Czyżby kolejna chryja?

IP: *.p-s-inter.net 07.03.05, 11:03
Wyobraźmy sobie, że mamy prawo jazdy, które zdobyliśmy przed wielu laty,
jeździmy po polskich drogach, nabieramy dużego doświadczenia i nagle
dowiadujemy się, że to prawo do prowadzenia samochodu się już nie liczy, bo
jak chcemy kogoś gdzieś zawieźć nawet za friko MUSIMY wynając sobie
zawodowego kierowcę, bo tylko on może zagwarantować bezpieczny dojazd.
Godzimy się z takim stanem rzeczy? Z pewnościa nie. Zaczynamy więc dociekać
jak do tego doszło, jakie to elity i na jakiej podstawie uzurpują sobie prawo
do bycia jedynymi słusznie uprawnionymi do korzystania z polskich dróg
jezdnych i prowadzenia na nich pojazdów...

Identycznie wygląda sprawa uzurpatorów z trochę innej "branży" czyli
przewodników górskich. Są ludzie, którzy przed wielu laty uzyskali
uprawnienia przodownika turystyki górskiej PTTK. I nie było to wcale takie
proste, jak fałszywie twiedzą przedstawiciele światka zawodowych przewodników
turystycznych. Trzeba było najpierw dobrze poznać góry (temu służyło
spełnienie wymogów na GOT), ukończyć kilkumiesięczny kurs, zdać trudny
egzamin (kto jest z Poznania, to powinien wiedzieć jaką sztuką było zdanie
egzaminu u prof. Władysława Bartza), wykazać się zoganizowaniem i
poprowadzeniem minimum 7-dniowego górskiego obozu wędrownego aby wreszcie
doczekać się tego tytułu. Rozwijamy działalność, nabieramy doświadczenia, w
ramach koła czy klubu organizujemy i prowadzimy górskie wędrówki z kolegami,
rodzinami i młodzieżą, przekazujemy im swoją wiedzę i doświadczenie ucząc ich
jak uprawiać kwalifikowaną turystykę górską...

Aż tu nagle w pewnym, najmniej spodziewanym momencie, jakaś grupa
uzurpatorów, których pazerność nie ma granic, a którzy - niczym Stefek
Burczymucha - trąbią swe pochwały - odstawia krecią robotę. Kiedy pod koniec
lat 90-tych ubiegłego stulecia zaczęto majstrować przy przepisach
okołoturstycznych, pod gabinetami urzędników ministerialnych koczują całe
pielgrzymki przewodników z Zakopca i robią im "wodę z mózgu" jakie to góry są
niebezpieczne, że tylko oni mogą zagwarantować grupie turystów bezpieczeństwo
w polskich górach. Jednocześnie swoje racje podbudowują na sfabrykowanej w
tym celu fałszywej argumentacji i niewykluczone, że na bardziej
przekonujących, "namacalnych" argumentach.

Skutecznie uruchomiona machina urzędnicza toczy się dalej już bez
jakichkolwiek konsultacji społecznych, a ku ogólnemu zaskoczeniu w Monitorze
Polskim niespodziewanie pojawiają się ustawy i rozporządzenia, a w nich
zapisy jakby wzięte "z księżyca", uderzające w turystykę społeczną i
uniemożliwiające społeczej kadrze przodowników turystyki górskiej PTTK i
przewodnikom GOT PTT, a nawet posiadaczom międzynarowowych uprawnień
wysokogórskich legalną działalność w polskich górach. Jak to wszystko było
możliwe?...

Obserwujemy, zwłaszcza ostatnio, w telewizorach różne chryje, afery i komisje
na szczeblu centralnym, których sprawcami są w lwiej części zbydlęceni
urzędnicy wysokiego szczebla. Uśmiercanie rękami urzędników państwowych
społecznej działaności na polu krzewienia turystyki też nie jest niczym
innym, jak tylko skandalem. Różne społeczne organizacje zajmujące się
programowo turystyką spotykają się jednocześnie z gnojeniem działających w
nich społecznie animatorów turystyki górskiej przez grupę owych uzurpatorów -
posiadaczy jedynej słusznej wiedzy o górach i monopolu na nieomylność.
Uzurpatorzy ci wykorzystują do tego każdą nadarzającą się sposobność,
zwłaszcza takie tragedie i ich ofiary jak głośna sprawa lawiny pod Rysami, a
wtedy nawet śmierć ludzka nie jest dla nich żadnym tabu...

