Wyprawa z Krakowa na Wołyń: szlakiem historii i...

IP: *.146.217.86.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 11.07.13, 10:28
Ktoś oszalał. Państwowa instytucja, która miała zajmować się badaniami naukowymi (sine ira et studio) prowadzi nacjonalistyczną propagandę - i to w tonacji epatowania makabrą. O ile można zrozumieć to u polityków w Sejmy (głosują nad Wołyniem a nie znają daty powstania warszawskiego), bo tam nie rozum się liczy tylko tani populizm o tyle w przypadku instytucji, która mieni się naukową to zwyczajna kompromitacja. Umyka i ten drobny aspekt, że wzniecanie polsko - ukraińskiej nienawiści gdzie we wzajemnych relacjach nikt nie jest bez winy, przy pomocy rzekomej "kultury pamięci" jest tak naprawdę w interesie rosyjskim. Należy raczej zadać pytanie jak długo pamięcią będą sterować obsesje nacjonalistów.
    • Gość: rowno Re: Wyprawa z Krakowa na Wołyń: szlakiem historii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.13, 13:04
      Gdybyś stracił najbliższych (zamordowanych w potworny sposób - w tym małe dzieci); gdybyś został 'Janem bez ziemi" (urodzony po wojnie, w dużym mieście, wciąż czujący się pozbawionym korzeni; tak naprawdę nie przynależącym d o n i k ą d); gdybyś z trudem wiązał koniec z końcem, mając w pamięci opowieści dziadków, rodziców o własnym domu tonącym w ogrodzie; o majatku powstałym z ciężkiej pracy, pełnej wyrzeczeń; ich bolesne zdziwienie, że mili sąsiedzi, koledzy ze szkoły napadli, zamordowali, spalili wszystko; że "tu" zawsze będziesz przybyszem - bo "tam" nawet cmentarza, gdzie twoi pradziadowie byli chowani, już nie ma -zrozumiałbyś.
    • Gość: A-10 Jeżeli należy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.13, 15:04
      ... zadać pytanie, to je zadaj.
      Zobaczymy, kto odpowie.
      Ludobójstwo to nie jest historyjka wydumana, jak treści z Trybuny Ludu - to fakt historyczny.

      Porównywanie strat ukraińskich do polskich świadczy o głębokiej nieznajomości rzeczy.
      Nie przypuszczam jednak, byś nie znał faktów, raczej UDAJESZ, że ich nie znasz.

      Ustalanie prawdy historycznej i prowadzone nad nią badania to nie jest nacjonalizm ale historia.
      Nauka taka. Jak medycyna. Medycyna też jest nacjonalistyczna? I fizyka?

      Badania prowadzone przez stronę ukraińską są skażone dziesięcioleciami sowieckiego myślenia, zgodnie z którym prawdą jest to, co jest dobre dla nas.

      Tymczasem nauka w swej istocie polega na czymś innym.

      Mnie też jest bardzo przykro, że skołowani i pozbawieni przez stulecia swojej państwowości Rusini postanowili legendę o jej początkach zbudować na polskiej krwi.
      No ale jeśli czyjeś poczucie narodowej więzi liczy sobie lat 130 (góra) to ma różne kłopoty.

      Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie.
      • ar.co Re: Jeżeli należy 11.07.13, 20:35
        Zarzucanie komuś nieznajomości historii w sytuacji, kiedy sam opowiadasz bajki o rzekomo 130-letnim "poczuciu narodowej więzi" wśród Ukraińców jest zwyczajnie żałosne.
        Naucz się najpierw, czym była Ruś Kijowska czy Kozaczyzna Zaporoska, a potem krytykuj mądrzejszych od siebie.
        A do czego doprowadziło uparte zaprzeczanie przez II RP narodowej jedności "tzw. Ukraińców" (jak to z lubością pisała prasa), to najlepiej pokazał właśnie Wołyń i Galicja Wschodnia.
        • Gość: A-10 Nie mogę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.13, 22:18
          ... jeszcze raz nauczyć się czegoś, co wiedziałem jeszcze w czasach, kiedy nie było Cię na świecie (zakład?)

          Czym innym (Niebogo) jest chrzest RUSI, RUŚ KIJOWSKA czy kozaczyzna, a czym innym ukraińska świadomość narodowa.

          Więź narodowa to nie świadomość narodowa. Więź to więź.

          Przyjemnie jest odpowiadać na zarzuty nie postawione. Metoda ta jest mi dziwnie znana. Erenburg? Chyba tak. ("Prelegent rozpoczął od odpowiedzi na nie doręczone kartki")

          Jest m znana prawie tak dobrze, jak zwrot "naucz się najpierw".

          Oczywiście jest mi bardzo przykro, że w II RP pisałem takie wstrętne artykuły (z lubością). To się więcej nie powtórzy.

          Ja rozumiem, że temu co napisałem poprzednio trudno jest zarzucić nieprawdę i w związku z tym należy kopnąć mnie.
          To się nazywa argumentum ad hominem i zostało - jako zestaw sposobów - z grubsza usystematyzowane w 1831 r.

          Przyjemnie się gawędziło. Obawiam się jednak, że pomyliłem drzwi.
Pełna wersja