Bariera prowincjonalności - rozmowa o konflikta...

IP: *.seminarium.lan / *.internetdsl.tpnet.pl 19.01.06, 22:03
Pan Marszałek ma racje ale trzeba też bazy bo nie ma w Krakowie prawdziwej
sali koncertowej ani Teatru Wielkiego trzeba rozmachu ze strony Władzy i
Artystów...... czego wszystkim szczerze życzę......
    • Gość: Marek Uchowaj nas Panie, IP: *.linuxstuff.pl / 81.219.149.* 19.01.06, 22:31
      uchowaj nas, panie, od tego człowieka, bo mówią, że on może być naszym predziem,
      tu, w Krakowie...
    • Gość: Tomasz L. Do Albanii nam trzeba Panie Sepioł IP: *.77.classcom.pl 19.01.06, 23:11
      Ręce opadają... mowę odbiera. Tak blisko do Europy, a tak daleko dla Pana
      Marszałka. Spytaj Pan garderobianej z teatru, albo magazynierki kostiumów. One
      wiedzą co to jest teatr, po trzecim zdaniu będzie Pan wiedział gdzie pies
      pogrzebany. Pozdrowienia, T.L..
      • Gość: 03730 nie obrażaj Albańczyków!!! IP: *.chello.pl 19.01.06, 23:45
        ... w odróżnieniu od Sepioła są O.K.
    • Gość: 03730 Sepioł i jego świta to najlepsi artyści... IP: *.chello.pl 19.01.06, 23:42
      ... tylko dlaczego wciśnięci w wielu firmach na dobrze płatnych etatach?!!!
      • Gość: STAN Re: Sepioł i jego świta to najlepsi artyści... IP: *.wieliczka.sdi.tpnet.pl 23.01.06, 09:19
        Szanowny Pan Sepioł i kolesie ktorzy ulokowali sie w urzedzie marszalkowskim i
        ich rodziny siedza na cieplych posadach i czego sie dotkna to oczywiscie jest
        zawirucha
        no coz moze najlepszy czas nadszedl aby zaczeli rzadzic ci ktorzy sa
        wyksztalceni i komuna ich nie ugryzla czyli 30 latkow
    • Gość: turandot Re: Bariera prowincjonalności - rozmowa o konflik IP: 81.219.149.* 20.01.06, 00:27
      Panie Marszałku, w krakowskim MORD też ma Pan bajzel itak samo "kompetentną"
      dyrekcję. Co teraz Panu opadnie, skoro ręce już opadły?
    • Gość: Krakus I kto to mówi o prowincjonalności? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 00:44
      Marszłaek Sepioł robi przymiarki do prezydentury poprzez popisywanie się
      elokwencją intelektualizty. MOWA TRAWA a BAJZEL będzie zawsze tam, gdzie nie ma
      dobtrego zarzadzania OD GÓRY DO DOŁU!
    • Gość: XXav zgadzam się, ALE... IP: *.streamcn.pl 20.01.06, 09:20
      Sam Pan Marszałek podaje argument przemawiający za tym, by nie zmianiać nazwy
      na "Opera Małopolska" - to byłby wielki błąd marketingowy. Panie Marszałku,
      może Pan w Operze Krakowskiej zmienić wszystko, i tak może byłoby najlepiej,
      tylko niech Pan nie zmienia nazwy...
      • Gość: eurofanatik Re: zgadzam się, ALE... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.01.06, 09:42
        Ale jaka roznice robi sama nazwa? To chyba najmniej wazne...
        • Gość: Il Conte Re: zgadzam się, ALE... IP: *.chello.pl 22.01.06, 23:56
          Nazwa ma ogromne znaczenie. Kraków znaczy w świecie wiele - Małopolska nic!
    • Gość: T.L. Dla mnie taki marszałek na etacie, to karykatura! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 10:16
      My się tu zrzucimy i zafundujemy panu wycieczkę za naszą zachodnia granicę.
      Pierwwsza opera jest w Cottbus. Budynek taki, że Kraków nigdy nie miał i nie
