Gość: Zdziwiona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.07, 22:47 Ciekawa nominacja w świetle wydarzeń sprzed 3 lat, warto przeczytać miasta.gazeta.pl/czestochowa/1,35271,2108819.html Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: H56 napisz co Ci e-SB-ek Ryszard Grabski zrobił IP: *.comnet.krakow.pl 13.01.07, 04:27 poza tym, zgadzam się z Tobą, że ludzie z dawnej SB nie powinni zajmować stanowisk kierowniczych. To samo powinno dotyczyć wszystkich członków PZPR,już od sekretarza POP wzwyż. Szeregowym członkom mozna wybaczyć, bo wielu z tych ludzi wstapiło do partii tylko po, to aby chronić swoje stanowisko pracy, przyspieszyć przydział mieszkania, paszportu, samochodu itp. Zresztą nikt wtedy nie przypuszczał nawet o możliwosci transformacji ustrojowej i kombinował jak mógł aby sobie i rodzinie jakoś zabezpieczyć byt z namiastką normalnosci. /nie należałem ,nie należę i nie będę należał, do zadnych partii,stowarzyszeń, kółek rózańcowych/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Tygodnik NIE - Urbana i PiS stawiają na Budzika IP: 62.233.214.* 13.01.07, 17:42 [[]\ Tygodnik NIE - Urbana i PiS stawiają na Budzika . www.nie.com.pl/tekst_druk.php?id=4110 Nowy Komendant Wojewódzki w Krakowie mł. insp. Tadeusz Budzik - istotne wzmocnienie patologicznych i kryminogennych struktur w KW Policji W Krakowie . Komuś w PiS – ie już zupełnie odbiło . W służbie gangu: kto zastąpi szefa Centralnego Biura Śledczego? Monika Jaremko- Siarska, Marek Mamoń, Anna Gąsiorowska 2004-06-02, ostatnia aktualizacja 2004- 06-02 21:39 W częstochowskiej komendzie aż huczy, że szefem tutejszego Centralnego Biura Śledczego zostanie Tadeusz Budzik - wg informacji "Gazety, człowiek z dotychczasowego układu.Przed trzema dniami stanowisko naczelnika Centralnego Biura Śledczego stracił Jerzy Kluczny. Tak zdecydował komendant główny policji po naszej sobotniej publikacji, w której opisaliśmy związki policjantów CBŚ z bandytami z gangu "Marcepana". Z naszych informacji wynika, że Artur W., jeden z oficerów - podwładny Klucznego - dostał w prezencie od przestępców bordowe bmw, którym wcześniej bandyci wozili Łukasza E.. Chłopak został bestialsko zamordowany. Śledztwo umorzono.Obowiązki szefa CBŚ po Jerzym Klucznym przejął jego zastępca Tadeusz Budzik. - To rutynowy ruch. Nie oznacza nominacji pana Budzika na to stanowisko ani tego, że on tam pozostanie - powtarza Alicja Hytrek, rzecznik komendanta głównego policji."Gazeta": - Ale mówi się, że komenda główna zamierza Budzika zrobić szefem częstochowskiego CBŚ. Alicja Hytrek: - Nic podobnego. Zajmujemy się sprawą opisaną w "Gazecie" i jeśli pojawią się wątki dotyczące pana Budzika, to oczywiście będziemy je wnikliwie sprawdzać.Przypominamy więc, że "Gazeta" ma dowody, iż naczelnik Jerzy Kluczny i jego zastępca tkwili w tym samym układzie. Jednym z nich jest nagranie z magnetofonu zostawionego w gabinecie naczelnika Klucznego przez kolegów z TVN, którzy razem z nami badali powiązania policjantów i gangsterów. Słychać tam rozmowę byłego już naczelnika z dwoma podwładnymi. Jednym z nich jest właśnie Tadeusz Budzik. Kluczny wyraźnie tłumaczy mu się z odpowiedzi udzielanych dziennikarzom, obaj analizują, ile wiemy. W nagraniu m.in. słychać, jak Budzik skutecznie odwodzi swego przełożonego od wyrażenia zgody na spotkanie dziennikarzy "Gazety" i TVN z Arturem W.Od środy w CBŚ pracują oficerowie inspektoratu komendanta głównego. - O kogo pytają i czego szukają? - zapytaliśmy rzecznik Hytrek.- Badają prawidłowość funkcjonowania Centralnego Biura Śledczego, tylko tyle mogę powiedzieć - brzmiała odpowiedź.Komentarz "Gazety" Powierzenie kierownictwa częstochowskiego CBŚ dotychczasowemu zastępcy Jerzego Klucznego to zły sygnał. Argument o rutynowym działaniu nie brzmi wiarygodnie. Bo albo chce się oczyścić szeregi, usuwając ludzi skompromitowanych, albo wykonuje pozorowane ruchy, dając tym samym policjantom "z układu" czas na zacieranie śladów.Monika Jaremko-Siarska, Marek Mamoń, Anna Gąsiorowska Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA eSBek Ryszard Grabski nadal jest szefem Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Krakowie . Z pijanego gangu : www.policyjnyserwisinformacyjny.fora.pl/viewforum.php?f=3 Nareszcie wiemy dlaczego deesbekizacja kuleje . Zobacz film i zdjęcia : www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=25578 Czy mając w domu takie atrakcje , można mieć głowę do deesbekizacji ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: htrwj Gliniarz ze Śląska przejmuje Małopolskę IP: *.ghnet.pl 13.01.07, 09:14 może wreszcie zajmie się łajzami , które łupią mienie publiczne Krakowa i pomimo tego ,że wszyscy o tym wiedzą uchodzi to im bezkarnie a mało tego , jeszcze rządzą Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jane Gliniarz ze Śląska przejmuje Małopolskę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.07, 09:40 Częstochowa to nie Śląsk Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pies Gliniarz ze Śląska przejmuje Małopolskę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.07, 13:16 może lepiej dowiedzieć się jak wyglądała prawda a nie opierać się wszystkowiedzącej MJS Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kr Kto to jest gliniarz? IP: *.kolornet.pl 13.01.07, 22:45 on urabia coś z gliny? To coś w stylu GW to szmata. