Muzyka nie łagodzi obyczajów - o konflikcie w k...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.06, 13:32
Jakiez to przedziwne moce sprawily, ze p. T.J. Hanzlik przestal wylizywac
miod skapujacy z ust marszalka Sepiola i nie bredzi juz(jak przed paroma
dniami)o stracie dla kultury Krakowa, jesli dyrektorem Filharmonii nie bedzie
p. Marchwica? Coz to za boginki go odmienily, ze oczekuje rzetelnego i
uczciwego konkursu? Co takiego sie stalo? Czyzby nie okazalo sie przypadkiem,
ze ten mlody czlowiek "wchodzac miedzy wrony kracze jak i one"? Taki to juz
los czlowieka do wynajecia (tzw. dziennikarza)= albo idziesz z nurtem
powszechnie panujacych przekonan (a z hecy wokol filharmonii jasno wyniklo,
ze Krakowianie lansuja tezy wrecz przeciwne do hanzlikowych), albo
fosforyzujesz, jako pelzajacy na smyczy tzw. wladzy. No, bo jakze nie byc
konformista i nie lizac p. Sepiola? Za brak lizania moze byc brak zgody np.
na rozmowe = brak upragnionej wierszowki. I gdziezbys, chlopie, wowczas
zarobil? W kazdym razie, dobrze sie stalo,ze vox populi zdarl z kogos maske
konformisty. Gratulacje.
    • Gość: Gość Re: Muzyka nie łagodzi obyczajów - o konflikcie w IP: *.altar.net.pl / 62.233.214.* 13.01.06, 22:39
      Oczywiście zgadzam się z Panem Handzlikiem, że w instytucjach opisanych w artykule potrzebne są istotne zmiany i może nawet głęboko idące reformy. Dziwi mnie jednak fakt, iż Pan Hadnzlik tak bezkrytycznie opisuje dokonania Sinfonietty Cracovi i Orkiestry Akademii Beethovenowskiej. Czyżby tam grały same cyborgi, które nie popełniaja błędów? Czy wszystkie koncerty brzmią tak samo świetnie? Jeśli tak, to po co chodzić na takie imprezy? Wysterczy kupić płytę i na okrągło jej słuchać.Efekt będzie ten sam, a przy okazji można pieniądze zaoszczędzić, nie wydając ich na bilety.
      Kilkakrotnie słuchałem koncertów tej młodej,rozpoczynającej działalność Orkiestry Akademii Beethovenowskiej (która istnieje dzięki wsparciu Pani E. Pendereckiej) i śmiem twierdzić,że przygotowanie utworów pozostawiało wiele do życzenia. Może program okazał się zbyt trudny, lub jak kto woli młodzi muzycy nie aż tak zdolni, jak opisuje to Pan Handzlik. Szczegónie pokonała ich muzyka współczesna, wykonywana na koncercie poświęconym pamięci prof. Marka Stachowskiego.
      Dlatego tez uważam, iż kazdą orkiestrę należy oceniać według tych samych kryteriów!!!! Trochę więcej OBIEKTYWIZMU proszę!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: nieeeeeeeeeeeee Re: Muzyka nie łagodzi obyczajów - o konflikcie w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.06, 01:58
      ... Też zauważam to co spostrzegł PARAGRAF w zmianie frontu "szanownych"
      speców od muzycznego dziennikarstwa w Gazecie. No cóż, nie udało się
      nauczyć "muzyki" [czyli choćby przyzwoitego gramnia na jakimkolwiek
      instrumencie], nie udało się chwycić za batutę na dyrygenturze aby szybko
      zostać dyrektorem, to pozostało po posłuchaniu kilku płyt zabrać się za
      recenzje muzyczne ! Efekt widoczny ! - bez komentarza. Jeżeli już tak panowie
      pastwią się na muzykami, nad ich przedstawicielami czyli "wszechmocnymi
      związkami", proponują lub popierają "rewolucyjne" zmiany typu rozwiązania
      zespołow, nowego naboru, lub pracy na kontraktach i.t.p. [wypowiadałem się już
      na ten temat przy innym artykule czy jest możliwe stworzenie komisji naprawdę
      prawdziwych, obiektywnych, bezstronnych fachowców bez powiązań z decydentami].
