Jak zniechęcić ludzi do rowerów

    • Gość: Iwan Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 15:41
      Nie wiem jaka to była dokładnie sytuacja. Piszę z Krakowa. I np. na
      ul. Westerplatte gdzie jest krawężnik oddzielający tor tramwajowy od
      jezdni dla samochodów, albo jedziesz rowerem tuz przy krawężniku i
      samochody mijają Cię o klika cm bo przecież dumny kierowca nie
      pojedzie "za rowerem", albo jedziesz 30 cm od krawężnika i nikt Cię
      nie wyprzedzi, przez co narażasz się na takie komentarze.
      A w mieście jadąc za rowerem wcale się nic nie traci, bo zwykle
      dojeżdżam delikwentów, którzy mnie wyprzedzili na najbliższych
      światłach i wtedy ja muszę sie obok nich przeciskać.
    • Gość: tomznh Re: Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.icm.edu.pl 04.09.07, 15:54
      Właśnie tak sobie myślę... Czy ludzie zrezygnują z samochodów? Nie. Z tramwajów?
      Nie. Z autobusów? Nie. Z chodzenia pieszo? Nie. To po jaką cholerę promować
      dodatkowy ruch rowerowy, skoro w Polsce nie ma kultury jeżdżenia na rowerze?
      Tylko po to aby się upodobnić do innych krajów? Po co? Ja wiem, że rower jest
      zdrowy (dla niektórych), że fajnie tak jechać, że można nawet do pracy... ale
      skoro tak mało ludzi w Polsce to robi to po co dla mniejszości utrudniać życie
      większości? Dla mody? Dlaczego nikt nie ma odwagi napisać: moda na rowery w
      Polsce nie wyszła.
      • Gość: toxyczny buhahaha! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.07, 16:13
        Trzeba być ślepym, żeby takie bajki pisać. Ruch rowerowy w Polsce wzrasta
        lawinowo. Zwłaszcza w dużych miastach. Poczytaj sobie texty w Gazecie jak w
        Krakowie brakuje miejsc parkingowych dla rowerów.To nie są tematy wyssane z
        palca! A jeszcze dziesięć lat temu rowerów nie było prawie wcale.
        • Gość: luukasz4 re IP: *.med.uni-heidelberg.de 04.09.07, 16:50
          Uzytkowanie roweru kosztuje znacznie mniej, niz korzystanie z
          komunikacji miejskiej czy samochodu. Moim zdaniem jest to warunek
          wystarczajacy do jezdzenia rowerem. Ale skoro spoleczenstwo takie
          bogate...
          • Gość: mikroos Re: re IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 17:44
            A do tego rower nie wytwarza spalin poza dwutlenkiem węgla z płuc rowerzysty ;)

            pozdrowionka dla Uni. Heidelberg! :)
        • Gość: tomznh Re: buhahaha! IP: *.icm.edu.pl 04.09.07, 17:04
          Jeszcze raz ci napiszę: pokaż źródła tych badań! Bo ja twierdzę, że dawniej było
          więcej rowerów, bo było mniej samochodów i tutaj jest korelacja. Było mniej
          ścieżek rowerowych, ale nie rowerów! Poza tym wkurza mnie ścieżka rowerowa,
          którą mam przed nosem. Przejeżdża nią 1 rower na godzinę. Po to były ciężkie
          pieniądze wydawane aby przejechał nią 1 rower na godzinę? Prawda jest taka, że w
          pewnym momencie środowisko rowerzystów wywarło presję na urzędy i zaczęło
          tworzyć modę... I robi się te ścieżki durnie i bez sprawdzenia czy są potrzebne
          w danym miejscu. Robi wydzielając z chodnika. To nic że rowerzysta jadący taką
          ścieżką zahacza przechodnia idącego chodnikiem (namalowana linia szerokości 10
          cm to żadna bariera). Mam wrażenie, że dla niektórych ścieżka rowerowa to
          fetysz. I tyle.
          • Gość: toxyczny Re: buhahaha! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.07, 17:26
            Ale skąd ci sie wzieły jakieś "badania"?? Chłopie, weź się w garść!

            Jak 10 lat temu jeździłem na rowerze, to jak rowerzyste mijałem to było wielkie
            halo. Dzisiaj jak jade na rowerze tą samą trasą, to mijam z 10-20 rowerów. Jak
            stawiałem rower na mieście 10 lat temu, to był to jeden z najwyżej kilku które
            można było zobaczyć. Teraz na stojakach na Rynku stoi ze 20-30 rowerów, rowery
            są przypięte do wszystkich znaków drogowych w okolicy!

            Przed Galerią Kazimierz parkuje kilkadziesiąt rowerów, przed Galerią Krakowską
            parkuje tyle samo - gdzie tak było 10 lat temu, żeby tyle rowerów parkowało na
            ulicach?

            Aha - sądząc po ksywie ty jesteś z Nowej Huty. To dużo wyjaśnia - tam się
            rzeczywiście od ponad 10 lat nic nie zmieniło. Pech.
            • Gość: tomznh Re: buhahaha! IP: *.icm.edu.pl 04.09.07, 18:57
              I taką kulturę przedstawia właśnie ludność napływowa z Krakowa... Jak ktoś ma
              inny pogląd to od razu szufladkowanie, z Huty itp. To że w jakimś miejscu jest
              teraz więcej rowerów wcale nie znaczy o tym, że w ogóle ich jest więcej!!! Te
              20-30 rowerów wokół rynku to wszystko co zdziałała właśnie ta moda. Co do Huty..
              to jest tam bardzo dużo ścieżek rowerowych, bo tam jest miejsce na nie, jest
              szeroko. Wycinanie w już i tak wąskich drogach w centrum Krakowa kawałka jezdni
              czy chodnika na ścieżkę, jak dla mnie, jest czystą głupotą, bo twierdzę, że mimo
              wszystko ruch rowerowy w centrum jest mały, bo większość ma jeszcze tą odrobinę
              rozumu, żeby rowerem np na Rynek nie wjeżdżać przy takiej ilości pieszych. I
              zauważ, że dawniej nie było Galerii, nie było w ogóle stojaków na Rynku, więc
              porównywanie ilości zaparkowanych rowerów jest idiotyzmem. Skąd wiesz, że nie
              było? Piszesz o jakiś aksjomatach bez pokrycia w faktach.
          • Gość: Ania no popatrz... IP: *.chello.pl 04.09.07, 21:31
            Gość portalu: tomznh napisał(a):
            > Przejeżdża nią 1 rower na godzinę. Po to były ciężkie pieniądze
            > wydawane aby przejechał nią 1 rower na godzinę? [...] w pewnym
            > momencie środowisko rowerzystów wywarło presję na urzędy i zaczęło
            > tworzyć modę... I robi się te ścieżki durnie i bez sprawdzenia czy
            > są potrzebne w danym miejscu.

            No a np w Wesołej upieraja sie na sciezke przy drodze lokalnej pomimo negatywnej
            opinii "Zielonego Mazowsza" i Pełnomocnika pani Prezydent d/s ścieżek
            rowerowych, ktorzy oficjalnie opiniują projekt u Naczelnego Inżyniera Ruchu).
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=311&w=68288798
            To nie jest tak, ze zawsze rowerzyści upierają się przy ścieżkach. Najważniejsze
            by powstala sensownie zaplanowana droga, ktora z przyjemnoscia bedzie mozna jezdzic.
      • Gość: gaspard Re: Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.chello.pl 04.09.07, 17:03
        Gadasz głupoty człowieku, najlepiej to rowerzystów zepchnać do rowów ale w tym
        kraju chamstwo na drogach to normalne być może to jakaś moda?
      • Gość: turysta Re: Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.szczecin.mm.pl 05.09.07, 00:37
        Gość portalu: tomznh napisał(a):

        > Właśnie tak sobie myślę... Czy ludzie zrezygnują z samochodów? Nie. Z tramwajów
        > ?
        > Nie. Z autobusów? Nie. Z chodzenia pieszo? Nie. To po jaką cholerę promować
        > dodatkowy ruch rowerowy, skoro w Polsce nie ma kultury jeżdżenia na rowerze?
        > Tylko po to aby się upodobnić do innych krajów? Po co?

        Po to, by w mieście żyło się lepiej. Żeby miasto nie było miejscem walki o przetrwanie.
        Czy w Polsce nie wyszło? Patrząc, że jesteśmy jakieś kilkadziesiąt lat w tyle za pozostałymi europejskimi nacjami, nie wysuwałbym takich wniosków. Ja się często dziwię, że wielu ludzi woli drałować z kapcia, zamiast sobie ułatwić życie, wsiadając na rower.
        Właśnie tak, Holendrzy, Duńczycy tak często używają rowerów, bo myślą. Skoro tę samą energię można lepiej spożytkować, to czemu z tego nie skorzystać?

        > Ja wiem, że rower jest
        > zdrowy (dla niektórych), że fajnie tak jechać, że można nawet do pracy... ale
        > skoro tak mało ludzi w Polsce to robi to po co dla mniejszości utrudniać życie
        > większości? Dla mody?

