Twoja podróż sentymentalna...

29.04.02, 23:54
Gołębie wiecznie brudzące balkon w mieszkaniu Twojej babci w kamienicy z
widokiem na Wisłę, emocje kiedy całowałeś Ją pierwszy raz w kwietniu nad ranem,
gdy było chłodno i oddałeś jej swoją marynarkę, zniszczona ławka u wylotu
Grodzkiej pod Wawelem, Twoja knajpa, która już nie jest taka jak kiedyś była, a
ludzie z którymi piłeś założyli krawaty i udają ojców. Ostatni papieros
wypalony pod Ratuszem na Rynku, piekarnia na Twojej ulicy, której już nie ma,
klasowa wycieczka do Muzeum Archeologicznego, z której uciekłeś z kumplami,
czerstwe precle jedzone po szkole, woda z saturatora na Plantach i polewaczki
jeżdżące po Rynku......
Jeśli coś cię tknęło napisz. Jak zapamiętałeś Siebie i swój Kraków, którego już
nie ma, lub nigdy nie będzie taki sam...
    • Gość: peteen Re: Twoja podróż sentymentalna... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.04.02, 00:56
      jestem ojcem, uczę moje córki Krakowa... idzie mi jak po grudzie, bo to
      przedmiot totalnie nadobowiązkowy, myślę, że umrę z moim Krakowem w odosobnieniu
      : chciałbym się uśmiechnąć
    • Gość: skks Re: Twoja podróż sentymentalna... IP: *.muszyny.sdi.tpnet.pl 30.04.02, 14:19
      Jak czytam takie teksty to dostaje nerwicy:))))
      buuuuu
      Łza się w oku kraci!!!!
      młodzież dzisiejsza tego nie zrozumie.
      I może dobrze, że nie zrozumie. Moje sentymenty mam tylko dla siebie.
      :-(((( skks
      • mikolaj7 Re: Twoja podróż sentymentalna... 30.04.02, 15:10
        Gość portalu: skks napisał(a):

        > Jak czytam takie teksty to dostaje nerwicy:))))
        > buuuuu
        > Łza się w oku kraci!!!!
        > młodzież dzisiejsza tego nie zrozumie.
        > I może dobrze, że nie zrozumie. Moje sentymenty mam tylko dla siebie.

        jak nie rozumie? mnie tez takie teksty ruszaja. moze w
        innym troche wymiarze niz Was, bo jednak krocej troche
        zyje, ale wyobrazcie sobie, ze tez.....

        wlaszcza po skonczeniu jednej szkoly i przeprowadzce.
        • Gość: skks Re: Twoja podróż sentymentalna... IP: *.muszyny.sdi.tpnet.pl 30.04.02, 15:52
          To się bardzo cieszę!!!!
          :-))) skks
      • voytekk Re: Twoja podróż sentymentalna... 01.05.02, 03:35
        Gość portalu: skks napisał(a):

        > Jak czytam takie teksty to dostaje nerwicy:))))
        > buuuuu
        > Łza się w oku kraci!!!!
        > młodzież dzisiejsza tego nie zrozumie.
        > I może dobrze, że nie zrozumie. Moje sentymenty mam tylko dla siebie.
        > :-(((( skks

        Nerwicę można leczyć, ale do tego potrzebny jest przekroczenie pewnego progu
        wrażliwości.
        Nikt nie stwierdził, że młodzież tego nie zrozumie, ale sądząc po reakcji
        faktycznie tak jest. Chodzi o wspólny sposób postrzegania i przeżywania Krakowa
        naszej młodości, Krakowa, którego już nie ma. Pozwól wiec spokojnie wyrazić to
        tym, którzy taką potrzebę odczuwają i przemyśl coś zanim powiesz/napiszesz/.
        A w ostateczności załóż swój wątek: Kraków widziany oczami absolwentów
        Zasadniczych Szkoły Zawodowej Gastronomii i Technikum Poligraficznego w roku 2001
        albo Kraków postrzegany oczami fanów Wisły lub Kraków odsiadujących wyroki karne
        na Montelupich. Każdemu wolno. Bądź pewien, że się nie wtrącę....