Na odwoływanie się do uczciwości i rzetelności urzędników nie ma co liczyć,
bo znaleźli się oni po stronie oligarchii osłaniającej te wyczyny. Jedyna
szansa jest w tym, że kiedyś wyjdzie z tej przewodnickiej hucpy jakaś
poważniejsza chryja i w końcu może specjalna komisja uchyli nam rąbka
tajemnicy różnych takich zakulisowych zagrywek...
    • trudny2002 Nie ma chryi ale częściowo 07.03.05, 11:43
      mozna sie zgodzić z Twoim tokiem myślenia.
      Góry, odznaki GOT brązowe , srebrne , złote... udziały w imprezach, rajdach,
      wedrówkach...doświadczenie. No dobrze, ale czy twoim zdaniem kazdy kto zasłuzył
      kiedys na odznake GOT powinien dziś być przewodnikiem?
      Odznakę GOT mozna było uzyskac powiedzmy wedrując tylko po Sudetach (
      teoretycznie, bo wiemy że turyści chadzali gdzie sie dało), a dziś miałaby ona
      dawć uprawnienia przewodnickie wogóle? To miałby być przewodnik górski?
      Przeciez nikt chyba nie ma nic przeciw temu, ze taki jeden czy drugi Gotowiec
      spotkawszy w górach pojedynczych czy liczniejszych wedrowców, podzieli sie z
      nimi doswiadczeniem, pogada, doradzi...ale żeby powinien być przewodnikiem?
      Chyba nie zgodziłbym sie z taką opinia i chyba wielu Gotowców takze.
      Przewodnik tarzański mimo, ze z pewnością wykazuje się dobrą znajomościa rzeczy
      wcale wszak nie aspiruje jeszcze do miana Goprowca...Goprowiec mimo
      umiejętnosci i wręcz posłannictwa wcale nie jest ratownikiem alpejskim czy
      pirenejskim choć nikt mu nie zabrania niesienia pomocy jaśli znajdzie sie w
      takich okolicznościach.
      I jeszcze jedno. Tobie, bez trudu pzechodzi towarzystwo automobilistów
      skojarzone bezposrednio z górami i ludźmi gór. To chyba jednak nie tak. Góry są
      dla wszystkich jak drogi i samochody ale góry są nie dla kazdego.
      Myślę,ze masz tego świadomość i masz na tyle koniecznej w górach
      odpowiedzialności, aby nie nalegac na nadmierne uproszczenia w mozliwościach
      przewodnikowania, choć jak Ty uważam ze powinni się tymi zagadnieniami zajmować
      ludzie fachowi, a nie kolejne ekipy urzędniczyn z Bozej łaski.
      Pozdrawiam i dzis nie chodź powyzej regli , bo lawiniasto i wieje..
      trudny.
      • Gość: TRamp Kiedy w polskich górach będzie normalnie? IP: *.p-s-inter.net 07.03.05, 13:53
        > Góry, odznaki GOT brązowe , srebrne , złote... udziały w imprezach, rajdach,
        > wedrówkach...doświadczenie. No dobrze, ale czy twoim zdaniem kazdy kto
        > zasłuzył kiedys na odznake GOT powinien dziś być przewodnikiem?

        A czy każdy kto ma prawo jazdy chce być zawodowym kierowcą? Poza tym wyższe
        stopnie GOT są tylko jednym z warunków uzyskania tytułu przodownika turystyki
        górskiej. Jakie są pozostałe warunki do spełnienia wspomniałem wcześniej.

        Zastanawiam się nad tym, jak bardzo demonizowane są góry: w mediach, opinii
        publicznej i nawet na tym forum. Pytanie: jakie to środowisko wywiera taki, a
        nie inny wpływ na media? Myślę, że potrafię odpowiedzieć na pytanie i inni
        dyskutanci też.