        Nie. Dla uniknięcia błędów, które popełnili na Zachodzie.. Skutki, jakie przynosi zmasowana motoryzacja widać u nas na każdym kroku. Na ulicach dużych miast nie ma tak, jak w reklamie - tylko ja, samochód i krajobrazik. Jeśli nie będzie się tworzyć alternatyw, to w korkach utkną wszyscy. A po co mają w nich stać ci, którzy są w stanie poświęcić swoją wygodę i przesiąść się na tramwaj, autobus, rower?

        > Dlaczego nikt nie ma odwagi napisać: moda na rowery w
        > Polsce nie wyszła.

        Bo jest za wcześnie, żeby o tym pisać. W moim mieście ruch rowerowy wzrósł. Jeżdżę rowerem od 9 lat (ok. 10tys km rocznie), więc mam jako takie porównanie. Poczekaj do moementu, aż za paliwo będziesz płacił dwa razy tyle, co obecnie - zobaczysz, jak moda szybko potrafi się zmieniać.
    • Gość: ptaq Re: Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.303net.pl 04.09.07, 16:52
      nie wiem czy jechał prawidłowo czy nie, ale jechał napewno
      bezpiecznie !!! wymijając rowerzyste ile musi metrów być ????
      zmieściłby sie pan ?? odpowiedź brzmi nie ! ale oczywiście Pan by
      próbował , wiec ja dziękuje być wciskanym przez auto na kraweżnik
      nie nalezy do przyjemnych !!
      sam czasem jeżdże po takich ulicach ( jednokierunkowe,
      jednopasmowe ) jeśli nie są zbyt długie , no i staram sie w miare
      szybko je przemknąć ,
      najlepiej zrobić tak , wystarczy wyobrazić sobie że rower to
      furmanka, walec albo bizon, też bardzo chętnie by sie Pan wciskał ???
      jesteśmy równoprawnymi ( w miejscach gdzie możemy ) uczestnikami
      ruchu drogowego, wiec stwierdzenie ze jestem wiekszy i szybszy to
      mam wieksze prawa jest lekkim skrzywieniem
    • lucjola Re: Jak zniechęcić złodziei do rowerów :)) 04.09.07, 16:59
      Może najpierw niech w Polsce rower przestanie być dobrem luksusowym
      nadającym się do łatwej kradzieży - później możemy budować dalszą
      infrastrukturę.
      Moja znajoma, która trzydzieści lat temu wyemigrowała do Szwecji
      opowiada, że w kiedyś tam jeździło się wszędzie rowerami, dotąd aż
      Polacy nie zaczęli tych rowerów kraść :)))
      • Gość: rowerzysta Re: Jak zniechęcić złodziei do rowerów :)) IP: *.chello.pl 04.09.07, 17:04
        Skutecznie do jazdy rowerem zniechęcają władze Kielc,chociaż wszędzie się chwalą swoimi osiągnięciami.Tak naprawdę nic nie zrobiono w sprawach rowerzystów.
      • Gość: gaspard Re: Jak zniechęcić złodziei do rowerów :)) IP: *.chello.pl 04.09.07, 17:06
        odkąd bilety na samolot są po 180 PLN to złodzieje też lataj do pracy za granice :)
    • Gość: Adam Jan Lenczyk IP: *.eranet.pl 04.09.07, 17:04
      szef ochrony Mazowieckiego Oddziału NFZ. Nie dalej jak wczoraj byłem
      w swoich sprawach. Wszedłem do środka z rowerem z racji braku
      parkingu rowerowego. Wychodząc Pan Lenczyk zwrócił mi uwagę, że nie
      wchodzi się z rowerami do środka. Na uwagę, że nie miałem gdzie
      zostawić roweru, gdyż nie ma parkingu dla rowerów usłyszałem: to
      jeszcze parkingi dla rowerów mamy wam pobudować. Odpowiedziałem:
      przydałoby się. Rozmowa skończyła się na "spieprzaj dziadu". Pan Jan
      Lenczyk to napoleońsiego wzrotu emeryt. Jednakże Lech Kaczyński też
      tak uważał w sprawie ścieżek.
      • Gość: sqwind Re: Jan Lenczyk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.07, 23:36
        Dokładnie-Warszawa po dziś dzień zbiera owoce niechęci pana
        Kaczyńskiego do rowerów.
    • Gość: gapek Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 17:06
      Ja jeżdżę sobie codziennie do pracy rowerem, mam do pokonania dystans 7 km w
      jedna stronę... Zaczyna się przez parki, alejki (oczywiście jeżdżę po chodnikach
      bo ścieżek brak) aż w końcu mam przyjemność lawirować pomiędzy samochodami po
      centrum. Sam jeżdżę autem i nie boję się stwierdzić że 8 kierowców na 10 to
      zazdrośni idioci z za małymi jajami i bezmyślne idiotki z pustką pomiędzy
      uszami. Jazdę po centrum traktuję jako sport ekstremalny.. bo inaczej się chyba
      nie da. Nie wiem kiedy w końcu ten naród pojmie co jest dla niego dobre, ale w
      duchu uwielbiam patrzeć jak dumni z siebie kierowcy stoją w kilometrowych
      korkach i się denerwują a ja spokojnie przejeżdżam sobie obok chodniczkiem.. w
      16 minut do domku. Nie tracę czasu ani pieniędzy, liczę na to że z każdym dniem
      rodzi się więcej takich jak ja, rozumiejących bezsensowność samochodu w Krakowie
      na codzień i szanujący innych uczestników ruchu.
    • Gość: leo Tego nie trzeba wymyślać IP: *.171.76.162.crowley.pl 04.09.07, 17:08
      w Warszawie wg takiego szablonu są zrobione wszzystkie ścieżki
      rowerowe a naczelną zasadą władz Warszawy skierowaną do rowerzystów
      jest maksyma " co cię nie zabije to cię wzmocni"
    • Gość: assa wzorem Tuska mógł cię wyzwać od mohera IP: *.icm.edu.pl 04.09.07, 17:12
      z twojej opowieści można wywnioskować że niscy ludzie są śmieszni.
      cóż, tak właśnie wygląda tolerancja wg tych lepszych, tzn tych którzy
      Kaczyńskich nie lubią.
      • Gość: assa do Adama adresowałem mój wpis IP: *.icm.edu.pl 04.09.07, 17:14
        Gość portalu: assa napisał(a):