      Ciekawe, jednak, że panowie nie zainteresowali się monstrualnie rozbudowaną
      administracją! Czemu tu nie szukacie oszczędności w szafowaniu pieniędzmi
      podatników? Czemu tu nie proponujecie rozwiązania umów na dopiero ciepłych
      etacikach bez jakiejkolwiek odpowiedzialności, za to z regularnymi miesięcznymi
      premiami!!! Co robią takie dziwne twory jak Specjaliści od spraw promocji i
      wyjazdów zagranicznych, Działu Programowego, czy Organizacji Widowni ? Może tu
      zacząć rozliczać [czytaj płacić] za rzeczywistą promocję, za frekwencję, za
      jakość, atrakcyjność programów i poziom angażowanych dyrygentów i solistów, a
      nie za oprowadzanie wycieczek dziecięcych w czasie prób !? - specjalność żony
      niedoszłego jeszcze dyrektora Marchwicy, pracownicy działu programowego! Gdzie
      te czasy, że zespoły filharmoniczne prezentowały się na renomowamych
      festiwalach zagranicznych i krajowych i to z autentycznymi sukcesami! Kiedy to
      było? Dawno, dawno temu... No cóż to nie wina muzyków, że tak dawno nie grali
      na Warszawskiej Jesieni, Vratislavii, i.t.p. festiwalach. Oprócz niemocy
      zarządzających instytucją, to też wina decydentów finansujących festiwale i
      projekty kulturalne w Krakowie. Nie twierdzę, że nie należy zapraszać innych do
      Krakowa, ale czy miasto, województwo - czytaj władze-decydenci - nie powinni
      wręcz wymagać promocji zespołow które finansują?! Kiedy - przykładowo -
      ostatnio Filharmonia grała na festiwalu Muzyka w Starym Krakowie? Chyba
      sam "Tato" S.Gałoński nie pamięta !!! Czy zawsze musi grać tylko Jego Capella i
      ewentualnie NOSPR? Za pieniądze które idą na ściągnięcie NOSPRU, można opłacić
      dobrego dyrygenta dla miejscowego zespołu! Koszty będą te same a korzyści dużo
      większe! Przy promocji miasta, promocja miejscowych zespołów, mobilizacja i
      satysfakcja dla muzyków - ile razy udowadniali, że pod dobrą dyrekcją potrafią
      zagrać znakomicie! Potwierdziła to kiedyś nawet Elżbieta Wielka Penderecka,
      obsypując komplementami filharmoników perę lat temu za koncert na Jej
      festiwalu - pod dyrekcją Aldo Ceccato! Czemu to na rocznicy odzyskania Wawelu,
      rocznicy PWM i innych tego typu imprezach nie zagrał żaden krakowski zespół?
      Przecież to były w jakimś sensie nasze, krakowskie rocznice! Czemu nie
      wykorzystano tych okazji do promocji krakowskiego środowiska kulturalnego? Co
      na to "spece" od kultury z Urzędu Miasta i Urzedu Wojewódzkiego? Może im też
      rozwiązać umowy etatowe [też piniądze podatników!]i rozliczać z promocji
      krakowskich środowisk kulturalnych? To nie sztuka przyznac dofinansowania do
      imprez. Sztuką jest dopilnowanie, wyegzekwowanie mądrego i z pożytkiem dla
      wszystkich i miasta i zespołów i odbiorców wydatkowania tych pieniędzy!!!
      No "Panowie Recenzeci" może wy rozwiniecie te tematy skoro zaczynacie
      się "nawracać"!? Nie wiem tylko czy poniżacie sie do czytania tych "Opinii i
      komentarzy", ale będziemy z uwaga śledzić Wasze wyczyny.
      • Gość: Gość portalu Re: Muzyka nie łagodzi obyczajów - o konflikcie w IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.01.06, 12:51
        Dziwią mnie glosy pracowników filharmonii tak ochoczo opluwających własne
        gniazdo. Czy nie pora aby odejść od komputerka i też trochę poćwiczyć.
        Może wtedy da się to i owo sprzedać na konkursach i festiwalach.
        Są takie produkty, których nawet najwięksi spece od marketingu nie są w stanie
        opchnąć.