      będzie miał takiego teatru, choć miasteczko wielkości Bochni. Dalej też jest
      kilka teatrzyków operowych. Pochodż pan sobie, popytaj, pomyśl, może coś pan
      wymyślisz. A w szczególności, dlaczego w tej durnej Jewropie jakoś te opery
      działają i jest dobrze. To niedaleko panie Sepioł! Koszta zwracamy! (może warto...)
    • Gość: lala Re: Bariera prowincjonalności - rozmowa o konflik IP: *.altar.net.pl / 62.233.214.* 20.01.06, 15:42
      No tak,w bagienku wrze,wszyscy muzycy FK i Opery musieliby ćwiczyć,starać się,część pewnie straciłaby ciepłą posadkę, a tak to sobie siedzą jak u Pana Boga za piecem na dożywotnim stołku. Zgadzam się w pełni z p.Sepiołem i gratuluję odwagi,której w Krakówku trzeba bardzo dużo.Bez zmian "na dole" wśród śpiewaków i w orkiestrze,dalej będziemy mieć marniutki poziom,nudne programy,sfrustrowanych bezrobotnych zaraz po studiach.A zamiast wysokiej kultury - prowincję z zadowolonymi,bo pewnymi swego artystami,którzy swój zawód traktują często,jak dopust Boży.Trzeba zrobić coś,by było nam bliżej do kulturalnej Europy!
      • Gość: bert Re: Bariera prowincjonalności - rozmowa o konflik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 16:29
        prawdy troche marszalek powiedzial, takich tworów jak tzw. instytucje kultury
        jak to sie u nas nazywa szumnie w ustawie to niegdzie nie uswiadczysz, teatry,
        opery i filharmonie sa i owszem wszedzie na swiecie, tylko tam model
        zarzadzania jest inny. u nas faktycznie od komuny nic sie nie zmienilo,
        skostniale struktury naszych instytucji , zasiedzenie na etatach, brak rozwoju
        i perspektyw satysfakcji artystycznej i finansowej , te instytucje same sie
        zżerają od srodka i nie jest to tylko jednostkowa przypadłość , ten rak zaczyna
        rozciagac sie na cały kraj, Kraków ( opera, filharminia), Wrocław (
        filharmonia), Poznań ( filhrmonia), Warszawa ( opera narodowa) , Gdansk ( teatr
        wybrzeże) to tylko przyklady z wiekszych osrodkow, i to wszystko praktycznie w
        jednym czasie - przypadek?, zmowa ? raczej watpliwe, a wszedzie jako glowna
        przyczyna to sprawy finansowe,
        cos tu nie gra w tym wszystkim.
        to co powiedzial marszalek nie jest popularne, ale to sygnał wyraźny że pilnie
        potrzebne sa zmiany w prawie, przy obecnym modelu zarzadzania takie struktury
        jak filharmonia czy opera maja niewielkie szanse na godny byt.
      • Gość: Marek idź Ty, chłpie, pomaluj dom Pana Marszałka. IP: *.linuxstuff.pl / 81.219.149.* 20.01.06, 19:30
        Oba sie na tym może znacie.
        • Gość: Yalung Re: Brawo Sepiol! IP: *.Red-83-56-210.dynamicIP.rima-tde.net 21.01.06, 12:13
          Mam niejasne przypuszczenie ze ci swietni krytykanci typu Marek ktorzy tutaj
          sie namietnie wypowiadaja sami w zyciu NICZEGO duzego nie stworzyli. Ot,
          pohukac na wszystkich ktorzy biora sprawy w swoje rece i dzialaja, powiedziec
          ze nie maja pojecia jak to naprawde jest na swiecie, w tej Europie swietnej
          gdzie dochod na obywatela 3-4 razy wyzszy, i dalej ciagnac wszystko w bagienko
          kanapowej krytyki.