        Pytam jak to jest, że duże grupy ludzi kompletnie nie przygotowanych w góry
        chodzą z torebkami siatkami w ręce, w półbutach i bucikach na obcasie, i są
        legalnie prowadzone przez przewodników szlakach tatrzańskich, a grupa dobrze
        przygotowanych uczestników obozu wędrownego, w odpowiednim obuwiu, z plecakami
        z prowiantem i odzieżą na wypadek zmiany pogody, apteczką itp. ekwipunkiem,
        zmierzająca szeroką drogą przez Doliną Kościeliską do schroniska Ornaku - gdyby
        była prowadzona przez np. przodownika turstyki górskiej PTTK, to by było to
        nielegalne?

        Dlaczego zalegalizowano patologię, a - za przeproszeniem - upieprzono
        kwalifikowaną turystykę wędrówkową w polskich górach? Czy owi pazerni
        pseudomiłośnicy gór - inspiratorzy owych kretyńskich rozporządzeń i tego całego
        bałaganiarstwa w przepisach okołoturystycznych - nie mogą działać w sposób
        cywilizowany?
        • trudny2002 Spokojnie... 07.03.05, 14:39
          Spokój to zapewne sie zgodzisz, jedna z cech jakie sa przynależne tym, którzy w
          góry wogóle mają tytuł łazić.
          O demonizowaniu mówisz...i pytasz jakie sodowiska to robia?
          No chyba jednak jeśli już uważasz ze demonizowanie to właściwe słowo, to niech
          będzie demonizowanie, ale wcale nie uważam by jakiekolwiek środowiskao to
          robilo. Bo chyba nie myślisz, ze celowością nadających nazwy ( Czarci Żleb..np)
          było demonizowanie.
          Jest niezaprzeczalną pawdą, ze wielu ludzi traktuje góry i to nawet ak
          niewielkie jak Tatry w sposób nadto przyjazny. jest pawdą, że przygotowanie
          tych którzyw wielkiej liczbie w órysie wybierają, est żadne i to tak jeśli
          idzie o tzw. kondycję, jak i tzw. wyposażenie czy przygotowanie spzętowe. Ja
          wcale nie mówie o wspinaczce.
          Demonizowania wobec tego jakby zbyt mało, albo inaczej, świadomosć dużej części
          turystów jest mizerna żeby nie powiedzieć żadna.
          Między innmi stad tak duża liczba wypadków i to bardzo poważnych. Brak
          wyobraźni, nieświadomosć, ignorancja i lekkomyślność granicząca z desperacją ,
          a często wrecz desperacja...często lekceważenie uwag tych, którzy moze zbyt
          ogólnikowo, ale napominają.
          Ot masz chocby takiprzykład- wiesz zapewne, ze teraz nie zamyka sie szlaków z
          uwagi na lawinowe niebezpieczeństwo. Nie zamyka sie głównie z powodu takiego,
          ze niezwykle trudnym jest do określenia moment ustania zagrożenia wiec czas
          ponownego otwarcia. Inormuje się wiec o zagrozeniu...i decyduje turysta. I
          dalej...czy więc uzać mozna, ze nie wyjdzie rozsądny, przestraszony, czy
          właściwie przygotowany i wcale nie nadmiernie ostrożny, a zwyczajnie nie
          samobójca...
          Przewodnik prowadzi grupy powiadasz i ci uczestnicy mają siatki, nieodpowiednie
          obuwie...itd. Otóż nie prowadzi w góry. Owszem spacery w partiach grożacych co
          najwyżej skręceniem kostki dokładnie tak jak na miejskim chodniku...wówczas
          prowadzi, ale w góry z pewnoscią nie.
          I chcesz żeby ten kwalifikowany Przodownik mógł legalnie poprowadzić grupę w
          góry no chcesz na Ornak...ta szeroka droga na Ornak dla niejednego to wyprawa,
          a rzecz chyba w odpowiedzialności i sądzę, ze taka zgłoszona grupa z opiekunem
          wedruje bez przeszkód
          I chcesz by było cywilizowane i zezwalanie i dopuszczanie itd. Nie wiem czy
          faktycznie nie miesza sie tu wiecej tematów, bo nawet Hindukusz nie jest
          otwarty dla najwyzej kwalifikowanych wspinających sie ot tak...bo mają
          legitymacje dokonaniami, nie są otwarte Alpy, nie sa otwarte dzikie góry
          Kaukazu...
          i to zamknięcie i szykany przeszkód słuzą też i temu, ze jakby co...
          Sporu nie ma, co do beznadziei jakości turystów dziś, sporu nie ma co do tego,
          ze o wielusprawach nie powinni ( to delikatnie) decydować urzędnicy za
          rozmaitymi biurkami...ale przecież i za biurkamipowstają zupełnie
          nieodpowiednie do zycia rozkłady jazdy tramwjów i autobusów, za biurkami
          określa sie liczbę ( a priori) chorych w szpitalach na dany okres itd.
          Jest dobrym w tym wszystkim to, ze mozna jednak wybrać sie właśnie w jakies
          góry i spokojnie cieszyc sie ich pieknem, ciszą, ogromem, dostojeństwem i czym
          kto lubi i w zależnosci od tego co to za góry
          trudny
          A z tymi kierowcami co to nie chcą być zawodowymi...widzisz myśle, ze pies
          pogrzebany w tym też iz świez oupieczeni zachowują się na drogach jakby
          rutyniarzami byli co sie zowie, a nie od parady ktoś kiedyś powiedział, ze
          zaczyna sie być kierowcą po objechaniu Ziemi i wedy kiedy jeździ się gową a nie
          rekami i nogami. Z górami jest podobnie....a zresztą z czym inaczej?
          :))))
          • Gość: Tramp Re: Spokojnie i bez fałszu... IP: *.p-s-inter.net 07.03.05, 15:13
            >Między innmi stad tak duża liczba wypadków i to bardzo poważnych.