    • Gość: bobo Re: Muzyka nie łagodzi obyczajów - o konflikcie w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.06, 06:48
      Brawo,brawo-filharmonia Chórek związkowców starych i opasłych,Opera i operetka
      podobne nieroby obtłuszczone primadonny,capella c-chórek.generalnie klubiki
      eunuchowate związkówców z 19 wieku. tak Kraków to zabytki ale żeby aż tak?????
      Cóż pozostaje Sinfonietta i Akademia B.wiem, że niektórzy mają problem- braK
      TALENTU TO pROBLEM.To jak z kierowcą, który zrobił prawo jazdy na bryczkę w 19
      wieku.I myśli, że konie te same. Ludzie ale one przynajmniej od 19 wieku mają
      inną dietę.Gwiazdy i gwiazdeczki nie szlajaćsię nocami po Kazimierzu tylko
      ćwiczyć.dobrym muzykiem się bywa,gwiazdeczką też. i nic poza tym.A ,że w
      Krakowie gwiazd niemalże nie ma to inszy problem.Za to związków ci bez liku nie
      tylko zawodowych.
      • Gość: m,eloman po pierwsze, bobciu, pieprzysz jak potłuczony. IP: *.linuxstuff.pl / 81.219.149.* 14.01.06, 11:22
        To tytułem wstepu, a tak serio: o co Ci chodzi? bo nie bardzo zrozumiałem, poza
        tym, ze masz jakis problem, z soba. Trauma ze szkoły? może muzycznej?
        A wracając do tez p.Handzlika, dotyczących poziomu orkiestr, różnych orkiestr.
        Otóż, dotacja miasta dla Sinfonietty, na 10 (sic!) koncertów jest monstrualna.
        Przecież to jest tylko orkiestra właściwie kameralna! Za te pieniadze można do
        każdego koncertu ćwiczyć i cały miesiąc, najpierw 2 tygodnie w domu, potem - dwa
        tygodnie wspólnie! I wtedy mozna bez nut tez zagrać! A nich no ci młodzi
        spróbuja grać co tydzień co innego! Próby od wtorku do piatku, potem koncert, a
        od następnego wtorku od nowa, z innym dyrygentem, w szerokim zakresie
        repertuaru. I przy dotacjach mających się w proporcjach nijak do dotacji dla
        Sinfonietty!
        I jeszcze, ci dezawuowani przez p.Handzlika związkowcy od wielu, wielu lat
        BEZSKUTECZNIE pukali do wszelkich bram wszelkich WIELKICH Krakowa i tego swiata!
        Mówiąc o tym, co ich boli: o nędznych (przeciętnie) apanażach, o kiepskim
        zarządzaniu, o braku promocji (ktoś z przedmmówców tutaj, na tym forum, juz o
        tym napisał szczegółowo, a jeszcze by mozna dodać), o (kiedyś) wszechrządach
        pani Pendereckiej (dwie dziury w suficie są nadal!), o przekrętach wreszcie! I
        co? I pstro, że sie wyrażę! Jak ich wykorzystano, to teraz są do bicia, i
        jeszcze chęć strajkowania się im imputuje! I jeszcze te "recenzje", pożal się
        Boże, pana Handzlika! Właściwie, po tym co napisał w tymże artykule, to na
        koncerty Filharmonii biletu mu nie powinno się sprzedawać! No bo na takie knoty!
        I na koncu, tak się wydaje, że ta cała afera, rozpętana niejako przez Gazetę (tu
        ukłon: to było pierwsze medium w Krakowie, do którego dobili się pracownicy
        Filharmonii aby publicznie przedstawić te problemy, które pod dywanm zamieść
        usiłowano), słuzy li tylko przygotowaniu pola pod powrót pp.Pendereckich.
        Przecież i Sinfonietta i Ork.B. to są ich orkiestry!
        • Gość: PARAGRAF Re: po pierwsze, bobciu, pieprzysz jak potłuczony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.06, 17:55
          Pare komentowanych tekstow hanzlikowych wstecz zwracalem uwage na mozliwosc
          rozgrywania tej karty przez PANSTWA. Elzbieta Wielka na pewno nie odpusci
          Krakowa: nie oleje Filharmonii - nie ma mowy. Z Joanka (Nazar) jej wyszlo,
          bardzo dlugo na 4 lapkach skakala niejaka p. Oberc (do czasu zbyt wielkich
          apetytow Elzbiety Wielkiej). Sinfonietta - dzielo Elzbiety, Akademia B. takoz.