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: z gliny Re: Kto to jest gliniarz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.07, 22:50 Mietek Kluk siedzi i zawija srberka , a Płowecki ten z NIE Urbana - kumpel Budzika I Mietka pracuje w Komendzie Głównej. Pawle W. do dzieła !!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: układ Re: Kto to jest gliniarz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.07, 12:00 Komenda Główna Policji docenia media W Wydziale Prasowym Biura Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji stworzono nowe stanowisko, mające usprawnić i koordynować działanie pionu prasowego wszystkich jednostek Policji. Zajął je Michał Płowecki, dziennikarz współpracujący dotychczas z dziennikami, tygodnikami i miesięcznikami ogólnopolskimi oraz branżowymi. Do tej pory nie był zatrudniony w podobnych do KGP strukturach. Do jego głównych zadań należy ocena pracy wojewódzkich rzeczników prasowych, pozyskiwanie, gromadzenie i analizowanie wycinków prasy regionalnej i ogólnopolskiej dotyczących wszelkich aspektów funkcjonowania Policji. Będzie się zajmował również wykorzystywaniem informacji pozyskanych w ramach usługi monitoringu mediów (dostarczanej przez podmioty zewnętrzne), a także monitorowaniem programów publicystycznych, debat radiowych i telewizyjnych, w których poruszane są zagadnienia istotne dla funkcjonowania Policji - pod kątem wizerunku służb policyjnych oraz zagadnień leżących w szczególnym zainteresowaniu dziennikarzy i społeczeństwa. Michał Płowecki będzie odpowiadał za opracowywanie własnych analiz prasy regionalnej i ogólnopolskiej, bieżącą lekturę opiniotwórczych periodyków i lektury fachowej w celu wypracowywania wniosków istotnych dla poprawy funkcjonowania Policji i jej wizerunku. Zajmie się też sporządzaniem analiz tematycznych w zakresie medialnego obrazu wybranych obszarów pracy policyjnej, analizowaniem informacji na forach internetowych i czatach. Płowecki posiada bardzo dobrą znajomość problematyki policyjnej. Wykazał się też umiejętnością analizowania zawartości publikacji prasowych pod kątem wizerunkowym. Jest absolwentem Wyższej Szkoły Humanistycznej w Pułtusku, Wydziału Nauk Politycznych (kierunek dziennikarstwo i PR). Jak sam twierdzi, interesuje się psychologią społeczną, polityką, mediami, reklamą. Pasjami czyta książki i gra w bilard. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NIE Re: Kto to jest gliniarz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.07, 12:02 Wojna tajniaków pod Jasną Górą Mamy dowody na to, że specsłużby szukały haków na policjantów i polityków. Walczyły o sukces czy kryły własne grzechy? Media napadły na częstochowskie CBŚ. Goniły za sensacją czy były inspirowane? Było jak w gangsterskim filmie: świętym miastem od siedmiu lat rządził gang „Marcepana”, zajmujący się narkotykami, haraczami i wymuszeniami okupów. Bandyci mieli potężnych mocodawców. Byli to szef CBŚ Jerzy Kluczny, jego zastępca Tadeusz Budzik, a być może sam generał Mieczysław Kluk, były komendant śląskiej policji, obecnie emeryt. „Marcepan” to taki gangsta, że jakiś tam „Sajmon” czy „Krakowiak” do pięt mu nie urasta. Pewnie trząsłby do dziś Częstochową, a może już i całym Śląskiem, gdyby nie dzielni funkcjonariusze ABW (wcześniej UOP), którzy razem z całą bandą wsadzili go do puszki. Niestety, nie dali rady wsadzić do więzienia skorumpowanych psów. Na szczęście w sukurs agentom pośpieszyli dziennikarze z „Gazety Wyborczej” i TVN (program „Uwaga”), którzy ujawnili całą prawdę. Czytaliśmy w gazecie Artur Wiewióra, oficer częstochowskiego CBŚ, jeździ bordowym BMW. Dziennikarze podali, że auto bezsprzecznie zostało mu podarowane przez gangsterów. Wcześniej bandyci wozili nim zamordowanego bestialsko Łukasza E., syna znanego częstochowskiego biznesmena. Luksusowy wózek Wiewióra dostał, gdyż współpracował z bandytami. A wszystko zaczęło się w 1995 r., gdy zginął w strzelaninie Waldemar S., częstochowski cinkciarz karany za włamania i kradzieże. Została po nim śliczna wdowa Ewa, która po kilku miesiącach związała się właśnie z Arturem Wiewiórą, oficerem częstochowskiego CBŚ. „Marcepan” też brał udział w strzelaninie, w której zginął Waldemar