W Krakowie przybywa małżeństw różnowyznaniowych

IP: *.2-0.pl 27.11.06, 01:48
A jakiż problem w Krakowie jest też kościół ewangelicko-augsburski i
ewangelicko-reformowany. Ja jestem ew. a moja żona rk i nasze dzieci
wychowywane są w wierze protestanckiej chociaż ślub mamy tylko cywilny.
    • polonus3 Re: W Krakowie przybywa małżeństw różnowyznaniowy 27.11.06, 02:41
      Okolo roku 1947 w Zakopanem zydowka, ktora przetrwala wojne a jej maz zginal w
      obozie koncentracyjnym poszla do dzialajacej tam zydowskiej komisji pomocy
      zydom po pomoc bo byla bardzo schorowana, nie mogla pracowac i byla w biedzie.
      Spisano wszystkie szczegoly i kazano sie jej zglosic za miesiac, jak to wszystko
      posprawdzaja. Kiedy przyszla za miesiac to wzieli ja za kolnierz i kopniakiem
      zrzucili ze schodow a schody byly tam strome. Dlaczego tak zrobili? Bo jej maz
      byl katolikiem!
    • Gość: to ja Re: W Krakowie przybywa małżeństw różnowyznaniowy IP: 195.116.43.* 27.11.06, 04:26
      Hmm.
      Ciekawa sprawa. Czemu tak jest, że Kościół Katolicki w Polsce jest bardziej
      katolicki, niż cały katolicyzm?
      Parę lat temu moja przyjaciółka-katoliczka, kiedy chciała wyjść za mąż za
      protestanta, nie dostała zgody swojego proboszcza na ślub w kościele (w rycie
      protestanckim). Jednak zapragnęła odbyć tę uroczystość w Domu Bożym. Zgłosiła
      się do parafii prawosławnej, gdzie... bez problemu (po uprzedniej zgodzie
      odpowiedniego bpa prawosławnego) mógł się odbyć protestancki ślub.
      Dlatego pytanie moje brzmi tak: czy "ocalanie" owieczek od "heretyków i
      schizmatyków" powinno iść drogą bezwzględnego zakazu wchodzenia w związek
      małżeński z osobą innego wyznania? Chyba nie.
      A druga sprawa - jeśli słyszy się, że ten, a ten ksiądz wydał zezwolenie, a do
      tamtego lepiej w ogóle nie iść, to chyba nie do końca jest sprawa jakichś tam
      kanonów, tylko widzimisię decydenta.
      Prawie jak w latach 80-tych - sklepowa powiedziała, że nie ma już papieru
      toaletowego, bo jeszcze ma rodzinę w Bronowicach... A to są też ludzie i kupki
      również robią...
      :-)
    • xs550 Re: W Krakowie przybywa małżeństw różnowyznaniowy 27.11.06, 04:49
      W obecnej dobie slub koscielny to oznaka zasciankowosci. Czy naprawde zwiazki sa tak slabe, ze potrzeba swistka papieru z kosciola na potwierdzenie tego, ze sie jest razem? Po prostu tego nie lapie...
      • Gość: Alik Re: W Krakowie przybywa małżeństw różnowyznaniowy IP: *.66.pxs.pl 27.11.06, 09:53
        Ślub kościelny to nie świstek papieru, To sakrament. Nie sądzę żebyś to
        zrozumiała.
    • lena.k1 W Krakowie przybywa małżeństw różnowyznaniowych 27.11.06, 09:57
      "Opiekował się nami ksiądz Andrzej, na oko 80-latek, ale bardzo postępowy.
      Przeprowadził z nami kilka rozmów. Nie zniechęcał, nie mówił, że będzie ciężko.
      Na koniec postawił nam horoskop."