          Brawo Panie Marszalku, temat jest trudny i decyzje nielatwe, z gotowka lichawo,
          konkurencja nogi podklada, ale zycze powodzenia! Niech sie Pan zwodzic nie daje
          i ceni wartosciowych ludzi!

          Y.
      • Gość: misio Re: Bariera prowincjonalności - rozmowa o konflik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.06, 18:23
        tak,ale rzecz w zarzadzaniu.Powolywanie się na Karczykowskiego ma sens kiedy
        mówimy jak brać wysokie c przez tenora.A sytuacja jest taka:czy jeśli tankujesz
        na orlenie to czy znasz się na produkcji benzyny?Podobnie Rozkrut pomylił firmy
        ale dlatego że artystyczny-Karczykowski w sposób zdecydowany nie zasygnalizował
        owej pomyłki,może właśnie wtedy był w Japonii lub Kanarach,albo nie wie po co
        jest dyrektorem prowadzac gdzieś kolejne kursy nauki śpiewania.Obaj Panowie to
        pomyłka i nie ma nic wspolnego z poziomem zespołu opery ,który jest teraz -
        jakich ma dyrektorów.Podobnie jest z Filharmonią-Krenz jest takim dyrektorem
        jak każdy inny ktory wpada na chwilkę,przecież to nieporozumienie człowiek po
        80-ce.Potrzebne sa indywidualności ,a nie atrapy Panie Sepioł,trzeba mieć
        odwagę i powiedzieć szukamy dalej a tym Panom dziękujemy.Nie zwalajcie winy na
        zwiazki i muzyków-niestety ale to Wy-urzad marszałkowski jesteście winni.
        • Gość: Il Conte Re: Bariera prowincjonalności - rozmowa o konflik IP: *.chello.pl 23.01.06, 00:01
          Niestety najgorzej jest gdy urzędasy decydują o stołkach w instytucjach
          artystycznych, nie mając o tym zielonego pojęcia....
    • Gość: Janek Marszałek jest OK! buduje operę i filharmonię i in IP: *.seminarium.lan / *.internetdsl.tpnet.pl 20.01.06, 17:01
      Ma rozmach inwestycyjny czego nie można powiedzieć o innych
    • Gość: erbarium Re: Bariera prowincjonalności - rozmowa o konflik IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.06, 00:13
      Wypowiedź Marszałka świadczy, że swoje pojęcie o pracy artystów buduje na mitach, i z rzeczywistością
      nie ma ono wiele wspólnego. Otóż artysta to nie oszołom, który pracuje tylko kiedy mu odbija, bądź kiedy
      wypije odpowiednią ilość alkoholu. Najwięksi twórcy pracują systematycznie. By ograniczyć się tylko do
      kompozytorów, i to polskich wystarczy przywołać Lutosławskiego, którego harmonogram pracy był
      zawsze nienaruszony, czy Penedereckiego, który od lat wstaje o 6 rano, i regularnie pracuje
      przedpoludniami. Jak widać urzędniczy tryb pracy nie ma nic wspólnego z jakością dokonań
      artystycznych. Czajkowski mawiał, że leni natchnienie nie nawiedza. Ale Marszałek regularną pracę
      artysty nazywa karykaturą. Niestety tacy ludzie decydują w kwestiach sztuki. Żal ściska.
      • lub.czasopisma gadasz od rzeczy, babo 22.01.06, 15:18
        Systematyczna praca artystow i osiaganie przez nich dzieki temu sukcesow nie ma nic wspolnego z
        byciem zatrudnionym na etat. Czy Lutoslawski i Penderecki potrzebowali etatu, by byc kim byli (sa)?
        Wiec nie opowiadaj bzdur.

        Zgadzam sie calkowicie z Marszalkiem Sepiolem, ze praca na umowe, a nie na etacie mobilizuje.
        A wlasnie samodoskonalenie sie jest droga do utrzymania poziomu.
        Dotyczy to, jak slusznie zostalo powiedziane, zarowno muzykow jak i profesorow uczelni.
        Uczciwe wspolzawodnictwo podnosi poziom. A wygranie go stanowi prestiz.

        Zycze wszystkim wysokiego poziomu naszych instytucji, czyli jak najwiecej dynamiki i zdrowej
        konkurencji. Takze dostepnej dla mlodych.
        I w filharmonii i na uniwersytecie.