          Ta ostatnia o tyle sie genialnie oplaca nienazartej Elzbiecie, ze mlodz gra w
          niej za smieszne datki do kapelusza. Dotacje zas - rozdysponowywane sa jak
          zwykle na DWORZE.
          Kogo tym razem ustali z Sepiolem? Jak ustawi "konkurs"? Kto bedzie pomazancem
          PANSTWA? Zobaczymy, bo w nagle nawrocenie grzesznicy nie wierze....
          Hanzlik zawsze pisywal zgodnie ze wskazowkami Elzbiety, podobnie jak poprzednio
          niejaki znawca muzyki, tesz Tomasz, Cyz. Recenzje obydwu panow trudno nazwac
          recenzjami - taki maja poziom. Ani nawet niezdarta w zapelnianiu kolumn drukiem
          recenzentka Wozniakowska nie ma pojecia o tym, co pisze.Zdaniem wielu
          krakowskich instrumentalistow - jest po prostu.... glucha. Recenzje moi Panstwo
          pisuje jeden Pan. W "Dzienniku Polskim" i nieczesto. Nazywa sie: prof. Adam
          Walacinski (prywatnie:kompozytor). Ucz sie, Hanzliku, moze cie znow przyjma do
          krakowskiej Akademii, gdzie jak wroble doniosly jakos ostro ci nie
          szlo.....Stad i frustracja. Biedaku....
          PS.na marginesie: Wydzial Kultury UM kierowany jest przez niejakiego Stanislawa
          Dziedzica. Z zawodu: nauczyciela, poloniste. I wszystko jasne.
      • Gość: nieeeeeeeeeeeeeeee Re: Muzyka nie łagodzi obyczajów - o konflikcie w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.06, 03:21
        Jaki sens mają takie komentarze jak jadowite, przepełnione złośliwością
        wypociny jakigoś "bobo" [chyba zdrobnienie od "bubka"]. Przecież nie wnoszą nic
        konstruktywnego w dyskusji na tematy, które leżą na sercu wielu ludziom.
        Zakończenie wypowiedzi tego "bubka" - przepraszam - "bobo". jest jadnak bardzo
        celne! Tyle tylko że trafił nie do tej tarczy do której strzelał!!! Cytat: Za
        to związków ci bez liku nie tylko zawodowych." Oj co racja to racja!!!
        Szczególnie ten naprawdę mocny między panami Sepiołem i Marchwicą! Czwartkowa
        Gazeta donosiła, że będzie konkurs na stanowisko dyrektora Filharmonii. W
        piątkowym Dzienniku Polskim czytamy o kolejnym piśmie do Ministra o zgodę na
        pominięcie konkursu !!!!! Co jest grane, panowie bądźcie poważni! Czemu boicie
        się konkursu przy otwartej kurtynie? Czy nie macie nic do zaoferowania zespołom
        i melomanom, nie macie programu, pomysłu co z tym fantem zrobić? Czy to strach
        przed tym, że może ktoś inny projektować nowy gmach Filharmonii, a nie pan
        Sepiopioł dla pana Marchwicy? Ale tak na poważniej - tyle wypowiedzi przeciw
        muzykom i ich przedstawicielom, peany o osiągnięciach pana Marchwicy. A skąd
        ten narastający wśród muzyków opór? No cóż przy panu Marchwicy słoń w składzie
        porcelany jest baletnicą! Pan ten nie mając jeszcze nominacji w swoich
        wypowiedziach o planach chyba - delikatnie mówiąc - pomylił sobie poletka! To
        wielka niezręczność, wielki błąd. Przecież póki co szefem artystycznym,
        odpowiedzialnym za poziom orkiestry jest Pan Jan Krenz i to w Jego kompetencje
        chce wkraczać pupil pana Sepioła. A przecież do szefa orkiestry należą decyzje
        personalne. On pracując z muzykami może powiedzieć kto mu nie odpowiada i w
        związku z tym kogo przesłuchać [ aby zmobilizować do efektywniejszej pracy] lub
        wymienić na kogoś nowego. A o tym kto nowy zasiądzie na zwolnionym miejscu też
        on będzie decydował, bo on z nim będzie pracował na estradzie a nie pan
