Gliniarz ze Śląska przejmuje Małopolskę

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.07, 22:47
Ciekawa nominacja w świetle wydarzeń sprzed 3 lat, warto przeczytać
miasta.gazeta.pl/czestochowa/1,35271,2108819.html
    • Gość: H56 napisz co Ci e-SB-ek Ryszard Grabski zrobił IP: *.comnet.krakow.pl 13.01.07, 04:27
      poza tym, zgadzam się z Tobą, że ludzie z dawnej SB nie powinni zajmować
      stanowisk kierowniczych. To samo powinno dotyczyć wszystkich członków PZPR,już
      od sekretarza POP wzwyż. Szeregowym członkom mozna wybaczyć, bo wielu z tych
      ludzi wstapiło do partii tylko po, to aby chronić swoje stanowisko pracy,
      przyspieszyć przydział mieszkania, paszportu, samochodu itp. Zresztą nikt wtedy
      nie przypuszczał nawet o możliwosci transformacji ustrojowej i kombinował jak
      mógł aby sobie i rodzinie jakoś zabezpieczyć byt z namiastką normalnosci.
      /nie należałem ,nie należę i nie będę należał, do zadnych partii,stowarzyszeń,
      kółek rózańcowych/
      • Gość: Paweł Tygodnik NIE - Urbana i PiS stawiają na Budzika IP: 62.233.214.* 13.01.07, 17:42
        [[]\ Tygodnik NIE - Urbana i PiS stawiają na Budzika .

        www.nie.com.pl/tekst_druk.php?id=4110

        Nowy Komendant Wojewódzki w Krakowie

        mł. insp. Tadeusz Budzik - istotne wzmocnienie patologicznych i kryminogennych
        struktur w KW Policji W Krakowie .

        Komuś w PiS – ie już zupełnie odbiło .

        W służbie gangu: kto zastąpi szefa Centralnego Biura Śledczego? Monika Jaremko-
        Siarska, Marek Mamoń, Anna Gąsiorowska 2004-06-02, ostatnia aktualizacja 2004-
        06-02 21:39 W częstochowskiej komendzie aż huczy, że szefem tutejszego
        Centralnego Biura Śledczego zostanie Tadeusz Budzik - wg informacji "Gazety,
        człowiek z dotychczasowego układu.Przed trzema dniami stanowisko naczelnika
        Centralnego Biura Śledczego stracił Jerzy Kluczny. Tak zdecydował komendant
        główny policji po naszej sobotniej publikacji, w której opisaliśmy związki
        policjantów CBŚ z bandytami z gangu "Marcepana". Z naszych informacji wynika,
        że Artur W., jeden z oficerów - podwładny Klucznego - dostał w prezencie od
        przestępców bordowe bmw, którym wcześniej bandyci wozili Łukasza E.. Chłopak
        został bestialsko zamordowany. Śledztwo umorzono.Obowiązki szefa CBŚ po Jerzym
        Klucznym przejął jego zastępca Tadeusz Budzik. - To rutynowy ruch. Nie oznacza
        nominacji pana Budzika na to stanowisko ani tego, że on tam pozostanie -
        powtarza Alicja Hytrek, rzecznik komendanta głównego policji."Gazeta": - Ale
        mówi się, że komenda główna zamierza Budzika zrobić szefem częstochowskiego
        CBŚ. Alicja Hytrek: - Nic podobnego. Zajmujemy się sprawą opisaną w "Gazecie" i
        jeśli pojawią się wątki dotyczące pana Budzika, to oczywiście będziemy je
        wnikliwie sprawdzać.Przypominamy więc, że "Gazeta" ma dowody, iż naczelnik
        Jerzy Kluczny i jego zastępca tkwili w tym samym układzie. Jednym z nich jest
        nagranie z magnetofonu zostawionego w gabinecie naczelnika Klucznego przez
        kolegów z TVN, którzy razem z nami badali powiązania policjantów i gangsterów.
        Słychać tam rozmowę byłego już naczelnika z dwoma podwładnymi. Jednym z nich
        jest właśnie Tadeusz Budzik. Kluczny wyraźnie tłumaczy mu się z odpowiedzi
        udzielanych dziennikarzom, obaj analizują, ile wiemy. W nagraniu m.in. słychać,
        jak Budzik skutecznie odwodzi swego przełożonego od wyrażenia zgody na
        spotkanie dziennikarzy "Gazety" i TVN z Arturem W.Od środy w CBŚ pracują
        oficerowie inspektoratu komendanta głównego. - O kogo pytają i czego szukają? -
        zapytaliśmy rzecznik Hytrek.- Badają prawidłowość funkcjonowania Centralnego
        Biura Śledczego, tylko tyle mogę powiedzieć - brzmiała
        odpowiedź.Komentarz "Gazety" Powierzenie kierownictwa częstochowskiego CBŚ
        dotychczasowemu zastępcy Jerzego Klucznego to zły sygnał. Argument o rutynowym
        działaniu nie brzmi wiarygodnie. Bo albo chce się oczyścić szeregi, usuwając
        ludzi skompromitowanych, albo wykonuje pozorowane ruchy, dając tym samym
        policjantom "z układu" czas na zacieranie śladów.Monika Jaremko-Siarska, Marek
        Mamoń, Anna Gąsiorowska

        Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA




        eSBek Ryszard Grabski

        nadal jest szefem

        Sekcji Ruchu Drogowego

        Komendy Miejskiej Policji w Krakowie .


        Z pijanego gangu :

        www.policyjnyserwisinformacyjny.fora.pl/viewforum.php?f=3

        Nareszcie wiemy dlaczego deesbekizacja kuleje .