    • Gość: meloman Re: Bariera prowincjonalności - rozmowa o konflik IP: 193.239.62.* 21.01.06, 14:26
      Problem stary jak świat. był poziom i głośno o operze kiedy była Michnik,wtedy
      jeszcze bez wielkoiego nazwiska. Musiala odejść, jeśli ktoś sądził ze nazwisko
      Karczykowski zagwarantuje sukces operze był w błędzie.I dalej szuka się
      nazwisk, a to niczego nie gwarantuje z ludzmi jakich sie ma trzeba pracować,
      pokazać im jak trzeba śpiewać, grać bo szkolnictwo jest katastrofalne i skoro
      wypuszcza sie takich "artystów" z dyplomami to trzeba z nimi pracować. Do czasu
      kiedy poziom płac nie bedzie równy z zachodnim nie bedzie można kontraktować
      artystów to pozostałość po socjalistycznym systemie. Panie Marszałku niech Pan
      zaglądnie na krakowską uczelnie. Być dyrektorem i mówić ty śpiewasz a ty nie to
      naprawdę za mało. Prosze pamietać że poziom opery to nie jedno nazwisko
      dyrektora to przedeszystkim to co sie dzieje na scenie a dyrektora na scenie
      nie ma ani jednego ani drugiego. Niech Pan nie szuka objawień ale solidnych
      ludzi z branży niekoniecznie z wielkimi nazwiskami, te nie zdaja egzaminu w
      zarządzaniu i umiejetności prowadzenia duzego w końcu przedsiębiorstwa. A Pan
      już chce pominąć konkurs pozbawiając szans moze naprawdę dobrych fachowców.
      Przecież może Pan rozmawiać z wieloma kandydatami zeby mieć orietację ale jeśli
      Pan już ma swoich faworytów to powtarza Pan ten sam błąd.Widać ze jest Pan
      daleko od tych spraw.
      • Gość: ines Re: Bariera prowincjonalności - rozmowa o konflik IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.01.06, 09:35
        Szanowny Panie-Pani Michnik nie wyleciała z opery bo robiono miejsce dla nowego
        dyrektora wyleciała bo była bardzo rygorystyczna dla pracowników jej manią było
        poniżanie i ciągłe wytykanie błędów.znam kilka osób z opery krakowskiej którym
        na samo wspomnienie o Pani Michnik zaczynają się trząść ręce. Jednak że była
        wspaniałą organizatorką i menegerem opery pracownicy nigdy nie mieli tylu tournee
        i nie ukrywajmy co się z tym wiąże-pieniędzy, a teraz lepiej siedzieć w Polsce i
        robić po raz piąty premierę Strasznego Dworu z której każda kosztuje ogromną ilość
        pieniędzy a pójdzie 3-4 razy.Wiem o wielu dziwnych zachowaniach Dyrektora Opery
        ale nie dba o swoich pracowników i tu robi duży błąd bo to oni tworzą operę a
        nie dyrekcja. Pozdrawiam
    • Gość: muzykFK Re: Bariera prowincjonalności - rozmowa o konflik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.06, 13:18
      Bariera prowincjonalności? Tak - ale w myśleniu pana marszałka i w poziomie
      przeprowadzenia tego wywiadu. Spójrzmy na sam początek: dziennikarze
      rozpoczynają od pochylenia się z troską nad biednym marszałkiem, od pogłaskania
      go po główce. Gdzie tu obiektywizm, gdzie ten dziennikarski pazur w traktowaniu
      władzy. Czy nie tak należałoby zacząć: Panie marszałku, jak pan skomentuje
      fakt, że pod pana rządami doszło do poważnego kryzysu w kluczowych instytucjach
      kultury w województwie, czy to nie oznacza, że jest pan skrajnie niekompetentny
      zarówno w tej dziedzinie, jak i w umiejętnościach komunikowania się i
      zarządzania ludźmi? Następny "kwiatek" dziennikarski - pytanie o związki
      zawodowe, jakże jest ono bezstronne...
      Przy takim prowadzeniu marszałek jest oczywiście wdzięcznym rozmówcą i
      spokojnie rozwija swoje przerażające tezy - największy problem to etatowe
      zatrudnienie pracowników. Absurd tak potężny, że można go głosić właśnie tylko
      na poziomie dyskusji prowincjonalnych. Zdaje się, że pan marszałek jest
      miłośnikiem teorii spiskowych - one zawsze łatwo i prosto tłumaczą płytkim
      umysłom wszystkie problemy. Bardzo jestem ciekaw: czy filharmonia berlińska,
      wiedeńska, nowojorska zatrudniają pracowników na etat? Czy tworzą im
      stabilizację potrzebną do spokojnej pracy, czy może utrzymują ich w "twórczej
      niepewności" co do jutra??? Czy ktoś może zauważył tych uroczych starszych
      panów we wspomnianych orkiestrach - jak to się stało, że nie zostali wygryzieni
      przez młodych freelancerów na kolejnych przesłuchaniach???
      Taką tezą pan marszałek sam pokazuje, że nie ma racji, narzekając na
      decydujący głos ministra kultury przy obsadzie dyrektora. Ktoś musi hamować
      zapędy lokalnych urzędasów.
      Uprzedzę teraz ewentualne wypowiedzi: "krytykować to jest łatwo".
      Oczywiście ;), nie mam zamiaru się ograniczyć do skrytykowania wypowiedzi pana
      marszałka. Sytuacja jest poważna i należy ją możliwie dobrze naświetlić opinii
      publicznej, jeszcze mniej przecież zorientowanej niż marszałek.