        > z twojej opowieści można wywnioskować że niscy ludzie są śmieszni.
        > cóż, tak właśnie wygląda tolerancja wg tych lepszych, tzn tych którzy
        > Kaczyńskich nie lubią.
    • Gość: pieszy Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.ijp-pan.krakow.pl 04.09.07, 17:19
      a ja czuję się zagrożony przez rowerzystów. Nie można się bezpiecznie czuć nawet
      na chodniku, nie mówiąc o Rynku czy Plantach (ciągłe slalomy rowerzystów między
      ludźmi). Takiego chamstwa ze strony rowerzystów, jak w Krakowie, nie spotkałem w
      żadnym innym dużym europejskim mieście (a byłem w kilku). Co z tego, że brakuje
      ścieżek rowerowych? Mnie brakuje pieniędzy, ale czy z tego powodu wolno mi
      kraść, albo w inny sposób naruszać prawo i bezpieczeństwo innych ludzi? Chyba nie!
      • Gość: ko-yama Re: Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.ghnet.pl 04.09.07, 17:24
        Akurat jeśli chodzi o planty i ulice w ścisłym centrum to twoje porównanie z
        kradzieżą jest całkowicie nietrafione ponieważ ta przestrzeń należy również do
        rowerzystów. Nic nie zabrania jechać ulicą Szewską. Poza tym jak mamy się
        licytować kto komu częściej włazi w drogę to polecam obejrzeć sobie drogę dla
        rowerów pod AP. Nie ma minuty by jakaś ofiara losu nie lazła tam gdzie nie ma do
        tego prawa.
    • Gość: Sany Podpisuję się pod poradnikiem IP: *.dhcp-ripwave.irishbroadband.ie 04.09.07, 17:28
      Rowerzyści to prawdziwa zakała polskich dróg. Poza arogancją cechuje ich
      absolutna dezynwoltura wobec przepisów ruchu drogowego. To prawdziwa plaga,
      którą powinno się tępić wszelkimi dostępnymi środkami, z częstym stosowaniem
      aresztu włącznie.
      • Gość: gaspard Re: Podpisuję się pod poradnikiem IP: *.chello.pl 04.09.07, 17:32
        zal cie bierze ze taka ciota z ciebie i nie umiesz na rowerze jezdzic, no szkoda...
      • Gość: mikroos Re: Podpisuję się pod poradnikiem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 17:49
        A kierowcy niby lepsi? Pokaż mi jakiegokolwiek, który przez przynajmniej 30% czasu efektywnej jazdy nie przekracza dozwolonej prędkości.
      • Gość: sqwind Re: Podpisuję się pod poradnikiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.07, 23:42
        A wiesz,co w Krakowie robimy z parkującymi na ścieżkach rowerowych?
        Dzwonimy po Straż Miejską?-bez sensu.Najlepiej sprawdzić,czy w
        wypasionej zaparkowanej na ścieżce rowerowej bryce jest autoalarm.
        • Gość: mikroos Re: Podpisuję się pod poradnikiem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 23:47
          Luzik, ja ostatnio w Szczecinie usłyszałem od dyspozytorki "oczywiście, wyślemy patrol", potem chwila ciszy, "za dwie godziny" :D Co prawda byłem wściekły, ale to było silniejsze ode mnie - zwyczajnie parsknąłem śmiechem do słuchawki :D
    • moniek Jak zniechęcić ludzi do rowerów 04.09.07, 17:31
      Sama jeżdżę na rowerze i uważam, że ścieżek rowerowych nigdy dość. Ale czasami
      to co robią rowerzyści jeży włos na głowie. Nie raz jako pieszej stawało mi
      serce w gardle kiedy taki gość śmigał rozpędzony tuż obok mnie. Zaznaczam że
      miało to miejsce na chodniku, gdzie nie było ścieżki rowerowej. Czasami mam
      wrażenie że rowerzyści to tacy sami terroryści jak kierowcy. Ale to chyba jednak
      zależy od kultury i wyobraźni.
    • Gość: jagua nana Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: 86.157.117.* 04.09.07, 17:32
      jesli komus sie niepodoba jazda rowerem w polskich miastach, niech
      pojezdzi sobie po londynie... sciezki rowerowe sa jedynie
      teoretyczne i stanowia wydzielony waski pas jezdni, ale koncza sie
      zazwyczaj gdy zaczyna sie pas dla autobusow...
    • Gość: off_tymon Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.rybnet.pl 04.09.07, 17:37
      Owszem, rowerzyści zawsze byli jeszcze długo będą intruzami na
      drogach. Najdziwniejsze jednak jest to, że można się spotkać z
      niesamowitym chamstwem kierowców zwykłych osobówek- zajeżdżają
      drogę, trąbią, wyprzedzają zbyt blisko, niż kilkunasto tonowych
      tirów, które spokojnie 'poczekają' na wplne miejsce do wyprzedzania,
      jadąc za rowerzystą. Gdzie tu logika, gdzie sens? Polska!! Viva!!
      brr..
      • Gość: mikroos Re: Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 17:48
        O, z tym się z doświadczenia zgadzam. Jak to jest, że nawet kierowca betoniarki z mokrym betonem potrafi poczekać, a osobówce spadłaby korona z głowy, jakby musiała poczekać na odrobinę więcej miejsca? Inna sprawa, że do wielu kierowców naprawdę nie dociera, że często metr od krawężnika jest sodoma i gomora i zwyczajnie nie da się jechać bliżej niego. Żeby było śmieszniej, sami omijają okolice krawężnika szerokim łukiem, bo można połamać zawieszenie - ale już rowerzysta, jak robi podobnie, to jest bezczelny i drogę zastawia, cham jeden ;)
    • czemuja2 Jak zniechęcić ludzi do rowerów 04.09.07, 17:46
      Mieszkam w mieście, w którym wręcz roi się od nowych ścieżek
      rowerowych. Poruszam się po mieście na rowerze i samochodem, i nie
      rozumiem jednej rzeczy: dlaczego mając ścieżkę rowerową, ktoś jedzie
      jezdnią utrudniając ruch samochodom. Mam wrażenie, że są to
      analfabeci drogowi, bo co kawałek jest postawiony znak, że zakaz
      wjazdu rowerom, a ani i tak jadą. Ostatnio jak zwróciłam takiemu
      uwagę, to usłyszałam sp...j. Zastanawiam się też, czy policja może
      ukarać ich mandatem, bo naprawdę utrudniają komunikację innym!
      • Gość: Ania Re: Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.chello.pl 05.09.07, 01:20
        czemuja2 napisał:
        > nie rozumiem jednej rzeczy: dlaczego mając ścieżkę rowerową, ktoś
        > jedzie jezdnią utrudniając ruch samochodom.

        widocznie sciezka jest zle zaprojektowana, np nie ma jak na nia wjechac albo z
        niej zjechac, jest z kostki, przecina kilkanascie wjazdow, ma wysokie
        krawezniki, po 100 metrach sie urywa...
        po prostu w wiekszosci przypadkow wygodniej, bezpieczniej, szybciej jest jechac
        ulica.

        > bo co kawałek jest postawiony znak, że zakaz wjazdu rowerom,
        > a ani i tak jadą.

        hmmm, w Warszawie jest chyba bardzo malo takich miejsc, zeby obok przy ulicy,
        obok ktorej przebiega sciezka, byly postawione dodatkowe znaki zakazu.

        > Zastanawiam się też, czy policja może ukarać ich mandatem,

        moze.
    • btravio Jak zniechęcić ludzi do rowerów 04.09.07, 17:50
      Niestety, u mnie w moim mieście - Płocku, też jest mało ścieżek. Dlatego biorę
      udział w Płockiej Masie Krytycznej - kilkadziesiąt rowerów wyjeżdża na często
      uczęszczane ulice zwracając uwagę Ratuszowi, by wybudować więcej ścieżek.

      Motto Masy Krytycznej: "My nie blokujemy ruchu, my jesteśmy ruchem".
    • Gość: przeciw rowerom czemu Gazeta tak promuje jeżdżenie na rowerze? IP: 193.0.116.* 04.09.07, 18:06
      Czemu Gazeta tak promuje jeżdżenie na rowerze? Zupełnie tego nie
      rozumiem. Rowerzyści to zakały dróg i chodników. Większość pędzi, na
      nikogo się nie ogląda, nie przestrzega przepisów, a jako grupa
      rowerzyści jeszcze się domagają żeby znacząca większość
      społeczeństwa, która na rowerze na codzień nie jeździ, płaciła za
      ich ścieżki! Przecież to skandal! Chcecie ścieżek? Sami je
      sfinansujcie! Zwłaszcza, że idę o każdy zakład, że ci którzy się
      domagają udogodnień dla rowerzystów pochodzą ze środowisk
      przynajmniej niebiednych. Oznacza to, że dla własnego "widzi mi się"
      bogatsi domagają się haraczu ze strony w przeważającej mierze
      biednego społeczeństwa na ich ścieżki-zachcianki.
      • Gość: gaspard Re: czemu Gazeta tak promuje jeżdżenie na rowerze IP: *.chello.pl 04.09.07, 18:14
        Ja jestem bogaty i jezdze na rowerze i ty musisz placic na moje sciezki! Tak
        podoba i nie masz tu nic do gadani mozesz sie ze..ć a i tak nic nie zmienisz hahaha
      • Gość: mikroos Re: czemu Gazeta tak promuje jeżdżenie na rowerze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 18:22
        Ustalmy fakty:

        1. Rower nie powoduje taikego niebezpieczeństwa, jak samochód. Nawet jeśli spowoduje wypadek, to masa roweru razem z rowerzystą to max. 100 kg, masa auta z kierowcą to grubo ponad tona.

        2. Rower nie niszczy dróg - jest tak lekki, że w przeciwieństwie do samochodu nie powoduje powstawania kolein ani "tarki" pod światłami - oto odpowiedź, dlaczego rowerzyści nie płacą podatku drogowego. Nie płacą, bo nie niszczą!!

        3. Jeśli rowerzyści będą jeździli po wydzielonych, bezkolizyjnych ścieżkach, to również właściciele śmierdzących blaszaków będą mieli spokój, bo nikt im nie będzie jeździł "pod kołami". A i my będziemy bezpieczniejsi, co nie jest bez znaczenia (całkowity koszt śmierci jednej osoby na drodze to ok. 4,5 mln złotych - IMO gra jest warta świeczki)

        4. Rower nie truje!

        5. Rower zajmuje około 2m kwadratowe miejsca, samochód ok. 10.

        6. Rower w centrum miasta jest znacznie szybszym środkiem lokomocji.

        7. Nie dziwię się, że właściciele samochodów są niebogaci, skoro muszą najpierw zapłacić za auto, potem za jego serwis no i oczywiście za paliwo - nic dziwnego, że często na wiele innego nie starcza. Tyle, że robienie nagle z rowerzystów elity finansowej jest po prostu niepoważne, żeby nie powiedzieć, że zwyczajnie głupie.

        8. Kierowcy ignoranci nie są wcale lepsi, niż rowerzyści-wariaci. Nikt nie jest bez winy, tyle, że ja jakoś umiem się obyć bez uogólniania typu "stop samochodom".

        9. Idąc za argumentem, że "jeszcze się domagają żeby znacząca większość społeczeństwa, która na rowerze na codzień nie jeździ, płaciła za ich ścieżki" domagam się całkowitego zamknięcia z wszystkich szpitali, bo nie korzystam z ich usług - nie będzie mi tu jakaś cząstka społeczeństwa mówiła, na co pójdą moje podatki! Czyli krótko mówiąc: zanim napiszesz, pomyśl z łaski swojej.
        • Gość: przeciw rowerom Re: czemu Gazeta tak promuje jeżdżenie na rowerze IP: 193.0.116.* 04.09.07, 18:37
          Ad. 1 rower jest bezpieczniejszy od samochodu. Z tego wcale nie
          wynika, że trzeba budować ścieżki rowerowe.

