Gość: mistery
IP: *.eranet.pl
27.05.06, 21:09
Wczoraj wieczorem z nadzieją zobaczenia Papieża Benedykta XVI w oknie Kurii
udałam się wraz z tysiącami krakowian na ulicę Franciszkańską...jakież było
nasze zdumienie, gdy dostępu do Kurii broniły barierki ustawione w odległości
już 50-100 metrów i kordony policji...ludzie szukali wszelkich sposób by
dostać się przynajmniej w okolice Franciszkańskiej...do połowy Plant
ustawione barykady...garstka ludzi jaka się dodała tuż pod okno jak rozumiem
była mocno wyselekcjonowaną grupą, nie dającą nawet Papieżowi wyobrażenia ile
naprawdę osób było wokół i chciało Go usłyszeć i zobaczyć...
bez porównań, wybaczcie, ale Papież Jan Paweł II nigdy by na taką sytuację
nie pozwolił, nie odgradzał się od ludzi tak jak stało się to tym razem...
nie sądzę też bym była odosbniona w odczuciu, że pielgrzymce tej towarzyszą
szczególne środki bezpieczeństwa - hordy policji, kolumna papieska składająca
się nawet z karetek na niemieckich rejestracjach, nie mówiąc o helikopterze
którzy latał tuż nad kominami kamienic gdy Papież objeżdżał Rynek Główny -
wszystko to w moim odczuciu sprawiało wrażenie braku zaufania, czy
bezpieczeństwa, a przecież czekały na Niego i towarzyszącą Papieżowi świtę
tylko serce otwarte i umysły spragnione Jego słów i obecności...
staram się wznieść ponad to wrażenie i czerpać tylko z dobrych aspektów tej
wizyty, jednakże nie potrafię się otrząsnąć z negatywnego wrażenia, jakie
towarzyszyło mi wczoraj "pod Kurią"...a tak naprawdę w dalekiej od niej
odległości...