vipa
18.05.02, 13:43
"Gazeta" ujawniła, że niejaki Janusz Lisak, poseł Unii Pracy i szef klubu
parlamentarnego UP w Sejmie posiada m.in. oszczędności i akcje o wartości ok.
60.000 złotych, 200-metrowy dom o wartości prawie 300.000 złotych, 90-metrowe
mieszkanie (warte ok. 275.000 złotych) i dwa samochody: toyotę i peugeota...
Ja mu nie zazdroszczę; niech ma (chociaż Unia Pracy to parta, która dość
podejrzliwie patrzy na zbyt bogatych ludzi), ale bardzo jestem ciekaw jak on
się tego wyszyskiego (razem wymienione rzeczy są warte pod 700.000 złociszy)
dorobił jako... adiunkt na Politechnice Krakowskiej.
Muszę tylko kupić od Lisaka licencję na oszczętne życie, bo ja, jako pracownik
naukowy przyzwoitej uczelni krakowskiej (choć nie Polibudy) odebrałem za
kwiecień... 2470 złotych. Dodam, że stopień naukowy mam wyższy do Lisaka. To
daje rocznie zaledwie 30.000 złotych. Tymczasem Lisak twierdzi, że jako
asystent zarobił w Instytucie Materiałoznawstwa i Technologii PK w 2000 roku...
122 603 zł.
Ale nawet jeśli założyć, że Lisakowi na Politechnice tyle płacą i że od 10 lat
odkłada z tego połowę, to jeszcze nie ma "pokrycia" na te dwa domy, dwa
samochody i akcje...
Ten Lisak musi być bardzo zaradny: najpierw sprzeciwiał się budowie Nowego
Miasta, potem był "za" i jeszcze prowadził uroczystość podpisania kwitów z PKP.
Ciekawe ile można zarobić na takiej zmianie zdania?