kolomyia
25.09.06, 10:29
Prezydent Kaczyński, który w kampanii wyborczej popłynął na hasłach „taniego
państwa”, okazał się najdroższą głową państwa w historii III RP. W przyszłym
roku państwo wyda na prezydenta Lecha Kaczyńskiego aż 166 mln zł – o 16 mln zł
więcej niż w roku ubiegłym i 26 mln zł więcej niż w czasach Aleksandra
Kwaśniewskiego. Pieniądze już płyną: na nowe etaty, remonty pomieszczeń dla
zatrudnianych urzędników i ponad 70 „wypasionych” komputerów.
Zgodnie z założeniami do przyszłorocznego budżetu, Kancelaria Prezydenta Lecha
Kaczyńskiego otrzyma aż o 11 proc. pieniędzy więcej niż w tym roku. Większy
skok nakładów na swoje potrzeby odnotują tylko Kancelaria Senatu i Krajowa
Rada Radiofonii i Telewizji. Obie instytucje, rzecz jasna, opanowane są przez
Prawo i Sprawiedliwość. Tak dużych pieniędzy nie miał żaden z poprzedników
Kaczyńskiego – ani Lech Wałęsa, ani Aleksander Kwaśniewski.Pompowanie kasy w
prezydencką kancelarię jest o tyle bulwersujące, że Lech Kaczyński i PiS
zbudowali swoją kampanię wyborczą na haśle „taniego państwa” i zapowiedziach
cięć w wydatkach na administrację.
W okresie rządów Lecha Kaczyńskiego stan etatów w jego kancelarii wzrósł z 280
do ponad 330. Nowi urzędnicy pracują m.in. w prezydenckim Biurze
Bezpieczeństwa Narodowego kierowanym przez Władysława Stasiaka, b.
wiceprezydenta Warszawy. Zatrudnienie znaleźli tam ludzie PiS-u, w tym
mianowany do stopnia generała brygady Roman Polko, b. pełnomocnik prezydenta
Warszawy ds. bezpieczeństwa, a także Joanna Strzelczyk, b. dyrektor gabinetu
prezydenta stolicy. Strzelczyk z kolei pociągnęła za sobą swoich
współpracowników z tego gabinetu, m.in. Paulinę Bolibrzuch i Łukasza
Kudlickiego, kiedyś dziennikarzy prawicowego „Życia”. Gdy pracowali w ratuszu,
napisali m.in. raport „Podsumowanie działalności prezydenta Warszawy Lecha
Kaczyńskiego, listopad 2002 – grudzień 2005”. W BBN też piszą i redagują –
m.in. kwartalnik pt. „Bezpieczeństwo Narodowe”. Pani Strzelczyk jest redaktor
naczelną, a pani Bolibrzuch sekretarzem redakcji, pan Kudlicki autorem dwóch
tekstów w pierwszym numerze kwartalnika o „Nowej Wielkiej Emigracji” i
„Zagrożeniu pustynnieniem w Polsce”.Nowe etaty to nie koniec wydatków. Nowi
PiS-owscy urzędnicy potrzebują bowiem pomieszczeń (właśnie się je remontuje)
oraz sprzętu. Niedawno kancelaria rozpisała przetarg na dostawę 24
nowoczesnych laptopów za prawie 155 tys. zł. Kupiono też 50 komputerów
stacjonarnych za 234 tys. zł i 37 urządzeń wielofunkcyjnych z tonerami
(kopiarka, skaner i drukarka w jednym) za 458 tys. zł.