S. Oberwał wtedy porządnie, ale przeżył. Od tamtej pory rosła jego legenda. Bandyty nieśmiertelnego i na dodatek chronionego przez kogoś „na górze”. Dziennikarze odnaleźli świadków, którzy oskarżają funkcjonariuszy CBŚ, w tym Wiewiórę, o to, że nie przyjmowali wiadomości o przestępczej działalności „Marcepana”. Anonimowo wypowiedzieli się bliżej nieokreśleni funkcjonariusze ABW, którzy niedwuznacznie wskazali, że za Wiewiórą stoi jego szefostwo, równie jak on skorumpowane. Skarżą się, że to właśnie Wiewióra uniemożliwił im wykrycie i zajęcie dużej partii narkotyków, które znajdowały się w garażu jednego z ludzi „Marcepana”. Wreszcie znajduje się kobieta, która na niewielkim ekranie amatorskiej kamery poznaje samochód Wiewióry. Twierdzi, że to jest to auto, w którym widziano Łukasza E. przed śmiercią. Rozpoznaje je po charakterystycznych chromowanych elementach wokół reflektorów. Efekcie tuningu. Całość zdobi wywiad z naczelnikiem CBŚ Klucznym, który wyraźnie nie wie, o co chodzi, myli się w odpowiedziach, nie pamięta faktów sprzed trzech lat i wygląda na przestraszonego. Co z tego zrozumiał przeciętny gazeto- i ekranożerca? W Częstochowie rządziła mafia policyjno-gangsterska, którą rozwaliła ABW wespół z „Gazetą Wyborczą” i TVN. Gó.. prawda Po sześciu artykułach w „Wyborczej” i dwóch programach telewizyjnych ruszyła maszyna kontrolna. Prokuratura i Wydział Wewnętrzny Komendy Głównej Policji. Dziś możemy już stwierdzić, że większość ustaleń dziennikarzy „Wyborczej” i TVN to bzdury. Na konferencji prasowej ogłoszonej z tej okazji w prokuraturze nie było dziennikarzy z TVN ani z „Wyborczej”, która aferę rozpętała. Oczywiście ani gazeta, ani telewizja nie zauważyły zdementowania zarzutów przez prokuraturę. Prokuratura prześwietliła losy luksusowego BMW Wiewióry. Nic się nie zgadzało z ogłoszonymi sensacjami. BMW miało być luksusowe, a okazało się, że to rocznik 1989 wart około 16 tys. zł. Miało należeć wcześniej do gangsterów, okazało się, że Wiewióra kupił je w komisie, a przedtem jeździł nim pewien syndyk masy upadłościowej z Zawiercia. Bynajmniej nie gangster. W drugiej połowie lat 90., kiedy autem tym mieli szaleć gangsterzy, jeździł nim jakiś Niemiec, gdyż BMW nie zostało wtedy jeszcze do Polski sprowadzone. Kobieta, która miała rozpoznać auto Wiewióry, uparcie twierdzi, że go nie rozpoznaje. Element tuningowy wokół reflektorów to stałe wyposażenie tego modelu. Inne rewelacje „Wyborczej” również okazały się zwykłymi pomówieniami. Najważniejszy świadek dziennikarzy powiedział wręcz prokuraturze, że odniósł wrażenie, iż dziennikarzom chodziło wyłącznie o wrobienie w coś policjantów. Inni przyznają, że dostali drobne kwoty za wypowiedź, której treść wcześniej uzgodniono. O ślubie Wiewióry z wdową po przestępcy wiedzieli jego przełożeni. Został z tej okazji poddany odpowiedniej procedurze sprawdzającej. Nigdy nie było wobec niego żadnych zastrzeżeń. Jego żona za to wiele razy otrzymywała pogróżki od różnych bandziorków, że ją dojadą za to, że wyszła za psa. Jedyny sensacyjny materiał, jaki uzyskali w trakcie śledztwa dziennikarze TVN, to nagranie z podsłuchu, jaki zostawili „przypadkiem” w gabinecie naczelnika CBŚ. To rozmowa Klucznego z jego zastępcą, przeprowadzona tuż po wyjściu dziennikarzy. Jej sensacyjność polega na tym, że można wreszcie usłyszeć, co naprawdę policjanci sądzą o pismakach i ich rzetelności. Uszy więdną. Swoją drogą ciekawe, czy panowie z TVN mieli pozwolenie na zainstalowanie podsłuchu? Tajna prawda Czy nagonka na częstochowskie CBŚ to przypadek, czy wynik pogoni mediów za tanią sensacją? Wiele wskazuje na to, że inspiratorami publikacji byli oficerowie częstochowskiej ABW. Dysponujemy oświadczeniem Jarosława K., byłego szefa Urzędu Kontroli Skarbowej w Częstochowie, który twierdzi, że dwaj funkcjonariusze ABW próbowali go namówić do szukania materiałów obciążających komendanta wojewódzkiego policji Mieczysława Kluka i szefa częstochowskiego CBŚ Jerzego Klucznego. (...) pan K. (oficer dawnego UOP, dziś ABW, w oryginale pełne nazwiska – przyp. M.P.) w trakcie rozmowy stwierdził, iż UOP ma dowody na współpracę z „Marcepanem” zastępcy naczelnika CBŚ. Nazwiska zastępcy nie pamiętam, lecz było ono wymieniane. Trzeba dodać, że funkcjonariusze UOP pytali go nie tylko o policjantów: Zgłosił się do mnie pan K. (ten sam co wyżej – przyp. M.P.), który w trakcie rozmowy wymienił kilka nazwisk osób, które w Częstochowie odznaczają się wysokim standardem posiadanych domów oraz samochodów. (...) wymienił także nazwiska p. poseł Ewy Janik, senatora Grzegorza Lipowskiego oraz posła Marka Lewandowskiego. (...) chodzi im o znalezienie materiałów na wyżej wymienione osoby w trakcie realizowanych przez mój urząd kontroli oraz dostęp do innych materiałów znajdujących się w