Kolejowa kraksa pod Krakowem - na szczęście bez...

12.07.06, 00:24
To był trochę szokujący dla mnie dzień.
Dojeżdżam codziennie do Tarnowa z Krakowa do pracy.
W dniu wypadku pociąg posp. do Krynicy/Zagórza, którym zwykle jeżdżę (5:31) miał gigantyczne opóźnienie (70-75min). Spotkał się z tym feralnym pociągiem (6:09) opóźnionym 15 min...
Siedziałem już w tym pociągu w kierunku do Rzeszowa, kiedy na peron wtoczył się Krynica/Zagórz a za nim bodajże Gorzowiak (6:45) do Przemyśla. Wyskoczyłem z pociągu i znalazłem się w Krynicy/Zagórz (ten do Rzeszowa miałby jeszcze 20 min oczekiwania na Płaszowie).
Kiedy dotarłem na Płaszów, ku mojej wściekłości Rzeszowianina już nie było.
Wściekły byłem tylko do Kłaju....

...Nigdy nie widziałem na żywo 20-25 ratowników medycznych biegnących po torowisku z "gorsetami" gotowymi do założenia rannym po dwa-trzy każdy i sanitariuszek z usztywniaczami pod połamane kończyny.
Jak to wyglądało - widac na zdjęciach.
Widziałem wszystko.
Do pracy docierałem "tylko" 3,5h...dobrze, że o własnych siłach...
    • misiamafisia Re: Kolejowa kraksa pod Krakowem - na szczęście b 12.07.06, 01:13
      Uff.
      Ja chciałam dojechać do Wrocławia z Podkarpacia. Specjalnie wybrałam nie tak wczesną porę (godz. 14), bo myślałam, że uporają się z tym wszystkim do tego czasu. Obsługa wcale nie pomagała, odpowiadając na pytania typu "Jakie są opóźnienia?" i "Co właściwie się stało?" mało grzecznym "Nie wiem, przecież słyszała pani, że opóźnienie o czas nieokreślony. Od nas pociągi wyjeżdzają punktualnie.". Po czym mój pociąg spóźnił się 40 minut :).
      W całym tym Kłajnie akcja przesiadki poszła bardzo sprawnie. Pasażerowie całego pociągu zmieścili się do jednego(!) autobusu. Dotarliśmy do Podłęża, pociąg już stał, zajęliśmy miejsca, bla bla bla. I czekamy, czekamy, czekamy, czekamy... Godzinę jak nic czekaliśmy. W pociągu do złudzenia przypominającym gorącą puszkę. Minęła godzina jak nic, kiedy to zaczęły się zapowiedzi - o jednym pociągu, który zaraz pojedzie, o drugim, ale żaden z nich nie był "tym" pociągiem. I wszystko jakoś było ważniejsze od nas.
      Godzina dotarcia do stacji Wrocław Główny z planowej 21:32 zmieniła się na rzeczywistą bardzo bliską północy.

      Teraz marząc jedynie o pójściu spać, życzę wszystkim, których trasy dzisiaj jakoś dziwnie się wydłużyły oraz tym, co nie zaszczycali żadnymi informacjami... Spokojnej nocy.
      • Gość: krakus Re: Kolejowa kraksa pod Krakowem - na szczęście b IP: 81.219.150.* 12.07.06, 11:23
        w Kłaju, a nie w Kłajnie... :)

        P.S. Jeśli już wstałaś, po nadzwyczajnie długiej podróży to miłego dnia.
    • Gość: podróżny Re: Kolejowa kraksa pod Krakowem - na szczęście b IP: *.adsl.inetia.pl 12.07.06, 10:24
      Rozpirzyć PKP i spółki krzaki bo inaczej ta kraksa będzię malutkim epizodzikiem
      wobec katastrofy jaka może się zdarzyć gdy złom na szynach i nie sprawna
      sygnalizacja zawiedzie!!!!To bedzie jak po zamachu bombowym!!!
      • kapitan.kirk Re: Kolejowa kraksa pod Krakowem - na szczęście b 12.07.06, 12:00
        > Rozpirzyć PKP i spółki krzaki bo inaczej ta kraksa będzię malutkim epizodzikiem
        >
        > wobec katastrofy jaka może się zdarzyć gdy złom na szynach i nie sprawna
        > sygnalizacja zawiedzie!!!!To bedzie jak po zamachu bombowym!

