Przed zmianami nie da sie uciec - rozmowa z pro...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 17:13
Odnosze wrazenie, że Pan profesor i Panowie redaktorzy bujacie w obłokach i
niekoniecznie macie pojęcie o rzeczywistości w instytucjach o których tak
autorytatrywnie mówicie. Świetny sposób na reklame swojej katedry Panie
profesorze. Takie tendencyjne rozmowy zamiast ratować polska kulture tylko ją
pogrążają i wprowadzają niezdrową atmosferę w środowisku z której "KTOŚ"
chętnie skorzysta
    • Gość: Ryszard Kozik Co to za niedomowienia? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 20:42
      Skoro wiesz cos, o czym my nie wiemy, to sie tym pochwal. Jezeli lepiej sie na
      czyms znasz, to tez sie ta wiedza popisz. Latwo jest rzucac puste slowa i
      oskarzenia, trudniej swa racje udowodnic albo zdanie uzasadnic. A co do
      rzekomej reklamy - propozycja rozmowy wyszla od nas, nie od profesora.
      Z wyrazami
      Ryszard Kozik
      • Gość: zaeus Re: Co to za niedomowienia? IP: 87.206.231.* 04.02.06, 13:03
        Wydaje mi się, że seria artykułów GW stała się impulsem, umożliwiającym
        nareszcie rzeczową dyskusję nad kierunkiem rozwoju instytucji kulturalnych w
        naszym mieście. Wyszło czarne na białym jakie układy rządzą środowiskiem
        muzycznym i opiniotwórczym w Krakowie. Nieuzasadnione pieniactwo na łamach
        Dziennika Polskiego, odnoszące się do przypadku Stanisława Gałońskiego,
        wykazuje wyraźnie tendencje "zachowania pewnego układu". Z zażenowaniem czytam
        kolejne posty na łamach tego forum, opluwające najlepszego kandydata na
        dyrektora FK (Panu Marchwicy nie życzę już stanowiska - szkoda na siłę
        uszczęśliwiać krzykaczy z FK; boksować się ze związkami zawodowymi i
        niekompetentną kadrą). W głowie się nie mieści arogancja i samouwielbienie
        krakowskich muzyków, którymi przesycone są wypowiedzi pod poszczególnymi
        artykułami. Kibicuję odważnym rozwiązaniom proponowanym przez Marszałka i
        Prezydenta. Tylko czy tgeraz rzeczywiście znajdzie się ktoś, kto zechce
        pokierować wspomnianymi instytucjami? Każdy potencjalny dobry kandydat nie
        tylko dwa razy się zastanowi, zanim złoży kandydaturę, ale pewnie nie nie złoży
        jej wcale. Sytuacja dotyczy w szczególności FK i Opery. W Capelli przynajmniej
        widać chęć zmian i to właśnie muzycy stali się jej motorem napędowym. Brawo!

        PS. Podpisuję się pod słowami Pana Orzechowskiego (niemniej również, jak
        przedmówca, odniosłem wrażenie delikatnej autoreklamy Instytutu kierowanego
        przez Profesora).
        • Gość: Pussy Ręce opadają IP: 195.214.216.* 04.02.06, 16:12
          "Odważne rozwiązania proponowane przez Marszałka"??? Jeżeli żyjemy w państwie
          prawa, to marszałka obowiązuje prawo, a ściślej ustawa o działalności
          kulturalnej, którą p. Sepioł a wraz z nim p. Marchwica ODWAŻNIE zignorowali.
          Tego niektórzy najemni krzykacze jak Kozik czy Handzlik po prostu nie przyjmują
          do wiadomości i uparcie forsują swoje pomysły, niezależnie od tego, jak się one
          mają do obowiązującego prawa. Ręce opadają!
          • Gość: hoop Re Nowe czasy IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 05.02.06, 09:33
            Ustawa o działalności kultury jest przeżytkiem i powinna zostać zmieniona,
            osobnym tematem jest jej przestrzeganie.
            Te rozmowy mają zachęcić do zmiany w systemie prawnym. Coś co się nazywa terez
            dumnie instytucją kultury jest tak naprawdę skansenem z którego nikt już nie
            jest zadowolony - ani samorząd, ani dyrektorzy, ani sami artyści w nich
            zatrudnieni i coraz mniej z tego wszystkiego zadowolona jest publiczność, dla
            której przecież te instytucje funkcjonuja, bo coraz częściej się o niej w tym
            wszystkim zapomina. Każdy z innych powodów jednak wszystko sprowadza się do
            jednego - finansów , sposobu jego podziału i wydawania.

