jaroosi
09.08.04, 11:49
Witajcie,
jakis czas temu pojawiłam sie na forum prosząc o pomoc. Wiele z Was
forumowiczek odpowiedziało, pomogło i dało nadzieję na lepsze jutro.
Wciągnęłam się w świat forum i teraz odwiedzam je prawie codziennie.
Zdaje sobię sprawę z faktu, że jako "świerzy nabytek" społeczności forum,
mogę wzbudzać mniejsze zaufanie od osób, które spotykaja sie tutaj od wielu
miesięcy. Liczę jednak na Wasze dobre chęci i wiarę w innego człowieka.
Kochani piszę w imieniu pewnej Ani, która naprawdę potrzebuje pomocy.
Zagmatwała sobie życie ale teraz ma wreszcie okazję wszystko wyprostować.
Jej historia jest jak scenariusz filmowy. Dwa lata temu poznała Tunezyjczyka
i "serce nie sługa". Na przekór rodzinie wyjechała z ukochanym człowiekiem,
któremu zaufała. Człowiek wykształcony, studiował we Francji i może właśnie
dla tego uwierzyła w jego słowa i obietnice. 10 m-cy temy urodziła synka,
tyle tylko, że juz w Tunezji. Wówczas rozpoczęła się jej gehenna. Została tam
wręcz uwięziona. Pilnowana przez jego rodzinę nie mogła podejmowac
samodzielnych decyzji, nie mówiac już o kontakcie z Polską. Nie zgadzał się
na jej powrót do Polski. Cała sprawa oparła sie o ambasadę polską. Ratunkiem
okazał sie fakt, że nie pobrali się, nie była jego żoną. Sprawa strasznie
poplątana ( podobna do przedstawionej kiedyś w programie Rutkowskiego
"Detektyw"). Na dzień dzisiejszy koszmar dobiega końca. Ania z Adasiem
wracają do Polski. Wyrwała sie z kraju gdzie religia i status rodziny jest
zupełnie odmienny od naszego.
Ja wiem, że wiele z Was odpowie: sama sobie winna, głupia, tyle się o tym
mówi....Ale proszę, nie czas teraz na nauki. Myślę, że życie dało jej nauczkę.
Jeśli ktos z Was jest w stanie ją zrozumieć, okazać odrobine wspólczucia i
może pomóc, to GORĄCO PROSZĘ!!! W przyszłym tygodniu będzie w domu, ale nie
ma nic dla dziecka. Brak jej ubranek, kosmetyków, wózka, łóżeczka.....
Nie ma kompletnie nic. W obecnej chwili wiem, że czuje sie szczęśliwa i
fakt,że uwalnia się, od kiedyś bliskiego człowieka jest dla niej
najważniejszy. Z tamtego domu nie może zabrać nic, bo wszystko należy do "jej
pana i władcy".
Drogie forumowiczki jeśli posiadacie taką możliwość to złączmy siły i pomóżmy!
Myślę, że uda nam się wspólnymi siłami zebrać coś dla małego Adasia i
przywitać "tę córkę marnotrawną" jakimiś niespodziankami.
Pozdrawiam i raz jeszcze proszę zadziałajmy!!!