        Zobacz film i zdjęcia :

        www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=25578

        Czy mając w domu takie atrakcje , można mieć głowę do deesbekizacji ?
    • Gość: htrwj Gliniarz ze Śląska przejmuje Małopolskę IP: *.ghnet.pl 13.01.07, 09:14
      może wreszcie zajmie się łajzami , które łupią mienie publiczne Krakowa i
      pomimo tego ,że wszyscy o tym wiedzą uchodzi to im bezkarnie a mało tego ,
      jeszcze rządzą
    • Gość: jane Gliniarz ze Śląska przejmuje Małopolskę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.07, 09:40
      Częstochowa to nie Śląsk
    • Gość: pies Gliniarz ze Śląska przejmuje Małopolskę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.07, 13:16
      może lepiej dowiedzieć się jak wyglądała prawda a nie opierać się
      wszystkowiedzącej MJS
    • Gość: kr Kto to jest gliniarz? IP: *.kolornet.pl 13.01.07, 22:45
      on urabia coś z gliny? To coś w stylu GW to szmata.
      • Gość: z gliny Re: Kto to jest gliniarz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.07, 22:50
        Mietek Kluk siedzi i zawija srberka , a Płowecki ten z NIE Urbana - kumpel
        Budzika I Mietka pracuje w Komendzie Głównej. Pawle W. do dzieła !!!
        • Gość: układ Re: Kto to jest gliniarz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.07, 12:00
          Komenda Główna Policji docenia media

          W Wydziale Prasowym Biura Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji
          stworzono nowe stanowisko, mające usprawnić i koordynować działanie pionu
          prasowego wszystkich jednostek Policji. Zajął je Michał Płowecki, dziennikarz
          współpracujący dotychczas z dziennikami, tygodnikami i miesięcznikami
          ogólnopolskimi oraz branżowymi. Do tej pory nie był zatrudniony w podobnych do
          KGP strukturach.
          Do jego głównych zadań należy ocena pracy wojewódzkich rzeczników prasowych,
          pozyskiwanie, gromadzenie i analizowanie wycinków prasy regionalnej i
          ogólnopolskiej dotyczących wszelkich aspektów funkcjonowania Policji. Będzie
          się zajmował również wykorzystywaniem informacji pozyskanych w ramach usługi
          monitoringu mediów (dostarczanej przez podmioty zewnętrzne), a także
          monitorowaniem programów publicystycznych, debat radiowych i telewizyjnych, w
          których poruszane są zagadnienia istotne dla funkcjonowania Policji - pod kątem
          wizerunku służb policyjnych oraz zagadnień leżących w szczególnym
          zainteresowaniu dziennikarzy i społeczeństwa.
          Michał Płowecki będzie odpowiadał za opracowywanie własnych analiz prasy
          regionalnej i ogólnopolskiej, bieżącą lekturę opiniotwórczych periodyków i
          lektury fachowej w celu wypracowywania wniosków istotnych dla poprawy
          funkcjonowania Policji i jej wizerunku. Zajmie się też sporządzaniem analiz
          tematycznych w zakresie medialnego obrazu wybranych obszarów pracy policyjnej,
          analizowaniem informacji na forach internetowych i czatach.
          Płowecki posiada bardzo dobrą znajomość problematyki policyjnej. Wykazał się
          też umiejętnością analizowania zawartości publikacji prasowych pod kątem
          wizerunkowym.
          Jest absolwentem Wyższej Szkoły Humanistycznej w Pułtusku, Wydziału Nauk
          Politycznych (kierunek dziennikarstwo i PR). Jak sam twierdzi, interesuje się
          psychologią społeczną, polityką, mediami, reklamą. Pasjami czyta książki i gra
          w bilard.
          • Gość: NIE Re: Kto to jest gliniarz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.07, 12:02
            Wojna tajniaków pod Jasną Górą

            Mamy dowody na to, że specsłużby szukały haków na policjantów i polityków.
            Walczyły o sukces czy kryły własne grzechy? Media napadły na częstochowskie
            CBŚ. Goniły za sensacją czy były inspirowane?

            Było jak w gangsterskim filmie: świętym miastem od siedmiu lat rządził
            gang „Marcepana”, zajmujący się narkotykami, haraczami i wymuszeniami okupów.
            Bandyci mieli potężnych
            mocodawców. Byli to szef CBŚ Jerzy Kluczny, jego zastępca Tadeusz Budzik, a być
            może sam generał Mieczysław Kluk, były komendant śląskiej policji, obecnie
            emeryt.

            „Marcepan” to taki gangsta, że jakiś tam „Sajmon” czy „Krakowiak” do pięt mu
            nie urasta. Pewnie trząsłby do dziś Częstochową, a może już i całym Śląskiem,
            gdyby nie dzielni funkcjonariusze ABW (wcześniej UOP), którzy razem z całą
            bandą wsadzili go do puszki. Niestety, nie dali rady wsadzić do więzienia
            skorumpowanych psów. Na szczęście w sukurs agentom pośpieszyli dziennikarze
            z „Gazety Wyborczej” i TVN (program „Uwaga”), którzy ujawnili całą prawdę.

            Czytaliśmy w gazecie

            Artur Wiewióra, oficer częstochowskiego CBŚ, jeździ bordowym BMW. Dziennikarze
            podali, że auto bezsprzecznie zostało mu podarowane przez gangsterów. Wcześniej
            bandyci wozili nim zamordowanego bestialsko Łukasza E., syna znanego
            częstochowskiego biznesmena. Luksusowy wózek Wiewióra dostał, gdyż
            współpracował z bandytami.

            A wszystko zaczęło się w 1995 r., gdy zginął w strzelaninie Waldemar S.,
            częstochowski cinkciarz karany za włamania i kradzieże. Została po nim śliczna
            wdowa Ewa, która po kilku miesiącach związała się właśnie z Arturem Wiewiórą,
            oficerem częstochowskiego CBŚ. „Marcepan” też brał udział w strzelaninie, w
            której zginął Waldemar S. Oberwał wtedy porządnie, ale przeżył. Od tamtej pory
            rosła jego legenda. Bandyty nieśmiertelnego i na dodatek chronionego przez
            kogoś „na górze”.

