Plusy i minusy studiowania w Krakowie

IP: *.n4u.airbites.pl 04.03.08, 23:27
Najlepszy dowcip,to narzekania na komunikację włościan,którzy dopiero dzięki
studiom w Krakowie,zobaczyli tramwaj...
    • Gość: maja Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.ksknet.pl 05.03.08, 00:37
      tia ... pogadamy jak gotowy będzie nowy Kampus UJ ciekawe czym tam
      dojedziesz, bo jak narazie uczelniania linia jest tylko do jednej
      szkoły w mieście KSW
      • Gość: Felipe Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.chello.pl 05.03.08, 00:56
        no tak tylko do KSW bo do UJ, AGH, AP czy UE dojedziesz i duza iloscia autobusow
        a i jeszcze jedno linia 114 KAMPUS UJ
    • Gość: wwwiercioch Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.08, 06:13
      Fajnie się studiuje, a potem zostaje się w Krakówku, gdzie o
      wszystkim decydują Krewni i Znajomi Królika...
      • Gość: Leccinum Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.08, 07:20
        Tak właśnie jest, Kraków rozwijałby się lepiej gdyby ludzi kompetentnych ceniono
        w nim bardziej niż swoich przeciętniaków z dobrych rodzin.
        • Gość: Krakus Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.ghnet.pl 05.03.08, 09:38
          Racja i mówi to rodzony Krakus. Kraków to miasto klanowo-
          oligarchiczne, ale bez przesady w prywatnym sektorze już jest
          normalniej.
    • Gość: Martini Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.ghnet.pl 05.03.08, 09:54
      Nie ma co studenci oceniają nasze miasto najlepiej bo na chłodno
      mogą porównać mój Kraków np. z miastami na zachodzie gdzie często
      pracują. Zgadzam się z większoscią Ich opini chociaż jako
      Krakowianionowi nie łatwo jest je przyjmować. Moża poza kilkoma

      1. Komunikacja w Krakowie jest chyba najlepsza w Polsce dużo
      widzialem więc wiem co mówię.

      2. Praca jest choć tak jak i w całej Polsce najwięcej tej nisko
      platnej.

      Zasada jaka obserwuję:

      Krakowianin statysyczny zaczyna pracę po studiach bez stresu bo
      najczęściej może liczyć na wsparcie rodziców i pensja w wysokości
      1500 - 1800 złotych netto go nie przeraża.

      Student zza miasta za takie pieniądze, gdy zmuszony jest wynająć
      mieszkanie biduje

      Spostrzeżenia

      Studenci Krakowscy mała mobilność i skłonność do zmiany miejsca
      zamieszkania czy emigracji

      Studencii z za Krakowa wysoka skłonność do migraci-ekonomia

      Powód Kraków jest przeszacowany: skandalicznie wysokie ceny najmu i
      kupna mieszkania

      najem łóżka 500 złotych
      pokoju 7000
      kawalerki 1200
      dwóch pokoi 1800 złotych

      cena metra mieszkania 7000 tysięcy za metr w górę

      I tu kłania się matematyka

      bo wielu młodych ludzi poprostu czeka tu degradacja


      Problem lokalowy dotyka też rodowitych Krakowian, ale przekonują się
      oni o tym zazwyczaj około 30-tki, gd zaczyna się stabilizować ich
      żcyie i pozycja zawodowa. Wtedy następuje rozczarowanie, że za swoją
      pensję z trudem moga spłacić maleńkie 2 - pokojowe mieszkanie


      Skutki negatywne są widoczne aż nadto, Kraków traci ludzi słonnch do
      ryzyka, poświeceń, mobilnych i pomysowych. A stać się może
      umieralnią czy sanatorium rentierów i starców, ludzi żyjących z
      najmu po odzyskanych nieruchomościach. Taka gospodarka to
      przejadanie wzrostu gospodarczego i polykanie własnego ogona. Bo
      kapitał się nie tworzy tylko oraca w miejscu.


      Kraków powinno się maksymalnie przewietrzyć tak by zniszczyć jego
      zaściankowość.
      • Gość: John Finn Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: 213.180.137.* 05.03.08, 10:29
        Brawo! Bardzo merytoryczna opinia. Pierwszym problemem z którym spotyka się
        osoba pragnąca zamieszkać w Krakowie jest kwestia mieszkania - to oczywista
        oczywistość. Że sytuacja jest tragiczna to wie raczej każdy.

        Kapitalizm - ok, wolny rynek - ok. Ceny ustalają deweloperzy i banki czego
        efektem są dwupokojowe klitki w cenie 400-500tys. zł. Pytanie: kogo na to stać.
        Ano widocznie stać, skoro rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Nie problem spłacać
        40lat kredytu p 2 tys. miesięcznie - wystarczy mieć dobrą pensję i małżonkę/męża
        z równie dobrą pensją. Oczywiście - "i przez pierszych 10 lat nie myśl o
        prokreacji". Zbawienna zasada DINK.

        Przykład: inwestycja mieszkaniowa na Bronowicach: 4 bloczyska po 4 klatki, po 12
        pięter, po 1,5 pokoja (pokój + kuchnia z aneksem) * pół miliona za sztukę...
        Wynik równania? - dziesiątki milionów zł. które developer otrzyma zaraz po
        zakończeniu inwestycji. Nabywcy? - Brytyjczycy i Hindusi (nieraz po kilka
        mieszkań). Kto będzie wynajmował za ciężką kasę i wychowywał tam dzieci na
        30m2?... ano - "element napływowy" który tylko narzeka i narzeka jak w tym
        mieście jest źle...
        • Gość: Martini Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.ghnet.pl 05.03.08, 11:04
          I jeszcze jedno moje spostrzeżenie

          studiowałem na UJ w latach 1995-2000

          Wtedy była to nauka i zabawa

          Teraz jak obserwuję nasze szacowne McUczelnie

          To taka fabryka mgr-ów, którzy za studia faktycznie w większości
          płacą i na codzień ciężko pracują.


