turpin
28.06.13, 09:01
Redaktor Hajnosz poruszyła i porusza ważki problem, z którym borykają się także dużo bogatsze społeczeństwa - wysyp leków o 'takiej sobie' skuteczności (przedłużenie życia o kilka miesięcy, zwiększenie 2-letniej przeżywalności o kilkanaście procent, itd), ale o raczej słonej cenie. Zaś, jak wiemy, finansowanie ochrony zrowia ze środków publicznych jest grą o sumie zerowej.
Rzecz w tym, że Redaktor porusza ów problem uporczywie tylko od jedenj strony, wytrwale atakując i winiąc wyłącznie płatnika, czyli de facto Skarb Najjaśniejszej Rzeczpospolitej i ludzi nim rządzących. Cenę za lek ustala jednak wstępnie producent, zaś ten rzadko kiedy operuje na pograniczu opłacalności (dla niezorientowanych - duże firmy farmaceutyczne wydają więcej na reklamę, niż na badania naukowe; reklama obejmuje też szeroko pojęty lobbying, w tym za pośrednictwem 'stowarzyszeń pacjentów' i prasy).
Brytyjczycy (NICE - National Institute for Clinical Excellence) dysponujący około 5-krotnie wyższym budżetem per capita odmówili przełknięcia żaby za cenę, którą zaśpiewał Jannsen, a którą Polacy skwapliwie na początku zaaprobowali (ścisle mówiąc w Polsce nawet nieco wyższą), nie dali się i dostali zniżkę:
www.nice.org.uk/newsroom/pressrelease/NICERecommendsAbirateroneAndErlotinib.jsp
Niewątpliwym błędem, jaki popełnili włodarze polskiej medycyny było dopuszczenie do używania tego leku za tę właśnie cenę - negocjacje winny być przeprowadzone przed, a nie po wejściu leku na rynek, nawet jako leku niestandardowego.
Redaktor Hajnosz proszę zaś o przekazanie należnej mi połowy wierszówki na jakieś krakowskie schronisko dla kotów.