            Dziennikarze odnaleźli świadków, którzy oskarżają funkcjonariuszy CBŚ, w tym
            Wiewiórę, o to, że nie przyjmowali wiadomości o przestępczej
            działalności „Marcepana”. Anonimowo wypowiedzieli się bliżej nieokreśleni
            funkcjonariusze ABW, którzy niedwuznacznie wskazali, że za Wiewiórą stoi jego
            szefostwo, równie jak on skorumpowane. Skarżą się, że to właśnie Wiewióra
            uniemożliwił im wykrycie i zajęcie dużej partii narkotyków, które znajdowały
            się w garażu jednego z ludzi „Marcepana”. Wreszcie znajduje się kobieta, która
            na niewielkim ekranie amatorskiej kamery poznaje samochód Wiewióry. Twierdzi,
            że to jest to auto, w którym widziano Łukasza E. przed śmiercią. Rozpoznaje je
            po charakterystycznych chromowanych elementach wokół reflektorów. Efekcie
            tuningu. Całość zdobi wywiad z naczelnikiem CBŚ Klucznym, który wyraźnie nie
            wie, o co chodzi, myli się w odpowiedziach, nie pamięta faktów sprzed trzech
            lat i wygląda na przestraszonego.

            Co z tego zrozumiał przeciętny gazeto- i ekranożerca? W Częstochowie rządziła
            mafia policyjno-gangsterska, którą rozwaliła ABW wespół z „Gazetą Wyborczą” i
            TVN.

            Gó.. prawda

            Po sześciu artykułach w „Wyborczej” i dwóch programach telewizyjnych ruszyła
            maszyna kontrolna. Prokuratura i Wydział Wewnętrzny Komendy Głównej Policji.
            Dziś możemy już stwierdzić, że większość ustaleń dziennikarzy „Wyborczej” i TVN
            to bzdury. Na konferencji prasowej ogłoszonej z tej okazji w prokuraturze nie
            było dziennikarzy z TVN ani z „Wyborczej”, która aferę rozpętała. Oczywiście
            ani gazeta, ani telewizja nie zauważyły zdementowania zarzutów przez
            prokuraturę.

            Prokuratura prześwietliła losy luksusowego BMW Wiewióry. Nic się nie zgadzało z
            ogłoszonymi sensacjami. BMW miało być luksusowe, a okazało się, że to rocznik
            1989 wart około 16 tys. zł. Miało należeć wcześniej do gangsterów, okazało się,
            że Wiewióra kupił je w komisie, a przedtem jeździł nim pewien syndyk masy
            upadłościowej z Zawiercia. Bynajmniej nie gangster. W drugiej połowie lat 90.,
            kiedy autem tym mieli szaleć gangsterzy, jeździł nim jakiś Niemiec, gdyż BMW
            nie zostało wtedy jeszcze do Polski sprowadzone. Kobieta, która miała rozpoznać
            auto Wiewióry, uparcie twierdzi, że go nie rozpoznaje. Element tuningowy wokół
            reflektorów to stałe wyposażenie tego modelu.

            Inne rewelacje „Wyborczej” również okazały się zwykłymi pomówieniami.
            Najważniejszy świadek dziennikarzy powiedział wręcz prokuraturze, że odniósł
            wrażenie, iż dziennikarzom chodziło wyłącznie o wrobienie w coś policjantów.
            Inni przyznają, że dostali drobne kwoty za wypowiedź, której treść wcześniej
            uzgodniono.

            O ślubie Wiewióry z wdową po przestępcy wiedzieli jego przełożeni. Został z tej
            okazji poddany odpowiedniej procedurze sprawdzającej. Nigdy nie było wobec
            niego żadnych zastrzeżeń. Jego żona za to wiele razy otrzymywała pogróżki od
            różnych bandziorków, że ją dojadą za to, że wyszła za psa.

            Jedyny sensacyjny materiał, jaki uzyskali w trakcie śledztwa dziennikarze TVN,
            to nagranie z podsłuchu, jaki zostawili „przypadkiem” w gabinecie naczelnika
            CBŚ. To rozmowa Klucznego z jego zastępcą, przeprowadzona tuż po wyjściu
            dziennikarzy. Jej sensacyjność polega na tym, że można wreszcie usłyszeć, co
            naprawdę policjanci sądzą o pismakach i ich rzetelności. Uszy więdną. Swoją
            drogą ciekawe, czy panowie z TVN mieli pozwolenie na zainstalowanie podsłuchu?

            Tajna prawda

            Czy nagonka na częstochowskie CBŚ to przypadek, czy wynik pogoni mediów za
            tanią sensacją? Wiele wskazuje na to, że inspiratorami publikacji byli
            oficerowie częstochowskiej ABW. Dysponujemy oświadczeniem Jarosława K., byłego
            szefa Urzędu Kontroli Skarbowej w Częstochowie, który twierdzi, że dwaj
            funkcjonariusze ABW próbowali go namówić do szukania materiałów obciążających
            komendanta wojewódzkiego policji Mieczysława Kluka i szefa częstochowskiego CBŚ
            Jerzego Klucznego. (...) pan K. (oficer dawnego UOP, dziś ABW, w oryginale
            pełne nazwiska – przyp. M.P.) w trakcie rozmowy stwierdził, iż UOP ma dowody na
            współpracę z „Marcepanem” zastępcy naczelnika CBŚ. Nazwiska zastępcy nie
            pamiętam, lecz było ono wymieniane.

            Trzeba dodać, że funkcjonariusze UOP pytali go nie tylko o policjantów:

            Zgłosił się do mnie pan K. (ten sam co wyżej – przyp. M.P.), który w trakcie
            rozmowy wymienił kilka nazwisk osób, które w Częstochowie odznaczają się
            wysokim standardem posiadanych domów oraz samochodów. (...) wymienił także
            nazwiska p. poseł Ewy Janik, senatora Grzegorza Lipowskiego oraz posła Marka
            Lewandowskiego. (...) chodzi im o znalezienie materiałów na wyżej wymienione
            osoby w trakcie realizowanych przez mój urząd kontroli oraz dostęp do innych
            materiałów znajdujących się w bazach danych urzędu. W trakcie rozmowy padło też
            nazwisko p. Szarawarskiego, szefa SLD na Śląsku.