        • Gość: skks Re: Twoja podróż sentymentalna... IP: *.muszyny.sdi.tpnet.pl 01.05.02, 09:39
          Woytkku miły!!!
          Jesteś przewrażliwiony i niedouczony, niestety.
          :-))) skks
          • Gość: voytekk Re: Twoja podróż sentymentalna... IP: *.chello.pl / 62.179.0.* 01.05.02, 12:09
            Gość portalu: skks napisał(a):

            > Woytkku miły!!!
            > Jesteś przewrażliwiony i niedouczony, niestety.
            > :-))) skks

            i vice versa; można tak odbijać piłeczkę w nieskończoność.
            serdeczności
            • Gość: peteen Re: Twoja podróż sentymentalna... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 01.05.02, 13:15
              paniowie, pacem in terris !
              emocje wzięły górę, a przecież wiem, że obaj swój Kraków przeżywacie
              mikołaj7 się obruszył, że młodzież dziś inna, ale wsparcia od kumpli nie dostał
              a odwieczny spór, kto miał rację: kreon czy antygona nie ma rozwiązania...
              ściskam was obu pokojowo
              :)))
              • Gość: skks Re: Twoja podróż sentymentalna... IP: *.muszyny.sdi.tpnet.pl 01.05.02, 14:40
                Peteenku, Sędzio sprawiedliwy, który za dobre wynagradzasz a za złe karzesz,
                powiedz czy nie jest Ci żal, że już nigdy, na pewno nie będziesz miał 17 lat?
                Że pierwsze jabole już wypite, że głupia polonistka już się nigdy nie będzie
                czepiać, że nasze kasztany już przekwitły, że moja pierwsza miłość już jest
                babcią, że......
                :-))) skks
                • Gość: voytekk Re: Twoja podróż sentymentalna... IP: *.chello.pl / 62.179.0.* 01.05.02, 14:54
                  Przypuszczam, że każdemu zdroworozsądkowo myślącemu człowiekowi jest żal tego
                  co przeminęło bezpowrotnie, ale jeżeli wspomnienia łączą się z przyjemnym
                  przeżywaniem czegoś co minęło, ale budzi pozytywne emocje, z którymi mogę się
                  utożsamiać nie tylko ja i na dodatek nierozerwalnie wiążą się z magią Krakowa i
                  jego zakątków to czemu nie ???
                  Taki piękny dzień, a Wy siedzicie na forum ???
                  • muzaaa Re: Twoja podróż sentymentalna... 01.05.02, 15:35
                    Ja jestem latwa na sentymenty, zwlaszcza ze na obczyznie jestem i tesknota
                    czasami daje sie we znaki.
                    Krakow z saturatorami to dawne czasy. Lubilam patrzec na sikajaca wode do
                    wnetrza szklanki, jak maly gejzer "czyscil" pozostalosci po czerwonym soku.
                    Szybkie ruchy i juz czerwona smuzka gestej cieczy ciekla uwolniona po
                    odkreceniu kurka. Potem glosne "sssssss" i juz napoj gotowy:))); pyszny,
                    malinowy.
                    A tak a propos to ciesze sie ze nigdy nie mialam z tego zadnej choroby na
                    ustach. Do kranowki bylam przyzwyczajona, takie po prostu ewolucyjne
                    dostosowanie.
                    • kuba203 Re: Twoja podróż sentymentalna... 01.05.02, 15:44
                      muzaaa napisał(a):

                      > Krakow z saturatorami to dawne czasy.

                      Można o jakieś wyjaśnienia prosić, co to takiego?
                      • muzaaa Re: Twoja podróż sentymentalna... 01.05.02, 15:51
                        Saturator to zrodlo przy ktorym kiedys kazdy mogl ugasic pragnienie. Tanio,
                        szybko i skutecznie:)
                        Uliczne serwowanie napoju (w formie jak sprzedawane obecnie precle). Dwie
                        mozliwosci; z sokiem, albo bez:). Taki przenosny duzy syfon:)
                        • kuba203 Re: Twoja podróż sentymentalna... 01.05.02, 15:54
                          Aha, kapuję. Ale źródło, to znaczy, że z takiej pompy sprzedawali, co stoją np
                          na Rynku, takie zielone?
                          • muzaaa Re: Saturator raz jeszcze:) 01.05.02, 16:00
                            Nie wiem o jakich pompach mowisz, ale saturatory byly podlaczone do... hmmm,
                            wlasnie...
                            Chyba do takiej normalnej wody jaka jest w kranie, gdzies tam przykrecali sie
                            do rur:)
                            Przepraszam Kuba, ale moze jest ktos inny kto pamieta techniczna strone tego
                            urzadzenia:)
                            • Gość: maras Re: Saturator raz jeszcze:) IP: *.chello.pl / *.chello.pl 01.05.02, 16:18
                              Byl tez jeden magiczny saturator, bodajże przy ulicy Czystej, gdzie można było
                              zamówić napój z góry albo z dołu. Większosć brała z góry, bo też wiadomo, że
                              na dole osad i różne wstrętne rzeczy mogły się zapodziać, natomiast ten kto
                              wiedział, brał z dołu. Bowiem napój "z dołu" nie maił nic wspólnego z sokiem,
                              a był najprawdziwszą wódką wyciąganą, rzeczywiście, z szafki na dole :). Ech,
                              łza się w oku kręci...
                            • kuba203 Re: Saturator raz jeszcze:) 01.05.02, 16:23
                              muzaaa napisał(a):