      Nie wiem, czy ja dobrze zrozumiałam... Katolicki ksiądz stawia horoskopy???
      Świat się kończy - albo przeginają w jedną stronę (modląc się o innego
      narzeczonego) albo w drugą (wplatając ezoterykę w katolicyzm, co jest jakimś
      kompletnym paradoksem).
      Skoro tak wygląda wiara w wydaniu jej "przedstawicieli", to ja się przestaję
      dziwić, że ludzie nie rozumieją "po co świstek papieru, potwierdzający że
      jesteśmy razem"...
      • Gość: !postęp! Re: W Krakowie przybywa małżeństw różnowyznaniowy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.11.06, 19:18
        nareszcie postęp, ty co tu można przeczytać, i obowiązkowej codziennej adoracji
        "Złotodajnego Bernardyna" na świątynnej wieży w centrum miasta, czekamy w
        najbliższej przyszłości na wydawanie zezwoleń i błogosławieństwa związków o
        odmiennej orientacji, byleby nie były w tak wygórowanej cenie jak bilety wstępu
        do centrum turystyczno-biznesowego, to zapewne zwiększenie obrotów, bo z całego
        świata zlatywały by się niezliczone tabuny odmieńców po książęcy certyfikat
        poprawności, można by też rozwinąć biznes stworzyć w kontynuacji owocnej
        współpracy z czerwonym monarchistom kolejną tanią linię i nazwać ją "Marcinkus
        Bayzel". Powodzenia.
    • Gość: agnostyk KK ma przejawy imperialne IP: 151.193.120.* 27.11.06, 11:02
      To, ze Kosciol zmusza malzenstwa mieszane do wychowania dzieci w wierze
      katolickiej jest przejawem jego imperialnej postawy. Postawa ta jest nie
      przystająca do dzisiejszych czasów, ale KK tego nie chce zmienić. Sam jestem w
      związku mieszanym i niestety aby doszło do ceremoni slubnej, waznej dla mojej
      malzonki musialem przystać na warunki ktore stawia KK. Problem jest w tym, że
      osoby które chcą praktykować życie w wierze nie mają wyboru, muszą godzić się
      na warunki które stawia KK albo zostaną wyłączone ze srodowiska wiernych. Dla
      katolika jest to wybor: albo sie zgodzisz na wszystko albo bedziesz mial
      swiadomosć że żyjesz w grzechu cieżkim. Wiekszosć oczywiscie wybiera to
      pierwsze. Do tego dochodzi tradycja, aby zawrzeć slub w Kosciele.
      Może czas w Polsce na oddolne ruchy które będą domagać się na szerszym forum
      zmian i dialogu ze strony skostnialych struktur KK.
    • Gość: DM Re: W Krakowie przybywa małżeństw różnowyznaniowy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.11.06, 11:29
      Cóż... z tego wynika jasno, że ateiści mają najmniejszy problem :)
    • Gość: ... mur??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.11.06, 16:25
      hmm. nigdy nie przyszloby mi do glowy tak okreslic to co dzieje sie w moim
      zwiazku. ja istnienia takiego muru w naszym domu nie czuje. moj maz jest
      wyznania prawoslawnego, ja jestem katoliczka. nie przypominam sobie, zeby nas
      to kiedykolwiek dzielilo (jestesmy razem 6 lat), wrecz przeciwnie. podwojna
      radosc! dwa razy obchodzimy Boze Narodzenie i Nowy Rok, a czesto tez
      Wielkanoc :). kiedy zaczelismy ze soba byc staralismy sie poznac tez zwyczaje i
      obrzadek naszych kosciolow. bardzo wiele sie nauczylismy.
      moze ksiedzu Prackiemu chodzilo o podzial wsrod szerszej rodziny, czyli nie
      tylko maz-zona-dzieci, ale i tesciowie, ciotki, kuzyni etc.? przyznaje - moi
      tradycyjnie katoliccy bliscy w przewazajacej wiekszosci zareagowali agresywna
      wrecz niechecia, ktora jednak po dlugim, co prawda, czasie zmalala i zaczela
      przeksztalcac sie w cos w rodzaju niechetnego poblazania, a w koncu prawdziwej
      choc pewnie trudnej dla nich akceptacji i nawet dumy ("a w naszej rodzinie to
      jest nawet Rosjanin!").

      wsrod naszych przyjaciol jest kilka takich "mieszanych" par (katolicko-
      prawoslawna,prawoslawno-muzulmanska...). naprawde, na plaszczyznie on-ona nie
      roznia sie chyba niczym szczegolnym od malzenstw jednowyznaniowych. jesli
      pojawiaja sie jakies nadwyczajne problemy to sa one zwykle powodowane
      uprzedzeniami ktoregos z tesciow lub niechecia wyznaniowych instytucji.