            Mamy też inny dokument. Zeznanie przestępcy Sylwestra W., który nie ma powodu,
            by szczególnie miłować CBŚ, bo właśnie oficerowie CBŚ wsadzili go do paki.
            Sylwester W. powiadomił prokuraturę, że:

            (...) jeden z funkcjonariuszy UOP zwrócił się do mnie twierdząc, że jestem w
            grupie Mietka Kluka. Chodziło mu o Komendanta Wojewódzkiego Policji w
            Katowicach. Mówił, żebym zeznał, to wówczas porozmawiamy. Zadałem mu wówczas
            pytanie, dlaczego UOP tworzy fikcyjną grupę przestępczą, w którą mnie zaplątał.
            Wówczas funkcjonariusz ten przyznał, że faktycznie grupa ta jest fikcją, jednak
            należy wyjaśnić morderstwa na terenie Częstochowy.

            Może prawda

            W częstochowskim światku przestępczym aż huczy od plotek. Gangsterzy cieszą
            się, że pozbyli się najgroźniejszych policjantów, a resztę uspokoili. Wiele
            mówią o tym, że prawdziwe nici łączące „Marcepana” z wymiarem sprawiedliwości
            ocalały.

            Jeden z naszych rozmówców zwrócił uwagę na pewne zbiegi okoliczności. Otóż mąż
            dziennikarki
            • Gość: NIE+ Re: Kto to jest gliniarz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.07, 12:04
              Jeden z naszych rozmówców zwrócił uwagę na pewne zbiegi okoliczności. Otóż mąż
              dziennikarki, która rozpętała całą awanturę, jest policjantem. Jego nazwisko
              pojawia się w sprawie „Marcepana”, wątku wyłączonym i przekazanym do
              prokuratury w Myszkowie. Jako świadka. Gdyby, hipotetycznie, prokurator chciał
              zmienić jego status w sprawie, zostanie to z całą pewnością odczytane jako akt
              zemsty na wolnej prasie. Czyżby manewr wyprzedzający? To pierwsza wątpliwość.
              Druga jest taka, że policjant ten dwa razy bezskutecznie starał się o przyjęcie
              do ABW. Ciekawe, czy po serii artykułów pisanych przez jego żonę łatwiej mu
              będzie o wymarzoną posadę? Poczekamy, zobaczymy.

              – Myśmy rozpracowali gang „Marcepana”, a UOP spił śmietankę – mówi jeden z
              funkcjonariuszy CBŚ. – W tej sprawie faktycznie stwierdziliśmy przenikanie
              informacji do struktur przestępczych, ale tropy nie prowadziły do CBŚ.
              Prokuratura wie na przykład o zaginionych w tajemniczy sposób dowodach, które
              znikły właśnie w UOP.

              A więc może chodzi o postawienie zasłony dymnej i ukrycie własnych przewinień?

              Fakty

              Szefowie częstochowskiego CBŚ pomówieni przez media to postacie nietuzinkowe.
              Brali udział w wielu arcytrudnych i niebezpiecznych zadaniach. Jednym z nich
              było rozpracowanie
              i zlikwidowanie całej siatki narkotykowych przemytników, działających na trasie
              z Kolumbii do Polski. W pewnym momencie ci właśnie policjanci dowodzili ze
              Szwajcarii wspólną akcją funkcjonariuszy hiszpańskich, niemieckich i
              angielskich. Ich sukces był jednym z największych w historii polskiej policji,
              jednak do dziś mało kto o tym wiedział. Kilku gliniarzy zapoczątkowało
              dziesiątki zatrzymań, procesów i skazań wielkiej międzynarodowej szajki
              narkotykowej. Wśród nich wielu kurierów z Polski, którzy do tej pory siedzą w
              kryminałach na całym świecie. Plotka mówi, że akcja częstochowskiego CBŚ bardzo
              była nie w smak naszym specsłużbom. Ale to tylko plotka.

              Trzeba dodać, że to właśnie ta likwidacja szajki narkotykowej zapoczątkowała
              rozpracowanie gangu pruszkowskiego.

              Częstochowskie CBŚ nie zapomniało o „Marcepanie”. Wystarczy sięgnąć do
              materiałów procesowych, by stwierdzić, że cały materiał dowodowy przeciwko
              grupie przygotowali właśnie oni. A że najważniejszych gangsterów zdjął UOP?
              Cóż, wybłagali to u prokuratora. I potrafili dobrze sprzedać w mediach. W 2001
              r. taki sukces był w UOP na wagę złota.
              Decydował o być albo nie być funkcjonariuszy, którzy bali się nadchodzących
              rządów SLD.

              * * *

              Artur Wiewióra ma za sobą 16 lat służby w policji. Przez ten czas tylko raz
              poszedł na zwolnienie lekarskie. To znakomity pracownik operacyjny, mający na
              swoim koncie wiele spraw zakończonych grubymi wyrokami. W lipcu 2003 r.
              otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi i brązową odznakę Zasłużony Policjant. W
              sierpniu miał awansować na podinspektora. Nie awansował, z powodu ataków
              prasowych został przeniesiony do powiatowego komisariatu, a następnie, w wyniku
              nacisków, złożył odznakę policyjną. Jest w bardzo złej kondycji psychicznej.
              Jeżeli minister spraw wewnętrznych i administracji przymknie oko na działania
              ABW i pozwoli temu funkcjonariuszowi odejść ze służby, będzie to oznaczało, że
              w tym kraju faktycznie rządzą służby. A minister zamiast bronić swoich ludzi
              chowa głowę w piasek. Próbowaliśmy się skontaktować z Wiewiórą.
              Ale nie chciał z nami rozmawiać, ma uraz do dziennikarzy. Trwające dwa miesiące
              postępowanie Wydziału Wewnętrznego nie potwierdziło żadnych zarzutów stawianych
              mu przez media. Inspektorzy wykryli za to jedno nieznaczne uchybienie
              proceduralne i pewne nieprawidłowości przy podpisywaniu umowy kupna-sprzedaży
              samochodu (na umowie nie ma podpisu właściciela).

