Spotkanie byłych kapłanów w Krakowie

IP: *.autocom.pl 31.10.05, 10:13
Problemem nie jest moim zdaniem to, co się tutaj pisze... Ten problem wyrasta
z pytania, które powinien zadać sobie każdy człowiek: jak stanąć z tym na
koniec życia przed Bogiem? To jest klucz do całej tej historii. Dlatego nie
potrafię zrozumieć księdza, który w pewnym momencie odchodzi z kapłaństwa
jakby zapominając o tym, że może zamknąć za sobą furtkę i pozbawić się życia
wiecznego. To po pierwsze.
Po drugie - to kwestia często jakiegoś nieuporządkowania: jedno, to
przeintelektualizowanie i chęć zabłyśnięcia (jak moim zdaniem o. Obirek -
wydaje mi się, że tu nie ma innych powodów), inne to słabość natury
seksualnej, jeszcze inne to kłopoty interpersonalne, zwłaszcza w zakonie, itp...
Czyż to wszystko jednak nie będzie musiało stanąć kiedyś w blasku prawdy przed
Bogiem?
    • makabi Re: Spotkanie byłych kapłanów w Krakowie 31.10.05, 12:19
      Skoro nie można robić tego co się chce to trzeba robić to co jest możliwe.
      Przecież nikt nie może zabronić grupie byłych duchownych sdytowarzyszyć się i
      prowadzić jakieś życie duchowe wspólnie. Skoro sa grupy oazy rodzin,
      duszpastrstwa nauczycieli, pielęniarek czy studentów. Trudno tu mówić o
      duszpasterstwie, ale hodowcy kanarkó tez się jakoś stowaryzszają i może
      wspólnie idą do kościoła się pomodlić.
      Ale nie róbmy z tych ludzi męćzenników. Oni by tak bardzo chcieli być dalej
      duchownymi. Nie można mieć ciastka i jeść ciastko. COś za coś.
      Przez lata w Polsce świeccy teolodzy nie mieli szans na pracę katechetów, bo to
      się wielu duchownym nie mieściło w głowie,że osoba świecka moze to robić, na
      dodatek lepiej przygotowana do katechizowania niż prezbiter.

      To jest faryzeizm polskiego Kościoła. Ale to się nie zmieni. Można tylko
      przywołąć św. Wincetego a Paulo, który powołująć do życia Zgromadzenie Sióstr
      Miłosierdzia z góry założył, że nie bęą one składały śłubów wieczystych, aby
      odchodząć z życia zakonnego nie miały zamknięej drogi zyciowej.

      Niebezpieczeństwo jest tylko takie, że dziennikarze po ucichnięćiu tematu
      kochająćych inaczej teraz zaczną rozpamiętywać niejakich byłych-księży.
      Odeszli. Ale z Kościołą ich nikt nie wyrzucił.
    • Gość: ADAKIT Re: Spotkanie byłych kapłanów w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.05, 13:39
      Albo głupia prowokacja albo głupi autor. A dyspensy? A Miłosierdzie Boskie? a
      wogóle to kto Cię uczył teologii? Ile masz lat, że myślisz jak dziecko?
      • makabi Re: Spotkanie byłych kapłanów w Krakowie 16.11.05, 17:30
        Zdziwił bys sie jakbys wiedział, gdzie uczyłęm się teologii...

        Miłósierdzie Boskie to Miłósierdzie Boskie, ma wymair transcendentalny i eschatologiczny. Wiesz co to znaczy? NIe miaszaj go więć do tej sprawy.

        A wiesz co to jest dyspensa? POcztytaj Kodeks Prawa Kanonicznego jaka jest prawna droga otryzmania zwolnienia z mocy święceń kapłąńskich. Najpierw poczytaj, potem potępiaj.
        Gość portalu: ADAKIT napisał(a):

        > Albo głupia prowokacja albo głupi autor. A dyspensy? A Miłosierdzie Boskie? a
        > wogóle to kto Cię uczył teologii? Ile masz lat, że myślisz jak dziecko?
    • Gość: ana2 Re: Spotkanie byłych kapłanów w Krakowie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 31.10.05, 16:02
      Ja jestem zbulwersowana. Nie tym, że ksiądz nie daje rady żyć w celibacie. Jest
      tylko człowiekiem i jak człowiek potrzebuje miłości i bliskości drugiego
      człowieka. Nie podołał życiu w samotnośi i ja go rozumiem. Natomiast
      wypowiedzi: "gdy pojawia się dziecko jest problem czy płacić alimienty czy nie,
      czy pozostać księdzem czy zostawić partnerkę..." toż to zgroza! Pan Jacek jest
      takim samym człowiekiem jak my wszyscy. Nie panem Bogiem. Jak się spłodziło
      dziecko, to wszystko jedno czy się jest księdzem czy spawaczem trzeba podjąć
      odpowiedzialność za życie, które się stworzyło, a nie zastanawiać się czy się
      będzie płaciło alimenty czy porzuci "partnerkę". I to są dylematy
      przedstawiciela kościoła walczącego o życie poczęte? Przedstawiciela kościoła,
      który kobietom nie pozwala podjmować jakiejkolwiek decyzji nawet w sytuacji
      zagrożenia ich życia? Nie zazdroszczę żonie.
      • jan12121 Re: Spotkanie byłych kapłanów w Krakowie 31.10.05, 21:12
        Gość portalu: ana2 napisała: "I to są dylematy przedstawiciela kościoła...".
        Rzecz w tym, że to nie jest żaden "przedstawiciel koscioła", ale ktoś, kto w
        zhierarhizowanej instytucji złamał PRZYSIĘGĘ! Najwyżej jest to więc "były
        członek kościoła, który szuka jakiej nowego w nim miejca". Nie oceniam, czy
        miał do tego takie, czy inne powody, ale zwalanie na tegoż BYŁEGO księdza
        jakichkolwiek win Kościoła (tu - Katolickiego) nie ma żadnego sensu.
        Takoż użalanie sie przez b. księdza na swój los - jakież ma on prawo do tego,
        jeśli żył w obłudzie (nie tylko śmiertelnym grzechu), oszukujac swoich
        zwierzchników?
        A co do żony - no cóż, to zerwanie przysięgi nie odbywa się w pojedynkę. Wiem,
        że najczęściej partnerkami są kobiety oszukane przez b. duchownego, które z
        wiary w Boga przeszły do uwielbienia dla jego kapłana, a ten to wykorzystał. Ale
        to też część odpowiedzialności za całe zdarzenie.
        • makabi Re: Spotkanie byłych kapłanów w Krakowie 16.11.05, 17:34
          jan12121 napisał:
          > Rzecz w tym, że to nie jest żaden "przedstawiciel koscioła", ale ktoś, kto w
          > zhierarhizowanej instytucji złamał PRZYSIĘGĘ! Najwyżej jest to więc "były
          > członek kościoła, który szuka jakiej nowego w nim miejca". Nie oceniam, czy
          > miał do tego takie, czy inne powody, ale zwalanie na tegoż BYŁEGO księdza
          > jakichkolwiek win Kościoła (tu - Katolickiego) nie ma żadnego sensu.