bazach danych urzędu. W trakcie rozmowy padło też nazwisko p. Szarawarskiego, szefa SLD na Śląsku. Mamy też inny dokument. Zeznanie przestępcy Sylwestra W., który nie ma powodu, by szczególnie miłować CBŚ, bo właśnie oficerowie CBŚ wsadzili go do paki. Sylwester W. powiadomił prokuraturę, że: (...) jeden z funkcjonariuszy UOP zwrócił się do mnie twierdząc, że jestem w grupie Mietka Kluka. Chodziło mu o Komendanta Wojewódzkiego Policji w Katowicach. Mówił, żebym zeznał, to wówczas porozmawiamy. Zadałem mu wówczas pytanie, dlaczego UOP tworzy fikcyjną grupę przestępczą, w którą mnie zaplątał. Wówczas funkcjonariusz ten przyznał, że faktycznie grupa ta jest fikcją, jednak należy wyjaśnić morderstwa na terenie Częstochowy. Może prawda W częstochowskim światku przestępczym aż huczy od plotek. Gangsterzy cieszą się, że pozbyli się najgroźniejszych policjantów, a resztę uspokoili. Wiele mówią o tym, że prawdziwe nici łączące „Marcepana” z wymiarem sprawiedliwości ocalały. Jeden z naszych rozmówców zwrócił uwagę na pewne zbiegi okoliczności. Otóż mąż dziennikarki Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NIE+ Re: Kto to jest gliniarz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.07, 12:04 Jeden z naszych rozmówców zwrócił uwagę na pewne zbiegi okoliczności. Otóż mąż dziennikarki, która rozpętała całą awanturę, jest policjantem. Jego nazwisko pojawia się w sprawie „Marcepana”, wątku wyłączonym i przekazanym do prokuratury w Myszkowie. Jako świadka. Gdyby, hipotetycznie, prokurator chciał zmienić jego status w sprawie, zostanie to z całą pewnością odczytane jako akt zemsty na wolnej prasie. Czyżby manewr wyprzedzający? To pierwsza wątpliwość. Druga jest taka, że policjant ten dwa razy bezskutecznie starał się o przyjęcie do ABW. Ciekawe, czy po serii artykułów pisanych przez jego żonę łatwiej mu będzie o wymarzoną posadę? Poczekamy, zobaczymy. – Myśmy rozpracowali gang „Marcepana”, a UOP spił śmietankę – mówi jeden z funkcjonariuszy CBŚ. – W tej sprawie faktycznie stwierdziliśmy przenikanie informacji do struktur przestępczych, ale tropy nie prowadziły do CBŚ. Prokuratura wie na przykład o zaginionych w tajemniczy sposób dowodach, które znikły właśnie w UOP. A więc może chodzi o postawienie zasłony dymnej i ukrycie własnych przewinień? Fakty Szefowie częstochowskiego CBŚ pomówieni przez media to postacie nietuzinkowe. Brali udział w wielu arcytrudnych i niebezpiecznych zadaniach. Jednym z nich było rozpracowanie i zlikwidowanie całej siatki narkotykowych przemytników, działających na trasie z Kolumbii do Polski. W pewnym momencie ci właśnie policjanci dowodzili ze Szwajcarii wspólną akcją funkcjonariuszy hiszpańskich, niemieckich i angielskich. Ich sukces był jednym z największych w historii polskiej policji, jednak do dziś mało kto o tym wiedział. Kilku gliniarzy zapoczątkowało dziesiątki zatrzymań, procesów i skazań wielkiej międzynarodowej szajki narkotykowej. Wśród nich wielu kurierów z Polski, którzy do tej pory siedzą w kryminałach na całym świecie. Plotka mówi, że akcja częstochowskiego CBŚ bardzo była nie w smak naszym specsłużbom. Ale to tylko plotka. Trzeba dodać, że to właśnie ta likwidacja szajki narkotykowej zapoczątkowała rozpracowanie gangu pruszkowskiego. Częstochowskie CBŚ nie zapomniało o „Marcepanie”. Wystarczy sięgnąć do materiałów procesowych, by stwierdzić, że cały materiał dowodowy przeciwko grupie przygotowali właśnie oni. A że najważniejszych gangsterów zdjął UOP? Cóż, wybłagali to u prokuratora. I potrafili dobrze sprzedać w mediach. W 2001 r. taki sukces był w UOP na wagę złota. Decydował o być albo nie być funkcjonariuszy, którzy bali się nadchodzących rządów SLD. * * * Artur Wiewióra ma za sobą 16 lat służby w policji. Przez ten czas tylko raz poszedł na zwolnienie lekarskie. To znakomity pracownik operacyjny, mający na swoim koncie wiele spraw zakończonych grubymi wyrokami. W lipcu 2003 r. otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi i brązową odznakę Zasłużony Policjant. W sierpniu miał awansować na podinspektora. Nie awansował, z powodu ataków prasowych został przeniesiony do powiatowego komisariatu, a następnie, w wyniku nacisków, złożył odznakę policyjną. Jest w bardzo złej kondycji psychicznej. Jeżeli minister spraw wewnętrznych i administracji przymknie oko na działania ABW i pozwoli temu funkcjonariuszowi odejść ze służby, będzie to oznaczało, że w tym kraju faktycznie rządzą służby. A minister zamiast bronić swoich ludzi chowa głowę w piasek. Próbowaliśmy się skontaktować z Wiewiórą. Ale nie chciał z nami rozmawiać, ma uraz do dziennikarzy. Trwające dwa miesiące postępowanie Wydziału Wewnętrznego nie potwierdziło żadnych zarzutów stawianych mu przez media. Inspektorzy wykryli za to jedno nieznaczne uchybienie