          10 lat temu jednostki pracowały regularnie, czy w wakacje za
          granicą, a wszyscy niemal się bawili

          Teraz na odwrót. W czerwcu mój za przeproszenie Krakówek wymiera bo
          żacy na Balice i do pracy i zamiast ta kasę wydać na książki czy
          zabawę - płacą jakiemuś właścicielowi z odzysku za najem

          takie porównanie

          W 1995 roku za kawalerkę w Krakowie w Bronowicach placiło się tylko
          czy aż ;-)400 złotych teraz 3 razy więcej

          Co do uczelni zdaniem Martiniego i znajomych poziom spada, a Ujot
          zwany coraz częściej h..-otem to jakaś firma krzak do robienia kasy
          na zaocznych i podyplomowych.

          Dobre w Krakowie to są studia które sa podczepione pod przemysł i
          firmy np. Informatyka reszta to równia pochyła


          I cholerne kumoterstwo uczelniane obrzydliwe i odrażające i brak
          praw rynkowych, ktore obowiązywały by też akademików-nauczycieli

          Kraków to ogromna sfera budżetowo, samorzadowo uczelniana - która
          jest bagnem zawodowym i zbyt mało pręznych i nowoczesnych firm
      • Gość: Meg Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.66.pxs.pl 05.03.08, 13:27

        > 1. Komunikacja w Krakowie jest chyba najlepsza w Polsce dużo
        > widzialem więc wiem co mówię.

        Krakowska komunikacja to dziadostwo!!!
    • Gość: John Finn Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: 213.180.137.* 05.03.08, 11:32
      Na pytanie "Jak oceniasz komunikację miejską w Krakowie" istnieją np. 4
      podstawowe odpowiedzi:
      - Jest dobra
      - Jest zła
      - Jest taka sobie
      - Nie mam zdania

      Natomiast wydaje mi się że wg. ciebie możliwa jest jeszcze jedna, taka:
      - "Nie mogę się wypowiedzieć na ten temat ponieważ dopiero co zjechałem tutaj z
      Kaczorowic Mniejszych, tramwaj widzę po raz pierwszy i jestem zafascynowany tym
      jak szybko można się tym środkiem transportu przemieszczać, bo u nas we wsi to
      jeno bryczką..."
      • Gość: student Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.08, 12:05
        W Krakowie na pewno komunikacja nie jest najgorsza, ale na pewno jest
        najdroższa... Np. w Krakowie bilet 1-dniowy studencki: 5,20 zł, w Warszawie
        3-dniowy(!) studencki 6,00 zł (1-dniowy 3,60 zł). A mówi się przecież, że
        Warszawa jest droższa niż Kraków.
      • Gość: Albireo Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.08, 12:44
        Wypraszam sobie takie dzielenie ludzi na "lepszych", co mają prawo ponnarzekać bo tramwajem jeździli do szkółki, gdyż od dziecka mieszkali w Krakówku i "gorszych", którzy przyjechali studiować z małych miejscowości, co to wg. Ciebie, jak widzą tramwaj po raz pierwszy, to krzyczą 'co ten pociąg robi w centrum miasta' i którzy rozpływają się w zachwytach dla dokonań ZTM i MPK. Bez przesady. Generalizowanie zawsze jest krzywdzące, a zdziwiłbyś się czasem co ten mieszkaniec Kaczorowic Wielkich widział, mając dziadka w Chicago, matkę w Rzymie a ojca w Dublinie heh.
        Pod resztą podpisuje się "ręcami i nogami".

        • Gość: ppp Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.08, 16:24
          > Wypraszam sobie takie dzielenie ludzi na "lepszych", co mają prawo
          > ponnarzekać bo tramwajem jeździli do szkółki, gdyż od dziecka
          > mieszkali w Krakówku