          Ad. 2 nigdzie nie napisałem, że rowerzyści powinni płacić podatek
          drogowy. Nie płacą, i dobrze.

          Ad. 3 jeździjcie sobie po wyznaczonych ścieżkach, tylko budujcie je
          za swoje pieniądze, tak jak automobiliści budują drogi za swoje
          (wspomnianny podatek drogowy).

          Ad. 4, 5 Mało mnie interesuje co truje a co nie i jaką powierzchnie
          zajmuje rower a jaką samochód.

          Ad. 6 Nieprawda, rower jest szybszy tylko w określonych miejscach i
          czasie.

          Ad. 7 Tu nie chodzi tylko o automobilistów używających samochodów na
          własny użytek, ale także, a może przede wszystkim o to ile
          niezliczonych usług jest nam świadczonych przy pomocy samochodów.
          Poczynając od dowozu chleba z piekarni do sklepu, a kończąc na
          dowozie krwi na operacje. NB. Dlatego tak żenujące są wynurzenia
          Pani Mosiewicz, która w mieście stara się używać tylko roweru. Tyle,
          że za każdym razem kiedy idzie do sklepu kupuje towary przywiezione
          samochodem, płaci pieniędzmi z bankomatu, do którego zostały one
          dowiezione samochodem itd. Bottom line: Samochody służą wszystkim,
          rowery nielicznym.

          Ad. 8 Oczywiście. Podejrzewam, że jest nawet więcej kierowców
          wariatów. Ale ja nie powiedziałem, że jestem przeciwny istnieniu
          rowerów i rowerzystów w ogóle. Tylko: jeździjcie poza miastem, albo
          za swoje pieniądze budujcie sobie ścieżki.

          Ad. 9 Szczerze mówiąc ja też domagam się nie tyle może zamknięcia
          wszystkich szpitali, co ich sprywatyzowania. Argument z mojego
          punktu widzenia zachowuje swoją moc.
          • Gość: mikroos Re: czemu Gazeta tak promuje jeżdżenie na rowerze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 18:48
            O, widzę, że rzeczowo sobie porozmawiamy. To cieszy.

            Ad. 1 Mimo wszystko twierdzę, że w ścieżki warto inwestować, bo dzięki temu ruch będzie bezpieczniejszy dla wszystkich. Nie tylko dla Was, ale dla nas też. A to, że rower jest bezpieczniejszy jest wyraźną przesłanką do tego, by urbaniści bardziej sprzyjali właśnie tej formie transportu (o niezbędnym ruchu samochodowym będzie dalej)

            Ad. 2 Ale uprzedziłem wypowiedź, której się spodziewałem, bo co chwilę słyszę, że skandalem jest, że nie płacimy. Skoro Ty tak nie myślisz, to ok.

            Ad. 3 Rozumiem, że chodników też nikt nie powinien budować? Podatek drogowy wcale nie pokrywa w 100% budowy nowych dróg, część pieniędzy idzie z innych środków w budżecie - a skoro budżet częściowo finansuje budowę "normalnych" dróg, to dlaczego nie miałby robić tego samego z rowerowymi?

            Ad. 4, 5 A mnie to bardzo interesuje, bo po pierwsze chcę być zdrowy, a po drugie chciałbym móc poruszać się po mieście swobodnie i bez tłoku

            Ad. 6 Mimo wszystko z doświadczenia (robię min. 150 km na tydzień) zapewniam Cię, że sumarycznie jest szybszy (i zastrzegam tu, że nie przejeżdżam na czerwonych światłach i nie łamię przepisów) :) Poza tym weź pod uwagę, że samochód w mieście często przekracza dozwoloną prędkość, co wpływa korzystnie na szybkość przejazdu, ale jednak jest naruszeniem przepisów

            Ad. 7 Ja broń Boże nie powiedziałem, że samochód to zło i trzeba zakazać sprzedaży aut. Oczywiście, transport samochodowy ma niezwykłe plusy! nie jestem fanatykiem, dostrzegam oczywiste korzyści z tej formy komunikacji. Samochody rzeczywiście służą wszystkim, ale... Po pierwsze: rowery służą przynajmniej częściowo wszystkim wszystkim (vide: 1; 4; 5), ale też w drugą stronę: mało który samochód służy komukolwiek poza jego właścicielem.

            Ad. 8 O finansowaniu ścieżek i dróg już się wypowiadałem.

            Ad. 9 Może średnio dobrałem przykład (ale celowo napisałem "wszystkich", żeby zabrzmiało to absurdalnie), ale chodziło mi o ogólne stwierdzenie, że nie mozna myśleć w tych kategoriach, że jeśli coś nie służy każdej jednostce, to jest złe i nie zasługuje na pieniądze. Jasne, że budżet ma służyć wszystkim obywatelom, ale też niewiele jest takich wydatków, które przysłużyłyby się absolutnie każdemu.
    • Gość: aksony Też trafiłem na rowerzystę oszołoma IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 18:07
      Wyskoczył mi w zeszłym tygodniu na czerwonym świetle. Miałem do
      wyboru wypakować albo w niego, albo w samochód obok. Wybrałem to
      drugie wyjście. Właśnie odebrałem samochód z naprawy. Koszt 1600 zł.
      • Gość: Pudliszek Re: Też trafiłem na rowerzystę oszołoma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.07, 18:14
        Ja może pozwolę sobie nie mówic, ze zwykłej wrodznej uprzejmości o
        kierowcach-oszołomach, których spotykam codziennie, dojeżdżając do pracy na
        rowerze. Jazda na czerwonym w Krakowie, z prędkością ok. 120 km/h jest
        najwyraźniej standardem...
    • Gość: odSerca Re: Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.acn.waw.pl 04.09.07, 18:13
      Sprzedaj komputer (albo oddaj) bo niektorzy wykorzystuja internet i komputery do
      o wiele gorszych rzeczy niz ten czlowiek. Z nimi pewnie tez NIE chcesz miec nic
      wpolnego.
    • wieczor89 Re: Jak zniechęcić ludzi do rowerów 04.09.07, 18:15
      Widzę skrajny brak zrozumienia dla problemów rowerzystów w naszym
      kraju. Widać, że Polska to totalne zadupie Europy. Pod względem
      infrastruktury rowerowej już dawno wyprzedziły nas Węgry, Słowacja,
      Czechy. Ludzie w tych krajach rozumieją, że rower to jeden z
      lepszych środków lokomocji. U nas oczywiście pokutuje stereotyp
      rowerzysty - pirata drogowego, który chce pozabijać ludzi,
      spowodować wypadek, utrudnić ruch, w najlepszym przypadku kogoś
      potrącić na chodniku...

      Żal patrzeć na ten ciemnogród zwany Polską, gdzie wszyscy uznają się
      za wzorowych kierowców i swoją postawą prezentują skrajną nienawiść
      do rowerzystów...
      • Gość: rowerzysta Re: Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.07, 18:47
        Polecam stronkę:

        www.bikexprt.com/streetsmarts/usa/index.htm
        Zamiast festiwalu wzajemnego obrzucania się, nieraz nieuzasadnionymi niczym, inwektywami, warto może spojrzeć prawdzie w oczy - wzrost natężenia ruchu rowerowego to fakt i pewne wyzwanie dla władz miasta.

        Dziwi mnie szczerze fakt, że Kraków promujący się na miasto kultury, prime holiday destination, nie widzi tego, że liczba wypożyczalni dla rowerzystów-turystów rośnie, bo rower to tani, szybki sposób na zwiedzanie miasta. Nie nadąża za tym infrastruktura.

        Ja osobiśce, kiedy tylko mogę przesiadam się na rower, bo spędzanie godzin w samochodzie czy autobusie, w mieście tak zakorkowanym przez ciągłe modernizacje infrastruktury drogowej, to żadna przyjemność. Uszanujcie to kiedy parkyjecie na ścieżkach dla rowerów, wyprzedzacie w odległości 20 cm. Wkraczanie przez pieszych na cieżki rowerowe to też sprawa nagminna, wokół Wawelu to norma, a potem zdziwienie, że dochodzi to wypadków.
        • Gość: rowerzysta Re: Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.07, 18:56
          Acha jeszcze to, szkoda ,że w polszy to nie działa.

