Mieli moralne prawo krytykować - Fededacja Anar...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.05, 02:05
Każdego uczestnika, nielegalnej manifestacji skazać za obrazę głowy obcego
państwa.
    • Gość: Piotr Re: Mieli moralne prawo krytykować - Fededacja An IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.05, 12:58
      tak jeszcze lepiej rozstrzelac. Wraca PRL
    • Gość: maja Re: Mieli moralne prawo krytykować - Fededacja An IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.01.05, 15:30
      oburzajace byloby; gdyby nikt nie dal wyrazu temu, ze pamieta o tym, co Putin
      wyprawia w Czczenii, a czym politycy przestali sie juz przejmowac!
    • Gość: sosenka! Re: Mieli moralne prawo krytykować - Fededacja An IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.01.05, 18:24
      puknij sie w glowe!
      • Gość: sosenka! Re: Mieli moralne prawo krytykować - Fededacja An IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.01.05, 18:27
        wiec skad ta wyrozumialosc dla jerzego urbana? czy ktos bil go palka? ciagnal
        kilkadziesiat metrow po ziemi? dokonywal rewizji osobistych szykanowal itd itd?
        czy w tym kraju jest jak w folwarku zwierzecym Orwella? widocznie te swinie sa
        rowniejsze.
    • Gość: depresja Re: Mieli moralne prawo krytykować - Fededacja An IP: *.master.pl / *.master.pl 02.02.05, 14:01
      to jest chore co sie dzieje na tym swiecie, nie mozemy wyrazic wlasnego znania
      bo nie mozemy innaczej myslec
    • Gość: rtr Współczesny Auschwitz na Kaukazie IP: *.crowley.pl 05.02.05, 10:35

      To, iż ludzie są zdolni do takich bestialstw, przechodzi wszelkie pojęcie.
      Nigdy nie przestaniemy zadawać sobie pytania: jak to się mogło zdarzyć? - mówił
      Władymir Putin w ubiegły czwartek w Auschwitz. Słowa te wypowiadał w podniosłej
      atmosferze obchodów rocznicy wyzwolenia obozu człowiek, który stworzył na
      Kaukazie prawdziwe piekło: system obozów koncentracyjnych. - Czernokozowo można
      spokojnie porównać do Oświęcimia - uważa rosyjski dziennikarz Andriej Babicki,
      który przeżył pobyt w jednym z najstraszniejszych obozów.

      Kilku inwalidów z amputowanymi kończynami rzucili na ziemię. Potem deptali po
      nich ciężkimi żołnierskimi buciorami. Umara Chanbijewa zmusili, żeby patrzył.
      Szok był tak silny, że gdy przyszła kolej na niego, nie czuł bólu. W obozach
      koncentracyjnych, które stworzył na Kaukazie Władymir Putin, takie sceny to
      codzienność.

      Relacje z piekła

      Umar Chanbijew, jak przystało na lekarza, precyzyjnie wylicza tortury
      chirurgiczne, z którymi zetknął się na Kaukazie: amputacja palców i kończyn,
      wydłubywanie oczu, łamanie kości i kręgosłupa, otwieranie jamy brzusznej i
      wyciąganie jelit na zewnątrz, odcinanie języka, uszu i organów płciowych,
      miażdżenie wątroby, śledziony i nerek precyzyjnymi ciosami. O niektórych z nich
      sami oprawcy mówią, że ofiara nie ma prawa przeżyć.

      Chanbijew był przed wojną ministrem zdrowia Czeczeńskiej Republiki Iczkeria.
      Podczas wojny trafił do obozu filtracyjnego. Udało mu się wydostać z piekła.
      Jako lekarz zajmował się setkami tych, którzy przeszli przez obozy. Na
      podstawie tej wiedzy napisał naukowe opracowanie na temat tortur w rosyjskich
      obozach koncentracyjnych.

      Piłowanie wilczych kłów

      Chanbijew dzieli je na fizyczne i psychiczne. Wśród tych pierwszych wyróżnia:
      torturowanie prądem organów płciowych, uszu, nosa, potylicy, pod pachami. Do
      tortur bardziej wymyślnych należy "jaskółka", czyli podwieszanie na związanych
      ze sobą rękach i nogach (bóle w stawach nie ustępują nawet po długim czasie).
      Inny pomysł to zakładanie więźniowi maski gazowej, po czym oprawcy zamykają
      dopływ powietrza i torturowany traci przytomność.

      Duże oszczędności przynosi kilkudniowe głodzenie więźnia, po którym przy pomocy
      metalowych szczypców oprawcy kaleczą mu język. Potem biją go gumowymi pałkami,
      zmuszając do jedzenia gorącej potrawy posypanej solą i pieprzem. Większego
      profesjonalizmu wymaga od oprawców tortura "wilcze kły" (wilk to godło
      Czeczenii), podczas której więźniowi przywiązanemu lub przykutemu do krzesła
      otwiera się usta, pakuje między szczęki drewniany kołek i pilnikiem piłuje
      zęby.

      Następna tortura to "okrągły stół" - skutych więźniów sadza się przy stole i
      ich języki przybija gwoździami do blatu. Oddzielny rozdział to wymyślne tortury
      mające na celu pozbawienie Czeczenów płodności. Relacje więźniów mówią o
      wprowadzaniu elektrody do odbytu, w czasie gdy druga elektroda podłączona jest
      do organów płciowych. Tortura jest obliczona na uzyskanie ściśle określonego
      efektu: powoduje trwałe uszkodzenie dróg moczowych i prostaty. Chanbijew nie ma
      wątpliwości, że na taki pomysł mogła wpaść tylko osoba mająca medyczne
      wykształcenie.