          Ci naprawdę "lepsi" z krakówka nie jeździli tramwajami, bo do
          kameralnej szkoły z wieloletnią tradycją mieli kilka kroków z domu-
          nie z blokowiska, tylko z mieszkania w rodowej kamienicy. Ktoś kto
          mieszka w podkrakowskich wsiach przemianowanych na dzielnice i
          zabudowanych blokami, nie powinien się na pewno uważać za nie-
          wiadomo-jak-bardzo-krakusa.
    • Gość: Troju Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.dsV.agh.edu.pl 05.03.08, 12:03
      Pierwszy wykres słupkowy zawiera błąd. Słupek dot. komunikacji jest zdecydowanie
      za niski w stosunku do podanej wartości procentowej.
    • Gość: kosmaty Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.08, 12:37
      najlepsze w tych całym żenującym artykule jest to, że studenci
      narzekają na konserwatyzm krakowian...buhhaah...przyjeżdża taki
      ludek z podkarpacia lub swietokrzyskiego (nikogo oczywiście nie
      obrażając) i wydaje sie być bardziej światowy niz mieszkaniec
      milionowego miasta. Bez jaj. A rynek pracy? Przecież Kraków to obok
      Warszawy najczęsciej odwiedzane miasto w Polsce w celach
      biznesowych. Powstaje mnóstwo nowych inwestycji. Artykuł jest dennie
      głupi i jakby z początku lat 90!!
    • Gość: Albireo Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.08, 12:55
      Kraków to miejsce miłe do studiowania- bo atmosfera, klimat, bo jest gdzie wyjść na piwo i potańczyć. Bo ciągną tu Twoi znajomi z miejscowości z południa Polski i nie tylko. Bo można poznać tu ciekawych ludzi. Bo (i to jest dla mnie osobiście ważne) życie płynie tu wolniej niż w Warszawie czy innych dużych miastach. Może czasemi wręcz leniwie. Myślę, że ma to związek ze studencko- turystyczno- historyczno- kulturalno- rozrywkowym charakterem Krakówka.
      Natomiast, kiedy już postudiuje się tu trochę, wiele rzeczy zaczyna człowieka nużyć i przeszkadzać. Cała kultura i rozrywka to Rynek i Kazimierz, pomimo ogromnej ilości miejsc, gdzie można wyjść wieczorem- po pewnym czasie odwiedzi się wszystkie te, które warto, z tych czy innych względów, i zaczyna się monotonia. Po pewnym czasie zaczyna Cię wkurzać, że przechodząc przez Rynek spotykasz znajomych z drugiego końca Polski, poznanych od przedszkola wzwyż. Jeśli chodzi o światek kulturalno- rozywkowy, to plotki, które roznoszą się tu lotem błyskawicy, potrafią dać się człowiekowi we znaki. Po pewnym czasie zaczyna nudzić Cię Rynek i Kazimierz, codzienne przełałażenie na uczelnie, jedną, drugą, bądź trzecią, tą samą ulicą, na której mało co się zmienia. Zaczyna wkurzać Cię jazda szybkimi tramwajami, co szybkie nie są, autobusami co rozkład mają w nosie, dostrzegasz, że z takiej Wielickiej na Aleje czy pod Pocztę, szybciej dotrzeć prywatnym busem, który jedzie gdzieś spod miasta, niż MPK. Zaczynają Cię drażnić te remonty wieloletnie, ulice rozgrzebane, ronda rozkopane, bezsens niektórych prac drogowych, podczas gdy są pilniejsze do załatwienia. Dostrzegasz tą konserwę i dulszczyznę Krakówka, to że po pewnym czasie uderzasz głową w mur koterii i kumoterstwa, a brak układów i "chodów" uniemożliwia podjęcie jakiejkolwiek decyzji, w tym niestety tych poprawiających jakość czy modernizacyjnych i to zarówno jeśli chodzi o decydentów w magistracie jak i tych na uczelniach.
      Przykład z życia: kończę studia na UJ, na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych, kierunek stosunki międzynarodowe. Ogromne oczekiwania i ogromne rozczarowanie. Kierunek i wydział, który na wielu uczeleniach w Polsce, w tym tych z czołówki jest, w jakimś stopniu, elitarny, tu traktowany jest po macoszemu. Brak kadry, która woli wykładać na prywatnych uczelniach za prawdziwe pieniądze, niewielu idealistów robiących doktorat, a wyrażających chęć pozostania na uczelni oraz wszechobecne w Krakówku, "układy i układziki" powodują, że studenci "wieszają psy" na swoim wydziale. Brak zajęć, które dają jakąś praktyczną umiejętność, przystającą do rzeczywistości, program tworzony nie pod oczekiwania studentów, rynku, tego co się dzieje na świecie, a pod to jaki profesor jeszce nie uciekł nam z wydziału i w czym się specjalizuje plus obowiązkowy kanon ministerialny, powoduje że zamiast rozwoju i postępu (a w dziedzinie stosunków międzynarodowych to raczej ważne) mamy niedorozwój. Przykład- na Uniwersytetach w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu- jest kilka specjalizacji- dyplomacja, handel międzynarodowy, Unia Europejska itd. z przedmiotami i programem nieco bardziej przystającym do zycia niż nasze, dwie od lat, specjalizacje- europejska i amerykanistyczna. Nasz rok próbował coś zmienić, ale wysyłane pisma, petycje o utworzenie nowych specjalizacji, zmiany, rozbijały się o ten opisany przeze mnie wyżej mur. Podobnie spotkania z władzami wydziału nic nie dały. Dlaczego- otóż działające układy i układziki, koterie i kółka wzajemnej adoracji, działające na UJocie uniemożliwiają jakiekolwiek zmiany. Starsi pracownicy naukowi często utrącają karierę młodszym, sami będąc niereformowalni obrzydzają studiowanie, nam, studentom. Brak pieniędzy to też częste tłumacznie- ale na świecie finansami wydziałów zajmują się menadżerowie, we władzach są administratorzy, a naukowcy zajmują się badaniami, rozwojem i przekazywaniem wiedzy studentom. Oczywiście by nie generalizować- są wykładowcy z powołaniem i pasją, którzy lubią to co robią i potrafią tym zainteresować studentów, ale to niestety, margines.
      UJ to moloch, taśmowa fabryka studentów, miernych i biernych, zamiast rozwijać, równa w dół, jeśli chcesz poszerzać swoje horyzonty, studiujesz na innej uczelni,w tym często na prywatnej, dokształcasz się sam, często na płatnych kursach. Podejście pracowników UJ do studenta to najczęściej podejście pracownika fabryki do pudełka pasty do zębów na taśmociągu, jest bo jest, to w końcu zło konieczne. Szczycenie się kilkusetletnia tradycją to za mało, ba, to powinno obligować do modernizowania się, zmian, no ale Krakówek zmian nie lubi. Przynajmniej ten uczelniano- administracyjny.
      Jesli natomiast chodzi o perspektywy pracy- tu pozwolę się nie zgodzić z więkoszością- że Kraków do studiowania ok, do pracowania nie bardzo. Sektor prywatny radzi sobie dobrze. Dużo międzynarodowych firm, ogrom młodych ludzi po studiach, dobre połączenia komunikacyjne (w porównaniu z resztą kraju...)- z całą pewnością JEST gdzie pracować, a to gdzie, za ile- zależy już tylko do ambicji i determinacji poszukującego pracy. Wielu znajomych zaczynało prace już na studiach, wielu zaraz po studiach pracę znalazło.
      • Gość: wyczesany Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.08, 13:58
        część twojej wypowiedzi odnośnie rynku pracy jest ok...nie podążasz
        za utartymi frazesami...ale jaka konserwa??? Czy statystyczny
        mieszkaniec Krakowa jest bardziej konserwatywny niż mieszkaniec
        Wrocławia czy Poznania...dla ciebie to że jest stare miasto oznacza
        konserwatyzm, bo inaczej tego pojąć nie moge. Poza tym jak w
        Krakowie zyje sie wolniej niz w Poznaniu czy Wrocławiu, skoro jest
        od nich większy...starasz sie pisac rozsądnie ale uzywasz głupich
        stereotypów.
        • Gość: Albireo Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.08, 19:42
          Będziemy się wdawać w filozoficzną dysputę o percepcji czasoprzestrzni? Poczucie czy czas płynie nam wolniej czy szybciej to poczucie subiektywne i nie ma związku z wielkością miasta. Wg. mnie w Krakowie czas płynie "wolniej", bo wynika to jego charakteru, mentalności mieszkańców, klimatu jaki narzuca Ci historia oraz krakowska kultura i rozrywka. Ludzie tu nie pędzą, potrafią zatrzymać się, spędzić czas ze znajomymi, ukulturalnić się itd. To moje subiektywne zdanie, ale podzialane przez wielu znajomych.
          Konserwa- ironizujesz- bo stare miasto, ale nie da się nie zauważyć wpływu historii na mentalność mieszkańców, miasto królów i papieży... Historia, jej klimat tak, ale nie zacofanie i zaściankowość, niski stopień otwarcia na nowoczesność, modernizację, nieumiejetność pogodzenia jednego z drugim (historyczno- turystycznego charakteru miasta z postępem i rozwojem). To rozumiem pod kolokwialnym pojęciem "konserwa".
      • cartahena Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie 05.03.08, 16:40
        Studia na UJ skonczylam okolo 10 lat temu. Studiowalam na Wydziale Biologii i
        Nauk o Ziemi. Uwazam, ze moi wykladowcy i prowadzacy cwiczenia byli na bardzo
        wysokim poziomie, a nasz Instytut byl jednym z najlepszych w kraju. Naukowcy
        mieli kontakty z zagranicznymi jednostkami badawczymi, jako jedna z pierwszych
        pojechalam na stypedium zagraniczne w czasie studiow, co wtedy nie bylo jeszcze
        takie popularne jak teraz.
        Dlatego uwazam, ze nie nalezy generalizowac zle oceniajac caly UJ. Moze taki
        Wydzial jak Studia Miedzynarodowe jest faktycznie kiepski... Zastanawiam sie, co
        mozna studiowac na takim wydziale cale piec lat? Niestety, wychodzi na to, ze
        kierunek studiow kierunkowi nie jest rowny, a absolwent absolwentowi.