          With very few exceptions, the safest way to ride is as part of the traffic, going with the flow of the normal traffic pattern. Bicyclists who ride this way get where they're going faster and, according to scientific crash studies, have about five times fewer crashes than bicyclists who make up their own rules (J. Forester; Effective Cycling. Cambridge, MA, MIT Press, 1993).
    • keltoi Jak zniechęcić ludzi do rowerów 04.09.07, 18:47
      Yezu, ja już się boję wracać do Polski.
      Narazie mieszkam w cywilizowanym kraju - Szwecji - i dzięki tutejszym warunkom przekonałam się do roweru. I kupiłam sobie cudną, czarną Meridę.
      1) wszystkie drogi rowerowe (cyklevag) są oznaczone
      2) rowerem można dojechać w więcej miejsc niż samochodem i w ogóle trasy rowerowe są zazwyczaj krótsze, niż dojazd samochodowy...
      3) przejeżdżając przez ulicę nie ma się co stresować, bo kierowcy ustępują - pieszym z nakazu prawa, rowerzystom z przyzwyczajenia.
      4) WSZĘDZIE są stojaki na rowery, a trzeba zaznaczyć, że naliczyłam ich cztery rodzaje.
      5) każda jezdnia, tak na wszelki wypadek, ma oznaczone ok 60 cm dla rowerów. Jakby się komuś akurat potrzebowało pojechać tamtędy, a nie osobną cyklevag.
      6) do uniwersytetu, na którym studiuję jest sto razy łatwiej, szybciej i wygodniej dojechać rowerem niż jakomkolwiek innym pojazdem. Wiadomo, że student jest bidny, to się mu życie ułatwia...
      7) zimą cyklevag traktuje się jak zwykłe drogi - odśnieża, oczyszcza itp. Całkiem niedawno skończył się remont odcinka z uniwersytetu do centrum miasta, bo był lekko pofałdowany, to go naprawili przed zimą, a co. Żeby było ładnie i bezpiecznie.

      Dziwić się, że tutaj bycie rowarzystą jest racjonalne? W Polsce wybitnie okazjonalnie jeździłam rowerem, bo oznacza to bycie ni mniej, nie więcej łatwym celem dla kierowców. Tutaj to oznacza bycie kolejnym mobilnym użytkownikiem dróg. Z tym, że zazwyczaj własnych.
      • Gość: ep Re: Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.07, 18:56
        jest tez dobra strona, przy rosnacej liczbie rowerzystow
        pedalujacych w tak skrajnie trudnych warunkach. niebawem bedziemy
        mocni w sportach rowerowych :)
    • yanca1 Jak zniechęcić ludzi do rowerów 04.09.07, 19:00
      A ja świetnie rozumiem tych którzy wolą jeździć samochodem niż rowerem.Zawsze to
      łatwiej jednocześnie palić papierosa, gadać przez komórkę i kierować - samochód
      się w końcu nie przewraca jak go się chwile za kierownice nie trzyma ( a w końcu
      można łokciem, albo kolanem prowadzić). Na rowerze trudniej też słuchać głośno
      ulubionej muzyki (bo na słuchawkach bez sensu - nikt obok nie słyszy słodkiego
      umc umc)Dalej - rowerzyści śmigają ścieżkami (jeśli są gdziekolwiek takowe)
      zamiast jak ludzie stać w korku.
      Myślę, że większość krytykantów to panowie z bardzo małym..... ego i rower nie
      mógłby tego zrekompensować a samochód owszem. Oprócz tego pewnie ostatni raz
      siedzieli na rowerze w okolicach I komunii i teraz po kilometrze wymagaliby
      reanimacji.
      Wróciłam niedawno z Berlina - tam rowerzysta to święta krowa, pieszy zresztą
      też. Daleko nam do Berlińczyków i ich kultury jazdy.
      Ale nie tracę nadziei że i u nas kiedyś przestanie się traktować rowerzystów jak
      idiotów i zagrozenie tak dla samochodów jak i pieszych.
    • Gość: HH Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie... IP: *.swietochlowice.net.pl 04.09.07, 19:00
      ... chodzi o zakaz przejeżdżania przez przejście dla pieszych.
      Ciekawe, że na zachodzie można przejeżdżać, chociaz i tak częściej
      nie będzie takiej potrzeby bo będzie wydzielony specjalny pas dla
      rowerzystów.
      A kolejny przepis za chwilę zafunduje nam PO i PiS nakazując
      obowiązkową jazdę w kaskach - ale cóż można oczekiwać od posłów,
      którzy ostatni raz na rowerze jeździli w dzieciństwie, a teraz
      jeżdżą tylko limuzynami - to banda debili i tyle, więc nie mogę od
      nich wymagać zbyt wiele.
      • Gość: mikroos Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 19:08
        Oj, z tym się akurat nie zgodzę - kask to absolutna konieczność. Coraz więcej krajów wprowadza ten obowiązek, bo kaski ratują niesamowitą ilość osób. Dzięki kaskom ilość śmiertelnych wypadków zmalała o kilkadziesiąt procent - one są tym samym dla rowerzysty, czym pasy dla kierowcy... Tyle, że rowerzysta w starciu z samochodem nie ma klatki bezpieczeństwa :/ Zresztą, powiedz mi, dlaczego niby kaski są wg Ciebie złe?
        • Gość: HH Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.swietochlowice.net.pl 04.09.07, 19:30
          Jeździłem przez 2 lata na rowerze w Niemczech i nikt poza dziećmi i
          wyczynowcami kasku nie ubiera, a dlaczego? Ponieważ tam rower to
          normalny środek lokomocji na krótkich trasach i nikt nie będzie
          ubierał kasku podjeżdżając po bułki do piekarni.
          W Holandii też jeździ mnóstwo ludzi i niewielu w kaskach.
          Ciekawe skąd takie dane o poprawie bezpieczeństwa po wprowadzeniu
          obowiązku jazdy w kasku. Jeśli takie gdzieś ktoś spreparował, to tak
          samo jak z wynikami dotyczącymi jazdy na światłach mijania w dzień.
          Miała spaść ilość wypadków o ponad 20%, i co? I nic!
          W ten sam sposób myśląc można obowiązkowo kazać nosić kask,
          rękawice, ochraniacze i co jeszcze tylko nasz poseł może wymyślić
          każdemu pieszemu, bo ten już w ogóle nie jest chroniony, a
          doprowadzając do granic absurdu możemy jeszcze wprowadzić
          ograniczenie maks. prędkości samochodów w mieście do 20kmh i wtedy
          śmiertelnych wypadków drogowych nie będzie prawie w ogóle i częściej
          ofiarami będą osoby potykające się o krawężnik niż ofiary z wypadków
          samochodowych.
          Życie samo z siebie jest niebezpieczne, ale mamy swój rozum i nie
          potrzebuję aby posłowie od siedmiu boleści musieli mnie
          ubezwłasnowalniać. Co innego wprowadzać przepisy chroniące innych a
          co innego, gdy wprowadza się przepisy tylko po to aby utrudnić
          życie, albo zarobić dodatkową kasę (tak jak w przypadku przepisu
          obowiązku jazdyu na światłach w dzień).
          Pozdrawiam, ale myślenie nie boli - pamiętaj, życie jest Twoje, moje
          i każdego z nas z osobna i nie możesz zabraniać się komuś zabić
          jeśli nawet będzie to chciał zrobić - to jest właśnie wolna wola.
          • Gość: mikroos Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 19:45
            Sporo jest prawdy w tym, co mówisz, ale też bierz pod uwagę, że u nas nie ma co liczyć, że w 10 lat (mniej więcej tyle "żyje" kask) wybudują u nas tyle dróg dla rowerów, żeby można było bezpiecznie jeździć. Jedno jest natomiast pewne: 90% przypadków śmierci u rowerzystów jest spowodowane urazamu mózgoczaszki, natomiast kask przy prędkości 50 km/h jest w stanie uratować kilkadziesiąt procent osób, które w normalnych warunkach by zginęły właśnie z powodu tych urazów. Serio myślę, że te 100-150 zł (najtańsze z atestem kupisz nawet za jakieś 50-70 zł) to nie jest aż taki majątek, żeby na tym oszczędzać - bo idąc tym tropem można by stwierdzić, że pasy w aucie też kosztują kilkaset złotych (a więc znacznie więcej niż kask), więc równie dobrze mogłoby ich nie być, bo przecież nie każdy ma wypadki i tym bardziej nie każdego stać na instalację pasów w aucie.

            Zobacz prostą rzecz, crash test samochodu przy prędkości 50 km/h - niby niedużo, a jak patrzysz na taki test, to zgroza bierze. Teraz wyobraź sobie, że rowerzysta zostaje uderzony z tą samą prędkością, a do tego nie ma strefy kontrolowanego zgniotu,która pochłania ogromną część energii uderzenia. Masakra, ot co.
        • Gość: toxyczny Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.07, 19:43
          Nieprawda. Przede wszystkim nieprawdą jest że dzięki kaskom ilość śmiertelnych
          wypadków zmalała (w tym o "kilkadziesiąt procent"). Nie ma takich danych nigdzie
          na świecie. W ogóle nie ma żadnych danych, które by pokazywały jakąkolwiek
          jednoznaczną korelację między użwywaniem kasków a bezpieczeństwem.

          Najbardziej bezpieczni (w sensie najmniej narażeni na wypadek i urazy) są
          rowerzyści w krajach, w których nikt nie używa kasku (Holandia itp). Z kolei te
          nieliczne kraje, gdzie kaski są obowiązkowe akurat są dla rowerzystów dość
          niebezpieczne (niektóre stany USA, Australia, Kanada).