        Marchwica. A tak na marginesie wczesniejszych wypowiedzi o juz niemal
        przysłowiowych ostatnich pulpitach! Czy "wyjątkowa" produkcja pierwszego
        pulpitu na ostatnim koncercie filharmonicznym w Symfonii D.Szostakowicza nie
        wymagała szczególnej uwagi? I co? Zareagować powinien na to pan Marchwica z
        wysokości gabinetu dyrektorskiego, czy dyrygent z podium? To szef artystyczny
        właśnie może na estradzie dokonać zmian jeśli uzna za stosowne i kogoś z
        dalszych pulpitów awansować, wymieniając z niesprawdzającym się pierwszym! I tu
        rodzi się pytanie podstawowe kogo własciwie Filharmonii potrzeba, bo póki co
        szef artystyczny jest! Wiadomo, że chodzi o tak zwanego dyrektora naczelnego no
        i dobrze. Tylko teraz widać, że w takiej instytucji jest dwuwładza i powinny
        zostać ściśle określone zakresy kompetencji, wytyczone granice co do czyich
        obowiązków należy, aby dyrektorzy artystyczny i naczelny [ale raczej tak zwany
        administracyjny] nie wkraczali na nieswoje poletka. I tak wg mnie dyrektor
        artystyczny powinien odpowiadać za poziom orkiestry i jej skład personlny,
        natomiast ten drugi za cała resztę czyli zdobywanie środków do realizacji celów
        jakie będzie wytyczał zespołom szef artystyczny. Jeżeli w takim systemie będzie
        sie dobrze współpraca szefów układać i dyrektor naczelny zapewni muzykom to co
        niezbędne do rzetelnej pracy [dobre instrumenty, akcesoria, godziwe
        wynagrodzenia], dobrze ich pracę wypromuje i "sprzeda", możemy być pewni
        stabilizacjina wysokim poziomie, który pozwoli zespołowi wrócić na estrady
        renomowanych festiwali, wejść w krąg zainteresowań poważnych impresariów. Już
        kiedyś był taki współpracujący tandem: świętej pamieci dyrektor W.Kolankowski i
        T.Strugała. I o ile mnie pamięć nie myli to właśnie w tamtych czasach były
        ostatnie występy krakowskich filharmoników na renomowanych festiwalach i w
        słynnych salach koncertowych. Najwyższy czas aby wreszcie rozsadnymi decyzjami
        doprowadzić do tego, że Filharmonia stanie się ponownie wizytówka kulturalną
        Krakowa, że będzie Kraków promować, muzycy będą mogli godnie żyjąc mieć
        satysfakcję z wykonywanej pracy, a melomani wiele wzruszeń i przeżyć z
        obcowania z prawdziwie wielka sztuką. Oby jak najszybciej do tego doszło.
        Wszystkim zainteresowanym tego życzę.
        • Gość: PARAGRAF Re: Muzyka nie łagodzi obyczajów - o konflikcie w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.06, 15:43
          W rzeczy samej. Obiema rekami podpisuje sie pod takim projektem: znaj proporcje
          mociumpanie! Pisalem i ja wczesniej, ze ktos upadl na mozg wstawiajac w
          gazetowych komentarzach DYRYGENTA na stanowisko dyrektora naczelnego.
          Dowodzilem, i nie bede sie teraz powtarzal, ze publicznosc za
          przeproszeniem"pusci pawia na dyrektorski -dyrygencki wyfraczony gors" jesli
          dyrygent-dyrektor bedzie i stepowal i haftowal. Moze wreszcie dotrze do tych,
          od ktorych to naprawde zalezy, ze dyrektor generalny to MENAGO od katorżniczej
          pracy polegajacej na zdobywaniu pieniedzy i pracy nad produktem, ktory ma byc
          wystawiony na sprzedaz. Dyrygent ma swoje miejsce za pulpitem, szef artystyczny
          odpowiada za program i jakosc jego wykonania, a ciec za miotle. Niech kazdy
          ROBI SWOJE. Moze wowczas bedzie tak dobrze, jak przed laty....