        Nie wiem za bardzo, jak skomentowac stwierdzenie, ze w centrum miasta mozna
        natknac sie na znajomych. Czy to az takie nieprzyjemne? I ze miejsca
        interesujace sa w ograniczonej ilosci? Wszedzie w Europie tak jest... Sporo
        jezdze do roznych europejskich miast i kazde z nich mozna obejsc w pare dni
        ogladajac najbardziej atrakcyjne miejsca.
        Komunikacja faktycznie ne jest najlepiej zorganizowana w porownaniu z na
        przyklad niemieckimi miastami, ale w koncu jestesmy biednym krajem, miastem,
        wiec nie mozemy sie chyba jeszcze porownywac z zachodnimi bogatymi regionami.
        Po prostu nie za bardzo trawie takich narzekaczy, ktorzy przyjechali do Krakowa
        i zajmuja sie glownie pretensjami do tutejszych mieszkancow (bo co to znaczy, ze
        miasto Krakow jest niefajne do zycia? Miasto, to jego mieszkancy, ktorzy je
        wspoltworza). A jak Wam sie tak bardzo nie podoba, to nikt tu na sile nikogo nie
        trzyma. Zawsze znajda sie chetni do osiedlenia sie w Krakowie.
        • Gość: Albireo Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.08, 19:29
          Uczelnia jest pewną całością i pewne zjawiska są na niej powszechne, niezależnie od wydziału, w większym lub mniejszym natężeniu, to są fakty i relacje, które można usłyszeć m.in. od studentów Wydziału Biologii i Nauk o Ziemii, który ukończyłaś. Może coś się pozmieniało, ale nie tą stronę co powinno, a może to po prostu subiektywizm relacji?
          Wybór studiów to była moja decyzja, ale oczekiwania również miałem inne. Co robi się na nich 5 lat? Studiuje i czeka końca. Niestety jest to jeden z ostatnich wydziałów UJ, który wprowadził w życie proces boloński i 3 letnie studia licencjackie, ta przyjemność nie była mi dana. Ale o czymś to świadczy skoro jakieś 90% osób z mojego roku oświadcza, że gdybyśmy załapali się na studia licencjackie, to SUM robiłoby gdzie indziej, byle nie na UJ. Ja natomiast, jak jakieś 75 procent mojego roku realizuje się na drugim kierunku i ucząc się m.in języków.
          Spotykanie znajomych- tak, jak najbardziej jest przyjemne, ale mimo wszystko brakuje mi w Krakowie wielkomiejskiej anonimowości, chciałoby się np. poszaleć i wiedzieć że jest się w miarę anonimowym, a nie zastanawiać się czy warto, bo co ludzie powiedzą.
          Narzekanie charakteryzuje ludzi, którzy są bądź krytykantami, znającymi tylko Kraków z pocztówek i weekendowych wypadów, bądź takich którzy są z tym miejscem emocjonalnie, życiowo związani. Należę do tych drugich, co może po studiach się zmieni, przy całym szacunku i zachwycie jakim darze to miasto, to jednak Wrocław, w moim prywatnym rankingu, jest na wyższym miejscu.
          Cóż jeśli chodzi o komunikację- nie chodzi mi już nawet o jakość, tylko o czas podejmowania niezbędnych decyzji, powolność bądź brak jakichś zmian na lepsze, pomimo tego że nawet z obecnymi finansami da się coś zrobić. Szumne zapowiedzi i zero konkretnych działań. Może chodzi nie tylko o niemieckie "ojro" z tą ich komunikacją, ale o ich niemieckie zorganizowanie?
          Owszem można przymknąć oczy, nie krytykować i liczyć, że jakoś to będzie, będąc przywyczajonym do stanu obecnego, to też jest metoda, tylko nie uważam żeby była najlepsza.
          Do mieszkańców Krakowa nic nie mam, w większości są mi obojętni, niektórych bardzo lubię a niektórych nie, tak byłoby równie dobrze, gdybym mieszkał w Warszawie, Wrocławiu, czy Poznaniu. Chodzi mi o grupy decydenckie, pewne rzeczy, które każdy po pewnym czasie widzi.
          Owszem nikt tu mnie nie trzyma, tylko czy nie byłoby lepiej gdyby pewnych mechanizmów nie było, Kraków był bardziej przyjazny i otwarty na nowości, ułatwiając tym samym pobyt i osiedlanie się nowoprzybyłym?
          Zawsze znajdą się chętni do osiedlenia w Krakowie, ale szkoda że m.in z takich niemiłych powodów o jakich piszę, wiele osób to miasto opuszcza.