          Trudno też powiedzieć, że coraz więcej krajów wprowadza ten obowiązek, bo liczbe
          tych krajów można w skali świata policzyć na palcach rąk, i to z poważnymi
          zastrzeżeniami (np. dotyczy to tylko dzieci).
          • Gość: mikroos Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 19:56
            Mylisz dwie bardzo różne kategorie: narażenie na wypadek i skutki wypadku. Oczywistym jest, że tam, gdzie drogi dla rowerzystów są bezkolizyjne, a kierowcy przyjaźni, wypadków będzie mniej, więc przy tak małej próbie badanej robienie statystyk nie ma sensu.

            Po drugie: spora część wypadków dzieje się na szosach - przy uderzeniu z prędkością 90 km/h rowerzysta musiałby mieć chyba Anioła Stróża na bagażniku, żeby przeżyć. Takie wypadki też można z góry wykreślić ze statystyki, bo tak samo pasy bezpieczeństwa nie są żadnym zabezpieczeniem przy prędkości np. 200 km/h (a czasem lepiej ich nie mieć, bo czasem się wyleci z auta i w miarę bezpiecznie wyląduje w trawie).

            Po trzecie: typowy model wypadku na rowerze to upadek i uderzenie potylicą, rzadziej czołem, w ziemię. Mając kask (zakładam wypadek przy "rozsądnej miejskiej" prędkości), możesz sobie co najwyżej złamać kość twarzoczaszki, ale z dużym prawdopodobieństwem przeżyjesz bo mózg jest cały, kończy się często na wstrząśnieniu. Kask swobodnie jest w stanie przyjąć uderzenie przy takich prędkościach i pęknąć w kontrolowany sposób, uwalniając wystarczająco wiele energii i rozprowadzając ją po większej powierzchni.
            • Gość: toxyczny Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.07, 20:05
              Większość wypadków zdarza się na skrzyżowaniach i to w miastach czy terenie
              zabudowanym. Nie wiem, skąd masz taką wiedze, że "typowy wypadek" to uderzenie
              potylicą. Moim zdaniem to nieprawda, ale jak masz jakieś dane to przytocz źródło
              i daj link.

              Typowe kaski rowerowe są bardzo słabym zabezpieczeniem co wynika po prostu z ich
              konstrukcji (muszą być bardzo lekkie i przewiewne). W sportach urazowych takich
              jak downhill stosuje się nieporównywalnie mocniejsze i cięższe konstrukcje.
              • Gość: mikroos Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 20:25
                Wybacz, nie jestem w stanie zacytować dokładnego źródła, bo czytałem to jakiś czas temu. Mimo to zapytam, bo nie do końca rozumiem związek: co to ma wspólnego, że wypadek ma na miejscu akurat na skrzyżowaniu, z częścią czaszki, która trafi w ziemię? Bo moim zdaniem to brzmi co najmniej logicznie, że uderzając głową w ziemię trafiasz właśnie jedną z tych dwóch części (no, chyba, że żuchwą, ale to rzadko jest groźny wypadek). Raczej piję do czego innego, mianowicie do faktu, że cała mózgoczaszka jest osłonięta kaskiem. Zgadza się, wyniki są kontrowersyjne, ale większość z oponentów raczej skupia się na argumentach typu "jak masz kask, to jeździsz mniej ostrożnie" - dla mnie to szczerze mówiąc kiepski argument, bo nie skupia się na kasku, tylko na rowerzyście. A my mówimy o kaskach, czy one działają, czy nie. Nie mieszajmy nieuwagi rowerzysty ze skutecznością urządzenia, jakim jest kask. Powiem w ten sposób: argumenty "za" przemawiają do mnie osobiście mocniej, niż (nieprecyzyjne wg mnie) argumenty "przeciw", choć sprawa rzeczywiście jest kontrowersyjna.
                • Gość: toxyczny Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.07, 20:49
                  Kiedy pisałem o wypadkach na skrzyżowaniach i terenie zabudowanym to chodzilo mi
                  o to, że jest inaczej, niż sugerujesz (szosa i samochód 90 km/godz). Zresztą
                  wypadki na skrzyżowaniach to zderzenia boczne, duże ryzyko zgruchotania nóg i
                  stawów biodrowych.

                  Nie znam statystyk którą częścią czaski sie uderza najczęsciej, ale pisanie, że
                  potylicą wydaje mi się wyssane z palca. I tyle. Znajomi, którzy mieli wypadki
                  akurat albo nie uderzali głową o ziemię w ogóle albo sobie wybijali zęby. Nie
                  wiem, czy to wnosi cokolwiek do statystyki i w ogóle o tym nie pisałem, teraz
                  pisze jako anegdotka ;-)

                  Nie mieszam nieuwagi rowerzysty ze skutecznością kasku. Jak ktoś chce jeździć w
                  kasku, to nic mi do tego. Ja chce jeździć bez kasku i wolę unikać wypadków. I
                  bardzo chciałbym, żeby infrastruktura poprawiała warunki jazdy, a nie żebym miał
                  ubierać kask zupełnie jakby wyjeżdżając na jezdnie wybierałbym się na wojnę.
                  • Gość: mikroos Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 21:02
                    Tak jak to obaj stwierdziliśmy, sprawa jest kontrowersyjna, więc chyba nie ma co dyskutować - w każdym razie uważaj na głowę, a najlepiej nie sprawdzaj, ile zniesie ;) pozdrowionka
              • a-zone Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. 04.09.07, 23:53
                Nie, jasne, kask nie jest zadna ochrona. A te wszystkie certyfikaty
                bezpieczenstwa sa taka zabawna tworczoscia literacka... Rozwalilem
                trzy kaski, jeden zaliczajac OTB (przeclecialem przez kiere i
                wyladowalem na glowie z okolo 1.5 metra), drugi pakujac sie w
                pieniek przy jakis 45-50 km/h i lecac na pysk, trzeci poszedl jak
                nie wyrobilem na sciance. Za kazdym razem kask uratowal mi co
                najmiej głowe. Wiec nie pisz głupot, bardzo Cie prosze!
                • Gość: turysta Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.szczecin.mm.pl 05.09.07, 01:06
                  > Rozwalilem
                  > trzy kaski, jeden zaliczajac OTB (przeclecialem przez kiere i
                  > wyladowalem na glowie z okolo 1.5 metra), drugi pakujac sie w
                  > pieniek przy jakis 45-50 km/h i lecac na pysk, trzeci poszedl jak
                  > nie wyrobilem na sciance. Za kazdym razem kask uratowal mi co
                  > najmiej głowe.

                  Trzy pytania:
                  1. Jak doszło do OTB?
                  2. Dlaczego jechałeś 50km/h (zapewne gdzieś w lesie), wiedząc, że może wystawać tam jakiś pieniek, czy inny korzeń?
                  3. Dlaczego nie wyrobiłeś na ściance?

                  Z opisu wynika jednoznacznie, że lubisz extremalną jazdę. Czy nie mając kasku odważyłbyś się na to, co zrobiłeś, mając na głowie kask?

                  > Wiec nie pisz głupot, bardzo Cie prosze!

                  Ja sam jeżdżę w kasku (rekreacyjnie-sportowo) i bez kasku (użytkowo). Wiem, że mając kask na głowie podświadomie pozwalam sobie na więcej.. Mimo wszystko, wszelkie obrażenia spowodowane wywrotkami i kolizjami, nigdy nie dotyczyły głowy.
                  Jak to stwierdził mój kumpel: jeździ w kasku, żeby w razie wypadku nie musieli daleko szukać mózgu..

                  Wiara w zbawienne działanie kasku jest gorsza, niż świadoma i rozsądna jazda bez niego.
                  • Gość: mikroos Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.09.07, 01:17
                    Pozwolę sobie się wtrącić...

                    > Z opisu wynika jednoznacznie, że lubisz extremalną jazdę. Czy nie > mając kasku odważyłbyś się na to, co zrobiłeś, mając na głowie kask?


                    Troszkę mylimy chyba dwie sprawy: jedna to bezpieczeństwo w ruchu drogowym, druga to jazda po lesie. Ja sam jeżdżąc po lesie czy ogólnie w terenie pozwalam sobie na wiele więcej (ciasne, szybkie zjazdy, hamowania "na styk" itd.), bo wiem, że w najgorszym wypadku krzywdę zrobię tylko sobie. Ale to nie ma żadnego związku z tym, czy mam kask, tylko z tym, że dookoła nie ma nikogo. I tu nawet nie chodzi o to, że miałbym się w kogoś wbić, tylko że mógłbym np. spowodować, że kierowca niepotrzebnie odbije (bo np. ja będę wiedział, że na 100% wyhamuję mając naprawdę dobre hamulce, a on nie będzie tego taki pewny) i może spowodować niepotrzebny wypadek.