            Widać uległeś fałszywej propagandzie, sam ją dalej szerzysz i widzisz tylko
            niewielki fragmencik polskich gór, jakimi są Tatry. W górach wypadków za dużo
            to nie ma i nigdy nie było, a w każdym razie jeśli porównać skalę z
            utonięciami, wypadkami na miejskich ulicach itp.

            Nauczyciele zatem prowadzą pociechy ulicami miast bez żadnych licencji, grupy
            młodzieży (ponad 10 osób na akwenach głębszych niż 2 metry) szaleją na
            jeziorach i, o zgrozo, nikt nad tym nie panuje. A przewodnik rzeczoznawca byłby
            w takich przypadkach dużo bardziej przydatny.

            Przy okazji właśnie smutna refleksja. Taki stan rzeczy tworzy rzeczywiście
            psychologiczną barierę i w górach turystycznie łatwych, jakimi są nasze Sudety
            czy Beskidy szlaki turystyczne świecą pustkami i zarastają. Taka psychoza,
            nakręcana przez środowiska przewodników tatrzańskich, nie służy naszej
            gospodarce turystycznej, bo ludzie wolą jechać na Słowację czy do Czech, gdzie
            tysiące turystów spaceruje w pojedynkę czy to w grupach i nie ma czegoś takiego
            jak państwowe uprawnienia przewodnickie.

            Z drugiej strony jak przekonać rodzinę, że wędrówki piesze latem po Beskidach
            są bez porównania mniej niebezpieczne od podróży samochodem na trasie Poznań -
            Kraków, o samej Zakopiance nie wspominając?

            Działacze społeczni np. z Wielkopolskiego Klubu Przodowników Turystyki Górskiej
            PTTK, od kilku już dobrych lat organizują imprezy w Czechach. Gdyby nie było
            tego "szlabanu" byśmy robili to w Polsce. I nie tylko my, ale wiele innych kół,
            klubów, szkolnych kół turystycznych, które by korzystały z górskich schronisk
            PTTK. A tak od czasu wprowadzenia wspomnianego przepisu wycofały się one z
            organizowania takich grup wędrownych, które kiedyś wypełniały PTTK-owskie
            schroniska górskie wieczornym śpiewem przy akompaniamencie gitary, rozmowami o
            przygodach na trasie i wesołym gwarem przy śniadaniu w jadalni...

            Pytanie: Komu to przeszkadzało? Oczywiście rzeszom dawnych działaczy wydających
            pozwolenia dla przewodników i pilotów wycieczek zagranicznych, których główną
            kwalifikacją była deklaracja współpracy z SB, a którzy zostali nagle odstawieni
            od koryta. I tak przy okazji ustalania zabezpieczeń finansowych biur i
            kategoryzacji hoteli, udało się im tylnymi drzwiami przemycić do ustawy cały
            pokomunistyczny bagaż kretyńskich regulacji dot. przewodnictwa turystycznego.