          • Gość: Pan Derecki Re: Muzyka nie łagodzi obyczajów - o konflikcie w IP: *.nandu / *.nandu.com.pl 01.02.06, 20:48
            Paragrafa popieram za wnikliwość a i argumenty niezgorsze,temat jest zbyt
            poważny aby z niego żartować,jednakże chciałem się upewnić czy dobrze
            pamiętam,iż ktoś zapytał P Handzlika ;czy rozróżnia półnutę od półbutów?
        • Gość: vivissimo Re: Muzyka nie łagodzi obyczajów - o konflikcie w IP: *.chello.pl 16.01.06, 14:00
          Rzeczywiście, popis pana Woźniaka w solówkach w V symfonii pozostawiał wiele do
          życzenia...on tego po prostu w ogóle nie poćwiczył, ale nie ma się co dziwić,
          ten facet po każdej próbie leci na łeb na szyję uczyć w szkołach.
          Dopóki nie będzie więcej pieniędzy niż marny tysiąc dla muzyka w filharmonii,
          dopóty będą oni biegać do szkół w których uczą do wieczora, nie mając już czasu
          na doskonalenie warsztatu. Ale generalnie skrzypce to nic przy połowie grupy
          dętej filharmonii która nadaje się do wymiany.
          Studenci z Orkiestry Akademii beethowenowskiej natomiast...cóż, to chyba kpina
          porównywać osiągnięcia koncertmistrza tej orkiestry (w liczbie zero),
          przeciętnego absolwenta Akademii w Krakowie, który nawet nie miał oceny
          celującej na studiach, do osiągnięć koncertmistrza Sinfonietty (wiadomo,
          skrzypek nieprzeciętny, konkursy, nagrody, poza tym doświadczenie, zapał) czy
          Filharmonii (Wiesław Kwaśny to jest nazwisko jednak, gdyby on nie wyjechał
          teraz i mógł zagrać solówkę w V DSZ byłoby okej;-). Dlatego prawdziwie
          niepojętym działaniem ze strony nie wiem kogo jest pozwalać, by to zbiorowisko
          całkiem przeciętnych studentów i studentek - aczkolwiek pełnych zapału i
          gotowych grac wiele godzin po prostu za nic - dostało pieniądze i etaty,
          podczas gdy firmowa orkiestra miasta krakowa, czyli Filharmonia, jest lżona i
          opluwana przez pana H.
          Notabene pan H. uwielbia opluwać co tylko się da...zmieniając przy tym gusta
          jak chorągiewka. Nie dalej jak rok temu "zjechał" wykonanie 7 bram Jerozolimy
          K.P przez Orkiestrę Symfoniczną Akademii Muzycznej, pod dyr. samego
          kompozytora. A przecież grali w niej członkowie tej wspaniałej orkiestry
          beethowenowskiej, no cóż, jakoś chyba nie byli w stanie udzielić jej swego
          geniuszu, a dyrygował sam mistrz, którego wówczas pan H. opluwał, a dziś pieje
          z zachwytu nad wyborem jego żony co do orkiestr krakowskich. Notabene, w
          środowisku muzycznym być na smyczy tego mafijno-muzycznego małżeństwa o
          największa hańba równająca się z ku...stwem. Ale jeśli młodzieży to nie
          przeszkadza, niech korzysta. I niech się uczy. Być może rzeczywiście coś
          osiągnie, bo na razie warsztatu większości z nich pilnują ich profesorowie od
          instrumentu. Ale umiejętności samodzielnego pracowania nad sobą żadne z nich
          nie posiada, są na to za młodzi. Kpiną jest zatem spekulowanie, że ta orkiestra
          może poważnie zagrozić Krakowowi...:)))
    • Gość: muzyk Re: Muzyka nie łagodzi obyczajów - o konflikcie w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.06, 14:16
      Czytam te naładowane jadem wypociny niejakiego p. Handzlika i zastanawiam się
      kto dał prawo młodemu chłoptasiowi, mieniącemu się recenzentem, opluwać naszych
      muzyków? Czyżby frustracja z powodu tego, że p. Handzlikowi nie wyszło na
      instrumencie? Gdzie Pan grał, jak pan grał?!! Może napisze Pan coś o sobie, o
      pańskich dokonaniach na polu muzyki.Niech Pan nie pisze, bo będzie to bardzo
      biedny i smutny tekst. Ja po wysłuchaniu kilku płyt nie miałbym odwagi pisać
      recenzji. Jeszcze jedno, ciekaw jestem czy miał Pan jakiś egzamin weryfikujący
      pańskie "znawstwo" muzyczne? Tak Pan się domaga przesłuchań dla świetnych
      muzyków, to może i Pana ktoś przesłucha? No tak ale kto mógłby
      przesłuchać "taką " gwiazdę. Mam szczerą nadzieję, że zostanie uznany Pan za
      persona non grata dla trzech opluwanych przez Pana orkiestr. Zostaną Panu te
      dwie może nie najlepsze, ale słuszne. Jest Pan żałosny....