proceduralne i pewne nieprawidłowości przy podpisywaniu umowy kupna-sprzedaży samochodu (na umowie nie ma podpisu właściciela). Naczelnik Jerzy Kluczny, współtwórca sukcesu rozpracowania kanału przerzutowego narkotyków z Kolumbii, zasłużony i wielokrotnie odznaczany oficer, został oddelegowany do Komendy Głównej Policji. Nie może się otrząsnąć po tym, co się stało. Kazimierz Szwajcowski (komendant woj. śląskiej policji, były szef CBŚ), policjant o wielkim autorytecie w środowisku, wystawił mu taką opinię: – Naczelnik Jerzy Kluczny to bardzo uczciwy, rzetelny policjant. Ten wydział (CBŚ Częstochowa – przyp. M.P.) osiągał zawsze bardzo dobre wyniki. Mieczysław Kluk odszedł wcześniej w atmosferze pomówień o współpracę z gangami paliwowymi. Nigdy nie postawiono mu żadnych zarzutów. To temat na osobną opowieść. Policjanci, którzy zostali w częstochowskim CBŚ, dalej robią swoje. Może tylko z trochę mniejszym przekonaniem. Monika Jaremko-Siarska, dziennikarka „Gazety Wyborczej”, główna autorka cyklu artykułów: – Niczego nie będziemy prostować, bo mamy swoje dowody. Autor : Michał Płowecki Data wydania : 32/2004 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ja Re: Kto to jest gliniarz? IP: *.czestochowa.agora.pl 14.01.07, 13:48 To znaczy że Kluka posadzono za niewinność ? Co na to prokurator Wełna i SĄD w Szczecinie gdzie Kluk ma proces ? Moze pracownik KGP Płwoecki odpowie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Płowecki Re: Gliniarz ze Śląska przejmuje Małopolskę IP: *.czestochowa.agora.pl 14.01.07, 14:05 Zginął bo wiedział Generał Papała, mafia paliwowa i Jasna Góra. Kulisy najbardziej zagadkowego morderstwa w Polsce. Od zabójstwa generała Marka Papały minęło sześć lat. Nadal nie ma pewności, kto zastrzelił szefa policji. Nieznane są też motywy, którymi kierował się zabójca i jego ewentualni mocodawcy. Udało nam się połączyć kilka faktów, które mogą pokazywać genezę tej zbrodni. Jest to hipoteza. Śledztwo trwa. * * * Najwyższa Izba Kontroli w raporcie ujawnionym dwa tygodnie temu uważa, że tylko w latach 2000–2002 budżet mógł stracić blisko 1 mld zł na szwindlach związanych z paliwami. Kontrolerzy negatywnie ocenili skuteczność ministerstw gospodarki i finansów oraz Urzędu Regulacji Energetyki w przeciwdziałaniu nieprawidłowościom i poszerzaniu się szarej strefy w produkcji, imporcie i obrocie paliwami płynnymi. Bez skandalicznych zaniechań, a być może celowej współpracy urzędników prosperity tzw. mafii paliwowej byłaby niemożliwa. W raporcie NIK nie ma jednak zarzutów pod adresem konkretnych osób. Miesiąc temu Izydor Matuszewski, generał zakonu paulinów z Jasnej Góry, pożyczył 2 mln zł oskarżonemu w aferze paliwowej Arturowi K. Częstochowski baron paliwowy potrze-bował pieniędzy na kaucję. Pożyczka jest nieoprocentowana i udzielona na dwa lata. Artur K. to jeden ze znaczniejszych i najstarszych baronów paliwowych, częsty gość Jasnej Góry i donator klasztoru. * * * W październiku 2002 r. generał Mieczysław Kluk, komendant wojewódzki policji w Częstochowie i Katowicach, odszedł na emeryturę w atmosferze podejrzeń o nieformalne kontakty z baronami paliwowymi. Wszystko wskazuje na to, że były to pomówienia, gdyż do dziś Klukowi nie postawiono żadnych zarzutów. Rzeczywiście, policjantowi dałoby się zarzucić pewną lekkomyślność, lecz wynikała ona wyłącznie z zaufania do przełożonych. Można również założyć, że Kluk został obrzucony błotem dlatego, że jego podwładni mieli za dobre wyniki. Między innymi w sprawach paliwowych. Oskarżanie niewinnych o różne wyssane z palca przestępstwa to sposób eliminowania przeciwników przyjęty przez mafię paliwową. Każdy, kto stanie jej na drodze, może się liczyć z tym, że zostanie o coś pomówiony. Absurdalność plotek rozsiewanych przez przestępców na temat generała Kluka ukazuje jedna z nich: Kluk wraz z kilkoma wysokimi oficerami CBŚ miał stanowić grupę killerów, którzy odpalali na zlecenie mafii paliwowej niewygodnych ludzi: „słupy”, na których zakładano fikcyjne spółki. Rozpowszechniający te plotki bandzior przypisał „grupie Kluka” siedem trupów. W rozsiewaniu tych plotek mieli też udział chłopcy z dawnego UOP. * * * Byłego komendanta policji Marka Papałę zastrzelono 25 czerwca 1998 r. przed dziesiątą wieczorem na warszawskim Służewcu przed jego własnym domem. Strzał w głowę padł prawdopodobnie z bliskiej odległości. Nie znaleziono łuski. Tego dnia generał Papała usiłował spotkać się z ministrem spraw wewnętrznych Janem Tomaszewskim. Nie został przyjęty. Usiłował też skontaktować się z Leszkiem Millerem, lecz zamiast niego spotkał się z doradcą ówczesnego przywódcy lewicy. Generał najwyraźniej szukał kontaktu z ważnymi osobistościami. Chciał im coś powiedzieć. Nie zdążył. Można przyjąć za niemal pewne, że Papała zginął, bo za