      Według niego dowodem na to, że w procederze biorą udział lekarze, jest też
      testowanie na więźniach wymyślonych przez laboratoria chemiczne nowych trucizn.
      Wykorzystywane są do tego laboratoria w Dagestanie i Północnej Osetii,
      sąsiadujących z Czeczenią republikach autonomicznych.

      W obozach na porządku dziennym są gwałty. Gwałcone są kobiety i mężczyzni.
      Często publicznie. Wobec więźniów stosowane są też tortury psychiczne.
      Czeczeński lekarz wylicza: pozorowanie rozstrzelania, nadawane w nocy przez
      głośniki więzienne odgłosy tortur, przymusowe przyglądanie się torturowaniu
      współwięźniów.

      Nie wiedziałem, że ludzie mogą tak krzyczeć

      Dowodem, że relacje Chanbijewa to nie wymysł, są relacje wielu świadków. -
      Obozy filtracyjne to po prostu pseudonim obozów koncentracyjnych - uważa
      Siergiej Kowaliow, były rosyjski rzecznik praw obywatelskich.

      Latem 2002 francuska prawnik Anne le Tallec wizytowała obozy czeczeńskich
      uchodźców, przygotowując raport dla ONZ i ACAT, organizacji walczącej ze
      stosowaniem tortur. Wysłuchała ponad 60 relacji. Tallec znalazła nie budzące
      wątpliwości dowody, że w Czeczenii prowadzona jest akcja sterylizacyjna.
      Mężczyznom do genitaliów podłączano elektrody albo - jak w przypadku męża
      Aminat z Cocin Jurtu - podkładano papier nasączony benzyną i podpalano. Kobiety
      opowiadały, jak w obozach "wstrzykiwano im zieloną miksturę i karmiono jakimiś
      specyfikami". Mężczyznom także wstrzykiwano substancje przypominające benzynę
      lub wybielacz. Oprawcy mówili więźniom, że po takich kuracjach "nie będą już
      płodzić terrorystów".

      Człowiekiem, dzięki któremu prawda o obozach koncentracyjnych na Kaukazie
      wyszła na jaw, był rosyjski dziennikarz Andriej Babicki. Gdy podczas pierwszej
      wojny w Czeczenii zbierał materiał do reportażu, został aresztowany przez
      Rosjan i umieszczony w obozie koncentracyjnym w Czernokozowie. W wyniku
      międzynarodowych nacisków został uwolniony.

      Słyszał krzyki ludzi, którzy byli bici przez cały dzień. - Wcześniej nawet nie
      byłem sobie w stanie sobie wyobrazić, że ludzie mogą tak straszliwie krzyczeć -
      opowiadał.

      Katowni jest co raz więcej

      Obrońcy praw człowieka mówią, że rosyjskie obozy koncentracyjne to dobrze
      zorganizowany system. Przez "filtrację" przeszły dziesiątki tysięcy Czeczenów.
      Ilu dokładnie, nikt nie wie.

      Pierwsze obozy pojawiły się podczas poprzedniej wojny w Czeczenii. 12 grudnia
      1994 r. rosyjskie MSW wydało zarządzenie numer 247. Zgodnie z nim na terenie
      każdej jednostki wojskowej podlegającej MSW, Ministerstwu Obrony, Federalnej
      Służbie Bezpieczeństwa oraz wywiadowi wojskowemu stworzono areszty, w których
      torturowano Czeczenów. System na nieporównanie większą skalę rozbudował podczas
      drugiej wojny w Czeczenii Władymir Putin.

      Czeczeni trafiają najpierw do punktu filtracyjnego, w którym są torturowani, by
      przyznali się do tego, że są członkami zbrojnego oddziału. Do obozów trafiają
      zupełnie przypadkowi cywilni mieszkańcy, których oprawcy zmuszają do złożenia
      zeznania, że są przywódcami partyzantów oraz przekazania informacji, gdzie
      znajduje się czeczeński prezydent Asłan Maschadow i inni partyzanccy przywódcy.

      Jeśli krewni nie wykupią torturowanego w ciągu kilku dni, zostaje przeniesiony
      do centralnego obozu filtracyjnego w Chankale koło Groznego, gdzie poddawany
      jest jeszcze okrutniejszym torturom. Jeśli przeżyje i nie przyzna się do winy,
      trafia do mordowni - np. w Czernokozowie.

      Gdy w obozach na Kaukazie brakuje miejsc, Czeczeni wywożeni są do Rosji. Tam
      przewożeni są z więzienia do więzienia, czasem przechodząc nawet przez
      kilkanaście zakładów karnych. Tam też są torturowani. Jeśli więzień nie
      wytrzyma tortur, administracja zakładu sporządza dokument o zwolnieniu
      zatrzymanego. Jeśli przeżyje miesiące męczarni, wraca do Czernokozowa jako
      nieuleczalny inwalida. A tam administracja obozu znów proponuje rodzinie wykup
      więźnia. Jeśli nie przeżyje - rodzina musi zapłacić łapówkę za wydanie ciała.

      - Z relacji uchodźców, którzy docierają do Polski wynika, że w tej chwili
      rośnie liczba punktów filtracyjnych, z których każdy jest małym obozem
      koncentracyjnym - mówi Malika Abdoulvakhabova, Czeczenka zajmująca się
      uchodźcami, którzy trafili do Polski. - Powszechnie stosowaną torturą jest
      wielogodzinne przetrzymywanie w jamie pełnej lodowatej wody, do której
      wsypywany jest chlor. Liczba torturowanych w Czernokozowie zmniejszyła się po
      tym, jak obóz opisały zachodnie media, więc w tej chwili więcej więźniów jest w
      obozie w Mozdoku, do którego nie ma żadnego dostępu.

      Piotr Lisiewicz
Inne wątki na temat:
Pełna wersja