              Naczelnik Jerzy Kluczny, współtwórca sukcesu rozpracowania kanału przerzutowego
              narkotyków z Kolumbii, zasłużony i wielokrotnie odznaczany oficer, został
              oddelegowany do Komendy Głównej Policji. Nie może się otrząsnąć po tym, co się
              stało. Kazimierz Szwajcowski (komendant woj. śląskiej policji, były szef CBŚ),
              policjant o wielkim autorytecie w środowisku, wystawił mu taką opinię:

              – Naczelnik Jerzy Kluczny to bardzo uczciwy, rzetelny policjant. Ten wydział
              (CBŚ Częstochowa – przyp. M.P.) osiągał zawsze bardzo dobre wyniki.

              Mieczysław Kluk odszedł wcześniej w atmosferze pomówień o współpracę z gangami
              paliwowymi. Nigdy nie postawiono mu żadnych zarzutów. To temat na osobną
              opowieść.

              Policjanci, którzy zostali w częstochowskim CBŚ, dalej robią swoje. Może tylko
              z trochę mniejszym przekonaniem.

              Monika Jaremko-Siarska, dziennikarka „Gazety Wyborczej”, główna autorka cyklu
              artykułów:

              – Niczego nie będziemy prostować, bo mamy swoje dowody.


              Autor : Michał Płowecki
              Data wydania : 32/2004
              • Gość: ja Re: Kto to jest gliniarz? IP: *.czestochowa.agora.pl 14.01.07, 13:48
                To znaczy że Kluka posadzono za niewinność ? Co na to prokurator Wełna i SĄD w
                Szczecinie gdzie Kluk ma proces ? Moze pracownik KGP Płwoecki odpowie?
    • Gość: Płowecki Re: Gliniarz ze Śląska przejmuje Małopolskę IP: *.czestochowa.agora.pl 14.01.07, 14:05
      Zginął bo wiedział

      Generał Papała, mafia paliwowa i Jasna Góra. Kulisy najbardziej zagadkowego
      morderstwa w Polsce.

      Od zabójstwa generała Marka Papały minęło sześć lat. Nadal nie ma pewności, kto
      zastrzelił szefa policji. Nieznane są też motywy, którymi kierował się zabójca
      i jego ewentualni mocodawcy. Udało nam się połączyć kilka faktów, które mogą
      pokazywać genezę tej zbrodni. Jest to hipoteza. Śledztwo trwa.

      * * *

      Najwyższa Izba Kontroli w raporcie ujawnionym dwa tygodnie temu uważa, że tylko
      w latach 2000–2002 budżet mógł stracić blisko 1 mld zł na szwindlach związanych
      z paliwami. Kontrolerzy negatywnie ocenili skuteczność ministerstw gospodarki i
      finansów oraz Urzędu Regulacji Energetyki w przeciwdziałaniu nieprawidłowościom
      i poszerzaniu się szarej strefy w produkcji, imporcie i obrocie paliwami
      płynnymi. Bez skandalicznych zaniechań, a być może celowej współpracy
      urzędników prosperity tzw. mafii paliwowej byłaby niemożliwa. W raporcie NIK
      nie ma jednak zarzutów pod adresem konkretnych osób.

      Miesiąc temu Izydor Matuszewski, generał zakonu paulinów z Jasnej Góry,
      pożyczył 2 mln zł oskarżonemu w aferze paliwowej Arturowi K. Częstochowski
      baron paliwowy potrze-bował pieniędzy na kaucję. Pożyczka jest nieoprocentowana
      i udzielona na dwa lata. Artur K. to jeden ze znaczniejszych i najstarszych
      baronów paliwowych, częsty gość Jasnej Góry i donator klasztoru.


      * * *

      W październiku 2002 r. generał Mieczysław Kluk, komendant wojewódzki policji w
      Częstochowie i Katowicach, odszedł na emeryturę w atmosferze podejrzeń o
      nieformalne kontakty z baronami paliwowymi. Wszystko wskazuje na to, że były to
      pomówienia, gdyż do dziś Klukowi nie postawiono żadnych zarzutów. Rzeczywiście,
      policjantowi dałoby się zarzucić pewną lekkomyślność, lecz wynikała ona
      wyłącznie z zaufania do przełożonych. Można również założyć, że Kluk został
      obrzucony błotem dlatego, że jego podwładni mieli za dobre wyniki. Między
      innymi w sprawach paliwowych. Oskarżanie niewinnych o różne wyssane z palca
      przestępstwa to sposób eliminowania przeciwników przyjęty przez mafię paliwową.
      Każdy, kto
      stanie jej na drodze, może się liczyć z tym, że zostanie o coś pomówiony.

      Absurdalność plotek rozsiewanych przez przestępców na temat generała Kluka
      ukazuje jedna z nich: Kluk wraz z kilkoma wysokimi oficerami CBŚ miał stanowić
      grupę killerów, którzy odpalali na zlecenie mafii paliwowej niewygodnych
      ludzi: „słupy”, na których zakładano fikcyjne spółki. Rozpowszechniający te
      plotki bandzior przypisał „grupie Kluka” siedem trupów. W rozsiewaniu tych
      plotek mieli też udział chłopcy z dawnego UOP.

      * * *

      Byłego komendanta policji Marka Papałę zastrzelono 25 czerwca 1998 r. przed
      dziesiątą wieczorem na warszawskim Służewcu przed jego własnym domem. Strzał w
      głowę padł prawdopodobnie z bliskiej odległości. Nie znaleziono łuski. Tego
      dnia generał Papała usiłował spotkać się z ministrem spraw wewnętrznych Janem
      Tomaszewskim. Nie został przyjęty. Usiłował też skontaktować się z Leszkiem
      Millerem, lecz zamiast niego spotkał się z doradcą ówczesnego przywódcy lewicy.
      Generał najwyraźniej szukał kontaktu z ważnymi osobistościami. Chciał im coś
      powiedzieć. Nie zdążył.