          Ksiąz, który zrzuca sutannę, potocznie mówiąć, nie przestaje byc członkiem Kośćioła. Opuszcza tylko jego hierarchię. NIe mów więć, o kimś kto dalej praktykuje życie w KOściele tak jak może i prawo mu na to pozwala, że jest były członek Kośćioła. Byłby "były" gdyby wyrzekł się swojej wiary.

    • Gość: SAIMA Re: Spotkanie byłych kapłanów w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.05, 00:23
      MYSLĘ, ŻE NAGO STANAĆ MIEDZY LUDŻMI NIE JEST WSTYD , BO KAŻDY MA TAKI SAM
      PROBLEM. BÓG NIE JEST WSTYDLIWY I MA GODNOŚĆ TAK JAK WY KAPŁANI, NIE WYZEKAJCIE
      SIE JEGO ,ALE NIEŚCIE POSŁUGĘ , JUZ CZAS NA MIŁOŚĆ LUDZKĄ, TAKĄ KTÓRA NIE BOLI
      DAJE SIŁĘ, TO ON , CHRYSTUS POWRACA-JESZCZE TYLKO CHWILKA WYTRZYMAJCIE TO ,
      BĄDŻCIE LUDŻMI NIE PRACOWNIKAMI. SAIMA
    • Gość: romek Re: Spotkanie byłych kapłanów w Krakowie IP: *.Zabrze.Net.pl 01.11.05, 00:38
      Woy, czy możesz coś bliższego napisać "o sprawie o. Obirka"? GW pisze, Ty też
      sygnalizujesz, a zapewne większość nie wie o co chodzi.
    • Gość: Madzik Znałam takie małżeństwo.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.05, 02:24
      Bardzo dziwią mnie głosy potępienia dla księży, którzy wystąpili z zakonu.
      Rozumiem,że wybierając kapłaństwo wybierają określoną drogę życiową.Ale są
      tylko ludźmi i to,że młody chłopak przed zostaniem księdzem nie spotkał
      kobiety,którą by pokochał, nie oznacza,że w trakcie kapłaństwa tak się nie
      stanie.Czy ktoś zastanawiał się co przeżywa zakochany ksiądz-nie i nikt z nas
      tego nie wie.Nie ulega jednak wątpliwości,że staje przed bardzo trudnym
      wyborem:miłość,kobieta, rodzina czy wierni, msze święte, kazania,słowem
      wszystko czym dotychczas żył.Musi z czegoś zrezygnować.Ale czy jak zrezygnuje z
      kobiety będzie mógł normalnie funkcjonować w kościele??Poza tym wystąpienie z
      kapłaństwa nie oznacza wyrzeczenia się wiary w Boga.A jeśli taki ksiądz jest
      dużo szczęśliwszy mając rodzinę??A co na to Bóg?Chce naszego szczęścia i jest
      miłosierny. Osobiście znałam małżeństwo byłego księdza.Zadziwiona jestem siłą
      miłości jaka ich łączyła, widać to było na pierwszy rzut oka..Zawsze wszędzie
      chodzili razem,byli nierozłączni i wspierali siebie nawzajem.Ta miłość aż
      promieniowała od nich...Oczywiście na początku ludzie wytykali ich palcami,ale
      po kilku latach przestało to budzić takie kontrowersje.Byli bardziej udanym
      małżeństem niż niejedno "normalne", które znam.I w szczęściu dotrwali póki
      śmierć ich nie rozłączyła.
    • podatek23 głodny kawałek 01.11.05, 19:20
      Znałem osobiście o. Obirka choć nie znam do końca motywów i sytuacji w któej
      sie znalazł, ale daleki byłbym od stwierdzeń, że niby "chciał zabłysnąć". To
      bzdura. To ciekawe co napisałbyś o śp. o. Musiole? Ten też chciał zabłysnąc?
Pełna wersja