a w poprzednim roku, tzn,2001
po dokonaniu fizycznego podziału kamienicy pomiędzy spadkobierców, lokal ten
został odziedziczony przez pana który na dzień dobry wręczył nam w terminie 3-
letnim wypowiedzenie najmu tego mieszka-nia z uzasadnieniem : -na własne
potrzeby, itd.
Nowa ustawa "..o ochronie lokatorów" stwarza tę podstawę jako prawną.
Właściciel raczył zaznaczyć w tekście wypowiedzenia, że obecnie "nikt nie jest
zobowiązany zapewnić Pani lokalu zastępczego" co przez sam fakt zamieszczenia
tego jasno wskazuje intencje działania.
Całość rozumowania chcę oprzeć na swych wstępnie domniemaniach:
-jeżeli istnieje ciągłość Rzeczypospolitej, a tak podobno jest,
-jeśli Gmina (tu Kraków) jest realizatorem prerogatyw Rządu R.P. na jej terenie,
podejrzewam więc, że jej tzn.Gminy zadania podstawowe „w zakresie realizacji
potrzeb obywateli” (tu mieszkaniowych) są prostą pochodną obowiązków R.P. wobec
obywateli, a te stanowione są Ustawą Zasadniczą = Konstytucją, np. zapewnienie
lokali szkolnych do na-uki, więc ew. fakt że zbiegiem różnych lapsusów czy
amoków prawnych Gmina NIE MOŻE BYĆ tu ZWOLNIONA Z TYCH ZADAŃ.
Konkludując, gdyby było inaczej, to mając dotychczasowy stały krakowski
adres meldun-kowy , co mam do piernika z tym zrobić, jak i do kogo
(instytucja/osoba) się zwrócić, ponie-waż czas...nie stoi a za teraz ok. 2
lata „lokal objęty zostanie pełnę dyspozycją włąściciela.” Gdzie ma mieszkać
nieczemu tu nie winny dot.lokator, to nikogo z ustawodawców dotych-czas nie
zainteresowało. Czyżby poczucie własnej ich misji dziejowej wykazania się odda-
niem każdemu co jego, wyczerpało się z chwilą oddania właścicielom praw do
lokali, z pomi-nięciem już prawa lokatorów do kontynuacji zamieszkiwnia
Pragnę tu zwrócić uwagę, że o ile kiedyś w dziwnych różnymi składnikami latach
powojen-nych ówczesna władza rozporządzała się cudzą własnością (tu lokalową)
narzucając prywat-nym właścicielom lokali przymusowych dla nich na lata całe
lokatorów, to z kolei patrząc na to z punktu widzenia tych lokatorów, nie mieli
oni sami chyba żadnego wpływu na to, czy zostaną ulokowani w mieszkaniach
komunalnych będących wówczas i z reguły w konse-kwencji do dzisiaj -własnością
lub wyłączną administracją ówczesnej Gminy, czy też po pro-stu wtrynieni komuś
do środka mieszkania jako wróg i zmora do wytępienia.
Lokatorzy kwaterunków „gminnych” są adresatami ofert wykupienia tych lokali na
intratnych z reguły warunkach, co w efekcie umożliwia im po wykupie sprzedanie
mieszkania na wol-nym rynku i zakup innego w dowolnym miejscu, przy czym nie
są tu do niczego zmuszani, a jedynie zachęcani, ( -do tego finansowo).
Lokatorzy kwaterunków „prywatnych” zaś są postawieni (mocą ustawy... o ochronie
lokato-rów..) w paraliżującej i dramatycznej dla nich nagłej
konieczności „pozyskania ” (eufemizm) dla siebie i dla rodziny mieszkania do
zamieszkania.
Paradoksalnie, wcześniej już ci, którzy w poczucie odpowiedzialności nie dawali
się ponosić miłosnym uniesieniom i nie poszerzali własnych rodzin do życia w
tak koszmarnych sąsiedz-ko warunkach, paradoksalnie traktowani są teraz jako
nie posiadający w rękawie atutów wobec władz gminnych czy innych by ich serca
swą syt.rodzinną kruszyć, mogą za to pra-cować chyba do upojenia by móc zarobić
na mieszkanie.-gdyby jeszcze było przy czym.
Skala ew. wysiłku finansowego jest odpowiednia do cen mieszkań w Krakowie, już
nie mó-wiąc o np. pozostaniu w tej samej dzielnicy.
Zmierzam tu do tego, że osoby losowo wciśnięte przez władzę
kwaterunkową w kwa-terunek na własności prywatnej, nie mając wcześniej żadnego
wpływy na swój adres za-mieszkania i rodzaj właściciela lokalu mieszkalnego
postawione zostają teraz w zestawieniu z lokatorami kwaterunków „gminnych”
nierównej co najmniej wobec prawa sytuacji, w któ-rej:
- gmina formalnie nie jest do niczego wobec nich zobowiązana, mimo że jej
działaniami (w oparciu o ciągłość władzy) lokatorzy zostali w tej sytuacji
postawieni.
- nie są w stanie z reguły nabyć na własne potrzeby lokalu mieszkalnego,
- zmuszani są do nieludzkiego wysiłku dla zdobycia „środków” np.:100 tys,
złotych, co w aktualnym rynku jest zwykle nierealne.
Gdy osoby te kupią nawet inne mieszkanie o porównywalnej lokalizacji, to ich
bilans finan-sowy jest gorszy od lokatorów czynszówek gminnych tu średnio chyba
o 2krotną wartość takiego mieszkania.
Chyba nie jest to zupełny pat intelektualny ???
- wdzięczny będę za wszystkie pozytywne reakcje, jednak nie tyle w
rodzaju„poklepanie po ramieniu”, ile o wskazanie działającej ścieżki dostępu
do.. rozwiązania tej sytuacji.
- negatywne wobec mnie reakcje na moją sytuację mnie nie interesują, bo na
nikogo nie napadłem by tam zamieszkać (chyba że istnieje pochodne od takiego
zdarzenia „orzeczenie sądu w takiej sprawie” ani też nie zrobiłem tego żadnym
gwałtem, bezprawiem, czy podob-nie.
- odpowiedzialność zbiorowa, tutaj w konsekwencji moja za poczynania władzy
powojennej i innej sankcjonującej średniowiecznym ich chyba działania
prawodawstwem chyba dawno przestała istnieć.... czy aby na pewno???
- Zdawałoby się ze pretendujemy do obywatelstwa Europy.