      Można przyjąć za niemal pewne, że Papała zginął, bo za dużo wiedział.

      * * *

      Generał Papała miał dwa samochody Daewoo Espero, które często zmieniał. Jednym
      jechał do centrum miasta, by przesiąść się do drugiego. Stosował też inne
      techniki w celu
      zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Bezpośrednio przed śmiercią mówił o dziwnych
      zdarzeniach, które spotykały jego i jego rodzinę. Na przykład w bardzo dziwnych
      okolicznościach okradziono na torze Stegny jego córkę. Kilkanaście dni przed
      morderstwem otrzymał tajemniczy telefon. Na jego zastrzeżoną komórkę zadzwonił
      ktoś, kto się nie przedstawił, upewnił się tylko, z kim rozmawia, i się
      rozłączył. Ustalono, że telefonowano z automatu z dworca w Krakowie.

      Zachowanie Papały wskazywało na to, że liczy się z poważnym niebezpieczeństwem.

      * * *

      W drugiej połowie 1997 r. na zaproszenie Scotland Yardu do Londynu udała się
      czteroosobowa delegacja. Papale towarzyszyli Mieczysław Kluk – komendant
      wojewódzki policji na Śląsku, Paweł Biedziak – pewny wówczas kandydat na
      rzecznika prasowego policji, i Ryszard Borucki – ówczesny szef wydziału
      przestępczości zorganizowanej Komendy Głównej Policji. Celem wyjazdu miało być
      zapoznanie się z najnowszymi technikami zwalczania przestępczości
      zorganizowanej, zabezpieczania imprez masowych i współpracy policji z mediami.

      Jak twierdzą nasi informatorzy, już na lotnisku Kluk dowiedział się od Papały,
      że ten ma dla niego specjalne zadanie. Chciał, żeby pilnie zajął się
      przestępstwami gospodarczymi związanymi z paliwami. Papała oświadczył wówczas
      Klukowi, że kierunek ten będzie w najbliższym czasie priorytetowy w działaniach
      policji. Szczegóły mieli obaj uzgodnić już na miejscu, w Londynie. Pech chciał,
      że Papała musiał przerwać zagraniczną wizytę. Po jednym dniu wrócił do Polski
      zmuszony przez zamieszanie, które rozpętało się wokół strzelaniny na
      warszawskim Bródnie, w której uczestniczył policjant. Do tematu paliw Papała w
      obecności Kluka już nigdy nie wrócił.

      * * *

      Generał Papała był komendantem policji od stycznia 1997 do stycznia 1998 r. W
      tym czasie bardzo często odwiedzał Klasztor Jasnogórski w Częstochowie. Wizyty
      te były dość regularne: dwa, trzy razy w miesiącu. Generał przyjeżdżał do
      Częstochowy sam, bardzo rzadko w towarzystwie kierowcy, starał się nie zwracać
      na siebie uwagi. Celem wizyt były spotkania z pewnym zakonnikiem wysoko
      postawionym w hierarchii klasztoru. Znamy wiele szczegółów dotyczących tych
      spotkań, lecz nie wiemy, o czym w wąskim, dwu-, trzyosobowym gronie rozmawiano.
      Zawsze na spotkaniach był ów zakonnik (nazwijmy go ojcem Mateuszem), który
      zajmował się stroną organizacyjną wizyt generała.

      * * *

      Ojciec Mateusz jest kopalnią wiedzy bynajmniej nie biblijnej. Jeszcze w latach
      80. zeszłego wieku został zwerbowany przez ówczesne służby specjalne na tajnego
      współpracownika (TW). Po upadku komuny przejął go UOP, a następnie ABWehra. W
      papierach o. Mateusza jeszcze z czasów komuny znajdują się informacje o
      niewiarygodnych wręcz jego zasługach w rozpracowywaniu środowisk kościelnych.
      Był to wówczas jeden z najlepszych TW wśród kleru. Czym zajmuje się dzisiaj
      czynny kapuś specsłużb w habicie? Jego głównym zadaniem pewnie nie jest już
      donoszenie na kolegów. Możemy tylko zgadywać, że polecono mu zwrócić szczególną
      uwagę na styk Kościoła z grupami przestępczymi, którym zdarza się wykorzystywać
      tę instytucję dla swoich celów.

      * * *

      Podsumujmy. Generał Papała spotykał się wielokrotnie z kapusiem-zakonnikiem na
      Jasnej Górze. Prawdopodobnie próbował czegoś się dowiedzieć, być może wspólnie
      prowadzili jakieś działania. Jednym z najważniejszych przedmiotów
      zainteresowania Papały były wówczas przestępstwa paliwowe. To znamienne, gdyż w
      1997 r. nikt jeszcze publicznie o takiej działalności nie wspominał. A mafia
      paliwowa hulała już na dobre; jej początków należy szukać w pierwszej połowie
      lat 90. właśnie na Śląsku. Związki Jasnej Góry z tzw. baronami paliwowymi od
      mniej więcej trzech lat nie są wielką tajemnicą. Pożyczka dla Artura K. na
      kaucję tylko potwierdziła te plotki. Można założyć, że już wtedy, gdy gościem
      o. Mateusza był generał Papała, te związki istniały. Niewykluczone, że o tym
      właśnie obaj rozmawiali. Jeśli Papała prowadził jakieś quasi-śledztwo, to
      musiało ono dotyczyć bardzo grubej sprawy. Na przykład związków baronów
      paliwowych z wysokimi urzędnikami państwowymi. Tymi, którzy umożliwiali przez
      lata bezkarne działanie mafii paliwowej. Jak daleko sięgnęły macki tej
      ośmiornicy? Wydaje się, że poszukiwania w kręgu dyrektorów departamentów czy
      nawet podsekretarzy stanu nie
      • Gość: cd Re: Gliniarz ze Śląska przejmuje Małopolskę IP: *.czestochowa.agora.pl 14.01.07, 14:06
        cd
        Zginął bo wiedział

        Generał Papała, mafia paliwowa i Jasna Góra. Kulisy najbardziej zagadkowego
        morderstwa w Polsce.

