Gość: Woy
IP: *.autocom.pl
31.10.05, 10:13
Problemem nie jest moim zdaniem to, co się tutaj pisze... Ten problem wyrasta
z pytania, które powinien zadać sobie każdy człowiek: jak stanąć z tym na
koniec życia przed Bogiem? To jest klucz do całej tej historii. Dlatego nie
potrafię zrozumieć księdza, który w pewnym momencie odchodzi z kapłaństwa
jakby zapominając o tym, że może zamknąć za sobą furtkę i pozbawić się życia
wiecznego. To po pierwsze.
Po drugie - to kwestia często jakiegoś nieuporządkowania: jedno, to
przeintelektualizowanie i chęć zabłyśnięcia (jak moim zdaniem o. Obirek -
wydaje mi się, że tu nie ma innych powodów), inne to słabość natury
seksualnej, jeszcze inne to kłopoty interpersonalne, zwłaszcza w zakonie, itp...
Czyż to wszystko jednak nie będzie musiało stanąć kiedyś w blasku prawdy przed
Bogiem?