            Cały nasz cyrk z państwowymi uprawnieniami przewodnickimi, ścisłą
            regionalizacją, reglamentacją obszarów uprawnień, tysiącem metrów n.p.m. gdzie
            wynajęcie przewodnika rzekomo daje gwarancję bezpieczeństwa itp., to
            specyficznie polskie kuriozum nie mające precedensu w żadnym normalnym kraju,
            pozostałość jakiegoś dziwnego konglomeratu przedwojennych tradycji turystyczno-
            społecznikowskich, warunków geograficznych (duży kraj + małe góry) z
            (przeważającą) mentalnością państwa totalitarnego - kontroli wszystkiego i
            wszystkich.

            Sprawcami największej ilości wypadków w górach w rzeczywistości są narciarze
            zjazdowi i turyści indywidualni ale ich problem nie dotyczy, bo oni nie mają
            narzuconego kretyńskiego obowiązku wynajmowania przewodnika do ich
            eskortowania. Piszesz coś o przewodnikach, a wygłada na to, że nie wiesz co to
            takiego przodownik turystyki górskiej PTTK i mylisz jego rolę i zadania z
            zawodowymi przewodnikami tatrzańskimi.

            • trudny2002 Re: Spokojnie i bez fałszu... 07.03.05, 17:36
              Gość portalu: Tramp napisał(a):

              > >Między innmi stad tak duża liczba wypadków i to bardzo poważnych.
              >
              > Widać uległeś fałszywej propagandzie, sam ją dalej szerzysz i widzisz tylko
              > niewielki fragmencik polskich gór, jakimi są Tatry. W górach wypadków za dużo
              > to nie ma i nigdy nie było, a w każdym razie jeśli porównać skalę z
              > utonięciami, wypadkami na miejskich ulicach itp.
              >
              No widzisz , szanowny Trampie, tak juz jest. Spotkac mozna i takich jak ja,
              którzy jak powiadasz ulegają i przesadzają.
              Jest jednak pewien szkopuł z tym Twoim skadinąd moze i sensownym myśleniem,
              polega on mianowicie na tym, ze w swoim zapędzie przodowniczym wrzucasz do
              jednego wora tonących, ofiary wypadków drogowych i ofiary wypadkow w górach.
              Mylisz sie dosć poważnie , bowiem wziąwszy pod uwagę relacje ilościowe
              użytkownikow kąpielsk, dróg i górskich szlakow, to ten odsetek ulegających
              wypadkom własnie w górach wcale nie jest mikroskopijny. Bez demonizowania...
              Bagatelizujesz też góry jako takie, piszac o rzekomej łatwości niektórych pasm
              wobec innych. Otóż rzeczywiście wypadków w górach (ale w GÓRACH) jest niewiele,
              a wynika toz tego, ze ci którzy tam trafiają traktują je poważnie.
              Pewnie obiło Ci się o uszy, że nie trzeba siedmiu tysiecy metrów npm żeby
              pożegnac sie z życiem czy złamać nogę albo kręgosłup. Nie codziennie spada się
              kilkaset metrów odpadając od ściany, bo takich miejsc wiele nie ma i niewielu
              się tam wybiera. Wypadki to właśnie beskidzkie szlaki, gorczańskie szlaki,
              bieszczadzkie też. I zimą i latem...
              Nie upieralbym się przy tym lekceważeniu gór i to nawet niby niskich, choć
              wierzę ze na laikach wrażenie robić może dopiero tytanowy hak, supernowa kostka
              czy ultralekkie karabinki i do tego w przekazanym obrazku spod K2. Nie
              upierałbym się, bo żeby zginąć wystarczy kilka metrów a bywa, ze i odpowiednie
              obuwie nie pomoże.
              Bez fałszu wiec, szanowny Trampie, ale z poważnym podejsciem do gór, bo tym, ze
              są właśnie górami - zobowiazuja.
              Mam nadzieję, ze wiesz o tym i tylko tak ot masz ochotę droczyć sie z
              napotkanym na szlaku.
              trudny
              A że frustruje być moze niejednego stan jaki jest?
              Zasadnie i niezasadnie, to zależy od odpornosci również, z tym że jak znam
              ludzi z górami zwiazanych, to oni odporni są.
              • Gość: Tramp Re: Spokojnie i bez fałszu... IP: *.p-s-inter.net 07.03.05, 20:25
                > ten odsetek ulegających
                > wypadkom własnie w górach wcale nie jest mikroskopijny.

