fly79
12.07.06, 00:24
To był trochę szokujący dla mnie dzień.
Dojeżdżam codziennie do Tarnowa z Krakowa do pracy.
W dniu wypadku pociąg posp. do Krynicy/Zagórza, którym zwykle jeżdżę (5:31) miał gigantyczne opóźnienie (70-75min). Spotkał się z tym feralnym pociągiem (6:09) opóźnionym 15 min...
Siedziałem już w tym pociągu w kierunku do Rzeszowa, kiedy na peron wtoczył się Krynica/Zagórz a za nim bodajże Gorzowiak (6:45) do Przemyśla. Wyskoczyłem z pociągu i znalazłem się w Krynicy/Zagórz (ten do Rzeszowa miałby jeszcze 20 min oczekiwania na Płaszowie).
Kiedy dotarłem na Płaszów, ku mojej wściekłości Rzeszowianina już nie było.
Wściekły byłem tylko do Kłaju....
...Nigdy nie widziałem na żywo 20-25 ratowników medycznych biegnących po torowisku z "gorsetami" gotowymi do założenia rannym po dwa-trzy każdy i sanitariuszek z usztywniaczami pod połamane kończyny.
Jak to wyglądało - widac na zdjęciach.
Widziałem wszystko.
Do pracy docierałem "tylko" 3,5h...dobrze, że o własnych siłach...