dużo wiedział. * * * Generał Papała miał dwa samochody Daewoo Espero, które często zmieniał. Jednym jechał do centrum miasta, by przesiąść się do drugiego. Stosował też inne techniki w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Bezpośrednio przed śmiercią mówił o dziwnych zdarzeniach, które spotykały jego i jego rodzinę. Na przykład w bardzo dziwnych okolicznościach okradziono na torze Stegny jego córkę. Kilkanaście dni przed morderstwem otrzymał tajemniczy telefon. Na jego zastrzeżoną komórkę zadzwonił ktoś, kto się nie przedstawił, upewnił się tylko, z kim rozmawia, i się rozłączył. Ustalono, że telefonowano z automatu z dworca w Krakowie. Zachowanie Papały wskazywało na to, że liczy się z poważnym niebezpieczeństwem. * * * W drugiej połowie 1997 r. na zaproszenie Scotland Yardu do Londynu udała się czteroosobowa delegacja. Papale towarzyszyli Mieczysław Kluk – komendant wojewódzki policji na Śląsku, Paweł Biedziak – pewny wówczas kandydat na rzecznika prasowego policji, i Ryszard Borucki – ówczesny szef wydziału przestępczości zorganizowanej Komendy Głównej Policji. Celem wyjazdu miało być zapoznanie się z najnowszymi technikami zwalczania przestępczości zorganizowanej, zabezpieczania imprez masowych i współpracy policji z mediami. Jak twierdzą nasi informatorzy, już na lotnisku Kluk dowiedział się od Papały, że ten ma dla niego specjalne zadanie. Chciał, żeby pilnie zajął się przestępstwami gospodarczymi związanymi z paliwami. Papała oświadczył wówczas Klukowi, że kierunek ten będzie w najbliższym czasie priorytetowy w działaniach policji. Szczegóły mieli obaj uzgodnić już na miejscu, w Londynie. Pech chciał, że Papała musiał przerwać zagraniczną wizytę. Po jednym dniu wrócił do Polski zmuszony przez zamieszanie, które rozpętało się wokół strzelaniny na warszawskim Bródnie, w której uczestniczył policjant. Do tematu paliw Papała w obecności Kluka już nigdy nie wrócił. * * * Generał Papała był komendantem policji od stycznia 1997 do stycznia 1998 r. W tym czasie bardzo często odwiedzał Klasztor Jasnogórski w Częstochowie. Wizyty te były dość regularne: dwa, trzy razy w miesiącu. Generał przyjeżdżał do Częstochowy sam, bardzo rzadko w towarzystwie kierowcy, starał się nie zwracać na siebie uwagi. Celem wizyt były spotkania z pewnym zakonnikiem wysoko postawionym w hierarchii klasztoru. Znamy wiele szczegółów dotyczących tych spotkań, lecz nie wiemy, o czym w wąskim, dwu-, trzyosobowym gronie rozmawiano. Zawsze na spotkaniach był ów zakonnik (nazwijmy go ojcem Mateuszem), który zajmował się stroną organizacyjną wizyt generała. * * * Ojciec Mateusz jest kopalnią wiedzy bynajmniej nie biblijnej. Jeszcze w latach 80. zeszłego wieku został zwerbowany przez ówczesne służby specjalne na tajnego współpracownika (TW). Po upadku komuny przejął go UOP, a następnie ABWehra. W papierach o. Mateusza jeszcze z czasów komuny znajdują się informacje o niewiarygodnych wręcz jego zasługach w rozpracowywaniu środowisk kościelnych. Był to wówczas jeden z najlepszych TW wśród kleru. Czym zajmuje się dzisiaj czynny kapuś specsłużb w habicie? Jego głównym zadaniem pewnie nie jest już donoszenie na kolegów. Możemy tylko zgadywać, że polecono mu zwrócić szczególną uwagę na styk Kościoła z grupami przestępczymi, którym zdarza się wykorzystywać tę instytucję dla swoich celów. * * * Podsumujmy. Generał Papała spotykał się wielokrotnie z kapusiem-zakonnikiem na Jasnej Górze. Prawdopodobnie próbował czegoś się dowiedzieć, być może wspólnie prowadzili jakieś działania. Jednym z najważniejszych przedmiotów zainteresowania Papały były wówczas przestępstwa paliwowe. To znamienne, gdyż w 1997 r. nikt jeszcze publicznie o takiej działalności nie wspominał. A mafia paliwowa hulała już na dobre; jej początków należy szukać w pierwszej połowie lat 90. właśnie na Śląsku. Związki Jasnej Góry z tzw. baronami paliwowymi od mniej więcej trzech lat nie są wielką tajemnicą. Pożyczka dla Artura K. na kaucję tylko potwierdziła te plotki. Można założyć, że już wtedy, gdy gościem o. Mateusza był generał Papała, te związki istniały. Niewykluczone, że o tym właśnie obaj rozmawiali. Jeśli Papała prowadził jakieś quasi-śledztwo, to musiało ono dotyczyć bardzo grubej sprawy. Na przykład związków baronów paliwowych z wysokimi urzędnikami państwowymi. Tymi, którzy umożliwiali przez lata bezkarne działanie mafii paliwowej. Jak daleko sięgnęły macki tej ośmiornicy? Wydaje się, że poszukiwania w kręgu dyrektorów departamentów czy nawet podsekretarzy stanu nie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cd Re: Gliniarz ze Śląska przejmuje Małopolskę IP: *.czestochowa.agora.pl 14.01.07, 14:06 cd Zginął bo wiedział Generał Papała, mafia paliwowa i Jasna Góra. Kulisy najbardziej zagadkowego morderstwa w Polsce. Od