            Kadry menadzerów się jeszcze nie do końca wykształciły, jak widać czego innego
            uczą uczelnie, a rzeczywistość jest taka jaka jest.
            Stąd problem menedzerów - księgowych, którzy chcą zmieniać ale nie bardzo
            wiedzą jak, i błąkają się po całym systemie szukając ,,rynkowych' rozwiązań - a
            tutaj akurat trzeba inaczej.
            Z kolei artyści menagerowie są często tak zadufani w swoje artystyczne
            powołanie że sprawy zarządzania i finansów są generalnie na drugim planie.
            Idą jednak nowe czasy i zmiany są nieuchronne, z tym trzeba zacząć się liczyć.
            • Gość: Pussy Oświecony absolutyzm, czyli warcholstwo IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 05.02.06, 14:57
              Nowela Ustawy o działalności kulturalnej wprowadzająca nowe zasady powoływania
              dyrektorów instytucji kulturalnych (dotyczy to m.in. Filharmonii Krakowskiej)
              pochodzi z 27.1.2004, trudno ją więc nazwać przeżytkiem, choć sama ustawa jest
              datowana na 1991 r. A więc całkiem niedawno ustawodawca COŚ ustalił.
              Na temat systemu prawnego można i trzeba dyskutować, ale nie odwracajmy
              kolejności. Inaczej jest to warcholstwo polityczne, tym dziwniejsze, że w
              wykonaniu najwyższego urzędnika regionu. Moglibyśmy w ślad za nim dojść do
              wniosku, że większość ustaw w tym kraju to "przeżytek".
    • Gość: meloman w swietle powatrzajacych się ataków i nagonki IP: *.linuxstuff.pl / 81.219.149.* 05.02.06, 23:17
      na związki zawodowe, działające w instytucjach kultury, chc\iałbym wszytskim
      przypomnieć, a panu Handzlikowi w szczególności, że to WŁAŚNIE związki zawodowe
      wskazały na nieprawidłowowści w kierowaniu niektórymi z tych instytucji.
      Wskazały - wreszcie skutecznie w roku ubiegłym (choć osobiście sądzę, że Urząd
      Marszałka skorzystał po prostu z okazji aby pozbyć się jednego dyrektora, aby
      stworzyć miejsce dla nastepnego). Ale związki zawodowe Filharmonii biły głową o
      mur już od lat SIEDMIU co najmniej, wskazując, że tak dalej być nie może, że
      instytucja upada, że nie dzieje sie dobrze! I co? I NICCCCCCC. Wielkie nic. Nic
      przez siedem lat się nie działo. Natomiast teraz, juz po wykorzystaniu, zwiazki
      stały się zawadą, domagają się jakiegoś tam prawa przestrzegania! No to je
      trzeba rozwalić pod pretekstem iż są w zarządzaniu przeszkodą! A na marginesie
      przemądrzałych wywodów obu panów "dziennikarzy" traktujacych swój zawód dość
      wybiórczo, nomen omen, wie, że nie ma takiej w Europie instytucji jak
      Filharmonia, w której by związki zawodowe nie działały! I czy któryś z
      przywoływanych w wybiórczej naukowców, rzekomo od instytucji kultury
      specjalistów, potrafiłby układać program koncertów z tygodnia na tydzień, przez
      rok cały i w latach następnych, opierając się o muzyków zatrudnianych ad hoc, w
      oparciu o kontrakt (na jeden koncert?, na dwa tygodnie? na sezon? na dwa lata?
      same pytania...). A ci muzycy czekaja na kontrakt... a czekając ćwiczą i ćwiczą
      (bo chcą być lepsi), a żyją SZTUKĄ, nieprawdaż. I tak podnosimy poziom naszego
      życia artystycznego! Jakie to łatwe, panie Handzlik - tylko trzeba się paru
      zapyziałych emerytów pozbyć. Pewnikiem są już nawet policzeni.
      I jeszcze jedno: przestrzegałbym niektórych polityków przed zbyt szybkim
      robieniem porządków: jesienią wybory, a jak ostatnio widać, wiatry wieją przeciw
      układzikom, i mocniejszy huragan może zmieść... MY mamy w rekach atuty, na
      kartkach wyborczych, po prostu. Tylko szkoda byłoby sprzątać po niektórych
      pochopnie podjętych decyzjach.
Pełna wersja