                Największy odsetek wypadków w górach, jak niestety nie raczyłeś przeczytać (a
                pisałem wyraźnie!) stanowią wypadki z narciarzami zjazdowymi i turystami
                indywidualnymi, a ci nie mają obowiązku być eskortowani przez wynajętych
                przewodników górskich.

                Nakaz chodzenia grup z przewodnikiem w polskich górach, i to nawet latem, w tak
                łatwych turystycznie górach jak np. Beskid Niski (Magurski Park Narodowy) nie
                jest więc oparty na żadnych racjonalnych przesłankach, a jest skutkiem
                sztucznie podsycanej psychozy strachu i wynika wyłącznie ze straszliwej
                pazerności przewodników zawodowych, którzy by na takich grupach chcieli
                zgarniać kasę.
                • trudny2002 Przeczytałem uważnie co piszesz... 07.03.05, 21:05
                  nawet bardzo uważnie, i nie chcę dac wiary temu, ze ktos jak Ty - Tramp-
                  starasię wykłocać o coś o co naprawdę nie warto. Nie zarzucam Tobie żeś nie
                  doczytał, jednak raz jescze podkreślę, ze złudna jest łatwosć gór i ich
                  przyjazność wobec człowieka , który zawsze tam jest gosciem a czesto bywa
                  intruzem.
                  Niczego nie podsycam jeśli idzie o lęk, ale wskazuje iz niezbedna jest
                  wyobraźnia. Jeśli Ty Tramp, piszesz o łatwych górach, to znaczyc może jedynie,
                  ze mówisz o spacerowch chodnikach albo....rozmawiamy sobie tak tylko
                  teoretycznie.
                  Góry szacunek oddać potrafią ale wymagają go jak moze nic poza tym.
                  A narciarze....widzisz narciarze ulegają moze bardziej spektakularnym
                  wypadkom, ale czy robia stystykę wysoka?
                  trudny
                  Powiedz mi Trampie, czy to ze jedynie dwie osoby rozmawiają (Ty i ja) o czymś o
                  czym rozmawiać chciałeś, nie powinno być jednym z tych elementów, które kierują
                  ku porozumieniu?
                  Ja jestem zdania ze nie jedynie pazerność jest źródłem konieczności
                  zainteresowania się turystami przez przewodników i dodam, ze to nie podsycana
                  psychoza, a góry potrafią być bardzo niebezpieczne.
                  • Gość: Tramp Re: Przeczytałem uważnie co piszesz... IP: *.p-s-inter.net 07.03.05, 21:58
                    ale niestety nie starając się choćby w najmniejszym stopniu wyjść poza własne
                    ciasne ramy spojrzenia na problem wyłącznie przez pryzmat ekstermalnego
                    tatrzańskiego szlaku.

                    >a góry potrafią być bardzo niebezpieczne.

                    Jeszcze bardziej niebezpieczne od gór może być dla grupy np. zdradliwe, słabo
                    zamarznięte jezioro, burza na otwartym polu, duże kompleksy leśne itp. W lasach
                    gubią się uczestnicy wycieczek na grzybobrania i myśliwi podczas
                    zorganizowanych polowań. W rzekach i jeziorach toną pływający uczestnicy
                    letnich obozów młodzieżowych i spływów kajakowych, ulegają także wypadkom
                    podczas wycieczek konnych. Pamiętam głośną sprawę, kiedy na jednym z jezior
                    mazurskich poczas burzy utonęło kilku uczestników wycieczki kajakowej. Giną lub
                    ulegają ciężkim obrażeniom w wypadkach uczestnicy wycieczek rowerowych, turyści
                    zamarzają w zimie i toną pod lodem chcąc sobie skrócić drogę przez słaby lód,
                    zdarzają się wypadki, nierzadko śmiertelne, wśród uczestników wycieczek
                    szkolnych itp.

