dlaczego nie lubicie Warszawy?

IP: 193.0.122.* 31.03.05, 14:44
tak sobie zaczepnie pytam

byłam w Krakowie rok temu na wakacjach, bo poznałam fajnego faceta
Jestem z Wawy
Podobało mi się w Kraku, ale chyba nie przeprowadziłabym się tam. Za bardzo
kocham stolicę.

A pytam, bo zaczynają mnie już drażnić stereotypy.

Nie każdy warszawiak to świnia, tak jak nie każdy krakus to artysta.
    • marlene.mortelle Re: dlaczego nie lubicie Warszawy? 31.03.05, 14:54
      bo dziś prawdziwej Warszawy już nie ma <nutki> A tak szczerze to ja bardzo
      lubię warszawiaków (te kilka procent z dziada pradziada, którzy przetrwali
      wojnę albo wrócili do stolicy albo tych którzy od kilku pokoleń mieszkają na
      obczyźnie). Natomiast nie toleruję buractwa, które masowo ściąga do Wawki, żeby
      rozpocząć oszałamiającą karierkę, po czym bardzo skutecznie psuje opinię
      (chamstwo w najabrdziej niesmacznym wydaniu, syndrom "miecia" itepe)
      cywilizowanym mieszkańcom stolicy. Ogólnie średni wypas.
      • Gość: Kate Re: dlaczego nie lubicie Warszawy? IP: *.intertele.pl / *.intertele.pl 31.03.05, 15:24
        I o to właśnie chodzi, prawdziwi, normalni Warszawiacy to przeważnie ci z
        dziada pradziada. A buractwa coraz więcej. Zresztą nie tylko w Warszawie, chyba
        w większości dużych miast jest podobnie. A jakie mniemanie o sobie mają, jakby
        w mieście mieszkali od kilku pokoleń...
      • vandikia Re: dlaczego nie lubicie Warszawy? 31.03.05, 16:28
        hm... a nie uważasz, ze to trochę nie fair? co to znaczy z dziada pradziada ?

        po wojnie Warszawę budowała cała Polska, gdyby rdzenni Warszawiacy się za to
        wzięli to dziś nie byłaby stolicą. Rozumiem buractwo itd... ale znam wielu
        ludzi, którzy są przyjezdnymi i palma im nie odbiła.
        Urodziłam się w Warszawie, ale nie czuję się dzięki temu lepsza od kogoś kto
        mieszka tu od dóch lat, a przyjechał z Kielc, Białegostoku, czy Krakowa...
        • marlene.mortelle Re: dlaczego nie lubicie Warszawy? 31.03.05, 16:54
          zbyt dosłownie chyba zrozumiałaś zwrot z "dziada pradziada". Chodzi mi o tych
          ludzi, których np rodzice urodzili sie w wawie. Ja przede wszystkim mówię o
          ludziach, którzy masowo spływają do stolicy w celu nachapania się i jeszcze
          robią bydło i wam i w całej Polsce. Oczywiście nie przeczę, że są wyjątki. Ale
          tych niewyjątkowych jest większość, a co za tym idzie, to ich bardziej widać. A
          w momencie, kiedy poznajesz takiego ziomka i słyszysz, że jest ze stolicy, to
          nie każesz mu wyciągać metryki celem udowodnienia pochodzenia 5 pokoleń wstecz,
          tylko od razu go kwalifikujesz jako mieszkańca wawy. Tyle.
Pełna wersja