        Od zabójstwa generała Marka Papały minęło sześć lat. Nadal nie ma pewności, kto
        zastrzelił szefa policji. Nieznane są też motywy, którymi kierował się zabójca
        i jego ewentualni mocodawcy. Udało nam się połączyć kilka faktów, które mogą
        pokazywać genezę tej zbrodni. Jest to hipoteza. Śledztwo trwa.

        * * *

        Najwyższa Izba Kontroli w raporcie ujawnionym dwa tygodnie temu uważa, że tylko
        w latach 2000–2002 budżet mógł stracić blisko 1 mld zł na szwindlach związanych
        z paliwami. Kontrolerzy negatywnie ocenili skuteczność ministerstw gospodarki i
        finansów oraz Urzędu Regulacji Energetyki w przeciwdziałaniu nieprawidłowościom
        i poszerzaniu się szarej strefy w produkcji, imporcie i obrocie paliwami
        płynnymi. Bez skandalicznych zaniechań, a być może celowej współpracy
        urzędników prosperity tzw. mafii paliwowej byłaby niemożliwa. W raporcie NIK
        nie ma jednak zarzutów pod adresem konkretnych osób.

        Miesiąc temu Izydor Matuszewski, generał zakonu paulinów z Jasnej Góry,
        pożyczył 2 mln zł oskarżonemu w aferze paliwowej Arturowi K. Częstochowski
        baron paliwowy potrze-bował pieniędzy na kaucję. Pożyczka jest nieoprocentowana
        i udzielona na dwa lata. Artur K. to jeden ze znaczniejszych i najstarszych
        baronów paliwowych, częsty gość Jasnej Góry i donator klasztoru.


        * * *

        W październiku 2002 r. generał Mieczysław Kluk, komendant wojewódzki policji w
        Częstochowie i Katowicach, odszedł na emeryturę w atmosferze podejrzeń o
        nieformalne kontakty z baronami paliwowymi. Wszystko wskazuje na to, że były to
        pomówienia, gdyż do dziś Klukowi nie postawiono żadnych zarzutów. Rzeczywiście,
        policjantowi dałoby się zarzucić pewną lekkomyślność, lecz wynikała ona
        wyłącznie z zaufania do przełożonych. Można również założyć, że Kluk został
        obrzucony błotem dlatego, że jego podwładni mieli za dobre wyniki. Między
        innymi w sprawach paliwowych. Oskarżanie niewinnych o różne wyssane z palca
        przestępstwa to sposób eliminowania przeciwników przyjęty przez mafię paliwową.
        Każdy, kto
        stanie jej na drodze, może się liczyć z tym, że zostanie o coś pomówiony.

        Absurdalność plotek rozsiewanych przez przestępców na temat generała Kluka
        ukazuje jedna z nich: Kluk wraz z kilkoma wysokimi oficerami CBŚ miał stanowić
        grupę killerów, którzy odpalali na zlecenie mafii paliwowej niewygodnych
        ludzi: „słupy”, na których zakładano fikcyjne spółki. Rozpowszechniający te
        plotki bandzior przypisał „grupie Kluka” siedem trupów. W rozsiewaniu tych
        plotek mieli też udział chłopcy z dawnego UOP.

        * * *

        Byłego komendanta policji Marka Papałę zastrzelono 25 czerwca 1998 r. przed
        dziesiątą wieczorem na warszawskim Służewcu przed jego własnym domem. Strzał w
        głowę padł prawdopodobnie z bliskiej odległości. Nie znaleziono łuski. Tego
        dnia generał Papała usiłował spotkać się z ministrem spraw wewnętrznych Janem
        Tomaszewskim. Nie został przyjęty. Usiłował też skontaktować się z Leszkiem
        Millerem, lecz zamiast niego spotkał się z doradcą ówczesnego przywódcy lewicy.
        Generał najwyraźniej szukał kontaktu z ważnymi osobistościami. Chciał im coś
        powiedzieć. Nie zdążył.

        Można przyjąć za niemal pewne, że Papała zginął, bo za dużo wiedział.

        * * *

        Generał Papała miał dwa samochody Daewoo Espero, które często zmieniał. Jednym
        jechał do centrum miasta, by przesiąść się do drugiego. Stosował też inne
        techniki w celu
        zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Bezpośrednio przed śmiercią mówił o dziwnych
        zdarzeniach, które spotykały jego i jego rodzinę. Na przykład w bardzo dziwnych
        okolicznościach okradziono na torze Stegny jego córkę. Kilkanaście dni przed
        morderstwem otrzymał tajemniczy telefon. Na jego zastrzeżoną komórkę zadzwonił
        ktoś, kto się nie przedstawił, upewnił się tylko, z kim rozmawia, i się
        rozłączył. Ustalono, że telefonowano z automatu z dworca w Krakowie.

        Zachowanie Papały wskazywało na to, że liczy się z poważnym niebezpieczeństwem.

        * * *

        W drugiej połowie 1997 r. na zaproszenie Scotland Yardu do Londynu udała się
        czteroosobowa delegacja. Papale towarzyszyli Mieczysław Kluk – komendant
        wojewódzki policji na Śląsku, Paweł Biedziak – pewny wówczas kandydat na
        rzecznika prasowego policji, i Ryszard Borucki – ówczesny szef wydziału
        przestępczości zorganizowanej Komendy Głównej Policji. Celem wyjazdu miało być
        zapoznanie się z najnowszymi technikami zwalczania przestępczości
        zorganizowanej, zabezpieczania imprez masowych i współpracy policji z mediami.

        Jak twierdzą nasi informatorzy, już na lotnisku Kluk dowiedział się od Papały,
        że ten ma dla niego specjalne zadanie. Chciał, żeby pilnie zajął się
        przestępstwami gospodarczymi związanymi z paliwami. Papała oświadczył wówczas
        Klukowi, że kierunek ten będzie w najbliższym czasie priorytetowy w działaniach
        policji. Szczegóły mieli obaj uzgodnić już na miejscu, w Londynie. Pech chciał,
        że Papała musiał przerwać zagraniczną wizytę. Po jednym dniu wrócił do Polski
        zmuszony przez zamieszanie, które rozpętało się wokół strzelaniny na
        warszawskim Bródnie, w której uczestniczył policjant. Do tematu paliw Papała w
        obecności Kluka już nigdy nie wrócił.