zabójstwa generała Marka Papały minęło sześć lat. Nadal nie ma pewności, kto zastrzelił szefa policji. Nieznane są też motywy, którymi kierował się zabójca i jego ewentualni mocodawcy. Udało nam się połączyć kilka faktów, które mogą pokazywać genezę tej zbrodni. Jest to hipoteza. Śledztwo trwa. * * * Najwyższa Izba Kontroli w raporcie ujawnionym dwa tygodnie temu uważa, że tylko w latach 2000–2002 budżet mógł stracić blisko 1 mld zł na szwindlach związanych z paliwami. Kontrolerzy negatywnie ocenili skuteczność ministerstw gospodarki i finansów oraz Urzędu Regulacji Energetyki w przeciwdziałaniu nieprawidłowościom i poszerzaniu się szarej strefy w produkcji, imporcie i obrocie paliwami płynnymi. Bez skandalicznych zaniechań, a być może celowej współpracy urzędników prosperity tzw. mafii paliwowej byłaby niemożliwa. W raporcie NIK nie ma jednak zarzutów pod adresem konkretnych osób. Miesiąc temu Izydor Matuszewski, generał zakonu paulinów z Jasnej Góry, pożyczył 2 mln zł oskarżonemu w aferze paliwowej Arturowi K. Częstochowski baron paliwowy potrze-bował pieniędzy na kaucję. Pożyczka jest nieoprocentowana i udzielona na dwa lata. Artur K. to jeden ze znaczniejszych i najstarszych baronów paliwowych, częsty gość Jasnej Góry i donator klasztoru. * * * W październiku 2002 r. generał Mieczysław Kluk, komendant wojewódzki policji w Częstochowie i Katowicach, odszedł na emeryturę w atmosferze podejrzeń o nieformalne kontakty z baronami paliwowymi. Wszystko wskazuje na to, że były to pomówienia, gdyż do dziś Klukowi nie postawiono żadnych zarzutów. Rzeczywiście, policjantowi dałoby się zarzucić pewną lekkomyślność, lecz wynikała ona wyłącznie z zaufania do przełożonych. Można również założyć, że Kluk został obrzucony błotem dlatego, że jego podwładni mieli za dobre wyniki. Między innymi w sprawach paliwowych. Oskarżanie niewinnych o różne wyssane z palca przestępstwa to sposób eliminowania przeciwników przyjęty przez mafię paliwową. Każdy, kto stanie jej na drodze, może się liczyć z tym, że zostanie o coś pomówiony. Absurdalność plotek rozsiewanych przez przestępców na temat generała Kluka ukazuje jedna z nich: Kluk wraz z kilkoma wysokimi oficerami CBŚ miał stanowić grupę killerów, którzy odpalali na zlecenie mafii paliwowej niewygodnych ludzi: „słupy”, na których zakładano fikcyjne spółki. Rozpowszechniający te plotki bandzior przypisał „grupie Kluka” siedem trupów. W rozsiewaniu tych plotek mieli też udział chłopcy z dawnego UOP. * * * Byłego komendanta policji Marka Papałę zastrzelono 25 czerwca 1998 r. przed dziesiątą wieczorem na warszawskim Służewcu przed jego własnym domem. Strzał w głowę padł prawdopodobnie z bliskiej odległości. Nie znaleziono łuski. Tego dnia generał Papała usiłował spotkać się z ministrem spraw wewnętrznych Janem Tomaszewskim. Nie został przyjęty. Usiłował też skontaktować się z Leszkiem Millerem, lecz zamiast niego spotkał się z doradcą ówczesnego przywódcy lewicy. Generał najwyraźniej szukał kontaktu z ważnymi osobistościami. Chciał im coś powiedzieć. Nie zdążył. Można przyjąć za niemal pewne, że Papała zginął, bo za dużo wiedział. * * * Generał Papała miał dwa samochody Daewoo Espero, które często zmieniał. Jednym jechał do centrum miasta, by przesiąść się do drugiego. Stosował też inne techniki w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Bezpośrednio przed śmiercią mówił o dziwnych zdarzeniach, które spotykały jego i jego rodzinę. Na przykład w bardzo dziwnych okolicznościach okradziono na torze Stegny jego córkę. Kilkanaście dni przed morderstwem otrzymał tajemniczy telefon. Na jego zastrzeżoną komórkę zadzwonił ktoś, kto się nie przedstawił, upewnił się tylko, z kim rozmawia, i się rozłączył. Ustalono, że telefonowano z automatu z dworca w Krakowie. Zachowanie Papały wskazywało na to, że liczy się z poważnym niebezpieczeństwem. * * * W drugiej połowie 1997 r. na zaproszenie Scotland Yardu do Londynu udała się czteroosobowa delegacja. Papale towarzyszyli Mieczysław Kluk – komendant wojewódzki policji na Śląsku, Paweł Biedziak – pewny wówczas kandydat na rzecznika prasowego policji, i Ryszard Borucki – ówczesny szef wydziału przestępczości zorganizowanej Komendy Głównej Policji. Celem wyjazdu miało być zapoznanie się z najnowszymi technikami zwalczania przestępczości zorganizowanej, zabezpieczania imprez masowych i współpracy policji z mediami. Jak twierdzą nasi informatorzy, już na lotnisku Kluk dowiedział się od Papały, że ten ma dla niego specjalne zadanie. Chciał, żeby pilnie zajął się przestępstwami gospodarczymi związanymi z paliwami. Papała oświadczył wówczas Klukowi, że kierunek ten będzie w najbliższym czasie priorytetowy w działaniach policji. Szczegóły mieli obaj uzgodnić już na miejscu, w Londynie. Pech chciał, że Papała