                              > Nie wiem o jakich pompach mowisz, ale saturatory byly podlaczone do... hmmm,
                              > wlasnie...

                              Miałem na myśli takie studzienki, jak np ta im. Badylaka, jakich pełno w Krakowie
                              (na Rynku jeszcze koło kwiaciarek i koło kościółka Św. Wojciecha są).
              • mikolaj7 Re: Twoja podróż sentymentalna... 02.05.02, 11:30
                Gość portalu: peteen napisał(a):

                > paniowie, pacem in terris !
                > emocje wzięły górę, a przecież wiem, że obaj swój Kraków przeżywacie
                > mikołaj7 się obruszył, że młodzież dziś inna, ale wsparcia od kumpli nie dostał

                to fakt... powinni sie wstydzic...

                a takie nastroje sentymentalne to jeszcze wywoluja we
                mnie piosenki np. pink floydow i im podobnych zespolow
                (the doors i taki inne, ktorych nawet nazw nie znam)...
                • Gość: skks Re: Twoja podróż sentymentalna... IP: *.muszyny.sdi.tpnet.pl 02.05.02, 11:59
                  To ja Wam Wszystkim wyjaśnię , co to "saturator".

                  To takie urządzenie do produkowania i sprzedawania wody zagazowanej dwutlenkiem
                  węgla - czyli sprzedaż rozcieńczonego kwasu węglowego.
                  Saturator to taki wózek na dwóch małych kółkach na którym zabudowano ,
                  najczęściej niebieską, metelową skrzynię z dwoma kranikami i szklanymi
                  pojemnikami na wierzchu.
                  Do wóżka doczepiona była butla z dwutlenkiem węgla który, mieszano z wodą w tej
                  skrzyni.
                  Na blacie, czyli na skrzyni były dwa, jak pisałem szklane walcowe, pojemniki -
                  jeden na czystą wodą gazowaną -kosztowała 30groszy, później 50 groszy, drugi
                  pojemnik na "sok" najczęściej malinowy a bywało , że wiśniwy, woda z sokiem to
                  1zł, później 1,5zł.

                  W wyposażeniu saturatora była jedna szklanka tzw. MUSZTARDÓWKA w której
                  sprzedawca podawał napój. Po wypiciu płukał szklankę w czystej wodzie gazowanej
                  i podawał następnemu klientowi.
                  Wodę pobierano z sieci wodociągowej czyli saturator musiał stać w pobliżu
                  ściany z której wystawał kran, kurek z wodą - nie było innej możliwości.

                  Kupowało się "czystą" a nie czystą wodę.
                  Kupowało się "z sokiem" a nie wodę z sokiem.
                  Przyrzekam nikt nie dostał gruźlicy ani innego syfa.

                  Wodę też nazywano gruźliczanką.
                  :-))) skks
                  • Gość: Joseph Re: Twoja podróż sentymentalna... IP: *.interkom.pl / *.interkom.pl 02.05.02, 12:05
                    Zupełnie niedawno, jeszcze dwa-trzy lata temu, jeden nieczynny saturator
                    (zielony i na kółkach z wypuszczonym powietrzem) stał tuż obok nocnego sklepu
                    spożywczego przy dworcu. Pokątni sprzedawcy używali go jako podstawki do
                    kierpców i oscypków, i takie było jego życie po życiu. Potem gdzieś zniknął, a
                    szkoda. Podobno jeden się jeszcze zachował w tzw. muzeum socjalizmu w Nowej
                    Hucie, ale nie wiem na pewno, bo nie byłem.
Pełna wersja