Gość: krysia
IP: *.com / *.internetdsl.tpnet.pl
27.06.05, 15:10
od misiaca spotykam sie ze wspanialym facetem. takiego jak on to zawsze
szukalam, nie chce go tu teraz idealizowac bron boze, bo oczywiscie wiem ze
znamy sie zbyt krotko, ale i tak odpowiada mi we wszystkim jesli chodzi o
wyglad, charakter, wyksztalcenie czy plany na przyszlosc. jak sie spotykamy
to jest tez super, rozmawiamy duzo, calujemy sie itd. dobrze mi z nim, ciesze
sie na kazde spotkanie - problem polega na tym, ze nie wiem czy on czuje to
samo. juz nie raz jak bylo tak super mialam ochote mu powiedziec, ze sie
ciesze ze sie poznalismy, ze dobrze mi z nim, ze moze bedzie cos z tego
wiecej itp. - cokolwiek, po prostu takie rozmowki na temat niedalekiej
przyszlosci, a jednoczesnie dajace jakas tam pewnosc ze bedzie dobrze. Ale on
NIC.
czuje, ze wszystko sie powoli rodzi, on jest taki oszczedny w slowach, , nie
jestem przyzwyczajona do takich typkow, bo przewaznie faceci szybko mi
mowili, ze chca ze mna na zawsze zostac, i kochaja itd. owszem, ostatecznie
bylo to na pewno niedojrzale z drugiej strony wcale nie chce zeby piotrek
takim tez sie okazal, ale ten zwiazek (?) z nim raczej przynajmniej narazie
oprawiony jest bardziej przyjaznia i poznawaniem sie z domieszka pieszczot
niz czyms glebszym, jakims uczuciem - przynajmniej z jego strony mam takie
wrazenie. Moze dlatego mam czasem uczucie, ze czegos mi brakuje, on nie
patrzy sie na mnie "tak", nie widac po nim wcale ze jest zakochany, nie powie
ze mu dobrze ze mna, nie cieszy sie ze mnie poznal i chce kolejnych spotkan -
nawet jego smsy sa rzadkie i takie raczej kumpelskie...
podobno cierpliwosc jest gorzka ale za to jej owoce sa slodkie
ja chcialabym zeby piotrek byl tym ostatnim w moim zyciu - ale co sadzicie o
jego zachowaniu - typowe dla faceta, czy typowe dla faceta, ktoremu raczej
nie za bardzo zalezy?
z jednej strony mysle ze trzeba mu dac czas. widac ze to facet odpowiedzialny
i
woli sie 10 razy zastanowic nim mi powie cos o swoich uczuciach niz palnac
cos
a po dwoch tygodniach stac jak debil jak sie okaze ze jednak sie pomylil...
Woli postawic garnek z zimna woda na ogniu i patrzec jak sie powoli ogrzewa,
niz najpierw szybko podgrzac potem patrzecf jak sie ostudza...
ale ja taka juz jestem ze potrzebuje ciaglego potwierdzania w slowach, ale
czy
gdyby mnie nie chcial to chyba by inaczej spedzal swoj czas?
mysle tez, ze takie uczucie jest o wiele trwalsze od takiego, co zaczyna sie
nagle: cieszysz sie ze ON na ciebie spojrzal, pierwsza randka, pierwszy
pocalunek a po miesiacu, dwoch stwierdzasz, ze wszystko stalo sie
codziennoscia
i nic cie juz nie zaskoczy i zastanawiasz sie co sie zauroczylo i spadasz z
oblokow.
A tak jak powoli sie wsyzstko rodzi a nagle czujesz ze jednak to cos wiecej i
CORAZ WIECEJ to czekasz czasem i miesiacami na
ten jeden znak, na to jedno spojrzenie, ktore mowi tak wiele - chyba
wszystko,
na te slowo Kocham a jak przyjdzie to dopiero jest radosc i przez to ten
caly zwiazek sam w sobie jest jedna wielka radoscia bo co jakis czas pojawia
sie jakis nowy aspekt i czujesz ze sie rozwija i mozna powiedziec ze bez
przerwy jestes szczesliwa a nie tylko przez pierwsze tygodnie jak sie
zauroczysz ... to jest chyba o wiele cenniejsze od tysiaca kocham cie
powiedzianych bez zastanowienia juz na poczatku znajmosci
sa dni,
kiedy rozmawiamy ze soba, rowniez o przyszlosci, i to on zaczyna, jak np. "ze
bedziemy mieli domek i pieska", takie pierdoly niby, ale ja teraz chwytam sie
kazdego szczegolu. Chce przedstawic mnie swojej rodzinie, caluje w raczki,
ale
np. nigdy - oprocz jak ze soba sypiamy - nie patrzy sie na mnie
takim "maslanym
wzrokiem", raczej jak ja chce go "przytrzymac" to ucieka wzrokiem...
