umierać po ludzku

17.03.08, 11:37
Witam. W styczniu 2006 r. zmarła mi bliska osoba i wówczas napisałam
list do Wysokich Obcasów /list tygodnia!/ pod tytułem "Rodzić po
ludzku" długo przyszło mi czekać na odzew, ale nareszcie pojawił
się. Dziękuje. Temat tabu, ale dotyczacy wszystkich bez wyjatku.
Umieramy zawsze w samotności, tylko my i nikt nie porafi nam
powiedziec jak wtedy jest. Nie ma recept dla tych, co pozostają, jak
z tym momentem i później poradzić sobie. Dlatego tak ważne jest jak
żyliśmy: obok? razem?. Dlatego trzeba mówić o umieraniu, tak jak o
każdym ważnym momencie zycia, może najważnieszym. Przeczytała
ostatno u De Mello: "Czy ktoś zastanawia się nad ty, czy jest życie
przed śmiercią". /!/
    • Gość: Sygita Re: umierać po ludzku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.08, 15:50
      Niestety do śmierci bliskich osób chyba nigdy nie można się tak
      naprawdę przygotować, ale można pomóc im godnie umierać, a żeby tak
      było należy zacząć o niej głośno mówić- akcja "Umierac po ludzku" to
      wspanialy pomysł!!! Polecam piękną książkę napisaną przez
      umierającego młodego chlopca Vincenta Humberta- "Proszę o prawo do
      śmierci"- jest rewelacyjna i daje do myślenia!
      • Gość: Sygita Re: umierać po ludzku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.08, 16:24
        z chęcią przeczytałabym ten list tygodnia... Pozdrawiam!
    • mallina Re: umierać po ludzku 20.03.08, 23:45
      Doroto (wyproszona przez salowa z szpitalnego pokoju) bardzo mnie poruszylo to
      wszystko co napisalas
      • Gość: Corka Re: umierać po ludzku IP: *.cust.tele2.ch 21.03.08, 02:29
        Moj Boze, okazuje sie,ze nie tylko ja mialam takie nieszczescie,ze
        wyproszono mnie od umierajacego Ojca!
        Kazano mi wyjsc, nawet z korytarza i zamknieto drzwi za mna na
        klucz! Znalazlam sie jakby w malekim przesionku szpitalnym. Moglabym
        MOZE przeszkadzac,bo niby chciano Ojcu pomagac (???) Byl po zawale
        od tygodnia! . Ale lekarz byl TROCHE pod wplywem alkoholu, a ja
        bylam zbyt przerazona,zeby protestowac. Poproszono mnie za pol
        godziny, mowiac,ze nic sie nie dalo zrobic i wtedy wiedzialam,ze
        nietety pito w tym lekarskim pokoju!
        • Gość: truman Re: umierać po ludzku IP: *.171.170.13.crowley.pl 21.03.08, 11:28
          Nie potrafię zrozumieć, dlaczego Polacy, naród jakże religijny i
          bogobojny, który Zupełnie nie potrafię zrozumieć, dlaczego Polacy
          tak panicznie wręcz boją się śmierci. Po pierwsze jest ona
          nieodłącznym elementem naszej egzystencji, na trwale w nią wpisanym.
          Po wtóre Polacy to naród w zdecydowanej większości katolicki, a w
          dodatku licznie praktykujący. A życie wieczne stanowi podstawowy
          postulat wiary katolickiej, a także większości religii, który
          przekazywany jest na każdym nabożeństwie („i daj nam udział w życiu
          wiecznym”).

          Dla przypomnienia - wg. doktryny chrześcijańskiej człowiek składa
          się z trzech czynników: ciała - materialny aspekt widzialnego
          świata, duszy - siedlisko ludzkich emocji oraz ducha - czynnik
          duchowy nadany przez Boga przez jego tchnienie.
          Ciało jako element materialny zawsze podlega śmierci i rozkładowi.
          Przeciwnie - duch jako czynnik pochodzący od Boga jest
          nieśmiertelny. W związku z tym istnienie ludzkie, którego tożsamość
          (świadomość własnego 'ja') znajduje się w czynniku duchowym
          człowieka, jest nieśmiertelne.

          Życie wieczne jako wynik aktu zbawczego Boga oznacza egzystencję
          istnienia ludzkiego po śmierci ciała w określonym miejscu zwanym
          rajem tzn. w bezpośrednim sąsiedztwie Boga, pod jego opieką,
          miłością i zaopatrzeniem w przeciwieństwie od egzystencji w miejscu
          wiecznego potępienia zwanym piekłem jako miejscu oddalonym od
          miłości, opieki i jego zaopatrzenia.

          A skoro tak jest, to dlaczego ludzie boją się niejako
          współuczestniczyć w przejściu ducha umierającego do Boga, do raju?
          Nie potrafię tego zrozumieć, tym bardziej, że mam za sobą śmierć
          bardzo bliskiej mi osoby. Uważam, że bycie przy kimś w momencie
          śmierci jest naszą powinnością oraz wyrazem naszej miłości pisanej
          przez duże „M”. Ktoś, kto choć raz to przeżył, pozwala zrozumieć,
          czym jest śmierć i uczy się oswajania z nią.

          Nie będę nic pisał odnośnie chodzenia do kościoła, bo mógłbym urazić
          osoby, które autentycznie chodzą tam z potrzeby duchowej. Uważam, że
          każde miejsce z dala od zgiełku cywilizacji jest dobre na
          kontemplację i głębsze przemyślenia, a tłumy gromadzące się w
          kościołach po prostu mi to uniemożliwiają.
Pełna wersja