                    Na nizinie wypadków podczas wycieczek turystycznych jest dużo więcej niż w
                    górach, tylko że o tym nikt tak głośno nie trąbi i nie rozpętuje takich
                    histerii wokół tych wydarzeń, jak to czynią środowiska przewodników górskich.
                    Jeżeli wymagamy przewodnika do prowadzenia w górach, to bądźmy konsekwentni i
                    na pozostałych obszarach kraju - też go wymagajmy. A jeśli tam nie, to w górach
                    też nie. Protestujmy przeciwko istniejącym w Polsce kuriozalnym regulacjom
                    prawnym w turystyce i nie dajmy się zwariować...

                    Nakaz wynajęcia przewodnika ze względów bezpieczeństwa przez grupy
                    zorganizowane dotyczy tylko terenów górskich i wycieczek pieszych oraz
                    narciarskich. Jak to ma być? Grupa zorganizowana - gdyby wierzyć urzędnikom
                    ministerialnym - na terenie górskich PN i rezerwatów przyrody idąca pieszo bez
                    przewodnika jest narażona na niebezpieczeństwo zabłądzenia, i dlatego musi go
                    wynająć, a jak już tylko wyjdzie poza granice np. Magurskiego Parku Narodowego
                    (góry niskie) to poza tym terenem albo na rowerze to już jest bezpiecznie?
                    Kretyństwo jakiego nie ma w całym świecie, może za wyjątkiem takich państwa jak
                    Kora Pn.

                    Skoro obowiązkowy przewodnik dla bezpieczeństwa turystów, to dlaczego nie na
                    terenie całego kraju (bo wszędzie jest niebezpiecznie, a nie tylko w granicach
                    jakiegoś PN oraz powyżej 1000 m n.p.m.)? Dlaczego nie we wszystkich rodzajach
                    turystyki czyli np. dla wycieczek rowerowych, kajakowych, żeglarskich, konnych
                    itp., bo też są niebezpieczne (na pewno bardziej od pieszych górskich!!!)?
                    Jeżeli ma być taki obowiązek to albo wszędzie .... albo wcale. Turystykę i
                    turystów traktujmy równo, a nie tylko według widzimisię urzędników mających
                    specyficzne układy z przewodnicką hucpą "nieomylnych", którzy zdominowali
                    turystykę górską w Polsce bo chcą od ludzi wyłudzać pieniądze za pomocą
                    oszustwa polegającego na tworzeniu urojonych zagrożeń.

                    • trudny2002 Re: Przeczytałem uważnie co piszesz... 07.03.05, 22:23
                      Człowiek potyka sie o kretowiska, nie o góry.
                      trudny
                      Ekstremalny moze być kazdy szlak. W Gorcach i Himalajach. W Pieninach i
                      Kaukazie. Często właśnie wyzej jest bezpieczniej. Między innymi dlatego, ze nie
                      trafia tam bezmyslny czy niedobrze przygotowany - jeśli to tylko raz i często
                      niestety na krótko.
                      Spacerom jestem przyjazny, ale nie słyszałem o spacerach w górach - a jeśli to
                      zabawa słowem w postaci " ta ściana to spacerek".
                      Dobra, ja pozdrawiam Ciebie i podobnych Tobie, wierzę ze to jedynie wymiana
                      zdań, a naprawdę podchodzisz do natury poważnie.
                      I jeszcze moze słóweczko otych ofiarach konnej jazdy, nizinnej wycieczki
                      rowerowej...widzisz , to jest również i tak, ze czasem rodziny chcą kogoś
                      jednak pochować i do tego potrzebne są zwłoki. Te z roweru na ogół są, z konnej
                      przejażdzki też, zsamochodowej kraksy i wielu innych miejsc. Poza - dosć
                      często - górami. I jest to jeden z aspektów.Również.
                      trudny
                      Życzę sukcesów w zmaganiu sie z niedorzecznościami.
                      Śnieg sypie dosć nieprzyjemnie, drobny wciskajacy sie wszędzie i mimo, ze nie
                      jest zimno, to zimno...
Pełna wersja