adam.67
01.04.03, 08:34
Chodzą sobie tacy panowie (na podstawie obserwacji stwierdzam, że to
wyłącznie męski zawód), na plecach "plecaczek" z kosmiczną aparaturą
składającą się z silnika spalinowego typu dwusuw, jakiejś kominacji rur,
rurek, przewodów itp. oraz charakterystycznej rury w kształcie trąby słonia,
którą turbinka wypuszcza silny podmuch wiatru.
Powietrze to służy do dmuchania na śmieci, zwały kurzu i brudu zalegającego
Stołeczne Królewskie Miasto Kraków (i pewnie inne miasta naszego pięknego
kraju?), czyli przemieszczania z miejsca na miejsce tej "przyjemnej"
mieszaniny. Pomijając hałas silnika (pan ma na uszach tzw. "słuchawki",
wiadomo, przepisów BHP trzeba przestrzegać, nie ma rady), to jakże miło jest
zanurzyć się w odmętach brudu, jakże przyjemnie jest wyobrazić sobie przez
chwilę pobyt w burzy piaskowej na pustyni (i to nie irackiej) - coś jak
niejaki kadet Biegler w Przygodach Wojaka Szwejka, gdy pociągał za sznurek
górnopłuka spuszczając wodę w kiblu marzył o zgiełku pól bitewnych...
Jakaż to przyjemna i pozyteczna praca... ruch na powietrzu (niezbyt świeżym),
praca z ludźmi (szczęśliwymi z powodu pobytu w tej zamieci), efektywna jak
praca parlamentu (energia jest zużywana ale efektów jakoś nie widać i ciągle
jest robota).
Ech, pomarzyć tak sobie jeno pozostaje... veni, vidi... i uciekłem. Nie lubię
pustynnych burz.