        * * *

        Generał Papała był komendantem policji od stycznia 1997 do stycznia 1998 r. W
        tym czasie bardzo często odwiedzał Klasztor Jasnogórski w Częstochowie. Wizyty
        te były dość regularne: dwa, trzy razy w miesiącu. Generał przyjeżdżał do
        Częstochowy sam, bardzo rzadko w towarzystwie kierowcy, starał się nie zwracać
        na siebie uwagi. Celem wizyt były spotkania z pewnym zakonnikiem wysoko
        postawionym w hierarchii klasztoru. Znamy wiele szczegółów dotyczących tych
        spotkań, lecz nie wiemy, o czym w wąskim, dwu-, trzyosobowym gronie rozmawiano.
        Zawsze na spotkaniach był ów zakonnik (nazwijmy go ojcem Mateuszem), który
        zajmował się stroną organizacyjną wizyt generała.

        * * *

        Ojciec Mateusz jest kopalnią wiedzy bynajmniej nie biblijnej. Jeszcze w latach
        80. zeszłego wieku został zwerbowany przez ówczesne służby specjalne na tajnego
        współpracownika (TW). Po upadku komuny przejął go UOP, a następnie ABWehra. W
        papierach o. Mateusza jeszcze z czasów komuny znajdują się informacje o
        niewiarygodnych wręcz jego zasługach w rozpracowywaniu środowisk kościelnych.
        Był to wówczas jeden z najlepszych TW wśród kleru. Czym zajmuje się dzisiaj
        czynny kapuś specsłużb w habicie? Jego głównym zadaniem pewnie nie jest już
        donoszenie na kolegów. Możemy tylko zgadywać, że polecono mu zwrócić szczególną
        uwagę na styk Kościoła z grupami przestępczymi, którym zdarza się wykorzystywać
        tę instytucję dla swoich celów.

        * * *

        Podsumujmy. Generał Papała spotykał się wielokrotnie z kapusiem-zakonnikiem na
        Jasnej Górze. Prawdopodobnie próbował czegoś się dowiedzieć, być może wspólnie
        prowadzili jakieś działania. Jednym z najważniejszych przedmiotów
        zainteresowania Papały były wówczas przestępstwa paliwowe. To znamienne, gdyż w
        1997 r. nikt jeszcze publicznie o takiej działalności nie wspominał. A mafia
        paliwowa hulała już na dobre; jej początków należy szukać w pierwszej połowie
        lat 90. właśnie na Śląsku. Związki Jasnej Góry z tzw. baronami paliwowymi od
        mniej więcej trzech lat nie są wielką tajemnicą. Pożyczka dla Artura K. na
        kaucję tylko potwierdziła te plotki. Można założyć, że już wtedy, gdy gościem
        o. Mateusza był generał Papała, te związki istniały. Niewykluczone, że o tym
        właśnie obaj rozmawiali. Jeśli Papała prowadził jakieś quasi-śledztwo, to
        musiało ono dotyczyć bardzo grubej sprawy. Na przykład związków baronów
        paliwowych z wysokimi urzędnikami państwowymi. Tymi, którzy umożliwiali przez
        lata bezkarne działanie mafii paliwowej. Jak daleko sięgnęły macki tej
        ośmiornicy? Wydaje się, że poszukiwania w kręgu dyrektorów departamentów czy
        nawet podsekretarzy stanu
    • Gość: z krtęgu pismaków Gliniarz ze Śląska przejmuje Małopolskę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.07, 19:20
      Stwierdzenie , że redaktorzy TVN i GW (M.J.Ś)polują na tanią sensację jest
      właściwe. Gdzie obiektywizm dziennikarski, szkoda , że szefowie tych mediów
      pozwalają swym nieodpowiedzialnym redaktorom w pewnych artykułach utożsamiać
      się z brukowcami. Osoby te nie znają słowa przepraszam ale nie można zbyt wiele
      spodziwać się od osób goniących za karierą i chcących udowdnić że są autorami
      reportarzy, które pozwolą im dalej pracować i pobierać pieniądze za
      niesłuszne "poniżanie" innych.
      • mocarabia Pytanie o Płoweckiego! 18.01.07, 13:07
        ...a ja ponawiam pytanie, co niejaki Michał Płowecki robi dzisiaj na wysoko
        opłacanym etacie w Komendzie Głównej Policji. I kontroluje tam pracę wszystkich
        rzeczników prasowych komend wojewódzkich policji! Płowecki ma widać do tego
        wyjątkowe predyspozycje: w NIE Urbana wsławił się tekstami, które pisał w
        obronie generała Mieczysława Kluka (w czasach, gdy juz było oczywiste, że Kluk
        pójdzie siedzieć, bo jako komendant śląskiej policji, sprzedał dane o swych
        podwładnych paliwowej mafii, za ciężką łapówkę).
        A co sam Michał Płowecki miałby do powiedzenia na temat spotkań
        z „policjantami” i samym Klukiem, w częstochowskiej restauracji Fanaberia, w
        czerwcu 2004 roku? ;-)
        I pytanie za dwa grosze - który z dzisiejszych małopolskich policjantów
        uczestniczył w tych ”Fanaberyjnych” spotkaniach z Płoweckim, inspirując go do
        tekstów w NIE Urbana? ;-)
        To skandal, że ktoś taki dostał teraz taki etacik w KGP.
        A na koniec, niech obecni szefowie Płoweckiego zapytają samego Urbana, dlaczego
        Płowecki musiał odejść z tygodnika NIE? ;-)
        Jak widać, stary ”Klukowy” układzik nadal jest silny w policji, skoro umie
        nagradzać swoich.
        To nazwisko jest kompromitacją dla Komendy Głównej!
Pełna wersja