      Niestety, nie jest możliwe podanie tak prostego wytłumaczenia, jakie
      wykoncypował sobie pan marszałek. Nakładają się tu wielorakie problemy, często
      utrwalane i pogłębiane przez lata. W ramach postu na forum da się tylko kilka
      częściowo opisać.

      Przede wszystkim: FINANSE. Nie czarujmy się, do tych osławionych przesłuchań
      pana marszałka nie ustawią się kolejki wybitnych muzyków, samych laureatów
      konkursów, uczestników kursów przy najlepszych orkiestrach świata i do tego
      jeszcze z wieloletnim doświadczeniem. Oni już dawno grają w dobrych zachodnich
      orkiestrach, a młodzi kończący studia właśnie tam jadą do przesłuchań stanąć.
      BO TAM BĘDĄ MOGLI ZARABIAĆ. Bo to mimo artystycznej działalności zawód, który
      ma oprócz spełnienia osobowości pozwolić żyć materialnie. A czy praca w
      filharmonii krakowskiej (skupmy się może na tej instytucji ;)) to umożliwia?
      Czy można wyżyć z pensji filharmonicznej? NIE. Trzeba znaleźć drugi etat,
      trzeci, robić setki dodatkowych rzeczy dla pieniędzy. Więc jak pan marszałek
      wyobraża sobie utrzymywanie poziomu? Gdzie znaleźć czas na indywidualną pracę?
      Oczywiście można i ćwiczyć o piątej rano, jeśli ma się motywację. Tyle że jak
      widać o finansowej mowy nie ma. Więc może innego typu motywacja? Artystyczna -
      może wybitny dyrygent? Może porywający do pracy dyrektor artystyczny? Ten kto
      chodzi regularnie na koncerty wie, jaki poziom osiąga ta sama orkiestra z
      dyrygentem znakomitym, a jak męczący może być występ prowadzony przez dyletanta
      (na ogół). Oczywiście - i te występy bardzo dobre nie są wybitne, fakt - ale to
      już efekt wieloletniego braku dyrektora artystycznego z prawdziwego zdarzenia.
      Lat, kiedy osobnik bez najmniejszego autorytegu zanudza orkiestrę mechanicznym
      powtarzaniem, by zabić czas, nie da się odrobić w tydzień, przy nawet
      najwybitniejszej osobowości. Naprawdę polecałbym panom redaktorom przyjść parę
      razy w miesiącu na próbę, porównać - w jakiej dyscyplinie i z jakim
      zaangażowaniem pracuje się z dobrym dyrygentem. I dlatego na stałe potrzebny
      jest wybitny dyrektor artystyczny. Którego teraz NADAL NIE MA. Maestro
      Krenz jest dyrektorem tylko na papierze, kompletnie nieobecnym w instytucji.
      Zresztą brak jakiegokolwiek komentarza z jego strony w ostatnim miesiącu
      wyraźnie to pokazuje.
      Przesłuchania, które tak zapadły w pamięć panu marszałkowi, to nie jest jakiś
      cudowny sposób na poziom. Wystarczy regularna praca z wymagającym dyrygentem,
      któremu autorytet pozwoli zapytać pulpitami na estradzie, zresztą wystarczyłyby
      choćby próby sekcyjne z koncertmistrzem, zaniedbane już od paru lat - czyżby
      za dużo etatów poza filharmonią?
      Naprawdę nikt z muzyków nie boi się pracy i grania - nie chcemy tylko słyszeć
      od potencjalnego dyrektora naczelnego, że jedyną rzeczą potrzebną filharmonii
      jest poziom poprzez przesłuchania. Chcielibyśmy usłyszeć całościową wizję
      instytucji na najbliższe lata. Chcielibyśmy wiedzieć, że czeka nas praca z
      dobrymi dyrygentami, że będziemy wreszcie grali w sali, której akustyka
      pozwala się rozwijać. Że płace będą współmierne do poziomu naszego
      wykształcenia (kilkanaście lat nauki), żeby nie obudzić się z dwustoma euro na
      miesiąc za parę lat - proszę już teraz porównać to do zarobków
      niewykwalifikowanego robotnika, który wyjedzie z kraju. Byłoby też miło, gdyby
      praca administracji tworzyła i wspierała wizerunek wybitnej instytucji kultury.
      A przypomnijmy propozycje wyjazdów zagranicznych, które przepadły dzięki
      ofiarnej pracy pań z sekretariatu...