seks jest super z nim, caly czas mnie caluje, przytula, ale jak jest po
wszystkim to trzyma dystans do mnie, jak juz to tylko za reke trzyma.
wiem ze teraz ma duzo stresow w pracy i studia, zagoniony jest a mimo to
znajduje czas by sie ze mna widziec i chyba to tez o czyms swiadczy. Ale jak
mam byc szczera, to na pytanie mojej mamy "czy on jest za toba, chyba
czujesz"
musze ze lzami w oczych powiedziec ze NIE WIEM...Po prostu nie wiem...
kiedys powiedzialam mu, ze sama jestem zdziwiona tym, ze mimo iz tak krotko
sie
znamy stal mi sie juz bardzo wazny i nie wyobrazam sobie, by go nagle mialo
zabraknac... myslalam ze w ten sposob zmusze go by cos wiecej powiedzial o
sobie, do mnie, ale on sie obruszyl i powiedzial mi:JAk mozesz takie cos
mowic
po tak krotkim czasie znajomosci?
glupio sie poczulam...
niedawno tez dowiedzialam sie, ze wyjezdza na pol roku w pazdzierniku na staz
zagraniczny. wiem ze do tego czasu musimy ze soba porozmawiac na temat nas,
przciez nie bede na niego czekac jak ona taki niezdecydowany, musze wiedziec
na
czym stoje! ale jak on sie nie chce wypowiedziec...
jak powiedzialam, ze nie chcialabym by mnie zapomnial bedac na tym stazu, to
on
wyszeptal, na pewno nie zapomne i mnie poglaskal...
a ostatnio nawet sam od siebie napisal SMS i nazwal mnie "moja slodziutka"!
przy nim to ciesze sie z kazdej wlasnie takiej milej pierdoly... :)ale to sa
tylko takie fazy jego...
jak sobie przypomne, jak go poznalam, jak mi sie w ogole nie spodobal, a on
tak
zabiegal o mnie, nie nachalnie ,nie, ale chcial a ja nie, bo nie pragnelam
znowu po tylu nieudanych zwiazkach, zaczynac nowego, ale powoli, powoli,
zdobyl moje serce. A teraz jak ja jestem sama pewna i chce wiecej od niego,
to
on nic... A moze to on sie nie zmienil tylko ja? bo chce wiecej? dlatego
wydaje
mi sie ze na poczatku bardziej sie staral a on po prostu pozostal taki sam?
jak rozmawialismy o milosci, to stwierdzil, ze jeszcze nie spotkal tej
Jedynej,
jeszcze nigdy nie kochal naprawde, tak z calego serca. I dodal, ze jakby mial
sie zenic, to chce tylko raz w zyciu, z ta jedna jedyna, zostac az do
starosci...
kiedys mnie sie spytal, czy ktos mi zlamal serce, powiedzialam ze nie,
wlasciwie to ja zawsze konczylam poprzednie zwiazki, bo czego jednak
brakowalo.
A on mi na to, ze wlasnie o to chodzi, on potrzebuje czasu co do mnie, tym
bardziej ze boi sie, ze z nim postapie tak samo jak z poprzednikami, ze
kiedys
po prostu odejde. chyba sama do wlasnego gniazda nasralam, teraz po takiej
mojej wypowiedzi on tym bardziej bedzie mu trudo mi zaufac- tam bardziej ze
jego poprzednia dziewczyna tez go rzucila, a nikt nie lubi dwa razy to samo
przezywac...i sie boi
czuje sie okropnie, czemu on jest taki niezdecydowany. kazdego dnia jak sie
budze czuje ze coraz bardziej mi na nim zalezy a Pan Niezdecydowany stoi w
miejscu i nic sie nie dzieje. Boje sie ze w takim tempie nie bedziemy mieli
wystrczajacej podstawy by przetrwac te polroczna rozloke...