ragtime_r
21.10.04, 09:47
wczoraj widzialem ciekawą sytuację. Dochcodzę do wniosku, że japońce to może
naród praktyczny ale trochę dziwny...
wychodzę z Urzędu Skarbowego na Grodzkiej i widzę jadącą dorożkę. Jak to
dorożki krakowskie, z przodu kuń, za nim woźnica, potem jacyśtam turyści... w
pewnym momencie kuń nieco spowolnił i wydał na świat to co zalegało mu na
wątrobie. I nagle - bo wcześniej ich poprostu nie było widać ( zupelnie jaby
danego de vito wpuścić pomiędzy koszykarzy..) jakaś zawierucha, odgłosy
aparatów robiących zdjęcie. okazało się że potomkowie chingis-chana,
zafascynowali się... no właśnie nie tym co ten biedny koń zrobił ( bo
podejrzewam że japońskie, czy chińskie konie też to robią...) ale woźnicą
który zszedł był na ulicę, pochycił woreczek, szufelkę i z całym pietyzmem
jął zbierać ów nawóz naturalny do woreczka.
naszła mnie refleksja: czyż oni nie są praktyczni ( ale za razem
trochę "fałszywi") bo tu tak niby zaobserwują, pojadą do siebie i zaszczepią,
unowocześnią, sprzedadzą jako patent, założą koncern nie wiem... "shit goes
for ever" albo jakoś tak...
ale z drugiej jest w tym ukryta pewna życiowa prawda:
otóż japończyk będzie się głowił jak to zrobić aby usprawnić, umilić itp.
niemiec nie będzie sie bał roboty; wysiądzie i bardzo dokładnie poprząta po
koniu
polak będzie kombinował jak by tu udawać że się niby coś robi ale tak żeby
nic nie robić, a przy okazji wykiwać np. straż miejską
a taki rosjanin albo ukrainiec to napewno wogóle by nie zsiadł bo bał by się
że mu podprowadzą powóz...
całe szczęście że ten woźnica godnie zaprezentował nasz kraj, poza tym
pokazał że świadomość ekologiczna jest u nas na poziomie i proszę; nic się
nie marnuje!