      Bardzo ciekawe, czy te tajemnicze nazwiska, jakie trzyma w zanadrzu pan
      marszałek mają pojęcie o tych problemach i determinację, by je rozwiązać. Albo
      choćby chęć, by uważnie posłuchać muzyków, a nie tylko rzucać hasłami o
      związkach zawodowych. Oby. Jeśli nie, to zamieszanie wokół instytucji kultury
      skończy się jak w piosence Elektrycznych Gitar: "każdy powiedział to, co
      wiedział, a będzie dalej tak, jak jest".
      • Gość: PARAGRAF Re: Bariera prowincjonalności - rozmowa o konflik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.06, 18:25
        Pelna zgoda z wypowiedzia "muzykaFK". Nieszczescie Krakowa polega na tym,ze
        lokalne koterie, o ktorych od kilku tygodni trabimy glosno na tym forum nadal
        zyja. Wlos sie jezy, gdy do czlowieka dociera ciasnota horyzontow p. Sepiola i
        jego totalna ignorancja. Jedynym lekarstwem na te dolegliwosc jest odebranie mu
        etatu w Urzedzie Marszalkowskim i zaproponowanie np. odnawialnej co 3 miesiace
        umowy o prace. Z uposazeniem np. 1.300- 1500 zl brutto -przyklady ze strony
        internetowej urzedu miasta Krakowa (dla niezlej klasy specjalisty ze
        znajomoscia zasad protokolu dyplomatycznego i dwoch jezykow obcych-
        obligatoryjnie). Niech sie motywuje. Wszak etat to przezytek, won z etatem!
        Nawiasem mowiac: czy p. Sepiol w ogole ma pojecie,ze wyksztalcenie muzyka
        (szkola I i II stopnia, studia w akademii) to nie tylko kilkanascie lat
        katorzniczej pracy, ale i NAJWYZSZE KOSZTY WYEDUKOWANIA SPECJALISTY - w skali
        kraju?!
        Przerazenie budzi takze drugi fakt: niczego sie p. Sepiol nie nauczyl przy
        okazji awantury o Filhramonie: NADAL PANICZNIE UNIKA KONKURSU. Tedy, owedy -
        moze przez zaprzyjazniona pania Malgorzate Dybowska-moze ona wreszcie
        skutecznie popchnie sprawe u ministra?! Tylko skad ten strach? Skad to
        kunktatorstwo za wszelka cene? Czyzby p. Sepiol byl niewyuczalny? A moze jednak
        ma WLASNY INTERES w unikaniu konkursu? Moze znowu, jak poprzednio, chce
        prymitywna metoda "wcisnac" swojego? A gdzie honor funkcji marszalka? Gdzie
        etyka i tos zawodowy? Czy on w ogole zna te pojecia???
    • Gość: marzena Szarejko Re: Bariera prowincjonalności - rozmowa o konflik IP: *.ikatel.pl 22.01.06, 15:26
      w pełni rozumiem decyzję pana profesora Karczykowskiego. szkoda tylko, że udało
      nam się sprowadzić do Krakowa sławę z takimi kompetencjami i doświadczeniem, a
      jak przyszło co do czego więcej do powiedzenia maja podstarzałe artystki na
      dozgonnym etacie a nie mistrz, który próbował wprowadzić nowe, młode głosy.
      cóż, kraków to jednak konserwa, a szkoda. eh... kiedyś artyści o etatach nie
      słyszeli. Modrzejewska z mężem na wozie jeździła i nie była pewna, czy za rok
      ciągle będą na nią przychodzić. cóż, żeby ryzykować trzeba mieć talent.
    • Gość: Franciszek Re: Bariera prowincjonalności - rozmowa o konflik IP: *.chello.pl 22.01.06, 20:19

      Czy to sala gra, czy artyści w sali?
      Czy grająca w kościele Mariackim orkiestra Filharmonii Londyńskiej to to samo
      co Filharmonicy Krakowscy w nowej sali?
      Co tu jest ważniejsze budowa sali, czy jakość koncertów i chleb dla muzyków
      oraz ich rodzin?
      Zapewne jedno i drugie. Jest jeszcze jedno pytanie: w jakiej kolejności?




Inne wątki na temat:
Pełna wersja