Gość: autocom
IP: *.net.autocom.pl
18.08.03, 20:40
Wyprawa odbyła się wprawdzie 1 sierpnia, ale dopiero teraz znalazłem czas na
jej opisanie. Zaczęło się w podwójnym kiblu do Tarnowa 9:25 z głównego
(jechałem w EN57-1087 z twardymi materiałowymi siedzeniami). W Tarnowie
przesiadka do pojedynczego zapełnionego na maxa EN57-635 do Krynicy. Daleko
jednak nie zajechaliśmy, gdyż parę kilometrów za Tarnowem stanęliśmy na
mijance w polu przepuszczając opóźnionego Presovcana. Opóźnienie wprawdzie
nadrobiliśmy, ale w Wilczyskach też staliśmy trochę dłużej niż planowo
krzyżując się z innym kiblem. Najciekawszy elementem na trasie Tarnów-Nowy
Sącz jest wspinanie się za Grybowem na wzniesienie pokonując dwa łuki o 180
stopni. W Nowym Sączu było 2,5 godziny przerwy więc obejrzałem tamtejszy
tabor autobusowy. Dominowały PerRki, ale były też melony,120M,MANy NL222 a
nawet Solbusy. W dalszą drogę udałem się cudem PKPowskiej techniki jaką był
autobus szynowy SA104. Wnętrze było przyjazne dla oka (siedzenia z materiału,
tylko dość ciasno rozmieszczone). Frekwencja przerosła moje najśmielsze
oczekiwania (zabrakło miejsc siedzących). Wśród pasażerów była też spora
gromada dresów (płci obojga) jadących do Rabki i to oni wywołali
niepowtarzalną atmosferę, której długo nie zapomnę. Najpierw zaczął wkurzać
ich odgłos syreny (dość nietypowy), potem jeden z nich zaczął wykłucać się z
konduktorką o legitymację, której nie miał tłumacząc się, że wyfrunęła przez
okno. Inni bez przerwy pili piwo w konsekwencji bez przerwy latali do kibla
przepychając się między stojącymi pasażerami, a niektórzy nawet dyskretnie
palili pety mimo, że konduktorka kategorycznie zabraniała. I tak upłynęła
ponad godzina jazdy do Limanowej, gdzie była 40-minutowa przesiadka.
Wyszedłem na główną ulicę i co ujrzałem....BUSY,WSZĘDZIE TE POPIER......,
POJEB... BUSY. Zaraz wróciłem na dworzec bo mi się wątroba przewracała. W
międzyczasie przyjechała SM42-578+2 bonanzy z Chabówki (nawet nie wiem czy to
nie były te same bonanzy, którymi Kuba jechał w czerwcu: jedna obleśna,jedna
czysta). O 17:20 skład odjechał do Chabówki, tym razem dresy stanowiły 50%
całej populacji pociągu. Tym razem konduktor był jednak bardzo stanowczy i
widząc, że dresy palą pety wygonił ich do przedziału dla palaczy, w którym
akurat ja siedziałem (nieświadomie). Gdy zobaczyli znajomą twarz z szynobusa
chcieli mnie poczęstować piwem i papierosem (pierwsze przyjąłem, drugie nie).
Droga się dłużyła, pociąg jechał niespiesznie i dresy oprócz ciągłego picia,
palenia i latania do kibla zaczęli też podśpiewywać. Kilku z nich poszło
nawet na tył ostatniego wagonu i pokreślali go sprejem. To doprowadziło
konduktora do furii. Na stacji w Dobrej telefonował na policję. W Mszanie Dln
czekał już radiowóz. Dwóch policjantów poszło spisywać dresów. Trwało to
dobre 15 minut, ale w końcu pojechaliśmy dalej. Stąd do Rabki jechało się już
spokojnie. W Rabce opuściłem skład wraz z dresami, które udały się na miasto,
a ja przesiadłem się do kibla Zakopane-Kraków Gł. (EN57-1521 miesiąc po
rewizji) i już bez większych przygód dotarłem do Krakowa. W Płaszowie
spotkałem Tetmajera, który prowadził autokuszetkę szczelnie wypełnioną
samochodami :-). Na głowny zajechałem o 22:11 i wróciłem do domu solówkową 19
z relkamą Mitexu.
Jeszcze po drodze była ciekawostka za Limanową był przejazd, który nie miał
obsługi i żeby zamknąć szlabany pociąg musiał stawać przed przejazdem.
Kierpoć wyskakiwał ze składu, otwierał kluczykiem budkę dróżnika i opuszczał
szlabany :-)
I jeszcze kibel do Suchej B. 22:45 z Kr. Gł. był wyjątkowo długi (EN71+EN57)