          • Gość: Martini Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.ghnet.pl 05.03.08, 21:25
            No nie przegiąłeś

            A w jakim rankingu Wrocław jest wyżej.

            Wiesz jak to miasto nazywają specjaliści od marketingu-wydmuszka.

            Dlaczego po poza reklamą nic nie wskazuje na jego wielkość.


            Wszystkie rankingi tego miasta w porównaniu z Krakowem są mizerne.

            Od poziomu inwestycji, przez komunikację po inwestycje.

            A skąd się bierze popularność Wrocławia-jego prezydent to spec od
            marketingu i tyle.

            Jak jest takie wspaniałe to dlaczego nie dostało EXPO!!!


            Jeżeli chodzi o poziom bezpośrednich inwestycji zagraninych,
            budownictwa mieszkanioweg, czy poziomu innowacyjności czy też
            inwestycji nowych technologii to Kraków stolicę Śląska bije na głowę.
          • cartahena Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie 05.03.08, 23:22
            Ja jeszcze w kwestii ilosci knajp i miejsc rozrywkowych w Krakowie.
            Jak ja studiowalam, takich miejsc bylo kilka na krzyz, a jakos sobie
            radzilismy i nie brakowalo nam rozrywek.
            Jesli chcesz anonimowosci, to nie oczekuj tego po 800. tysiecznym
            miescie. Anonimowosc mozna miec w miescie liczacym kilka milionow.
            Tam mozna sie wyglupic i jest nadzieja, ze nikt znajomy Cie nie
            zobaczy :-). W takim razie zle wybrales miejsce studiowania, bo w
            ciagu nastepnych miesiecy sie nie namnozymy, by osiagnac te
            liczbe :).
            To nie chodzi o to, zeby zyc w marazmie. Owszem, nalezy wiele
            zmienic w miescie. Ale drazni mnie, ze te krytyczne uwagi wysuwaja
            ludzie, ktorzy sa tu dopiero pare lat i wydaje im sie, ze poznali
            miasto na wskros. Jak bylam mala, samochodow bylo co najmniej o
            polowe mniej niz teraz, restauracji i barow nie bylo prawie wcale
            (na randki chodzilo sie do Zalipianek lub do Jamy Michalika), na
            rynku nic sie nie dzialo, zadnych koncertow, itd. Teraz i tak jest
            super atrakcyjnie w porownaniu z tym, co bylo!
      • Gość: n. Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.08, 01:54
        Do jednego fragmentu Twojej wypowiedzi chcialbym sie odniesc, bo
        wydal mi sie dosc istotny, jednak wymagajacy pewnych uscislen.
        Piszesz mianowicie:

        "Dużo międzynarodowych firm, ogrom młodych ludzi po studiach, dobre
        połączenia komunikacyjne (w porównaniu z resztą kraju...)- z całą
        pewnością JEST gdzie pracować, a to gdzie, za ile- zależy już tylko
        do ambicji i determinacji poszukującego pracy. Wielu znajomych
        zaczynało prace już na studiach, wielu zaraz po studiach pracę
        znalazło".

        Pierwsze stwierdzenie zdaje mi sie troszke naciagane. Co znaczy
        duzo? Czy te kilkanascie firm miedzynarodowych, w ktorych istnieje
        realna szansa na zatrudnienie - nie mowie tu bowiem o takich
        podmiotach jak google, gdzie, zeby pracowac, trzeba spelniac bardzo
        wysokie i specjalistyczne kwalifikacje (a poza tym nie prowadza oni
        rekrutacji do osrodka w Krakowie praktycznie wcale; rozwijaja
        oddzial wrocławski) - to naprawde duzo? I jakie to firmy, jaki
        rodzaj pracy mozemy w nich wykonywac? Glownie, jak dobrze wiemy,
        zajmuja sie one outsourcingiem finansowo-ksiegowym (Krakow juz
        stanowi chyba potege w tej dziedzinie), kadrowym, i naleza do
        sektora high-tech, tyle ze, w tych ostatnich znajduja prace glownie
        ludzie po tutejszych uczelniach technicznych, bynajmniej nie UJ
        (vide: Comarch chociazby). A co z ludzmi, ktorych nie interesuje
        kariera w duzych korporacjach, nie chca pracowac w sprzedazy,
        handlu, marketingu - w tym pracy jest rzeczywiscie sporo, jednak
        Krakow i tak pod wzgledem ilosci, jakosci ogloszen, jak i plac, nie
        ma tu do zaproponowania nic konkurencyjnego wzgledem Warszawy - a
        chcieliby na przyklad "robic" w kulturze (rzekomo Krakow jest jej
        stolica), pracowac w wydawnictach badz zajmowac sie dziennikarstwem?
        Jakie sa w Krakowie szanse zatrudnienia w tych dziedzinach, i na
        jakie wynagrodzenia mozna liczyc? Moze porozmawiajmy troszke o tym,
        chodzi przeciez o dosc prestizowe (i spolecznie istotne) zawody.
        Otoz, okazuje sie, ze na prace w wydawnictwie przykladowo, nie ma
        praktycznie co liczyc. O pensjach w granicach 1700 zl netto (gornych
        granicach, chyba dodawac nie musze), wole nie wspominac. Nie wiem
        jednak, co trzeba zrobic, by taka prace dostac. Rzeczone wydawnictwa
        w zasadzie w ogole nie zatrudniaja, wiecej - nie prowadza tez
        zadnych praktyk czy stazy dla studentow (sa wyjatki, ale nie o
        wyjatkach tutaj rozmawiamy, ale o sredniej).