                    Natomiast co do "pozwalania sobie" - nie wiem, jak pozostali, ja w kasku jeżdżę absolutnie zawsze, bez niego jakoś wieje mi po głowie i nieswojo się czuję :) ale z drugiej strony, jak go mam na głowie, kompletnie nie zwracam na niego uwagi - a skoro o nim nie myślę, to (przynajmniej ja) uważam tak samo, jak gdybym go nie miał. Czyli używając Twojej terminologii, jeżdżę w kasku ze stanem umysłu takim, jakbym go nie miał :) A tak swoją drogą, Turysto, przypominasz mi pewnego znajomego z pociągu (tamta osoba wracała wtedy z nowym rowerem), spotkanego później na ul. Zawadzkiego... To może Ty? :) pozdrawiam!
                    • Gość: turysta Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.szczecin.mm.pl 05.09.07, 23:50
                      > Natomiast co do "pozwalania sobie" - nie wiem, jak pozostali, ja w kasku jeżdżę
                      > absolutnie zawsze, bez niego jakoś wieje mi po głowie i nieswojo się czuję :)

                      Czapkę załóż :P

                      > ale z drugiej strony, jak go mam na głowie, kompletnie nie zwracam na niego uwa
                      > gi - a skoro o nim nie myślę, to (przynajmniej ja) uważam tak samo, jak gdybym
                      > go nie miał.

                      Ja też używam kasku. Ale nie dlatego, że wierzę, że cuda zdziała, tylko dlatego, że kaski jakoś tam mi się podobały :]
                      Do pracy jeżdżę po cywilnemu, w normalnych ciuchach, bez kasku..
                      Jak to już ktoś stwierdził - raczej nie wybieram się wtedy na wojnę.. :>

                      > Czyli używając Twojej terminologii, jeżdżę w kasku ze stanem umysł
                      > u takim, jakbym go nie miał :) A tak swoją drogą, Turysto, przypominasz mi pewn
                      > ego znajomego z pociągu (tamta osoba wracała wtedy z nowym rowerem), spotkanego
                      > później na ul. Zawadzkiego... To może Ty? :) pozdrawiam!

                      Chyba nie.
                      Ale pozdrawiam również.
                  • a-zone Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. 05.09.07, 09:31
                    Jezdze w kasku ZAWSZE, nawet jak jade po bulki do sklepu. Chocby
                    dlatego, ze zdazylo mi sie polozyc na piasku toczac sie po parku, bo
                    dzieciak postanowil jednak pobiec do tatusia. I gdyby nie kask, to
                    pewnie zaliczylbym przepiekny wstras mozgu.

                    Jesli dotychczas nigdy nie uderzyles glowa, to gratuluje szczescia.
                    • Gość: turysta Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.szczecin.mm.pl 05.09.07, 23:57
                      > Jesli dotychczas nigdy nie uderzyles glowa, to gratuluje szczescia.

                      Nie uderzyłem. Może dlatego, że staram się nie ryzykować i przewidywać, co mundrego może wymyślić osoba stojąca, jadąca przede mną? Na zachowanie kierowców w stosunku do mnie i tak nie mam większego wpływu.
                      Mam przejechane rowerem około 90 tys.km. Odnoszę wrażenie, że głowa to ostatni element, który może być poddany uderzeniu. Człowiek, w przypadku kolizji, jakoś zawsze próbuje się asekurować innymi kończynami.

                      Poza tym , podałeś przykłady wypadków spowodowanych niejako przez Ciebie, a nie np. przez kierujących innymi pojazdami, a do tego się przecież odnosimy. Kaski mogą zabepieczyć przed samym sobą, ale przed innymi już niekoniecznie.
                      • a-zone Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. 06.09.07, 09:55
                        Hmmm, no to ze wybieglo mi przed kolo dziecko jest niewatpliwie moja
                        wina. Masz swieta racje.
                        Nie jestes w stanie przewidziec wszystkiego. I naprawde Ci tego nie
                        zycze, ale pewnie sie kiedys o tym przekonasz.
                        • Gość: turysta Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.szczecin.mm.pl 06.09.07, 16:22
                          a-zone napisał:

                          > Hmmm, no to ze wybieglo mi przed kolo dziecko jest niewatpliwie
                          > moja
                          > wina. Masz swieta racje.

                          Wina Twoja, nie Twoja.. Dzieci na drodze z reguły nie pojawiają się nagle. Tylko, że trzeba mieć oczy dookoła głowy. A jeśli czegoś nie widać, to nie jedzie się tak, jakby wszystko było widać. Ja się właśnie tą zasadą staram kierować (i na rowerze i w samochodzie) i póki co, to się sprawdza - myśleć za innych, analizować otoczenie, podejmować decyzję.

                          > Nie jestes w stanie przewidziec wszystkiego. I naprawde Ci tego nie
                          > zycze, ale pewnie sie kiedys o tym przekonasz.

                          Będę czynił wszystko, by do takich sytuacji nie doprowadzać.
                          • a-zone Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. 06.09.07, 17:05
                            Dobrze, Mistrzu. Widze, ze jestes z tych
                            Wszystkowiedzacowszystkoprzewidujacych. Albo masz IQ czterocyfrowe,
                            bo jezdzac po Krakowie, na rowerze, motorze, rowerze i chulajnodze
                            itp. przewidzec zachowania wszystkich naokolo sie po prostu nie da.
                            • Gość: turysta Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.szczecin.mm.pl 09.09.07, 01:15
                              a-zone napisał:

                              > Dobrze, Mistrzu. Widze, ze jestes z tych
                              > Wszystkowiedzacowszystkoprzewidujacych. Albo masz IQ czterocyfrowe,

                              Na swoim koncie mam niespełna 100 tys. km, urazów zero, choć sytuacji ku temu było całe mnóstwo. Nie muszę nic więcej udowadniać.

                              > bo jezdzac po Krakowie, na rowerze, motorze, rowerze i chulajnodze
                              > itp. przewidzec zachowania wszystkich naokolo sie po prostu nie da.

                              Jak się nie da, to się nie grzeje, ile sił w nogach (pod maską). To samo dotyczy roweru, jak i samochodu. To właśnie prędkość ma największy wpływ na skutki wypadków.
                              • allbundy mam prawo 09.09.07, 12:56
                                • Gość: ko-yama Re: mam prawo IP: *.ghnet.pl 09.09.07, 15:37
                                  Bogactwo treści tej wypowiedzi jest wprost porażające.
                              • a-zone Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. 09.09.07, 23:46
                                Tak jest, masz w pelni racje. Zamiast zakladac kask, nalezy sie
                                turlac z predkoscia umierajacego slimaka, bo wtedy mozna przewidziec
                                zachowanie wszystkich na drodze. Sluszna teoria.
                                • Gość: turysta Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.szczecin.mm.pl 10.09.07, 00:53
                                  a-zone napisał:

                                  > Tak jest, masz w pelni racje. Zamiast zakladac kask, nalezy sie
                                  > turlac z predkoscia umierajacego slimaka, bo wtedy mozna przewidziec
                                  > zachowanie wszystkich na drodze. Sluszna teoria.

                                  No i widzisz. Sam to przyznałeś. Zakładasz kask i pozwalasz sobie na więcej. Dopuszczasz się czynności, których bez kasku zapewne byś się nie podjął. Zakładając kask jeździsz po prostu ryzykowniej. Zapewne gdybyś nie miał kasku, do opisywanych wypadków w ogóle by nie doszło, bo jechałbyś inaczej, ostróżniej. Ale jak to ładnie brzmi: kask uratował mi życie. ;]

                                  Wiesz.. Przeciętny kierowca na ulicy zachowuje się dokładnie tak samo: "otacza mnie strefa zgniotu, mam 10 poduszek, co mi się może stać...". Najgorzej, że w mieście przez takie myślenie najbardziej ryzykują nieoblachowani, czyli rowerzyści i piesi... Ale kierowcy też się zawijają na drzewach i słupach. Bo zamiast kompensować ryzyko głową, to oni kompensują je blachami i strefą zgniotu.

                                  PS. Też jeżdżę w kasku. Zakładam go tylko na długie, sportowo-rekreacyjne wypady. Do pracy i do sklepu w kasku nie jeżdżę.
                                  • a-zone Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. 10.09.07, 11:29
                                    <Świst opadajcych rąk>

                                    Logika Twoich argumentow jest po prostu porazajaca. Nie nalezy
                                    jezdzic w kasku, bo wtedy sie szaleje i ma wieksza sanse zaliczenie
                                    gleby. A pasow tez nie zapinasz? Przeciez jak masz zapiete, to
                                    napewno Cie prowokuja do "ostrej i ryzykownej" jazdy. Na Twoim
                                    miejscu poduszki tez bym sobie wylączył, bo one to juz wyogule
                                    prowokuja do upalania. Najlepiej kup sobie kaszlaka, wtedy bedziesz
                                    jezdzil hiperbezpiecznie.