    • Gość: liberał D-dur. Re: Muzyka nie łagodzi obyczajów - o konflikcie w IP: *.altar.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.06, 20:31
      Jestem daleki od myslenia rewolucyjnego.Wiem,ze nie obudze sie jutro w lepszym swiecie.Niekiedy jednak chcialbym byc rewolucjonista.Pto pozostaje,jako absolwent krakowskiej Akademii muzycznej,od ukonczenia studiow bez pracy.Dorywczo to i owo robie,staram sie,wysila,ale nie mam perspektyw na stala prace,czylo normalnosc.Inni wyjezdzaja za granice,ja wiem,ze jest to srodek przeciwbolowy na chorobe.Przynosi krotkotrwala poprawe.Na obczyznie ma sie terazniejszosc,przyszlosc tu.
      Gdy nowa wladza dazyla dowladzy pod haslem Polski solidarnej,zaswiecila mi nadzieja,ale juz gasnie.Solidarnosc przeciez juz byla.Oczyszczenie kraju,o ktorym wiele mowiono,mozliwe jest w pralni.A sprawan nie jest rewolucyjna.Gdyby ci,ktorzy maja po kilka etatow,pracujac jednoczesnie w orkiestrach i szkolach,jako nauczyciele-podzielili sie z tymi,ktorzy nie maja nic,bylaby solidarnosc.Moze nawet uczciwosc.Przeciez te etaty,to nie wynik ich znakomitosci,ale w wielu przypadkach efekt nalezenia "do swoich",efekt posiadania dojsc,ukladow,w ktoryh sie znalezli.Nazwijmy rzecz po imieniu,to jest postac korupcji.Nie mam pretensji do szefow prywatnych szkol muzycznych,oni moga zatrudniac,kogo chca,ale dyrektor panstwowej szkoly powinien zapytac,czy zatrudniony ma juz etat gdzie indziej.Przeciez on na kilku gorzej pracuje.
      Z cala stanowcoscia stwierdzam,ze zasady przyjmowania do pracy zarowno do orkiestr,jak do szkol muzycznych sa skorumpowane.Protegowani wiedz o co beda pytani,co trzeba bedzie zagrac i w uczciwej rywalizacji nie ma szans na nich.Rownoczesnie zgarniaja cala pule.To jest obrzydliwe.Wiele razy sie z tym zetknalem i widzialem,bo manipulatorzy nawet sie nie kryja.Zdobywam uznanie do momentu,gdy przychodzi do zatrudnienia.Wowczas na ktorys etat wpycha sie "plecak".
      Jestem sceptykiem, nie bardzo wierze,ze to pisanie moze cos dac,choc natchnela mnie dyskusja dotyczaca krakowskich zepolow muzycznych.Cos drgnelo.Proponuje nastepna dyskusje.
      Niechaj na poczatek ci,ktorzy sa przyczyna bezrobocia wielu wiedza,ze czynia zle.Nazwijmy zlo po imieniu,dlaczego maj sie dobrze czuc moim kosztem.Niech zdaja sobie sprawe,ze inni wiedza o ich uczynkach.Niech bedzie konkurencja,ale uczciwa.
      • przemkowa.b Re: Muzyka nie łagodzi obyczajów - o konflikcie w 02.02.06, 19:36
        jak bym czytała o sobie:)
Pełna wersja