        Co z praca w dziennikarstwie? Staly wspolpracownik duzego
        ogolnopolskiego dziennika - nazwy nie wspomne - moze liczyc na 2000
        zl netto. Duzo to czy malo? Ilu tych wspolpracownikow jest i jakie
        sa szanse na to, by dolaczyli do nich kolejni „zdolni mlodzi
        ludzie”? Kto slyszal o jakiejkolwiek mozliwosci zatrudnienia
        w "Dzienniku Polskim", "Radiu Krakow", "Polsce-Gazecie Krakowskiej"?
        Nie ma tu mowy o jakimkolwiek etacie, te dawno sa już zajete, ale
        nawet na stala wspolprace trudno (czyt.: jest ona w zasadzie
        niemozliwa). Ile zarabia pani (chodzi mi o reporterow) w "Kronice",
        sztandarowym programie lokalnej telewizji? 50 zl brutto za material?
        Jesli w ogole zostanie wyemitowany, nalezaloby dodac. Kto wiec sie
        tym zajmuje? Studenci, w rodzaju pani Anety Zadrogi i jej mlodszych
        kolegow/kolezanek. Czy mlodzi ludzie konczacy dziennikarstwo na UJ-
        ocie maja jakakolwiek szanse na prace w swoim zawodzie, w
        rodzinnym/wybranym na takowe miescie? W wiekszosci uciekaja do
        Warszawy, tylko tam bowiem moga sie rozwijac. Co z mediami w rodzaju
        pewnego znanego radia z pieknego kopca i pewnej (komercyjnej)
        telewizji? Odpowiedz jest prosta: praktykuj, pisz, publikuj, pracuj
        ok. 10 lat za darmo, moze uda ci sie wreszcie tam dostac. Tylko, kto
        moze sobie na to pozwolic? Srodowiska te sa tak hermetycznie
        zamkniete, ze bardziej niemal nie mozna. Znowu, na nasza niekorzysc,
        inaczej sytuacja wyglada w Stolicy. Niech nikt nie podnosi prostego
        argumentu w rodzaju: to jedz tam. Nie po to wybralem sobie przed
        laty Krakow na miejsce zycia i zamieszkania, by uciekac z niego do
        innego miasta. Chodzi jedynie o prawdziwosc obrazu. A ten prezentuje
        sie tak, ze Krakow daje mi niepomiernie malo mozliwosci na rozwoj
        (tzw. kariery zawodowej, cokolwiek mialoby to znaczyc). I, niestety,
        coraz czesciej sklonny jestem zdaniu, ze zadne dobre checi czy
        determinacja nic nie dadza. Ile mozna byc zdeterminowanym, jesli
        wciaz napotyka sie na opor instytucjonalny? To miasto jest po prostu
        male, a ludzi w nim sporo. Dlatego tez w tym kontekscie, to o czym
        piszesz, iz mieszka tutaj ogrom swietnie wyksztalconych mlodych
        ludzi, dziala na korzysc samego miasta i przedsiebiorcow, ale na
        niekorzysc poszukujacych pracy. Coz, ktos zaraz powie – naturalna
        konkurencja. Nieprawda. Cywilizowany kraj powinien proponowac takie
        warunki, w ktorych start ludzi w roznych pozycji spolecznych jest w
        miare rowny i moga oni osiagnac wiele, tylko dzieki
        przyslowiowym "dobrym checiom" wlasnie. W Krakowie wyglada to tak,
        iz, owszem, mozna dostac prace w Hewitt Associates np., jednak
        jedynym w zasadzie, a przynajmniej podstawowym warunkiem, jest
        biegla znajomosc - najlepiej dwoch - jezykow obcych. Co z tymi,
        ktorych rodzice nigdy nie wysylali (juz w wieku gimnazjalnym) na
        kursy do Zjednoczonego Krolestwa czy innego USA? Nie nalezy przy tym
        zapominac o tych, ktorych zwyczajnie nie stac na oplacenie zajec w
        szkole jezykowej - srednio 600 zl za semestr (wiec, jak latwo
        policzyc, 100 zl/mies.). Jak wynika z publikowanego ost. na lamach
        gazety artykulu - ale nie tylko, niektorzy znaja to takze z wlasnych
        obserwacji czy tez doswiadczen - przecietny krakowski student ma do
        dyspozycji ok. 800-1000 zl/netto na utrzymanie w miesiacu. Policzmy:
        300-500 zl czynsz za wynajem (jesli ktos pochodzi spoza Krakowa), 70-
        130 zl rachunki, 50 zl bilet mies., 20-50 tel., bilet kolejowy na
        wizyte w domu (zaleznie od odleglosci; maks. ok. 50 zl), jedzenie -
        to juz roznie, zaleznie od tego czy gotujemy sami, czy zywimy
        sie "na miescie" (srednio jednak w granicach 100-150 zl), jakas
        rozrywka (szeroko: zarowno koncerty, kino, teatr, jak i przyslowiowe
        kawa i piwo w knajpach - tez bardzo zróżnicowane; dajmy na to: jedno
        wyjscie do kina, jedno na koncert/do teatru; ceny niemal identyczne,
        4 piwa w knajpie - ok. 65 zl), ciuchow, one sa najdrozsze, nie bede
        dodawal, mozna zalozyc, ze student chodzi „dziesiec” sezonow w
        jednym (malo prawdopodobne). Gdzie tu jednak pozostaje miejsce na
        oplacenie szkoly jezykowej? A co ze studentami zaocznymi, ktorych
        przecietne wynagrodzenie w naszym pieknym miescie wynosi 1200-1300
        zl netto? Czy tez maja o wiele lepsza sytuacje? I jakie perspektywy,
        wykonując prace, jak to ladnie powiedziala w art. publikowanym w tym
        samym dziale pani z portalu pracuj.pl, niekoniecznie zwiazana z ich
        zainteresowaniami. Latwo operowac frazesami, nie powiem. Tylko
        znowu, dlaczego pracodawcy okazuja niezmierne zdumienie, kiedy na
        rozmowe w sprawie pracy przychodzi do nich student, przykladowo
        socjologii, ktory w trakcie nauki „praktykowal” w barze czy na
        recepcji hotelu/hostelu, albo w McDonald’s? Nie będę już mowil o
        tym, ze tacy studenci najczęściej w ogole nie sa zapraszani na
        rozmowy. Czy te roznice miedzy Krakowem a takim Dublinem chociazby,
        musza być az tak kolosalne? Dlaczego tam możliwym jest, aby zak
        podczas nauki dorabial za barem, na zmywaku, robiąc kanapki itp., a
        potem zostal menedzerem w centrali IBM na cala Europe?
        • Gość: n. Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.08, 01:57
          cd.

