Gość: czytelnik
IP: *.adsl.inetia.pl
08.07.13, 16:01
Weterynarz przychodzi. Patrzy w kwity. Pracownika wysyła po kury do badania. Sam nie wie, czy te kury są z tej fermy - z pracownikiem nie poszedł przecież i sam sobie nie wybrał losowo kur do badań. Mógł pracownik pójść do sąsiedniej fermy, mieć odłożone w osobnej klatce itp. Wiedząc, że sąsiad nie szczepił teraz swoich. Kura martwa czy też żywa i tak nic nie powie. Antybiotyki hormony wzrostu itp... To chleb codzienny dla hodowców. Sami tego nie jedzą. Wasze dzieci jedzą. Potem się dziwicie, że mają zaburzenia hormonalne. Ot cała Polska właśnie. Inspekcja Wetrynaryjna czuwa. Oni mają czyste ręce. Do badań poszła kura w porządku. Cóż do sklepów jednak kura z antybiotykiem, który nie zdążył się rozłożyć jeszcze.