        Tym razem nie zawiódł najwyraźniej "złom" tylko człowiek - urządzenia wg
        wstepnych ustaleń (nie wiem czy jest tam blokada samoczynna, ale pewnie tak)
        działały poprawnie, a tu naprawdę trudno sie pomylić czy coś sfałszować. Rzecz
        jest nader prosta, jak się wydaje już na podstawie mało fachowych doniesień z prasy:

        1.) Gość prowadził pociąg już długo i w cholernym upale, co jak wiadomo
        koncentracji nie sprzyja.
        2.) O tej godzinie i przy takiej pogodzie, już co najmniej od Bieżanowa jechał
        mając słońce przed nosem, trochę po prawej nad linią wzroku - a więc w pozycji
        tak złej, jak to tylko możliwe pod kątem "czytelności" semaforów.
        3.) Nie można zatem wykluczyć, że przynajmniej "troszeczkę na pamięć" jechał -
        wbrew zapewnieniom swym - tym bardziej, że prowadził ten pociąg już wiele razy.
        4.) I tu się naciął, bo trafił na "nierozkładowy" pociąg specjalny prowadzący
        próżne wagony do remontu w Newagu...

        Facet i tak może mówić o szczęściu, że dopiera za kilka lat prędkość
        dopuszczalna na linii Kraków-Tarnów ma byc podniesiona ze 120 do 160 km/h i że
        obecnie tak szybkie lokomotywy są w Polsce jeszcze rzadkością. Przy 160 km/h nie
        pomogłaby mu raczej żadna ucieczka na tył lokomotywy i zostałaby zeń mokra plama
        przygnieciona blokiem silnika. O jeszcze większym szczęściu będzie mógł mówić,
        jeżeli skończy się tylko na wylaniu z roboty, bez oskarżenia z tytułu 173-2,
        czyli o nieumyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym. Co prawda i tak ma
        wszelkie powody by liczyć na zatrudnienie w Kolejach Mazowieckich lub u któregoś
        z przewoźników prywatnych, które to firmy mają takie kłopoty personalne, że
        gotoweby niedługo zatrudniać masztynistów bodaj i po wieloletnich wyrokach za
        ludobójstwo, pedofilię i gwałt na czci prezydenta RP...

        Pzdr
        • Gość: Wlad Re: Kolejowa kraksa pod Krakowem - na szczęście b IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.07.06, 13:09
          Wyszczekanyś Waść a już za moich czasówi i p.Smiałkowskiego mówiono - Kolej
          jako tako czysta kto jest winien ? Maszynista!.Może powrócić do podwójnych
          obsad na elektrowozach,to i praktykantów przybędzie i co dwie pery oczu to nie
          jedna,zwłaszcza nad ranem i nocą we mgle gdy trzeba jechać bez prawego dołu
          żeby coś zobaczyć.Cytowany przez Ciebie artykuł KK należy zapodać nawiedzonym
          pseudokolejarzom , którzy nie odbyli ani jednej tury na szlaku i myslą tylko o
          oszczędnościach.
          • kapitan.kirk Re: Kolejowa kraksa pod Krakowem - na szczęście b 12.07.06, 13:15
            > Może powrócić do podwójnych
            > obsad na elektrowozach,to i praktykantów przybędzie i co dwie pery oczu to nie
            > jedna,zwłaszcza nad ranem i nocą we mgle gdy trzeba jechać bez prawego dołu
            > żeby coś zobaczyć

            Podpisuję się obiema ręcyma - tylko skąd peraktykantów, skoro maszynistów od
            dobrych paru lat prawie się nie szkoli?...
            Pzdr
          • Gość: masmas Re: Kolejowa kraksa pod Krakowem - na szczęście b IP: 192.168.* / *.internetdsl.tpnet.pl 12.07.06, 13:59
            według mnie w taką pogode przy takich prędkościach powinna być podwujna obsada dwuch maszynistuw tory tesz pozostawiają wiele do żyuczenia od dawna nie remontowane
Pełna wersja