          Idzmy dalej. Co z praca w agencjach reklamowych, interaktywnych? Ile
          ich jest? Tych drugich - dwie moze. W tym, obydwie b. dobre. Jedna
          przyjmuje w zasadzie wylacznie na praktyki i staze - wiadomo, tak
          taniej. Po "okresie probnym" rozstajemy sie i bierzemy nastepnych.
          Do drugiej, aby sie dostac, nalezy miec wieloletnie doswiadczenie w
          tej branzy. I byc zwyczajnie dobrym, to chyba oczywiste :) Tylko,
          ten ostatni problem dotyczy wielu agencji. Jezeli juz kogos
          zatrudniaja, to oferty wygladaja mniej wiecej w ten sposob:

          wymagania: minimum dwuletnie doswiadczenie w obsludze klientow
          krajowych i zagranicznych w zakresie ATL i BTL.

          Czyli – zwyczajne podkupywanie konkurencji. Ktos, kto robi „tylko”
          staze i praktyki, nawet w bardzo dobrych firmach, nie ma szans na
          zatrudnienie. Liczy sie twarde doswiadczenie, co dla pracodawcy
          oczywiste, dla biednego dziennego studenta - juz niekoniecznie. I
          tak dobrze, jesli rzeczony student ma krotkotrwale doswiadczenie we
          wspomnianych firmach, a nie przysłowiowej knajpie, jako barista,
          barman, kelner, Bog wie co jeszcze.
          Opierajmy sie wiec prosze na konkretach, wydajac jakies sady. To, ze
          moi koledzy czy kolezanki znalazly dobra prace, nie znaczy, ze
          sytuacja wyglada dobrze. Nie wyglada. Znam osobiscie chociażby pana
          redaktora, mlodego krytyka literatury wspolczesnej, ktory poza
          redakcja tekstow, tlumaczeniami i korektami dorabia sprzatajac w
          hostelach i inwentaryzujac hipermarkety. Nieporadnosac zyciowa czy
          moze sytuacja, o ktorej na stronach CKiD pisza Panowie Duda i
          Makowski: "[Polacy] widzą, że w Polsce gruszki nie chcą rosnąć nawet
          na gruszy" - por. www.ckid.pl/artykuly/duda-
          donald_tusk_nie_powstrzyma_emigracji.html.
          O srodowisku juz nie wspomne. Co z panami Wiedemannem i Mareckim?
          Powody chyba jakies sa, ze "uciekli" do Warszawy, jeden do duzej
          agencji reklamowej, drugi - "KP"; chyba jednak polowicznie. Teraz
          jedna pani z Ha!artu juz po raz kolejny wypowiada sie, ze w tym
          wydawnictwie autorzy nie zarabiaja pieniedzy. Czy to jest jednak
          powod (tylko i wylacznie) do dumy?
          Podalem tu tylko czesc przykladow, przyznaje, z wybranych tylko
          dziedzin. Choc rozeznanie mam szersze, ale to moze przy okazji
          dalszej dyskusji. Na pewno serdecznie do niej zapraszam. Byle nie
          tych, ktorzy za cale zlo winia przyjezdnych. My naprawde staramy sie
          wnosic do tego miasta swoja wiedze, serce, zapal i umiejetnosci. Ale
          musze istniec ku temu warunki, moze nie bardzo korzystne nawet, ale
          chociaz znosne. Nie zapominajcie tez nigdy, ze najwieksi
          krakowianie/krakusi/krakowiacy/krakauerzy (nie tylko zreszta oni),
          nie rodzili sie w tym miescie; wybierali je sobie za miejsce do
          zycia. My chcemy w ostatecznosci przeciez tego samego. Dla dobra nas
          wszystkich.

          PS. o pracy na "szacownym" UJ-ocie na razie rowniez nie wspomne. Mam
          tam akurat kilku znajomych, zarowno pracownikow naukowych, jak i
          administracyjnych. Ci ost. dosc dosadnie - jednak w jakiejs mierze
          nie jest to pozbawione racji - przyznaja, iz trudno spotkac
          wiekszy "burdel" niz u ich pracodawcy.
    • Gość: Troju Błędny wykres słupkowy IP: *.dsV.agh.edu.pl 05.03.08, 13:12
      W wykresie słupkowym słupek dot. komunikacji miejskiej jest dziwnie niski w
      stosunku do podanej wartości procentowej (36%)!
    • Gość: fillippo Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.08, 17:10
      A może by zapytać mieszkańców Krakowa czy są zadowoleni, że jest w naszym
      mieście tylu studentów i jakie są z tego względu zalety i wady (przynajmniej dla
      mnie więcej jest wad)
      • Gość: Martini Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.ghnet.pl 05.03.08, 19:23

        He He!!!

        Same plusy tania siła robocza w knajpach. Bo tylko szmatławiec
        zapłaci 5 czy 6 złotych za godzinę, a tylko student to weźmie.