      nie wiem, jak w innych "mieszanych" malzenstwach, ale w naszym te problemy to
      jest jak (bedzie to byc moze malo oryginalne ale chyba dobre porownanie)
      wspolne wspinanie sie na trudny gorski szczyt. jest ciezko, zimno i
      nieprzyjaznie, ale wiemy, ze w pojedynke zadne z nas tam nie dotrze. a kiedy
      juz stajemy na tym szczycie, to jaki stamtad jest widok!!! i jaka satysfakcja,
      ze razem tego dokonalismy!!! zycze kazdemu, zeby mial w swoim mezu/zonie
      takiego sprawdzonego przyjaciela i czulego ukochanego jak mam ja w moim :)
      • kika843 Re: mur??? 28.11.06, 00:26
        Gość portalu: ... napisał(a):

        > hmm. nigdy nie przyszloby mi do glowy tak okreslic to co dzieje sie w moim
        > zwiazku. ja istnienia takiego muru w naszym domu nie czuje. moj maz jest
        > wyznania prawoslawnego, ja jestem katoliczka. nie przypominam sobie, zeby nas
        > to kiedykolwiek dzielilo (jestesmy razem 6 lat), wrecz przeciwnie. podwojna
        > radosc! dwa razy obchodzimy Boze Narodzenie i Nowy Rok, a czesto tez
        > Wielkanoc :). kiedy zaczelismy ze soba byc staralismy sie poznac tez zwyczaje
        i
        >
        > obrzadek naszych kosciolow. bardzo wiele sie nauczylismy.
        > moze ksiedzu Prackiemu chodzilo o podzial wsrod szerszej rodziny, czyli nie
        > tylko maz-zona-dzieci, ale i tesciowie, ciotki, kuzyni etc.? przyznaje - moi
        > tradycyjnie katoliccy bliscy w przewazajacej wiekszosci zareagowali agresywna
        > wrecz niechecia, ktora jednak po dlugim, co prawda, czasie zmalala i zaczela
        > przeksztalcac sie w cos w rodzaju niechetnego poblazania, a w koncu
        prawdziwej
        > choc pewnie trudnej dla nich akceptacji i nawet dumy ("a w naszej rodzinie to
        > jest nawet Rosjanin!").
        >
        > wsrod naszych przyjaciol jest kilka takich "mieszanych" par (katolicko-
        > prawoslawna,prawoslawno-muzulmanska...). naprawde, na plaszczyznie on-ona nie
        > roznia sie chyba niczym szczegolnym od malzenstw jednowyznaniowych. jesli
        > pojawiaja sie jakies nadwyczajne problemy to sa one zwykle powodowane
        > uprzedzeniami ktoregos z tesciow lub niechecia wyznaniowych instytucji.
        >
        > nie wiem, jak w innych "mieszanych" malzenstwach, ale w naszym te problemy to
        > jest jak (bedzie to byc moze malo oryginalne ale chyba dobre porownanie)
        > wspolne wspinanie sie na trudny gorski szczyt. jest ciezko, zimno i
        > nieprzyjaznie, ale wiemy, ze w pojedynke zadne z nas tam nie dotrze. a kiedy
        > juz stajemy na tym szczycie, to jaki stamtad jest widok!!! i jaka
        satysfakcja,
        > ze razem tego dokonalismy!!! zycze kazdemu, zeby mial w swoim mezu/zonie
        > takiego sprawdzonego przyjaciela i czulego ukochanego jak mam ja w moim :)
        Jakby czytała o sobie. Mój ukochany też jest wyznania prawosławnego i do tego
        pochodzi z Rosji. Jednakże nasze odmienne wyznania nie stanowią żadnego
        problemu. Świetnie się rozumiemy, a nasze rodziny, wbrew początkowym obawom,
        nie miały nic przeciwko naszemu związkowi. Nie rozumiem , skąd się bierze tyle
        krzyku i uprzedzeń. W końcu Bóg jest jeden i wszyscy teiści wierzą w tego
        samego Boga, tylko inaczej go nazywają. Dla jednych jest Allachem , dla innych
        Jahwe, ale wszyscy wierzymy w podobne wartości. Myślę,że duchowni sami stawiają
        między ludźmi ten mur. Wszakże w rzeczywistości religie za swoją podstawę
        stawiają miłość. Nie wiem jeszcze, w jakim Kościele weźmiemy ślub. Jednakże nie
        ma to dla mnie większego znaczenia, gdyż uważam,że Bóg jest tylko jeden.
Pełna wersja