musiał przerwać zagraniczną wizytę. Po jednym dniu wrócił do Polski zmuszony przez zamieszanie, które rozpętało się wokół strzelaniny na warszawskim Bródnie, w której uczestniczył policjant. Do tematu paliw Papała w obecności Kluka już nigdy nie wrócił. * * * Generał Papała był komendantem policji od stycznia 1997 do stycznia 1998 r. W tym czasie bardzo często odwiedzał Klasztor Jasnogórski w Częstochowie. Wizyty te były dość regularne: dwa, trzy razy w miesiącu. Generał przyjeżdżał do Częstochowy sam, bardzo rzadko w towarzystwie kierowcy, starał się nie zwracać na siebie uwagi. Celem wizyt były spotkania z pewnym zakonnikiem wysoko postawionym w hierarchii klasztoru. Znamy wiele szczegółów dotyczących tych spotkań, lecz nie wiemy, o czym w wąskim, dwu-, trzyosobowym gronie rozmawiano. Zawsze na spotkaniach był ów zakonnik (nazwijmy go ojcem Mateuszem), który zajmował się stroną organizacyjną wizyt generała. * * * Ojciec Mateusz jest kopalnią wiedzy bynajmniej nie biblijnej. Jeszcze w latach 80. zeszłego wieku został zwerbowany przez ówczesne służby specjalne na tajnego współpracownika (TW). Po upadku komuny przejął go UOP, a następnie ABWehra. W papierach o. Mateusza jeszcze z czasów komuny znajdują się informacje o niewiarygodnych wręcz jego zasługach w rozpracowywaniu środowisk kościelnych. Był to wówczas jeden z najlepszych TW wśród kleru. Czym zajmuje się dzisiaj czynny kapuś specsłużb w habicie? Jego głównym zadaniem pewnie nie jest już donoszenie na kolegów. Możemy tylko zgadywać, że polecono mu zwrócić szczególną uwagę na styk Kościoła z grupami przestępczymi, którym zdarza się wykorzystywać tę instytucję dla swoich celów. * * * Podsumujmy. Generał Papała spotykał się wielokrotnie z kapusiem-zakonnikiem na Jasnej Górze. Prawdopodobnie próbował czegoś się dowiedzieć, być może wspólnie prowadzili jakieś działania. Jednym z najważniejszych przedmiotów zainteresowania Papały były wówczas przestępstwa paliwowe. To znamienne, gdyż w 1997 r. nikt jeszcze publicznie o takiej działalności nie wspominał. A mafia paliwowa hulała już na dobre; jej początków należy szukać w pierwszej połowie lat 90. właśnie na Śląsku. Związki Jasnej Góry z tzw. baronami paliwowymi od mniej więcej trzech lat nie są wielką tajemnicą. Pożyczka dla Artura K. na kaucję tylko potwierdziła te plotki. Można założyć, że już wtedy, gdy gościem o. Mateusza był generał Papała, te związki istniały. Niewykluczone, że o tym właśnie obaj rozmawiali. Jeśli Papała prowadził jakieś quasi-śledztwo, to musiało ono dotyczyć bardzo grubej sprawy. Na przykład związków baronów paliwowych z wysokimi urzędnikami państwowymi. Tymi, którzy umożliwiali przez lata bezkarne działanie mafii paliwowej. Jak daleko sięgnęły macki tej ośmiornicy? Wydaje się, że poszukiwania w kręgu dyrektorów departamentów czy nawet podsekretarzy stanu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: z krtęgu pismaków Gliniarz ze Śląska przejmuje Małopolskę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.07, 19:20 Stwierdzenie , że redaktorzy TVN i GW (M.J.Ś)polują na tanią sensację jest właściwe. Gdzie obiektywizm dziennikarski, szkoda , że szefowie tych mediów pozwalają swym nieodpowiedzialnym redaktorom w pewnych artykułach utożsamiać się z brukowcami. Osoby te nie znają słowa przepraszam ale nie można zbyt wiele spodziwać się od osób goniących za karierą i chcących udowdnić że są autorami reportarzy, które pozwolą im dalej pracować i pobierać pieniądze za niesłuszne "poniżanie" innych. Odpowiedz Link Zgłoś
mocarabia Pytanie o Płoweckiego! 18.01.07, 13:07 ...a ja ponawiam pytanie, co niejaki Michał Płowecki robi dzisiaj na wysoko opłacanym etacie w Komendzie Głównej Policji. I kontroluje tam pracę wszystkich rzeczników prasowych komend wojewódzkich policji! Płowecki ma widać do tego wyjątkowe predyspozycje: w NIE Urbana wsławił się tekstami, które pisał w obronie generała Mieczysława Kluka (w czasach, gdy juz było oczywiste, że Kluk pójdzie siedzieć, bo jako komendant śląskiej policji, sprzedał dane o swych podwładnych paliwowej mafii, za ciężką łapówkę). A co sam Michał Płowecki miałby do powiedzenia na temat spotkań z „policjantami” i samym Klukiem, w częstochowskiej restauracji Fanaberia, w czerwcu 2004 roku? ;-) I pytanie za dwa grosze - który z dzisiejszych małopolskich policjantów uczestniczył w tych ”Fanaberyjnych” spotkaniach z Płoweckim, inspirując go do tekstów w NIE Urbana? ;-) To skandal, że ktoś taki dostał teraz taki etacik w KGP. A na koniec, niech obecni szefowie Płoweckiego zapytają samego Urbana, dlaczego Płowecki musiał odejść z tygodnika NIE? ;-) Jak widać, stary ”Klukowy” układzik nadal jest silny w policji, skoro umie nagradzać swoich. To nazwisko jest kompromitacją dla Komendy Głównej! Odpowiedz Link Zgłoś