        Same plusy można mieć na wódkę na imprezę u szwagra jak się najmie
        mieszkanie po babci:-)
    • Gość: JJ Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.ar.wroc.pl 05.03.08, 19:32
      Pomimo tego,że studiuje we Wrocławiu mam porównanie co do życia w obu tych
      miastach i tego w jakim stopniu są one "przyjazne" dla studentów. Wielkim plusem
      dla Krakowa jest niepowtarzalny klimat w dużym stopniu wynikający z historii
      miasta,uwielbiam tutejsze knajpy, życie nocne i artystyczne.Miasteczko
      studenckie AGH to coś czego osobiście zazdroszczę krakowskim studentom :)jak dla
      mnie - hit!! w porównaniu z Wrocławiem mam wrażenie,że życie jest jednak nieco
      droższe w Krakowie(np. bilety MPK).No i jeszcze turyści w tak wielkiej liczbie,
      to czasem bywa męczące.
    • Gość: Turim Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.08, 19:48
      Zetknąłem się z komunikacją w kilku miastach, tramwaje znam od dzieciństwa, ale
      rozkład jazdy w Krakowie jest tragicznie zrobiony. Zaro synchronizacji. Poruszam
      się pomiędzy Bieżanowem, Prądnikiem Białym i Borkiem Fałęckim i 90% przesiadek
      polega na tym, że wysiadając z jednego środka transportu właśnie odjeżdża mi
      ten, na który mam się przesiąść. I nie jestem osamotniony w tej opinii.
      • patafyanna Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie 05.03.08, 20:24
        fakt - Śląsk i jego komunikacja być może nie dorównuje Londynowi, ale to i tak
        wybitne osiągnięcie w porównaniu z Krakowem. Tylko niech coś zrobią z nocnymi i
        śląsk bedzie taki że żyć nie umierac ;)
    • Gość: mrozek Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.08, 20:23
      Komunikacja w Krakowie jest mega nieracjonalna i jest coraz gorzej. Ostatnio MPK
      przeszlo samo siebie jak zmienilo trase autobusow 124, 424, 152 i 502. Przez
      blisko 2 lata w/w linie zatrzymywaly sie na przystanku Akademia Ekonomiczna
      (pozniej Uniwersytet). Teraz jada Lubiczem prosto i nie skrecaja w Rakowicka.
      Konsekewncja jest taka ze jedyny srodek komunikacji jezdzacy z centrum w strone
      UEK to tramwaj nr 2. Kiedys bylo wiecej linni jezdzacych w tamtym kierunku,
      teraz lepiej zrobic linie 0.
      Nie mniej jestem pewien ze jak bedzie wszystkich swietych to linii na cmentarz
      bedzie wiecej. Szkoda tylko ze skorzystaja z nich ludzie jezdzacy w tamta strone
      okazjonalnie i czesto za darmo (over 70) ;) Oczywiscie fakt ze z dnia na dzien
      zostala zmieniona trasa autobusow nie zostal ogloszony w autobusach (np. na
      plaktacj, MPK TV). Na zwrot pieniedzy za bilet miesieczny na wszystkie linnie
      juz nie licze, a obecnie korzystam wylacznie z 2 i 4. Czy to jest normalne?
      JAk juz sie zale na MPK to dorzuce jeszcze pytanie po co kupowac
      najnowoczesniejsze tramwaje/autobusy skoro w lecie przy 40 stopniach w srodku i
      nie otwieranych oknach nie wlacza sie w nich klimatyzacji?
      • Gość: kaśka Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.ghnet.pl 05.03.08, 22:26
        zastanó sie co piszesz. te autobusy jezdzily zmienioną trasą na
        czas remontu ronda. NIe wiem ile lat wcześniej jeździły przez lubic
        ale jka zaczełam studia w 2004 to już tak było. a od wielu dni były
        informacje że wracają częściowo na swoje stare trasy. wystarczy
        czasem popatrzeć na komunikaty MPK a nie gadać bez sensu. Poza tym
        łatwiej dość w 3 minuty z Lubicz na AE niż stać kilka minut w korku
        na Rakowickiej
      • Gość: Anek Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.03.08, 19:36
        Nie wiedzialam, ze dla kogos moze podejscie od przystanku Brodowicza/Rondo Mogilskie czy Lubicz moze stanowic jakikolwiek problem? Zwłaszcza, ze co jak co do UEK można dojechać praktycznie z każdej części miasta bez większych problemów. A poza tym nikt nie kazał Ci kupowac na wszytskie klinie karty. Jesli chciałeś oszczędzić to trzeba było już wczesniej pomyslec i kupić np na jedną linie 4 i dochodzić z Lubicz (i tak na piechotę zawsze było szybciej niz autobusem, czy tramwajem).
    • Gość: Domin Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: 149.156.67.* 05.03.08, 20:49

      Śmieszy mnie to narzekanie na UJ
      Poziom wszystkich uczelni spada na łeb na szyję bo nastawiają się na masówkę i
      UJ nie jest tutaj żadnym wyjątkiem-wpisuje się jedynie w smutny trend
      Niektórzy mówią że UJ to fabryka magistrów-oczywiście mają rację tylko która ze
      znanych uczelni taką fabryką nie jest??? Może UW gdzie jest 65 tys studentów???
      Może UWr czy UŚ które są większe od UJ???? Polskie szkolnictwo wyższe jest
      mizerne i nie ma co tego ukrywać ale tyczy się to wszystkich uczelni a jakieś
      wyjątkowe najeżdżanie na UJ że jest tutaj najgorszy i w ogóle be jest po prostu
      śmieszne w sytuacji gdy na wszystkich innych uczelniach jest podobnie....
      • Gość: krakuskaaa Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.zax.pl 05.03.08, 22:10
        wymiękam jak czytam,że studentom "przyjezdnym" przeszkadzają turyści...
        hehehehehehehehehehehe ;]
        • Gość: maja Re: Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: *.ksknet.pl 06.03.08, 00:07
          no dobra są studentami przyjezdnymi ale nie biegają w stringach po rynku, chyba
          zgodzisz się ze mną, że poza Juwenaliami studenci nie robią takiego zamieszania
          jak pijani Angole...
          nie słyszałam też o zakazie wstępu do klubów dla studentów a takie same zakazki
          dla gości z Wysp się trafiają
    • Gość: jagienka Plusy i minusy studiowania w Krakowie IP: 213.134.170.* 06.03.08, 16:31
      kraków jest cudownym miastem.Przede wszystkim wszystko skupione jest
      w jednym miejscu..akademiki przy uczelniach,dobry dojazd,wysoki
      poziom uczelni,mili ludzie,ciekawa atmosferamożliwość dobrego
      zarobku w czasie i po studiach.
Pełna wersja