            • chavez6 Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. 04.09.07, 21:23
              Gość portalu: mikroos napisał(a):

              > Mylisz dwie bardzo różne kategorie: narażenie na wypadek i skutki wypadku. Oczy
              > wistym jest, że tam, gdzie drogi dla rowerzystów są bezkolizyjne, a kierowcy pr
              > zyjaźni, wypadków będzie mniej, więc przy tak małej próbie badanej robienie sta
              > tystyk nie ma sensu.
              >
              > Po drugie: spora część wypadków dzieje się na szosach - przy uderzeniu z prędko
              > ścią 90 km/h rowerzysta musiałby mieć chyba Anioła Stróża na bagażniku, żeby pr
              > zeżyć. Takie wypadki też można z góry wykreślić ze statystyki, bo tak samo pasy
              > bezpieczeństwa nie są żadnym zabezpieczeniem przy prędkości np. 200 km/h (a cz
              > asem lepiej ich nie mieć, bo czasem się wyleci z auta i w miarę bezpiecznie wyl
              > ąduje w trawie).
              >
              > Po trzecie: typowy model wypadku na rowerze to upadek i uderzenie potylicą, rza
              > dziej czołem, w ziemię. Mając kask (zakładam wypadek przy "rozsądnej miejskiej"
              > prędkości), możesz sobie co najwyżej złamać kość twarzoczaszki, ale z dużym pr
              > awdopodobieństwem przeżyjesz bo mózg jest cały, kończy się często na wstrząśnie
              > niu. Kask swobodnie jest w stanie przyjąć uderzenie przy takich prędkościach i
              > pęknąć w kontrolowany sposób, uwalniając wystarczająco wiele energii i rozprowa
              > dzając ją po większej powierzchni.

              www.krbrd.gov.pl/kampanie/pasybezpieczenstwa.htm
              MIT:

              Wśród kierujących i pasażerów krąży teoria, że podczas wypadku lepiej wypaść z
              auta niż być w nim uwięzionym.

              FAKT:

              Badania wskazują, że w przypadku wyrzucenia ciała przez przednią szybę ryzyko
              odniesienia ciężkich ran w wypadku jest 25 razy większe. Natomiast ryzyko
              śmierci jest 6 razy większe.
              • Gość: mikroos Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 21:31
                Zwróć uwagę, że mówiłem o prędkości rzędu 200 km/h. Przy takiej i tak nie przeżyjesz, jeśli pasy Ciebie zatrzymają, takie opóźnienie połamie Ci z pewnością co najmniej parę żeber, pęknięcie śledziony i przesunięcie kręgosłupa masz praktycznie pewne. Wylatując przez szybę masz jeszcze jakiekolwiek szanse. Dane, o których Ty mówisz, nie opierają się nawet na crash testach, bo nikt nigdy nie badał zderzeń z taką prędkością.
                • chavez6 nieprawda 04.09.07, 22:36
                  ale to żaden argument, żeby nie zapinać pasów, z prędkością 200 km/h nikt się
                  raczej nie rozbija, chyba, że jest świrem (jak np. gość, który popełnił w taki
                  sposób samobójstwo w Niemczech, wjeżdżając pod prąd (to zsumowane prędkości
                  obydwu samochodów dałyby nawet więcej)) Nawet jak się rozwalisz z prędkością 120
                  km/h masz szanse przeżyć tylko mając pasy, pojedyncze przypadki "cudów" to żadne
                  argumenty.
                  Ten gość bez pasów by nie miał szans, ale nic mu się nie stało:
                  www.liveleak.com/view?i=b23_1172920371
                  Tutaj mając pasy, tamta kobieta miała by ogromne szanse przeżyć:
                  youtube.com/watch?v=10JzqfutoCg
                  Typ zasnął, gdyby miał pasy, miałby niegroźne obrażenia, a tak prawdopodobnie
                  zszedł:
                  youtube.com/watch?v=GIBDQNkL5XU
                  Następny przykład Marek Kotański 40 km/h brak pasów, poduszki wystrzeliły,
                  zginął od zbyt rozległych obrażeń.

                  Oczywiście, są sytuacje, kiedy pasy są zagrożeniem (pożar/wpadnięcie do wody),
                  ale podczas uderzenia o cokolwiek lub dachowania pasy są podstawowym czynnikiem
                  bezpieczeństwa. Bez nich od poduszek jesteś "podwójnie ranny". A w najnowszych
                  samochodach masz poduszki z każdej strony. Były takie wypadki, że koleś uderzył
                  bokiem, auto się rozleciało, na kawałki a on cudownie "wyleciał", ale to zdarza
                  się raz na milion ( fraza nie dane), w większości przypadków nie ma szans, bo
                  auto np. przeturla się jeszcze po tobie, jak np. tu:
                  youtube.com/watch?v=41mfCAJ6KJc
                  • Gość: mikroos niekoniecznie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 22:56
                    Podając mi trzy filmy nie przedstawiasz mi żadnej statystyki, tego nie da się w żaden sposób ekstrapolować na całość wydarzeń. Sorry. Ani ja Ciebie nie przekonam, ani Ty mnie.
                    • chavez6 Re: niekoniecznie 05.09.07, 13:27
                      ok, ale mam nadzieje, że Ty i cała Twoja rodzina zapinają pasy, nevermind
          • chavez6 Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. 04.09.07, 21:43
            ale wypadki były, są i będą. Ruch uliczny samochodów, rowerów i pieszych jest
            zbyt gęsty, żeby wypadków nie było. Zamiast udawać, że nie ma problemu powinno
            się uświadamiać ludziom jakie są skutki wypadków (tutaj rower vs samochód) i
            nakłaniać ludzi do zabezpieczania się od ich skutków. Przydałyby się crashtesty
            rowerów przy uderzeniach samochodów z różnymi prędkościami i testowanie
            zabezpieczeń, które dają np. kask, buzer (ochraniacz na tors), rękawice
            (znacznie ułatwiają lądowanie podczas "zwykłej" wywrotki) itp.

            Rower zawsze przegrywa z samochodem, ale jeśli każdy jest uważny, to można
            uniknąć czegoś takiego jak ten gość:
            youtube.com/watch?v=Gu3oQwllD98
            • Gość: mikroos Re: Jeden bzdetny przepis jest nawet w kodeksie.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 21:48
              Popieram - edukować, edukować, edukować. I egzekwować prawo - karać zarówno przekraczanie prędkości przez kierowców, jak i rowerzystów za karkołomne popisy. Nie można na to patrzeć przez palce.
    • Gość: kuter Re: Jak zniechęcić ludzi do rowerów IP: *.tatrabanka.sk 04.09.07, 19:06
      I nie lataj samolotami. To z samolotu zrzucili bombe na Hiroshime.
    • Gość: wnerwiony A co z kretynami na rowerach. IP: *.kdpw.com.pl 04.09.07, 19:08
      Weekendowo jeżdżę na rowerze. Do pracy zmuszony jestem jeździć
      samochodem i dosyć mam tych baranów i chamów w obcisłych stroikach
      jeżdżących środkiem ulic obok pustych ścieżek rowerowych, po
      przejściach dla pieszych, rysujących karoserie i powodujących
      potworne zagrożenie wciskając się między samochody czekające np. na
      światłach.
      • Gość: wstretny_cyklista Re: A co z kretynami na rowerach. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.07, 19:25
        > powodujących potworne zagrożenie wciskając się między samochody czekające np. na
        > światłach.

        tak jest, mamy Polske solidarna i rowerzysci powinni stac w korkach razem z
        samochodami, zeby nie denerwowac uwiezionych w blaszankach frustratow z
        Krajowego Depozytu Papierow Wartosciowych
      • Gość: toxyczny Re: A co z kretynami na rowerach. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.07, 19:49
        Istotnie, POTWORNE zagrożenie kiedy "wciskają się" między czekające na światłach
        (a więc STOJĄCE) samochody :-) Jaki przepis łamią ci straszni, potworni rowerzyści?

        BTW - uważam, że osoby z zaburzeniami psychicznymi, niezrównoważone i
        wzruszające się każdą bzdurą nie powinny mieć prawa jazdy!
    • spokojny_swir Gdańsk 04.09.07, 19:09
      W sumie to nie powinienem się wypowiadać, bo mamy najlepiej

      ALE:
      - nowy odcinek koło dworca głównego jest tak ślicznie poprowadzony, żeby wszyscy
      piesi mogli przełazić rowerzystom przez ścieżkę. W takim miejscu należy zachować
      szczególną ostrożność i nie przestawać dzwonić, trąbić i krzyczeć etx. Bo po co
      odgrodzić fragment przeznaczony dla rowerów łańcuchem, tak, jak we Wrzeszczu
      ktos to pewnie przez przypadek zrobił?

      - przystanki komunikacji miejskiej zdalnie połączone ze ścieszkami rowerowymi,
      też mamy jeden, albo dwa takie przypadki

      - światła specjalnie dla rowerów, żeby mogli przepuszczać pieszych (pewnie próba
      szczególnego dogodzenia rowerzysto, ale czemu je postawiono w spokojnej
      dzielnicy mieszkaniowej (Żabianka, ul. Pomorska), a nie w centrum miasta?
      Czekali byście na czerwonym świetle postawionym w środku pustyni?

      !!!
      - Dwumetrowa przerwa w drodze rowerowej między ul. Pomorską a Grunwaldzką
      (znowu, ktoś próbował rozpieścić rowerzystów). Chyba można zrobić krótki odcinek
      dla pieszych i rowerów (kawałek dalej pod wiaduktem jest to możliwe!) Żeby
      zjechać z jednej ścieżki na drugą trzeba wjechać na środek ulicy a potem niemal
      wrócić do punktu wyjścia. - Jeżeli po drodze mamy czerwone światło, to nikt o
      zdrowych zmysłach nie skorzysta z udogodnienia architektów

Pełna wersja